Kilka godzin później. Giza, Egipt

- Jesteś pewna? - usłyszała dochodzący z głośników głos Winstona. Westchnęła.

- Winstonie… od kilku godzin jestem w podróży. Teraz brakuje mi do niej tylko kilkunastu kilometrów… a ty mnie pytasz, czy na pewno tego chcę?

- Wybacz… niepotrzebnie się narzucam.

- Niektóre twoje komentarze są… nietaktowne. Tak, to dobre określenie - Winston zaśmiał się krótko

- Tak… racja - przez chwilę żadne z nich nie odzywało się. Ana patrzyła, jak kolejne obrazy przemykają jej przed oczami, kiedy jej śmigacz nieubłaganie zbliżał się do celu - 'To jest to… w końcu ta chwila' - pomyślała.

- Powinnam to zrobić już dawno - powiedziała na głos.

- Jak to mówią lepiej późno niż wcale. Na pewno za Tobą tęskniła - Ana parsknęła śmiechem.

- Szczerze wątpię. Z tego co wiem nie wyraża się o mnie zbyt przychylnie.

- To dlatego, że tak mało o Tobie wie, tak mało miałyście dla siebie czasu. Wszystko się dzieje w podświadomości.

- Mylisz się. Ma podstawy, by tak o mnie mówić. Nie byłam dobrą matką.

- Dlatego aż tak boisz się tego spotkania?

- Nie boję się go. Jestem w stanie przyjąć wszystko, co się zaraz stanie. Co czuję…? Żal. I niepewność, czy faktycznie dobrze robię, angażując to spotkanie.

- Nie waż się myśleć inaczej - odparł poważnie Winston. Na twarzy Any pojawił się mały uśmieszek.

- Czy to aby nie ty przed chwilą pytałeś się mnie, czy jestem pewna realizacji tego spotkania?

- Uważasz, że przez ten cały czas nie odzywałaś się do niej dla jej dobra, rozumiem to… ale musisz zrozumieć, że to już nieaktualne - kontynuował, jakby ignorując to, co przed chwilą powiedziała. Uśmiech na twarzy Any momentalnie zniknął.

- A co ty możesz wiedzieć… - powiedziała beztrosko Ana.

- Nie spotykałaś się z nią, bo byłaś przekonana, że nie jesteś jej warta po tym co zrobiłaś… ale prawda jest taka, że cały czas od tego uciekałaś. Co jeśli ona mówi te wszystkie rzeczy tylko dlatego, że czuje, że gdzieś tam jesteś i masz możliwość spotkania się z nią, ale tego nie robisz? I z tego powodu tak ubolewa? - Ana zamilkła, podczas gdy słowa Winstona powoli w nią wsiąkały. Zastanawiała się nad tym nie raz. I miała szczerą nadzieję, że tak to właśnie wyglądało. Chciała, żeby to okazało się prawdą. Marzyła o tym, by w końcu spotkały się, wyjaśniły sobie parę rzeczy… i by Fara jej wybaczyła. Piękny scenariusz. Ale nie przyzwyczajała się do niego. Życie oduczyło ją takich rzeczy - Kto wie, może nawet dołączy do Overwatch? - Zanim Ana zdążyła otworzyć usta, Winston kontynuował - Wiem, że uważasz to za fatalny pomysł… ale czemu? Przecież Overwatch to już nie to samo co kiedyś. Chciałaś ją bronić przed tym, co sama przeżyłaś… ale czy to jest jeszcze aktualne? - 'Jest' - pomyślała Ana - 'Tylko tego nie zauważasz' - Zastanów się nad tym.

- Zastanowię, dzięki - odpowiedziała sucho.


Mimo, że Fara nie mogła narzekać na niską płacę, to jednak jej dom nie był najwyższych lotów. Zwyczajne mieszkanie przy niezbyt ruchliwej drodze, przy setce innych podobnych budynków. W sumie nawet sprawiał wrażenie, jakby był zamieszkany przez kogoś biedniejszego od przeciętnego obywatela Egiptu. Mimo, że można to zinterpretować na kilka sposobów, np w ten, że zbyt rzadko bywała w domu, by się tym przejmować, to Ana pomyślała, że Fara po prostu lubi żyć skromnie. Taką ją zapamiętała i miała nadzieję, że to to.

- Jesteś pewien, że tu jest?

