Miał ochotę powiedzieć Sammy'emu o akcie, ale to oznaczałoby podjęcie tematu nagości, a od czasu ich rozmowy o pszczółkach i kwiatkach, jego brat nie chciał od niego rad w kwestii stosunków damsko-męskich. Może faktycznie twierdzenie, że nie musiał zamieszkiwać na pierwszej stokrotce, z którą się zaprzyjaźni, nie było do końca na miejscu, ale przecież wyszło im obu na dobre.

Prawie zadzwonił do Jo, ponieważ jeśli nie Sam – Harvelle jako jedyna go rozumiała. Koniec końców jednak stanął bez ubrania w łazience i spojrzał na siebie w lustrze. Wiedział jak wygląda i był z tego dumny. Jego mięśnie nie były jednymi z tych, które wyćwiczył na siłowni. Zdobył je jednak ciężką pracą w warsztacie. Jego ciało nie było szczupłe i długie, ale nie nazwałby się również krępym. Był proporcjonalny i wiedział, że ludzie doceniali to, ponieważ zakres jego ruchu był znakomity do każdej pozycji seksualnej. I czerpał z tego, kiedy tylko mógł.

Nie był pewien co Cas chciał w nim dostrzec, ale nagość nie krępowała go. Może miałby problem, gdyby patrzył na niego ktoś, kto nie pociągałby jego samego. Gdy Sam znajdował się w tym samym pokoju, odmawiał zsunięcia bokserek nawet po to, aby dostać zastrzyk w pośladek. Były pewne granice między braćmi i u nich wyznaczała je linia majtek.

Nie musiał zastanawiać się wiele. Jeszcze tego samego wieczoru wysłał pojedynczego smsa do Casa, mówiąc, że mężczyzna powinien przygotowywać wszystko do kolejnej wspólnej sesji. Nie był pewien czy będzie świecił tyłkiem, czy jak na zdjęciach, które widział w sieci, zostanie obwinięty prześcieradłem. Nijak nie był podobny do tych modeli, szczupłych, o jasnej skórze niepoznaczonej przez czas. Jego ciało posiadało swoje blizny od mniejszych czy większych wypadków, które zdarzały się w warsztacie. Kilka bójek, które stoczył w obronie siebie i Sama, odbiło się na jego rękach, które były szorstkie nie tylko od wewnętrznej strony. Cas przyglądał mu się zawsze z pewną fascynacją, ale Dean zaczynał mieć wrażenie, że każda niedoskonałość na nim interesowała mężczyznę. I nie był pewien jak się z tym czuje.

Wspiął się zatem na piętro do studia nerwowo rozglądając wokół, ale nic się nie zmieniło w pomieszczeniu. Sztalugi stały na środku pomieszczenia z nowym płótnem, które nie było jeszcze tknięte farbą. Podkład musiał już wyschnąć, bo powierzchnia nie błyszczała wilgocią.

Cas uśmiechnął się do niego delikatnie jak podczas każdego powitania.

- Dean – powiedział mężczyzna.

- Cas – odparł, czując się tylko bardziej zdenerwowanym.

- Nie musisz tego robić – zapewnił go Castiel.

Ostatni raz kolana uginały się tak pod nim, kiedy zamierzał rozdziewiczyć Katie Samuels na tylnej kanapie Impali. Była pierwszą i ostatnią laską, która dotknęła jego fiuta. Seks później stał się łatwiejszy i o wiele przyjemniejszy, kiedy odkrył, że mięśnie tyłka są tak cudownie ciasne.

Miał ochotę zrobić mały striptiz, ponieważ Cas był tak sztywny i chciał sprawdzić czy cokolwiek ruszyłoby tego faceta. Jego palce jednak trzęsły się, kiedy odpinał guziki swojej koszuli. To nie był czas na takie zabawy. Nie znajdował żadnego sposobu, aby pokryć swoje zdenerwowanie, ale wiedział, że Castiel nigdy nie zakpiłby z niego. Ironia nie była czymś, czego mężczyzna używał nawet jako żartu. Cas wydawał się niezdolny do atakowania kogokolwiek, chociaż jego uwagi czasami były tak celne, że trafiały w serce. Może dlatego obawiał się jego pierwszych słów, bo wiedział, że byłyby czystą prawdą, której nie mógłby przeinaczyć dla własnych potrzeb.

