oryginał: Six Years to Life (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki.
Rozdział siódmy
=Hogwart=
Albus Dumbledore powoli otworzył oczy.
- Ccoooohhh...
No cóż, ten dźwięk raczej nie brzmiał inteligentnie. Odkaszlnął i zamrugał, szukając okularów.
- Dzień dobry - powiedział damski głos.
Podciągnął koc tak wysoko, że odkryte miał tylko oczy, po czym rozejrzał się. Zobaczył Szarą Damę unoszącą się centymetr nad krzesłem, na którym siedziała.
- Co... co tu robisz? I dlaczego leżę w łóżku? Mam tyle do zrobienia...
- Nie, nie masz. Dosyć już zrobiłeś - stwierdziła Szara Dama spokojnym, neutralnym tonem, pozbawionym choćby nuty potępienia.
- Unieruchomiły mnie, nieprawdaż?
- Tak. Po tym, jak odmówiłeś wysłania kogoś na poszukiwanie Severusa i powiedziałeś im, że ani trochę cię nie obchodzi, co się stanie z tym bachorem. Tak się wyraziłeś.
- Ale ja muszę...
- Wrócisz do swoich obowiązków, zapewniam cię. Ale tylko do swoich. Wziąłeś na siebie o wiele za dużo. Ciężko musi być, kiedy tak wiele osób na tobie polega.
Dyrektor umościł się nieco wygodniej.
- Pracuję około dwudziestu dwóch godzin na dobę - przyznał. - Może rzeczywiście jestem nieco przepracowany. Ale wojna... i szkoła... i Ministerstwo...
- Nie tylko ty za nie odpowiadasz - przerwała mu Szara Dama. - Czy takie traktowanie Severusa sprawiło ci przyjemność? - spytała.
- Tak. NIE! Oczywiście, że nie. Po prostu... nie mogłem już tego znieść.
- Wiem. - Duch skinął głową. - I pomogę ci wrócić na właściwą drogę. Teraz jednak musisz odpocząć. Gadku!
W sypialni natychmiast pojawił się skrzat domowy.
- Gadku, czy mógłbyś przynieść eliksir bezsennego snu i dopilnować, żeby dyrektor go wypił? Podaj mu też coś do jedzenia.
Duch podleciał do łóżka.
- Co się teraz stanie? - spytał Dumbledore.
- Będziemy pracować nad twoją formą. Minerwa, Artur i Alastor zajęli się prowadzeniem szkoły, Zakonem i poszukiwaniem chłopców.
- Chłopców?
- Harry również uciekł - poinformowała go Szara Dama. - Zespół, który go szukał, wrócił od jego krewnych z niepokojącymi wieściami. Dursleyowie przyznali, że źle go traktowali, lecz pomogli mu w zdobyciu niezależności i jego późniejszej ucieczce na wolność.
- Starałem się tylko o jego bezpieczeństwo - zaperzył się Dumbledore.
- Czyżby? - spytała uprzejmie Szara Dama.
Dyrektor, milcząc, wlepił wzrok w pościel.
Gadek wrócił z jedzeniem i eliksirem.
- Zjedz i śpij - poleciła Szara Dama. - Będę tu, gdy się obudzisz. Nie zostawię cię z tym wszystkim samego.
=Dom Weasleyów=
Molly Weasley wróciła z przeszukiwania wszystkich znanych im posiadłości Syriusza przybita i bardzo smutna. Przetrząsnąwszy dom w poszukiwaniu męża, znalazła go w ich sypialni. Siedział w jednym z wygodnych foteli i czytał książkę. Molly ze zdumieniem spostrzegła, że twarz miał mokrą od łez.
- Arturze, co się stało? - spytała zaniepokojona. Jej mąż zwykle był bardzo opanowanym człowiekiem, niemającym w zwyczaju okazywania emocji w taki sposób.
Artur Weasley odłożył książkę i spojrzał na żonę.
- Dziennik Severusa. Miał go od czasów, kiedy chodził do Hogwartu. Nie uzupełniał go często, raz na kilka tygodni, czasem raz na kilka miesięcy. On... Molly... on był tylko chłopcem, kiedy go założył; teraz czytam zapiski z jego ostatniej klasy. Ciągle myślę o naszych chłopcach, o tym, jak bardzo ich kochamy. Nikt, dosłownie nikt nie kochał Severusa. Rodzice znęcali się nad nim. Nie miał przyjaciół, wyłącznie dręczycieli. Był tak strasznie samotny...
Molly otarła oczy.
