ROZDZIAŁ 7
"WHERE'S BELLA?"

Edward POV

Jestem totalnie zażenowany. Ale przynajmniej znajduję się w tej samej sytuacji, co oni. Nie mogę uwierzyć, że mama na nas nawrzeszczała, pomimo tego iż wiedziała, że tą wycieczką chcieliśmy zaimponować dziewczynom! Byliśmy tym wszystkim okropnie zawstydzeni, a gdy tylko drzwi się zamknęły, usłyszeliśmy śmiech. Następnie udaliśmy się do kuchni, a tam usłyszałem:

- Teraz chłopcy zabierzecie dziewczyny na lody... już.

- Tak jest - odpowiedzieliśmy zgodnie, a dziewczyny cicho zachichotały.

Wsiedliśmy do "pułapki śmierci", jak nazwała jeepa Bella, ale tym razem Rosalie prowadziła. Było to częścią naszej kary. Dla mnie i Jaspera nie miał znaczenia fakt, że Rose siedziała za kółkiem, ale dla Emmetta tak. Oni prawie pobili się, o kluczyki!

Pojechaliśmy do lodziarni i złożyliśmy zamówienie. Rosalie wybrała sernik z borówkami ( ohyda! ), Alice jakiś deser, który nazywał się "Skaliste drogi", Bella "Czekoladową śmierć", a Emmett "Waniliową równinę" co mnie zaskoczyło, ponieważ nigdy tego nie jadł. Jasper zdecydował się na czekoladowe chrupki, natomiast ja na czekoladowo - miętowe chrupki ( mniam! ).

- Jak wy możecie to jeść? - zapytała Bella, patrząc na nasze zamówienia.

Wzruszyłem ramionami.

- To naprawdę jest dobre - uśmiechnęła się i przewróciła oczami. Alice pochyliła się i szepnęła mi do ucha.

- Jeśli planujesz pocałować Bellę, to na twoim miejscu bym tego nie jadła - prawie spadłem z krzesła, a Alice dostała ataku śmiechu. Każdy na nas spojrzał i bezgłośnie powiedział "szaleniec", machając ręką.

Bella skinęła dłonią, by wszystkich uciszyć, a następnie odwróciła się i posłała mi uśmiech, na widok którego moje serce zaczęło bić szybciej. Poszliśmy za Rose, ponieważ dziewczyna nie pozwoliła prowadzić żadnemu z "idiotów Cullenów", bo nie chciała żebyśmy zabili ją i jej najlepsze przyjaciółki. Zanim wskoczyłem, do jeppa, zwróciła się do mnie i powiedziała:

- Ona naprawdę cię lubi - potem odeszła, zostawiając mnie z milionami pytań!

Pojechaliśmy do naszego domu, poszedłem prosto do mojego pokoju i opadłem szybko na łóżko. Miałem najlepszy sen, w którym moje marzenia o Belli się spełniły, a ona zamiast mówić do mnie Edward, powtarzała mój Edward.

Obudził mnie sygnał wiadomości.

Cześć Edward, zostawiłam może u was w domu, lub w "pułapce śmierci" kurtkę?

Tak, w naszym jeppie!

Ej, nie obwiniaj mnie za to przezwisko dla samochodu. Sami sobie na to zapracowaliście.

Mudding ci się spodobał. Musisz to przyznać!

Nieprawda, nie polubiłam tego!

Polubiłaś!

Nie.

Tak!

NIEEE!

Ok, ok. Ale następnym razem na pewno będzie fajnie!

Następnym razem? Musisz być chyba szalony, jeśli myślisz, że wsiądę jeszcze raz do tej PUŁAPKI ŚMIERCI i to na dodatek jeżeli jeden z was będzie prowadził. NIGDY!

To rani, Bells .. :(

Tak, na pewno jesteś teraz bardzo zraniony.

Jestem naprawdę.

Nie jesteś.

Jestem.

Nie.

Ok, może nie aż tak bardzo, ale w pewnym stopniu tak.

Ok, wierzę ci.

Serio?

Serio.

To dobrze.

:)

Więc, co dziś robisz?

Ughh, idę na zakupy z Alice i Rose. Musimy kupić sukienki na tańce.

Och, a kiedy one są?