- Gdzie mnie chcesz? – spytał, skopując buty.

W pomieszczeniu było zbyt jasno, ale skłamałby, gdyby powiedział, że nie uprawiał seksu w świetle dnia czy nawet publicznie. Jednak nie to planowali i nie znał zasad. Nie był w swoim elemencie – jak nazywał go Cas.

- Rób to co uważasz za słuszne – polecił mu mężczyzna. – Jeśli chcesz usiąść, krzesło jest twoje. Ściągnij płótna z sofy, jeśli tam będzie ci wygodniej.

To jak zawsze wcale nie pomogło. Zsunął z siebie spodnie, spoglądając na Castiela, ale mężczyzna wydawał się niewzruszony. Starał sobie przypomnieć wszystko, co widział w internecie. Każda z tych prac miała coś w sobie, ale żadna nie pasowała do Castiela. Nadal nie wiedział czego szukał mężczyzna, bo dokopanie się do uczuć Deana Winchestera nie udało się ani jednej z wielu pedagog szkolnych. Cas nie miał szans już w przedbiegach.

Jego penis był tylko w połowie twardy, pewnie z nerwów. Ciśnienie jego krwi podniosło się nieznacznie i miał wrażenie, że nie tylko on zaczynał odczuwać napięcie w studiu. Cas nie patrzył już na niego tak beznamiętnie jak wcześniej. I to musiało mieć coś wspólnego z jego nagością. To dało mu odrobinę więcej pewności siebie. Wyprostował się, odrzucając bieliznę na kupkę ubrań. Jego ręce zwisały luźno wzdłuż ciała, kiedy zastanawiał się co dalej. Podłoga w studiu była przyjemnie ciepła, więc mógł stać do woli długo. Możliwe, że Cas dostosował temperaturę do jego potrzeb i stanu rozebrania, bo nie czuł chłodnych powiewów na skórze.

- Więc… - zaczął, nerwowo zerkając na sofę.

Mógł okryć się prześcieradłem, co byłoby głupie, bo już rozebrał się do naga. Cas widział go całego, więc ucieczka nie miała sensu.

- Wahasz się? – spytał mężczyzna.

- Hej, to nie moje pierwsze rodeo – starał się zażartować, ale Cas odgiął głowę w bok jak zawsze, kiedy próbował wyczytać coś więcej.

- Pierwszy raz cię ktoś maluje – powiedział Castiel.

Nie mógł zaprzeczyć.

- Nie pierwszy raz jestem goły – prychnął jednak.

- Kontekst jest inny. Widzę, że jesteś spięty – odparł Cas. – Seks jest łatwiejszy? – spytał ciekawie.

- Przynajmniej wiem, co robię – zaśmiał się i nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek rumienił się tak mocno, a jednak jego policzki płonęły.

Nie był pewien co byłoby gorsze teraz. Nie był przyzwyczajony do tego, aby ktokolwiek widział jego nie wzwiedzionego fiuta. Przeważnie, kiedy się rozbierał, byli w połowie gry. Teraz jednak stał nagi jak go Bóg stworzył i miał wrażenie, że podniecanie się Casem, stojącym tylko o kilka kroków od niego nie było rozsądne. Mężczyzna dawał tak sprzeczne sygnały, że Dean nie wiedział na ile zainteresowany był nim, jako nim, a nie modelem do swoich obrazów. Nie chciał się ośmieszyć, wystawiając na świat twardego fiuta bez wyraźnego powodu jak cholerny nastolatek, którym nie był.

Sofa wydawała się zła, podobnie jak krzesło. Nie chciał obracać się bokiem, ponieważ nie był jednym z tych szczupłych chłopaczków, którzy przeważnie pozowali w szkołach.

- Jestem mężczyzną – powiedział z pewnością w głosie. – Postoję – zdecydował, ale nadal wydawało mu się to nienaturalne.

Jego ręce zacisnęły się w pięści, kiedy starał się uspokoić pod czujnym spojrzeniem Casa. A potem opuścił głowę w dół, ponieważ tak najłatwiej było uciec. Jego ciało spięło się, chociaż nie miał pojęcia dlaczego. Rozłożył ciężar na obu nogach, trochę zaskoczony, kiedy zdał sobie sprawę, że palce jego stóp z tej perspektywy wyglądały dziwnie.

