Nieświadomy

Beta: Alexan

Cz.7.

Severus dokończył kąpiel i wyszedł z łazienki. Potter leżał już w łóżku, przykryty prawie po sam czubek głowy.

Mężczyzna wytarł się, przechodząc koło jego łóżka i podszedł do swojej szafy. Ubrał bieliznę i spodnie, a następnie przywołał rzeczy potrzebne do nałożenia nowego opatrunku.

— Potter, połóż się prosto. Muszę założyć bandaż.

— Nie trzeba. Nic się nie dzieje — usłyszał przytłumioną przez pościel odpowiedź.

— Nie interesuje nie twoje zdanie. Masz nosić opatrunek tak długo, jak ci każę. Odwróć się! — Tym razem nakazał już ostrzejszym tonem.

Gdy chłopak nadal nie wykonał polecenia, zerwał z niego kołdrę. Zaczerwienione oczy i ślady łez na jego twarzy nie były, tym czego się spodziewał. Uniósł zdziwiony brwi.

— Jaki jest powód płaczu? Jeżeli coś cię boli, wystarczyło powiedzieć.

— Nie twoja sprawa! — krzyknął Harry speszony, próbując przykryć się ponownie, ale Snape odrzucił pościel na drugie łóżko.

— Potter! — Ostrzeżenie było aż za wyraźne i Harry spiął się. — Teraz połóż się na plecach, założę świeży opatrunek.

Chłopak wykonał w końcu jego polecenie. Przy wcześniejszych opatrunkach nie miał czasu obserwować reakcji Pottera, bo zagrożone było jego życie, teraz jednak było inaczej. Harry wstrzymywał oddech przy najmniejszym dotknięciu.

— Aż tak cierpisz, gdy cię dotykam? Tak jestem obrzydliwy? — Nie wytrzymał po kolejnym wzdrygnięciu się.

Harry odwrócił głowę w stronę ściany byle tylko nie patrzeć na Snape'a. Mężczyzna wyraźnie widział, jak niechciane łzy spłynęły na poduszkę. I znów w umyśle Severusa wybiła się pewna myśl. A co, jeśli chłopak nie brał świadomie udziału w poczęciu dzieci? Nie miał teraz na myśli upicia się, lecz coś dużo gorszego. W końcu to nadal tylko młody mężczyzna, silniejszy mógł spokojnie go pokonać, tym bardziej, gdy Potter nie mógł używać różdżki.

Tak samo nagle przypomniało mu się zdarzenie z końca poprzedniego roku szkolnego. Zbiorowy gwałt był przerażający. Nawet, jeśli chłopak miał więcej szczęścia i trafił jedynie na jednego zwyrodnialca, to wspomnienia muszą go męczyć. Jeżeli Potter został zgwałcony, to wcale nie dziwi go jego reakcja. Przyniósł odrzuconą kołdrę i przykrył drżącego chłopaka. Przysunął sobie następnie krzesło do jego łóżka i usiadł.

— Czy chcesz mi o czymś powiedzieć? — zapytał ostrożnie.

Nigdy nie brał udziału w tego typu rozmowach. Jako opiekun Węży przeważnie odsyłał poważniejsze przypadki do Pomfrey, która była odpowiednio przeszkolona.

Chłopak zaprzeczył, przykrywając się jeszcze dokładniej. Tak, jakby pościel miała go ochronić. Severus przymknął oczy i mentalnie przygotował się na zadanie kolejnego pytania.

— Czy podczas pobytu poza szkołą i domem wujostwa w te wakacje zostałeś zmuszony do współżycia?

Zielone oczy spojrzały na niego pełne przerażenia.

— Jak...? — Chłopak natychmiast lekko pobladł, rozumiejąc swój błąd.

To jedno słowo wystarczyło Severusowi za odpowiedź.

— Rozumiem, że to okropne przeżycie, ale mógłbyś choć pokrótce powiedzieć, co się stało. Będę przynajmniej wiedział, czego mam unikać — westchnął ciężko na koniec.