- To brzmi zupełnie jakbyś mówił o Harrym. My... ci mugole byli jeszcze gorsi, niż sobie wyobrażaliśmy, Arturze, ale to, co ten chłopak... kuzyn Harry'ego powiedział nam... było w tym tyle prawdy... Powiedział, że nasz świat sprawił, że Harry był nieszczęśliwy i że zaniedbaliśmy go tak samo jak oni. Powiedział: "jakby postarzał się o pięćdziesiąt lat, a nie o pięć" i kiedy patrzę na Harry'ego, to właśnie widzę. Bardzo stare dziecko.
Artur przytaknął.
- To właśnie czuję, czytając zapiski Severusa. Bardzo stare dziecko. Oczywiście, teraz to jest wręcz dosłowne... ale sądzę, że popełniliśmy błąd, zakładając, że on nie może być daleko. Z tego, co zrozumiałem, musiał sam się sobą zajmować niemal odkąd był niemowlęciem. Szukamy dwóch bardzo samodzielnych chłopców, Molly.
- Biedne dzieci - szepnęła jego żona. - Pocieszające jest, że potrafią się o siebie zatroszczyć... chociaż nie powinny być w stanie. Kiedy ich znajdziemy, Severusa też przygarniemy, prawda, Arturze? Okażemy temu chłopcu nieco miłości i troski.
Artur delikatnie ją pocałował.
- Z całą pewnością, kochana. No cóż, lepiej wrócę do Hogwartu i poszerzę teren naszych poszukiwań. A ty chyba będziesz musiała udać się do Londynu.
- Tak, mamy umówione spotkanie, chcemy przedyskutować możliwości. Och, naprawdę mam nadzieję, że znajdziemy to biedne dziecko dzisiaj, Arturze.
- Ja też, Molly. Ja też. Powodzenia w poszukiwaniach Harry'ego.
=Bungalow=
- No cóż... - odezwał się Harry, kładąc na ziemi torbę, w której znajdowały się ich zmniejszone rzeczy, i rozglądając się wkoło.
Dom sprawiał wrażenie, jakby kiedyś był doskonale utrzymany, teraz jednak było w nim... brudno. Meble były w dobrym stanie, ale wymagały dokładnego wyczyszczenia, jeśli kiedykolwiek mieli ich używać, nie nabywając przy tym poważnego uczulenia na kurz.
Severus wybałuszył oczy.
- Czy... czy naprawdę będziemy tu mieszkać? - spytał ostrożnie.
Harry westchnął.
- Wątpię, żeby chata była w lepszym stanie, a z tego, co mogę stwierdzić, osłony tutaj nie ucierpiały. Mocne jak zawsze. Poza tym... nie jestem już nieletni. I magii w tym miejscu nie da się wyczuć. Ciebie zaś nawet nie traktuje się jak nieletniego. Umiesz posługiwać się magią?
Severus wyciągnął przed siebie rękę.
- Chłoszczyść - powiedział, celując w kuchenny zlew. W następnej chwili znikł mniej więcej półmetrowy krąg brudu.
- Świetna robota! - pochwalił Harry. - Dzięki magii dużo szybciej posprzątamy tu i wszystko naprawimy. Może wyczyścisz tu ile zdołasz - tylko uważaj, żeby się nie wyczerpać - a ja zacznę porządki w salonie?
Severus bez słowa zaczął sprzątać. Dobrze się bawił. Czuł magię wypływającą z czubków palców i uczył się, jak ją kontrolować. Nigdy wcześniej tego nie umiał - może to były jakieś pozostałości jego dorosłego ja? Uznał, że zapyta o to później Harry'ego.
Do kuchni wleciała piękna, biała sowa i usiadła na oparciu krzesła.
- Cześć - powiedział Severus, gładząc jej pióra.
Sowa spojrzała na niego, ale go nie dziobnęła.
- Mieszkasz w okolicy? Albo... czekaj, Harry mówił, że masz tutaj przylecieć. Ty jesteś Hedwiga?
Sowa zahukała, najwyraźniej zadowolona z jego szybkiego kojarzenia.
"Chciałbym mieć taką sowę... ale ojciec zaraz by ją zabił, tak jak zabił Dymka..."
Z oczu wymknęły mu się łzy.
- Widzę, że poznałeś Hedwigę - usłyszał głos Harry'ego. - Severusie?
Harry będzie na niego zły, że płacze. Jest dużym chłopcem. Duzi chłopcy nigdy nie płaczą.
- Severusie, co się stało? - spytał Harry z niepokojem.
Hedwiga zahukała.
- Severusie, nie ma nic złego w płakaniu, kiedy jest ci smutno albo coś cię boli - powiedział Harry, klękając obok.
Harry patrzył na niego jakby się nim przejmował. Jakby... jakby...