Za tydzień.

W porządku. Ej, może zobaczymy się w centrum handlowym, ponieważ powiedziałem Emmettowi o balu, a on przestraszył się, że nie ma odpowiedniego ubrania. LOL.

Więc do zobaczenia, Edwardzie.

Do widzenia Bello.

Bella POV

Pojechałyśmy do centrum handlowego i zaczęliśmy szukać dla siebie stroju. Była taka niepisana zasada, że gdy już idziemy na zakupy, to zawsze najpierw szukamy stroju dla kogoś, a na końcu dla siebie. Dla mnie najlepszą częścią jest znalezienie w końcu czegoś dla siebie. Choć zawsze miałam więcej zabawy z Alice i Rosalie, gdy czegoś szukałyśmy; one są zupełnym przeciwieństwem mnie. Alice lubi wszystko, co różowe lub jasno -zielone z falbanami i czymś takim. Natomiast Rose preferuje czerwone, lub czarne suknie, które odsłaniają skórę na plecach. Ja wolałam proste, niebieskie rzeczy.

Właśnie podeszła do mnie Alice, a na rękach miała pełno sukienek i dodatków. Nie zdążyłam nawet dokładnie zobaczyć jej twarzy, ponieważ złapała mnie w tali i pociągnęła ze sobą.

- Jestem przekonana, że znalazłam dla ciebie odpowiedni strój! - piszczała. - Został już ostatni, więc musisz go przymierzyć.

Roześmiałam się, oczywiście teraz będziemy przez cały czas się przebierać. Chwyciłam wszystkie swoje rzeczy i wraz z przyjaciółkami udałam się do przebieralni.

Miałyśmy zostać w kabinie, dopóki nie będziemy gotowe. Alice liczyła do trzech, a wtedy wychodziłyśmy z przebierali na korytarz. Zakładałam niezliczoną ilość sukienek, ale żadna nie była "tą jedyną". Wreszcie Alice podała mi ostatnią, ale nie mogłam spojrzeć w lustro. Czekałam, aż Alice zacznie liczyć.

- Raz, dwa, trzy! - i wszystkie wyszłyśmy z przymierzalni.

Rose1 miała na sobie różowo-bordową sukienkę bez ramiączek. Wyglądała pięknie, można by pomyśleć, że kreacja została uszyta specjalnie dla niej. Pod biustem była ściśnięta, obszyta różnymi diamencikami i kamieniami szlachetnymi. Sięgała jej do kolan.

Natomiast Alice2 założyła lekko różową sukienkę, również bez ramiączek. Byłam zaskoczona, ponieważ nigdy nie wybierała takich prostych rzeczy. Miała dekolt i przepaskę na tali, czyli to, co moja przyjaciółka najbardziej lubiła. Dekolt jej sukni składał się z kilku warstw materiału tego samego koloru. Wyglądała w niej, jak mała wróżka.

Alice była w połowie tańca szczęścia, gdy w końcu zwróciła na mnie uwagę.

- Bella! Spójrz na siebie!

Przejrzałam się w lustrze ze trzy razy. Suknia byłą niesamowita.3 Jedwabna, niebieska i kończyła się nad kolanem. Na górnej części połyskiwały delikatne diamenciki. To było to!

- OmójBoże! Kocham ją! - zwróciłam się do moich dwóch przyjaciółek.

- Mówiłam ci! Edward będzie zachwycony! - uśmiechnęła się Alice. Zarumieniłam się i szybko zmieniłam temat.

- Więc, które sukienki wy kupujecie?

- Zdecydowanie biorę tą - poinformowała mnie Rosalie. - Bella, czemu zawsze tak jest, że możesz znaleźć perfekcyjną sukienkę dla każdego, a nigdy nie możesz się zdecydować, gdy wybierasz coś dla siebie?

- Po prostu mam ten dar - uśmiechnęłam się do Rose.

- Musisz ją wziąć! Edward na pewno będzie nią zachwycony na waszej randce... - ciągnęła Alice. Czekaj ... co?

- Alice, co ty przed chwilą powiedziałaś? - posłałam jej zdziwione spojrzenie, a potem zobaczyłam jak oczy Rose się rozszerzają.

