/Autor Note:
Spóźnione, bo miałem tyle spraw na głowie, że mucha nie siada. Teraz mam mniej i będą się częściej pojawiać ... mam nadzieje.
Chapter 6
Esmerald City
Harmonia. Taki cel przyświecał architektowi, gdy projektowali pierwsze domy w mieście. Dziś, ich wnuki i pra wnuki trzymają się tych samych założeń. Każdy budynek, nie ważne czy to zwykły dom, czy gmach rady miasta, czy stadion musiał trzymać się pewnych wytycznych. Dzięki temu powstało wyjątkowe miasto w całym Zhery(i być może na świecie).
Dla trenerów Esmerald City było kolejnym krokiem w ich drodze po nieśmiertelność. Tutejszy stadion reprezentowała jedna z najstarszych liderek w regionie – Esmeralda, kochająca roślinę Pokemony oraz mająca duże chody w radzie Ligi Zhery.
Phil maszerował przez miasto, poszukując jednego miejsca – kafejki internetowej. Musiał odzyskać swoją muzykę, dane, filmy oraz inne rzeczy które miał na SmartGearze, a jedyna opcją jest podłączenie się do swojego komputera.
-Dobrze, że zrobiłem dysk sieciowy przed wyruszeniem – mruknął do Rai'a, który odpowiedział w swoim języku – Wiem, że chmura byłaby lepsza, ale wole mieć swoje rzeczy w własnoręcznie stworzonej usłudze – sprawdził czy ma resztę kul zapiętych na pasku spodni.
-Przepraszam – usłyszał za plecami. Obrócił głowę i zobaczył ciemnoskórą dziewczynę z bardzo dziwnymi włosami, która uważnie mu się przyglądała.
-Tak? - zapytał zaintrygowan
-Jesteś trenerem? - Navy spojrzał na Rai'a, który uderzył się o czoło.
-Nie, baletnica z Sinnoh, która lubi paradować z wypchanym szczurem na ramieniu – odparł ironicznie, ale Rai uderzył go ogonem w tył głowy – Chcesz biegać karne kółka z Toadem? - Pichu pokazał mu język – Aż tak pewny jeste … - dziewczyna teatralnie zakaszlała – Tak jestem trenerem. Coś jeszcze?
-Szukam odpowiedzialnej osoby, która zajmie się pewnym Pokemonem i ktoś polecił mi ciebie, Phil – odparła. Navy nieufnie spojrzał na rozmówczynie, sięgając po Pokeball – To nie będzie potrzebne, nie chce walczyć. Jeszcze – uśmiechnęła się złowieszczo – To co?
-Zależy jaki to Poke … - wręczyła mu jajko – Jaja sobie robisz? Mam tym walczyć? Chyba zrobić omlet … - brzuch zaburczał – Głodny jestem.
-Nie. Z jaja wykluje się bardzo potężny Pokemon. Zaufaj mi – odwróciła się i zaczęła powoli odchodzić. Phil spojrzał na jajko, po czym na Rai'a.
-Ej czekaj! - zawołał, ale jej już nie było. Był w kropce. Ktoś dał mu jajo albo jakiegoś potężnego Pokemona albo podrzucił kukułcze – No to chyba mamy przekichane – schował jajko do plecaka, po czym ruszył w dalszą drogę. W końcu, po godzinie oraz zahaczeniu o sklep oraz bar, odnalazł swój cel – Kafejkę Internetową. Zapłacił, znalazł wolne stanowisko i zasiadł przy komputerze.
-Zaczynamy – podłączył swojego SmartGeara do PC, a następnie zalogował się na swój dysk w domu. Rai, który usiadł na monitorze, rozglądając się po okolicy – Dobra. Rozpoczynam kopiowanie … nosz kurna. Godzina – mruknął oddychając głowę do tyłu. Pichu pokręcił główką z niezadowolenia – Dobra. Sprawdźmy fejsy, twittery i inne zapychacze gdzie ludzie chwalą się swoimi pokemonami czy podbojami seksualnymi – otworzył okno przeglądarki, mając nadzieje, że ta godzina szybko zleci.
Nad Esmerald City wstawał nowy dzień. Albo i nie. Deszczowe chmury dokładnie odcięły promienie słoneczne, zaś zimne krople deszczu uderzały w przechodniów, próbujących chować się przed żywiołem. Każdy chciał uciec przed deszczem, ale tylko jedna osoba chciała do niego wyjść.
Phil zastanawiał się za jakie grzechy siedzi na zapleczu pokazu piękności Pokemonów i przygląda się jak Ali ćwiczy ze swoją Snivy. Szybki rachunek sumienia nie wskazywał na jakieś wielkie przewinienia, więc nie mógł zrozumieć humoru Arceusa. Jedynym plusem była jego ukochana muzyka, która wydobyła się ze słuchawek.
-Świetnie – powiedziała uradowana Aliyah, widząc jak jej rośliny pokemon wykonuje sztuczkę – Na pewno wygramy. Co o tym sądzisz Phil? - Navy wzruszył ramionami, wsłuchując się w bit.
-Chyba żartujesz – ktoś zakpił. Rożowowłosa rozejrzała się za źródłem głosu – Z tą sztuczką z bazaru zajmiesz ostatnie miejsce – w końcu zlokalizowała osobnika. Młody mężczyzna o Azjatyckich rysach twarzy stał kilka metrów od niej i śmiał się.
-Tak? A ty niby tą … - spojrzała na biało niebieską mysz – Minutka – podeszła do Phila i zabrała jego Pokedex, mimo jego protestu – Zaraz ci oddam – burknęła, po czym wróciła do swojej Snivy. Sprawdziła Pokemona – Azumarill? Niby co?
