PRZYPOMINAJKA:

Harry będą nadal w wojowniczym nastroju prychnął cicho i zamruczał pod nosem:

— „Animozja" to za łagodne określenie.

Potter... — zaczął groźnie Snape, ale przerwał mu stary czarodziej chcąc powstrzymać kolejny spór.

Panowie! Mamy teraz o wiele ważniejsze sprawy niż wasza dozgonna nienawiść. Chyba jesteście tego świadomi? Profesorze Snape'a? Panie Potter?

Dyrektor spojrzał na nich wyczekująco, a to że odezwał się do nich oficjalnie pokazało jak głęboko jest zniecierpliwiony i zawiedziony nimi.

Czarodzieje wykiwali niechętnie głowami, ciągle zezując na siebie złośliwym wzrokiem.

Gdyby spojrzenie mogło zabić, pomyślał z rezygnacją Albus.


ROZDZIAŁ 6


W gabinecie dyrektora Hogwartu od dłuższego momentu panowała nieznośna, dusząca cisza. Atmosfera była namacalnie napięta, chociaż osoby siedzące w pokoju sprawiali wrażenie zrelaksowanych i odprężonych. Czarodzieje nieśpiesznie upijali z filiżanek wciąż parującą herbatę, z pozoru pogrążeni w własnych myślach.

Harry miał wlepiony wzrok w swoją filiżankę i zerkał nieśmiało na dyrektora, sprawdzając czy ten nadal jest rozgniewany. Teraz, gdy opadły wreszcie emocje brunetowi zrobiło się strasznie głupio za rzeczy, które wywrzeszczał przy starszym czarodzieju. Najgorsze było to, że w głębi serca wcale nie wierzył wypowiedziane przez siebie słowa. Przyparty do muru zachował się tak jak spodziewał się tego Snape.

Gryfon zagryzł nerwowo wargę i odłożył filiżankę na stół. Sumienie zaczęło go gryź i bardzo niechętnie przyznał przed sobą samym, iż powinien przeprosić profesora Eliksirów. Pełen obaw spojrzał z boku na mężczyznę, którego zwyzywał od najgorszych szumowin świata.

Jednakże jak zawsze twarz mężczyzny nie zdradzała żadnych emocji, nie było na niej śladu wcześniejszego gniewu, złości czy nienawiści. Harry miał wrażenie, że siedzi obok człowieka, któremu dementor wyssał duszę.

Zdezorientowany nastolatek zmarszczył brwi. Nie rozumiejąc dokładnie czemu ogarnął go smutek i nostalgia. Snape momentalnie przeniósł wzrok na niego.

Obserwowali siebie przez chwilę zanim czarne oczy zabłyszczały złośliwym blaskiem, a cienkie usta wykrzywiły się w ironicznym uśmieszku. Harry doskonale znał tą minę i spiął się oczekując kąśliwej uwagi.

Ale nic takiego nie nastąpiło. Mistrz Eliksirów odwrócił się gwałtownie jakby porażony prądem.

— Macie ochotę na coś słodkiego? Tiramisu jest szczególnie wyborne. Nigdy nie potrafię mu się oprzeć — powiedział się pogodnie Dumbledore patrząc na nich wyczekująco i z radosnymi iskierkami w oczach.

W tym jednym momencie wszystko wydawało się wrócić na swoje miejsce, a nieprzyjemna atmosfera pękła i znikła jak mydlana bańka.

Przynajmniej w jednej sprawie są zgodni, pomyślał Albus, gdy jego ulubieni chłopcy zaprzeczyli łakociom.

— W takim razie przejdźmy do konkretów naszego spotkania – zaproponował stary czarodziej.

Snape westchnął niecierpliwie i wywracając oczami mruknął pod nosem: „Chwała Merlinowi". Harry usłyszawszy to nie mógł powstrzymać uśmiechu. Nie miał nic przeciw Dumbledore'owi, gdy nikim nie manipulował i nie wtrącał się w cudze sprawy. Niestety jego zdolność do owijania w bawełnę była zazwyczaj denerwująca.

