Betowała Jasmin Kain.

Rozdział 7

Savannah siedziała po turecku na łóżku i oglądała swoją kolekcję kaset Queen. Układała je w równym rzędzie i liczyła. Gdy skończyła, mieszała je i z powrotem robiła to samo. Dziwny sposób na zajęcie myśli, ale pomagał.
Od dwóch dni coś się działo. Co takiego, tego nie wiedziała. Syriusz nie zamierzał jej wtajemniczyć, podobnie jak Tonks. Wpadała do nich trzy razy dziennie i przez ten czas siedziała z nim przez godzinę w kuchni. Ją odsyłali do pokoju, wcześniej blokując i wyciszając drzwi.
Znowu cholerna zmowa milczenia.
Savannah działało to na nerwy. Czuła, że sprawa dotyczyła Harry'ego. Jeśli pojawiły się komplikacje, powinni jej powiedzieć. Gdyby umarł, prawda by jej nie ominęła. Musiałaby się z tym zmierzyć, czy tego by chcieli czy nie. Na myśl o tym poczuła, że oczy jej wilgotnieją i zasycha w gardle.
Przetarła dłonią oczy i policzyła kasety. Freddie Mercury również nie żył.
— Cholera! — wrzasnęła i złapała się za włosy. Dobrze, że nikt jej nie słyszał. Co ona wygaduje. Jej ukochany Freddie nie żył, ale Harry nadal był tym świecie. W ciężkim stanie, ale żył. — Harry, proszę, bądź silny — wyszeptała i zamknęła oczy. — Nie poddawaj się.
Nagle usłyszała czyjś chichot. Otworzyła oczy i ujrzała Stworka, który siedział na jej biurku.
— Zaklinanie nie ma żadnej mocy — powiedział i w Savannah krew się zagotowała.
— Co tu robisz? — spytała, patrząc na niego z niechęcią. Początkowo było jej go żal i nie rozumiała, dlaczego Syriusz tak go nie znosi. Współczuła mu zdziwaczenia i starała się być dla niego miła. Ale ten skrzat nie chciał, żeby ktokolwiek go lubił.
— Stworek chciałby wiedzieć, czy panienka czegoś nie potrzebuje — odparł, a po chwili wymruczał: — Gdyby wypaliło jej mózg, byłoby o jedną…
— Milcz — syknęła Savannah. — Chcę jednej rzeczy. Pistoletu, najlepiej kałasznikowa.
— Mugolskie badziewie — Stworek wzdrygnął się z obrzydzenia. — Nie dostaniesz go.
— Żadne badziewie — powiedziała i uniosła do góry kąciki ust. — Niezwykle skuteczne. Poproszę Syriusza, żeby go zaczarował. Pozbawi cię głowy, że aż miło.
— Stworek nie podejrzewał panienki o tyle agresji — mruknął i stanął na blacie. Poprawił sobie brudną poszewkę i złapał się za boki. — To wpływ tego plugastwa, co tutaj przychodzi.
— Zamknij się — warknęła Savannah i chwyciła swój walkman. Rzuciła nim w skrzata, który uchylił się przed ciosem. Urządzenie uderzyło w ścianę i rozpadło się na kawałki. Savannah wstała i wbiła w Stworka mordercze spojrzenie.
— Teraz podpadłeś mi potrójnie — powiedziała, na co skrzat zeskoczył i z biurka i po chwili był na szafie. — Przez ciebie naraziłam własne życie, źle życzysz Harry'emu i nie mam teraz na czym słuchać Queen i Prince'a!
— Królowej i księcia? — zaskrzeczał z góry. — Nie dość, że sympatyzujesz ze szlamami, to jeszcze interesuje cię ich polityka! Stworek jest załamany, komu służy!
— Queen to rockowy zespół, a Prince to amerykański muzyk, ty łysa glizdo — syknęła Savannah. — Poza tym to dziwne: gardzisz mugolami, a mimo to wiesz, że mają swoją królową. Tutaj, w Anglii. Czyżby Walburga wyściubiała nos z tej nory i przechadzała się po sąsiedztwie? Może nawet zwędziła z czyjejś wycieraczki „The Sun"?
— Nie wymawiaj imienia mojej pani swoimi plugawymi ustami! — wybuchł Stworek. — Ona nigdy nie upadłaby tak nisko, żeby sympatyzować ze szlamami! Nie jesteś godna tu mieszkać! Ani ty, ani ten morderca!
Po tych słowach trzasnęło i zniknął. Savannah oddychała ciężko. Przeklęła siarczyście skrzata i usiadła z powrotem na łóżku. Spojrzała na kasety Queen ustawione w równym rzędzie i wzięła jedną do ręki. W tym momencie rozległo się kliknięcie zamka i w drzwiach ukazała się Tonks.
— Nannah — Zmusiła się do uśmiechu. — Możesz już zejść. Zaraz podam obiad.
