Rozdział nie zaczyna się bezpośrednio po wcześniejszym. Opisywanie jedzących ludzi jest takie fascynujące, ale mówi się trudno. Miłego czytania!
[+++]
Leo stanął na środku sali, trzymając różdżkę w dłoni. Czuł się trochę skrępowany tym, że jego brat i mam postanowili sobie z tego zrobić przyjęcie z herbatką. Blondyn wiedział, że nie ma pojęcia co robi, ale innego wyboru nie miał. Lucjusz podszedł do niego.- Nie przejmuj się nimi. Dasz radę.- Leo uśmiechnął się do niego w odpowiedzi.- Zaczniemy od czegoś prostego. Lumos to zaklęcie, które tworzy z różdżki coś w rodzaju pochodni. W tym wypadku nie musisz wykonywać żadnych ruchów, po prostu wymów zaklęcie.
-Lumos.- powiedział Leo cicho i niemal krzyknął, gdy koniec różdżki zapłonął jasnym płomieniem. Po chwili wahania starał się skierować różdżkę tak jak latarkę, ale promyk światła nadal pozostał pionowy. Wiedział, że wszyscy pewnie patrzą się na niego jakby był nie z tej planety.
-Nox gasi światło.- powiedział Lucjusz, siadając na fotelu niedaleko chłopaka. Jakoś tak się składało, że chyba trochę zasłaniał pozostałej dwójce. Uśmiechnął się, słysząc ciche, oburzone głosy.
-Nox.- powtórzył Leo, obserwując jak płomień znika momentalnie i uśmiechnął się lekko. Udało mu się coś wyczarować.- Czy zawsze mówi się te dziwne łacińskie słowa? Na pewno ich nie zapamiętam.
-Spokojnie. To wymaga tylko powtórzeń.- uspokoił go mężczyzna. Pokazał mu jeszcze kilka zaklęć, które nie były zbyt trudne. Lucjusz oparł się wygodnie o miękki fotel, patrząc jak Leo powtarza zaklęcia. Potem wstał i wyjął z kieszeni mały drewniany klocek. -Accio to zaklęcie przywołujące. Wyceluj w przedmiot.
Leo uśmiechnął się szeroko i wycelował w mężczyznę.- Accio.- Lucjusz niemal krzyknął, gdy został niespodziewanie pociągnięty. Chwilę później stał ze swoim synem przyczepionym do niego jak rzep.- Mała przylepa.- skwitował z uśmiechem. Leo był tylko dzieckiem. Może to lata bez niego sprawiły, że uważał go za doroślejszego od Draco, choć był młodszy. Pogłaskał go po głowie.
-Niezła zdobycz.- skwitował Draco ze śmiechem. Narcyza czarem przesunęła fotel, gdy tylko Lucjusz ruszył się z niego.- Ale nie trafiłeś.
-Trafiłem w to, co chciałem trafić.- powiedział chłopak naburmuszony, wystawiając język. Zaraz potem znów wtulił się w mężczyznę. Lucjusz objął go ramieniem. Chciał zostawić go na rok w domu, by dać mu czas na przyzwyczajenie się, ale był pewien, że Leo szybko zacznie się nudzić. Oni chodzili do pracy, więc głównie czas spędzałby z nauczycielami i sam. W Hogwarcie przynajmniej zawsze będzie miał Draco. Może jego znajomi też nie będą mieli nic przeciwko.
-No dobra, a teraz zrób to, co miałeś zrobić.- powiedział. Był jednak pod wrażeniem. Wybrał mały przedmiot, by Leo nie miał problemu z zebraniem magii, ale nie wyglądało jakby w ogóle miał jakiś problem. Co prawda były to proste zaklęcia, ale jednak. Nie spodziewał się, że chłopak może się skupić z całą rodziną w pomieszczeniu. Leo wycelował różdżką w klocek i wypowiedział zaklęcie. Przedmiot wystrzelił w ich stronę błyskawicznie i mężczyzna szybko stworzył przed nimi tarczę. Klocek odbił się od niej i wylądował na podłodze.
