Lupin nie chciał mieszać się w kłótnię, ani w sprawy Ivy. Wydawało mu się, że dziewczyna raczej jest przyjacielska w kontaktach

i dlatego równie przyjacielsko próbowała traktować Severusa. Miała też naturalny wdzięk, który w połączeniu z jej kruchą sylwetką

i eteryczną urodą, mógł zmiękczyć serce mistrza eliksirów. Nie poznawał również swojego przyjaciela. Syriusz raczej tak się nie

zachowywał w stosunku do dziewczyn. Zazwyczaj albo traktował je jak powietrze, albo stosował wszelkie chwyty, żeby je zdobyć

i rzucić po kilku dniach albo tygodniach. Z Ivy było inaczej, traktował ją poważnie, słuchał co ma do powiedzenia, ale nie

próbował na niej swoich sztuczek. Tym razem jednak wydawało się, że Black zaangażował się w tą relację, albo bardzo chciał dopiec Snape'owi.


- Kurcze blade! Co za dzień! - westchnęła Ivy, opadając na fotel. Lupin podał jej ulubiony koc i kubek z herbatą.

- Ivy?

- Mmmm?

- Nie uważasz, że to trochę dziwne.

- Co?

- Że jesteś jedyną osobą, która potrafi ustawić Snape'a i nie zostać zaczarowana.

- Hahah! Remusie, to chyba mój niemagiczny urok. - zaśmiała się, ale za chwilę spoważniała - Czy to prawda, że był śmierciożercą?

- Otóż to. - powiedział Syriusz, który właśnie wszedł - Może jesteś niemagiczna, ale Snape'a oczarowałaś. Tak był śmierciożercą.

Ivy zobaczyła, że Syriusz trzyma coś w ręku.

- Co tam masz? I czemu myślisz, że bezkarnie możesz wracać po takiej awanturze?

- Prezent od Snape'a dla ciebie. Niestety, zamiast zaklęcia, rzucił tym przedmiotem we mnie. Powiedział tylko, że nie wie czy

w ogóle było warto. Nigdy bym nie pomyślał, że Smarkerus może mieć jakieś ludzkie odruchy.

-Syriuszu!- Ivy zganiła go - Nie jesteście już w szkole. Powinniście przestać zachowywać się jak dzieci. Proszę cię, zachowuj się. Nie chcę kolejnej awantury

w moim domu, jeśli dalej chcesz tu mieszkać.

Ivy wzięła prezent i zaczęła rozpakowywać, kiedy znowu wtrącił się Black.

- Uważaj, bo on jest mistrzem eliksirów. Może zrobił ci eliksir miłości.

- Syriuszu….- powiedziała ostrzegawczo.

- Wiesz, że matka Harry'ego przyjaźniła się ze Snape'm, ale pokłócili się. - zaczął Syriusz - Dobrze, że przejrzała na oczy. Może też była pod wpływem środka….

- Nie chcę słuchać tych wszystkich bzdur Syriuszu, ostrzegam cię. - wstała z fotela- Jeszcze jedno słowo i będziesz spał na dworze. I nic mnie nie obchodzi,

że jest zimno.

- Syriuszu, myślę, że wystarczy. - powiedział Lupin ostrożnie - Powinniśmy odpocząć. Przygotować się do świąt.

- Wiecie co? To dobry pomysł. Idę chyba się położyć. Jestem trochę zmęczona.

- Dobrze.

Poszła do łazienki i wzięła długą relaksującą kąpiel. Zanim się położyła, sprawdziła drzwi i okna. Wszystko było pozamykane. W nocy śniły jej

się koszmary. Myślała, że ranek będzie lepszy, ale wchodząc do kuchni słyszała rozmowę Syriusza i Remusa.

- Naprawdę Remusie, nie musiałeś wczoraj bronić Snape'a. Jeszcze zacznie go żałować, a kto wie po której jest stronie.

- Czyżbyś był rzeczywiście zazdrosny Łapo?

- A co? Nie mogę?

- Pewnie możesz. Tylko nie wiem czy dobrze robisz. Widzisz, jesteś poszukiwany, byłeś w więzieniu. Nie wiem czy takie życie może jej odpowiadać….