-Dużo. Nie tylko na pokazie i także w walce – odparł Azjata, poprawiając szarą marynarkę.
-Tak? - Navy podszedł do Ali podrzucając Pokeball – To co powiesz na małą walkę? - uśmiechnął się złowieszczo, zabierając swój Pokedex.
-Z tobą? Takich jak ty zjadałem na śniadanie w ligach pozostałych regionów – zakpił. Phil uśmiechnął się złowieszczo – Ale chętnie ci pokaże gdzie raki zimują – wyjął kulę.
-Cameron Connor jest proszony na scenę – powiedziała jeden z technicznych.
-Innym razem, bo jak widzisz teraz moja kolej. Chodź M – odparł strzepując kurz z marynarki, po czym udał się na scenę.
-Przyjemniaczek – mruknął Phil, zaś jego wzrok skupił się na monitorze. Był ciekaw co ten gość pokaże …
Ten cały Cameron musiał bardzo dokładnie przygotować plan show. Publika była zachwycona, sędziowie oszołomieni. Nawet Phil chcąc nie chcą otworzył usta ze zdziwienia, gdy Azumarill zrobiła ostatnią sztuczkę.
-To było łatwe – rzekł Connor gdy szedł ze sceny. Jego wodna mysz, zawyła radośnie – Cieszę, że ty się cieszy Milly – skierował się w kierunku kantyny. Navy zagryzł wargę.
-Moja kolej – rzekła Ali biorąc duży wdech – Gotowa? - spojrzała na Snivy, która gotowała się do przedstawiania.
-Dasz radę – rzekł Phil, po czym dziewczyna weszła na scenę, a Navy wrócił do monitora.
Występ Aliyah oraz Snivy był … łagodnie mówiąc słaby. Carnowski i Rai jednoznacznie stwierdzili, że początek miały dobry, ale tylko początek. Wraz z każdą kolejną sztuczką, która im nie wychodziła, publika śmiała się coraz bardziej. Snivy robiła co mogła, próbując się tym nie przejmować.
-Pomysł występu dzień przed był poroniony – mruknął Phil. Pichu potwierdził.
-Nie było źle – powiedziała gdy wróciła na zaplecze. Trzymała przygnębiona Snivy w rękach. Łysy wiedział, że kłamała i próbowała się nie rozkleić – Nie było źle? Prawda?
-Nie było – Rai pokiwał głową, zaś Phil objął przyjaciółkę – Chodźmy na lody. Poprawią ci humor. Zawsze ci poprawiały – Pichu skoczył na ramie Aliyah, oni zaś ruszyli. Dziewczyna była przybita – Pomyśl tak. Nie mogło być gorzej.
-Mogło – mruknęła. Westchnął. Wyszli z budynku – Jak naprawdę było?
-Szczerze? - kiwnęła głową – Tragicznie. Początek ci wyszedł, a później było coraz gorzej i gorzej.
-Wiedziałam – jej Pokemon opuścił główkę. Navy po raz kolejny westchnął. Miał nadzieje, że chociaż Ruda coś pokazała – Jesteśmy do niczego.
-Nieprawda – odparł – Po prostu źle do tego podeszłaś. Nie może dzień przed zapisać do czegoś, co widzisz pierwszy raz na oczy. Wpierw trzeba wybadać sytuacje …. - potrząsnął głową - zaczynam gadać jak Randy. Gdzie ta cholerna cukiernia? - zachichotała – Ciesze się, że poprawiam wam humor. Wpierw Blue, teraz ty. Ale wracając do tem …
-No proszę – przerwała mu Jessica, która wyszła za rogu najbliższego budynku. Jej brat był tuż za nią – Was się tu nie spodziewałam. Randka? - zapytała ironicznie.
-Przysmażyć ci tyłek? - odgryzł się Phil – Idziemy na lodu. Jak ci poszło?
-Bardzo dobrze – odparła.
-Kłamie – odezwał się w końcu Maks – Nic nie pokazała, a ta świnia nie mogła się ruszyć ze strachu przed publiką – zakpił. Twarz Jessici zmieniła kolor na bardzo podobny do jej włosów, zaś Młody uśmiechał się. Wygrał ze swoją siostrą – A nie mówiłem, że to poroniony pomysł.
-Spokojnie. Nie wiem jak wy, ale zaraz mi czacha wybuchnie. Chodźmy na te lody ...
Blue spojrzał na ognisko stworzone przez swojego wiernego Charizarda. Pokemona, który towarzyszy mu od początku wędrówki jako trener. Pokemona, który jest gotów poświecić bardzo wiele, aby pomóc swojemu trenerowi. Pokemona, który jest jego najlepszym przyjacielem i teraz pilnuje, aby nic mu się nie stało.
Młody Oak rozmyślał nad czymś innym. Minął tydzień od ataku na Esmerald City i kradzieży kamieni z Unova. Tylko kamieni. I to było najdziwniejsze – wcześniejsze organizacje przestępcze kradły jeszcze Pokemony albo pieniądze. A Team Steam ukradł tylko Dark i Light Stone.
Blue zdał sobie sprawę, że musi mieć wtyczkę w tej organizacji. Kogoś kto będzie informował go o ich następnych operacjach. Długo szukał kogoś takiego. Legendarni trenerzy odpadali z prostego powodu – Zero nie ufałby im. Liderzy poprzednich gangów nie byli skłoni współpracować i to im Blue nie zaufałby. W końcu znalazł kogoś odpowiedniego.
-Wiesz już po co ukradli kamienie? - zapytał postać, która siedziała naprzeciw niego. Jego wtyczka spojrzała wpierw na ognisko, po czym na młodego Oaka.