-Przepraszam. Nic ci nie jest?- Leo otworzył oczy i spojrzał na niego przerażony. Zamknął je instynktownie, przygotowując się na uderzenie. Lucjusz uśmiechnął się.
- Nie martw się młody. Od tego są zaklęcia obronne, których też cię nauczę.- mężczyzna znów pogłaskał go po głowie.- Musisz pamiętać, że każdy przedmiot ma swoją masę. Zupełnie inną siłę potrzebujesz do popchnięcia pustego pudełka, a inną to popchnięcia szafy. Tu działa to tak samo.
-Fizyka.- podsumował krótko chłopak. Podniósł go i rzucił daleko. -Accio.- powiedział, kierując odrobinę swojej magii w stronę przedmiotu. Nie wiedział jak opisać to uczucie. Jakby szczęście płynęło w jego żyłach razem z krwią, a potem kierował je tam, gdzie sobie tego życzył. Klocek powoli uniósł się do góry i zaczął dryfować w jego stronę. Tym razem nie był to impuls, a fala. Coś jak lasso czy smycz. Leo z uśmiechem złapał klocek, gdy ten znalazł się wystarczająco blisko.
-Dobra robota.- pochwaliła go matka z uśmiechem.
-Ej, a mnie nikt tak nie chwalił.- odezwał się Draco z wyrzutem.
-Przypomnę ci tylko, że ty większości zaklęć uczyłeś się w szkole Draco.- odpowiedział Lucjusz. Draco uśmiechnął się lekko.- Poza tym dobrze wiesz, że nie będę cię chwalić za siedzenie. Chodź tu i przydaj się na coś.
Draco wstał i stanął dość daleko od swojego brata.- Zaklęcie żądlące, ale masz to robić lekko.- Draco skinął głową i na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Lucjusz wywrócił oczami.- Reducto to zaklęcie chroniące przed większością czarów. Na krótki okres tworzy tarczę. Draco powie ci nim rzuci zaklęcie.
Leo skinął głową i odetchnął.- Na trzy rzucę zaklęcie.- powiedział Draco, celując różdżką w brata. Postanowił skupić się na jego nogach, bo tam zaklęcie było najmniej odczuwalne. Blondyn odliczył ,ale Leo za późno ustawił tarczę w wyniku czego syknął cicho, gdy zaklęcie trafiło go w udo.
Po kilkudziesięciu próbach frustracja Leo sięgnęła szczytu. Nawet demonstracje nie pomagały, a z każdą kolejną próbą był coraz bardziej rozkojarzony. Z jakiegoś powodu albo ustawiał tarcze za wcześnie albo za późno. W trakcie Draco zmienił miejsce rzucania zaklęć na jego brzuch. Nie chciał w żaden sposób uszkodzić chłopaka. -Starczy. Spróbujemy jutro.- powiedział w końcu Lucjusz.
-Nie.- zaprotestował Leo z upartą miną. Musiało mu się udać. W końcu.
-Starczy na dzisiaj Leo. Jesteś zmęczony i powinieneś odpocząć.- powiedział Lucjusz surowo. Leo wiedział, że nie było miejsca na dyskusję. Bolały go nogi i w końcu schował różdżkę zrezygnowany.- Jutro masz zajęcia z mamą w ramach transmutacji.
-Transmutacji?- zapytał Leo, patrząc na niego.
-Zamiany jednego przedmiotu w drugi.- Lucjusz podszedł do niego.- Nie przejmuj się tak bardzo. Świetnie poszło ci z zaklęciami jak na pierwszy raz, a obronę da się wyćwiczyć. Tylko, że nie w morderczych kilkugodzinnych sesjach. Rozumiesz?- Leo skinął głową.