- A ze Snape'm to miałaby spokojne życie? Ciągła niepewność czy czasem nie zostanie zabita albo wydana śmierciożercom na tortury...

- Chyba nie myślisz, że mógłby tak zrobić.

- A Lily? Skąd Voldemort dowiedział się, że ma dziecko?

- Syriuszu, naprawdę… to nie jest nasza sprawa. Ivy jest mądrą kobietą.

- Może i jest mądra, ale jest też niemagiczna. Nie obroni się przed zaklęciem, a tym bardziej przed eliksirem.

- Daj już temu spokój. Nie powinniśmy się wtrącać.

- Remusie… Nie rozumiesz.

Ivy weszła ziewając do kuchni, obaj umilkli.

- Cześć, co tam u was?

- Lepiej niż wczoraj.

- To miło. Może zrobimy śniadanie?

- Chętnie, pomogę ci Ivy.

- Dzięki Syriuszu.

Byli dla siebie mili, ale Ivy wiedziała już o co mu chodzi. Remus wykręcił się ubieraniem choinki. Święta minęły spokojnie, zwłaszcza, że

cała trójka uspokoiła się trochę po pierwszym zadaniu w Turnieju Trójmagicznym. Harry przysyłał jej sporo listów, tak, że Syriusz nie musiał

bać się zdemaskowania, a wiedział co dzieje się w Hogwarcie. Styczeń zleciał bardzo szybko, a to za sprawą nowego pomysłu Ivy, który jej

szefowa wdrożyła od nowego roku. W księgarni zrobiono kącik z kawą i ciastkiem. Wypieków dostarczała Ivy, która po pracy brała się od

razu do pieczenia. Nie dość, że pracowała prawie cały tydzień, to jeszcze wzięła na siebie dodatkowy obowiązek. Syriusz i Remus starali

się jej pomagać, głównie testując smakołyki, ale że nie byli zbyt wiarygodni, to szukała innych osób. Kiedy przychodził Snape, nie obywało się

bez złośliwych komentarzy. Severus był zazdrosny nie tylko o Syriusza, ale i o Lupina. Bolało go to, że traktuje wilkołaka jak starego kumpla,

zwłaszcza, że Lupin zawsze stawał po jej stronie.

Na początku lutego, Ivy testowała ciastka z kremem na walentynki, Lupin zniknął przed południem, stwierdził, że musi gdzieś iść.

W domu został Syriusz z Ivy. Black przeglądał Proroka Codziennego, i był mocno zirytowany sensacyjnymi artykułami Rity. Ivy natomiast

męczyła się z kremem do babeczek w kształcie serca. Miały mieć różne smaki, ale czerwony kolor, niestety wychodziły jedynie różowe

o smaku kwaśnych wiśni. Prychając i klnąc, starała się naprawić recepturę.

- Potrzebuję odrobiny magii, ale tylko trochę….

- Ivy?

- Tak?

- Mówiłaś coś?

- Tak, czy mógłbyś mi pomóc?

- W czym? Aaa, znowu testujesz nowe smaki?

- Tak i coś mi nie wychodzi….

- Poczekaj, pomogę ci. Mogę spróbować?

- Ivy wzięła łyżeczkę i nabrała trochę kremu.

- Proszę. Spróbuj. - podała mu łyżeczkę, ale Syriusz uśmiechnął się łobuzersko.

- Nie sądzisz, że skoro są to walentynkowe ciastka, muszą mieć odrobinę, hmm...miłości?

- Wkładam w swoją pracę i tak aż za dużo serca…

- Nie o to mi chodziło.

- Yhm… wiem już o co ci chodzi, Black. - Ivy uśmiechnęła się słodko.- Ale nie jestem pewna czy to dobry pomysł...

- Za wiele czasu nie mamy… zaraz wróci Lunatyk i wszystko popsuje…- Syriusz przysunął się teraz tak, że blokował Ivy drogę ucieczki.

Za sobą miała szafki, a przed sobą uśmiechającego się Syriusza Blacka. Dziewczyna czuła jak traci kontrole nad swoimi ruchami, zamiast uciekać,

pozwoliła mu nakarmić się kremem, który tym razem smakował jak likier wiśniowy.

