Rozdział siódmy: Nowi sojusznicy
Maddie przygryzła nieznacznie dolną wargę i przysunęła się jeszcze bliżej drzwi. Wciąż słyszała, jak Sam i Charlie dyskutują na jakiś temat. Domyśliła się po chwili, że najpewniej rozmawiają o tym, gdzie teraz może znajdować się Dean – jego imię kilkakrotnie padło podczas tej rozmowy.
- Jeszcze tam są? – spytał się w pewnej chwili dziewczyny Cyrus. Stał niedaleko niej, przy ścianie obok drzwi wyjściowych z pokoju.
- Tak, jeszcze są. – odpowiedziała po chwili Maddie. – Ale… chyba się zbierają do wyjścia. – dodała po chwili. – Czekaj chwilę… tak, wychodzą. – Maddie uśmiechnęła się następnie triumfalnie. Odczekała jeszcze dobre kilkanaście minut, nasłuchując, czy aby Sam i Charlie nie zdecydowali się jednak zostać w bunkrze. – Nawet tu nie zaszli. Muszą się chyba bardzo spieszyć.
- To… dobrze dla nas, czy źle? – Po tym pytaniu Maddie obróciła się przodem w stronę chłopaka, wpatrując się w niego pobłażliwie.
- Ty tak na poważnie? – spytała się ze szczerym niedowierzaniem. Gdy zrozumiała, że Cyrus naprawdę nie żartował sobie z tej sytuacji, Maddie zaśmiała się cicho, kręcąc z rozbawieniem głową. – Oczywiście, że to dla nas dobrze. Teraz będziemy mogli spokojnie porozmawiać z Hailee, bez wzbudzania żadnych podejrzeń. Kto wie, może nawet z jej pomocą zdołamy już coś zdziałać, nim tamci nie wrócą.
Maddie zaczekała jeszcze parę minut, nim nie wyszła z pokoju. Cyrus w milczeniu podążył za nią. Razem przeszli przez wszystkie pomieszczenia, upewniając się, że Sam i Charlie naprawdę wyjechali. Dopiero wtedy Maddie udała się na poszukiwanie Hailee.
- Nie wyjechała przecież chyba z nimi. – mruknęła pod nosem, gdy skończyła przeszukiwać kolejne pomieszczenie. – Gdzie ona się podziała?
- Gdzie jeszcze jej nie szukaliśmy? – spytał się Cyrus. Maddie zamyśliła się na moment, próbując sobie przypomnieć wszystkie pomieszczenia, które dotychczas odwiedzili.
- Nie. – wyszeptała nagle. – Nie, nie może tam być… to byłby skrajny kretynizm, naprawdę…
- Gdzie? Gdzie ona może być? – Po pytaniu Cyrusa Maddie westchnęła przeciągle, zamykając na moment oczy.
- W celi, gdzie przetrzymywani są twoi krewniacy. – odpowiedziała dziewczyna.
Tak jak się domyślała, po tych słowach Cyrus zbladł niemiłosiernie. Nie uśmiechało mu się konfrontować ze swoim starszym bratem i kuzynem, tym bardziej po tym, jak im się otwarcie sprzeciwił i stanął przeciwko nim.
- Dobra. – powiedziała po chwili Maddie. – Nie ma co zwlekać. Idziemy tam. Jak jej tam nie będzie, to mówi się trudno. Może poszła gdzieś indziej.
Następnie nastolatka ruszyła pewnym krokiem w stronę cel. Cyrus, nie mając innego wyjścia, poszedł za nią.
Oby ona tam była, oby tam była… – modliła się w duchu Maddie. – Nie mamy czasu jej szukać po tych wszystkich poziomach. Muszę z nią porozmawiać, i to natychmiast.
Gdy już w końcu znaleźli się przed drzwiami celi, jasnym dla dziewczyny stało się, że ich poszukiwania zakończyły się sukcesem. Maddie usłyszała dwa głosy dochodzące z celi, w której trzymano Eldona i Roscoe. I jeden z tych głosów z całą pewnością należał do kobiety.
- Co dokładnie możesz mi jeszcze powiedzieć o Piętnie Kaina? – usłyszała, jak Hailee pyta się Eldona. – No gadaj, Styne. Sam przecież powiedziałeś, że Winchesterowie wszystko spierdzielą.
- Wszystko ci już powiedziałem. Nic więcej nie wiem, słowo. – Maddie, gdy to usłyszała, zerknęła znacząco na Cyrusa. Chłopak wyglądał na równie zaskoczonego, co ona. Nie spodziewał się, że jego brat tak łatwo wszystko wyśpiewa kompletnie obcej osobie, na dodatek będącej jego potencjalnym wrogiem.