Albus podpał głowę na dłoniach i obserwował ich przenikliwym wzrokiem.

— Musicie zrozumieć. Obaj – zaczął tonem, nie znoszącym sprzeciwu. — Tego paktu w żaden możliwy sposób nie da się oszukać. Więź musicie zbudować na szczerości i wzajemnym zaufaniu, inaczej do niczego nie dojdziecie.

Harry wiedział, że czarodziej ma rację. Jednakże nie mógł pozbyć się wątpliwość. Snape przenigdy się przed nim nie otworzy, i on sam raczej nie zdobędzie się na odwagę, aby zwierzyć się Mistrzowi Eliksirów. Któryś z nich musiałby wykonać pierwszy krok.

Prędzej wydłubie oczy wszystkim Gryfonom na świecie, pomyślał zirytowany Snape patrząc spode łba na dyrektora.

Albus wyobrażał sobie, że od razu wpadną sobie w ramiona i będą z Potterem szczęśliwą rodziną. Wcześniejsza kłótnia w biurze była doskonałym przykładem, że chłopak nigdy mu nie zaufa.

Dyrektor Hogwartu wyprostował się i odezwał się śmiertelnie poważnym głosem:

— Jeśli nie wykażecie w stosunku do siebie zrozumienia. Nie wysilicie się choć trochę, aby pokonać wzajemną niechęć... To równie dobrze mogę zabić Harry'ego tu i teraz. Gdy zawiedziecie skutek będzie ten sam. Harry umrze i to w bolesny sposób. Wraz z nim zniknie szansa na wygranie wojny z Voldemortem. Polegną miliony czarodziejów w bezskutecznej walce ponieważ WY nie daliście sobie szansy. Stawka jest o wiele większa niż wasze szczęście. Od was zależą przyszłe losy świata.

Brunet momentalnie przypomniał sobie słowa dyrektora sprzed paru nocy:

Obaj zasługujecie na szczęście."

Harry zacisnął dłonie w pięści na kolanach, ściskając z całych sił materiał spodni. Chciał stąd uciec, jak najdalej od właściciela biura. Najdalej od kłamcy. Dumbledore znowu go oszukał, a tym razem ból zdrady zabolał mocniej. Jak zawsze chodziło o Voldemorta i wygranie wojny. On jako zwykły Harry się nie liczył. Dyrektor nie przejmował się nim. Dbał jedynie o Wybrańca i Toma, który okazał skazą w jego idealnej przeszłości.

Harry unikał przenikliwych błękitnych oczu, ponieważ wiedział, że jak tylko ich spojrzenia się spotkają to Dumbledore wyczyta z niego każdą emocję.

— Wybaczysz dyrektorze – odezwał się niespodziewanie Snape wychylając nieznacznie w stronę Albusa. — Jeżeli będę starał się naprawić moją relacje z Potterem to dlatego, abyśmy się nie pozabijali nawzajem i współegzystowali względnie spokojnie.

— Severusie, nigdy nie-

— Również rozwój emocjonalny więzi dotyczy tylko mnie i chłopaka. Zatem sugeruje, abyś ograniczył wścibstwo do minimum — wycedził niezwykle cichym i groźnym głosem.

Snape w duchu zwyzywał wszystkie znane mu bóstwa. Powinien ugryź się w język, a teraz Potter patrzył się na niego jak w obrazek swoimi wielkimi zielonymi gałami. Na dodatek cholernie irytujący pryk poddawał go swojej psychoanalizie, widocznie nie spodziewał się takiej reakcji.

— Mam na uwadze wasze dobro, Severusie – powiedział dyrektor z uśmiechem na twarzy. — Dlatego czasami musicie wybaczyć staremu czarodziejowi brak taktu, dobrze?

Inaczej mówiąc nadal będzie się wtrącał, pomyślał wkurzony Mistrz Eliksirów z trudem powstrzymując kolejne zirytowane prychnięcie.