- Na sto procent. Z dokumentów Helix wiem, że ma teraz przepustkę, a kamery przemysłowe doprowadziły mnie dokładnie w to miejsce. O ile nie ma w środku jakiegoś tajnego, podziemnego przejścia… to musi tam być - westchnęła - 'Już czas...' - pomyślała. Powoli podeszła do drzwi. Zacięła się na moment. Zaraz potem ostrożnie podniosła rękę i zapukała. Po chwili usłyszała coraz głośniejsze, szybkie kroki zbliżające się do drzwi. Zanim mogła uformować jakąkolwiek myśl, otworzyły się. Ujrzała ją… po tylu latach. Serce zabiło jej mocniej. W końcu widziała ją na żywo. Nie na hologramach, nie na nagraniach z kamer… ale na własne oczy. Jednak twarz Fary nie wskazywała w żadnym stopniu na żadne zaskoczenie. Ale Ana zbyt dobrze ją znała. Wiedziała, że w środku targają nią uczucia… a przynajmniej miała taką nadzieję. Spojrzała się na resztę ciała. Była ubrana w lekko spocony podkoszulek i krótkie spodenki. Siwowłosa mimowolnie uśmiechnęła się, o czym zdała sobie sprawę dopiero chwilę później - 'Wypadałoby coś powiedzieć' - pomyślała.

- Cześć - zaczęła. Przez chwilę nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Fara ciągle stała w progu uważnie się jej przyglądając.

- Co tu robisz? - zimno, jakie emanowało z jej głosu spowodowało lekkie, niezauważalne drżenie ciała siwowłosej.

- Fareeho… ja rozumiem, że czujesz do mnie żal... ale chciałam Ci wszystko wyjaśnić - powiedziała kojącym głosem.

- Typowa gadka… - pokręciła głową - Po co tracisz czas? Mogłabyś w tym czasie planować kolejną akcję u boku swoich… przyjaciół - 'Wie' - pomyślała Ana - 'Jasne, że wie… zawsze potrafiła organizować sobie informacje. A dodatkowo stanowisko, na którym jest...'

- Nie chcę dłużej żyć z tą pustką. Nie chcę dłużej żyć wiedząc, że mnie nienawidzisz. Proszę, pozwól mi chociaż wyjaśnić kilka spraw… chcę, byś chociaż zobaczyła mój punkt widzenia - Fara ułożyła usta w dzióbek. Przez chwilę się nad czymś zastanawiała. Zapewne nad tym, jak na to zareagować. Nie odpowiedziała nic. Nie zamknęła też drzwi. Westchnęła i z nieco już naturalniejszym, łagodniejszym, ale i wyraźnie zranionym wyrazem twarzy odwróciła się od matki i weszła do środka. Ana zaraz za nią.


Wnętrze nie prezentowało się wiele lepiej. Pokój był dosyć mały, ale wystarczający na podstawowe meble typu łóżko, szafki i biurko, dodatkowo starczało miejsca na swobodne poruszanie się, w tym także na ćwiczenia. Ale nie tu miała się odbyć rozmowa. Fara przeszła obok sypialni i doszła do kuchni, pełniącej również rolę jadalni. Na środku był mały stół dla około 4 osób, choć krzeseł była tylko dwójka. Ana chciała powiedzieć coś odnośnie jej mieszkania… ale to raczej nie był odpowiedni moment. Oboje zajęły miejsce przy stole, naprzeciwko siebie.

- Słucham. Co masz mi do powiedzenia? - spytała Fara z dużo spokojniejszym wyrazem twarzy.

- Wiem, że masz do mnie żal po tym wszystkim co się stało. Nie byłam zbyt dobrą matką… a to, co zrobiłam po mojej rzekomej śmierci mnie w tym przekonaniu upewniło. Byłam…

- Wiesz, jakie to uczucie? - przerwała Fara - Myśleć przez kilka lat, że jedna z twoich najbliższych osób zmarła, bezpowrotnie… a potem dowiedzieć się, że jednak żyje, w dodatku przez ten cały czas mogła BEZ ŻADNYCH PRZESZKÓD mnie o tym wszystkim powiadomić? Dlaczego? - spytała z nieco załamującym się głosem - Do jasnej… co Cię powstrzymywało? - Na te słowa serce Any przyspieszyło rytm.

- Fareeho… - Siwowłosa przełknęła ślinę - Wplątałam się w wiele nieprzyjemnych rzeczy, chciałam Cię trzymać od tego wszystkiego jak najdalej. Poza tym… - westchnęła - ...doskonale zdawałam sobie sprawę jak Cię traktuję. Ty też to na pewno pamiętasz. Uznałam, że tak będzie najlepiej.