-Nie. Nie ufają mi na tyle – odparł czerwonowłosy. Silver, syn marnotrawny byłego szefa Teamu Rocket, Giovanniego oraz jeden z najlepszych trenerów w Johto, przyjrzał się kamizelce Teamu Steam. Nie był zadowolony z pomysłu Blue, ale chciał pomóc. A młody Oak wiedział, że tylko on może zdobyć zaufanie Zera.
-Cholera – mruknął – Wiesz chociaż jaki będzie ich kolejny ruch?
-Planują zrobić coś na Imatari Islands. Dokładnie nie wiem, ale Sheila – podał mu zdjęcie blondynki z lasu Inhore – mówi, że to będzie kolejny krok w realizacji planu.
-Niech zgadnę. O planie jeszcze nie masz pojęcia? - Silver niestety potwierdził domysł Blue.
-Tylko jego porucznicy wiedzą – powiedział. Trener z Kanto westchnął, przyglądając się zdjęciu – Pytała się o ciebie.
-Co? - zapytał zbity z tropu.
-Pytała jaki jesteś. Zdziwiła mnie tym, ale było widać, że podobasz się jej – odpowiedział. Blue spojrzał na Chariarda, który także był zmieszany – Może udałoby się przeciągnąć ją na naszą stronę. Co o tym myślisz szpiczasty?
-Nie wiem. Może, ale to nie jest nas priorytet - schował zdjęcie - Masz jeszcze coś ciekawego?
-Tak – podał mu kartę pamięci – Bill dał mi program, dzięki któremu skopiowałem cześć bazy danych. Głównie akta personalne poruczników grupy, liderów organizacji, mistrzów, elitarnych czwórek oraz liderów poszczególnych regionów, groźnych trenerów w Zhery oraz – spojrzał na Blue - nas.
-Nas? - zapytał zupełnie zaskoczony
-Nas. Ja, ty, Gold, Ruby, Cynthia i tak dalej. Mamy osobną grupę. Jakby się nas spodziewali – dorzucił drewna do ogniska – Mamy status „A". Chociaż są cztery czy pięć kartoteki odznaczone jako „A+" oraz jedna z „A++"
-Pewnie ta jedna dotyczy Reda.
-Akurat nie. Wydaje się to oczywiste, jak twój konflikt z Pearlem. Ale wracając do spraw teczek. Pozostałe opisują profesor Jasmine oraz jakiś Carnowskich. A ten „A++" to jakiś bełkot nie mający najmniejszego sensu – dopowiedział. Młody Oak przegryzł wargę. Coś mu nie pasowało. Czołowa badaczka regionu może być sferze zainteresowania, ale trójka rodzeństwa z czego dwóch jest poza Zhery? – Muszę przyznać. Fajnie napisali twoją teczkę. Uśmiałem się – zakpił.
-Zabawny jesteś złodziejaszku – odparł. Bransoleta Silvera zapikała
-Wzywają mnie – powstał zakładając kurtkę – Jak coś, to dam ci znać. Pilnuj się szpiczasty – odszedł w głąb lasu. Blue wyciągnął tablet, a następnie umieścił kartę pamięci we slocie.
-Zobaczmy co o mnie piszą – otworzył swoją teczkę, nie wiedząc czego się spodziewać.
Droga 408 łączyła Seanport City oraz Esmerald City. Krótka i prosta – tak wskazywała mapa. Ona mogła sobie wskazywać, ale jak użytkownik ją odczyta to inna sprawa. Phil zastanawiał się jakim cudem Maks pomylił się i prawie przed dwa dni robili kółko. Głupota? Pomyłka? Specjalnie to zrobił? To wie tylko Arceus ...
Arceus i jego wesoła gromadka ze snu. Tak uznał Navy. Żadna wizja czy inne psycho coś tam. Zwykły, staroświecki sen. Chociaż dziwny. Może to dwa kamienie tak na niego zadziały? Nie. Dwa zwykłe kamienie, które według legend miały przechowywać ciało Reshiram i Zerkoma, nie mogły wywołać u niego czegoś takiego. Może podświadomość tak interpretowała wszelkie legendy o królestwie Giratiny, a może po prostu ześwirował. Jeszcze gada sam do siebie.
-Muszę iść do psychiatry – mruknął cicho patrząc na spławik unoszący się na powierzchni wody. Zdziwił go brak reakcji ze strony Rai'a
-Masz coś? - Ruda pojawiła się za jego plecami.
-Nie – odparł wyciągając wędkę z wody – Nie biorą, albo Toad wszystkie przepłoszył – zagwizdał, zaś jego Croconaw wynurzył głowę – Złapałeś coś? - Krokodyl pokręcił przecząco. Phil westchnął, a Pokemon wrócił do nurkowania – Gdzie reszta?
-Maks próbuje przekonać Cuttera, aby zaczął się słuchać. Groźbą i prośbą –zakpiła z brata.
-Typowe – mruknął – Ta modliszka nie będzie się go słuchać. Jest zbyt uparta. Coś jak Smash w wersji mam to w dupie.
-Mnie tego nie musisz mówić – spojrzała na Pignite, który trenował z Lizardem – Słuchaj. Ali jest strasznie przybita od kilku dni. Dalej przeżywa ten pokaz?
-Tak – odpowiedział.
-Nie pocieszysz jej? - drążyła temat.
-Nic to nie da. Musi przejść przez wszystkie stadia akceptacji porażki – usiadła koło niego – Naprawdę muszę?
-No opowiadaj. Twoje teorie poprawiają mi humor.
