Nie mógł zasnąć. Czekał na Narcyzę. Nie wiedział nawet, która jest godzina. Słońce zniknęło za horyzontem już dawno temu, a na dworze zapanował nieprzenikniony mrok. Zastanawiał się jaki pani Malfoy ma plan, skoro nikt nie może się o tym dowiedzieć. Pewnie będzie chciała upozorować jego ucieczkę.

Nagle ciszę przerwał straszliwy huk, a po nim szybkie kroki i krzyki. Jeśli to miał być plan Narcyzy to był wyjątkowo nieprzemyślany. W ten sposób nikt nie uwierzy jej, że Remus uciekł. Nie zrobi tego w tajemnicy. To będzie odejście z wielkim hukiem. Zaczął nasłuchiwać. W pomieszczeniu na górze był kilka osób. Słyszał ich kroki i krzyki. Rozejrzał się za czymś czym mógłby wywarzyć drzwi. W piwnicy znajdowały się jedynie krzesła i stół, które na pewno w styczności z ciężkimi drzwiami w metalowych okuciach rozpadły by się na wiór. Pozostało mu więc tylko czekać. Nie trwało to jednak długo.

Przerażający huk, zapewne wywołany zaklęciem Bombarda Maxima zniszczył drzwi do lochu. Remus musiał odczekać chwilę, bo w powietrzu unosił się szary pył, po czym chwycił paczkę Black Devil'i i wybiegł na schody. Było bardzo ciemno. Kilkoro ludzi walczyło zacięcie, tak, że po pomieszczeniu śmigały tylko kolorowe smugi zaklęć. Starał się dostrzec kim oni są, ale w powietrzu wciąż unosił się pył i nie wiele widział. Pomyślał, że jego wyjście nie było rozsądną decyzją. Nie miał różdżki, nie miał jak się bronić, a zaklęcia przeszywały powietrze tuż obok niego. Schylił się więc w pół i zaczął szukać drogi ucieczki, kiedy nagle kątem oka dostrzegł coś różowego obok swojej głowy i już po chwili Tonks zarzuciła mu ramiona na szyję przytulając go najmocniej jak potrafiła. Dora? Co ona tu robi? Znalazła go? Chciała go uwolnić? Czyli jednak jej na nim zależy! Poczuł przypływ radości i przytulił żonę całując ją w głowę. Poczuł przyjemny zapach lawendy, którym zawsze pachniały jej włosy. Wypuścił ją z objęć gdy tuż obok jej głowy przeleciał w powietrzu czerwony promień zaklęcia oszałamiającego. Spojrzał na pole bitwy i zaczął dostrzegać znajome twarze. Przy drzwiach stał Kingsley, a na środku pokoju wymachiwał różdżką Syriusz Black.

Usłyszał szalony śmiech Bellatrix, który nagle zamarł i zaległa zupełna cisza. Remus spojrzał w stronę schodów, w momencie, w którym zielony promień wysłany z różdżki Blacka przeszył pierś Lestrange. Na jej twarzy odmalowało się przerażenie, gdy upadła z głuchym hukiem na podłogę. Wszyscy wstrzymali oddech. Lupin poczuł dłoń Tonks zaciskającą się na jego ramieniu. Domyślił się, że nikt nie spodziewał się takie obrotu sprawy. Spojrzał na Narcyzę. Stała przy głowie siostry wyraźnie zszokowana. Jej zwykle równo uczesane włosy sterczały teraz we wszystkich kierunkach, a suknia była z przodu rozdarta. Klęknęła przy głowie Belli i Lupin dostrzegł jej łzę, która opadła szybko na twarz Bellatrix. Wytarła ją ręką i odgarnęła siostrze włosy z twarzy.

Spojrzał na pozostałych. Syriusz celował swoją różdżką w stronę Narcyzy.

-Nie! - Lupin wybiegł przed niego rozkładając szeroko ręce. - Nie zabijaj jej.

Spojrzeli sobie w oczy. W czarnych oczach Blacka dało się dostrzec chęć zemsty i wściekłość, które powoli ustępowały miejsca zdziwieniu.

-Proszę. - dodał Lupin szeptem, a Syriusz powoli opuścił różdżkę. - Narcyza pójdzie z nami.

Podszedł do pani Malfoy i wyciągnął do niej rękę. Zawahała się przez chwilę, ale chwyciła jego dłoń i wstała. Wszyscy patrzyli na tą scenę ze zdziwieniem na twarzy. Sekundy zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Narcyza utkwiła swoje mokre od łez oczy w bursztynowych oczach Remusa i szepnęła:

-Dziękuję... - zawahała się przez chwilę. - i przepraszam

Dodała zwracając się chyba bardziej do Tonks, która podeszła do męża, niż do niego samego.

Nie czekając dłużej i nie odzywając się już do siebie wszyscy razem opuścili Malfoy Manor.