Severus raptem podszedł do starszego chłopca i schował twarz w jego barku.
"Ale ze mnie idiota, narobiłem sobie kłopotów, Harry już mnie nie będzie lubił, odeśle mnie!"
Nagle otoczyły go ramiona, z początku nieco niezgrabnie.
- Ciii, Sevvy. Nie ma nic złego w płakaniu - szepnął mu Harry do ucha. - Nie pogniewam się na ciebie przez to, że płaczesz.
- O... ojciec... byłem... twoja sowa i potem pomyślałem o Dymku i jak ojciec go zabił.
Harry przytulił chłopczyka mocniej, przypominając sobie czasy, kiedy wuj groził, że zabije Hedwigę, i krew się w nim zagotowała ze złości na tego ciemnowłosego mężczyznę, którego widział raz we wspomnieniach.
Severus uspokoił się i odsunął. Patrzył w dół, a na twarzy miał ogniste rumieńce.
- Przepraszam...
- Wszystko w porządku - zapewnił go Harry. - Dymek był twoją sową?
- Moim kotkiem - skorygował Severus. - Znalazłem go przy drodze, zabrałem do domu i zaopiekowałem się nim. Ale potem ojciec go znalazł i go zabił. Powiedział, że nigdy nie zdołam się przykleić... nie, przywiązać do czegoś albo do kogoś.
Harry pokręcił głową.
- To bardzo brzydko z jego strony, Sevvy. W dodatku to nieprawda. Mój wuj też mi mówił takie rzeczy, ale to zwyczajnie nieprawda. Kocham moich przyjaciół i nie ma w tym niczego złego. Jestem silniejszy dzięki temu, że ich kocham.
Jest silniejszy, bo ich kocha? Jak? Matka i ojciec nikogo nie kochali, a są... byli silni. Może nie u wszystkich działało to w taki sam sposób.
- Chcesz się iść pobawić z Hedwigą? Ja bym dokończył kuchnię - zaproponował Harry.
- Pobawić się?
- Tak, pobawić się. Lubi się popisywać, jaka jest szybka, więc mógłbyś się z nią ścigać. Albo mógłbyś pomóc jej znaleźć ładne miejsce do spania. Tylko nie wychodź poza osłony. Dokoła ogrodu jest niski płot; tam się kończą osłony, więc nie przechodź przez niego. Zaczekaj.
Harry sięgnął po swoją Błyskawicę i rzucił na nią kilka zaklęć.
- Nauczyłem się ich z książek o quidditchu. Zapewnią ci bezpieczeństwo. Miotła nie pozwoli teraz, żebyś spadł, i nie wzniesie się ponad dach domu. Nie próbuj ich zdjąć, mógłbyś spaść, a bardzo bym nie chciał, żeby coś ci się stało.
Oczy Severusa rozbłysły radością, kiedy Harry wręczył mu miotłę. Ochoczo przyrzekł, że zostanie w ogrodzie, który i tak był ogromny - mógł pomieścić całe boisko do quidditcha.
Hedwiga zahukała cicho, jakby zapewniała, że będzie się opiekować ich młodym przyjacielem.
Harry z szerokim uśmiechem przyglądał się, jak Severus wsiadł na Błyskawicę i uniósł się w powietrze z niczym niezmąconym zachwytem na twarzy. Hedwiga leciała tuż za nim.