Potter przynajmniej nie uwierzył w brednie Dumbledore'a. Również w żadne sposób nie odpowiedział na pytanie zadane przez manipulacyjnego starca. Zielone oczy chłopaka błyszczały wyzwaniem i cała jego postawa reprezentowała jedno: spróbuj mnie przekonać.

Gdyby cholerny Wybraniec tylko pomyślałby, aby tak na niego popatrzeć to Gryfoni do końca roku szkolnego nie uzyskaliby ani jednego punktu.

Mimo wszystko Snape poczuł zadowolenie. Tym razem Albus przegrał rundę w swojej grze, musiał się wycofać. Potter już nie jest małym zaślepionym dzieciakiem, który wierzył w każde słowo dyrektora. Ma swój własny rozum, niezbyt wielki co prawda, ale zaczyna coraz więcej dostrzegać.

— Dyrektorze, może będziemy kontynuować? Chyba, że to już wszystko? — zapytał niemrawo chłopak.

— Oczywiście, nie chce marnować więcej czasu – odpowiedział Albus pogodnym tonem, lecz mężczyzna wyczuwał wręcz parujące z niego niezadowolenie.

Po tylu latach współpracy z szanownym starcem i odwalaniem za niego brudnej roboty zaczął rozpoznawać jego pokerowe twarze. Kiedy dyrektor nie pokazał żadnej chęci, aby prowadzić dalszą rozmowę, Snape zaczął bębnić palcami w biurko po czym warkną:

— Więc?

— Jestem w posiadaniu pewnych informacji i jeżeli okażą się prawdziwe zdobędę zwój, który skrywa informacje o pradawnej magii — zaczął z powagą dyrektor.

Harry wyprostował się na krześle i zaczął z uwagą słuchać rozmowy. Miał nadzieje, że czarodziej w końcu przekaże im jakieś informację.

— Tymczasem musicie kierować się instynktem i czystą potrzebą. Nie ignorujcie szepczącego głosu w sercach i przeczuć. Stąpacie teraz po cienkim lodzie. — Albus spojrzał ostro na profesora. – Zapewne Harry będzie potrzebować mnóstwo twojego wsparcia i zapewnienia. Nie zawiedź go, Severusie.

Już widzę jak Potter, leci się do mnie wyżalić, pomyślał mężczyzna zaciskając usta w cienką linię.

— A ty Harry musisz uwierzyć, że Severus ma na uwadze twoje dobro i słuchać jego rad – zakończył dyrektor, a oczu błyszczały mu z radości.

Snape poczuł jak nastrój ogromnie mu się pogarsza.

Jasna cholera, z czego stary dziad się cieszył?

— To chyba wszystko. Dowiedzenia panowie. Severusie wpadnij do mnie jutro na herbatkę. Harry jakbyś miał pytania, profesor Snape z pewnością Ci na nie obficie odpowie – pożegnał się rozradowany czymś Albus, nie zważając na wlepione w niego mordercze czarne oczy.

— Dobrze, proszę pana – odparł grzecznie chłopak zerkając niepewnie na Mistrza Eliksirów.

Zimne jak lód oczy powolnie skierowały się na Pottera.

Harry nawet bez legilimencji zrozumiał co chciał mu przekazać Snape. To była obietnica ogromnej ilości bólu, jeżeli ośmieli się o coś zapytać. Nastolatka trochę ukuła taka reakcja, chociaż nie wiedział czego się spodziewał, bo to przecież był Snape. Wredny, zgryźliwy, syczący jadem Mistrz Eliksirów, który nienawidził... cóż praktycznie wszystkiego i każdego.

Czarodzieje związani więzią równocześnie zerwali się z krzeseł kierując w stronę wyjścia z gabinetu. Chcieli jak najszybciej uciec od swojej i dyrektora obecności. Do drzwi dotarli w tym samym momencie i przez chwilę patrzyli na siebie wyzywająco, który z nich ma przejść pierwszy. W końcu Snape warknął i wymijając nastolatka zaczął schodzić w dół. Rozeźlony Harry zaklną cicho pod nosem i udał się za profesorem.