— Myślałam, że za biurkiem zobaczyłam ohydnego pająka — powiedziała Savannah. — Odruchowo rzuciłam walkmanem w tamtym kierunku, ale chyba mi się przywidziało. Niestety rozwaliłam go. Czy możesz go naprawić?
— Żaden problem — odparła Tonks i machnęła różdżką w tamtym kierunku. Walkman po chwili był cały i powędrował do rąk właścicielki.
— Dzięki — mruknęła i spojrzała na kuzynkę. — Czy teraz powiesz mi, co dzieje się z Harrym?
— Nic się nie dzieje. — Głos Dory był stanowczy. — To, że ja i Syriusz rozmawiamy nie znaczy, że coś…
— Nie oszukuj mnie — przerwała jej Savannah. — Ciągle jakieś sekrety. Czy wypadek z Harrym niczego was nie nauczył? Nie ucieknę z tego powodu, ale mam dość niewiedzy. Jeśli źle z nim, po prostu to powiedz.
Po jej policzkach spłynęły łzy. Tonks przygryzła wargę i wyciągnęła w jej stronę rękę, ale po chwili ją cofnęła.
— Wszystko z nim w porządku — odparła. — To, o czym rozmawiamy, dotyczy pewnego zdarzenia.
— Jakiego? — Savannah wiedziała, co usłyszy, ale mimo to zapytała.
— Przykro mi, Nannah — Dora pokręciła głową. Teraz nie miała przed sobą swojej kuzynki. Stała przed nią aurorka, dla której ważne było dobro sprawy.
— Zastanawiam się, gdzie się podziała dawna Tonks. Nie poznaję jej w osobie, która stoi przede mną — powiedziała i choć wiedziała, że ją zrani, nie obchodziło jej to. — Gratuluję, coraz bardziej przypominasz Dumbledore'a.
Minęła ją i ruszyła korytarzem. Wiedziała, że gdy minie jej złość, dopadną ją wyrzuty sumienia. Dora była jedną z najważniejszych dla niej osób, ale nie znosiła, kiedy traktowała ją jak dziecko. Natalie przeżywała, że rzadko widzi rodziców. Zapomniała o jednym. Zakon ich zmieniał. Nie całkowicie, ale zmieniał.
Zeszła po schodach, kiedy usłyszała czyjś wesoły głos:
— To mamy zadanie, nie, Syri?
— Sza, Dung — uciszył go Black. — Nie tu i nie teraz.
— Czemu? — Mundungus nie zraził się. — Czeka nas małe wyzwanko. Łapu capu i po dziadach.
Wyszedł do przedpokoju i zachwiał się. Upadł na ścianę i wtedy zobaczył Savannah.
— Ty, nie mówiłeś, że twoja siostrzenica to taka laska — wybełkotał. — Gdybym był młodszy, to miałabyś branie, mała.
— Przymknij się — warknął Black i machnął różdżką. Dung poruszał ustami, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk.
— Podsłuchiwanie weszło ci w krew — Syriusz przyszpilił wzrokiem Savannah. — Gdzie jest Tonks?
— Na górze — odpowiedziała i zerknęła na Dunga. — Zjawił się tutaj dziabnięty?
— Trafił mu się słaby moment — odparł Black i położył dłoń na jej ramieniu. — Chodź, za chwilę coś ci przyszykuję. Ciekawe, co tak zajęło Tonks.
— Może zasłuchała się we Freddiem — mruknęła Savannah. — Kiedyś go uwielbiała i raczej jej nie przeszło.
— Też kiedyś słuchałem rocka — Syriusz uśmiechnął się. — Takiego naprawdę mocnego. To Queen dopiero wtedy zaczynało.
— To Queen — burknęła Savannah. — To nie byle jaki zespół. To klejnot w muzyce, istny diament. Powinieneś znów zacząć słuchać rocka. Na początek proponuję Freddiego i chłopaków.
— Pomyślimy — powiedział i zerknął na Dunga, który leżał pod ścianą i zaczynał chrapać. — A ten niech tu siedzi. Będziemy słyszeć, kiedy się obudzi. Nie umie być cicho, kiedy wypije. Jeśli wpadnie na stojak na parasole, mamuśka szybko da znać.
Uśmiechnął się w wymuszony sposób i poprowadził Savannah w kierunku kuchni.
— Jakie zadanie was czeka? — spytała, spoglądając uważnie na wuja. — Tylko nie próbuj mnie zbyć. Nie ty.
— Nie zamierzam — Zatrzymał się i spojrzał jej prosto w oczy. — Jest pewna robota do wykonania, ale nie dotyczy Harry'ego. Jest cały i zdrowy, pod najlepszą opieką.