- Nii-c. Mówiłam, uhh... że Edward może... chyba się spóźnia - to, co powiedziała teraz jeszcze bardziej mnie zmieszało.

Dlaczego Edward się spóźnia? Czemu w ogóle ją to obchodzi?

- Taa, wiesz... Edward po prostu zawsze... jest punktualny - roześmiała się nerwowo Rose.

- Okayyyyy - byłam już całkowicie skołowana. - Nie rozumiem, o co w ogóle wam chodzi.

- Och, o nic. Ja po prostu głośno myślę - powiedziała Alice, wchodząc ponownie do swojej kabiny.

Szybko się przebrałam i poszłam do kasy, zapłacić za sukienkę. Alice i Rosalie stały w kolejce za mną.

- Więc, Bella zaprosił cię już ktoś? - zapytała Rosalie.

- Właściwie tak, ale nie ta osobą, o której marzę...

- Kto cię zaprosił?

- Tyler Crowley... Powiedziałam mu, że się zastanowię, że nie tańczę najlepiej i w ogóle, a potem odeszłam.

- Dlaczego nie powiedziałaś NIE? On podkochuje się w tobie od 5 klasy, no wiesz nie... - musiałąm im po prostu powiedzieć, że od początku czekam, aż Edward mnie zaprosi.

- Ponieważ... ja nie wiem... miałam nadzieję... że może... ! - powiedziałam szybko ostatnie słowa i miałam

nadzieję, że tego nie zrozumiały.

- OOO tak! - uśmiechnęła się. - Czyżbyś ty coś do niego?

- Nie! Rose! Ja go po prostu lubię.

- Czyli nie o to chodzi? - spytała niewyraźnie.

- Nie. Ok, on nie wie, że totalnie wariuję na jego punkcie. Nie chcę, by sobie coś o mnie pomyślał - podeszłam do kasy.

Zdawało mi się, że usłyszałam "Nie, prawdopodobnie byłoby na odwrót...", ale nie miało to dla mnie znaczenia, więc zignorowałam to i zapłaciłam za sukienkę.

Edward POV

- Eddie, no dawaj! Nie chcę dojechać do centrum, jak już niczego nie będzie! - krzyknął Emmett. Wariował odkąd mu powiedziałem, że za tydzień są tańce. Cały czas myślał o tym, jak ma zrobić wrażenie na Rosalie. Kiedy wrzeszczał, właśnie zamykałem drzwi mojego pokoju.

- Już idę! Emm potrzebujesz jedynie jakieś tam koszuli.

- Nie jakieś tam koszuli! Koszuli, która sprawi, że Rosalie mnie pokocha! - uśmiechnął się.

- Tak, Rose na pewno nie będzie w stanie złapać oddechu, kiedy... zobaczy cię w koszuli - dodał sarkastycznie Jasper.

Pojechaliśmy do centrum handlowego i od razu zauważyłem zaparkowany, czerwony kabriolet Rosalie. Emmett oczywiście zatrzymał się obok niego i wyskoczył na zewnątrz.

- Więc, zapytałem Alice, czy pójdzie ze mną na tańce... - powiedział mi Jasper.

- Kiedy?

- Gdy wszyscy poszliście zamówić lody, siedzieliśmy sami, więc po prostu... zapytałem.

- Skąd ty o tym wiedziałeś? Ja sam dopiero dziś się o tym dowiedziałem.

- Plakaty są porozwieszane w całej szkole.

- Och... - powinienem to zauważyć.

- No ale na razie tylko ty o tym wiesz. Chciała, żeby to było tajemnicą, dopóki ty nie umówisz się z Bellą, a Emmett z Rose.

- Co?

- Wiem o tym, że Emmett zamierza zaprosić Rose. I uznaliśmy, że ty pewnie chcesz Bellę... albo, że nie chcesz?

- Nie! Oczywiście, że chcę. Tylko... czy ona chciałby pójść ze mną?

- Edward! - uderzył mnie mocno w głowę. - Ty naprawdę jesteś taki głupi?

- Oj! Chyba nie.

- Jestem pewny, że cię lubi! Choć słyszałem, że Tyler zaprosił ją już w piątek.

- Tyler? - byłem na niego wściekły, w końcu Bella niedługo - miała - być - moja!

