It always seems impossible until it's done"

-Nelson Mandela

William oparł się o framugę drzwi i westchnął ciężko, po czym popatrzył na Sideswipe'a i Sunstreaker'a, którzy zmierzali w jego stronę. Wywrócił oczami, kiedy usłyszał kolejny huk ze strony sali treningowej i jęk Zivy. Sides zaalarmowany przyśpieszył, ale za nim wszedł Lennox zagrodził mu drogę.

- Nie radziłbym – stwierdził, a Sideswipe zmarszczył czoło, patrząc na niego zdezorientowany – Zarya próbuje nauczyć Zivę jednego z jej ruchów. Wątpię, żeby twoja obecność pomogła jej się skoncentrować.

Chłopak zacisnął zęby, ale posłuchał go i także oparł się o framugę, w czasie, kiedy jego brat przeszedł koło niego, po czym zmierzył do Ironhide'a, który z podziwem patrzył na Zaryę.

- Och, no dalej – Ziva jęknęła, kiedy znowu została powalona na ziemie – Nie pamiętam tego, jak to szło?

Zarya wywróciła oczami, patrząc na swoją siostrę, po czym przypadkiem przejeżdżając wzrokiem po Sunny'm, który tylko rzucił jej zimne, lecz zaciekawione spojrzenie. Dziewczyna mogła bez trudu położyć także jego, ale wolała na razie nie pchać swojego szczęścia.

- Ziva – przyszczypnęła grzbiet nosa, widząc, że Ironhide patrzy na jej bliźniaczkę z politowaniem – Pokazałam ci go już pięć razy.

- Tak, ale za każdym razem robiłaś to za szybko – stwierdziła z jęknięciem, po czym wstała z maty i przyjęła pozycję, mimo, że wcale nie miała ochoty – W ogóle, po co mam się tego uczyć? Mam Sides'a.

Zarya rzuciła jej lodowate spojrzenie, mrużąc oczy i trzęsąc głową.

- Nie bądź głupia – poprosiła, a Ziva pokazała jej język – Dobrze wiesz, że nie zabawią z nami długo.

Sunstreaker podskoczył lekko i spojrzał przelotnie na swojego brata, który patrzył na nią ze zdezorientowaniem.

- Sunshine, przecież nie… - uśmiech Zivy natychmiastowo spadł.

- Musisz wiedzieć jak się bronić – stwierdziła stanowczo i również przyjęła swoją pozycję – Jesteśmy tu tylko dwa miesiące, Ziva. Później to wszystko – wskazała na swoje otocznie dłonią – znika, a ty zostajesz bezbronna.

- Mogę zawsze wziąć lekcje samoobrony, kiedy wrócę – powiedziała ze wzruszeniem ramionami, na co Zarya uniosła do góry brew – Co?

- Dobrze wiemy, że jesteś na to za leniwa – oznajmiła, a jej siostra pokazała jej język, zirytowana jej komentarzem – Po za tym… - uśmiechnęła się złośliwie – Wiem, jaka jesteś wrażliwa na innych – twarz Zivy wykrzywiła się w wyraz twarzy „nie zrobisz tego" – A co jeśli twój instruktor byłby facetem? Musielibyście zdjąć koszulki, bo byłoby tak gorąco. Nagle upadłabyś, a on…

Nie zdążyła dokończyć swojego zdania, bo Ziva szturmem ruszyła na nią z pięścią. Zarya wywróciła oczami na jej dziecinne zachowanie, dobrze wiedząc jak łatwo ją sprowokować i chwyciła jej pięść, kiedy była kilka centymetrów od jej twarzy i zwinnie przekręciła ją tak, że była za jej plecami. Ziva jęknęła z bólu, po czym Zarya kopnęła ją w nogi, sprawiając, że upadła na kolana, po czym nogą szybko ją podkosiła. Ziva padła na plecy, krzywiąc się z bólu, kiedy jej tylna cześć weszła w kontakt z twardą posadzką. Bo oczywiście, jej siostra musiała położyć ją łopatki poza obrębem mat treningowych, inaczej nie byłaby sobą.

- Temperament – powiedziała głośno, patrząc na swoją dłoń, po czym na brunetkę na podłodze – Panuj nad gniewem. Myślałam, że z nas dwóch to ja ma problemy z agresją.

- I z masą innych rzeczy też – mruknęła, po czym niechętnie zwlokła się z ziemi i wstała na równe nogi, lekko się garbiąc – Bo tak jest. Tylko ty masz więcej praktyki w chowaniu swojej furii, Sunshine.

- Prawdopodobnie – wzruszyła ramionami, po czym jej wzrok wylądował na Lennox'ie, który przełknął ślinę, kiedy zobaczył jej spojrzenie – Jak długo tam stoicie?