— Niedawno nie miałeś oporów przed mówieniem — spojrzała na niego z pretensją. — Teraz milczysz, jak wszyscy. Nie oczekuję, że zdradzisz najważniejsze sekrety Zakonu, ale mógłbyś uchylić rąbka tajemni…
— Już powiedziałem — przerwał jej. — Z Harrym wszystko w porządku. Gdyby coś było na rzeczy, nie ukrywałbym tego przed tobą. Nie o wszystkim mogę ci powiedzieć. — Zmarszczył czoło. — A sugerowanie, że nabrałem wody w usta jest trochę przesadzone, nie uważasz? — Ostatnie dwa słowa wypowiedział ostrzej.
Savannah zrobiło się głupio. Miał rację – nie zaprzeczył, że Zakon wyruszył z misją odbicia Harry'ego. Kiedy go sprowadzili, również nie próbował tego przed nią zataić. Dowiedziała się, w czyim domu przetrzymywano chłopaka i co stało się ze śmierciożercami. Niektórymi, co prawda.
— Wybacz — powiedziała i wbiła wzrok w podłogę. — To jakieś przewrażliwienie. Nim tu trafiłam, każdy miał sekrety. A potem doszła ta sytuacja z Harrym i decyzja dyrektora, żeby go nie powiadamiać.
Black chwycił jej podbródek i uniósł do góry, wskutek czego ich spojrzenia spotkały się.
— Rozumiem cię — odparł. — Trwanie w niewiedzy sprawiło, że stałaś się podejrzliwa i jeśli uznasz, że nie dostajesz informacji w wystarczającej ilości to już jest coś nie tak. Niepotrzebnie. — Puścił ją i zmarszczył czoło.
— Nie będę ci mówił, że jesteś dzieckiem i że Zakon to sprawa dorosłych — powiedział. — Ile razy można to powtarzać. Tak jak tego, że rzeczy, które tam są omawiane, są ściśle tajne. Albus nalegał na pełną dyskrecję. Ja się do tego nie dostosowałem, co zauważyłaś. — Przytaknęła, więc dodał: — Nie myśl, że jeśli ci na coś nie odpowiem, to jestem przeciwko tobie. Wszyscy jesteśmy po jednej stronie. — Włożył ręce do kieszeni i mruknął: — Chodź do kuchni.
Savannah zacisnęła usta i udała się za nim. Gdy się tam znaleźli, szybko wyczarował zapiekankę po irlandzku. Po chwili pojawiły się filiżanki z herbatą.
Savannah nabrała dania na swój talerz i zerknęła na leżące obok sztućce. Nim zabrała się za jedzenie, spytała:
— Kto zabił Notta?
— Może najpierw zjemy? — Syriusz zirytował się. — Fajny temat w sam raz na obiad.
Machnął różdżką i po chwili na jego talerzu znalazła się zapiekanka. Chwycił widelec i wbił go w kruche ciasto.
Savannah zacisnęła usta i zabrała się za swoją porcję. Ruchy Blacka były nerwowe, widać, że wspomnienie o śmierciożercy zdenerwowało go. Kiedy nożem przeciął część zapiekanki, Savannah stanęła przed oczami straszna scena.
Zobaczyła plecy jakiegoś mężczyzny, który uderzył w twarz czarnowłosą kobietę. Nie widziała tyłu jego głowy – ta część była zamazana. Ubranie kobiety było całe we krwi. Od razu ją poznała – to była jej matka.
— Zapytałem, czy bardzo cię boli — syknął. Shelly splunęła krwią i powiedziała:
— To twoja odpowiedź.
Mężczyzna szarpnął nią mocno i cisnął o podłogę. Uderzyła się w głowę i straciła przytomność.
— Nie! — krzyknęła Savannah, zrywając się z miejsca. — Zostaw ją!
Nóż wypadł z ręki Syriusza i uderzył z głośnym brzękiem o podłogę. Zakrztusił się i walnął pięścią w klatkę piersiową, zszokowany zachowaniem dziewczyny. Przełknął i wstał.
— Co ty wygadujesz, Savannah? — spytał, zaniepokojony. — Kogo mam zostawić?
— Nie ty — Załkała i cofnęła się pod ścianę. — On.
— Dobrze się czujesz? — Black zbliżył się do niej. — Jaki on?
— Nie wiem, co się ze mną dzieje — Złapała się rękami za głowę. — Wtedy, kiedy wyszłam z Natalie i jej mamą… Kiedy zwymiotowałam, to nie naleśnik mi zaszkodził.
Syriusz chwycił ją za ramiona i zapytał:
— Co się wtedy stało?
— Miałam wizję — Po policzkach Savannah spłynęły łzy. — Z ubikacji wystawała czyjaś ręka. Potem zniknęła. A teraz to.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — Black zdenerwował się. — A teraz co zobaczyłaś?
— Nie złość się — Savannah przełknęła. — Potem tego nie miałam. Myślałam, że to jednorazowe i…
— To mogą być pozostałości Szaleńczego Zewu — Głos Syriusza był poważny. — Widocznie Albus nie usunął wszystkiego, choć myślał, że tak jest. Jaką teraz miałaś wizję?
