Rozdział siódmy: Nie jesteśmy tu sami
Przez bardzo długi czas szli w ciszy. Clarissie jednak ani trochę to nie przeszkadzało. Wolała, żeby Mordrake milczał. Nie chciała już wysłuchiwać jego kolejnych ckliwych, nic nie znaczących przeprosin, które i tak nic by nie zmieniły pomiędzy nimi.
On jednak uważał inaczej. I z tego powodu nie zamierzał dać dziewczynie spokoju.
- Naprawdę nie chciałem tego zrobić. – tłumaczył jej, idąc za nią wzdłuż plaży. Teraz to ona prowadziła. Wyprzedziła Edwarda, gdy tylko zorientowała się, że mężczyzna naprawdę nie wie, gdzie się kierować, i po prostu błądzi bez sensu po okolicy. – To on pragnął twojej śmierci, nie ja.
Albo tak dobrze gra, albo nie ma bladego pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. – pomyślała, zaciskając jednocześnie zęby, aby powstrzymać się od wrzaśnięcia na niego. Miała już dość jego wymówek, że to niby nie on ją zabił. Nie wierzyła w to, podobnie jak nie wierzyła w to, że ten wymiar nie był tym, do którego mieli trafić. – Zachowuje się jak dziecko we mgle. W jednej sprawie ma rację; bez tego swojego demona nie wie, co ze sobą zrobić i jakie działania podjąć, aby osiągnąć to, czego tak bardzo chce.
- Mogłeś go przecież nie słuchać. – odcięła się Clarissa, nie odwracając się nawet w stronę Mordrake'a. – Mogłeś sam podjąć tę decyzję. Nie jesteś chyba przecież jego niewolnikiem, czyż nie?
- Nie, nie jestem. – odparł Edward hardym tonem głosu. – Chociaż… tak, czasami tak to może wyglądać. Nie zawsze mam pełną kontrolę nad tym, co czynię. Czasami demon przejmuje nade mną kontrolę, gdy tylko zobaczy, że nie jestem w stanie zrobić czegoś, na czym mu zależy. Czasem uda mi się go przed tym powstrzymać. Częściej jednak to on wygrywa.
- Och, moje ty biedactwo. – Clarissa doskonale udała fałszywe przejęcie się losem Mordrake'a. Mężczyzna wyczuł to i spojrzał się na nią chłodno. Nic jednak nie odpowiedział na jej docinki. – Całe życie spędzać z takim złym, złym panem. To naprawdę musiało być istne piekło. – nagle dziewczyna stanęła i obróciła się przodem do Mordrake'a. Mężczyzna zatrzymał się gwałtownie, nieco zdezorientowany zachowaniem Clarissy. – Jesteś dorosłym mężczyzną w sile wieku, czyż nie? A może mylę się, i mam przed sobą tylko niezdarną, zdominowaną mameję? Naucz się trochę asertywności, człowieku! – Edward wzdrygnął się nieznacznie, gdy dziewczyna nagle podniosła swój głos. – Demon czy nie, masz prawo decydować o tym, co chcesz zrobić, a od czego wolisz stronić. Jak ten twój demon wróci, to masz mu pokazać, gdzie jego miejsce. Zrozumiano?
Edward przez moment nie był w stanie w jakikolwiek sposób odpowiedzieć dziewczynie. Jej zachowanie zdumiało go i zadziwiło. Za życia nigdy nie spotkał kobiety, która wypowiadałaby się w ten sposób. Po jego śmierci te szanse zmalały jeszcze bardziej – teraz wszyscy się go bali i jedyne, z czym zwykle się do niego zwracali, to z błaganiami o oszczędzenie i łaskę.
- Tak. – wydukał w końcu mężczyzna. Nie miał chęci na kłótnię z Clarissą. Widział, jak bardzo jest wzburzona. Chciał ją nieco udobruchać i do siebie przekonać. Nie wiedzieli przecież, ile przyjdzie im tu spędzić czasu. Kto wie, być może to będzie wymiar, w którym zostaną na całą wieczność. A wtedy lepiej by było, gdyby Clarissa choć trochę go lubiła i tolerowała.
Dziewczyna, zadowolona z odpowiedzi, poszła dalej. Edward bez wahania ruszył za nią. Clarissa szła bardzo szybko, tak że mężczyzna chwilami miał niezłe trudności ze zrównaniem się z nią.
- Dlaczego go nie zabiłeś, gdy jeszcze żyłeś? – spytała się nagle Clarissa. Mordrake przez chwilę nie zrozumiał, o co jej chodziło. Zaskoczył dopiero po jakimś czasie, gdy dziewczyna obróciła się ku niemu, patrząc się na niego znacząco.
- Próbowałem. I to nie raz. – przyznał bez wahania, wzdychając przy tym ciężko. – Ale nigdy mi się to nie udało. Widać ten demon musiał być silniejszy ode mnie.
