30 listopada 2008

Po ostatnich słowach Draco rzuciłam okiem na stół po drugiej stronie sali… Moi byli przyjaciele też chyba właśnie odkryli radosną nowinę! Ich miny świadczyły o tym, że chyba nie bardzo cieszą się z perspektywy pierwszej tegorocznej lekcji i to jeszcze z nami! Uśmiechnęłam się szyderczo pod nosem…
- A ciebie co tak cieszy?- Draco przyglądał mi się z ukosa
- Bo show must go one! Czyli pogrążanie Gryfonów, akt pierwszy, scena pierwsza… CZAS ZACZĄĆ przyjacielu!- odparowałam bez większego zastanowienia.
- Jezuuu na ich miejscu chyba zacząłbym się już bać!- Diabeł odwrócił się przez ramię i z udawaną troską spojrzał na stół Gryffindoru.
- Masz rację Diabełku, świętą rację! Jeszcze się przekonają z kim zadarli…
- Jezu Herm, ja się zaczynam bać!- Draco spoglądał na mnie z dziwnym respektem..- normalnie wybacz, że to powiem, ale córusia tatusia z ciebie!
- Hahaha! Może… ale tylko dla tych co mi zachodzą za paznokietki!
- Ej słonko, za pazurki raczej!- Diabeł uśmiechnął się uroczo.
- Taaaa a ja mam wrażenie, że za szpony!- Jas zakończyła naszą konwersację. Po jej słowach wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem i w takich dobrych humorach ruszyliśmy w kierunku wyjścia. W samych drzwiach, kiedy Draco zrównał ze mną swój krok, poczułam czyjąś dłoń na mojej talii. Spojrzałam na blondyna pełnym zdziwienia wzrokiem, delikatnie zsunęłam jego dłoń z mojej kibici i uśmiechając się rozbrajająco dodałam…
- To, że zaczęłam cię lubić, nie znaczy że masz mnie traktować jak Parkinson!
- Gdzież bym śmiał- powiedział z równie rozbrajającym uśmiechem- myślałem, że ci się spodoba…
- No to się pomyliłeś!- skłamałam, ale to szczegół, po tych słowach złośliwie wysunęłam w jego stronę język i dałam mu pstryczka w nos i jak gdyby nigdy nic ze śmiechem na ustach uciekła,
- Osz ty….zapłacisz mi za to!- krzyknął w moim kierunku i już za chwilę ruszył za mną w pogoń…
Goniliśmy się ze śmiechem po całej szkole, a ludzie patrzyli na nas jak na wariatów, w końcu to dla nich wciąż nowy widok, Draco i Hermiona w koleżeńskich, ba przyjaznych stosunkach! Kiedy w końcu dotarliśmy pod salę transumatcji, wszyscy łącznie z naszymi przyjaciółmi już tam byli. Widziałam wściekłość gryfonów kiedy obserwowali jak ze śmiechem uciekam, przed równie ubawionym Malfoyem. Cały czas byłam od niego szybsza, ale pomału traciłam już siły, kiedy więc wpadliśmy na odpowiednie piętro niewiele myśląc, schowałam się za mężnymi plecami Zabiniego. Malfoy stanął przed przyjacielem i przez chwilę obskakiwaliśmy Diabła, ja żeby się schować, a Draco, żeby mnie złapać… Jednak w pewnym momencie do moich uszu doszły słowa…
- Wiecie co? Lubię was, ale nie będę się mieszał w wasze sprawy!
Po tych słowach w ułamku sekundy Zab odskoczył do Jasmine, a ja stałam dokładnie na przeciwko Malfoya, na którego twarzy wykwitł złośliwy uśmieszek…
- I co teraz złośnico?- powiedział, wolno podchodząc do mnie, już po chwili całym swoim ślicznym ciężarem przywarł mnie do ściany- PRZEPROŚ!
- Nie…
- Ostrzegam.
- Nie!
- Masz ostatnią szansę…- mówił do mnie z uśmiechem. Za jego plecami widziałam że większość gryfonów przypatruje się nam z niesmakiem. Ron wyglądał jakby miał za chwilę wybuchnąć, Harry miał minę jakby nie dowierzał, Levander szeptały coś z Parvati, Neville stał z zakrytymi ustami. Tuż obok gryfonów dostrzegłam zazdrosną twarz Pansy, rozbawionych Zaba i Jas oraz wnioskując po minach niewiele rozumiejących Crabba i Goyla. Draco wciąż przypierał mnie do ściany..- Więc… przeprosisz?