-Heh, no dobra. To kolejna teoria mojego braciszka i ona od dziwo – zaakcentował to - ma rację bytu. A teorie Jacka rzadko mają rację bytu, chociaż efekt cheerleaderki jest prawdziwy. Nie pytaj się – uprzedził jej pytanie - To jest tak. Wpierw jest zaprzeczenie i wmówienie sobie, że nie było źle. Było? - pokiwała twierdząco głową – Było. Później jest przybicie i mówienie sobie, że jest się do niczego. Było?
-Dalej jest – odpowiedział.
-Kolejnym etapem jest szukanie winnego. Dlatego podsuwam Maksa i mam nadzieje, że jego obwini, bo po tej akcji z mapą na serio zastanawiam się jakim cudem jesteście rodzeństwem. A jak mnie zacznie obwiniać, to nie skupie się na wygraniu Ligi aka Amber Conference, którą jest moim celem. Logiczne.
-Możesz spróbować za rok – powiedziała, ale zobaczyła broszurę, którą jej podał – To już dwudziesta piąta edycja?
-Yep. Ćwierćwiecze ligi. Drugie najstarsze mistrzostwa, tuż po Indigo League – spojrzał w niebo – I ponoć największe. Najlepszych trzydziestu dwóch trenerów z ośmioma odznakami, pre eliminacje tych, którzy mają sześć albo siedem oraz osiem miejsc dla zwycięzców turniejów miejskich. Łącznie sześćdziesiąt cztery miejsca. Ma być ciężko, ale Navy zamierza zgarnąć całą pulę. Mam powód.
-Jaki? – zapytała, ale Phil tylko się uśmiechnął – No dobra. Nie skończyłeś opowiadać o teorii.
-A tak. Ostatnią fazę jest akceptacja pora … - przerwał, po czym rozglądnął się nerwowo.
-Co jest?
-W tym momencie Rai powinien postukać się w czoło, a ja zapytać się czy nie chce biegać karnych kółeczek z Toadem – rozejrzał się po okolicy – Gdzie go wcięło? - podniósł się z ziemi, ciągle szukając wzrokiem swojego pierwszego Pokemona.
-Bawił się z Piplupem oraz Sinvym tuż koło Ali – powiedziała Jess. Phil kiwnął głową, że zrozumiał po czym podszedł do przybitej Aliyah. Chciał jaką jakaś pocieszyć, ale wpierw musiał upewnić co z Pichu.
-Nie widziałaś mojego diab … - jak na zawołania pojawił się Rai – Tu jest … - przerwał mu, tłumacząc coś. Oczy Phila robiły się coraz większe – Pokaż gdzie. Toad! - krzyknął. Croconaw wyskoczył z wody, oblewając Jessice i podbiegł do niego.
-Co się dzieje? - zapytała skonsternowana Ali, ale Navy złapał ją za rękę i mocno pociągnął.
-Nie wiem dokładnie, ale ktoś ma kłopoty. A twoje Pokemony są w centrum tego wszystkiego – wszyscy ruszyli za Pichu, który pędził na złamanie karku. Już z daleka usłyszał pisk pingwina oraz warczenie Poochyeny. Wielu Poochyen.
-Piplup! - krzyknęła Ali, widząc jak jej starter walczy z wilkiem.
-Wodna broń! - Croconaw wypluł potężny strumień wody w Poocheyne, który chciał skoczyć na Snivy. Stado zmieniło obiekt zainteresowania na Phila oraz jego dwa Pokemony – Rai elektrowstrząs. Toad zmniejsz dystans i ochłodź gości.
Pichu uskoczył przed wściekłą Poochyeną, aby sekundę później wystrzelić w jej kierunku ładunek elektryczny. Wilk zawył z bólu. W tym samym momencie pieść krokodyla została otoczona przez niebieską aurę. Stworek, który chwilę temu dostał z wodnej broni, otrzymał potężny lodowy sierp. Zmroziło go na chwilę
–Mam cie – Phil rzucił Pokeball w Poochyene, która zaatakowaną Croconawa. Stworek, wpierw zmienił się w czerwoną poświatę, aby później ukryć się w jej wnętrzu przedmiotu. Jednak Łysy skupił się na reszcie stada, które zniknęło w głębi w lasu – Mocni w gębie.
-Phil! - Jessica podbiegła do niego, zaś Navy podniósł kule. Ali tymczasem przytuliła swoje Pokemony – Co się stało?
-Stado Poochyen oraz moja nowa przyjaciółka, Lix chciały zaprzyjaźnić się z nami – odpowiedział podrzucając kulę, gdy Rai pociągnął go za nogawkę spodni – Co? - Pichu wskazał na dziwne niebieskie stworzenie, które leżało nieruchome – Na Arceusa, a temu się stało – trójka nastolatków podeszła do Pokemona. Ten zabłysnął na fioletowo – Cholera. Jeszcze jest zatruty.
-Musimy mu jakoś pomoc – rzekła Aliyah, widząc jak stworek ciężko dyszy –Phil lekarstwa.
-Co? - zapytał zaskoczony – Nie mam. Jedynie kilka potionów. Ostatniego Antidote użyłem wczoraj, gdy ktoś próbował podwędzić stadu Combe jedzenie – spojrzał wymownie na Toad, który udawał że gwizda – Przecież nie umiesz gadzie jeden.
-Jess? - zapytała, ale Ruda pokręciła głową – Niedobrze. Jeśli mu nie pomożemy, to umrze.
-Mam ci wyczarować? - zakpił Navy – Po drugie nawet nie wiemy co to za Pokemon i co mu się sta ..
-Jagody! - krzyknęła. Młody Carnowski podniósł brew ze zdziwienia – Jagody! Są takie, które działają jak antidotum. Drash jagódka!
-Tak? - zapytał zmieszany, zdając sobie sprawę, że chyba przespał lekcje o tym.
-Nie uczyli cię tego?