Clarissa zaśmiała się gorzko, kręcąc z rozbawieniem głową.
- Oj, na pewno był od ciebie silniejszy. – odparła. – Zmusił cię do zabijania ludzi nawet po swojej śmierci, czyż nie? Niezły demon, muszę przyznać. – dodała po chwili, przenosząc spojrzenie na horyzont od strony morza. Słońce wciąż znajdowało się wysoko na niebie. Clarissie wydało się, że nie poruszyło się ono ani trochę od czasu, gdy tu dotarła. Doszła jednak do wniosku, że w zaświatach tak musi być – wieczne słońce, bez wschodów czy zachodów. Pewnie dlatego w tym lesie było tak ciemno – bo na plaży słońce nawet na chwilę nie zachodziło. – Ciekawa jestem, co by się stało, gdyby jednak tu wrócił. Pewnie byś nie miał innego wyjścia, jak się znów z nim połączyć.
- Wolałbym, żeby już nie wrócił. – wymamrotał nagle Edward. Clarissa zwolniła nieco i spojrzała się na niego uważnie. Jej jasne, wąskie brwi zmarszczyły się, gdy tak się na niego przyglądała, dokładnie śledząc każdą, nawet najmniejszą zmianę w jego mimice. – Po raz pierwszy czuję się w pełni wolny. Nigdy za życia nie doświadczyłem tego uczucia. Wolałbym, aby tak pozostało już na zawsze.
Clarissa poczuła mimowolne ukłucie i żalu dla tego człowieka. Patrząc się na jego umęczoną twarz zrozumiała nagle, jak wiele złego musiał on wycierpieć ze strony tego przeklętego demona. Nic dziwnego zatem, że za nim ani trochę nie tęsknił – to bydle musiało zmienić całe jego życie, i doczesne, i pozagrobowe, i istne piekło.
Nie zapominaj, że to wciąż on był tym, który cię zabił. – przypomniała sobie nagle Clarissa. – Pamiętaj: ludzka dusza jest silniejsza od jakiegokolwiek demona. Ludzie, którzy nie potrafią się im oprzeć, nie potrafią połączyć się ze swoją duszą i przejąć nad nią kontrolę. Może i ten demon nim kierował, ale to on mu na to pozwolił. Mógł z nim walczyć i mógł go z siebie wygonić, ale zdecydował się nie podejmować tego wysiłku. I to wszystko zrobił świadomie.
Nagle Clarissa dostrzegła jakiś ruch w zaroślach tuż przed nimi. Momentalnie zatrzymała się powodując, że idący za nią Mordrake praktycznie na nią wpadł.
Pierwotny instynkt przetrwania nagle się w niej obudził. Może i byli w zaświatach, ale od duchów, które spotkała na swojej drodze wiedziała, że nawet i w świecie pozagrobowym istniały zagrożenia, na które trzeba było uważać. Nie była zatem ani trochę przestraszona. Spodziewała się tego już od jakiegoś czasu. Świat taki jak ten był zbyt piękny, aby mógł być prawdziwy. Musiało w nim istnieć coś, co będzie im zagrażało. I wreszcie na to wpadli.
- Co się… ? – Edward już chciał się spytać dziewczyny, co się dzieje i dlaczego się zatrzymała. Clarissa jednak położyła szybko swoją dłoń na jego ustach, nakazując mu tym gestem, aby milczał. Następnie wskazała skinieniem głowy na krzaki, które zaczęły ruszać się coraz mocniej.
Edward od razu wszystko zrozumiał. Ustawił się obok dziewczyny, trzymając kurczowo w prawej dłoni długą, grawerowaną laskę.
Clarissa zerknęła na niego przelotnie, marszcząc nieznacznie brwi. Mordrake nie wydawał się być ani trochę świadom tego, co zaraz może na nich wyskoczyć. Dziewczyna doszła do wniosku, że albo bardzo, ale to bardzo dobrze gra, albo tak jak ona trafił do tego wymiaru po raz pierwszy.
Szybko przeniosła spojrzenie z powrotem na ścianę lasu, gdy krzaki zaszeleściły ponownie. Po chwili napięcia wyszedł spomiędzy nich niewysoki, młody chłopak.
Clarissa zamarła, przyglądając mu się z dezorientacją. Kolejny rezydent tego świata? – pomyślała mimowolnie. Nastolatek, jaki zatrzymał się jak wryty, gdy tylko ich zobaczył, nie wyglądał ani trochę jak potencjalny napastnik. Był minimalnie niższy od Clarissy, miał ciemne brąz włosy, intensywnie niebieskie oczy i delikatne, chłopięce rysy twarzy. Dziewczyna nie dawała mu więcej niż osiemnaście, góra dwadzieścia lat.
