Nie wiem jak Wy, ale ja mam już wakacje! Cieszy mnie to niezmiernie, zwłaszcza dlatego, że tydzień ten był niewyobrażalnie ciężki i jedyne, o czym marzę, to miękkie łóżko, włączony laptop i seriale. Zostawiam Wam nowy rozdział, mając nadzieję na jeszcze większe zainteresowanie fanfickiem, niż ostatnio. I tak dziękuję za każde przeczytane zdanie, nawet jeśli jest bez sensu. Ale nie zanudzam - enjoy! ;)
Obudził się na łóżku w stajni, które własnoręcznie zrobił dwa tygodnie temu, by – w razie późnej pory – nie musieć wracać do wioski. Odwrócił się w stronę drzwi i zwrócił uwagę, że słońce już zachodzi. Stracili cały dzień. Dotknął miejsca, z którego jeszcze przed południem wystawała strzała i zaskoczony zdał sobie sprawę, że po niepożądanym obiekcie ani śladu. Rozejrzał się po stajni w poszukiwaniu Reginy. Zauważył ją przy białym rumaku, którego kilka tygodni temu podarował jej podczas wizyty w jego wiosce. To był jego koń. Dostał go w prezencie od ojca w wieku ośmiu lat i od tego czasu byli nierozłączni. Jednak jedna przegroda, która była zrobiona specjalnie dla rumaka ojca, była pusta. Podparł się ramionami, by mieć lepszy widok.
„O, obudziłeś się." Regina odwróciła się z mizernym wyrazem twarzy i podeszła do niego, by zmienić opatrunek na przedramieniu. Czerwone oczy i zaschnięte łzy na policzkach uświadomiły go mu, że płakała.
„Płakałaś, prawda? Coś się stało? Gdzie jest drugi koń?" Zadał jedno pytanie za drugim, nie mogąc dłużej wytrzymać. Nastała niezręczna cisza, podczas której dziewczyna zawijała mu bandaż na ręce, a wcześniej obmyła ranę. Jej twarz była tak blisko jego oblicza, że z łatwością mógł wpić się w jej usta. Patrząc na jej drżący od nerwów podbródek, zauważył nową łzę w kąciku prawego oka i szybko zmazał. Regina zrezygnowała z bandażowania rany i wtuliła się w niego, rozpaczliwie chlipiąc.
„Nie wiem, jak mam Ci to powiedzieć… Tam, na tej drodze… Na początku poleciały trzy strzały. Jedna wystraszyła mojego konia, druga Cię zraniła, jednak trzecia…" spojrzała na niego, a on domyślił się, co chciała mu powiedzieć i ścisnął ją mocniej. „Tak mi przykro… Nie mogłam nic zrobić. Gdy do niego podeszłam, już nie żył… Strzała musiała być zatruta, nie wiem…"
„I tak wiele zrobiłaś." Przerwał jej, podnosząc jej podbródek i patrząc jej w oczy. „To, co tam zrobiłaś, to było niesamowite. Nigdy jeszcze nie widziałem czegoś takiego. Jak to zrobiłaś?"
„To nic." Zaśmiała się przez łzy. Wiedziała, że Daniel robi dobrą minę do złej gry. Jego mocno trzęsące się ręce dawały jej wiele do zrozumienia. Słyszała, jak jego głos załamywał się z każdym słowem. Ale miała pewność, że jeśli będzie chciała wycisnąć z niego emocje, będzie jeszcze gorzej. Dlatego postanowiła, że pozwoli mu zapomnieć o stracie. „Od małego buntowałam się przeciw matce i jej królewskim zajęciom. Dzięki ojcu potajemnie uczęszczałam na zajęcia z obrony, na których nauczyłam się właśnie strzelać z łuku, posługiwać się mieczem, czy zręczności podczas walki. Pewnego dnia matka dowiedziała się o tych zajęciach i chyba od dziesięciu lat tego nie wykonywałam. Aż do dziś." Dodała z półuśmiechem. Położyła głowę na jego ramieniu, pamiętając o nienaciskaniu na ranę, którą powinna zaraz owinąć. Miała jednak uczucie, że jej bliskość sprawiała mu ulgę, której teraz potrzebował. Przymknęła na chwilę oczy, zmęczona natłokiem wydarzeń i już zasypiała, gdy gdzieś w oddali usłyszała głos Daniela.