- Ja jakieś kilka minut – odpowiedział Sideswipe, kiedy podszedł do swojej podopiecznej i podał jej swoją dłoń, którą ona wdzięcznie przyjęła – A Lennox nie wiem.

- Od początku waszej… - odchrząknął, wskazując dłonią na maty – sesji.

Zarya patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, po czym zerknęła na swoją siostrę, która lekko dyszała. Przygryzła język, po czym pokręciła głową.

- Możesz ją zabrać – skinęła na Ziva, która uniosła głowę w górę, jakby w podzięce Bogu za to pozwolenie – Spokojnie, dokończymy to.

- Jakim cudem nie krzywisz się na taki ból w stawach? – spytała, rozmasowując nogi i dokładnie w tamtej chwili oczy dziewczyny ściemniły się, a ona sama odwróciła wzrok.
- Mam wysoką tolerancję na ból – powiedziała ze wzruszeniem ramionami.

- Przeszłaś jakiś trening wojskowy w poprzednim życiu? – spytał żartobliwie Lennox, a Zarya przełknęła ślinę i zadrgała, co nie uszło uwadze Sunny'emu, który spojrzał pytająco na Ironhide'a, który także blisko przyglądał się Zaryi.

- Ukrywa coś – stwierdził mężczyzna – Wiesz, co?

- Uwierz, sam próbuje się tego dowiedzieć – stwierdził Sunstreaker, przejeżdżając dłonią przez swoje włosy – Sides mówi, że dowiem się tego, tylko wtedy, kiedy zdobędę jej zaufanie – powiedział jakby cytował jakiś bezsensowny cytat.

- Albo zmusisz ją do powiedzenia ci prawdy – odezwał się, a Sunny prychnął.

- Niby jak? – spytał, a Ironhide wzruszył ramionami, po czym zwrócił się do wyjścia.

- Przetestuj jej limity, Sunstreaker – powiedział – Robiłeś to wcześniej z innymi.

Sunny wywrócił oczami. Gdyby to było takie proste jak się wydaje.

- Nie? - doszedł do jego uszu zdziwiony dźwięk głosu pułkownika – To, jakim cudem…?

- Nie twój interes, sir – wysyczała i wyminęła go, ignorując swojego strażnika, który patrzył na nią ze zmarszczonym czołem.

- Myślę, że ją właśnie uraziłem – stwierdził z grymasem – Nie chcę być ofiarą jednego z jej dowcipów.

- Spokojnie, pułkowniku – wypowiedział z małym trudem, hamując się przed powiedzeniem jakiegoś obraźliwego słowa – Będzie cały czas ze mną.

- Serio? I to mnie miało pocieszysz? – zawołał za nim, kiedy ten wyszedł z sali treningowej w poszukiwaniu Zaryi – Chyba raczej zdołować jeszcze bardziej – stwierdził do siebie.


- Ugh, dlaczego oni nie mogą przestać? – mruknęła zirytowana, patrząc na całująca się parę w kącie stołówki.

Sideswipe spojrzał na nią, mrużąc oczy i kierując się za jej wzrokiem, po czym uśmiechnął się pod nosem i odwrócił w jej stronę, tak, że patrzył centralnie na jej profil i mógł spokojnie w każdej chwili uskoczyć, żeby nie oberwać w twarz.

- Co do nich masz? – spytał, kręcąc głową, na co ona wywróciła oczami i wróciła do jedzenia kanapki, którą miała na talerzu przed sobą – Ej, możesz mi powiedzieć.

Ziva odwróciła wzrok, czując jak jej policzki nabierają kolorów.

- Ech…ta…to…ja już p-pójdę – zająknęła się i szybko wstała, chcąc ukryć swoją twarz włosami, specjalnie pozwalając im opaść na jej policzki.

- Czy ty się właśnie zarumieniłaś? – spytał z szerokim uśmiechem, sprawiając, że dziewczyna zrobiła się na twarzy jeszcze bardziej czerwona.

Szybkim krokiem wyminęła wszystkich, którzy stanęli na jej drodze i jak najszybciej wparowała do swojego pokoju, dziękując Bogu za to, że w tej chwili nie było tam jej siostry. Zatrzasnęła drzwi i oparła się ścianę, zamykając oczy i wzdychając.

- Było blisko – stwierdziła do siebie.

- Do czego? – spytał głos, który sprawił, że dziewczyna poskoczyła przerażona i chwyciła się za serce, które zaczęło szybko bić.

Otworzyła oczy i przyparła do ściany jeszcze bardziej, kiedy zobaczyła, że Sideswipe opera się ze skrzyżowanymi rękoma o jej drzwi. Przełknęła ślinę.

- Chcesz żebym dostała zawału? – spytała z wyrzutem, kiedy uspokoiła swój wdech.