KONIEC
rozdziału siódmego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
deo No nie wiem: co prawda nie znam się na dzieciach specjalnie, ale mam wrażenie, że są również takie dzieci, które w nieznanym terenie / towarzystwie, czując się niezbyt pewnie, będą nadrabiać miną i udawać, co to nie one. Oczywiście, ten Severus do takich dzieci nie należy, bo życie nauczyło go, że taka postawa nie jest najlepszym, najmądrzejszym, najbezpieczniejszym wyjściem. Lecz zachowuje się grzecznie głównie właśnie dlatego, że nauczył się takiego zachowania od rodziców. W bardzo nieprzyjemny sposób, ale jednak. Nie jestem pewna, czy Harry przygarnął Severusa wyłącznie z tego powodu, że jego krewni też źle traktowali. Gdyby to była jedyna przyczyna, Harry wychowany przez własnych, kochających rodziców Severusa w takiej sytuacji musiałby olać. A wątpię, żeby to zrobił, bo to, mimo wszystko, nie jest taki typ człowieka. Rzecz jasna, warunki, w jakich się wychowywał miały na niego ogromny wpływ, nie sądzę jednak, aby stanowiły o jego charakterze od początku do końca. Uważam, że Lily też nauczyłaby swojego syna kochać i współczuć, i pomagać innym; Severus ma mnóstwo szczęścia, że w takim domu, w jakim dorastał, Harry zdołał się tego nauczyć na własną rękę. Heh, pozwolisz, mam nadzieję, że nie napiszę Ci, jak to będzie, kiedy Severus znowu będzie dorosły... ;-) Tak, ja też uważam, że to właśnie był główny powód ogromnej niechęci Severusa do Harry'ego. Co gorsza, Harry nie dość że był synem znienawidzonego przez Severusa Jamesa Pottera, to jeszcze wyglądał kropka w kropkę jak ojciec, tylko oczy ukradł matce. Podejrzewam, że dla kanonicznego Severusa musiał to być koszmar, te ukochane oczy w znienawidzonej twarzy... Do tego dodać należy, ze kanoniczny Harry do świętych nie należał i swoje za uszami miał; choć, naturalnie, nie zasługiwał na takie traktowanie, jakie fundował mu nauczyciel eliksirów praktycznie od pierwszego ich spotkania. Patrzył na chłopca przez pryzmat jego ojca, co automatycznie powodowało, że podejrzewał młodego Pottera o wszystko, co najgorsze, i przypisywał mu z góry złe intencje przy każdej możliwej okazji. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Lily porządnie Severusa zwymyślała, kiedy spotkaliby się po śmierci. No i podziękowała mu za ratowanie Harry'emu życia, to też, oczywiście. Swoją drogą ciekawe, od czego by zaczęła... :-P Ależ Harry musiał bronić Dudleya przed dementorami i to przynajmniej rok wcześniej: Syriusz się tu nie pojawia jako postać, czyli nie żyje, czyli akcja dzieje się po piątej klasie (niewykluczone nawet, że po szóstej, ale niekanonicznej - to dość stary fanfik jest), a dementorzy to przecież historia z wakacji przed piątym rokiem Harry'ego w Hogwarcie. Trudno powiedzieć, dlaczego Dudley tutaj zachował się tak... ludzko, niedursleyowato. Może docenił fakt, że Harry dał wujostwu pieniądze i zadbał o krewnych na tyle, że przynajmniej poradził im przeprowadzkę. A może to był po prostu taki kaprys, chęć dowalenia komuś, żeby się źle poczuł. Kto wie. (Pewnie autorka, ale jakoś nie zamierzam jej o to pytać :-P). Jak widzisz, zdecydowanie bardziej realne są rzadsze publikacje niż częstsze. Cóż mogę powiedzieć: staram się. Lubię opowiadania, w których Harry opiekuje się zdziecinniałym Severusem. Nie ma ich wiele, zwykle jednak są bardzo sympatyczne. Lubię też historie o Harrym-dziecku, niekoniecznie odmłodzonym, ale również, którym opiekuje się Severus. Przyglądanie się, jak mistrz eliksirów radzi sobie z maluchem, bywa naprawdę rozczulające :-D. Zresztą lubię praktycznie wszystkie opowiadania, w których Harry i Severus znajdują wspólny język. No, może nie do końca wszystkie: jest ich na tyle dużo, że fanfiki w tym temacie, które są źle napisane, nieciekawe albo w kółko powtarzają schematy i nie wnoszą niczego nowego, a do tego jeszcze brakuje im klimatu, jakichś głębszych uczuć, po prostu omijam szerokim łukiem. Ale najpierw czytam je, przynajmniej kilka pierwszych rozdziałów, żeby przekonać się, czy są warte mojego czasu, czy nie. Inaczej nie mogłabym mieć pewności, że dany tekst mi się nie spodoba. A widzisz, to wcale nie jest taka pewna sprawa, ta kwestia nieuciekających opowiadań. Otóż, owszem, zdarza się, że fanfiki uciekają - autorzy z tego czy innego powodu usuwają je z sieci. W ten sposób uciekło mi na przykład "Gone" Laume, którego autorka nie zamieściła tutaj, a wyłącznie na Potions and Snitches, skąd z jakiegoś powodu znikło całe jej konto wraz ze wszystkimi opowiadaniami :-(. A akurat "Gone" bardzo chciałam przetłumaczyć, bo to takie fajne wyłamanie się ze schematu było... Nic, poszukam po sieci, a jak nie znajdę, napiszę prośbę do autorki, może mi je udostępni albo w ogóle zamieści na tutejszym portalu... Lubię, kiedy komentujący się rozpisują, mimo że odpowiadanie na taki komentarz potrafi być dość wyczerpujące ;-).