- Tak, ale powiedziała mu, że się zastanowi. Lepiej się pośpiesz i poproś ją, żeby z tobą poszła, zanim zrobi to ktoś inny.

- Dobra! Idę ją znaleźć - pobiegłem szybko do centrum.

Otworzyłem drzwi tak mocno, że aż kilku ludzi na mnie spojrzało. Zauważyłem Emmetta i Rose.

- Tak - usłyszałem krzyk Rosalie, gdy się do nich zbliżałem. Emmett zamknął ją w swoim niedźwiedzim uścisku.

- Co wy tutaj robicie? - zapytałem, gdy do nich podszedłem.

- Idę na bal z Rosie! - śpiewał Emmett.

- Taa, gratulacje. Tak czy inaczej, nie wiesz może gdzie jest Bella? - nie miałem czasu, by z nimi świętować. Musiałem ją znaleźć.

- Myślę, że poszła po buty z Alice... czemu pytasz? - zapytała, uśmiechając się.

- Bo nie chcę, żeby poszła na bal z Tylerem... - wymamrotałem.

- Co? Edward nie słyszałam - Ugggh, dziewczyny.

- Chciałem zaprosić Bellę na tańce - niemal krzyknąłem.

- Wow, najwyższy czas! Myślałam, że zajmie ci to wieki - odkrzyknęła.

- Eaa, ale myślisz, że powie tak? - zapytałem nerwowo.

- Myślę, że jeżeli ją zapytasz, to się przekonasz - powiedziała z uśmiechem.

- Tak, ale nie chcę dostać kosza... ona jest najfajniejszą, najbardziej niesamowitą i najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. Nie sądzę, by się zgodziła.

- Eddie, no dawaj! - krzyknął Emmett. - Po prostu to zrób! Nigdy się nie dowiesz jaka jest odpowiedź, jeśli z nią nie pogadasz!

- Ok... już idę - krzyknąłem, gdy kierowałem się do sklepu z butami.

Bella POV

Właśnie kupowałam złote pantofelki, które doskonale pasowały do sukienki. Zobaczyłam Edwarda, który szybko wpadł do centrum handlowego. Widziałam, jak pędzi do Rose i Emmetta. Wyglądał, jakby na nich krzyczał. Przesunęłam manekina i schowałam się, by móc podsłuchać ich rozmowę.

- Eaa, ale myślisz, że powie tak? - zapytał Edward. Tak? Tak, ale po co?

- Myślę, że jeżeli ją zapytasz, to się przekonasz - powiedziała Rosalie, uśmiechając się.

- Tak, ale nie chcę dostać kosza... ona jest najfajniejszą, najbardziej niesamowitą i najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. Nie sądzę, by się zgodziła - moje serce zamarło, oczywiście Edward chce zaprosić na bal jakąś niesamowitą dziewczynę. Oczywiście, że nie chciał pójść z - tylko - przyjaciółką - Bellą.

- Eddie, no dawaj! - krzyknął Emmett. - Po prostu to zrób! Nigdy się nie dowiesz jaka jest odpowiedź, jeśli z nią nie pogadasz!

- Ok... już idę - odpowiedział.

Upadłam na podłogę przykrytą jakimś brązowym dywanem. Musiałam tam siedzieć dobre dziesięć minut. Powróciłam do rzeczywistości, kiedy zadzwonił mój telefon.

- Halo?

- Cześć Bello, to ja... Tyler.

- O tak, cześć Tyler... co tam słychać? - starałam się mówić jakbym byłą szczęśliwa, ale tak naprawdę nie byłam.

- Nic... ja tylko... chciałem się... dowiedzieć, czy już... przemyślałaś moją... ofertę? No wiesz, tą... dotyczącą... balu.

Siedziałam tam przez chwilę i myślałam o Edwardzie i o dziewczynie, którą chciał zaprosić. Tyler jest moim przyjacielem, więc czemu miałabym mu odmówić? Dodatkowo nie chciałam wyjść na jakąś przegraną, więc...

- Tak! Chętnie z tobą pójdę.

- To świetnie Bello - cieszyłam się, że przynajmniej jego uszczęśliwiłam.