Przynajmniej nie miał dwóch kajaków jak Sammy.

- Doskonały – westchnął Cas albo to była halucynacja. – Zostań tak, jeśli możesz – poprosił go mężczyzna i Dean usłyszał dobrze znane dźwięki pędzla skrobiącego po desce z rozrobionymi farbami.

Nie podniósł głowy, oddychając równomiernie. Nie był pewien z jaką dokładnością Cas zamierzał odtworzyć jego anatomię. Mężczyzna do tej pory skłaniał się bardziej ku rozmazanym kształtom, ale Dean wiedział, że Castiel potrafi też o wiele więcej. Trafił na starsze prace Casa trochę wcześniej i był oczarowany precyzją, z jaką mężczyzna odtwarzał świat, który widział swoimi oczami. Brakowało tam emocji, które obecnie wmalowywał w płótno, ale Dean nie był wybredny.

- Jeśli się zmęczysz, powiedz. Przerwiemy na chwilę – rzucił Cas pospiesznie takim tonem, jakby był zdziwiony, że nie pomyślał o tym wcześniej.

I Dean poczuł się odrobinę lepiej, bo to oznaczało, że wybił mężczyznę z jego stałego rytmu na tę jedną chwilę.

- Tylko stoję – odparł. – Myślę, że sobie poradzę.

- Twoje mięśnie są dość napięte – przypomniał mu Castiel.

- Jestem przyzwyczajony do ciężkiej pracy – stwierdził, starając się nie wzruszać przy tym ramionami.

Kiedy odpowiedź nie nadeszła był prawie pewien, że Cas skinął w jego stronę głową.

ooo

Prawie nie rozmawiali, odkąd zdjął z siebie ubranie. Przez kolejne trzy dni Cas malował w ciszy, co nie było znowuż tak niezwykłe. Mężczyzna jednak poprzednio zadawał mu pytania. Najpierw rozmawiali, zanim decydował, że zacznie maczać pędzel w tych śmierdzących roztworach. Ten zapach prawie przesiąknął jego skórę jak smar, którego drugiego dnia nie zdążył z siebie zmyć, ale Castiel uznał, że to też doskonałość.

- Nie chcesz o nic spytać? – zdziwił się Dean, kiedy cisza się przedłużała.

- A chcesz mi o czymś powiedzieć? – zainteresował się Cas.

W jego głowie nie panowała przyjemna pustka. Myślał o Samie i Jo, ale ten temat przewijał się od samego początku. Druga myśl, która opanowała go ostatnio była jeszcze mniej przyjemna. Nie wyszedł do klubu od kilku tygodni. Nie zaliczył nikogo odkąd poznał Casa. Jego popołudnia były zajęte co prawda, ale to była słaba wymówka. Miał jeszcze wieczory i niektóre weekendy. Czasami do warsztatu wpadali geje. Wystaczyłoby pstryknąć palcami i na zapleczu dostałby coś więcej niż zapłatę za serwis. Nie myślał jednak o seksie i nie wiedział co z tym zrobić.

- Nie – zdecydował.

Cas nie powiedział ani słowa, ale Dean czuł na sobie jego wzrok. Czasami odnosił wrażenie, że jest w stanie śledzić wzrok Castiela na swoim ciele. Mężczyzna przeważnie skupiał się na jego ramionach i klatce piersiowej. Czasami jego stopy i łydki były celem tych spojrzeń, ale bywały też nieliczne momenty, że Cas spoglądał na jego krocze. I nigdy nie mówili o tym.

Może Castiel widział dziesiątki nagich ludzi takich jak on. Ta myśl również nie była przyjemna. Chciał mieć znaczenie, co było śmieszne, bo liczyły się tylko obrazy. I były znakomite.

Czasami łapał się wieczorami na tym, że śledził linie na pracy, którą dostał i wisiała nad jego łóżkiem. Nie nazwałby tej dwójki ludzi kochankami. Im dłużej przyglądał się obrazowi tym bardziej zdawał sobie sprawę, że to jedna i ta sama osoba. Może wychodziła z mężczyzny jego druga natura albo w koncepcji przeciwnych sił, Cas chciał pokazać ich naturę. Dean nie był dobry w interpretacji.