duszu Pewnie, że wiem: w końcu każdy kolejny Twój nick jest dostatecznie podobny do tego, pod którym znam Cię najdłużej ;-). Długość rozdziałów proszę reklamować u Laume, ja nie mam na nią wpływu. Chociaż przyznam, że wolę, kiedy rozdziały nie są przesadnie długie, bo już samo czytanie długich rozdziałów potrafi mnie zmęczyć (ot, w takim na przykład "Nobody Cared" każdy kolejny rozdział zwykle odkładam na czas, kiedy nie będę miała już kompletnie nic innego do czytania, a potem i tak czytam go na raty, przerywając kiedy tylko mogę, bo te potwornie długie rozdziały ciągną mi się w nieskończoność), a co dopiero ich tłumaczenie. Nienawidzę tłumaczyć długich rozdziałów, czuję się przy nich zwykle jak galernik (nie mylić z galerianką :-P). Miniaturka przerażającego mistrza eliksirów jest nie tyle przerażająca, ile przerażona :-P. Przynajmniej przez znaczną część czasu. Wiem, że skomentujesz? Może i wiem. Że skomentujesz. Kiedyś. W jakiejś nieokreślonej, acz dalekiej, przyszłości :-P.
Klio Kurczę, chyba kilkanaście lat temu byłam ostatnio w naszej palmiarni :-(. W ZOO mniej więcej tak samo. Co robiłaś w Poznaniu, jeśli wolno spytać? Mnie również zdziwiła przemowa Dudleya (- tak to się odmienia ;-)); nie za bardzo rozumiem, jak autorka wyobraziła sobie przyczyny, dla których Dudley mógłby palnąć czarodziejom taką mówkę, ale cóż, wgryzać się w to nie mam zamiaru. Hi, hi, nie zdradzę, kiedy i w jaki sposób Zakon wpadnie na trop... i czyj konkretnie. Mogę tylko powiedzieć, że akcja będzie ciekawa, a jej skutek jeszcze ciekawszy :-P. Dzięki za podanie literówki - poprawiłam. Dopiero dzisiaj, co prawda, ale zawsze. Sama bym jej pewnie nie znalazła. Przyznam szczerze, że nawet mi nie do końca podobają się niektóre opowiadania, jakie mam w moich ulubionych tutaj. Mogłabyś podać mi przykłady tych, które nie przypadły Ci do gustu? Jestem ich naprawdę ciekawa... Ze swojej strony mogę polecić fanfiki autorstwa evil minded ("The fourth house of Hogwarts" uważam za jej najgorszy tekst, ale i tak jest dobry; pozostałe są jeszcze lepsze ;-)) - o ile nie masz nic przeciwko czytaniu o skutkach bardzo paskudnego traktowania Harry'ego przez Dursleyów (tylko "The room of requirement" dzieje się podczas znęcania [gorzej, molestowania], chociaż [na razie?] żadna taka scena nie została opisana; pozostałe fanfiki opowiadają raczej już o skutkach). Poza tym... poza tym jest tam całkiem sporo całkiem niezłych tekstów, chociaż zależy jeszcze, co się lubi, czego nie, a co toleruje się z trudem - bo poważnej, przykrej tematyki jest tam naprawdę dużo. Tak, jestem sadystką. Jakby ktoś jeszcze o tym nie wiedział... :-P
lwica No proszę, jaki zapał, nawet poza domem czytasz to tłumaczenie. Zastanawiam się, czy to już podchodzi pod nałóg ;-). Ach, rozumiem, czyli nie za bardzo jesteś w stanie przeczytać fanfik, o którym pisałaś... No cóż, jeśli znajdę czas, obiecuję, że przyjrzę się tamtemu opowiadaniu. Co nie znaczy, że nastąpi to prędko. Postaram się jednak o nim pamiętać. Rosyjski... Uczyłam się go cztery lata - a może nawet pięć lat, nie pamiętam już - w podstawówce, ale prawie wszystko zdążyłam zapomnieć. Planuję wrócić do tego języka... kiedy tylko będę miała dość wolnego czasu. Czyli pewnie na emeryturze :-P. Podobno po rosyjsku też można znaleźć całkiem wiele bardzo dobrych fików potterowskich... Trudno mi powiedzieć, czy w ciągu dalszym tego fanfika będzie powiedziane cokolwiek więcej na temat życia Severusa w domu i tego, jak traktowali go rodzice. Mnie, w każdym razie, wystarczy to, co zostało ujawnione do tej pory. Z całą pewnością państwo Snape nie byli wzorem godnym naśladowania. Nie zamierzam zapominać o żadnym moim tłumaczeniu, a "Nowy dom Harry'ego" jest akurat drugi w długiej kolejce, zaraz za "Rokiem jak żaden inny". Co oznacza, że nie mam zielonego pojęcia, kiedy ukaże się kolejny rozdział, bo nie wiem nawet, kiedy wkleję dwudziesty dziewiąty rozdział "Roku..." niestety. Kiedyś pewnie to nastąpi, ale żadnych konkretów nie jestem w stanie podać, przykro mi.