- Słuchaj, bardzo chciałabym pogadać, ale Alice i Rosalie na mnie czekają. Do zobaczenia jutro, tak?

- Oczywiście, Bello. Do zobaczenia.

- Pa - skończyłam z nim rozmawiać i od razu zadzwoniłam do Rose.

- Przyjęłam propozycję Tylera.

- Co?

- Powiedziałam ''tak'', zdecydowałam, że jest dobrym przyjacielem, więc czemu miałabym odmówić? - nie chciałam jej mówić, że usłyszałam ich rozmowę.

- W porządku... jeśli naprawdę chcesz z nim iść...

- Tak, chcę - najwidoczniej Edward nie lubił mnie tyle, żeby zaprosić; dodałam w myślach.

- Idziemy coś zjeść. Jeśli chcesz dołącz do nas.

- Tak, już idę - włożyłam telefon do kieszeni i podeszłam do kasy.

Edward POV

Byłem już w sklepie, ale nigdzie jej nie widziałem. Zadzwoniłem więc do Alice i miałem nadzieję, że jest jeszcze z Bellą.

- Cześć - przywitała mnie Alice. - Zaprosiłeś już Bellę?

- Szukam jej, ale nie mogę znaleźć... wiesz może gdzie jest?

- Nie widziałem jej, ale idziemy coś zjeść. Rose i Emmett już tam są. Zadzwonię do Belli i powiem jej, żeby też przyszła.

- Okay. Pa.

Szedłem żwawym krokiem w stronę pozostałych. Musiałem wyglądać śmiesznie, bo wielu ludzi się na mnie gapiło. Zobaczyłem Rosalie rozmawiającą z kimś przez telefon.

Usiadłem, a ona spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. O co chodzi?

- W porządku... jeśli naprawdę chcesz z nim iść...

Zastanawiałem się, z kim ona rozmawia. Mogłem jednak stwierdzić, że nie byłą zadowolona z decyzji, jaką ten ktoś podjął.

- Idziemy coś zjeść. Jeśli chcesz dołącz do nas.

Wstrzymałem oddech. Czekaliśmy na Bellę. Chwila, czy to oznaczało, że to z nią rozmawiała przez telefon? Czy ona powiedziała "jeśli chcesz z nim iść"?

Rose zamknęła telefon i szepnęła coś do Alice.

- Nie - krzyknęła Alice.

Rosalie tylko kiwnęła głową, a następnie spojrzały na mnie.

- Edward... muszę z tobą pogadać... - to nie brzmiało dobrze.

Podeszły do mnie i zaprowadziły do barierki, skąd można było zobaczyć pierwsze piętro. Dostrzegłem panikę w jej oczach.

- Edward, tak mi przykro... ale Bella powiedziała ''tak'' Tylerowi.

Dobrze, że złapałem się tej barierki, ponieważ przez chwilę wydawało mi się, że zaraz upadnę. Czemu się zgodziła? Dlaczego?

- Dlaczego?

- Nie wiem, powiedziała mi, że przyjęła jego zaproszenie, ponieważ jest dobrym przyjacielem i postanowiła się z nim umówić... - spojrzałem w podłogę. - Myślałam, że chce iść z tobą... naprawdę.

- W porządku Rosalie. Przecież to nie twoja wina. Powinienem poprosić ją wcześniej...

- Edward przecież wiesz, że ona cię lubi! Pamiętaj, to twoje imię wypowiadała przez sen!

- Taak, ale mogła śnić o czymś innym...

- Ale i tak powinieneś ją zapytać.

- Ale przecież idzie już z Tylerem.

- Wiem, że tobie na pewno nie odmówi! Powie tak! Wiem, że tak będzie.

- Nie, Rose. Ona chce iść z Tylerem, inaczej nie powiedziała by mu czegoś takiego - starałem się brzmieć, jakby wszystko było w porządku, choć stało się to trudniejsze, gdy zobaczyłem, że Bella idzie w naszą stronę.

- Ok... chodźmy jeść... - poszedłem za Rosalie. Tego dnia zamieniłem z Bellą dosłownie dwa słowa.

1 .com/rosalie-winter_formal/set?id=11863851

2 .com/alice-winter_formal/set?id=11863230

3 .com/bella-winter_formal/set?id=11863471