Pomiędzy drzewami przebłyskiwała rubinowa łuna. Indykosmok parsknął. Elely poklepała go po szyi.

- Jak tam? - pani Evangeline zajęła miejsce w szeregu obok niej.

- Jakbym mogła dać radę całemu Imperium – Elely wyszczerzyła zęby, ale cra pokręciła tylko głową. Przed nimi z jękiem i trzaskiem padło drzewo.


Sparrow przycisnęła się do ściany, przepuszczając dwie obładowane eliksirami eniripsy, a potem pobiegła korytarzem. Mijała grupki cra, ecaflipów i fec wynoszących broń, alchemikalia i inne cenne pakunki. Tu i ówdzie mignęła jej zielona czupryna sadidy.

Wreszcie odnalazła Flopina, stojącego pośrodku głównej komory i dyrygującego akcją.

- Artemizja, Oakley, północne wyjście, kierujcie się na Bontę. Jack i Ergane, tu macie listy, do rąk własnych królowej Daihitsu. Ej!

Osamoda jeszcze raz szarpnęła go za rękaw.

- Ruel… już… chce odpływać… Chodź.

- Zaraz. Alnus, listy do króla Sadidy-

- Imperialni zaraz tu będą! - wrzasnęła Sparrow. Ziemia zatrzęsła im się pod stopami.


Machiny wojenne Imperium, wielkie banie z mosiądzu na patykowatych nóżkach, co i rusz się potykały o drzewa, krzaki, wszystko. Może dlatego wypalali las. Dookoła było więcej czerwieni i różu, niż zieleni.

Elely popędziła indykosmoka i zamachem miecza posłała na ściółkę foggernautę, który się zamierzył na panią Evangeline. Cra skinęła jej głową. Starannie wycelowała i strzeliła w brzuch mosiężnego potwora, a on padł z przeraźliwym zgrzytem, prawie jak prawdziwe zwierzę.

- Ha! - zawołała iopka.


Opustoszały korytarz wypełnił się kłębami kurzu, ale mały, żółty tofu leciał dalej na oślep, wytężając skrzydełka. W pazurkach ściskał zwój pergaminu, gadający bez ustanku.

- Znajdźcie dziewczynę, czy my jesteśmy psy tropiące? Ruel ma najlepszą mapę świata i co z nią robi? Posyła na poszukiwanie swojej dziewuchy! Wszyscy wiedzą, że jest ze swoim cra! I powiem ci jeszcze-

Tofu ćwierknął krótko, ostro.

- Co za chamstwo! - obruszyła się mapa.


- Flopin, chodź wreszcie!

Kolejny wstrząs omal nie posłał obojga na podłogę, ale przytrzymali się nawzajem. Sparrow spojrzała Flopinowi w zielone oczy.

Huk targnął powietrzem, pył sypnął się z sufitu i przyprószył ich włosy.

- Rusz się!

- Muszę dopilnować-

- Wiecie, co robić! - wrzasnęła Sparrow do ostatnich pozostałych w bazie rebeliantów, dwóch ecaflipów i feci, wynoszących we trójkę ciężką skrzynię. Feca skinął jej głową, a Sparrow powlokła młodego cra w stronę zejścia do zatoki.


Az potrząsnął łebkiem, zbierając się z dna tunelu. Ostrożnie rozprostował skrzydełko, potem drugie.

- Rusz się! Mam się walać w kurzu, ja? Pergamin o moim znaczeniu-

Tofu przewrócił oczami.

- Brama! Tu jest przejście, durny ptaku, czy ty-

Grufon urwał, bo przez drewno bramy przebił się błękitny promień. Az zatrzepotał, skrzeknął i cofnął się pod ścianę, zanim światło odcięło wrota od zawiasów.

Skrzydło bramy runęło na ziemię. Metalowi żołnierze wsypali się do wnętrza, a za nimi tofu dostrzegł wysoki cień w powiewającej pelerynie.

Z przenikliwym gwizdem pomknął w głąb bazy.


Jeden rozwalony arachnobot nie przesądzał o niczym, choć Elely ciepło się robiło na sercu, kiedy na niego spojrzała. Ale foggernauci nacierali coraz potężniej. Pośród osmalonych drzew coraz gęściej błyskał mosiądz. Iopka rozejrzała się z niepokojem. Tajna broń pani Evangeliny powinna już tu być…

Cięła jakiegoś foggernautę, a potem ściągnęła wodze indykosmoka, bo między drzewami zamajaczyły jej cienie.

- Nareszcie!

Z puszczy, szeleszcząc liśćmi, wymaszerowały drzewołaki.


- Stój! Stój, ptasi móżdżku!- darł się Grufon, ale Az ściskał go tylko i gnał korytarzem jak strzała. Wyhamował przed drzwiami, naprędce skleconymi z desek i opatrzonymi kartką „Nie wchodzić, arachny!", żeby zerwać kartkę dziobkiem, po czym popędził dalej, a papier powiewał za nim.


Kilku foggernautów wbiegło do bocznego korytarza.