-Może i uczyli, ale …. - sięgnął pamięcią do czasów szkoły – A tak. To były łączone zajęcia z klasa pielęgniarek Pokemon. Ja, Lure i zapewne cała męska cześć klasy podziwiała widoku, a nie słuchała wykładu mojej ciotki.
-Typowe – burknęła Ruda – Nie zmienia to faktu, że nie mamy tej jagody – Ali spojrzała na swoje dwa Pokemony, które próbowały jakoś pomóc. Było jej straszny żal tego stworka.
-Toad chodź tu – Krokodyl spojrzał na swojego trenera, który tylko kiwnął głową. Dziewczyna zdjęła chustę z głowy – Musimy obniżyć temperaturę. Jessica leć lasu i narwij trochę pokrzyw – teraz to dziewczyna była zdziwiona – Zrobię taki wywar i dodam jagodę. Przecież on niczego nie zje w tym stanie – wskazała na stworka, który z każdą chwilą wyglądał coraz gorzej.
-Dobra. Rai leć po Smasha oraz moje potiony – rozkazał. Pichu zeskoczył z jego ramienia, po czym pobiegł w kierunku obozu – Ja poszukam jagody. Mam kogoś specjalnego, kto musi odpłacić za grzechy – uwolnił swoją nowa towarzyszkę. Poochyena nie ufnie spojrzała na niego – Lix szukaj Drash jagody – wilczyca zawarczał na niego – Trzeba było pomyśleć dwa razy, przed atakiem na cztery Pokemony. Jazda – stworek niechętnie skierowała się w kierunku lasu. Jego trener spojrzał jeszcze raz na Ali, a następnie udał się za Lix.
Noc tego samego dnia
-Co u licha? - Phil otworzył oczy, szukając źródła które go przebudziło. Jedno uderzenie zrozumiał, drugie też, ale trzecie i czwarte to już było nie fajne – Rai – mruknął widać jak ogon Pichu znów go uderza. Był zmęczony szukaniem jagody oraz zdobywaniem zaufania Lix, wiec nie miał ochoty na kłótnie. Delikatnie odsunął stworka kilka centymetrów od siebie, po czym przewrócił się na drugi bok. Jednak spodziewanych pleców Ali, zobaczył plecak. Mogło to znaczyć tylko jedno – Szalona dziewczyna – burknął, podnosząc się. Tak jak spodziewał się. Aliyah siedziała tuż obok znajdy – Palpitoada – bacznie obserwując czy polepsza mu się. Miała nosa co do tej mikstury. Podszedł do ogniska.
-Idź spać – powiedział do półprzytomnej Ali. Ta tylko spojrzała na niego – Popilnuje znajdy.
-Na pewno? - zapytała, na co Navy pokiwał głową – Ale …
-Spać. Już – usiadł koło stworka. Dziewczyna niechętnie udała się na spoczynek, zaś Phil założył słuchawki – Ciężka noc się szykuje mój ziomie.
Krzyk. Później mocne uderzenie w tył głowy. Kontakt z ziemia. Taka pobudką została zafundowana Philowi.
-Co? - mruknął podnosząc się. Zobaczył wkurzonego Palpitoada – Jaja sobie robisz? - sięgnął po Pokeball.
-Tak – rzekła Ali stojącego tuż koło Pokemona – Nie ładnie tak spać na służbie.
-Ta ta – otrzepał się z kurzu – Możemy już iść? Chce mieć tą cholerną Water Bagde - podał jej pusty Pokeball. Dziewczyna uśmiechnęła się, po czym podeszła do stworka. Palpitoad uradował się i uderzył o kulę, znikając w jej wnętrzu.
Seanport City
Chcesz miło spędzić wakacje? Szukasz wrażeń? A może po prostu chcesz popracować w dokach albo popłynąć do Lauren? Takim razie Seanport City jest idealnym miejscem dla ciebie. To, położone na północy regionu miasto, jest szumnie szturmowane w okresie letnio jesiennym. Nie tylko przez napalonych facetów czy gorące laski, ale też przez turystów, którzy chcieli zwiedzić ruiny starych świątyń na Imatari Islands albo starej latarni morskiej na obrzeżach miasta.
Dla trenerów marzących o byciu mistrzem Zhery, Seanport było kolejny przystankiem na tej drodze. Lucas, zwycięzca XII Amber Conference oraz wielki fan surfingu, był Liderem Sali. Tylko, że rzadko można byłoby go tam spotkać, ponieważ uważał że bycie liderem, to spadek w hierarchii. Kiedyś był członkiem Elitarnej Czwórki Zhery, ale przez konflikt z Kaorim stracił tą posadę.
Jednym z największych wydarzeń w mieście był coroczny turniej Pokemon - Shell Cup. Niby normalny turniej, ale zasady jednak różniły się od pozostałych. Walki odbywały się o tzw. muszlę w systemie ligowym. Każdy z każdym mógł walczyć tylko raz. Zwycięzca, czyli osoba a największą ilością muszel, wygrywał jajko rzadkiego pokemona - Dratiniego.
-Letni Turniej Pokemon Shell Cup ... - tylko tyle Phil zdążył przeczytać z ulotki jaka dała mu pielęgniarka z Centrum Pokemon. Teraz to Maks dokładnie analizował kawałek papieru – Rai – powstrzymał swojego Pichu przed atakiem na Młodego. Mysz coś tam pomruczała, po czym wróciła do jedzenia słodyczy.
-Super! Na pewno wygram! - krzyknął Maks. Navy przewrócił oczami, a następnie spojrzał na wyświetlacz SmartGeara. Był strasznie spięty.