Wbił spojrzenie w siostrzenicę, która się spięła. Miała mu powiedzieć, że widziała scenę zabójstwa matki? Kiedy nie odpowiedziała, dodał ostrzej:
— Mów.
— Zobaczyłam mamę — wyszeptała i wtedy z jego twarzy zniknęła cała stanowczość. Zamrugał i zbladł.
— Shelly? — Wziął głęboki wdech. — Powiedziałaś, że ten ktoś ma ją zostawić. Czy to była… — Urwał.
— Tak — Oczy Savannah znowu zrobiły się wilgotne. — To był moment jej śmierci.
Zdjął ręce z jej ramion. Ta informacja wstrząsnęła nim.
— Czy widziałaś, kim była ta menda? — zapytał. — Która ją zaatakowała?
— Widziałam jego plecy — wyszeptała. — Tył głowy był zamazany.
— Dźgnął ją? —Zacisnął dłonie w pięści.
— Jej ubranie było we krwi. Ten gość uderzył ją. Zapytał, czy bardzo ją boli. Mama splunęła krwią i odparła, że to jest jego odpowiedź. Wtedy uderzył ją po raz kolejny i cisnął o podłogę. Straciła przytomność.
— Jebany skurwiel! — Syriusz zerwał i z całej siły kopnął w ścianę. Następne zaklął siarczyście i chwycił się za stopę.
Savannah stała obok niego, wstrząśnięta. Wtedy do kuchni wpadła Tonks. Spojrzała na oboje i zapytała:
— Syriuszu, co się stało? Dlaczego krzyczałeś?
Black nie odpowiedział. Po jego policzkach spływały łzy. Dora zerknęła na kuzynkę w nadziei, że od niej czegoś się dowie.
— Ja… — zaczęła, ale wtedy odezwał się Syriusz:
— Savannah miała wizje. Pierwszą w dniu, kiedy wyszła z Belindą. Teraz była następna. Nie wygląda to dobrze. Czy możesz zafiukać do Albusa?
— Nie — Savannah chciała podejść do kuzynki, ale chwycił ją za ramię.
— Pozbędziemy się tego raz na zawsze — Przyszpilił siostrzenicę wzrokiem. — Gdyby nie twoja reakcja, nie dowiedzielibyśmy się. Myślałaś, że to jednorazowe? Takie rzeczy nigdy nie znikają same.
Wytrzymała jego spojrzenie i skinęła głową. Puścił ją i zwrócił się do Tonks:
— Widziała moment śmierci Shelly. Wygląda na to, że pozostałości Szaleńczego Zewu nadal w niej tkwią.
Dora zakryła dłonią usta, ale po chwili powiedziała:
— Zaraz wracam.
Syriusz usiadł na krześle i westchnął ciężko. Savannah oparła się o ścianę i utkwiła wzrok w niedojedzonej zapiekance.
— A jeśli tego nie da się usunąć? — spytała, na co odparł nerwowo:
— Nie gadaj głupot. Albus powtórzy to tyle razy, ile trzeba i powinno być po sprawie. A jeśli nie to przysięgam, że jeszcze dziś wyruszę na poszukiwanie trupa mojego brata. A jak go znajdę, to zapomnę co to znaczy mieć szacunek dla zmarłych.
Savannah wzdrygnęła się; jeszcze nigdy nie mówił tak przekonująco.
— Twoje poczucie humoru czasami bywa straszne — powiedziała. — Masz rację, zaraz będzie po problemie. Profesor Dumbledore usunie to ze mnie.
— Cholera wie, co wyczyniał z czarną magią — Syriusz mówił nie do niej, lecz do siebie. — Pieprzony Regulus…
Uderzył dłonią w blat, co przestraszyło dziewczynę.
— Przepraszam, Nannah — wychrypiał i wyciągnął do niej rękę. — Chodź tutaj.
Podeszła do niego, a on posadził ją na kolanie.
— Nie chciałbym — zaczął. — Abyś zatajała przede mną takie rzeczy. Jeśli znajdziesz się w sytuacji, która wywoła u ciebie niepokój lub wyda ci się dziwna, masz mi powiedzieć. Rozumiesz?
— Tak — odparła. — Ja myślałam...
— Że sobie poradzisz? — Uniósł brew. — Nie ma to jak poczucie, że panujesz nad sytuacją. Nauczyłaś się tego od Harry'ego. On też myśli, że z wieloma z rzeczami da sobie radę sam. Takie rozumowanie jest błędne.
W tym momencie w przedpokoju rozległy się wrzaski Walburgi.
— To pewnie Dung — mruknął Syriusz. — Zaczekaj chwilę.