- Nie pozwoliłaś mi zdecydować - powiedziała Fara. Ana nie potrafiła na to odpowiedzieć. Jej córka miała rację. Ale skąd mogła wiedzieć, jak to się potoczy? Chociaż… nie, to głupie pytanie. Doskonale wiedziała. Mimo wszystko te kilka lat temu podejmując tą decyzję nie widziała wielu rzeczy… albo po prostu nie chciała ich widzieć. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak źle to wszystko rozegrała. W zamyśleniu usłyszała odsuwające się krzesło. Spojrzała na Farę. Ta podniosła się i ruszyła w stronę swojego pokoju, owijając ręce wokół swojego ciała, jakby nagle poczuła zimno, a na jej twarzy widoczny był tylko ból, którego tym razem kobieta nie zamierzała maskować. Po chwili zniknęła za rogiem. Nie minęło dużo czasu, a Ana poszła za nią.


Znalazła córkę w sypialni, gdzie siedziała na łóżku z opuszczoną głową. Ostrożnie podeszła do niej i usiadła obok. Trzymała się na dystans.

- Ja wiem, że masz do mnie żal… masz do tego pełne prawo. Przepraszam Cię. Przepraszam Cię za wszystko. Nie wiem, czemu tak postąpiłam… wiedziałam, jak może się to skończyć… ale nie docierało to do mnie. Miałam… blokadę. Nie potrafiłam tego połączyć z rzeczywistością. Odeszłam wiedząc, jak wielki ból zadaję Tobie… ale nie będąc tego świadoma. Mimo, że być powinnam - Fara próbując przetworzyć słowa matki, powoli zaczęła je rozumieć. To była ludzka rzecz. Wiedzieć coś, ale nie łączyć tego z rzeczywistością. Bo nie chce się tego łączyć. Bo umyka jedna, ważna rzecz. Podświadome procesy sprawiają, że człowiek czegoś nie przyjmuje do świadomości, dopóki tego nie doświadczy. Jeśli o to właśnie chodziło Anie… to była w stanie jej wybaczyć. Powoli przysunęła się do matki. Ta zdawała się na to nie reagować. Wtedy Fara powoli położyła głowę na jej ramieniu, oplotła ją rękoma. Ta przez chwilę skamieniała… ale zaraz po tym sięgnęła dłonią do włosów córki i zaczęła je delikatnie głaskać. Do oczu Fary zaczęły napływać łzy. Siwowłosa była przekonana, że w przeszłości, zanim to wszystko się wydarzyło, była okropnym rodzicem… ale Fara pamiętała to inaczej. Tęskniła za matczynym uściskiem, za tym, że każdą ich rozmowę Ana traktowała w poważny sposób. Nie była tak pobłażliwa i delikatna jak ojciec. Ale prawda jest taka, że bardziej ją od niego szanowała. Za to, jak podchodziła do życia. Nie miała z nią żadnych tragicznych wspomnień. Jedyne, za co miała do niej żal, to właśnie za to, że ją opuściła.

- Rozumiem... doskonale rozumiem - zaczęła Fara - Skoro tak stawiasz sprawę… jestem w stanie Ci wybaczyć. Ale… nie opuszczaj mnie. Proszę - Ana zauważyła, jak jej córką roni łzę - Chcę… nadrobić te wszystkie lata. Najlepiej jak się da. Chcę, żebyś udowodniła mi, że zrozumiałaś swój błąd. Zabierz mnie ze sobą

- Słonko… nie mogę. Nie teraz - zanim Fara mogła się spytać czemu, Ana zabrała głos - Jesteśmy teraz… w trudnej sytuacji. Nie mogę tego zrobić.

- Nie odstraszają mnie trudne sytuacje. Przestań się o mnie obawiać, poradzę sobie - siwowłosa uśmiechnęła się lekko.

- Doskonale o tym wiem - Fara uniosła głowę, by spojrzeć matce w oczy.

- Proszę - Ana popatrzyła się na nią. Zobaczyła twarz, której nie sposób było odmówić. Chciała ją zabrać, chciała to zrobić tak bardzo… ale z drugiej strony nie wiedziała, czy Overwatch przeżyje próbę, którą narzucił im Żniwiarz. Otworzyła usta, by jej odpowiedzieć… ale tak naprawdę nie wiedziała co. Popadła w zamyślenie. Nie chciała już urazić córki w żaden sposób. Westchnęła głęboko.