-Jeszcze chwila – pomyślał widząc godzinę – I Water Badge. Żadnego Teamu Steam. Żadnego Blue, Kaoriego czy Zera. Ja i Lider.
-Posuń się – Ruda położyła tacę z jedzeniem na stole. Phil przesunął się pod okno, zaś Jess usiadła na jego poprzednim miejscu – A ty nic nie jesz?
-Nie jestem głodny, a po drugie wole sobie zjeść jakiegoś kebaba czy hot doga – odparł znużony – Gdzie Ali?
-Nie może zdecydować – wyrwała młodemu ulotkę – Nie czyta się przy jedzeniu.
-Zaraz ta taca wyląduje na twojej umalowanej twarzy – wycedził przez zęby. Ruda zmrużyła oczy – No co tapeciaro?
-Powiedz jeszcze jedno słowo – warknęła.
-Plastki fantastki – rzekł szyderczo. Jego siostra zaczęła powoli wstawać.
-Już nie ży ….
-Rai! - Pichu, który gromadził w policzkach ładunek elektryczny, stanął między dwójką rodzeństwa. Phil uderzył zaciśniętą pięścią o stół – Jeden fałszywy ruch – spojrzał na wkurzoną Jess – albo słowo – jego wzrok skierował się na zdziwionego Maksa – a poznacie czemu nazywam go elektrycznym diabłem. Jasne?! - prawie wykrzyczał. Nawet Rai zdziwił się wybuchem swojego trenera, ale perspektywa porażenia kogoś w ramach zabawy była zbyt kusząca.
-Co jest? - Ali, trzymając tace z jedzeniem, podeszła do stolika. Była trochę zmieszana widząc wkurzonego Navy'ego, czerwoną ze złości Rudą oraz zdezorientowanego Młodego – Nie dali wam frytek do zestawu czy co? - SmartGear Phila zapikał.
-Dzięki ci Arceusie – pomyślał, po czym dodał już normalnie – Dzięki ci wielki. Oj dzięki.
-Odpowie mi ktoś? - ponagliła ich różowowłosa, ale młody Carnowski wstał od stołu. Rai wskoczył na jego bark, a Navy wyciągnął swoje okulary przeciwsłoneczne – A ty gdzie?
-Tam gdzie postawię kolejny krok na mojej drodze do bycia Best In The World – odparł zakładając okulary – Dobrze R? - Pokemon kiwnął główka na tak – Nie dzwońcie, ja zadzownie - mruknął, a następnie wyszedł z baru.
-A tego co ugryzło? - zapytał Maks – Od tej akcji w Esmerald City jest strasznie drażliwy.
-Im mniej wiemy, tym lepiej dla nas – rzekła filozoficznie Ruda.
Phil szedł przez miasto, zajadając się kebabem kupionym w jakiejś podrzędnej budzie. Nie ważne co mówił jego lekarz. Lubił takie żarcie. Niezdrowe, tłuste i z mięsem nieznanego pochodzenia. No i najważniejsze – smakowało mu. Phil, jak jego bracia, wyznawał zasadę, że umrze pewnego dnia, więc lepiej brać życie pełnymi garściami. Dlatego robił bardziej niebezpieczne akrobacje na deskorolce, Jack próbował zaliczyć każdą poznaną dziewczynę, zaś Randy …
-Co takiego szalonego robi ten mądrala – pomyślał - A nieważne. Niezłe to nawet, chociaż zastanawia się skąd ten Turek to mięso miał – mruknął do Rai'a, który kończył pałaszować jabłko – Ej, może to twój kuzyn … - Pichu poraził go niewielki ładunkiem elektrycznym – o ty!
-Dalej nosisz tego szczura? - usłyszał za sobą. Znał ten głos bardzo dobrze. Teraz to nawet kebab przestał był smaczny. Rai rzucił owoc, zaś jego policzki zaczęły iskrzyć – Myślałam, że w końcu zrozumiesz, ale dalej możemy to zmienić.
-Claire – wycedził, obracając się. Jedna ręka automatycznie powędrowała na pas z Pokeballami – No dzięki. Obrzydziłaś mi jedzenie – wyrzucił resztę kebabu do kosza – Niech zgadnę. Water Badge?
-Tak – rzekła krzyżując ręce – Widzę, że pozbyłeś się wesołej gromadki. W końcu jakaś mądra decyzja – na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-I kto to mówi -podrzucił Pokeball – To c...
-Wybaczam ci – powiedziała. Phil zdębiał – Rozumiem, że mogłeś mieć zły dzień, ale znają moją łaskę – uśmiechnęła się szeroko. Rai spadł na ziemie.
-Co? - wymamrotał. Jego mózg właśnie odmówił dalszej współpracy.
-To co słyszysz. Wybaczam ci, że wybrałeś Rudą. Pewnie twój mały móżdżek skupił się na jej atrybutach – zaczęła powoli podchodzić – Jesteś taki sam jak Lure – Trybiki zaskoczyły. Phil wrócił do świata żywych.
-Ale – potrząsnął głową – Spadaj farbowana szatynko. Chcesz robić mi mętlik z głowy?
-Nie – odparła – Chce abyś podjął dobrą decyzje …
-A ta kusa spódniczka ma mi pomóc, co nie? - Rai wstał i gotował się do walki - Spokojnie Rai.
-Zmieniłam styl – powiedziała – Dobra. Chodź, musimy zdobyć moją odznakę.
-Nie – rzekł krzyżując ręce. Pichu westchnął i uderzył się łapką w czło – A ty dupku spadaj, dopóki mam dobry dzień –dodał. Claire podniosła brew ze zdziwienia – Zawsze jak się pojawiasz, to coś złego mi się dzieje. Esmerald City ktoś skasował mi muzykę!