Sides uniósł do góry brew i uśmiechnął się nagle diabelsko, po czym zaczął zmierzać w jej stronę, sprawiając, że Ziva wstrzymała wdech i odchrząknęła, kiedy chłopak popchnął ją lekko na biurko na nią.

…Czekaj, od kiedy tutaj stoi biurko?, pomyślała.

- Dobra, nie dało się łatwą drogą to trzeba trudną – zmierzył ją wzrokiem, a dziewczyna zaalarmowana wstrzymała znowu oddech i niemal się wzdrygnęła, kiedy oparł się jedną ręką o ścianę.

- Co ty robisz? – jej głos wyszedł tak jakby był cichym piskiem, kiedy poczuła, że jego druga dłoń jeździ niewidzialne szlaki po jej udzie, kiedy jego oczy wpatrywały się w nią tak przenikliwie, że miała wrażenie, że zaraz się rozpuści.

- Cóż… - zaczął, a dziewczyna poczuła jak robi jej się gorąco, kiedy jego palce zjechały trochę wyżej -… Epps raz wspomniał, że najskuteczniejszym sposobem na wydobycie z kobiety tego, co się chcę, to… zrobienie kilku szczególnych rzeczy.

Przełknęła ślinę i spojrzała na niego poważnie.

- Jesteś pewny, że nie chodziło o inne…szczególne r-r-rzeczy?

Niby, od kiedy zaczęła się w ogóle jąkać?

- Możliwe – uśmiechnął się do siebie na to jak, Ziva zaczęła niemiarowo oddychać – Ale działa, prawda?

Cholera, a jak myślisz?, spytała w myślach i skarciła się mentalnie, że nie pobiegła w bardziej publiczne miejsce.


- Więc… Gdzie się uczyłaś? – odezwał się nieznajomy mężczyzna, siadając koło zajętej jedzeniem Zaryi.

Dziewczyna zamarzła z widelcem w dłoni i oczami wbitymi w stół, po czym gwałtownie wstała i skierowała się do wyjścia, wyczuwając, że coś złego miało się stać, jeśli by tam została.

- Och, nie bądź taka – mężczyzna powlókł się za nią i dogonił ją jak tylko dostraja do drzwi i przez nie wychodziła – Jesteś jedną z nich, prawda? Zarya Temple.

To sprawiło, że blondynka zatrzymała się, zbyt sparaliżowana, żeby w ogóle na niego spojrzeć, jednak zacisnęła zęby. Mężczyzna podszedł do niej z uśmiechem na twarzy. W głowie Zaryi nie było tylko burzy wszelkich wspomnień z jej rodzinnego domu, ale też myśli i krzyków, których tam musiała wysłuchiwać. Panika narastała w jej klatce piersiowej na samą myśl o tym, że ktoś by o tym wiedział.

- Naprawdę myślałaś, że się o ciebie nie upomną? Myślałem, że stereotypy o głupich blondynkach cię nie dotyczą.

O czym on mówi?, pomyślała, kiedy odzyskała władzę nad własnym ciałem. Rozejrzała się po hangarze, w którym była. Nie widziała w pobliżu ani swojej siostry, ani pułkownika ani nikogo innego, kto mógłby jej teraz pomóc.

- Czego ode mnie chcesz? – spytała, podnosząc na niego wzrok – Skąd wiesz jak się nazywam? – zapytała głośniej, czując narastającą gulę w gardle i niepewność, która ją wypełniała razem ze strachem.

- Twoi rodzice chcą cię z powrotem – odparł, podchodząc do niej i chwytając ją za ramiona, na co jej oczy wytrzeszczyły się raptownie.

Nie…, pomyślała, kręcąc głową i czując jakby jej najgorsze koszmary się spełniały w tylko jednej sekundzie. Czuła się bezsilna, a najgorsze było to, że nie potrafiła się w tej chwili obronić, bo jej ciało odmawiało jej posłuszeństwa.

W prostych słowach – była w ślepym zaułku.


Ziva nagle sapnęła, czując falę mocnego uczucia, które wyrażało czyste przerażenie. Odepchnęła się od Sideswipe'a, który spojrzał na nią pytająco, jednak ona chwyciła się za głowę, kiedy nagle doszło do niej, co się dzieje.

- Zarya – wyszeptała i nie zwracając uwagi na swojego strażnika, wybiegła z pokoju.

Oczy Sides'a, lekko się rozszerzyły przez jej nagłą reakcję i dopiero po chwili doszło do jego uszu, że pułkownik Lennox coś krzyczy. Wyszedł z sypialni Zivy i zaczął zmierzać w stronę głosu i raptownie się zatrzymał, kiedy zobaczył, co się dzieje.

