Rozdział 7

W tym malutkim pokoju przez chwilę panowała cisza, zanim mocno złapałam oddech i przestałam na chwilę oddychać. Jak to byłoby niesamowicie gdyby Cullenowie wzięli nasze dziecko? Ona lub on byłby / byłaby zawsze blisko mnie. Wtedy może nie czułam bym, jakby straciła swoje dziecko. Chciałam po prostu dowiedzieć się, co reszta rodziny o tym myśli.

– Mówisz poważnie? – zapytałam w końcu. Dr Cullen pokiwał głową, patrząc na mnie zadowolony.

– Mamy własnego prawnika i wszystko. My po prostu czekaliśmy i czekaliśmy, ale wiele ludzi zawsze się wycofywało. Esme już tyle razy się załamała.

– O cholera! – zawołałam. – Nie ma mowy, żebym się wycofała. Kiedy możemy zacząć? Może dzisiaj wieczorem? Charlie też będzie chciał przyjść, jeżeli się o tym dowie.

– Tak, tak, pewnie – nigdy nie widziałam Dr. Cullena tak podekscytowanego. Wyjął swój telefon komórkowy, a na jego twarzy widniał wielki uśmiech. – Esme? Możesz zaprosić pana Mallory do nas, na dzisiejszy wieczór? – zatrzymał się, spojrzał na mnie, kiwnęłam głową i się uśmiechnęłam. Mogłam usłyszeć radosne okrzyki Esme. – Tak, jestem pewien. Kocham Cię. Do zobaczenia wieczorem – szybko powiedział, rozłączył się i uśmiechnął się do mnie. – Esme chciałaby, bym i podziękował, Bello. Jestem pewien, że zrobimy to sama dzisiaj, kiedy do nas przyjdziesz.

– Też mogę przyjść? – zapytał Edward. Nasz szczęśliwy moment właśnie został przerwany. Cholera, Edward. Właśnie miałam dobry moment z moim człowiekiem!

– Oh, um, przypuszczam, że powinieneś – odpowiedział Dr. Cullen. – Jednakże, twoja obecność nie jest wymagana. Jeżeli mas trening, albo randkę ze swoją dziewczyną, czy coś innego to zrozumiemy – spojrzał na mnie z małych uśmiechem. Edward się skrzywił.

– Nie, nie mam dziś treningu ani nie mam dziewczyny. Przyjdę – założył ramiona, stawiając wyzwanie Dr. Cullenowi. – Sądzisz, że jestem nieodpowiedzialny, aby z tym sobie poradzić?

– A czy ty się boisz, co pomyślą o tobie rówieśnicy, gdy dowiedzą się, że Bella jest z Tobą w ciąży? – odparł. Wyprostował się i posłał Edwardowi mordercze spojrzenie. Robi się coraz gorzej. Nie mogłam się odczekać, by opowiedzieć o tym Rose. Edward zarumienił się, spojrzał w bok, wiedząc, że przegrał. – Tak właśnie myślałem – odpowiedział chłodno Dr. Cullen. – Więc, twoja obecność nie jest wymagana, chyba, że jesteś gotów stać się dorosłym

Edward popatrzył na niego chłodno, lecz nic nie odpowiedział. Odchrząknęłam.

– Cóż, myślę, że ja i Charlie wpadniemy, jeżeli to będzie w porządku.

– Tak, idealnie – odpowiedział, przeniósł wzrok z Edwarda na mnie uśmiechając się ciepło, tak jakby nic się nie stało. – Czy Sue i Seth też mogliby przyjść?

– Seth ma dzisiaj trening – wyjaśniłam. – I myślę, że on wciąż nie rozumie, co się dzieje. Rozmawialiśmy o tym przy nim, lecz chyba od nie do końca łapie. Myślę, że Sue chce to na razie zachować – Dr. Cullen skinął głową.

– Dobrze, w takim razie spotkamy się o siódmej – uśmiechnął się. – Nie mogę doczekać się USG – zeskoczyłam ze stołu.

– Ja również. To coś cały czas rośnie. Już widzę niewielkie wybrzuszenie – podniosłam bluzkę i stanęłam bokiem. – Widzisz to?

Edward i Dr. Cullen spojrzeli na mój brzuch. Był dość płaski i może tylko ja to widziałam, ale widziałam małe wybrzuszenie. Nawet Rose przyznała, że wyglądam normalnie i że nic nadzwyczajnego nie widać.

– Tak, myślę, że jest mała różnica – mruknął doktor. – Chcesz się zważyć?

– Dlaczego nie? – odpowiedziałam, wchodząc na wagę. Dr. Cullen uregulował wszystko i szybko zapisał moją wagę.

– Tak, wszystko idzie idealnie. Pięknie, pięknie! – uśmiechnęłam się.

