Cholera jasna, kto by pomyślał, że ta pierniczona strzała amora może dopaść nawet mnie? Boże, kto by pomyślał?! NO KTO?!

Przemierzałem akurat ulice dzielnicy, w której mieszkali Uchihowie. Strasznie bogata, czysta i spokojna. Bez dreszczyku emocji, czyli tego, co lubię. Choć ostatnimi dniami o dreszczyk przyprowadza mnie tylko i wyłącznie jeden blondyn, który „strzela" swoimi uśmieszkami w każdego, kogo lubi, zna, bądź i też w zwykłych nieznajomych o ciekawym wyglądzie.
Kocham jego uśmiech, kocham jego rozbawione spojrzenie niewiniątka, kocham jego złote kosmyki… Kocham go.
Tssk, tssk. Dźwięk odpalanej zapalniczki dotarł do moich uszu. Był to wręcz balsam dla wymęczonych imprezowym hałasem narządów słuchu. Wyjąłem z paczki papierosa i podpaliłem go. Zaciągnąłem się dymem, po chwili wypuszczając go. Tak dla wytłumaczenia – palę tylko i wyłącznie, gdy jestem zdenerwowany. Nauczyłem się tego od Hidana i Itachiego. Już miałem zaciągnąć się po raz kolejny, wtem z zawrotną szybkością minął mnie oczojebnie różowy samochód, za którego tylnych siedzeniach zdążyłem dostrzec blond czuprynę. CO KURWA?! CZY TEN IDIOTA DO RESZTY ZGŁUPIAŁ!? Stałem jak słup soli, wpatrując się w miejsce, gdzie przed dosłowną chwilą zniknął wściekle różowy „Potwór" Hidana. Ten. Jełop. Prowadził. Po. Pijaku. Z MOIM DEIDARĄ NA SIEDZENIACH Z TYŁU! I TO KOMPLETNIE ZALANYM MOIM DEIDARĄ! To jest, kurwa, nie wybaczalne! NIE WYBACZALNE! Biedny blondyn, oby mu się nic nie stało… Pewnie leży tam nieprzytomny, nawet nie zwróci szarowłosemu uwagi. Co robić? … CO ROBIĆ?! Boże, ratuj mojego blondynka, ratuj go. Kurwa, proszę! Chwyciłem się za włosy, szarpiąc je. Papieros już dawno wypadł mi z rąk. Byłem w kropce, nie wiedziałem, co począć, więc przerażony wciąż wpatrywałem się w to samo miejsce, co uprzednio. Nagle otrzeźwiałem i pędem puściłem się w stronę… No właśnie, którą? Ten zboczeniec Deidarę mógł wywieźć wszędzie. Och dobra Sasori myśl. Pierwszym miejscem, które przyszło mi do głowy był dom Deidary, więc natychmiastowo zacząłem biec w jego kierunku. Dobrze, że to tylko kilkaset metrów. Zdyszany jak nigdy dobiegłem na miejsce, a widząc lekkie światło bijące z okien całe zmęczenie wyparowało. Szybko podbiegłem do drzwi i zacząłem walić w nie jak oszalały. Usłyszałem tylko „już już!" i po chwili ujrzałem osobę, której najmniej bym się spodziewał. Tak w drzwiach stała Anya przecierająca oczy jakbym wyrwał ją z głębokiego snu. Stałem tak w osłupieniu, ale doszedłem do siebie i wpadłem do mieszkania z prawdziwym trybem szatana, a gdy już zobaczyłem Hidana to już naprawdę furia była mocna. Zrzuciłem go z kanapy i dość lekko okładając pięściami, oczywiście grzecznie pytałem.

- Gdzie do kurwy nędzy jest Deidara?! Coś ty mu zrobił!? – Gdy Szarowłosy trochę się otrząsnął zrzucił mnie z siebie i wyjaśnił spokojnie:

- Jest na górze w sypialni furiacie. Myślisz, że ja bym mu coś zrobił?! Nie jestem do tego zdolny. – dodał nieszczerze pokazując swoje zęby w perwersyjnym uśmiechu. Gdy trochę ochłonąłem doszło do mnie, że Anya tu jest.

- A w ogóle, co ty tu robisz? – zapytałem się jej, na co ona wzruszając ramionami odpowiedziała:

- A tak wpadłam. – postanowiłem nie przejmować się wybrykami mojej kuzynki (nawet jak miała się stać kolejnym trofeum Hidana, o ile już się nie stała) i udałem się do sypialni, w której słodko spał Deidara. Gdy cicho otworzyłem drzwi zobaczyłem jeden z piękniejszych widoków w moim życiu. Blondasek przytulony do poduszki, przebrany (mam nadzieje, że sam się przebrał, bo jeżeli nie to Hidan automatycznie, może się żegnać z życiem) i pomrukujący lekko spał w najlepsze nawet nie usłyszał jak się do niego przybliżam przyciągany jakąś niewidzialną siłą.

Ani to jak się nad nim nachylam.

Ani to, że moje usta delikatnie dotykają jego i trwają w bezruchu, jakby czekały na cud. Nie liczyłem, że mój aniołek odda ten pocałunek, ale liczyła się przyjemność, jaka w tej chwili mnie ogarnęła. Chyba każdy zna to dziwne uczucie, gdy wreszcie się osiągnie upragniony cel - pragnie się więcej... Więc i ja zapragnąłem wyciągnąć więcej z tego pocałunku. Pomału zatracałem się w nim, z delikatnego przeradzał się w jednostronny, namiętny... Ale chwila, przecież nie wykorzystam zalanego w trzy dupy śpiącego chłopaka, tym bardziej, gdy pod tym samym dachem jest jeszcze Hidan i moja kuzynka. Zaprzestałem podjętych czynności i na powrót muskałem wargi tego niebieskookiego słonka. Muskałbym je tak dalej, gdyby nie fakt, że Dei ni stąd ni zowąd drgnął i zaczął coś mruczeć pod nosem, co brzmiało jak "Tak ostatnie czyszczenie futra było trzy dni temu. I co tu tak śmierdzi papierosami?" No tak... niedawno paliłem. Zrezygnowany oderwałem się od ust Deidary i wycofałem się z pokoju, zamykając drzwi z cichym "klik".