Jak to zrobiłeś?- spytała zaskoczona, ale czarodziej był bardziej skupiony na ścieraniu z kącika jej ust resztek kremu. Kiedy było niemal pewne,

że ją pocałuje….

- Żenujące.

Ivy wzdrygnęła się, wyjrzała zza Syriusza i zobaczyła Severusa.

- Smarkerusie, nie wiem jak można być takim kretynem. - ze złością powiedział Black.

- Słucham? - Snape niemal zasyczał.

- Nikt nie nauczył cię kultury?

- Och? A ciebie trzeba pilnować, bo inaczej to nie potrafisz utrzymać łap…

- Możesz sobie zaprzeczać Smarkerusie, ale ty także nie potrafiłbyś...

- Dosyć!- krzyknął Lupin.

- O! Wilkołak przyszedł.- zjadliwie powiedział Snape- Co może dołączysz się do trójkąta.

- A może obaj się ogarniecie i przestaniecie zachowywać jak dwóch napalonych nastolatków?- podniósł głos Lupin.

Nie mógł znieść złośliwego dogadywania Snape'a, a od niedawna także czuł, że i Syriusz uważa, że między nim a Ivy jest jakieś uczucie.

Było to całkowitą nieprawdą, owszem lubił ją, bo kto nie lubiłby Ivy? Czuł wobec niej wdzięczność za przygarnięcie i akceptację. Oboje

byli w jakiś sposób pomijani w społeczności czarodziejów, i to zbliżało ich do siebie. Zauważył też od samego początku, że Syriusz jest

zauroczony młodą kobietą i zrobi wszystko, żeby ją zdobyć. Snape także zachowywał się tak, jakby miał nadzieję, że uda mu się osiągnąć cel.

Zaczął nawet o siebie dbać, chyba złośliwe uwagi Syriusza o tłustych włosach przyniosły efekt. Zwłaszcza, że Ivy akceptowała Snape'a i starała

się być dla niego miła, pomimo jego wad. Dzisiaj jednak nie był czas na walkę o to, kogo Ivy bardziej lubi.

Syriusz był wściekły, nie tak zaplanował sobie krótkie sam na sam z Ivy. Zawsze byli w trójkę, zaczynało go to męczyć. Lupin był pomocny i cierpliwie

pomagał ulepszać Ivy receptury jej wypieków. Sporo przy tym rozmawiali, bo dziewczyna była bardzo ciekawa świata czarodziejów. Syriusz nigdy

nie miał nerwów na tłumaczenie czegoś od podstaw, rozmowny zresztą także nie był. Wspólnie obmyślali plan pomocy Harry'emu w Turnieju. Lupin

i Ivy zazwyczaj byli ostrożni w wymyślaniu rozwiązań.

- Myślałem, że nie będzie cię dłużej Remusie.

- Przykro mi, że popsułem twoje plany Łapo. - powiedział cierpko Lupin. - Ale mamy inny problem. Severusie, może ty nas doinformujesz? Po to właśnie

tu przyszedłeś, tak?

-Zgadza się Lupin. Choć dużo zabawniej byłoby chyba oglądać to żałosne przedstawienie w wykonaniu Blacka.

- Wymyśliłbyś lepsze, Snape?

- Pewnie. Moje byłoby znacznie skuteczniejsze.

- Dosyć już! Severusie, powiedz im po co tu przyszedłeś.

- Ach. W porządku. Ivy ma zgłosić się do Hogwartu koło dwudziestego lutego.

- Po co? - zapytała Ivy. Odezwała się pierwszy raz, odkąd w tak niezbyt przyjemy sposób przerwano im scenę pocałunku.

- Nowe zadanie turnieju. Mam zabrać cię najpierw na zakupy na Pokątnej. A potem dwudziestego muszę po ciebie przyjść i zabrać do Zamku.

- Czy to konieczne Snape? - zapytał Syriusz. - Nie może Remus iść z nią na Pokątną?