– Mam iść sama do pani Stanley, Edward? – wolałabym, żeby tym razem nie patrzyła na mnie w taki sposób, jestem pewna, ze jest to najnowsza plotka wśród czterdziestoletnich plotkarek – Edward potarł swój kark.

– Nie, myślę, że pójdę. To znaczy, masz małe wybrzuszenie. To jest nawet.. fajne – skończył mówić. Tak jakby chciał odnieść się do tego co powiedział doktor Cullen. Prawie parsknęłam.

– Trzeba być gotowym na wszystko, tak myślę – odpowiedziałam. – Więc idźmy tam, do zobaczenia później. Doktorze C.

– Cześć, Bella.

Szliśmy po korytarzu strasznie powolnie. Edward najwyraźniej był bardzo zdenerwowany tym, co powiedział doktor Cullen. Czy to moja wina, pewnie nadal jest na mnie zły, kiedy dowiedział, ze Alice najprawdopodobniej się wszystkiego dowiedziała. Cokolwiek robisz, rób to sam. Nie byłam dzieckiem…

– Wszystko w porządku? – w końcu zapytałam, uderzając swoje uda by przerwać ciszę.

– Tak – westchnął. – Nie, nie jest w porządku. Może… nie wiem.

– Świetnie – odpowiedziałam.

– Bello, zachowałem się niesprawiedliwie – przyznał w końcu. – Dr. Cullen miał rację, nie zachowywałem się odpowiedzialnie, tak jak powinienem – powiedział głośno, zamknął głowę po czym opuścił głowę. – Przepraszam.

– Stary, to jest, nieważne – odpowiedziałam, chociaż tak naprawdę nic nie powiedziałam.

– Ni to nie jest „nieważne: - wymamrotał Edward. – Jestem za młody na to. Ludzie myślą, że dorastam, a tutaj nagle przydarzyło mi się takie gówno, jestem zagubiony.

– A ty jak myślisz, że co ja czuję? – zapytałam. – To ja jestem osobą, która będzie ten wstyd pod koszulką – Edward zmarszczył czoło na mój dobór słów. Pierdolić to. Jeżeli on się tego wstydzi, ja taka nie będę. Spojrzał na mnie podnosząc brwi, tak jakby miałaby to być odpowiedzieć. Nic nie powiedział. – To ja jestem osobą, która będzie znosić te wszystkie upokorzenia – kontynuowałam. – Powiedziałam ci, że nikomu nie powiem, że to ty. Przeżyję to. Możesz ochronić swoja reputację i status społeczny i prowadzić sielankowe życie. Dam sobie radę. Nie jestem wykonana z cienkiego drutu. Moje życie nigdy nie było proste. Jeszcze coś takiego mi się przydarzyło. Tak jakby moje życie potrzebowało następnej katastrofy, ciąży – spojrzałam na niego, powstrzymując swoje łzy. – Lecz ty jesteś doskonały – skończyłam mówić sarkastycznie.

Edward popatrzyła na mnie całkowicie zszokowany, z otwartą szczęką. Wytarłam łzy, cicho się śmiejąc.

– Głupie hormony – to zapewnie było wyjaśnienie na wszystko. Zastanawiałam się, czy rzeczywiście prawdą było to, że kobiety w ciąży, żyły w ciągłym stresie, ponieważ ich wagina dziwnie pachnie lub będą mieć niekontrolowane wybuchy. Zaczęłam iść, ale Edward mnie zatrzymał.

Mój brzuch pulsował, ale nie, dlatego, że rośnie tam dziecko. Wracałam się w stronę chłopaka, który w rzeczywistości kimś dla mnie był i to bolało. Czułam płonący ogień w moim brzuchu. Nieprzyjemny ogień, który sprawiał, ze robił mi się gorąco i czułam się wściekła, tak jakby pożar lasu, który nie chce się ugasić. Zabijało mnie od środka myśl, że on może tak po prostu sobie odejść i na tym nie ucierpi. Natomiast moje życie będzie musiało toczyć się dalej i składa się z wyimaginowanych chwil.

Edward może taki był. Może on mi się nadzwyczajnie śni. Wiedziałam, że marzenia się nie spełniają. Wiedziałam, ze to może się stać. Czemu byłam taka głupia? Jak mogłam pozwolić by moje serce zamieszało w rozumie? Serce bawi się mózgiem, a później rzuca je na pożarcie strzępom.

– Bello, poczekaj – moje stopy zatrzymały się wbrew mojej woli. Gdyby miało to ode mnie zależeć, szłam bym dalej. Weszłabym do środka na USG, mając nadzieję, że usłyszę zaraz dźwięk zamykających drzwi. Wtedy powiedziałam by Stanley żeby się zamknęła i zrobiła mi to cholernie USG. Ale nie, moje cholerne serce w taki sposób się nie zachowywało.