Esien Hm, ciekawy temat. Wygodny, powiedziałabym (oceniam jednak z pozycji laika - popraw mnie, jeśli się mylę), bo od razu podane jest źródło i, jak sądzę, poza nie nie musiałaś sięgać. "Próg niepodległości" to też nie aż taki długi czas, przypuszczam, więc tych gazet miałaś do przeczytania... najwyżej kilkaset :-P. Planujesz pracę związaną z wykształceniem czy w zupełnie innej dziedzinie? Powiem tak: jestem w stanie napisać dowolny fanfik, w którym Harry w ogóle nie musi się pojawić - ba, mam takie na koncie, ale wszystko to są miniaturki. Ogólnie rzecz biorąc, mam problemy z pisaniem długich, wieloodcinkowych tekstów. Aczkolwiek... parę zaczęłam - żaden jeszcze nie wybrnął poza pierwszy rozdział :-P, z wyjątkiem "Rozczarowania", które jest swego rodzaju Sevitusem, więc Harry się w nim pojawia, chociaż nie jako najgłówniejszy bohater (piszę to z perspektywy Severusa). OK, są jeszcze "Sprawy", które całkiem niedługo powinnam wreszcie dociągnąć do końca; tam też występuje Harry i to w znacznych ilościach. Z pozostałych jeden jest znowu Sevitusem :-P, w drugim Harry się pojawi, ale na krótko, jako postać raczej poboczna (a przynajmniej na razie nie przewiduję, żeby pełnił tam jakąś ważną rolę), w trzecim najpewniej będzie tylko wspominany, w sensie, że osobiście raczej się nie pojawi, a w czwartym nie powinno go być w ogóle, ale to już z założenia jest dziwny fanfik. I to chyba wszystkie moje dłuższe opowiadania, jakie zaczęłam pisać i na które mam pomysły. Ogólnie siedzę raczej w miniaturkach - różnej długości. Za to jeśli chodzi o czytanie fanfików, jestem prawie monotematyczna. "Skowronka Ravenclawu", na przykład, nie przeczytałam, i wcale mnie do niego nie ciągnie. Sądząc po opisie, fanfikiem Laume o Albusie i Tomie jest "Last Chance", nieskończone jeszcze, obecnie liczące dwadzieścia rozdziałów. Ale że tego nie czytałam, to trudno mi powiedzieć, na ile opis jest zgodny z treścią. Może to dziwne, ale komedii raczej nie czytuję. A jeśli już, to zazwyczaj dlatego, że akurat czytam sobie wszystkie (albo prawie wszystkie) fanfiki danego autora, którym między innymi popełnił też komedię/parodię. Rzadko zdarza mi się czytać komedię dla samej komedii. A, o ile pamiętam, jeszcze w żadnej nie trafiłam na komputery w Hogwarcie. W ogóle chyba jedynym czytanym przeze mnie fanfikiem, w którym komputery wśród czarodziejów (mugolskiego pochodzenia, co prawda, więc raczej realne) występują i w dodatku pełnią nieledwie główną rolę, jest "The room of requirement" evil minded. I wręcz uwielbiam ten fanfik - ale ja w ogóle dziwna jestem ;-). Jeśli chodzi o "Kamień Małżeństw", to przede wszystkim żałuję, że autorka nie doprowadziła tego fanfika do końca. Jestem piekielnie ciekawa, jaką drogą by poszedł. Szkoda, że pewnie już się tego nie dowiemy :-(. Relacje międzyludzkie rzeczywiście są tam ukazane pięknie. I bogato. Tylko że świat zdaje się mało kanoniczny, co nie? ;-) Problemu z Albusem w zasadzie nie mam - jestem, co prawda, dość pewna swego postrzegania tej postaci, nie przeszkadza mi jednak, kiedy ktoś postrzega ją inaczej. Znacznie bardziej przeszkadza mi, kiedy ktoś zjeżdża Severusa od góry do dołu i jednocześnie bezkrytycznie gloryfikuje Jamesa i / lub Syriusza. Zboczenie takie ;-). Wydaje mi się, że czytałam fanfiki, w których było pokazane, jak Albus doznał olśnienia, że Harry jest horkruksem. Kwestia w tym, że to wszystko były alternatywy (w dodatku zupełnie nie pamiętam które konkretnie :-P), a Ty chyba szukasz łatki do kanonu... Pewnie mogłabym się pokusić o napisanie czegoś takiego, kwestia w tym, że na tę chwilę kompletnie nie widzę, kiedy i na podstawie czego mogło się to wydarzyć. Co zaważyło na tym, że Albus uznał Harry'ego za horkruks. Ba, ja nawet w stu procentach nie jestem przekonana, czy Harry rzeczywiście był horkruksem... Raczej rzadko piszę fanfiki o dzieciach, po części właśnie