- Proszę odłożyć tą broń – negocjował William, trzymając dłoń na własnej broni i stając w bezpiecznej odległości, w czasie, kiedy Ziva zamarzła w miejscu, patrząc na swoją siostrę, która w tamtym momencie, trzymana przez mężczyznę, kiedy on przystawiał jej lufę do boku głowy.

.:Sunny?:.

- Jestem – odezwał się głos koło niego i zobaczył swojego brata, który gotowy był do wbiegnięcia w napastnika swojej podopiecznej – Zaczynam rozumieć, dlaczego ciągle łazisz za tym swoim człowiekiem – stwierdził po chwili, podchodząc do sparaliżowanej Zivy.

- Kim on jest? – spytał Sides, kiedy podszedł do brunetki, ale ona tylko potrząsnęła głową, biorąc głęboki wdech.

- Nie mam pojęcia – przyznała cienkim głosem, próbując się uspokoić – Nie pomagam jej w tym stanie – stwierdziła do siebie i przejechała dłonią przez włosy. Musiała się uspokoić, dla niej.

- Co? – spytał, ale ona tylko machnęła na to ręką – Powinniśmy…

- Nie – powiedziała natychmiast – Ona wie jak o siebie zadbać – zapewniła pewnym głosem, ale on tylko spojrzał na swojego brata.

- Skoro jesteś tego taka pewna, to dlaczego…

- Nie ma czasu – ucięła Sunstreaker'a, kierując swój wzrok na swoją siostrę.

- Radziłabym ci ich posłuchać – wydusiła z siebie Zarya, przerywając ich rozmowę kompletnie – Nie będą zadowoleni jak będą musieli sprzątać cię z podłogi.

- Zamknij się – syknął do niej i spojrzał ostrzegawczo na pułkownika – Zabierzecie mnie na najbliższy samolot stąd do innej bazy, rozumiesz? – William nawet nie miał czasu odpowiedzieć, kiedy Zarya wydała z siebie suchy śmiech.

- Myślisz, że co? Bo masz w dłoni spluwę, to masz prawo do wszystkiego? – prychnęła, a on przystawił jej lufę jeszcze mocniej do głowy, na co ona lekko się przestraszyła, jednak wcale tego nie okazała, zamiast tego mówiła dalej – Jesteś taki chojrak? Dawaj, strzelaj.

- Zarya! – krzyknęła Ziva, posuwając się do przodu i zatrzymując się równie szybko, kiedy dziewczyna puściła jej oczko, kiedy jej przeciwnik nie patrzył – Zostaw ją!

- Kogo ja tu widzę? – spytał z obłąkanym uśmiechem – Czyżby twoja kopia? Może polecieć z nami, twoja rodzina ucieszy się z…

- Tknij ją palcem, a pozbędziesz się przyrodzenia szybciej niż zdążyłbyś nawet mrugnąć – warknęła.

- Nie miałaś takiej odwagi, kiedy miałaś pięć lat – stwierdził.

William rzucił jej zmieszane spojrzenie, tak samo jak inni, jednak dziewczyna przełknęła ślinę. Jeśli nic nie zrobię, dowiedzą się, pomyślała i starając się panować nad gniewem, spojrzała trochę w górę. Źle trzymał broń, więc jeśli się nie myliła, była także zablokowana. Wywróciła oczami z irytacji, nagle odzyskując odwagę.

- A jak ty miałeś pięć lat, nie miałeś jaj – stwierdziła w odpowiedzi, po czym udała sapnięcie – A nie czekaj, teraz też nie masz.

- Zobaczymy, co powiesz, kiedy spotkasz się ze swoją porąbaną rodzinką – uśmiechnął się złośliwie, jednak zamiast spanikować, Zarya również się uśmiechnęła, bo zdała sobie sprawę, że odzyskała całkowitą kontrolę, co widoczne było nawet na jej bliźniaczkę.

- Powiem „Witam ponownie, karma jest suką" – powiedziała ostro i kiedy mężczyzna spojrzał na nią zdezorientowany, wykorzystała to i wytrąciła mu jednym ruchem broń z dłoni, sama ją chwytając, po czym kopnęła go w czułe miejsce, sprawiając, że upadł – A potem powiedziałabym im, żeby jak kogoś wysyłają to żeby upewniali się najpierw, że umie odbezpieczyć broń. Głupek – powiedziała z pogardą, oglądając rzecz w dłoni.

- Sunshine – Ziva rzuciła jej się na szyje, jednak dziewczyna nie odwzajemniła uścisku, na co Ziva zmarszczyła brwi – Co…

- Mój gabinet! – rozkazał Lennox, a kiedy młodsza Hale otworzyła usta, żeby zaprotestować, William spojrzał na nią surowo – Teraz!