- Dobra. – wyszeptała Maddie zaraz potem. – Nie ma co czekać tutaj i ich podsłuchiwać. Wchodzimy. – I wraz z tymi słowami otworzyła z rozmachem drzwi do celi.
Hailee obróciła się gwałtownie, zaskoczona i nieco wystraszona. Uspokoiła się jednak natychmiast, gdy zamiast Deana czy Sama zobaczyła w wejściu Maddie, a tuż za nią zerkającego bojaźliwie ponad jej ramieniem Cyrusa.
- Braciszku. – powiedział Eldon, uśmiechając się na widok nastolatka. – Dobrze cię widzieć. Byłem pewien, że Dean Winchester jak nic cię zabił… albo przynajmniej zamknął w innej celi.
- Musiałby najpierw mieć do czynienia ze mną. – odcięła się momentalnie Maddie. Jej słowa sprawiły, że Eldon przeniósł spojrzenie z Cyrusa na nią.
Dziewczyna od razu poczuła się niepewnie. Uśmiech Eldona powiększył się nieznacznie, gdy tak się jej przyglądał. Maddie instynktownie cofnęła się o krok, stając tym samym nieco bliżej Cyrusa.
To tylko rozbawiło go jeszcze bardziej. Zaśmiał się kpiąco, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- No nie mów, Cyrus. – odezwał się po chwili, gdy już przestał się śmiać. – Czyżby mój mały braciszek wreszcie znalazł sobie dziewczynę?
Maddie zacisnęła zęby ze zdenerwowania i irytacji, słysząc to. Zerknęła bokiem na Cyrusa i zobaczyła, że chłopak wręcz spąsowiał ze wstydu i zażenowania. Widziała, że nie zdoła się on w żaden sposób odciąć swojemu bratu – nie potrafił tego zrobić. Nie miała zatem innego wyjścia – musiała wziąć sprawy w swoje ręce.
- Odczepiłbyś się od niego, wiesz? – powiedziała, patrząc się na Eldona oskarżycielsko. – Przyczepiłbyś się lepiej siebie, psychopato jeden. Jedyne, co potrafisz robić, to latać za Bogu ducha winnymi ludźmi i ich mordować. Tylko w tym jesteś dobry. Zwyczajnie mu zazdrościsz, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że Cyrus ma o wiele więcej do zaoferowania niż ty. On nigdy nie zniżyłby się do twojego poziomu.
Eldon tylko parsknął cichym śmiechem. Słowa Maddie w ogóle go nie poruszyły.
- Masz w sobie sporo ognia, ruda. – odpowiedział jej po chwili. – Ale masz w sumie trochę racji. Nie powinienem się tak wyśmiewać z mojego małego braciszka. Zauważyłaś w nim coś, co z pewnością Winchesterowie przeoczyli przez swoje uprzedzenia. Wy obie coś dostrzegłyście. – dodał zaraz potem, przenosząc uwagę na osobę Hailee. – Jesteś o wiele mądrzejsza od tych łowców. – powiedział czarownicy. – Pytałaś się, czy Piętno Kaina można zdjąć, i jeśli tak, to co by się wtedy stało. Powiem ci, co się wtedy stanie. – Eldon zamilkł na moment, zapewne po to, aby w ten sposób zbudować napięcie przed tym, co miał im do powiedzenia. – Bardzo złe rzeczy zaczną się dziać. To Piętno nie może zostać usunięte pod żadnym pozorem.
- Wiedziałam. – wypaliła nagle Maddie. Nie mogła się przed tym w żaden sposób powstrzymać. Już wcześniej mówiła Cyrusowi, że podejrzewa, że zdjęcie tego Piętna nie będzie wróżyło nic dobrego. Wciąż nie ufała Eldonowi, ale nie była też głupia; wiedziała, że ten człowiek wie o tym więcej, niż ktokolwiek inny z tej grupy.
- Czyżbyś wiedziała, czym jest to Piętno? – spytał się jej, wyraźnie zaintrygowany.
- Nie, nie wiem. – odpowiedziała zgodnie z prawdą nastolatka. – Po prostu mam wobec tego złe przeczucie. Zupełnie jak gdybym od samego początku czuła, że kryje się za tym coś bardzo złego i mrocznego. Coś, z czym w żadnym wypadku nie można igrać.
- I miałabyś stuprocentową rację w tej kwestii. – odparł Eldon. – Nie jesteś aby przypadkiem jakąś wieszczką albo medium?
Maddie tylko wzruszyła bezradnie ramionami po tym pytaniu.
- Nie mam pojęcia. – dodała po chwili. – Może jestem, może nie jestem. Nigdy jakoś mnie to nie interesowało.