Odsunął ją i wyszedł z kuchni. Savannah usiadła na krześle, które zwolnił. Czy czuła się winna, że milczała za pierwszym razem? Syriusz miał rację, ale do licha, skąd mogła wiedzieć, że to się powtórzy? Przez tyle dni nic się nie działo, a teraz przyszło znienacka…
Jej myśli przerwało bełkotanie Dunga, którego prowadził Black:
— Syri, może chociaż jedną…
— Nie — Głos gospodarza był stanowczy. — Żadnej Ognistej. Siadaj na tyłku i bądź grzeczny.
Jedno z krzeseł wysunęło się od stołu; Black posadził na nim Fletchera i powiedział:
— Za chwilę zjawi się Albus. Pomoże ci wrócić do domu.
— Czyli nie dostanę Ognistej? — Dung zasępił się. — A idź, żałować mi odrobiny.
— Na odrobinie się nie skończy — wycedził Syriusz. — Dumbledore nie będzie zachwycony, kiedy zobaczy, w jakim jesteś stanie.
— Miałem zły dzień — burknął. — Interes nie poszedł tak, jak trzeba. W dodatku jeszcze ta robota u Grangerów…
Urwał, łapiąc się za usta. Syriusz przeszył go wściekłym spojrzeniem i wtedy odezwała się Savannah:
— U Grangerów? Co się wydarzyło w domu Hermiony?
Spojrzała na Syriusza i powiedziała:
— Hermiona jest moją przyjaciółką! Jak mogłeś milczeć na jej temat! Co się…
— Wszyscy żyją — Black nadal przyszpilał Dunga wzrokiem. — Daliśmy im ochronę. On — Tu wskazał brodą na Fletchera. — Miał dziś tam być z Remusem. Ale ze względu na jego stan musimy wyznaczyć kogoś innego.
— Dlaczego Hermiona i jej rodzice mają zapewnioną ochronę? — Głos Durance zadrżał. — To nie wzięło się znikąd.
— Dostali dziwny anonim — powiedział Black. — Grangerowie nie chcieli się zgodzić na ochronę, ale przekonaliśmy ich, że to niezbędne. Zaklęcia ochronne to jedno, a świadomość, że w razie czego jest ktoś, kto zdąży w porę zareagować, to drugie.
— Cały czas ktoś z nimi jest?
— Rodzice Hermiony teraz są w pracy — wyjaśnił Syriusz, nie spuszczając oczu z Fletchera. — Radziliśmy im wziąć wolne, żeby mieć całą rodzinę na oku, ale nie chcieli o tym słyszeć. Rzuciliśmy na nich zaklęcia ochronne; gdyby ktoś ich zaatakował, na miejscu pojawiłby się ktoś z Zakonu. Kiedy ich nie ma, z Hermioną siedzi Bill Weasley.
— On też jest w Zakonie? — spytała Savannah, na co skinął głową.
Dung zaczął marudzić; Black już otwierał usta, żeby go uciszyć, kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich Dumbledore z Tonks. Savannah przygryzła wargę, widząc dyrektora.
— Witaj, Syriuszu — Albus skinął głową Blackowi. Gdy zobaczył Dunga, zmarszczył brwi.
— Nimfadoro, czy możesz się nim zająć? — spytał, wskazując brodą na Fletchera. — Z Mundungusa nie będzie dzisiaj pożytku.
— No wiesz, Albusie! — Czarodziej oburzył się; uspokoił się nieco, kiedy Tonks położyła mu dłoń na ramieniu.
— Odprowadzę cię do domu — wyszeptała i zerknęła na Savannah. — Powinieneś się położyć.
— Z tobą zawsze, malutka — zarechotał, na co Dora pociągnęła go w górę. — Mam u siebie zapas Ognistej i…
Nadal poruszał ustami, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Za wszystkim stał Syriusz, który przypatrywał mu się zniesmaczony.
— Trzeba go wysłać do Munga — mruknął. — Na skuteczne odtrucie. Za często mu się to zdarza.
— Zajmę się tym — powiedział Dumbledore i utkwił spojrzenie w Savannah. Poczekał, aż Tonks wyprowadzi Dunga. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, odsunął krzesło i zajął miejsce naprzeciwko dziewczyny. Black oparł się o ścianę i obserwował ich w milczeniu.
— Syriusz powiedział mi, co się stało — zaczął dyrektor. — Źle zrobiłaś, nie mówiąc nic za pierwszym razem.
Zrobił pauzę, oczekując, że Savannah coś powie. Gdy milczała, ciągnął:
— W drugiej wizji widziałaś scenę zabójstwa matki. Syriusz wspomniał, że ujrzałaś tył napastnika, którego głowa była zamazana. — Kiedy skinęła głową, powiedział: — Kiedy słyszałaś rozmowę śmierciożerców, byłaś pod działaniem Szaleńczego Zewu. Usunąłem go, ale okazało się, że coś tam jeszcze zostało. Wizja, którą zobaczyłaś, potwierdziła jedno.