- A więc teraz ufasz Lupinowi? Dopiero, co i jego podejrzewałeś, że on i Ivy…

- Tobie nie ufam wcale Smarkerusie. Zwłaszcza z twoją fascynacją czarną magią….

- Fascynacja czarną magią nie ma tu nic do tego Black. Wiesz dobrze, że startujemy z podobnego poziomu.

- Masz jeszcze czelność się ze mną porównywać? Kim ty jesteś, żeby być lepszym od…

- Wielkiego Syriusza Blacka, tak? Ale chyba TERAZ to nie takie proste. Przypominam ci, że dalej jesteś poszukiwanym mordercą.

A ja szanowanym nauczycielem w Szkole Magii i Czarodziejstwa…

-Szanowanym, dobre sobie…. Severusie radzę ci wrócić do swoich lochów i dalej ważyć te obrzydlistwa…. a zapomnieć o jakichkolwiek szansach na ….

- Boli Black? Jesteś zbiegłym więźniem na MOJEJ łasce. Wystarczy tylko jedno słowo…. a Ministerstwo chętnie sowicie mnie wynagrodzi. A ja pozbędę się problemu….

- Nie ZROBIŁBYŚ tego Smarkerusie…. Dumbleadore by ci nie pozwolił.

- To patrz…- podszedł do kominka i zapalił ogień. - ministe….

- Nie! Severusie! DOSYĆ TEGO!. - Snape spojrzał z odrazą na krzyczącą dziewczynę. - Obaj zachowujecie się skandalicznie. Nie pomyśleliście w ogóle co ja czuję?

Pewnie, że nie. Obaj myślicie tylko o sobie, albo jak dopiec jeden drugiemu. Nie rozumiem czemu pielęgnujecie szkolne uprzedzenia?

- No cóż, gdyby Severus miał trochę oleju w głowie, to darowałby sobie te żałosne podchody.

- Czyżby? A gdybyś ty Black był mniej nadęty, może zauważyłbyś, że twoje metody nie zawsze działają.

- Dość już! Skoro mam iść na Pokątną, muszę się przebrać i skombinować kasę.

- Dumbleadore dał mi klucz do twojej skrytki w Gringottcie. Proszę. - Snape wyjął maleńki kluczyk i podał go dziewczynie.

- Dzięki! Będę za piętnaście minut. Postarajcie nie rozwalić mi kuchni.

Tak szybko, jak tylko mogła udała się do swojego pokoju i wyjęła kilka rzeczy z szafy. Wybrała proste wąskie spodnie i dłuższy sweter w niebieskim kolorze.

Włosy rozluźniła z ciasnego koka. Wyglądała bardzo ładnie. W kuchni atmosfera była napięta, Syriusz gotował się z wściekłości, a Snape odniósł małe zwycięstwo.

W końcu udało mu się wyrwać Ivy spod opieki Lupina i Blacka.

- Mam pomysł Smarkerusie, może wybiorę się z wami? Będę pod postacią psa, to nikt mnie nie rozpozna…

- Nie. Dumbleadore kazał ci się nie wychylać. Więc siedź spokojnie w swojej budzie, Black.

- Taki jesteś cwany Snape? Myślisz, że ona poleci na ciebie tylko dlatego, że umyłeś włosy? Bo poza tym za wiele to się nie zmieniłeś.

- Myślę, że gdyby cię chciała Black, to twoje podchody nie trwałyby tak długo.. Dobrze, że nie jest głupia…

-A ja myślę, że to dlatego, że próbujesz ją wziąć na litość Snape… Biedny nauczyciel, tak niesprawiedliwie traktowany przez innych. I dodatkowo nieszczęśliwy.

Och, nie wiadomo jeszcze jakich bajek jej pewnie jeszcze naopowiadasz, to dla tego nie widzi nikogo innego, i lituje się nad tobą. A skoro jeszcze nigdy nie była zakochana, to myli litość i przyjaźń z miłością. Nie rób sobie nadziei Snape…

- Jak na takiego głupka, to całkiem niezłe przemówienie, Black. Jestem pod wrażeniem.

- Snape, uważaj. Nie myśl, że masz jakąś przewagę… Zapomnij o niej. Dobrze ci radzę, inaczej skończy jak Lily.