Albus Dumbledore z rozbawieniem oglądał dwóch czarodziejów. Żałował tylko, że nie zdali sobie sprawy jak doskonale pasują do siebie. Gdy zniknęli w przejściu usłyszał jeszcze głos Severusa przepełniony złośliwą satysfakcją:

— Minus pięćdziesiąt punktów za przeklinanie, Potter.

XXX

Harry buzował ze złości.

Oczywiście Wredny Dupek nie mógł się powstrzymać i musiał odjąć punkty. Co prawda trochę się dziwił, że nie zrobił tego wcześniej. Na przykład gdy wyzywał go od zdrajców, morderców i najgorszych mend na świecie.
Kto normalny odejmuje, aż pięćdziesiąt punktów za jedno wyszeptane „cholerny dupek"!

Wyszli już z gabinetu dyrektora, a nastolatek ciągle piorunował wzrokiem profesora. Snape na odmianę kompletnie go ignorował i nie uznawał jego obecności.

Szli pustym korytarzem, a odgłosy ich kroków odbijało echo, sprawiając nie miłe wrażenie jakby ktoś ich śledził. Harry'ego przeszły nieprzyjemne ciarki i przyśpieszył kroku równając się z profesorem. Jednakże uczucie bycia prześladowanym nie chciało go opuścić. Przyspieszył jeszcze bardziej, oddech zaczął mieć nierówny, poczuł lodowaty chłód. Korytarz ciągnący się przed nim zaczął się zwężać i rozmazywać przed oczami. Zacisnął mocno powieki.

— Potter!

Otworzył ponownie z trudem oczy i spróbował skupić się na otoczeniu. Miał wrażenie jakby wynurzył się z otchłani. Zdał sobie sprawę, że przylega plecami do zimnej ściany, a Snape trzyma go mocno za ramiona.

Jak do tego doszło?

Nie pamiętał co się przed chwilą wydarzyło, zamknął na chwilę oczy i...

— Potter – powiedział Snape chwytając go za podbródek. — Spójrz na mnie.

Harry automatycznie zastosował się do rozkazu profesora podnosząc na niego mętnym wzrok. Nie spodziewał się jednak, że mężczyzna stoi tak blisko niego. Wpatrywał się prosto w ciemne oczy, które choć raz skierowane na niego nie błyszczały złością czy irytacją.

Snape przez chwilę, która zdawała się być wiecznością, tylko na niego patrzył. Po czym naglę cofnął się i zapytał poważnym głosem:

— Co się stało?

Nastolatek westchnął i potarł z roztargnieniem czoło zanim powiedział z frustracją:

— Nie wiem.

Spodziewał się, że Snape nie będzie zadowolony z takiej odpowiedzi i zaraz poleje się fala obraz. Ten jednakże tylko mruknął „hm", stukając palcem w policzek i bacznie go oglądając. Poczucie bycia tak badawczo obserwowanym było trudne do zniesienia.

— Co mi się stało? — zapytał Harry po dłuższej cichy.

— Wydaje się, że będziesz musiał ponownie odwiedzić panią Pomfrey.

— Nie chce iść znowu do szpitala — powiedział żałośnie nastolatek.

— Nie ty będziesz o tym decydował.

— A pan ma prawo? To pana nie dotyczy.

— Jestem teraz za ciebie odpowiedzialny, głupi dzieciaku! — wycedził wkurzony i zarazem irytowany mężczyzna. — Zdawało mi się, że dyrektor w bardzo przejrzysty i wyraźny sposób wytłumaczył to tobie.

Harry oblał się rumieńcem. Zawsze gdy myślał, że pojawia się szansa na dogadanie z Dupkiem Hogwartu ten na każdym razem zaczynał sypać obelgami. Czy Snape nie potrafił udzielić odpowiedzi w normalny sposób? Z drugiej strony to, że w ogóle odpowiedział było sporym osiągnięciem.

Nagle na twarzy Harry'ego powoli pojawiła się realizacja.