Zmarszczyła brwi, więc wyjaśnił:
— Podejrzewaliśmy, że za śmiercią Shelly stoi któryś z ludzi Voldemorta. Teraz mamy pewność.
— Ale nie wiemy, kto to jest — warknął Syriusz. — Tył jego głowy był zamazany, co jest dziwne. Skoro doświadczyła wizji, powinna zobaczyć cały obraz. Bez żadnych zakłóceń.
— Jeśli to Regulus rzucił na sygnet Szaleńczy Zew — Dumbledore wziął głęboki wdech. — To miał jakiś plan. Zaklęcie połączyło się z innymi śmierciożercami. Wizja, która ukazała się Savannah, to sekret jednego z nich. Pilnie skrywany, skoro obraz miał usterkę.
— Nie możesz go jakoś przejąć i naprawić? — spytał Black. — Chcę wiedzieć, co za skurwiel zabił moją siostrę.
— Rozumiem twój ból — powiedział dyrektor ostro. — Ale postaraj się nie przeklinać. Niestety nie jest to możliwe, kiedy w danej osobie są resztki klątwy. Trzeba je usunąć, inaczej sytuacja się skomplikuje.
— Skomplikuje? — Głos Savannah zadrżał. — To znaczy?
— Objawy mogą się nasilić — wyjaśnił i wyciągnął różdżkę. — Nie jest powiedziane kiedy. Może jutro, może za miesiąc, a nawet za pół roku. Kiedy do tego dojdzie, wpadniesz w system urojeń.
— Zwariuję — wyszeptała, na co powiedział:
— Nie od razu. Pod ich wpływem możesz robić rzeczy, których byś nie chciała.
Z końca jego różdżki wystrzeliło coś srebrzystego i pomknęło w kierunku dziewczyny. Otoczyło jej klatkę piersiową i wchłonęło się w nią.
— Już? — spytała, ale pokręcił głową. Wsadził rękę do kieszeni i wyjął z niej fiolkę ze srebrnym płynem.
— To antidotum — powiedział. — Jest okropne w smaku, ale skuteczne. Wypij je.
Podał jej fiolkę; kiedy wyjęła zatyczkę, w jej nozdrza uderzył ohydny zapach.
— Śmierdzi jak zgniła dynia — mruknęła, na co ponaglił ją, marszcząc brwi. Zatkała nos i wypiła wszystko jednym haustem. Skrzywiła się, ale najważniejsze, że zażyła antidotum.
Dyrektor za pomocą różdżki sprawdził, czy zadziałało.
— Już po wszystkim — powiedział. — Jak się czujesz, Savannah? Jakieś zawroty, mdłości?
— Nie, jest w porządku — odparła, na co uśmiechnął się. Wstał i zwrócił się do Blacka:
— Zajmę się sprawą Shelly. Mam przy sobie odpowiednich ludzi.
— Wiesz, że nie dam ci spokoju — Syriusz był śmiertelnie poważny.
— Zdaję sobie z tego sprawę. Czy jest coś, co chciałbyś mi jeszcze powiedzieć?
— Tak — Black zmarszczył czoło. — Dung wygadał się przy Savannah. Wie o Grangerach i anonimie.
Dumbledore zerknął na dziewczynę.
— Czy wie, czego dotyczył? — spytał Syriusza, na co ten pokręcił głową. Savannah zmarszczyła czoło; nie podobało się jej to.
— Dlaczego ktoś groził Hermionie i jej rodzinie? — Nie zamierzała tego tak zostawić. — Co…
— To nie jest twoja sprawa. — Głos dyrektora był ostry. — Miło, że obchodzi cię panna Granger. Uspokoję cię – jej rodzina jest bezpieczna.
Savannah zacisnęła usta. Myślała, że Syriusz się za nią wstawi, ale tego nie zrobił. Dumbledore przez chwilę się jej przyglądał, nim powiedział:
— Jutro coś się wydarzy. — I patrząc na Blacka, skinął głową.
— Na pewno? — Syriusz zmarszczył czoło.
— Tak — Dumbledore schował różdżkę do kieszeni. — Spotkamy się dzisiaj wieczorem. Na mnie już czas.
Pożegnał się z Blackiem i jego siostrzenicą; kiedy wyszedł, Savannah miała nadąsaną minę.
— To nie jest moja sprawa — prychnęła. — Oczywiście, że jest! Hermiona jest dla mnie jak siostra. Wszystko, co jej dotyczy, mnie obchodzi.
— Rozumiem cię — Syriusz położył jej dłoń na ramieniu. — Dlatego…
— Dlatego co? — Strąciła jego rękę i spojrzała na niego ze złością. — Gdyby Dung nie wygadał się po pijaku, nie powiedziałbyś mi.
— Opanuj się — rzucił ostro. — I siadaj, bo chcę ci coś przekazać.