dlatego, że boję się, że nie potrafię właściwie ukazać dziecka. Z drugiej strony moja mała Tonks jest raczej chwalona, Weasleyątka też... Sama nie wiem. Z drugiej strony, ja zwykle się boję, że nie potrafię czegoś odpowiednio przedstawić. I kończy się to tym, że piszę, co przyjdzie mi do głowy i jak umiem, a potem czekam na opinie czytelników. Sama jakoś nie potrafię ocenić swoich tekstów. No cóż, skoro tak zachwalasz, to sięgnę po "Księcia z Królestwa Mroku", chociaż raczej jeszcze nie dzisiaj. Ejże! Ty jesteś zagorzałym wrogiem Snape'a? To jak trafiłaś na mój profil i moje fanfiki / tłumaczenia? :-D Faktycznie, przydałoby się coś o komentowanym fanfiku LOL. Tak mi się dobrze czyta Twoje komentarze, że nawet nie zauważyłam, że ten jest niejako nieco nie na temat ;-). To fakt, w dalszych rozdziałach nareszcie zaczyna się coś dziać, a w przerwach między akcją mają tam miejsce interesujące rozmowy. Na razie mamy tu właściwie coś, co przypomina kładzenie gruntu na płótno, na którym chce się malować - niemal przygotowania do właściwej historii. Zapewniam, że nie zauważyłam w Twoim komentarzu żadnych literówek czy nielogiczności, a czytałam go ładnych parę razy. Może nie jest aż tak źle, jak sobie wyobrażałaś... ;-)
deedee Widziałam tu całkiem sporo profili, które najwidoczniej należą do czytelników niebędących autorami - a przynajmniej nie publikujących tutaj - więc na Twoim miejscu bym się nie przejmowała. Nikt Ci nie zlikwiduje profilu za to, że niczego nie publikujesz, a profil pozwala na przykład na wysyłanie prywatnych wiadomości na maila. No i te wszelkie udogodnienia związane z ulubionymi fanfikami i / albo autorami... Zresztą zrobisz, jak będziesz chciała. Dudley w zasadzie stwierdził fakt kanoniczny: świat czarodziejów też w pewien sposób Harry'ego zawiódł, czy raczej zawodził co jakiś czas. Owszem, Harry miał tam przyjaciół i nawet dorosłych, którzy na różne sposoby się o niego troszczyli, nikt jednak nie dostrzegał wszystkich problemów chłopca i nikt mu tak naprawdę do końca nie pomógł - wszyscy właściwie widzieli w nim kogoś innego, a nie tego często mocno zaznaczonego w fanfikach po prostu Harry'ego. W pewnym sensie dorośli naprawdę go zawiedli. Wszyscy, nawet ci teoretycznie najlepsi, którym się wydawało, że są nie wiadomo jak dobrzy dla chłopca. Dorośli zazwyczaj uważają, że wiedzą lepiej, i nawet nie próbują założył, że mogą się mylić. To taka ułomność większości z nich... lub może raczej większości z nas? W końcu sama też jestem dorosła :-P. Ucieczka w tym przypadku nie była takim złym pomysłem, ponieważ Harry wszystko właściwie miał przemyślane. Do pewnego momentu, w każdym razie, ale na pewno był lepiej przygotowany do samodzielnego życia niż ogromna większość nastolatków uciekających z domu, a już na pewno miał zdecydowanie lepsze zaplecze (dom, pieniądze, możliwość używania magii). Zastanawiam się, czy Harry jest dla Severusa w większym stopniu przyjacielem, czy opiekunem. Chyba po trosze jednym i drugim, z czego wychodzi w rezultacie coś w rodzaju starszego (przynajmniej na razie ;-)) brata, opiekuna-przyjaciela po części będącego samemu jeszcze dzieckiem. Problem w tym, że jest to brat wcześniej nieznany, więc Severus czuje potrzebę sprawdzenia go. Zresztą dzieci mają tendencje do sprawdzania nawet ludzi, z którymi przebywają cały czas - rodzice mogą na ten temat wiele powiedzieć ;-). Reakcja Severusa w sklepie była jak najbardziej prawidłowa w obliczu tego, że Harry najwyraźniej sobie nie radził. Co to za pomysły, żeby szczypać cudze dzieci w policzki! Obca baba w sklepie! Dobrze jej powiedział! Dzięki za wskazanie błędu - jeśli pamiętam, to wcześniej zamiast domy miałam tam posiadłości, ale potem stwierdziłam, że to zbyt duże słowo i zmieniłam, zapominając przeczytać zdanie do końca i poprawić wszystkie formy. Bardzo Ci dziękuję za zwrócenie na to mojej uwagi.