Właśnie stało się coś czego nigdy by nie podejrzewał. Gdyby ktoś powiedziałby mu o tym zjawisku jeszcze rok temu to pomyślałby, że ta osoba oszalała i natychmiast wysłałby ją na oddział zamknięty świętego Munga.

On, Severus Snape, poczuł żal.

Zrobiło mu się naprawdę żal tego chłopaka.

Harry milczał. Co miał powiedzieć? I tak już zdradził jedną z najgorszych ze swoich tajemnic. Usiadł na łóżku, ciągle patrząc na swoje dłonie.

— Rozumiem, że będzie pan chciał rozwiązać kontrakt... — zaczął, choć słowa ledwo przechodziły mu przez gardło. — Wiem, że dzieci muszą zostać z panem...

— O czym ty bredzisz, Potter? — Severus wreszcie otrząsnął się z pierwszego szoku, gdy chłopak to zaproponował. — Jesteś moim mężem jeden dzień i już chcesz unieważnienia? Nie ma mowy! Nie dam ci go!

— Ale... — Harry spojrzał na wzburzonego mężczyznę. — Przecież ja...

— Rozumiem, że zostałeś zmuszony do współżycia i w wyniku tego zdarzenia zostały poczęte dzieci. Co ma wspólnego z tym nasza umowa?

— Nie jestem czysty — szepnął cicho Harry, znów spoglądając na swoje drżące dłonie.

Severus prychnął rozdrażniony i wstał.

— Potter, jesteś idiotą! — warknął.

Przeszedł do salonu i chłopak usłyszał dźwięk uderzenia szkłem o szkło, a potem odgłos przelewania. Po chwili Snape wrócił wszedł do swojej części sypialni i usiadł na swoim łóżku.

— Cokolwiek myślisz o sobie w tej chwili, Potter, jest błędne — mówił, obserwując bursztynowy płyn w trzymanej szklance. — Nie jesteś czysty? A kto jest? Mało kto może to stwierdzić. Chyba jedynie noworodek jest. Każdy ma coś na swoim sumieniu. Mniejsze lub większe grzeszki. Od kradzieży cukierków z kuchni, gdy matka nie patrzy, po wielokrotne morderstwo. Myślisz, że gwałt czyni cię brudnym? A co sądzisz o mnie? Jestem śmierciożercą. Według twojego myślenia zabrakłoby ci synonimów słowa brudny by mnie opisać, a i tak nadal byłoby to zbyt łagodne określenie.

— Pan jest szpiegiem. Musiał pan.

— Ty też musiałeś. Nikt nie pytał cię o zdanie. Ten, kto to zrobił nie zapytał grzecznie. Nie, wziął to, co chciał i tyle.

Harry zasłonił twarz dłońmi, gdy wspomnienia dawały się coraz mocniej we znaki. Starał się je odpędzić, a sam uspokoić, ale z niewielkim skutkiem. Nagle coś dotknęło jego nóg i otworzył oczy. Na pościeli leżała fiolka.

— Wypij i idź spać. Jesteś wyczerpany — usłyszał.

Snape dokończył się ubierać i wyszedł do gabinetu, zamykając swoje i jego drzwi do sypialni. Potter po zapachu rozpoznał eliksir uspokajający, ale nie wypił całej zawartości. Uważał, że nie potrzebował pełnej dawki. Chciał jedynie trochę się uspokoić, by nie szkodzić dzieciom.

Nagła myśl o chłopcach spowodowała, że zapragnął ich zobaczyć. Owinął się kocem i otworzył tajne przejście, czasami przydawała się jego gryfońska ciekawość. Zszedł do laboratorium i usiadł obok inkubatora.

Istotki, jak sam je cicho nazywał, nadal były w siebie wtulone tak, jakby bały się rozłąki. Od czasu do czasu poruszały nie do końca ukształtowanymi kończynami i każdy ten ruch wywoływał słaby uśmiech na twarzy Harry'ego. Już chciałby trzymać je w ramionach.