Oczywiście, więź.

Jeżeli Snape faktycznie zamierza podejść do ich zagadnienia poważnie, to jak najbardziej ma obowiązek dbać o jego zdrowie. Nastolatek poczuł się zakłopotany, nie uważał, że profesor będzie brał to pod uwagę. Dursleyowie jako opiekunowie mieli to gdzieś.

— Ah... no tak, racja — wymamrotał pod nosem unikając oczu mężczyzny jak ognia.

Severus westchnął cierpiętnico, czemu musiał mu się trafić z tysiąca uczniów w Hogwarcie akurat Potter. Niestety sytuacja nieznośnego Gryfona była poważna. Chłopak mógł być jeszcze osłabiony fizycznie, mimo iż wszystkie rany zostały wyleczone. Dodatkowy nacisk spowodowany kłótnią w biurze zdecydowanie nie pomógł. Stłumił w sobie słabe poczucie winny, że mógł przyczynić się obecnego stanu Pottera.

To była optymistyczna wersja. Druga zawierała Czarnego Pana...

— Jednakże będzie lepiej, gdy pojawisz się na kolacji. Powstrzyma to część pogłosek.

— Jakich pogłosek? — zapytał chłopak podnosząc na niego wzrok i marszcząc brwi.

Snape skrzyżował ręce na piersi i wykrzywi lekko usta w złośliwym uśmieszku:

— Czemu miałbym powtarzać głupią paplaninę dzieciaków?

Mądrze tym razem Potter postanowił siedzieć cicho. Po chwili niezręcznej ciszy, przynajmniej dla niego, Harry odszedł od ściany i zaczął iść. Był przekonany, że Snape już z nim skończył rozmowę i chciał jak najszybciej uciec od uroczej obecności profesora. Niestety się mylił.

Niespodziewanie Mistrz Eliksirów złapał go za kaptur i odwrócił w swoją stronę wraz z słowami:

— Nie tak prędko, Potter.

Brunet wyczuwał, że mężczyzna jest już porządnie rozdrażniony, więc spokojnie czekał. Okazało to się niewłaściwym podejściem ponieważ profesor warknął jeszcze bardziej rozeźlony i wyciągnął małą fiolkę eliksiru. Podał ją nastolatkowi.

— Wypij to — rozkazał mężczyzna tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Harry posłuchał czarodzieja i krzywiąc się po ohydnym smaku eliksiru oddał mu pustą fiolkę. Sam Snape wyglądał na trochę zaskoczonego jego uległością. Jednakże szybko się otrząsnął i wrócił do swojej zgryźliwej maski.

— Nie wracasz to szpitala, ale będę miał cię na oku, rozumiemy się? — zagroził Snape ostrym tonem, lecz Harry odebrał to bardziej jako formę zapewnienia. — Masz zjeść regularny posiłek pomimo obserwujących cię fanów, inaczej eliksir z rana spowoduje pewny dyskomfort.

— Dobrze — odpowiedział, nie wiedział co mógłby jeszcze powiedzieć i zaczął nerwowo wykręcać palce.

Severus zmarszczył brwi i chwycił chłopaka za nadgarstki. Stanowczo i zarazem delikatnie obrócił jego dłonie wewnętrzną stroną do góry. Ku zdziwieniu Harry'ego okazało się, że podczas kłótni w gabinecie dyrektora, zaciskał dłonie w pieści z taką siłą, że przebił paznokciami skórę.

Snape powstrzymał kolejne westchnienie wraz z ostrą reprymendą cisnącą mu się na usta. Z skupieniem przejechał różdżką nad drobnymi ranami, a one zaczęły znikać jedna po drugiej.