- Co mamy w takim razie zrobić, aby to powstrzymać? – spytała się nagle Hailee. Wiedziała, że mają coraz mniej czasu. Nie uśmiechało jej się ani trochę bratać z wrogiem – wrogiem, który na dodatek chciał zabić jej kuzynkę – ale nie miała innego wyjścia.
- Przede wszystkim nie możecie dopuścić do tego, aby zaklęcie zostało rzucone. – powiedział jej. – Wtedy będzie za późno na jakiekolwiek działania. W chwili, gdy Piętno zniknie z ramienia Winchestera, rozpęta się coś o wiele gorszego od Piekła i Apokalipsy razem wziętych.
Hailee zaklęła soczyście pod nosem, słysząc to.
- Przeklęta Rowena. – syknęła, wyraźnie zdenerwowana. – Idę o zakład, że o wszystkim wiedziała od samego początku.
- Rowena? – spytał się Eldon. – Skąd o niej wiesz? Poznałaś ją?
- Raz czy dwa miałam nieprzyjemność trafić na nią podczas swoich podróży. – odpowiedziała Hailee. – Sam złapał ją i zmusił, aby pomogła im zdjąć Piętno z Deana.
- To niedobrze. To bardzo niedobrze. – Eldon nagle rzucił się w łańcuchach, którymi był przykuty do przeciwległej ściany. Hailee wzdrygnęła się nieznacznie, nie spodziewając się tak nagłej zmiany w zachowaniu mężczyzny. – Musisz mnie stąd wypuścić. – powiedział nagle. – Musisz mnie uwolnić.
Hailee zaśmiała się gorzko na te słowa.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz? – odpowiedziała następnie. – Wypuścić cię? Wolne żarty, naprawdę. Chciałeś zabić moją kuzynkę, człowieku. – syknęła, wpatrując się w Eldona z odrazą. – Wciąż ci tego nie wybaczyłam, i nie wybaczę ci tego jeszcze przez długi czas.
Eldon westchnął przeciągle, niemalże wywracając przy tym teatralnie oczami.
- Dobra, przepraszam. – burknął zaraz potem. – Wystarczy ci to na razie? Bo uwierz mi; ten problem jest mikroskopijny w porównaniu do tego, co się stanie, jeśli Rowena przejmie od Winchesterów tę księgę. A to na pewno się stanie, znając tę pindę.
- A co wy o tym wszystkim sądzicie? – Hailee spytała się Maddie i Cyrusa, którzy dotychczas stali w milczeniu tuż przy wejściu. – Młody Styne. – tu zwróciła się do Cyrusa. – Jakie jest twoje zdanie w tej sprawie? Wypuściłbyś go?
- Trudno… trudno mi powiedzieć. – odpowiedział z wahaniem nastolatek. – To mój brat. Ale… zrobił wiele złych rzeczy. Zrozumiem, jeśli nie zechcecie mu zaufać. Sam miałbym z tym spore problemy na waszym miejscu.
- Rozumiem. – Hailee następnie przeniosła spojrzenie na osobę Maddie. – A ty? Co ty o tym sądzisz?
- Sądzę, że mniejszym złem będzie zjednoczenie sił ze Styne'ami. – powiedziała dziewczyna. – Zrobili wiele złych rzeczy, to fakt, ale tuż za zakrętem kryje się jeszcze gorsze zagrożenie, które być może zniszczy cały nasz świat, jeśli w porę tego nie powstrzymamy. W takim przypadku wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.
Hailee jeszcze przez jakiś czas zastanawiała się nad swoją decyzją. W końcu jednak zdecydowała, co powinna teraz zrobić.
- Wypuszczę tylko ciebie. – powiedziała Eldonowi, rozkuwając jego łańcuchy. – Twój kuzyn zostanie tutaj, jako nasze zabezpieczenie w razie, gdybyś chciał nam wywinąć jakiś numer. A dodatkowo… – tu Hailee położyła na chwilę dłoń na klatce piersiowej mężczyzny. Jej dłoń zajaśniała na moment jasnoszarym światłem, które znikło, gdy tylko czarownica odsunęła ją od mężczyzny. – Nakładam na ciebie specjalny urok. Nie będziesz mógł teraz skrzywdzić ani mnie, ani Maddie, ani Cyrusa. Jeśli tylko spróbujesz to zrobić, od razu zginiesz.
- Brzmi rozsądnie. – odparł Eldon. – To jak? Wszyscy są już gotowi do wyjścia?
Hailee spojrzała się na parę nastolatków. Oboje wyglądali na nieco wystraszonych. Dostrzegła jednak w ich oczach coś jeszcze – determinację.
- Bardziej gotowi już nie będziemy. – powiedziała Maddie. – Powstrzymajmy to, póki nie jest na to za późno.