Edward poszedł ze mną. Nie mogłam się odwrócić do niego. Moja lekko myśląc zaginęła w fali przypływu emocji, które wywołał Edward. Poczułam jak kładzie rękę na moim ramieniu, westchnął i otworzył drzwi, Tak bardzo starałam się utrzymać moje oczy na podłodze, ale przesunęłam głowę w bok, by spojrzeć na rękę Edwarda, a później na niego. Jego wzrok był… intensywny, bolesny i ekstatyczny. Zbyt wiele emocji naraz. Zbyt wiele emocji zamkniętych w kliku milimetrach kwadratowych gałki ocznej.

– Bello, daleko mi do doskonałości, to zabolało – wyszeptał, a ja mogłam poczuć jego miętowy oddech na swojej twarzy. – A ja muszę sobie coś udowodnić – zaśmiał się, spojrzałam na sufit, przeklinając Boga za to wszystko. – Nie miałem żądnego prawa – mruknął. – Nie mam prawa do niczego.

– Prawa do czego? – zapytałam cicho.

– Bello ja, miałem.. – pokręcił głową. – Jakie słowo mogę użyć by to opisać? Rzecz? Przeczycie? Nie wiem. Pragnąłem cię od dnia, kiedy cię ujrzałem – zadławiłam się swoim własnym oddechem. Moje oczy były szeroko otwarte, a mój żołądek podskakiwał jak piłeczka do ping-ponga.

– Co.. co ty powiedziałeś? – zapytałam. – Chodzi mi, co masz na myśli. Nie rozumiem – zaśmiał się, tak jakby poczuł ulgę, ze mi to wszystko powiedział. – Przez całą szkołę ciebie pragnąłem. Myślałem, że odejdę od zmysłów. I rzeczywiście tak było. Chodzi o to, kto mógłby się zakochać w dziwnej dziewczynie? Bez obrazy.

– Rozumiem – zapewniłam go.

– Każdy facet chce zaliczyć, zanim skończy szkołę – kontynuował, ocierając kciukiem moją dłoń. – Za każdy razem, gdy jakiś facet wspominał o tobie, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, ja po prostu rumieniłem się, robiłem się czerwony ja burak. Nie mogłem się kontrolować, Bello – odpowiedział, wypuszczają powietrze. – Podczas Homecoming'u wypiłem dwa drinki. W ogóle nie byłem pijany – Edward pokręcił głową, uśmiechając się.

– Kiedy zobaczyłem cię w tej sukience, poczułem się jakbym wybił o dziesięć więcej drinków. Po prostu… topiłem się. Nie poznałem cię i pomyślałem „To jest to". Może to jest ta dziewczyna, która uwolni mnie od Belli Swan – roześmiał się ponownie. Wydawał się rozbawiony i trochę mnie przerażał. – Ale to byłaś ty – pochylił się i oparł woje czoło o moje. – To zawsze byłaś ty.

– Tak? – szepnęłam. – Nadal nic nie rozumiem. Jesteś jak reszta chłopaków ze szkoły, choć jest jeden wyjątek, tylko ty dostałeś się do moich spodni. To nic dla mnie nie znaczy. Ja to wiem. Ja to wiem – ale tak naprawdę Edward różnił się od reszty chłopaków tym, że był przyzwoity. Myślałam, ze to tylko ja mam ten problem. Edward uśmiechnął się do mnie, przyciągać mnie do siebie. Miał takie długie rzęsy.

– Bella, moje uczucia do ciebie naprawdę się różnią od reszty chłopaków – skrzywiłam się.

– To dobrze czy źle? – pocałował mnie pomiędzy brwiami.

– Dobrze. Idealnie. Niesamowicie – skrył swój nos w moich włosach. – Całkowicie niesamowicie – jego ręce krążyły po moich ramionach, przyciągając mnie do niego. Moje ramiona jednak przylegały do mojego ciała i nie wiedziałam, co powinnam zrobić. W końcu owinęłam je luźno wokół jego tułowia.

– Nadal nie rozumiem – mruknęłam do jego klatki piersiowej. – Dlaczego możesz coś do mnie czuć? Nawet mnie nie znasz.

– Przestań rujnować chwilę – powiedział Edward. Po prostu się ciesz.

Człowieku, ja cieszyłam się każdą chwilą. Po prostu nie mogłam zrozumieć uczuć Edwarda do mnie. Nie wiedziałam, do czego to prowadzi. On zazwyczaj się tak nie zachowywał. Był zbyt poważny przez cały czas. Skąd ten nagły wybuch emocji? Dlaczego teraz zawładnęło nim serce? Dlaczego nie później? Dlaczego teraz?

Edward pocałował czubek mojej głowy, odsunął się, uśmiechnięty od ucha do ucha.

– Idziemy? – zaproponował mi swoją rękę.

– Oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem.

I tak oto poszliśmy razem prosto na USG, oraz chcemy się dowiedzieć, co między nami się działo.