XXX

Chłopiec-który-przeżył był dzisiejszym dniem kompletnie zdezorientowany. A już najbardziej wprowadził go w konsternacje Wredny Postrach Hogwartu, który szedł obok niego dumnym krokiem. Mimo, iż widocznie Snape, wyczerpał dzisiejszy limit „cierpliwości na Pottera" uparł się, że odprowadzi owego ucznia do Wierzy Gryffindoru. Uznał, że nie wierzy, aby tam dotarł bezpiecznie, bez wpakowania się w nowe kłopoty, czy nie naruszając regulaminu szkoły. Oczywiście mężczyzna wyraził to innymi słowami:

„Twoja ignorancja jak również głupota nie zna granic. Z sławnym szczęściem, które cię otacza Potter, prawdopodobnie potknąłbyś się na ruchomych schodach, spadając z nich i w konsekwencji skręcając sobie kark."

Gdyby nie znał Snape'a, byłby przekonany, że mężczyzna po prostu się o niego troszczy. Harry westchnął z frustracji. Całkowicie nie potrafił go zrozumieć. Z powodu nachmurzonej miny czarodzieja było jasne, że ma dość przebywania razem z Gryfonem. Więc czemu się do tego zmuszał? Z powodu obowiązku?

Był przekonany, zwłaszcza po nieszczęśliwych wydarzenia ubiegłego roku, że Snape go nienawidzi. Ale jeśli kogoś faktycznie darzysz animozją to mu nie pomagasz. Słowa profesora nadal cięły jak ostrza noża, ale z drugiej strony nie pozwolił mu cierpieć. Snape powinien cieszyć się jego niedolą i cierpieniem, a ten na swój sposób wyciągnął do niego pomocną dłoń.

Gdy doszli do portretu Grubej Damy, nastolatek uświadomił sobie, że nie ma pojęcia jakie jest obecne hasło. Zastanawiał się czy ostatnio Hermiona, nie wspominała mu o nim, gdy ciszę przerwał głos Mistrza Eliksirów przepełniony ironią:

— Na co czekasz, Potter? Chyba nie liczysz na pocałunek pożegnalny?

Harry spłonął rumieńcem i cofając się parę kroków do tyłu wykrzyczał:

— Nie! Po prostu... nie wiem jakie jest hasło.

Czarodziej prychnął i patrzył na chłopaka jakby ten stracił wszystkie rozumy. Zamruczał coś cicho pod nosem i skierował różdżkę na portret, a Gruba Dama ukłoniła się otwierając przejście do pokoju Wspólnego.

Nastolatek miał przejść przez dziurę, gdy jego wzrok padł na dłonie uleczone przez Snape'a. Nie potrafił określić uczucia, które go ogarnęło. Skierowany impulsem odwrócił się w chwili, gdy mężczyzna miał skręcić za rogiem i zawołał:

— Panie profesorze!

Mistrz Eliksirów przystanął i zerknął na niego niecierpliwie.

— Dziękuję — powiedział szybko Harry, zanim opuści go odwaga.

Wyraz twarzy profesora był nieczytelny zanim nie wycedził cichym, groźnym głosem:

— Nigdy więcej nie zatrzymuj mnie z powodu takich głupot, Potter.

Nie czekając na odpowiedź odwrócił się gwałtownie i zniknął za zakrętem korytarza. Wbrew sobie Harry, uśmiechnął się delikatnie.

Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.

XXX

Pokój Wspólny o tej porze zazwyczaj był przepełniony roześmianymi uczniami, lecz nie dzisiaj. Wszystkie krzesła i pufy były puste, nie licząc jednego zajętego stolika przez niewielką grupkę nastolatków z starszych klas. Spojrzeli na niego niezbyt przyjaźnie oraz pogardliwie.

Brunet mimowolnie się spiął, ale na szczęście zauważył Rona siedzącego na kanapie. Podszedł do niego szybkim krokiem. Niestety nim zdążył się odezwać ktoś go już obejmował z całych sił.

— Tak się cieszę, że jesteś! Myślałam, że będziesz obecny na obiedzie. Co się stało? — zapytała Hermiona, lekko zmartwiona.

Harry zesztywniał i nie odwzajemniając przytulenia uwolnił się od uścisku przyjaciółki. Czuł na całym ciele nieprzyjemnie mrowienie i zrobiło mu się lekko niedobrze. Nie chcąc ponownie widząc zranionej miny Hermiony opuścił głowę i usiadł obok rudzielca.