Jednak nawet widok bliźniąt nie odegnał niechcianych myśli. Nie miał jeszcze zamiaru informować Snape'a jak został ojcem, jednak późniejsza rozmowa coś mu uzmysłowiła.

Snape jest śmierciożercą. Wiedział o tym, ale nagle inna myśl uderzyła w niego niczym obuch. Czy Snape był tam wtedy? Jeśli tak, to kogo...?

[i]Stop! Koniec! [/i]

Nie może o tym myśleć. Teraz to było nieważne. Mężczyzna wykonywał misję.

[i]Merlinie, on tego nie zniesie! A co jeśli Snape...? Dosyć!, [/i] krzyczał mentalnie na siebie. [i]Jak duża jest szansa, że Snape go zgwałcił, tak jak wielu innych śmierciożerców? Albo zrobił to Hermionie? [/i]

Na tę myśl jego gniew zapłonął i tak samo szybko zgasł. Hermionie już nic nie pomoże, a on nie ma zamiaru się mścić. Jeszcze nie teraz. Spojrzał znów na dzieci z czułością.

Tak naprawdę wszystkiemu winna jest tylko jedna osoba, choć do człowieka było mu trochę daleko.

Severus musiał wrócić do gabinetu, bo nie wiedział czy będzie w stanie dłużej wytrzymać przy Potterze. Oczywiście nigdy nie przyznałby się, że „gryzło go sumienie". Ciągle miał przed oczyma tamtą dwójkę mugoli z początku wakacji. Nie wiedział, czy przeżyli, Czarny Pan od tamtego dnia go nie wzywał. Z tego, co do niego dotarło, nikt nie otrzymał ostatnio „audiencji". Nie wiadomo było, czym to jest spowodowane.

A teraz nie będzie mógł już się dowiedzieć u samego źródła. Nie bez ryzykowania własnego życia. Skoro uwolnił się z jednego jarzma, ma zamiar to wykorzystać, nawet z Potterem u boku. Gdy pomoże chłopakowi zwyciężyć w nadchodzącej bitwie, jego rola jako szpiega wyjdzie na światło dzienne i będzie mógł dodatkowo z tego skorzystać.

Usiadł za biurkiem, obracając w palcach opróżnioną już do połowy szklankę. Znów wrócił myślami do Pottera. Jak ma teraz z nim postępować? Początkowo miał zamiar jedynie przyzwyczaić go do siebie. Teraz musiał jednak poszerzyć pole manewrów, skoro chłopaka przerażał zwykły dotyk, a nie mówiąc o najmniejszej sugestii zbliżenia. Pottera trzeba na nowo nauczyć zaufania do drugiej osoby.

Stwierdzenie „oswajanie zwierzątka" nabrało teraz nowego znaczenia, bo faktycznie będzie musiał przyzwyczaić go do swojej osoby i dotyku. Nie miał najmniejszego zamiaru rezygnować z tego chłopaka. Nie teraz, gdy jest jego.

Harry obudził się rano w swoim łóżku. Nie wiedział jak się w nim znalazł, ale jedno spojrzenie na zegar wypędziło to pytanie z jego głowy.

Za piętnaście minut ma eliksiry. Tak szybko chyba jeszcze nigdy się nie ubierał. Plusem było to, że mieszkał teraz w lochach i nie musiał zbiegać z Wieży, od sali dzielił go jeden zakręt. Wiedział, że mógłby przejść do klasy od razu z gabinetu Snape'a, ale aż tak szalony nie był. Dotarł na miejsce dwie minuty przed czasem i miał jeszcze czas by zjeść kanapkę przyniesioną przez Rona.

— Dlaczego Malfoy tak na ciebie patrzy? — zapytał Weasley, obserwując Ślizgona.