- Tak jest, sir – odpowiedziała z wywróceniem oczu, idąc razem z siostrą w stronę powiedzionego pomieszczenia – Stówa, że będzie rozmawiać o twojej rodzinie – mruknęła do swojej bliźniaczki Ziva, patrząc, że idzie zaraz za nimi razem z ich strażnikami.

- Lubię swoje pieniądze – odparła krótko, lekko się uśmiechając.


- Co. To. Jest? – spytał ostro, kładąc rzecz przed blondynką, która siedziała na krześle i zacisnęła zęby.

- Cóż, jestem stuprocentowo pewna, że jest to broń, pułkowniku – odparła bardzo poważnie, sprawiając, że spojrzał na nią twardo i zacisnął dłoń na krawędzi biurka, wyglądając jakby miał ją zaraz zabić, a jej siostra starała się z całych sił nie zaśmiać na jej odpowiedź.

- Zarya, to nie jest zabawne – powiedział.

- Nikt nie powiedział, że jest – oznajmiła, a kiedy spiorunował wzorkiem, oparła się o oparcie krzesła jeszcze bardziej, żałując, że nie było z nią tutaj ani Sunny'ego, ani Sides'a, ponieważ William wyprosił ich z pokoju, co oczywiście było bezsensowne, zważając na ich technologię, która ułatwiała im podsłuchiwanie.

- Ludzie mogli zginąć – stwierdził spokojniej, widząc, że innym tonem i tak nie zmusi jej do rozmowy, a kiedy otworzyła usta, przerwał jej – Wiem, że była zabezpieczona, ale co by było gdyby nie była?

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Przyjęłabym kulkę gdyby w kogoś wycelował – odparła swobodnie.

- Dla kogoś, kogo nie znasz? Zniosłabyś taki ból? – spytał, a ona prychnęła zerkając na swoją siostrę i błagając o pomoc.

- Zarya… ma wysoką tolerancje na ból – powtórzyła i westchnęła – Prawda?

- Miałam gorsze rany, pułkowniku – poparła ją i uśmiechnęła się do niej, po czym spoważniała zerkając znowu na William'a, który patrzył na nią nieprzekonany – Po za tym, zniosłam już dużo gorsze rany.

- Takie jak?

- Dźgnięto mnie raz w bok – pokazała dłonią dokładnie gdzie – Próbowano utopić. Strzelano do mnie i raz trafiono mnie w ramie – wzruszyła ramionami jakby to było nic.

- To jest związane z twoją rodziną, zgadza się? – zapytał, a Zarya włożyła na siebie kamienną twarz i poprawiła się niespokojnie na swoim siedzeniu – Możesz mi zaufać, tylko powiedz, co tam się stało?

Hale przełknęła ślinę i zerknęła na swoją siostrę, po czym westchnęła.

- Nic – odparła stanowczo.

- Zarya…

- Nie ma, o czym mówić, pułkowniku – przerwała mu sucho, w czasie, kiedy jej siostra westchnęła, chowając głowę w dłoniach – To się nie powtórzy.

- Jesteś pewna?

Nie.

- Tak – odparła i wstała, podchodząc, co drzwi i szybko wychodząc.

William spojrzał bezsilnie na jej bliźniaczkę, która opadła bezwładnie na krzesło, na którym poprzednio siedziała blondynka i oparła łokcie o biurko.

- Niczego ci nie powie – stwierdziła w końcu, kiedy do środka wszedł Sideswipe, witając ją zmartwionym wzorkiem – Gdzie Sunny? – spytała nie widząc go razem z nim, jednak jego brat tylko wzruszył ramionami.

- Poszedł z Zaryą.

- Jak mówiłam – zwróciła się do William'a, podnosząc się z miejsca – Nie powie ci, chyba, że ją zmusisz.

- Chcemy tylko pomóc – stwierdził Lennox – Nie chcemy jej do niczego zmuszać.

- Sunshine nie rozmawia… o tym, co się działo za nim się tutaj spotkałyśmy – wyznała i westchnęła, stając koło Sides'a – Trzyma to pod kluczem. Nawet ja nie wiem wszystkiego.

- Nie powiedziała ci? – spytał Sideswipe zdziwiony, a ona przytaknęła.

- Cokolwiek się stało, lepiej jej nie naciskać – stwierdziła – Jeśli chcecie pomóc, sprawcie, że o tym zapomni. Zastąpcie złe wspomnienia dobrymi.

- Wątpię, żeby Sunny rozumiał znaczenie słowa „nie" – skrzywił się nagle.

- To spraw, żeby zrozumiał inaczej to nie skończy się dobrze – oznajmiła i skierowała się do wyjścia – Miłego dnia, pułkowniku.

Z tym zdaniem wyszła, Sideswipe zaraz za nią.