— Harry? — niepewność w głosie przyjaciółki, tylko podwoiła w nim poczucie winy.

— Daj mu trochę odsapnąć, Hermiona — odparł delikatnie rozbawionym tonem Ron. — Ledwo wszedł, a ty od razu bombardujesz go pytaniami-

— Moja obecność nie jest uciążliwa! — przerwała mu głosem pełnym urazy.

— Nie powiedziałem, że jest!

— Owszem-

Harry oparł głowę na jednej ręce i westchnął cierpiętnico wpatrując się nieczytelnym wzrokiem w palący kominek.

Przyjaciele przestali się kłócić i wymienili zmartwione spojrzenie. Dziewczyna zagryzła nerwowo wargę jakby powstrzymywała się od kolejnych pytań.

— Mamy jeszcze trochę czasu przed kolacją — zaczął Ron uśmiechając się od ucha do ucha. — A my dawno nie graliśmy w Eksplodującego Durnia. Co powiecie na rundkę?

Wszyscy się chętnie zgodzili, aby załagodzić i obciążyć atmosferę.

Jednak grając z przyjaciółmi przed kominkiem Harry miał przeczucie, że coś jest bardzo nie w porządku. Początkowo postanowił to zignorować, ale podejrzenie w każdej chwili się nasilało. Coraz więcej uczniów schodziło z dormitorium, aby zejść na kolacje i każdy reagował podobnie na jego widok. Unikali z nim kontaktu wzrokowego, ale jak tylko się odwracał patrzyli się na niego z niepewnością mówiąc między sobą przyciszonymi głosami. Co prawda zawsze o nim plotkowano, lecz tym razem to był specjalny rodzaj szeptów.

Podczas swojej nauki w Hogwarcie, już trzy razy miał z tym do czynienia. Za pierwszym razem podczas drugiego roku, każdy wtedy myślał że jest dziedzicem Slytherina i chce wymordować pół szkoły. Na czwartym roku, gdy Czara Ognia wyrzuciła jego nazwisko i musiał wziąć udział w Turnieju Trójmagicznym. I w ostatnim, najgorszym jak do tej pory roku, gdy każdy uważał go za szaleńca.

Gdy musieli już iść na kolacje, dojście do Wielkiej Sali okazało się katorgą, mimo iż miał po swojej stronie przyjaciół. Szedł w samym środku grupy jakby chcieli go ochronić od złośliwych spojrzeń i szeptów. Po swojej lewej miał Rona, który patrzył na każdego spod byka, a po prawej Hermione z dumnie uniesioną głową do góry. Ku zaskoczeniu Harry'ego dołączył do nich jeszcze Neville, Ginny i bliźniacy Weasley, którzy po wywaleniu Umbridge postanowili wznowić naukę.

Gdy zaczęli iść w stronę stołu Gryffindoru wszyscy obrócili się w ich stronę i z każdym krokiem pogardliwe szepty stawały się coraz głośniejsze. Jego przyjaciele już usiedli, ale on ciągle stał jakby sparaliżowany. Nie wyobrażał sobie jak przetrwa całą kolacje, ani tym bardziej jak miałby cokolwiek przełknąć. Poczuł, że ogarnia go panika i zaczęło mu szumieć w uszach.

— Harry!

Wyrwał go zmartwiony głos Hermiony, która ciągła go za rękaw w dół ławy. Oszołomiony pozwolił przyjaciółce zaciągnąć się na siedzenie między nią, a Ronem.

— W porządku, stary? — zapytał niepewnie rudzielec, a Harry kiwnął głową.

Nie wyglądali jakby mu uwierzyli, ale widocznie postanowili, że nie będą teraz ciągnąć go za język. Sam nie wiedział co się z nim dzieje, wiedział tylko, że chciał uciec jak najdalej stąd, od każdego. Miał w nosie kolacje! Spiął się, aby odejść od stołu, gdy nagle przypomniał sobie słowa Snape'a :

... będę miał cię na oku, rozumiemy się?