Lucjusz objął go ramieniem i wszyscy ruszyli na kolację. Leo nie wyglądał na zachwyconego, ale Lucjusz wiedział, że nic tego nie zmieni. Chłopak musiał się nauczyć tego, że nie zawsze wszystko mu się uda. Narcyza wyprzedziła ich po drodze.- Zaraz do was dołączę.- powiedziała, skręcając w stronę kuchni.
-Wychodzę jutro do Blaise'a.- powiedział Draco.
-Do kogo?- spytał Leo, marszcząc brwi.
-Kolega ze szkoły.- wyjaśnił Draco z uśmiechem.- Pewnie pogramy w Quidditcha, jeśli przyjdzie ktoś jeszcze.- tym razem Leo nie zapytał. Miał ochotę po prostu walnąć głową w stół, przy którym właśnie usiadł. Nie chciał cały czas dopytywać się o wszystko. Może po prostu znajdzie wreszcie bibliotekę i przeczyta o wszystkim.
Narcyza zjawiła się w jadalni kilkanaście minut później z tajemniczym uśmiechem. Kolacja przebiegła bez specjalnych rewelacji i wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Draco stwierdził, że położy się wcześniej i śniadanie zje już w domu Blaise'a.
Leo nie zabawił długo w swoim prowizorycznym pokoju i szybko zaczął szukać biblioteki. Znalazł ją w którymś pokoju i wszedł do środka. Od razu zamurowało go. Cały pokój był większy niż jakikolwiek inny. Miał dwa piętra i zapełniony był regałami. Na środku pierwszego piętra znajdowały się masywne schody, prowadzące na górę. Leo zaczął przechadzać się między regałami. Z ulgą zauważył tabliczki z opisami. W pewnym momencie jego wzrok przyciągnęło znajome nazwisko. Po sprawdzeniu kilku tytułów okazało się, że biblioteka zawierała zbiór różnych mugolskich książek z różnych dziedzin literackich. Najbardziej zdumiewająca była chyba kolekcja książek Jane Austen, zawierająca chyba nawet pierwsze edycje. No tak, Draco wspominał coś o byciu arystokratom. Dla niego było to nie do pomyślenia.
Zabrał jedną książkę i uśmiechnął się. Nigdy jeszcze nie trzymał w rękach książki, która należała do niego. W sumie nie do końca, ale została kupiona i nie miał terminu oddania. W końcu dotarł do działu z książkami historycznymi. Znalazł kilka książek, które wyglądały jakby były w stanie mu pomóc. W końcu jego uwagę ściągnął gruby tom z wygrawerowanym ich nazwiskiem. Dopiero potem zauważył, że było ich kilka. Wszystkie w tym samym kolorze zieleni ze srebrnym napisem.
Leo odłożył książki, które trzymał na najbliższy stolik i zdjął ostatni tom. Położył go na stoliku i usiadł na krześle. Otworzył go i z zaskoczeniem spojrzał na rzędy fotografii. Poruszały się przedstawiając mu momenty życia. Zobaczył twarze, których nie znał. Szybko przekręcił kilka kartek i zaskoczony spojrzał na swojego ojca. Kolejne zdjęcia sprawiły, że pojawili się kolejny ludzie. Severus, którego Leo poznał od razu uczącego się z jego ojcem. Na jednym z nich zobaczył swoją mamę śmiejącą się razem z czarnowłosą kobietą o bujnych włosach i szalonym uśmiechu. Potem zdjęcie, które ktoś zrobił tacie w bibliotece. W kółko zaskoczony podnosił głowę, a potem uśmiechał się do kamery. Już wtedy miał długie włosy. Leo uśmiechnął się, nie mogąc oderwać wzroku od tego obrazka.