Zarya wpadła do sali treningowej, bo jakby była ze sobą szczera, to tylko tam w tamtej chwili chciała być. Jej myśli tak bardzo ją przytłaczały, że musiała zastanowić się czy jej siostrze nic nie jest. Nie chciała, żeby jej uczucia zaważały na jej zdrowiu, bo była pewna, że tak mogło być.

Podeszła do najbliższego stoiska z bronią i wybrała przypadkową, od razu przeładowując ją i celując nią w cel przed nią i kiedy była już gotowa wystrzelić pocisk, poczuła czyjąś obecność za nią. Zmrużyła oczy i instynktownie odwróciła się, celując bronią w osobę za nią, tylko po to, żeby zorientować się, że ktoś zgrabnie ją chwycił i odłożył na stół.

- Sunstreaker – wywróciła oczami na jego widok i odwróciła się od niego plecami, podnosząc Glock'a ze stołu i znowu celując w cel – Przyszedłeś sprawdzić czy kogoś nie zabiłam czy ogólnie chciałeś mnie po wkurzać? – spytała, wystrzeliwując.

Sunny zagwizdał, kiedy zobaczył, że trafiła w sam środek i posłał jej wielki złośliwy uśmiech.

- Po trochu obydwu – odparł, po czym westchnął i zmarszczył czoło – Ale teraz do rzeczy: Kim był gościu, który cię zaatakował?

Zarya wzruszyła ramionami, przełykając ślinę i zachowując neutralną minę, lekko się wiercąc, chociaż starała się to ukryć.

- Przyjaciel rodziny – odparła swobodnie, wiedząc, że nawet, jeśli spróbowałaby go okłamać, Sunstreaker by ją przejrzał i musiałaby go widywać więcej niż to konieczne.

- Tej, która tu przyjeżdża?

- Miałam na myśli moją rodzinę, nie Zivy, Sunstreaker – odparła ostro, opierając się o blat, kiedy on skrzyżował na klatce piersiowej ręce – Byłyśmy rozdzielone po porodzie, Ziva o tym wspominała.

- Próbuję ją ignorować, Insekcie – odparł ze wzruszeniem ramionami, po czym skinął na jej ramie, które w tamtej chwili było odsłonięte – Zranił cię?

- O czym ty… - urwała, patrząc na ramie i zobaczyła świeżego siniaka, na którego zaklęła i wywróciła oczami – Prawdopodobnie kiedy mnie złapał, sukinsyn.

- Wracając do tematu, kim on był? – spytał niecierpliwie.

- Już ci powiedziałam – odparła sucho, zwracając się do strzelnicy, kiedy jej strażnik złapał ją mocno za ramię o odwrócił w jego stronę, sprawiając, że dziewczyna się wzdrygnęła, chcąc od niego odejść – Ej, to boli! Puszczaj!

- Nie, dopóki nie powiesz mi, kim on jest? – wysyczał przez zęby, popychając ją na stół, sprawiając, że skrzywiła się, kiedy uderzyła o krawędź – Nie testuj mojej cierpliwości, Insekcie – warknął, kiedy dziewczyna zacisnęła zęby, odwracając od niego głowę i prychając.

- A co mi zrobisz, Tosterze?

- Jest wiele rzeczy, które mogę zrobić – powiedział, krzywiąc się na swoje nowe przezwisko – Niektóre z nich kończą się tym, że odsyłam cię tam skąd przyszłaś.

- Nie zrobiłbyś tego – warknęła, nagle poruszona jego oświadczeniem i patrząc na niego wściekle – Nie masz prawa!

- Zobaczymy, kto ma, jakie prawa, kiedy to się w końcu skończy – zacieśnił dłoń na jej ramieniu i przybliżył się do jej twarzy – Więc radzę ci gadać, kto. To. Był? – wycedził.

Zarya wydawała się niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, aż w końcu odepchnęła go niespodziewanie i uderzył z otwartej dłoni w twarz, sprawiając, że chłopak cofnął się oniemiały, trzymając za czerwone w tamtej chwili miejsce. Uniósł na nią wzrok.

- Myślisz, że jak jesteś kilkumetrowym robotem to ci wszystko wolno?! – warknęła, jej głos podnosił się z każdym słowem – Cóż, zgadnij co? Na szacunek i zaufanie trzeba sobie zasłużyć, Sunstreaker!

- Ty…

- Ja, co?! No, dalej mów! – pokręciła głową – Chcesz znać prawdę? Zacznij szanować innych to pogadamy. I nie – uniosła do góry dłoń, kiedy chłopak otworzył usta żeby zaprotestować – waż się powiedzieć, że ktoś tak beznadziejny i obrzydliwy jak ja nie ma prawa ci rozkazywać, bo w tej chwili tego nie robię.