- Nie!
- Może jednak się zastanowisz…- w tym momencie udało mi się wyswobodzić jedną dłoń, robiąc więc minę świętoszka odparłam…
- Hmmmmm….- udawałam że się zastanawiam, palcem dotykałam wargi, a on stał tam i po prostu ciekawie mi się przyglądał-… NIE!- po tym słowie dałam mu kolejnego pstryczka w nos..
- Sama tego chciałaś!- Zaczął mnie łaskotać, cały czas dociskając do ściany tak, że nie miałam możliwości wyrwania się z jego uścisku. Czułam ciepło jego ciała, dłonie błądzące po moich bokach, upajałam się zapachem jego drogich perfum… w pewnym sensie było mi nawet dobrze, tylko żeby mnie tak nie łaskotał.
- Hahaha…Draco…hahaha…hahaha…daj spokój, już dość…hahaha- krzyczałam pomiędzy jego kolejnymi dotykami..
- Dość…nie! Mnie się podoba!- odparł z uśmiechem jeszcze bardziej przyciskając się do mnie. A ja wiłam się pod nim, moja krótka spódniczka podwinęła się jeszcze bardziej, a włosy opadły na twarz, widziałam zachwyt w jego oczach, kiedy to obserwował i muszę przyznać że było mi z tego powodu niezmiernie miło… tylko te cholerne łaskotki…
- Hahahaha…wygrałeś… przepraszam…hahaha….Draco…Smoku…hahaha!
- Nieeeee traz to już za późno!
- Hahaha… ja już nie wytrzymam! Hahaha…
Przestał. Ale wciąż się ode mnie nie odsunął. Stał tak blisko, a ja chciałam, żeby nigdy się nie odsuwał… Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział wesoło..
- Masz szczęście Riddle, że mam do ciebie taką słabość!- po tych słowach to on pstryknął mnie w nos i odszedł do Zabiniego i reszty. Już po chwili byłam tam i ja, wesoło rozmawiając z nimi tak jakby całej sytuacji po prostu nie było… Nagle drzwi do sali otworzyły się i McGonagall zaprosiła nas do klasy. Kiedy tylko weszliśmy, ja niewiele myśląc skierowałam różdżkę na moją ławkę w której siedziałam razem z Ronem i Harrym i wypowiadając krótkie zaklęcie przeniosłam wszystkie swoje rzeczy do ławki gdzie siedziała już Jasmine. Za nami siedzieli chłopcy, co nie wróżyło niestety nic dobrego… Widziałam ciekawskie spojrzenia gryfonów kiedy odwracałam się do chłopaków, żeby wymienić z nimi jakąś niekoniecznie związaną z lekcją uwagę. Nooo tak do tego też nie są przyzwyczajeni, w końcu Granger była kujonką i ani jej się śniło nie uważać na lekcji… No, ale powtórzę to już kolejny raz, Granger na całe szczęście już nie ma!
W między czasie lekcja zdążyła się już rozpocząć na dobre. McGonagall gadała dziś o animagii. Phi bułka z masłem. Nie musiałam jej nawet słuchać i tak już wszystko wiedziałam na ten temat. Dlatego też spokojnie mogłam się oddać plotkowaniu z Jas i chłopakami, co nie uszło uwadze ropuchy, która kilka razy już nas upominała. Ani razu jednak nie odjęła nam punktów, ehhh czyżby jakaś dawna sympatia, do skromnej kujonicy? Hahaha, tylko mnie na korzyść! W pewnym momencie jednak jej słowa mnie zainteresowały…
- Jak już mówiłam, animagia jest niezwykle trudną dziedziną sztuki magicznej i wielu z was zapewne wcale nie uda się jej opanować. Ale są tutaj i tacy, w co szczerze wierzę, którzy są w stanie dokonać pełnej transmutacji w zwierzę. Na nauczenie się tego macie cały rok, a za opanowanie wasz dom zyska punkty. Jak co roku ogłaszam wśród uczniów, że ten kto opanuje animagię w pierwszym miesiącu szkoły zyskuje 200punktów, co nawiasem mówiąc nikomu jeszcze się nie udało… ale 200 punktów jest do zdobycia! Osoby które nauczą się tej sztuki do nocy duchów otrzymają 150 punktów, ci którzy przed Bożym Narodzeniem 100punktów, natomiast 75 osoby, które zmienią się przed feriami wiosennymi, a po 50 wszyscy pozostali. Wydaje mi się więc, że jest chyba o co walczyć….- dalej nie słuchałam jej wywodu. Odwróciłam się do chłopaków.. ich miny świadczyły o tym, że ta informacja również na nich zrobiła wrażenie. W końcu można było zdobyć niemało punktów…
- Pssst! Chłopaki!- spojrzeli na mnie zaciekawieni
- Co jest?