Potem zobaczył zdjęcia ze ślubu. Zastanawiał się czy Draco kiedykolwiek je widział. -Jak ten czas mija co?- Leo poderwał głowę i spojrzał na swoją mamę, która trzymała w dłoniach tacę. -Pamiętam jak obaj byliście mali. Kto by pomyślał, że Draco jest już prawie dorosły.
-Ciastka?- spytał ze zdziwieniem, gdy taca spoczęła na stoliku.
-Zaczęłam je robić dla Draco, gdy zachorował. Miał wtedy chyba koło 6 lat. Był okropnie chory i nie chciał jeść nic zrobionego przez skrzaty. Przeraził nas wtedy. W końcu postanowiłam kupić książkę kucharską i upiec ciastka. Zadziałało świetnie i udało nam się nawet podawać mu leki bez większych kłótni. Od tamtej pory zawsze robiłam je, gdy był w złym humorze. Pomyślałam, że może tobie też pomogą.- powiedziała kobieta. Leo uśmiechnął się i wziął jedno z nich od razu je pałaszując.
-Kto to?- spytał Leo, cofając się o kilka stron. Pokazał na czarnowłosą kobietę.
-Moja siostra Bellatrix.- Narcyza uśmiechnęła się smutno.- Skończyła w więzieniu i oszalała. Szkoda mi jej, byłyśmy bardzo blisko. Polubiłbyś ją. W jakiś sposób mi ją przypominasz. Może to ten twój niewyparzony język.- przeczesała mu włosy palcami.- To skomplikowane. Zaraz po tym jak urodził się Draco zakończyła się wojna. Lucjusz robił wszystko, żebyśmy nie trafili do więzienia. Udało mu się i do końca życia będę mu za to wdzięczna. Gdyby nie był politykiem, a nasze nazwisko nie było tak wpływowe wolę nie myśleć co by się stało.
-Nie myśl. Jesteśmy tutaj wszyscy.- Leo uśmiechnął się i przytulił do niej.- A ciastka są przepyszne, naprawdę. Nie dziwię się, że Draco je jadł. Opowiesz mi o tej całej wojnie?
-To trochę ciężkie zadanie. Nie byłam w nią bardzo włączona. Wszystko w sumie zaczęło się od ojca Lucjusza, Abaraxa. Ttwój ojciec nadal był zaręczony z moją siostrą, która mimo swojego szaleństwa potrafiła uziemić każdego faceta. Miała w sobie to coś. Osobowość, urok i charyzmę. W tamtym czasie nastąpił duży napływ mugolaków, dzieci magicznych, które urodziły się w mugolskich rodzinach. Pojawił się trend w tym kierunku, nawet w wyższych sferach. Nie pasowało to jednak głowom starych rodzin, głównie starszym pokoleniom, które wolały zachować czystość krwi. W tamtym czasie znalazł się jeden polityk- Tom Riddle. Mężczyzna tak charyzmatyczny, że każdego umiał przekonać do swoich poglądów. Przekonał też twojego dziadka.- Narcyza westchnęła. Leo podejrzewał, że nie będzie to miła historyjka.- Zmusił on twojego ojca do zaangażowania się w te wszystkie działania. Bellatrix postanowiła poświęcić się sprawie. Kochała tradycję i wierzyła w magię jak mało kto. Zerwała więc zaręczyny. Moja rodzina w panice zastanawiała się co zrobić. Nikt nie mógł potępić jej wyboru, bo zrobiła to dla ideałów, w które wszyscy wierzyliśmy. Tak skończyłam zaręczona z twoim ojcem. Mała szara myszka. Zawsze byłam cieniem Belli.
-Bez cienia nie ma światła.- wtrącił Leo, wywołując uśmiech na twarzy swojej mamy. Oboje sięgnęli po ciastka.- Jak ja i Draco. Ktoś musi mu czasem zamknąć… mordkę.