- Nie mieszaj w to Lily!

- Czemu nie? Gdybyś zostawił ją w spokoju, Voldemort by ich nie zabił.

- Czyli to moja wina? Przypominam ci, że to ty miałeś być Strażnikiem Tajemnicy!

- Przestańcie! Nie widzicie, że te wasze kłótnie, to nie jest sposób na zdobycie dziewczyny? - przerwał im Lupin.

Och, bo uwierzę, że wilkołak zna się na zdobywaniu kobiety?

Zamknij się Snape. Ty też nic nie wiesz na ten temat. I chciałbym ci przypomnieć, że ani ty, ani Syriusz tak naprawdę nie macie racji. Gdybyście zostawili ją

w spokoju i nie naciskali, to może by coś z tego było.

- Och, naprawdę Lupin? - zadrwił Snape- A skąd ty to niby wiesz? Nie próbujesz wcisnąć się czasem na trzeciego?

- Nie, Severusie. Ivy jest w porządku. Przyjęła mnie pod dach, wiedząc, że jestem wilkołakiem. Zaakceptowała moją chorobę. Ja miałem zapewnić jej ochronę i

towarzystwo, Dumbleadore'owi zależało, żeby była bezpieczna i za dużo nie kręciła się po świecie czarodziejów. Zależy mi na niej, nigdy nie miałem rodzeństwa,

a ona potrzebuje kogoś, komu może zaufać. Jej brat jest mordercą i zdrajcą, to niech chociaż ma jakieś zastępstwo. Czy to ci wystarczy Severusie? Nie będziesz

się już insynuował bzdurnych podejrzeń?

- Cóż, myślę, Lupin, że zaakceptuję twoje wytłumaczenie. Ciekawi mnie tylko dlaczego Dumbleadore'owi tak na niej zależy. Pytałem go, ale powiedział,

że to jest stara rana i nie warto jej rozdrapywać.

- To on powiedział ci więcej niż mnie Severusie.

- Widzisz Lupin, dlatego wiem, czemu mam jej pilnować.

Syriusz prychnął, już widział jak Snape się zaopiekuje Ivy. Biedna dziewczyna nie wie na co się naraża. Jedyne, co mu pozostało, to darować sobie dzisiejszą

rozgrywkę ze Snape'm. Zabrał gazety i poszedł do swojego pokoju. Musiał przemyśleć parę spraw. Na dole trzasnęły drzwi. Ivy i Snape poszli. Starał się nie

zwracać na ponure myśli i wyobraźnię, która poddawała mu najgorsze pomysły. Najbardziej bał się, że Snape'owi uda się znaleźć drogę do serca dziewczyny,

i Syriusz zostanie na lodzie. Ulżyło mu, kiedy Remus złożył swoje krótkie oświadczenie. Nie musiał bać się, że odbiera dziewczynę przyjacielowi. Z drugiej

jednak strony, wiedział, że dopóki nie będzie oczyszczony z wszelkich zarzutów, Ivy będzie bała się z nim związać.

Tymczasem Snape nie mógł uwierzyć, że poszło to tak sprawnie. Szykował się nawet na pojedynek z Syriuszem, a tu w ostatniej chwili Black odpuścił.

Wiedział, że to jednak nie koniec, i był pewien, że Syriusz użyje wszelkich sztuczek, żeby Ivy zdobyć. Póki co, byli w drodze na Pokątną, jechali metrem,

potem przez Dziurawy Kocioł dotarli na miejsce. U madame Malkin Ivy zamówiła swoje szaty. Wyszli ze sklepu w stronę Gringotta. Tam, Ivy zgarnęła

trochę pieniędzy (okazało się, że wcale nie jest taka biedna), po czym wrócili zapłacić i odebrać stroje. W drodze powrotnej wstąpili do Dziurawego

Kotła na drinka. Ivy starała się nie zwracać uwagi na ciekawskie spojrzenia innych ludzi, widocznie Severus Snape nie był typem mężczyzny, którego

widuje się w towarzystwie kobiety. Nawet bezzębny barman Tom uśmiechał się jakoś dziwnie, kiedy zamawiali swoje drinki.