-Oj jak mi przykro – odezwał Blue z kpiną w głosie, przechodząc tuż koło Ten Ten – Dalej nie uspokoiłeś swojej dziewczyny?
-Nie jestem jego dziewczyną – warknęła.
-Strasznie zaprzeczasz. Może jednak jesteś? – zapytał ironicznie. Phil zaśmiał się – Ty lepiej uważaj. White w wersji dla sadomasochistów.
-Spadajcie! – krzyknęła, obracając się na pięcie. Kilka sekund później jej już nie było.
-Dzięki – rzekł Navy – Chociaż z tym o White to trochę przesadziłeś. Ona aż tak zła nie była – Blue wywrócił oczami – Dobra. Co jest grane?
-Nie chce cię o to prosić, ale mam robótkę dla czterech osób – rzekł opierając się o ścianę budynku – Nasi przyjaciele planują coś zrobić z kamyczkami. Dzisiaj. Zaraz. Wchodzisz w to?
-No dobra. Ale kogo masz na myśli? – zapytał zaintrygowany Phil. Perspektywa skopania tyłków ludzi z Teamu Steam była cholernie kusząca.
-Ja, ty, Gold oraz Ruby – odparł – Hibikiego znasz, co nie?
-Z opowiadań – odpowiedział – Randy mówił, że to narwaniec i cymbał jak nich mało, ale także wspaniały człowiek oraz trener.
-Narwaniec jak najbardziej tak. Cymbał zdecydowanie. Dobry człowiek? Może. Wspaniały trener – zaśmiał się. Phil prychnął – Co?
-Wiem, że pokonał cię kilka lat temu. Zabolała duma? – zakpił. Młody Oak mruknął coś pod nosem –Dobra. Piszę się na to. Mam do wyrównania rachunki z Zerem – zacisnął pięść. Blue pokiwał zadowolony z głową – Ale wpierw muszę zadzwonić do Ali. A gdzie Kaori?
-Próbuje znaleźć Lucasa. A i on zajmie się twoimi przyjaciółmi ...
Plaża Seanport City była jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w całym Zhery. Każdy, niezależnie od wieku, płci, upodobań seksualnych mógł znaleźć coś dla siebie. W dzień mógł wylegiwać się na plaży, przyglądając się gorącym kobietą albo mężczyzna, popływać w cieplej wodzie albo po prostu pospacerować na po piaszczystym terenie. Zaś w nocy można było wybrać się do klubu, gdzie lał się alkohol, a kobiety były jeszcze bardziej gorące. Ta dzielnica, tak samo jak doki nigdy nie spała.
Dwójka przybyszów z dalekich regionów także, chociaż oni bardziej leczyli kaca niż odpoczywali. Obaj leżeli na leżakach w dość strategicznym miejscu plaży. Dobry widok na cały obszar, blisko bar, kibelek. Małe królestwo R i G.
Gold lekko uśmiechnął się, czytając kolejny sms. Mimo że był na wakacjach, to chciał wiedzieć co się dzieje w Johto. Zostawił region pod nadzorem Karen, ale dalej troszczył się o niego. Tak samo jak o Platinum, Crystal czy innych przyjaciół.. Ruby szturchnął go, równocześnie pokazując na pobliską kobietę.
-Dziewiątka – rzekł biorąc kolejną wodę mineralną z mini lodówki. Gold spojrzał na niewiastę, po czym się lekko skrzywił – No nie mów, że mniej.
-Maks siedem. Masz dziwny gust – napił się swojego napoju – Albo coś ze mną jest nie tak.
-Bardziej to drugie Gold Boy – otworzył butelkę – To chyba to Sinnoh tak na ciebie zadziałało …
-Weź mi nie przypominaj, dobra? - oparła głowę na leżaku – To był najdziwniejsze miesiąc mojego życia. A pamiętaj, że mieszkałem na Mt. Silver – przez jego ciało przeszły ciarki – Nigdy więcej. Nigdy – jednym łykiem opróżnił puszkę.
-Wiesz, ja dalej nie wiem czemu poleciałeś do tego chorego regionu. Jeśli dobrze pamiętam, to tam za porządek ma dbać Diamond oraz Cynthia – Gold odłożył swój Pokegear na plecak.
-Tak. Pilnują jeśli nie są zajęci sobą albo nie mają jakiejś roboty. Nie wiem co za inteligent, wysyła mistrzynie regionu oraz legendarnego trenera z misją na drugi koniec świata – wyjął kolejną puszkę z lodówki – To był zbyt dziwny zbieg okoliczności. Zbyt duży.
-Ucieczka Giovanniego do Sinnoh, gdy tej dwójki nie było? No coś w tym jest stary. A Pearl? - Hibiki prychnął – Zapomniałem. Pań piękniś pewnie nie raczył ruszyć swojego tyłka, czyż nie?
-Oczywiste jak to, że Crystal …
-Sapphire – poprawił go Ruby. Mistrz Johto westchnął – Przecież ustaliśmy …
-Nie przeginaj, dobra? Ciągniemy to od czterech lat -warknął – Wracając do tematu. Diamond out. Cynthia out. Pearl ponoć uciekł z piskiem gdy zobaczył Giovaniego. Została słodka, choć niezdarna Platinum, która musiała sobie dać radę z byłym szefem jednej największych organizacji przestępczych oraz pozostałościami po Team Galactic. Myślisz że dałaby sobie radę?
-Przesadzasz. Poznałem nią i nie wydawała się taka niezdarna – mruknął Ruby przyglądając się kolejne dziewczynie – Osiem.