Narcyza zaśmiała się i cmoknęła go w czoło.- Byłam przerażona. Nagle miałam się stać żoną syna poważanego polityka, który zapowiadał się niezwykle dobrze. Myślałam że zemdleję chyba tysiąc razy w dniu ślubu. Twój ojciec złamał tradycję i gdy odpoczywałam wślizgnął się do pokoju. Nie znałam go wcześniej zbyt dobrze. Przyszedł i uklęknął przede mną. Normalnie każda kobieta dostaje swój własny pierścionek zaręczynowy, który dostarcza rodzina pana młodego. On przyniósł mi pierścionek zaręczynowy swojej przedwcześnie zmarłej matki. Powiedział, że czułby się okropnie przed ołtarzem, gdyby nie poślubił kobiety, której się oświadczył. Zgodnie z tradycją miałam pełne prawo zerwać zaręczyny, ponieważ to on złamał tradycyjny przedślubny obrządek i „obrażając" mnie przeznaczonym dla kogoś innego pierścionkiem. Wiedziałam, że daje mi okienko, przez które mogłam uciec bez szkód dla siebie i mojej rodziny. Jak widać zostałam. Ku jego zaskoczeniu z uśmiechem przyjęłam pierścionek.- Narcyza uśmiechnęła się na samo wspomnienie. - Gdy oboje stanęliśmy obok siebie podczas ceremonii widziałam już zupełnie kogoś innego niż narzeczonego mojej siostry. Wracając do głównego wątku. Napięcie narastało, co szczególnie widać było w polityce. Tom miał bardzo silne i stabilne poparcie, szczególnie po kilku incydentach z udziałem mugolaków i ich rodziców, którzy nie chcieli się dostosować do naszych reguł. Nagle Tom się zmienił. Tak drastycznie, że z dobrego przyjaciela stał się tyranem i psychopatą. Zaczął prowadzić rajdy, czyli nic innego jak masowe morderstwa w mugolskich wioskach. Nie zgadzaliśmy się z tym, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Kiedy ktoś próbował odejść kończył życie po kilkutygodniowych, groteskowych torturach. W apogeum tego wszystkiego okazało się, że jestem w ciąży z Draco. Wygrywaliśmy, ale walki nadal trwały. Cały czas modliłam się do kogokolwiek, kto chciał wysłuchać, by mój mąż wrócił do domu żywy. W końcu wojna dobiegła końca, ale nie dla nas. Tym razem Lucjusz musiał tłumaczyć się dlaczego jego rodzina popierała lorda Voldemorta. Tom przyjął takie imię, gdy oszalał. To do niego nie pasowało. Pasjonowała go kultura i tradycja, ale interesowała go jedynie polityka, mimo wielkiej mocy jaką posiadał.
-Więc ten cały Tom nie żyje?- spytał Leo.
-Nie do końca. Pewnej nocy napadł na dom, w którym mieszkali Potterowie ze swoim rocznym synem. Nikt nie wie jak to się stało, ale Tom zabił rodziców, a morderczy czar, który rzucił na chłopca odbił się od niego i rykoszetem trafił w samego rzucającego. Jednak…- Narcyza nagle zacisnęła wargi.- Nie mogę ci na razie powiedzieć kochanie. Jesteś na to za młody, a poza tym jest wielu ludzi, którzy mogą zajrzeć do twojej głowy.
-Do mojej głowy?- Leo zadał kolejne pytanie.
-Nazywamy to legilimencją. Osoba, która świetnie ją opanowała jest w stanie dyskretnie wślizgnąć się do umysłu i pozyskać informacje lub wspomnienia. Taką osobą jest na przykład Severus. Oczywiście można się przed nimi bronić, ale to bardzo trudna sztuka.- wyjaśniła kobieta, a potem jej wzrok skierował się na książki, które wziął z półki Leo.- Jest pewnie jeszcze wiele rzeczy, których nie wiesz.