- Tu nic nie ma – powiedział jeden. Drugi podszedł do wyraźnie prowizorycznych drzwi, zagradzających tunel, i zajrzał w szparę między deskami.

- A tutaj?

- Wilhelmie, ja bym tego nie ruszał – ale Wilhelm pchnął je lekko i drzwi otworzyły się z jękiem.

- Może ktoś tam siedzi.

Dowódca skinął metalową głową – Sprawdźcie to.

Foggernauta wszedł do środka, a jego kolega, wolno i niechętnie, podreptał za nim.


Tymczasem mały tofu, bijąc co sił skrzydełkami, wystrzelił z jednego z ukrytych w lesie wyjść i skrzeknął, kiedy kula stazy osmaliła mu sterówki.

Dookoła wrzała bitwa. Zza wraku olbrzymiej mosiężnej machiny ostrzeliwało się kilku cra. Oddziały foggernautów tratowały las, a ludzie-drzewa tratowali foggernautów.

- Wracaj! Wracaj, głupi tofu! - zawyła mapa, ale Az zacisnął dziobek i wzbił się z górę, ponad pole walki.


Sparrow, klnąc pod nosem, ciągnęła opierającego się Flopina podziemnymi korytarzami.

- Zaraz, nie tędy! Ja miałem jechać do Bonty!

- Jedziesz z nami.

- Sparrow!

Zatrzymała się tak gwałtownie, że Flopin wylądował pod ścianą.

- Proszę bardzo! Idź sobie, daj się złapać i zabrać do Sufokii!

- Ym…

Potarł ręką kark. Osamoda zdmuchnęła z oka grzywkę, podparła się pod boki i zmierzyła go poirytowanym spojrzeniem. Gdzieś w tunelu zahuczało. Trochę pyłu obsypało ich i tak już brudne włosy i ramiona.

- No?

Cra spuścił głowę i wyciągnął rękę, a osamoda pociągnęła go do pionu. Potem razem pobiegli w dół korytarza.


„Platynowy Gulden" czekał w osłoniętej zatoczce, pod pełnymi żaglami. Sparrow z rozpędu wbiegła na trap i puściła rękę Flopina dopiero na pokładzie.

- Co tak długo? - warknął Ruel, zbiegając z mostka.

- Gdzie ptasi móżdżek?

- Co?

- Na bocianie gniazdo – enutrof pchnął cra w stronę masztu. - Sparrow, wiejemy!

- Gdzie Grufon i Az?

- Ruszaj się! - Enutrof szarpnięciem wciągnął kotwicę. - Czego tu stoisz?

Statek wypłynął z zatoczki, prosto pod ostrzał z dział imperialnego okrętu. Fioletowa kula stazy przedziurawiła burtę i „Platynowy Gulden" natychmiast zaczął nabierać wody.

Kiedy zatonął u brzegu Sadidy, okręt Imperium odpłynął w swoją stronę.


Ruel stał na brzegu, nie zważając na falki, które lizały mu buty, i wygrażał pięścią malejącej sylwetce imperialnego stazowca. Klął przy tym tak, że Brakmarczyk by się zarumienił.

Flopin postukał kantem dłoni o kolbę swojej kuszy, żeby z niej wytrząsnąć reszki wody. Nie było jej czym wytrzeć i cra miał nadzieję, że będzie działała, kiedy sama wyschnie. Sparrow przycupnęła obok na piasku.

- Lepiej ci? - spytała, kiedy enutrof zrobił przerwę na nabranie oddechu.

- Zbuki! Szczury wychodkowe! Żeby was skarbówka-

- Chyba kończą mu się pomysły – uśmiechnął się Flopin, odkładając kuszę na płaski kamień. Przysiadł obok Sparrow, kolana podciągając pod brodę, i spojrzał dziewczynie w oczy. Zamrugała.

- Dokąd teraz?

Osamoda w zamyśleniu przygryzła wargę – Powinniśmy chyba znaleźć jakiś statek. Do Bonty może. Ej, Ruel!

- Obyście zbankrutowali za moją krzywdę-

- Ruel! - krzyknęli oboje, a enutrof warknął, ciągle wpatrzony w horyzont – Macie pojęcie, ile ten statek kosztował?

- Tak, partię kart i dożywotni zakaz wstępu „Pod Ogon Ecaflipa" w Brakmarze – odparła Sparrow, wstając.

- Wiesz, gdzie jest najbliższy port?

- W którym nie zedrą z nas skóry? Uh. Niech pomyślę.

Chłodny wiatr potargał mu brodę. Osamoda objęła się ramionami.

- Emelka.

- Emelka? - zdziwił się Flopin.

- Tak, Emelka. To kawałek stąd – Ruel wbił ręce do kieszeni – ale damy radę w parę dni. Mieszka tam mój stary kumpel Alibert, on nam pomoże.

- Za darmo? - cra uniósł brew, ale Sparrow roześmiała się wesoło.

- Papcio Alibert! Że też o nim nie pomyślałam.

- No, dobrze – Flopin wstał, wziął swoją kuszę i cała trójka ruszyła przed siebie.