-Zgadam się – przybyli sobie po piątce – A co do historii, to nie przesadzam. Diamond musiał parę razy ratować jej tyłek czy odzyskiwać Pokedex – przybysz z Hoeen aż zakrztusił się napojem – Dobrze słyszysz. Ukradli jej Pokedex. Staruszek Rowan nie miał wyjścia, wiec zadzwonił do Elma, a ten ściągnął mnie z Lake Of Rage, gdzie ostro trenowałem. A co ja? Wsiadam samolot i jazda do Sinnoh.
-Lake Of Rage? Przecież tam są same Magikarpy. I czemu Rowan do Elma zadzwonił?!
-Bo twój tatuś był zajęty czymś innym. Czy to jest ważne R? – zapytał z irytacją w głosie - A i wiem, że tam są same Magikarpy, ale lubię tam łowić. Jednak wracając do tematu. Ja zbieram dupę w troki, jazda na lotnisko i kilka godzin później jestem w Sinnoh – założył okulary przeciwsłoneczne – Tam odprawa, takie inne pierdoły i nagle huk. Wybiegam przed terminal i co widzę? Dym znad pobliskiego jeziorka – Ruby zagwizdał – Przylatuje sobie człowiek, myśli że zdrzemnie się godzinkę czy dziesięć, a tu takie coś. Lecę tam i widzę Plati, bo tak ją przezywałem – R zaśmiał się - jak walczy z trzema członkami Rocketów, zaś sam Giovanni obserwował wszystko z daleka. Co robi Gold?
-Ja wiem - odpowiedział - Schodzisz na dół i rzucasz suchym tekstem.
-Dokład .. co? – zapytał oburzony – Nie mam suchy tekstów!
-Masz – odparł spokojnie Ruby – Dlatego cię lubię. Jak walnie suchy tekst przy dziewczynach, to ja ratuje sytuacje i wychodzę na takie zabawnego.
-Dupek – mruknął Gold – Ale dobra, masz trochę racji. Schodzę, walę tekstem, patrzę na ojca Silvera. Ekspresowo rozłożyłem tych trzech szeregowców. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko , chociaż było kilka dziwnych akcji. Jak chodzenie po podziemnych tunelach. No ale dorwaliśmy Giovanniego, a ja skopałem dupę kilku Rocketsów oraz Prealowi, który przypisywał sobie moje zasługi i dobierał się do Plati – na jego twarzy pojawił się perfidny uśmiech – Pierwszy raz widziałem, aby ktoś tak rozpłakał się po przegranej.
-No to czemu nie chcesz o tym gadać? - zapytał zaintrygowany. Gold milczał – Same plusy. No mów G, bo ciekaw jestem.
-Po moim trupie – burknął – Jeśli ktoś to powie, to zabije.
-Przecież nie powie ci, że musiał udawać siostrę Platinum i paradować sukience – rzekł jakiś głos. Ruby zaczął histerycznie się śmiać, a mistrz Johto wycedził tylko jedno imię – Tak to ja. Kochany przez ciebie Blue Oak. If ya smell what Blue One is cooking?
-Co? - zapytał Phil będąc kilka kroków za młodym Oakiem.
-Nie ważne - burknął - Dobra panowie, koniec leżakowania – kopnął oba leżaki, powodując że przybysze z dwóch regionów spadli na piasek. Blue zrobił kilka kroków przód, po czym obrócił i spojrzał na „kolegów". Ruby tarzał się ze śmiechu, zaś Gold miał w oczach żądze mordu. Mistrz Kanto westchnął – Robota się szykuje. Ruby! – syn profesora Bricha nie mógł złapać tchu.
-Muszę przyznać, że masz zajebistą ekipę – zakpił Navy pomagając wstać Hibikiemu – W końcu spotykam słynnego Golda. Z opowieści Randy wynikało, że jesteś bardziej męski – kpił dalej.
-Wal się – burkną mistrz Johto – Chwila. Jakiego Randy'ego?
-Carnowski. Mówi ci to coś?
-Ta – odpowiedział, po czym kopnął Ruby'ego – Patrz ziomek. Młody Carnowski nam się trafił.
-Brat Jacka? – zapytał przybysz z Hoenn wstając. Phil potwierdził – No proszę. Nie podobny. Myślałem, że wszyscy nosicie garniaki i szukacie skrzydłowych.
-Weź spadaj – mruknął Phil – Jestem Phil. Ty jesteś pewnie ten nieszczęśliwie zakochany w Roxanne oszołom Ruby.
-Co? Jak to nieszczęśliwcze zakochany w Roxanne?! – prawie krzyknął. Blue prychnął – Ty też tak uważasz?!
-Tak– wzruszył ramionami – Ale czy to ważne? Robota jest, więc zbierać się – dodał wyciągając dwie puszki napojów – Ja nie młodnieje – rzucił jedną puszkę Philowi.
-Musi … - Gold przerwał - co do diabła? - wskazał na dym z pobliskiej wyspy.
-Cholera. Nie mamy czasu – rzekł Oak. Ruby trzymał Pokeball w ręce – Nasz transport jest gotów.
-Wailord! - rzucił kulę z której wydobył się wieloryb, którego Phil sprawdził go Pokedexie. Gold założył koszulkę oraz czapkę – Gotów G?
-Pokeballe mam – odparł – A ty R?
-Yep – założył okulary przeciwsłoneczne - G i R gotowi do skopania jakiś tyłków - zameldował.
-To na co czekamy? - zapytał Phil, po czym wszyscy ruszyli w kierunku Wailorda – A takie pytanie. Płyniemy na grzbiecie czy w środku tego wieloryba?
-Nie interesuj się tym ...
Wszystkie eventy, postacie oraz miejsca występujące w powyższym tekście są oparte na podstawie hacka "Light Platinium" autorstwa WesleyFG.
Nie mam żadnych praw do marki Pokemon.