- A co robisz?

- Staram się jak mogę, Sunstreaker – wycedziła i zaklęła pod nosem, kiedy głos jej się załamał pod koniec – Mam tylko dwa miesiące tutaj. Z moją rodzoną bliźniaczką, a później wracam bez niej do mojej rodziny, rozumiesz to? Czy w twoim aroganckim, pozbawionym współczucia dla innych umyśle znasz słowo „ból"? Bo to właśnie będę czuła, będąc z dala od niej. A ty zamiast po prostu dać mi spokój i dać nacieszyć się siostrą, którą zobaczyłam na własne oczy dopiero tutaj na Diego Garcia, pytasz mnie o gościa, który nie ma w tej chwili znaczenia. Więc, słuchaj. Ja będę udawać, że cię nie znam, a ty będziesz mógł żyć w spokoju, z dala od wszelkich istot ludzkich i wszyscy będziemy szczęśliwi, zgoda?

Nie czekając na jego odpowiedź, wybiegła z sali treningowej, zostawiając oszołomionego Sunstreaker'a stojącego po środku mat.

Sunny prychnął nagle i zaśmiał się do siebie niemal histerycznie, po czym pokręcił głową.

Spotkałem człowieka, który ze mną wytrzymuje i ona na serio myśli, że ja tak po prostu odpuszczę?, pomyślał, chciałoby się.


- Jesteś na czarnej liście – warknęła Ziva, kiedy Sunstreaker podszedł do niej i swojego brata, który posłał mu zawiedzione spojrzenie.

- Będziesz prawić mi kazania, Insekcie? Lepiej zajmij się swoimi problemami – odparł Sunstreaker i prychnął, siadając na masce swojego Lamborghini.

- Mówiłem ci, żeby zostawił ją w spokoju – powiedział Sideswipe, na co jego brat parsknął śmiechem, co go jeszcze bardziej zirytowało.

- Z jakiego powodu? – spytał, wywracając oczami.

- Choćby takiego, że jest jedynym człowiekiem, który faktycznie cię lubi – mruknął niechętnie, a Sunny zamarzł w miejscu, patrząc na niego, to na siostrę jego podopiecznej.

- Coś tu powiedział? – spytał, wstając.

Sideswipe zmarszczył czoło na jego nagłe zainteresowanie i szok w oczach na jego słowa i w tedy do niego dotarło.

- Ale z ciebie ślepy matoł – powiedział do niego, po czym ruszył ramieniem Zivę, która spojrzała na niego pytająco, chociaż wiedziała, o co ją prosił.

- Sunshine – wycedziła w końcu przez zaciśnięte zęby – Nie dopuszcza do siebie kogokolwiek innego niż tylko mnie, Sunny. Wiesz ile spędzam czasu na przekonaniu jej żeby, chociaż komunikowała się z innymi? A ty, właśnie zrujnowałeś jej szansę na zdobycie kogoś innego do rozmowy.

Sunstreaker gdyby mógł, rzuciłby się pod pociąg. Zaklął po cybertrońsku, po czym odwrócił się. Ziva spojrzała na niego z lekko otwarta buzią, patrząc tępo na miejsce, w którym stał.

- Mi się wydaje czy on na serio myślał, że ona go nie lubi? – spytała w końcu, zerkając na Sideswipe'a, który wzruszył w odpowiedzi ramionami.

- Jestem zdziwiony, że użył swojego procesora i teraz za nią poleciał.

-…To on takowy ma?


Zarya schowała głowę w dłoniach, kiedy zdała sobie sprawę, że tak naprawdę wcale nie chciała go unikać. W rzeczywistości, która mocno ją w tamtej chwili przygnębiała, nawet go polubiła. Oczywiście, kiedy pominęła to, że jest arogancki, zapatrzony w siebie, wredny, podły… Mogłaby wymieniać w nieskończoność, a na końcu i tak skończyłoby się na tym, że by broniła i doszła do wniosku, że bez tego po prostu nie było by Sunstreaker'a. Wszystkie te cechy były częścią jego i jakby chciała je usunąć, usunęłaby Sunny'ego, którego lubiła.

Wzięła głęboki wdech i parsknęła do siebie, kiedy odgarnęła kosmyk włosów za ucho i spojrzała na morze przed nią. Nie kłamała, kiedy powiedziała, że miała tylko dwa miesiące z siostrą i, że chciała się nią nacieszyć, ale jednocześnie nie mówiła prawdy. Nie zamierzała wracać do swojej rodziny, prędzej piekło by zmarzło. Jeśli było coś, co ją faktycznie przerażało to świadomość, że jej rodzice naprawdę mieli w tamtej chwili okazję na zniszczenie jej całego życia w jednej sekundzie.