-Nie chcę ciągle o wszystko pytać. Niby nie ma w tym nic złego.- Leo sięgnął po ostatnie ciastko i przełamał je na pół. Jedną z części podał mamie. -Ale dziękuję, że mi to powiedziałaś. Powiesz mi więcej o weselu? Albo o Draco?
-Może zaczniemy od wesela, co?- Leo skinął głową.- Był środek zimy, ale ślub odbył się na dworze. Moja suknia była piękna, robiona na zamówienie i przeszywana srebrną nicią. Marzenie każdego. Śluby są jednym z tych dni, w których nie mówi się o polityce i zapomina o sporach. Twój ojciec był niesamowicie przystojny, nadal jest jakby na to nie patrzeć. Był ubrany w czarne szaty ze srebrnymi wstawkami, nieodłącznym znakiem Malfoyów. Oszczędzę ci szczegółów ceremonii, a tym bardziej nocy poślubnej. Żadnych taki spraw dopóki nie skończysz szesnastu lat młodzieńcze.- oboje zaśmiali się.- Wesele to była huczna zabawa w pałacyku nad pięknym jeziorem. Oczywiście w gronie arystokracji. To też jeden dzień, kiedy nikt nie przejmuje się opinią innych. To noc zabawy. W czasie, gdy goście zaczynali się schodzić fotograf robił nam sesję zdjęciową. Nie planowaliśmy tego, ale to był impuls. Nadal uważam, że to jedne z naszych najpiękniejszych zdjęć. - Narcyza przewróciła album i Leo spojrzał na zdjęcia. Dookoła leżał śnieg, a oni stali na środku kamiennej ścieżki w otoczeniu kwiatów. Nie były to jednak zwykłe kwiaty.- Fotograf stwierdził, że czegoś mu brakuje. Postanowiłam więc coś dodać. Twój ojciec pozwolił mi użyć swojej różdżki, ponieważ ja nie miałam jak schować swojej i została w pokoju. Tak powstały te kryształowe kwiaty. Nie był niczym specjalnym, ale mieniły się w zachodzącym słońcu.
Leo słuchał z zaciekawieniem. -Draco był bardzo marudnym dzieckiem, ale jednocześnie był posłuszny kiedy było trzeba. Nie płakał, gdy wychodziliśmy na zewnątrz. Ma jedną słabość.- Leo spojrzał na nią ciekawy.- Lizaki. Wiem, że zawsze ma przynajmniej kilkanaście leżących gdzieś w pokoju w różnych miejscach. Nie sądzę, by wiele osób o tym wiedziało. Dziadek zawsze przemycał mu ich cały worek. Zmarł niedługo potem na smoczą ospę. Mówiąc o niej nie przechodziłeś przez nią.
-Podejrzewam, że nie będzie to przyjemne.- skrzywił się
-Lepiej teraz niż później. Im starszy jesteś tym gorzej ją przejdziesz. Zwykle zarażają się mugolaki, a potem roznoszą to po szkole.- powiedziała Narcyza niezadowolona. Uważała, że takie dzieci powinny wcześniej przechodzić przez tą chorobę, bo zaburzały funkcjonowanie szkoły i skrzydła szpitalnego. -Jeśli tylko źle się poczujesz masz iść do Draco, a on cię zabierze do pielęgniarki. I żadnego ukrywania złego samopoczucia, rozumiemy się?
-Tak mamo.- odpowiedział niechętnie Leo. Narcyza uśmiechnęła się rozczulona i znów cmoknęła go w czoło. Siedzieli już właściwie po ciemku, a pomieszczenie rozświetlało światło księżyca, wpadające przez wysokie okna umieszczone między regałami.
-A teraz bierz książki i do łóżka. Jest już późno, a nas czeka jutro lekcja.- Leo skinął głową i odłożył album na swoje miejsce. Potem chwycił książki i razem udali się na górę. -Dobranoc lwiątko.
-Branoc mamo.- powiedział chłopak z uśmiechem, znikając w swojej sypialni.