„To był koń mojego ojca." Zaczął. „To była jedyna pamiątka po nim." Regina otworzyła oczy, by spojrzeć na twarz mężczyzny. Nie ukazywała żadnych emocji, niczym posąg. „Mój ojciec zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. W dzień, kiedy dostałem pracę w stajni, oczekiwałem na niego, byśmy razem radowali się z nadchodzących upraw. Umówiliśmy się, że wróci równo po zachodzie słońca i napijemy się wina jak za starych, dobrych czasów. Ale nie wrócił, nigdy nie wrócił…" szepnął, a w jego głosie rozbrzmiał ogromny ból i pustka. „Szukałem go, pytałem każdego, kto mógłby go widzieć. Nikt go nie widział. Mówiło się, że stary Konstantyn upił się i pożarły go wilki. Mówiło się tak w wiosce, którą kochał, w której każdy się z nim przyjaźnił, rozumiesz? Już pierwszego dnia zaczęli mi składać kondolencje, zamiast pomóc w poszukiwaniach… Jedyne, czego najbardziej żałuję to tego, że nigdy nie dowiedziałem się, gdzie pracował. Był oddany pracy, widziałem to w jego oczach, ale zawsze powtarzał, że gdyby mógł, to by mi powiedział. Tylko o to się obwiniam." Regina spuściła głowę, nie wiedząc dokładnie, jak zareagować. Samo to, że opowiedział tę historię, otworzył się przed nią było czymś niezwykłym. Poczuła, że zbiera jej się na płacz, wczuwszy się tak mocno w ukazywane emocje Daniela. Tak bardzo chciała mu pomóc…
„Ale wiesz co?" Dodał, z wyraźnie lepszym nastrojem. „Widocznie musiało tak być. Widocznie musiałem kogoś stracić, by zyskać coś innego, coś najważniejszego ze wszystkich rzeczy na świecie – prawdziwą miłość." Regina podniosła wzrok na uśmiechające się do niej oblicze ukochanego. „Czuję, że gdzieś tutaj krąży dusza mojego ojca i cieszy się na widok mojego szczęścia. Cieszy się, wiedząc, że byłabyś dla niego idealną synową. I stoi gdzieś z boku, trzymając kciuki, by nam się powiodło."
„Straty najważniejszego członka rodziny nie możesz porównywać do poznania kogoś innego."
„Masz rację, nie mogę." W tym momencie podniósł ręce i zaczął delikatnie głaskać ją po policzku. „Zyskanie Ciebie to dar od Boga. I tego nie powinno się porównywać." Spojrzeli sobie w oczy z tak ogromnym uczuciem, jak jeszcze nigdy dotąd. Natłok emocji i adrenalina sprawiły, że poczuli nadciągającą falę miłości i pożądania. Daniel zbliżył ją gwałtownie do siebie, czując jej przyśpieszający oddech. Ramię szczypnęło mocno, sprawiając, że musiał zacisnąć zęby. Potem jednak przestał o tym myśleć. Gładząc opuszkami palców talię ukochanej, podnosił temperaturę jej ciała. Położył ją na plecach i schylił się nad nią, obezwładniając jej nadgarstki. Całując ją delikatnie w usta, po chwili rozpiął górną część jej kostiumu i rzucił na podłogę, zaczynając całować linię obojczyka i szyję. Regina uśmiechnęła się z fali podniecenia, jaką jej dostarczał. Po omacku rozpięła mu spodnie i zaczęła bawić się jego koszulką. Daniel natomiast w tym czasie doszedł do ust, całując ją namiętnie i tworząc koła na jej brzuchu, a potem doszedł do biustu. Regina otworzyła usta i jęknęła cicho, reagując na jego zabawy. Ściągając jej spodnie i resztę bielizny, spojrzeli na siebie nadzy i pełni podniecenia. Wtem Daniel zbliżył się do niej, znowu całując, ale tym razem położył się na niej i zaczął poruszać się do góry i na dół. Dziewczyna włożyła palce w jego włosy, szarpiąc je delikatnie, na co on reagował cichym pojękiwaniem i chrząkaniem. Gdy Regina poczuła apogeum podniecenia, wykrzyczała głośno jego imię i ugryzła się przez przypadek w usta. Przez to jęknęła niewinnie, co doprowadziło Daniela do szaleństwa i on zakończył chwilę potem. Odwrócił ją w taki sposób, że w tym momencie ona siedziała na nim i uśmiechnął się do niej. Teraz mógł ją podziwiać w pełnej krasie - przymknięte oczy, falujące włosy, ręce dotykające jego klatki, smukła sylwetka, idealny biust i zgięte kolana. Położył ręce na jej talii, by zbliżyć ją do siebie i pocałować. Mogli robić dosłownie wszystko, ale największą przyjemność sprawiał mu dotyk jej delikatnych ust. Oderwał się od niej, by przejechać opuszkiem palców po wargach, w tym momencie jęczących z podniecenia. To nie może być prawda – przemknęło mu się myśl – muszę śnić, to na pewno mi się nie przytrafia… W tym momencie ogarnęła ich końcowa fala gorąca i Regina wycieńczona opadła na jego klatkę. Oddychała ciężko, ale jakby zadowolona z tego, co przed chwilą zrobili. Objął ją ramieniem i położył obok siebie. Leżała ze spokojnym wyrazem twarzy, powoli zasypiając.