- ...dobrze - Fara otworzyła szeroko oczy. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Mimo wszystkiego, co jej powiedziała, nie spodziewała się.

- Naprawdę? - wyszeptała. Na twarzy Any pojawił się lekki uśmiech.

- Naprawdę - odpowiedziała krótko. Fara przybliżyła się do niej jeszcze bardziej, uścisnęła ją tak mocno, że siwowłosa prawie że zaczęła się dusić. Zamknęła oczy, a jej lekki uśmiech przybrał cieplejszy wyraz.

- Nie zawiodę Cię - Ana powoli uniosła rękę i ponownie zanurzyła ją we włosach swojej córki.

- Wiem, Faro. A ja mam nadzieję, że nie zawiodę... Ciebie.


Siwowłosa była pod ogromnym wrażeniem, że jej córka była w stanie tak po prostu zostawić wszystko i pójść za nią choćby na drugi koniec świata. To była oznaka wielkiego zaufania, na które czuła, że nie zasługuje. Nie zostawiła nawet drobnej notki swoim przyjaciołom… choć z tego co wiedziała Ana, była ona dosyć… oschła. Z nikim nie zaprzyjaźniła się na poważnie, nie mówiąc już o czymś większym. Zapewne więź z tymi ludźmi nie była na tyle silna by dorównać determinacji jaka wykiełkowała w niej zaraz po tym, jak Ana zgodziła się na 'rekrutację'. Tak, determinacji, nie fascynacji. Fara traktowała ten temat śmiertelnie poważnie. Jedyną informacją, jaką zostawiła, była wiadomość do swoich przełożonych, by na nią nie czekali. Oczywiście nadal było to nielegalne, Fara zwyczajnie nie miała prawa zwolnić się z obowiązków w ten sposób. Ana była przekonana, że chociaż do tego aspektu swojego życia jej córka była bardziej przywiązana… ale wyglądało na to, że nie. Lubiła myśleć, że to właśnie przez to, że nagle to ona pojawiła się w jej życiu. Przyjemna myśl.

- Gdzie jedziemy? - usłyszała w końcu głos Fary. Już od dłuższego czasu pędziły na śmigaczu, żadna z nich się nie odzywała.

- Mam wynajęte mieszkanie niedaleko wybrzeża. Tam się zatrzymamy i wytłumaczę Ci wszystko.

- Myślałam, że lecimy do głównej bazy operacyjnej. Gibraltar straciliście… ale sądziłam, że znaleźliście coś nowego - Ana westchnęła. W tym momencie Fara poczuła, że stało się coś niedobrego.

- I tak… i nie. Wszystko wyjaśnię Ci na miejscu. Teraz… nie mam ochoty, żeby o tym rozmawiać.

- Rozumiem.


Tymczasem na King's Row...

- No proszę, kogo my tu mamy! - usłyszała głos Amy, kiedy weszła do środka - w końcu postanowiłaś nas odwiedzić? - Lena uśmiechnęła się ciepło podchodząc do niej.

- Mnie też miło Cię widzieć - uścisnęła przyjaciółkę, która od razu odwzajemniła gest.

- Mnie też… minęło kilka miesięcy, co?

- Byłoby kilka godzin gdybyś wczoraj wpadła do pubu - powiedziała z nutką zaczepki w głosie.

- Tak… - Amy popatrzyła się na nią - ...przepraszam za to. Zapomniałam o jednej rzeczy, kiedy się umawiałam… a potem nie miałam jak Ci tego przekazać.

- Nie szkodzi. Ale w zamian musisz dziś wpaść do mnie do domu. - Zanim Amy mogła otworzyć usta, Lena jej przeszkodziła - Nie przyjmuję odmów! - Kobieta przegryzła wargę.

- Dobra, niech będzie. Jedna rzecz mnie ominie… ale co tam. Ważne, że w końcu będziemy miały okazję normalnie porozmawiać.

- Dokładnie - Lena rozejrzała się dookoła - Czy to tylko błędne wrażenie, czy znalazłaś więcej wolontariuszy? - Na twarzy Amy pojawił się szeroki, ząbkowaty uśmiech.