Spiął się, kiedy chłodniejszy powiew zatrzymał się na jego skórze. Spojrzał w kierunku drzwi do studia i zamarł, kiedy zdał sobie sprawę, że Balthazar stał w progu, przyglądając mu się z krzywym uśmieszkiem na ustach. Nie zakrył się tylko dlatego, że to wywołałoby tylko silniejsze rozbawienie u mężczyzny. Poza tym Dean nie miał się czego wstydzić i chociaż ten pieprzony Brytyjczyk uważał się za lepszego, spodziewał się, że pod tymi ubraniami nie działo się wiele.

- Balthazar – warknął Cas.

- Wpadłem z wizytą – odparł mężczyzna i próbował wsunąć się do środka, ale Castiel zagrodził mu przejście, odcinając go skutecznie od Deana.

Wyglądało na to, że Cas go bronił, a przynajmniej jego godności i odczuwał z tego powodu chorą satysfakcję.

- Na dół – rzucił Castiel, prawie popychając wyższego od siebie faceta.

Dean był pewien, że palce Casa zostawiły na drogiej koszuli Balthazara ślady farby, których usunięcie nie było możliwe. I to też sprawiało mu radość. Balthazar ubierał się w jakieś chorobliwie drogie ubrania. Cas nie miał takiej potrzeby obnoszenia się ze swoimi pieniędzmi, chociaż również musiał mieć ich sporo, skoro stać go było na malowanie przez rok bez obawiania się o jedzenie i rachunki.

Obwinął się kocem, ponieważ nie chciał tego przegapić. Już na schodach słyszał podniesione głosy i nie sądził, że Castiel był zdolny do krzyku, ale najwyraźniej przerywanie mu w pracy było karygodne.

- Nie chcę cię tutaj! – warknął Cas.

Dean miał ochotę dodać 'tylko tak trzymaj, stary', ale nie byli na meczu futbolowym, a Castiel nie był rozgrywającym. Sammy nienawidził zresztą transparentów i dopingu z jego strony, więc istniała szansa, że Cas również nie doceniłby wsparcia.

- Kolejny model – zakpił Balthazar.

- Nie twoja sprawa – rzucił Cas. – Nie jesteśmy razem i nie będziemy.

- Na wernisażu nie robiłeś takich trudności – przypomniał mu facet.

- Na wernisażu nie dałeś mi wyboru. Nie przypominam sobie, abym cię zapraszał – warknął Castiel.

- Anna to zrobiła – odparł Balthazar. – Kulturalnie byłoby, gdybyś pamiętał sam o zaproszeniu na wystawę poprzednią muzę. O obecnej nie zapomniałeś – prychnął facet i Dean zamarł w połowie schodów.

Nie tego się spodziewał.

- I nie zapominajmy, że podarowałeś mu obraz, na którym jestem – zakpił Balthazar. – Wie o tym? Wie, że wiszę w jego zapyziałym mieszkanku? Poza tym, dałeś mechanikowi obraz za trzydzieści tysięcy. Coś ty sobie myślał? Sądzisz, że trzyma go jeszcze czy wylądował już jako podpałka w jego grillu? A może sprzedał go za jedną setną wartości jak ostatni idiota, którym jest – prychnął Balthazar.

- Jako jedyny wiedział na to co patrzy – warknął Cas. – I te obrazy nie mają żadnej wartości. Już nie – dodał z pewnością w głosie mężczyzna. – Pamiętaj, że widzę cię.

Nie brzmiało to jak groźba, ale Balthazar spiął się i zrobił krok do tyłu, jakby dostał w twarz. Dean nie mógł oderwać od nich wzroku. Nie widział twarzy Casa, ale był pewien, że jego oczy nie mają już tego odcieniu spokojnego błękitu, który go tak fascynował. Plecy mężczyzny były wyprostowane i całe jego ciało krzyczało, że był w stanie stawić opór każdemu.

Cas wspominał o kiepskim związku i Dean przypominał sobie, że obrazy, które widział na wernisażu niepokoiły go odrobinę. Wszystko było zamazane, a emocje były niejasne. A nie powinny. Lubił swój świat klarowny. Jeśli Cas malował to co czuł albo jak widział kogoś, nie mógł się doczekać, aby zobaczyć jego obecne prace.