— Wiem co — mruknęła. — Marsz do pokoju, bo zachowujesz się jak rozpuszczona gówniara.
— Masz rację — Syriusz przyszpilił ją wzrokiem. — W tym momencie zachowałaś się jak gówniara. Ale nie to miałem na myśli. Od jutra mamy nowego lokatora.
— Kogo? — Zmarszczyła czoło. — Jeśli to profesor Lupin, to nie jestem zaskoczona.
— Hermionę — powiedział. — Ta gadka Albusa o tym, że coś się wydarzy. Zgodził się, żebym cię poinformował.
— A jej rodzice?
— Cały czas mamy ich na oku. Bill nadal by z nią siedział, gdyby nie zapytała go o możliwość przeniesienia się tutaj. Powiedział, że zapyta Albusa, a ten się zgodził. Hermiona przybędzie tu wieczorem.

**

Tak też się stało. Savannah siedziała z Syriuszem w bibliotece, kiedy płomienie w kominku zapłonęły na zielono i uniosły się ku górze. Wyszli z nich Remus Lupin i Hermiona Granger. Na jej widok Durance wstała.
— Wszystko pod kontrolą? — zapytał Syriusz przyjaciela.
— Tak — Lupin otrzepał szatę z sadzy. — Na miejscu są Tonks i Kingsley.
— Ninny — Hermiona uśmiechnęła się do Durance, na co ta odparła:
— Cześć.
Brak wylewności z jej strony sprawił, że Granger zacisnęła usta. Lupin wymienił spojrzenie z Blackiem, który powiedział:
— Będziecie razem dzielić pokój. Za chwilę przyjdę i wyczaruję drugie łóżko. Savannah, czy możesz zaprowadzić Hermionę na górę?
— Oczywiście — odparła i wyszła z biblioteki. Granger zacisnęła dłonie na swojej walizce; Black podszedł do niej i położył jej dłoń na ramieniu.
— Przyjdę za piętnaście minut — rzekł, na co skinęła głową. Wiedziała, co miał na myśli. I tak zamierzała porozmawiać z Savannah.
Kiedy wyszła z biblioteki, zobaczyła, że Durance czeka na nią w korytarzu, opierając się o ścianę.
— Po raz pierwszy nie cieszysz się na mój widok — zauważyła Hermiona.
— Pewnie nie ostatni — mruknęła Savannah. — Idę o głowę, że powodów do takiego zachowania będę mieć jeszcze wiele.
— Taka pewna przyszłości? — zadrwiła Granger. — Trelawney szykuje się poważna konkurencja. Ale do rzeczy – nie miej do mnie pretensji, że nie pisałam ci tego, co chciałam. Dumbledore mi zabronił.
— Dumbledore mi zabronił — powtórzyła poirytowana Savannah. — Dumbledore postanowił, Dumbledore uważa tak, a nie inaczej. Do diabła z nim! Widzisz, co się stało! Obiecałam Harry'emu, że powiadomię go, kiedy tu trafię. Ale dyrcio stwierdził, że to musi zaczekać. Przez jego Niepodważalne Ja stało się to, co się stało.
Uderzyła dłonią w ścianę, dając upust złości. Wtedy zdała sobie sprawę, że za chwilę zjawią się tu Syriusz i Lupin. Chwyciła Granger za rękę i wyprowadziła z korytarza.
— Zwolnij — powiedziała Hermiona i zatrzymała się. — Rozumiem twoje zdenerwowanie, sama myślę podobnie. Nie mogłam nic zrobić, tak jak Ron.
— Nie jesteśmy jedyni — rzekła Savannah, kiedy wchodziły po schodach. — Syriusz siedzi w tym domu na jego polecenie. Nie może wyjść nawet na chwilę.
— Koszmar — podsumowała Granger. — Dobrze, że ty zjawiłaś się wcześniej.
— Sfiksowałby do reszty — mruknęła. — Jak Stworek.
— Stworek? — Granger zatrzymała się.
— To nasz skrzat domowy — wyjaśniła Savannah, odwracając się. — Mały, wredny koczkodan. Tylko nie próbuj go zagłaskać. Jemu nic nie pomoże. To beznadziejny przypadek.
Mówiąc to, ruszyła dalej. Kiedy znalazły się przed sypialnią Savannah, Durance westchnęła. Oparła się plecami o drzwi i powiedziała:
— Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam. Byłam zła, wszyscy coś ukrywali. To, że tak postąpiłaś, to nie dlatego, że taki miałaś zamiar.
— Dajmy temu spokój — Hermiona położyła jej rękę na ramieniu. — Teraz najważniejsze jest to, żeby Harry wyzdrowiał.
— Zgadza się — Savannah zmarszczyła czoło. — À propos Harry'ego. Czy anonim, który otrzymaliście dotyczył jego osoby?