- Nie inaczej. Po twoim odejściu było dosyć ciężko. Dla nas wszystkich. Potrzebowałam pomocy… która niespodziewanie nadeszła. Emily już znasz. Dołączyła kilka dni później. Nie spędza tu co prawda strasznie dużo czasu… ale pomaga, jak może. To widać. Udało jej się znaleźć kilka osób chętnych do wolontariatu. To podtrzymało na duchu wszystkich w ośrodku. Zyskałam więcej wolnego czasu i postanowiłam, że zrobię to samo, co ona. Zacznę szukać. Paru się znalazło. Od tamtego czasu wszystkim nam lżej... choć niestety zaczyna brakować fizycznego miejsca dla nowych potrzebujących. Ale myślę, że mam już rozwiązanie. Więc chyba nie skłamię, jeśli powiem, że lepiej nigdy nie było - Lena energicznie kiwnęła głową. Mimo, że nie okazywała tego za bardzo, było widać po wyrazie jej twarzy, że jest zadowolona. Amy poczuła się dumna - Aaaa... jak tam w ogóle przeszło spotkanie? Wczoraj Emily strasznie późno wróciła.

- Świetnie! - Na twarzy Leny pojawił się szeroki uśmiech.

- Serio…? Nie było jej tak długo… myślałam, że…

- Zagadałyśmy się. Wiesz, świetny lokal, miła atmosfera, trochę alkoholu… no i, przede wszystkim, świetna towarzyszka! Nie wyobrażasz sobie, jak dobrze nam się rozmawiało… - Lena westchnęła z utęsknieniem - Niesamowity wieczór.

- Oj… - Amy uśmiechnęła się figlarnie - Ciekawe, ciekawe… bardzo ciekawe.

- Hej, no co?!

- Nic nic… - z jej twarzy nie zszedł diabelski uśmieszek.

- Czy ty coś sugerujesz?

- Skąd - nagle Amy wydała się strasznie zainteresowana dokumentami leżącymi na stole. Wtedy zapadła cisza, podczas której brunetka zapadła w lekkie zamyślenie. Powróciła do tych wspaniałych wspomnień ze wczorajszego spotkania z Emily. I zaczęła się nad czymś poważnie zastanawiać.

- Może i masz rację… - odparła Lena ze spokojem w głosie i lekkim uśmiechem na twarzy - Może… nie wiem. Tylko że… - zacięła się.

- Rozumiem.

- Wiesz coś o tym? - Amy pokręciła głową.

- Nie. Nigdy o tym nie rozmawiałyśmy. Nie chciałam wtrącać się w pewne sprawy.

- Słusznie. Cóż… zobaczymy, jak to się potoczy. Najprawdopodobniej koniec będzie taki, że zostaniemy przyjaciółkami… jakkolwiek to nie brzmi - zaśmiała się.

- Tobie szczęście zawsze dopisuje. Kto wie… może akurat ona będzie w stanie coś do Ciebie poczuć… a jeśli tak, już na pewno czuje. Jak tu nie lubić kogoś takiego jak ty - puściła jej oczko - Będę trzymała za was kciuki.

- Nie tak szybko! Spędziłyśmy razem tylko jeden wieczór… zupełnie jak Hans z Anną, a dobrze wiesz, jak to się skończyło! - Amy zaśmiała się krótko.

- Jasne. Musicie się lepiej poznać. Pewnie już podczas wspólnych momentów znajdziesz wszystkie odpowiedzi.

- Tak… bylebym ich nie nadinterpretowała.

- Bez przesady…

- Gdybyś widziała mnie na tym spotkaniu, zmieniłabyś zdanie - Amy przekręciła oczami - Dobra, w każdym razie… potrzebujesz w czymś pomocy?

- Nie. Jak już mówiłam, nasz 'personel' został trochę powiększony. Teraz każdy może odsapnąć.

- Na jak długo?

- Dobre pytanie. Być może początkowy entuzjazm szybko im minie. Ale nie martwmy się tym na zapas.

- Pamiętaj, że jeśli znajdę na was czas, zawsze pomogę.

- Pomożesz? Bez Ciebie ten ośrodek by przecież nie istniał!

- Czepialstwo - Lena puściła jej oczko - Dobra, w każdym razie… dzięki za rozmowę. czekam dziś na Ciebie wieczorem - Amy westchnęła.

- Przyjdę, obiecuję - Brunetka dała jej lekki uśmiech, pośpiesznym krokiem ruszyła w stronę drzwi machając przyjaciółce na pożegnanie.


Dzięki wielkie za czytanie. Jak zawsze, wszelkie porady, uwagi i ogólnie rzecz biorąc komentarze są mile widziane :)