— Dotarło wczoraj do niego, że mieszkam ze Snape'em i chyba ten fakt nie bardzo mu się podoba — odparł, przełykając ostatnie kęsy.

Chyba będzie musiał poprosić Zgredka o budzenie, skoro Snape nie był łaskaw tego zrobić. Harry był ciekaw gdzie jest profesor, bo kiedy się ubierał, kwatery były puste. Może poszedł do bliźniąt? Otworzenie się drzwi sali i stojący w nich profesor dało mu natychmiastową odpowiedź. Mężczyzna korzystał z przejścia i mógł być w sali już wcześniej.

— Wchodzić! — nakazał mistrz eliksirów, odsuwając się na bok.

Uczniowie natychmiast wykonali polecenie. Gdy Harry i Ron kierowali się do swojej ławki, zostali powstrzymani.

— Weasley, Potter. Do przodu. Od dziś chcę mieć was na oku. Bez Granger pewnie pierwszego dnia postaracie się wysadzić lochy.

Harry ścisnął pięści, gdy usłyszał o Hermionie, ale musiał wykonać profesorskie polecenie.

— Merlinie, za co? — jęknął cicho Ron, podążając za Harrym.

Potter usiadł na wskazanym miejscu i prawie natychmiast poczuł krótkie mrowienie na skórze. Ron musiał poczuć to samo, bo spojrzał na niego niepewnie. Potter już odwracał się do Snape'a, ale ten właśnie w tej chwili rozpoczął zajęcia.

Szybko wyjaśniło się, co poczuli obaj Gryfoni. Ślizgoni nie byliby sobą, gdyby nie wykorzystali tak małej odległości od ich ławek. Harry nie chciał nawet myśleć, co by się stało gdyby fiolka, która został rzucona w ich stronę, rozbiła się na ławce, a nie kilka centymetrów od nich o niewidzialną tarczę.

Cała klasa zamarła, czekając na reakcje Snape'a, który zapisywał powoli ingrediencje na tablicy, choć zwykle rzucał zaklęcie piszące.

— Malfoy, minus dziesięć punktów. Posprzątaj to. — Mężczyzna nie przerwał czynności, nawet nie odwrócił głowy.

— Ale to nie ja.

— Cały Dom odpowiada za czyny jednostek. To ma zostać uprzątnięte.

Harry pokiwał głową i wyciągnął różdżkę. Usunął bałagan jednym ruchem, chwilę po tym jak Malfoy wstał z zamiarem wykonania polecenia. Zatrzymał się i spojrzał na Gryfona, potem na profesora. Snape odwrócił się, gdy Draco wstawał i widział, co zrobił Potter.

— Macie godzinę na wykonanie tego eliksiru. Potraktujcie to jako test powtórkowy z zeszłego roku.

Jakby nic się nie stało. Szok, widoczny na twarzach wszystkich uczniów, jakoś nie zrobił tym razem wrażenia na Harrym. Jako pierwszy ruszył po składniki, wybudzając z letargu innych.

Malfoy mruknął coś pod nosem i poszedł w jego ślady.

— Nie ma za co — odparł cicho Harry, gdy stanął koło niego przy szafce. — Przestańcie go drażnić, to da wam spokój.

Zachowanie Snape'a było od tego momentu głównym tematem cichych rozmów, na które profesor, o dziwo, nie reagował, dopóki nie przekraczały pewnego poziomu głośności, a praca była wykonywana.

— Coś ty mu zrobił? — dopytywał się Ron, krojąc jakiegoś chrząszcza na mniejsze kawałki.

— Nic. To chyba efekt tego, że nie jest już szpiegiem. Może zachowywać się jak chce.

— To i tak straszne.

— Zaczynam się przyzwyczajać. Nawet, gdy rzuca jakieś ironiczne uwagi, to zachowuje się całkiem w porządku. Jak na Snape'a, jeśli wiesz o co mi chodzi — szepnął Harry.

— I oto chodzi, że nie wiem. Jestem przerażony.