Jej serce zatrzymało się na chwile, kiedy usłyszała znajomy ryk silnika za nią. Zamknęła oczy i westchnęła na jego upartość. Nigdy się nie poddajesz, co?, pomyślała opierając głowę o kolana i udając, że go nie słyszy ani nie widzi. Nie minęła jednak nawet minuta, kiedy ktoś wyszedł z samochodu i podszedł do niej, ciągnąc ją za ramiona i zmuszając do tego, żeby wstała.

- Czego ty…? – nie miała nawet okazji dokończyć pytania, kiedy spotkała się z jego klatką piersiową i ramionami, które mocno objęły ją w talii i sprawiły, że dziewczyna na chwilę zesztywniała, przynajmniej dopóki nie usłyszała tych dwóch słów, które sprawiły, że Zarya zaczęła się zastanawiać czy ktokolwiek kiedykolwiek wypowiedział je takim złamanym i przepełnionym żalem i skruchą szeptem.

- Wybacz mi…


- Teraz, kiedy wiemy, że mój brat jest zajęty z twoją siostrą – zaczął Sides, zwracając swoją głowę w jej stronę i uśmiechając się szeroko – Powiesz mi swój mały brudny sekret?

Ziva zacisnęła usta i żeby, odwracając od niego wzrok i schylając zawstydzona głowę, czując jak jej policzki robią się czerwone.

- Och, no dalej! – zaskomlił, padając przed nią dramatycznie na kolana i składając ręce jak do modlitwy – PHLOOOOSEEE?

Ziva wywróciła oczami.

- Nigdysięniecałowałam – wymamrotała szybko, jednak Sideswipe zmarszczył czoło i spojrzał na nią zdezorientowany.

- Co?

- Nigdy się nie całkowałam! – warknęła nagle i wytrzeszczyła oczy, chrząkając i nagle czują się mocno niezręcznie.

- Że co? Niby jak to możliwe? – spytał z niedowierzaniem, po czym westchnął i spojrzał na jej czerwoną twarz – I to jest twój problem?

- TAK – wycedziła przez zęby.

- Primus, Ziva – chłopak przejechał dłonią przez włosy na jej głupotę – Trzeba było zapytać – uśmiechnął się nagle, a Ziva wytrzeszczyła na niego oczy i spojrzała podejrzliwie, cofając się o krok i wpadając na jego maskę.

- Cokolwiek… - urwała, kiedy poczuła, że popchnął ją bardziej na Lamborghini i sprawił, że na nim usiadła – Czy ty…

- Za dużo gadasz – stwierdził i zrobił coś, co sprawiło, że Ziva po raz pierwszy była całkowicie bez słów i żadnych komentarzy.

Kiedy się od niej odsunął, dziewczyna miała otwarte usta i lekko przymknięte usta.

- Czy to zrobiłeś, co myślę, że myślisz, że zrobiłeś? – spytała, ale jej mózg jeszcze nie do końca nadążał za wszystkim, bo paplała prawie zupełnie bez sensu.

- Jeśli masz na myśli to, że cię pocałowałem – to tak – oparł widocznie zadowolony z siebie i swojego uczynku.

Ziva zamknęła usta, kręcąc z niedowierzaniem głową, po czym mruknęła do siebie i spojrzała na niego, przechylając głowę na bok i oblizując w zamyśleniu usta.

- Czy ktoś kiedykolwiek powiedział ci, że smakujesz jak wiśnie? – spytała po chwili, a on nie mógł się powstrzymać jak dać jej spojrzenie mówiące „serio?".

- Ja cię całuję, a ty myślisz o wiśniach? – spytał z westchnieniem.

- Nie akurat, kiedy mnie całowałeś myślałam nad żartem, który zamierzam wykonać na Galloway'u, a smak dotarł do mnie po fakcie – stwierdziła wzruszając ramionami.

- Wolałem myśleć, że myślałaś o wiśniach – stwierdził pod nosem i uniósł do góry brwi, kiedy dziewczyna zachichotała.

- Ale muszę przyznać – powiedziała wstając i kierując się w stronę swojego pokoju – Świetnie całujesz.

Odeszła, zostawiając Sideswipe'a z zadowolonym z siebie uśmiechem.


A/N: Każdy wie, że Sideswipe dobrze całuje Ziva, nie oszukujmy się :D. Jeśli ktokolwiek pomyśli, że Ziva i Sides będą razem w romantyczny sposób, od razu mówię, że tak nie będzie. Mimo to jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak by to wyglądało, może przesłać mi propozycję, a ja z chęcią napiszę One-Shot'a na temat tej pary.
Artemida: Miło słyszeć, że ktoś polubił tą historię :D Postaram się pisać najszybciej jak mogę ;)
XXFaith