- Macie ochotę na 200 punktów?- uniosłam znacząco do góry jedną brew.
- Pytosz a wiesz!- Diabeł uraczył mnie odpowiedzią.
- No to….- nie zdążyłam jednak odpowiedzieć, ponieważ usłyszałam..
- DOŚĆ TEGO! Panno Riddle, jeśli jest coś co chce pani powiedzieć proszę się nie krępować, wszyscy chętnie posłuchamy!- patrzała na mnie groźnie…i co myślała może, że mnie przestraszy..żenujące! Popatrzałam na nauczycielkę i bez chwili zawahania odpowiedziałam..
- Właściwie… tak… jest coś co chcę powiedzieć.
Spojrzała na mnie zszokowana. Oczy wszystkich uczniów wpatrzone były we mnie…
- Proszę, mów Hermiono.
- Ja chcę spróbować!
- Co? Czego?
- No, a o czym Pani przed chwilą mówiła? Chcę spróbować się przemienić!
- Och Hermiono, ja wiem, że jesteś ambitna, ale taka przemiana to bardzo trudna magia, w całej mojej karierze nie zdarzyła się jeszcze, żeby uczeń na pierwszej lekcji tego dokonał,więc raczej nie spodziewaj się cudów…
- To mogę, czy nie?
- Och, tak proszę… przynajmniej pokarzesz im jak się za to zabrać.
Odwróciłam się jeszcze do chłopaków i puszczając im oczko,zeszłam do nauczycielki, wypowiedziałam zaklęcie MIXUSCORPULUS TOTALO. Już po chwili patrzałam na świat w zupełnie inny sposób. Wszystko stało się wyraźniejsze, lepiej słyszałam i widziałam… Wiedziałam, że przemieniłam się w syjamską szarą kotkę z brązowymi oczami. Przemieniałam się w nią już nie raz podczas wakacji, kiedy chciałam wymknąć się z domu. Wskoczyłam na biurko i dumnie się przeciągnęłam. Widziałam zszokowany wzrok nauczycielki i zachwycone spojrzenia innych uczniów. Draco wpatrywał się we mnie ze zdumieniem i podziwem. Przez chwilę siedziałam na biurku McGonagall, ale po chwili kilkoma sprawnymi skokami, z ławki na ławkę znalazłam się na swoim miejscu. Cofnęłam zaklęcie i już po chwili siedziałam na miejscu w swojej właściwej postaci… Usłyszałam gromkie oklaski ślizgonów i jęknięcia żalu rozchodzące się od strony gryfonów, no tak w końcu jeszcze nie tak dawno zdobywałam punkty dla nich… Za plecami usłyszałam głos Draco..
- Hermiono to było…. niesamowite!
Odwróciłam się i posłałam mu najpiękniejszy z wszystkich moich uśmiechów, po czym odwróciłam się do nauczycielki z wyczekiwaniem na twarzy. Ta odchrząknęła parę razy w efekcie czego w sali zrobiło się cicho, i powiedziała..
- Hermiono, to było coś niesamowitego! Pełna przemiana i to na pierwszej lekcji, tego jeszcze nie było… nawet twój ojciec zrobił to dopiero do 5 tygodniach nauki. To czego dokonałaś było niewiarygodne, ale udało ci się! Oczywiście zaraz piszę do ministerstwa o wciągnięcie cię na listę animagów! Gratuluję.
- Dziękuję.- powiedziałam uśmiechając się mało skromnie…
- Aaaa i jeszcze jedno! Oczywiście 200 punktów dla…- eh czyżbym słyszała żal w jej głosie?- dla Slytherinu oczywiście…

CDN…