Miniaturka jest dodatkiem do "Zawiści", (może oczekiwaliście czegoś innego, no trudno)


Akashi x Kagami - Współpraca

- Więc...dlaczego tutaj jesteś, Taiga? - zapytał powoli Akashi, od niechcenia postukując długopisem w notes. Osoba do której adresował te słowa, wybełkotała coś pod nosem i nieco strachliwie spuściła wzrok na własne kolana, jakby starała się za wszelką cenę uciec przed jego wzrokiem. Siedzieli w sali już pełny kwadrans zanim Akashi odważył się przerwać ciszę i przejść do kolejnego punktu, przesunąć figurę po planszy aby pchnąć rozwój akcji o kolejny krok naprzód. Doskonale znał powód jego wizyty, ale bezlitośnie ciągnął go za język dla własnej satysfakcji, a Kagami wiercił się nerwowo w krześle i wykonywał masę niepotrzebnych gestów, dodatkowo go tym rozbawiając.

- ...dobrze wiesz, dlaczego tutaj jestem...- wybąkał, nawet nie patrząc w jego kierunku.

- Owszem, wiem. - przyznał, na moment przestając bawić się długopisem. - Ale najwyraźniej ty nie wiesz, a raczej jeszcze się z tym nie pogodziłeś.

Mina Kagamiego powiedziała mu więcej niż on sam, chociaż nie patrzył prosto na niego to nie musiał widzieć jego oczu żeby wiedzieć, że trafił w samo sedno.

- Niepewność jest żałosna.

Kagami milczał. Brak protestu z jego strony był swoistą prowokacją do dalszego działania, miażdżenie innych psychicznie było naprawdę zabawne.

- Opuszczać swoich przyjaciół? Nieładnie...- zacmokał z dezaprobatą, a oczy Kagamiego zapłonęły natychmiastową wściekłością. Zerwał się na równe nogi i z impetem uderzył dłońmi w podniszczone szkolne biurko, opierając się na nim całym ciężarem. Wychylił się ku niemu przez stertę dokumentów, szczerząc się wściekle.

- Po prostu daj mi ten cholerny kwestionariusz i się zamknij! - wybuchnął, wbijając wzrok różnobarwne tęczówki, na które dotychczas bał się patrzeć. Spojrzenie Akashiego wyostrzyło się nieco, a kąciki warg uniosły, krzywiąc wargi w ledwo dostrzegalnym, drwiącym uśmiechu. Nie spuszczając z niego wzroku, sięgnął na ślepo do szafki obok biurka i wyciągnął z niej coś na kształt dużej, szarej teczki. Kagami jako pierwszy zerwał kontakt wzrokowy na rzecz owego przedmiotu, a kiedy już chciał do niego wrócić, oczy Akashiego zajęte były już czymś innym.

- Mimo wszystko rozumiem twój pociąg do siły, tutaj ją znajdziesz. - odpowiedział beznamiętnie, bez pośpiechu przewracając strony segregatora. - Wracając do twojego wcześniejszego zachowania, gdybyś był wzrostu i miał możliwości Tetsuyi, to z pewnością byłbyś nieco mądrzejszy...- stwierdził z lekkim uśmiechem, podając mu arkusz

- Nie wspominaj o nim! - warknął, wyrywając mu plik papierów z ręki. Zignorował chęć przyłożenia mu za jego pyszałkowaty uśmieszek i rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś do wypełnienia tych cholernych formalności.

Podniósł głowę i napotkał na bladą dłoń, zaledwie kilka centymetrów od swojej twarzy. Zakłuło go boleśnie i potrząsnął gwałtownie głową, starając się wyzbyć myśli o dawnym kompanie. Dłoń wyglądała znajomo ale należała do zupełnie innej osoby, ta dłoń wręczała mu długopis, którym miał przypieczętować swój los. Westchnął cierpiętniczo i pociągnął za długopis, machinalnie dopasowując go do swoich palców. Akashi cofnął się na swoje miejsce i z lekkim uśmiechem obserwował walkę, w myślach obstawiając czas, jaki zajmie Kagamiemu podpisanie dokumentu. Nie umknęło jego uwadze, że jego ręce lekko się trzęsły.

- Wahasz się? - zapytał cicho, a Kagami zagryzł wargi i zamknął oczy. Chwilę później było już po wszystkim, cisnął arkuszem z odrazą na biurko i wstał, pospiesznie zasuwając krzesło. Akashi jednak nie zamierzał się spieszyć, wstępnie ale bez pośpiechu przejrzał jego pracę, po czym skinął głową i również wstał.

- Witamy w drużynie. - powiedział niemal uroczyście, wyciągając dłoń w jego kierunku. Kagami niepewnie potrząsnął jego dłonią i nie zdołał powstrzymać krótkiego jęku, kiedy nagle został pociągnięty w dół, tak aby Akashi mógł swobodnie patrzeć mu w oczy. - Od twojego zachowania będzie zależało, czy będzie to miła współpraca… - szepnął, a po plecach Kagamiego przeszedł dreszcz. Nie wiedział, kiedy i jak stamtąd wyszedł, ale w głębi serca czuł, że będzie długo żałował tej decyzji, decyzji o przejściu na stronę wroga.