„Musimy to częściej robić." Szepnęła już jakby z krainy Morfeusza. Pocałował ją w głowę i pokiwał nią twierdząco. Daniel usłyszał ciche westchnięcie ukochanej, po którym stwierdził, że chyba już zasnęła, ale wtem się odezwała. „Twój ojciec miał na imię Konstanty, prawda?" Mruknęła, jakby nieświadoma tych słów. Leżała tak jeszcze chwilę, rozmyślając nad czymś, gdy nagle zerwała się i ubrała szybko, by wybiec jak najszybciej ze stajni. „Przepraszam, muszę już iść!" I zniknęła, zostawiając go nagiego i samotnego na łóżku. Zwrócił uwagę, że na łóżku leżała czarna, skórzana opaska. Pomyślał, że na pewno należy do Reginy i ubierając się, postanowił następnego dnia jej to oddać, wrzucając znalezioną rzecz do kieszeni spodni.
Regina weszła do zamku mocno podenerwowana. Całą drogę do pałacu zastanawiała się nad historią, opowiedzianą przez Daniela. Nie mogła uwierzyć w swoje przypuszczenia, ale wiedziała, że właśnie w zamku spotka jedyną osobę, która wszystko jej rozjaśni.
„Matko!?" Krzyknęła, a jej echo rozniosło się po całym parterze. „Matko!" Wbiegając po schodach, zatrzymała się nagle, uderzona w twarz falą mrocznej magii. Przystanęła, zarzucając włosy do tyłu i założyła ręce na klatce.
„O co chodzi, pali się?" Cora teatralnie strząsnęła kurz z rękawów i uśmiechnęła się do córki.
„Powiedz, że to nieprawda." Młoda dziewczyna wysyczała przez mocno zaciśnięte łzy, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Jej matka spojrzała pytająco, nie bardzo wiedząc, co napadło córkę. „Powiedz, że nie zabiłaś Konstantego." Posiadaczka czarnej magii uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na swoje paznokcie, dokładnie je oglądając. Gdy zakończyła swój mały występ, spojrzała na czerwoną z wściekłości córkę.
„Chyba nie spodziewałaś się, że wyślę go na zasłużoną emeryturę, prawda?" Regina z otwartymi ustami pokręciła głową, zszokowana reakcją matki. Zbliżyła się do niej i poczuła okropny swąd magii.
„Dlaczego?" Zdołała tylko wyszeptać, bo zbierało jej się na płacz.
„Był bezużyteczny." Cora wzruszyła niezobowiązująco ramionami, a Regina zacisnęła mocno pięści, czując wbijające paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. „Chciałaś jazd konnych, to je dostałaś. W sumie nie powinnaś obwiniać mnie, tylko siebie. Bez Twoich szalonych pomysłów nikomu nic by się nie stało."
„Jak możesz!" Krzyknęła jej prosto w twarz. „Jak możesz coś takiego mówić? To był człowiek, z krwi i kości! Nie musiałaś go od razu zabijać!"
„Ależ musiałam, kochanie." Kobieta pogłaskała Reginę po twarzy, jednak ta szybko się od niej odsunęła. „Wiesz doskonale, że praca królewskiego stajennego musi być zachowana w ścisłej tajemnicy. A ten człowiek na pewno był w stanie rozpowiedzieć o tym całej wiosce." Regina spuściła głowę, kręcąc nią, zaskoczona całą tą sytuacją. Odeszła od matki, czując napływające łzy i skierowała się w stronę swojego pokoju. „Zaczekaj." Cora mruknęła jakby do siebie, ale jej córka doskonale to usłyszała. Dziewczyna szybko starła spływającą łzę z policzka i odwróciła się. „Jutro nie będziesz miała żadnych zajęć. Za kilka godzin wyruszamy do Niebezpiecznego Królestwa. Przygotuj się odpowiednio i zabierz najpiękniejsze suknie. Zawołam Annę, by Ci pomogła."
„Dlaczego?" Zapytała, zaintrygowana nową podróżą.
„To będzie dla Ciebie jedno z najważniejszych spotkań w życiu. Król August to sędziwy władca Niebezpiecznego Królestwa. Nie bez przyczyny jego kraina tak się nazywa, ale zapewne dowiesz się tego z głównego źródła. Tak czy owak, najszlachetniejszym rycerzem króla Augusta jest ser Mikołaj. Jest to też jego jedyny syn. Na wieść o tym, że król August i Twój ojciec znają się z czasów młodości i ich drogi dawno się rozeszły, postanowiłam zachęcić Henrego do wizyty starego przyjaciela. Co mnie jednak cieszy najbardziej, ojciec sera Mikołaja szuka mu odpowiedniej kandydatki na żonę. Nie uwierzysz jakież było jego zadowolenie na wieść o Tobie! Król August z radością chciałby Cię poznać, i jego syn również." Na twarzy Cory pojawił się dumny wyraz twarzy. Regina westchnęła ciężko, załamana nadchodzącym spotkaniem. Królowa podeszła do niej, podnosząc jej delikatny podbródek do góry i wyszeptała. „Nie waż się nawet zrobić jakikolwiek błąd. Pamiętaj, że srogo Cię to będzie kosztowało. Liczę na Ciebie, kochanie." Cmoknęła córkę w czoło i zniknęła w magicznej chmurze. Regina spuściła głowę i skierowała się do pokoju.