- O. – powiedział chłopak, uśmiechając się nagle szeroko. – Nowi.
Clarissa i Edward popatrzyli się po sobie z dezorientacją. Wychodziło na to, że w tym świecie nie byli sami. Dziewczyna powoli zaczęła wierzyć w to, że Mordrake naprawdę nie znał tego miejsca. Do tego wyglądał na naprawdę zaskoczonego obecnością tego chłopaka. Widać było po jego minie, że go nie zna.
Czyli naprawdę trafili nie do tego miejsca, do którego Edward sądził, że trafią. Ta myśl momentalnie poprawiła samopoczucie Clarissie. Pomyślała, że być może jednak w zaświatach znajdzie choć trochę szczęścia i spokoju, nawet jeśli przyjdzie jej dzielić ten świat z Mordrake'em. Teraz bowiem widziała, że nie są tu sami. A jeśli był tu ten chłopiec, to oznaczało zapewne, że są tu też inni. Dzięki nim nie będzie musiała być non stop zdana wyłącznie na towarzystwo swojego mordercy.
Chłopiec tymczasem przyglądał się uważnie Clarissie. Dziewczyna zauważyła to dopiero po dłuższej chwili, gdy powróciła myślami do rzeczywistości.
- Kiedy tu trafiłaś? – zaciekawił się chłopiec, przechylając nieznacznie głowę na bok. Z jakiegoś powodu to Clarissa bardziej go interesowała, choć zdarzało się, że rzucał też zaciekawione spojrzenia w stronę Mordrake'a. Zwykle jednak wtedy wyglądał tak, jakby wyłącznie oceniał jego ubiór i fryzurę.
- Niedawno… parę godzin temu. Chyba. – odpowiedziała Clarissa z wahaniem. Chłopiec przytaknął w zamyśleniu, po czym odsunął się nieco i wskazał skinieniem ręki na las.
- Zapraszam. – powiedział, uśmiechając się przyjaźnie do obojga. – Przed chwilą rozpaliłem ognisko. Tam będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Ale tu też jest przecież ciepło. – zauważyła nieco zdezorientowana Clarissa, wskazując na plażę i palące słońce. – No i tu jest chyba bezpieczniej i wygodniej, prawda?
Nastolatek zaśmiał się, po czym pokręcił przecząco głową.
- To tylko iluzja. – wyjaśnił jej. – Widać, że jesteście tu kompletnie nowi. Pewnie chcieliście iść tą plażą, aż czegoś byście nie znaleźli, co? – Po jego pytaniu Clarissa niepewnie skinęła głową, co jeszcze tylko bardziej rozbawiło chłopaka. – Ta plaża nie ma końca. Byście tak szli i szli, i końca byście nigdy nie uświadczyli. Wychodzimy na nią tylko wtedy, jak mamy dosyć lasu. To tam znajduje się prawdziwy świat.
Clarissa zerknęła wyczekująco na stojącego obok niej mężczyznę. Dziewczyna już była przekonana, aby ruszyć za nastolatkiem. Zdecydowała jednak, że pójdzie tam wyłącznie z Mordrake'em. Z jakiegoś powodu przeczuwała, że i on powinien być obecny przy tej rozmowie, mimo iż część niej nie chciała, aby dalej łaził za nią. Doszła do wniosku, że skoro oboje tu trafili, to oboje też muszą tę zagadkę rozwiązać.
Edward z wahaniem poszedł za Clarissą w stronę chłopca. Ten poprowadził ich przez zarośla na niedużą polankę otoczoną nienaturalnie wysokimi drzewami, które zakrywały całe niebo ponad nimi. Na samym środku polany paliło się ognisko. Nastolatek usiadł przy nim, gdy tylko do niego doszli, po czym spojrzał się wyczekująco po Clarissie i Edwardzie. Ci, nie widząc innego wyjścia, zrobili to samo.
- To jak zginęłaś? – zapytał się nagle chłopak. Clarissa niemalże zakrztusiła się wdychanym powietrzem, gdy usłyszała to pytanie. Przelotnie dostrzegła przestraszone spojrzenie Edwarda, nim nie zwróciła się przodem do nastolatka.
- Wiesz, nie sądzę, żeby… – zaczęła niepewnie. Nie zdążyła jednak skończyć swojej myśli; chłopiec przerwał jej wpół zdania.
- Spoko, rozumiem. – odpowiedział, uśmiechając się do niej rozbrajająco. – Drażliwy temat, łapię. Pewnie bardziej interesuje cię rozmowa o tym, gdzie jesteś, co?
- Tak… zdecydowanie tak. – odparła Clarissa, odpowiadając na uśmiech chłopca swoim delikatnym, słabym uśmiechem. – To jakieś zaświaty, prawda? – spytała się po chwili. Chłopiec przytaknął pojedynczym skinieniem głowy. – Niebo?