— Ja go dostałam — sprecyzowała Granger. — Wiesz, wolę pogadać o tym w środku.
Savannah skinęła głową i otworzyła drzwi. Kiedy weszła do środka, zatrzymała się. To, co ujrzała sprawiło, że miała ochotę udusić Stworka. Kasety Queen, a właściwie to co z nich zostało, walały się po podłodze. Pudełka była połamane, okładki podarte. Taśmy z kaset powyciągane lub porwane.
Savannah schyliła się i wzięła do ręki jedną.
— Pieprzony Stworek — zaklęła i ścisnęła kasetę. — Teraz wiesz, dlaczego go nienawidzę.
— Jest strasznie złośliwy — Granger zmarszczyła czoło. — To niepodobne do skrzatów.
— Pocieszeniem jest to, że Syriusz je naprawi — powiedziała Savannah i usiadła na łóżku. — Przedtem pewnie go przeklnie.
Gdy zobaczyła oburzone spojrzenie Hermiony, dodała:
— Mam nadzieję, że skutecznie. Nie mówmy o nim. Czego dotyczył ten anonim?
Hermiona położyła walizkę na podłodze i zamknęła za sobą drzwi. Usiadła obok Savannah i powiedziała:
— Ten ktoś ma złe zamiary wobec Harry'ego.
— Chce go — Savannah zrobiła wdech, nim wypowiedziała to słowo. — Zabić?
— Tak — Granger zacisnęła dłoń w pięść. — Albo nas szantażuje.
— Pewnie podwoili jego ochronę w Mungu — wyszeptała Durance. — Mam nadzieję, że to zwykłe pogróżki.
— W razie czego Zakon jest przygotowany — Granger wbiła wzrok w zniszczone kasety. — Zastanawiałaś się, kto może za tym stać?
— Tak. Malfoy.
— Stary czy młody?
— Gdyby to był Dracon, nie zdziwiłabym się — mruknęła Savannah. — Matka Natalie dała wycisk jego ojcu.
— Mama Natalie? — Hermiona zamrugała. — To ona też jest w Zakonie?
— Tak, ale nie tylko ona — Savannah wyciągnęła przed siebie nogi. — Dumbledore wciągnął całą swoją rodzinę, oczywiście oprócz Nat i jej siostry. Odwalają za niego brudną robotę.
W tym momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich Syriusz. Na widok zniszczonych kaset zmarszczył czoło.
— Co tu się stało? — spytał, zatrzymując wzrok na Savannah.
— To robota Stwora — mruknęła. — Czy możesz je naprawić?
Black machnął różdżką i po chwili kasety leżały w równym rzędzie na biurku.
— Wypatroszę go — warknął. — Jak tylko go znajdę.
— Nie zamierzam cię powstrzymać — Savannah uśmiechnęła się. — Ostatnio jego czyny przechodzą ludzkie pojęcie.
— Zapomniałbym — Syriusz znowu machnął różdżką i po chwili obok łóżka siostrzenicy pojawiło się drugie. — Proszę bardzo, Hermiono. Nannah, ustąpisz koleżance kilka półek w szafie czy mam wyczarować nową?
— Oczywiście, że ustąpię — Savannah spojrzała na niego z urazą. — Chyba nie myślałeś, że będę robić problem.
Black pokręcił głową i powiedział:
— Gdybyście czegoś chciały, jesteśmy na dole.
Gdy wyszedł, Savannah klasnęła w dłonie. Rozległ się cichy trzask i ujrzały Stworka. Łypnął groźnie na swoją panią, potem przeniósł spojrzenie na Hermionę.
— Zaraz się zacznie — mruknęła Savannah. Stworek zezował na Granger i zapytał:
— W czym mogę panience służyć? — Po chwili dodał: — Mała zdrajczyni przywlokła ohydną szlamę.
Hermiona spojrzała na Durance, marszcząc czoło.
— Mówiłam ci, że jest psychiczny — powiedziała i wtedy zwróciła się do Stworka: — To jest mój gość i masz być wobec niej miły. Rozpakuj jej rzeczy – jeśli zobaczę, że coś zniszczyłeś, mojego czy jej, odpowiesz przed Syriuszem.
— Tak, panienko — burknął skrzat i przyszpilił Hermionę wzrokiem.
— Kiedy skończysz — Savannah uśmiechnęła się złośliwie. — Przygotujesz dla niej ciepłą kąpiel z olejkiem lawendowym.
Stworek przytaknął, a wtedy dodała:
— Później wysprzątasz łazienkę. Ma lśnić. Możesz odejść.
Skrzat ukłonił się i zniknął.
— Zaraz tu wróci i weźmie się za robotę — mruknęła. — Chodź do kuchni. Nie wiem jak ty, ale mam ochotę na ciasto, które upiekła pani Weasley.
Mówiąc to, skinęła na Hermionę, uśmiechając się od ucha do ucha.