Tak bardzo chciała powiedzieć matce o niej i Danielu. W tej sytuacji byłaby to najlepsza decyzja, która nie musiałaby wiązać się z jakimkolwiek zamążpójściem. Nie miała pojęcia, co robić. Stała tak chwilę w bezruchu, gdy do izby weszła Anna, ciągnąc dwie skrzynie. Podeszły do szafy, wybierając najdłuższe, najpiękniejsze kolorystycznie i fasonowo suknie i złożyły je delikatnie w kufrach, zostawiając na oparciu łóżka jedną, w kremowym odcieniu, ciągnącą się do samej ziemi i odkrywającą ramiona. Po zakończeniu pakowania Regina ubrała ją, wciągając powietrze przy zapinaniu gorsetu i Anna spięła włosy dziewczyny w idealnego koka, spuszczając kilka kosmyków niedbale przy policzkach. Służąca zawołała dwóch gwardzistów, którzy złapali za skrzynie i zanieśli je do karocy. Regina podeszła jeszcze na sekundę do okna, patrząc na pełnię księżyca. Niebo było bezchmurne, a jasna gwiazda rzucała delikatne światło na pobliskie drzewa. Usłyszała pośpieszające chrząknięcie Anny i złapała za suknie, podciągając ją delikatnie u dołu. Chwilę potem wsiadła do rodzinnej karety, kierowanej przez cztery konie ze stajni. Miała cichą nadzieję, że woźnicą okaże się Daniel, ale gdy przechodziła obok kierującego, zdała sobie sprawę, że to stary Eustachy. Zwróciła jednak uwagę, że jednym z zaprzęgowych koni był Storm i pogłaskała go przyjaźnie po pysku, a ten prychnął zadowolony. Chwilę potem ruszyli w podróż do Niebezpiecznego Królestwa. Magicznym sposobem Cora przeniosła ich powóz między krainami, mijając Skalisty Wąwóz, Hybrydowe Doliny i Kalis – głęboką i szeroką na pięćdziesiąt metrów rzekę. W ten sposób podróż z całej nocy skróciła się do dwugodzinnej. Po minięciu Wietrznej Pustyni znaleźli się w miejscu, gdzie drzewa były poucinane w połowie pnia, trawa spalona i żółta, a strumyk, który towarzyszył im od wjazdu do miasta, niewyobrażalnie brudny i o metalicznym zapachu. Niebezpieczne Królestwo. Regina odwróciła głowę od okna, nie mogąc już patrzeć na te widoki. Chwilę potem konie zatrzymały się, prychając ze zmęczenia. Henry i Cora wyszli z karety, zostawiając córkę samą. Za drzwiami usłyszała kroki i wesołe powitania.
„Henry, stary druhu, gdzie Ty się podziewałeś?" Mężczyzna miał wysoki, stonowany głos.
„Auguście, nareszcie mogliśmy się spotkać. Rozumiesz, królestwo samo nie będzie się rządzić."
„No tak, od tego masz niesamowicie urokliwą żonę." Regina usłyszała cmoknięcie w dłoń.
„Cora. A więc Auguście, nie tylko we mnie mój mąż ma wsparcie w królestwie. Mamy również córkę, Reginę, która na pewno Wam się spodoba." Dziewczyna znowu usłyszała kroki i zobaczyła w drzwiach swoją matkę, która wystawiała do niej rękę. Regina złapała ją, doskonale wiedząc, czego od niej wymaga Królowa. Wyszła z gracją, stawiając najpierw prawą, potem lewą nogę na ziemi i kłaniając się dwóm mężczyznom. Poczuła na sobie zainteresowany wzrok młodzieńca, który stał u boku swojego ojca. Podeszła do niego, podnosząc delikatnie suknię.
„Regina." Rzekła cicho, wychodząc na nieśmiałą istotę. Młody mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, lustrując ją od góry do dołu i łapiąc jej dłoń, całując ją.
„Ser Mikołaj. Cieszę się, że nareszcie mogę Cię poznać, panno Regino." Zauważyła coś zastanawiającego w jego oczach i postanowiła utrzymywać dystans między nimi. Czuła, że to spotkanie nie wyjdzie jej na dobre.