- Niestety, to jeszcze nie ten przystanek. – powiedział chłopiec. – To nie jest też Czyściec. – dodał szybko, dostrzegając znaczące spojrzenie Clarissy. – Ani Piekło. To jest coś bardziej jak… limbo. – dokończył po chwili zastanowienia. – Taki krótki przystanek przed dalszą drogą. Trafiają tu tacy jak my.
Clarissę niezmiernie zaciekawiło to ostatnie zdanie. Zdecydowała, że musi wyciągnąć więcej informacji od tego chłopca.
- Tacy jak my… czyli niewinni? Tacy, którzy zginęli, będąc niewinnymi? – nastolatek pokręcił przecząco głową.
- Nie, raczej nie o to tu chodzi. Tu chodzi o coś innego, czego jeszcze do końca nie rozgryzłem. – Nagle chłopiec przeniósł spojrzenie na Mordrake'a. – A on kim jest? Trochę nietypowo wygląda. Tak… przedpotopowo. – tu nastolatek uśmiechnął się w charakterystyczny sobie sposób. – Zginęliście razem?
- Niezupełnie. – przyznała Clarissa z niechęcią. Nagle odechciało jej się dalszej rozmowy. Z jakiegoś powodu nie chciała wyjawiać temu chłopakowi prawdy na temat Mordrake'a. Czuła jednak, że jeśli tego nie zrobi, to nie dowie się, o co tu chodzi. – To z jego powodu tu trafiłam. Jest osobą, która mnie zabiła.
Chłopak zagwizdał cicho, zerkając z zaciekawieniem na Edwarda, który cały się spiął. Spodziewał się, że zaraz kolejna osoba zacznie go rugać za czyn, który popełnił. Wiedział, że na to zasługuje, ale nie chciał, żeby ten młody nieznajomy robił to. Wystarczyło, że Clarissa go nienawidziła. Już z tym trudno mu było się pogodzić.
- Ciekawe… dla takich jak on jest specjalne miejsce w tym świecie. Bardzo niefajne. – powiedział po chwili chłopiec. Clarissa zerknęła na niego z dezorientacją. O czym on mówił? O miejscu przeznaczonym dla morderców takich jak ona czy ten chłopiec? O co tu chodziło? Dlaczego tamci mieli trafiać gdzieś indziej? – Znajduje się po drugiej stronie wyspy, w jej najmroczniejszym zakamarku. To miejsce stworzone specjalnie dla tych, którzy odważyli się podnieść na nas rękę.
- „Ci, którzy odważyli się podnieść na nas rękę"? – powtórzyła Clarissa, marszcząc brwi. Już nic z tego nie rozumiała. Dlaczego mordercy trafiali do tego samego świata co ci, których zabili, ale w inną część? I jeśli tak było, to dlaczego Mordrake był tu z nią? Czy nie powinien trafić tam, gdzie reszta morderców trafiała? – Dlaczego zatem on tu jest ze mną? – spytała się, wskazując na Mordrake'a, który poruszył się niespokojnie.
Chłopiec wzruszył bezradnie ramionami, patrząc się o obojgu uważnie.
- Nie wiem. – przyznał po chwili. – Ale to chyba ma ważne znaczenie dla ciebie. Bo wiesz… z tego świata można się wydostać.
Clarissie aż zaparło dech w piersi. Wydostać się stąd? Naprawdę? Dziewczyna z trudem nie rozpłakała się ze szczęścia. Mogła uciec z tego limba i przejść dalej. Być może mogła potem trafić nawet do Nieba. Ta myśl napełniła ją nadzieją.
- Jak można to zrobić? – zapytała się rozgorączkowanym głosem. – I gdzie się potem trafia?
Ku jej zaskoczeniu i lekkiej dezorientacji, chłopiec po jej drugim pytaniu roześmiał się głośno. Clarissa nie rozumiała, dlaczego tak się zachował. Nie powiedziała przecież nic zabawnego – a przynajmniej tak sądziła.
- Jak to: gdzie? – odpowiedział, wciąż się śmiejąc. W końcu jednak się uspokoił. Otarł łzy z oczu, po czym wziął jeszcze kilka głębokich wdechów, aby się w pełni uspokoić. – Z powrotem do świata żywych, kochana. A gdzie ty sądziłaś, że się potem stąd udaje?
No i mamy mały cliffhanger – właśnie się dowiedzieliśmy, że z zaświatów istnieje droga wyjścia. Tylko jaka? O tym w następnym rozdziale.
Przy okazji – kolejna porcja soundtracku do opowiadania, jak zwykle:
- Cryoshell „Creeping In My Soul"
- Evanescence „Bring Me To Life"
- 12 Stones „The Way I Feel"