Anula93 Wcale się nie dziwię, że nie pamiętasz, w końcu minęło już mnóstwo czasu. Ja też bym nie pamiętała (kiedyś jako pytanie pomocnicze na wypadek zapomnienia hasła do maila wybrałam "Jaka jest Twoja ulubiona książka"; po kilku latach rzeczywiście zapomniała hasła, przeczytałam pytanie pomocnicze... i szczęka mi opadła; ha, ha, pomyślałam sobie, bardzo zabawne :-P). Ja już czytam prawie wyłącznie po angielsku, rzadko zajrzę do czegoś, co jest po polsku. Większość tekstów, które mnie interesują, jest jednak napisana po angielsku. Mnie też zdarza się pisać komentarze po angielsku - czasem je potem czytam po jakimś czasie i sama się zastanawiam, co ja tam właściwie chciałam powiedzieć :-P. No trudno, niech będzie, jakoś muszę wyrazić swoją opinię, jeśli tekst bardzo mi się podoba (znacznie rzadziej, jeśli mi się bardzo nie podoba ;-)). A dla Laume angielski językiem ojczystym raczej nie jest, bo, o ile dobrze pamiętam, Laume to Dunka ;-). Więc tym akurat nie musisz się przejmować. Zgadzam się, że jej fanfiki łatwo się czyta i można je polecić osobom, które dopiero się wkręcają w czytanie po angielsku. Z drugiej strony ta szczątkowość opisów bywa męcząca w tłumaczeniu, bo na przykład w jednej chwili bohaterowie wchodzą do pokoju, potem coś mówią, a następnie okazuje się, że już siedzą w fotelach. Tylko głową o ścianę tłuc. Można to, oczywiście, przełożyć tak, jak w oryginale, ale wychodzą z tego takie bzdury, że ja tego znieść nie mogę. Dlatego staram się dopisywać drobiny fabuły tak, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Ale dopóki się tego nie tłumaczy, raczej się tego nie zauważa. Pamiętasz? W komentarzu do "Trening czyni mistrza", jeszcze na Mirriel, sama mi zwracałaś uwagę przy opisie (jeśli można to tak nazwać...) domu Jake'a, że jest za mało rozbudowany i Ty byś go rozbudowała bardziej... ;-) Taki urok tekstów Laume, która opisami zbytnio nie zaprząta sobie głowy. I właśnie o tym crossoverze pisałam poprzednio. Dokładnie tym z Drużyną A. Filmu też nie widziałam i chyba nie chcę zobaczyć, bo dla mnie klasyczna Drużyna A to ta z serialu. Jedyna w swoim rodzaju - wątpię, żeby filmowa dorastała im do pięt i obawiam się, że nawet nieświadomie porównywałabym nową Drużynę A z pierwowzorem, a wolę tego uniknąć. Po rosyjsku chciałam kiedyś fanfiki czytać, chociaż moja znajomość tego języka bardzo już zardzewiała przez prawie dwadzieścia lat, kiedy po raz ostatni miałam z nim do czynienia. Zamierzam jednak podszlifować znajomość rosyjskiego i poczytać nieco w tym języku. Oczywiście jak znajdę czas. Czyli pewnie nigdy :-P. Zaskoczyłaś mnie tą informacją, że Rosjanie zmienili nazwiska na swoje w kanonie. To trochę jak Łoziński i jego przekład "Władcy Pierścieni", zdaje się. Nie wiem, chyba jednak wolę imiona i nazwiska w oryginalnym brzmieniu, ewentualnie nieco spolszczone (Hermiona zamiast Hermione i temu podobne). Neville (istnieje polski odpowiednik tego imienia?...) Długotyłek? E, lepiej nie... Tak, zamierzam tłumaczyć obie kontynuacje (to trylogia jest ;-)). Owszem, istnieją, i to od ładnych paru lat. No widzisz? To powinnaś ćwiczyć, czyli pisać. Najlepiej długie komentarze pod moimi tekstami :-P - nie przeszkadzają mi chaotyczne, więc się nie przejmuj :-D.
Jiyuu Czekam z niecierpliwością na konstruktywny komentarz z Twojej strony!