Masz zjeść regularny posiłek pomimo obserwujących cię fanów, inaczej eliksir z rana spowoduje pewny dyskomfort.

Odszukał wzrokiem Mistrza Eliksirów, który faktycznie bacznie go obserwował zwężonymi oczami. Każdy na pewno pomyślał, że jak zwykle patrzy na niego z chęcią mordu, ale Harry znał różnice. I kiedy tak wpatrywał się w czarne oczy profesora powoli ogarnął go spokój.

Dokładnie w tym samym czasie Dumbledore wstał i wszyscy uczniowie zamilkli patrząc na niego wyczekująco.

— Moim drodzy, chciałbym powiedzieć parę słów zanim uczta zamroczy wasze zmysły — zaczął dyrektor łagodnym tonem, lecz teraz uśmiech zastąpił powagą. — W tych trudnych czasach, ciężko jest czasami odróżnić dobro od zła. Jednakże pamiętajmy, że siła jest w jedności. Teraz bardziej niż kiedykolwiek musimy wierzyć w siebie nawzajem. Nikt z nas nie odpowiada za krzywdy i akta przemocy Voldemorta, oprócz niego. Tymczasem mogę was zapewnić, że noga Śmierciożercy już nigdy tutaj nie stanie. Również jak zauważyliście, Harry Potter, szczęśliwie dołączył do nas po zakończeniu leczenia. Dlatego wznoszę toast za Harry'ego Pottera, który dzielnie bronił nas wszystkich przed próbującym, wedrzeć się złem.

Albus spojrzał z powagą na Harry'ego i uniósł puchar do góry. Profesorowie poszli za jego przykładem i również wstali z kielichami w dłoniach. Po kolei każdy Gryfon zrobił to samo, a bliźniacy Wesley zasalutowali uroczyście.

Po chwili cała sala stała, aby wznieść za niego toast, a brunet czuł jak pali go twarz. Zauważył jednak, że większość uczniów ma niezadowolenie miny, nie wspominając Ślizgonów, którzy mieli wypisaną żądze mordu.

— Jesteśmy z tobą, Harry — szepnęła delikatnie Hermiona.

— Nigdy w to nie wątp, kumplu — dodał Ron swoje zapewnienie, szczerząc do przyjaciela.

Harry poczuł, że się uśmiecha z powrotem, wierząc, że póki ma przyjaciół to może jakoś wszystko się ułoży.

XXX

Uczta przebiegła względnie spokojnie i przyjemnie, więc Harry był teraz bardziej spokojny. Co prawda oprócz Weasleyów, Hermiony i Neville'a nikt z nim nie rozmawiał, lecz większość uczniów po przemowie dyrektora przestała rzucać mu mordercze, pogardliwe spojrzenia i zajęła się sobą.

Cóż, prawie każdy, pomyślał Harry wzdychając w myślach.

Przez cały swój posiłek czuł na sobie świdrujący wzrok Mistrza Eliksirów. Widocznie profesor dotrzymał groźby i pilnował czy zjadł według niego odpowiednią porcje kolacji. Jednakże tym razem bycie obserwowanym przez Snape'a nie był nieprzyjemny. Wręcz przeciwnie, jakby dodawał mu wsparcia.

Wtedy marszcząc brwi Harry zauważył specjalne wydanie Proroka leżące na stole.

Na głównej stronie były zdjęcia trzech mężczyzn w średnim wieku, którzy wydawali mu się znajomi. Wziął gazetę i gdy przyjrzał się im bliżej poczuł niemiłe ukłucie w żołądku. Rozpoznał ich.

Dłonie zaczęły mu drżeć i przestał być świadomy otoczenia. Wciągnął go widok tych twarzy, którzy uśmiechali się i machali do aparatu. Ich oczy były przepełniane sympatią i radością. Mimo że tamtej mocy napastnicy mieli maski na twarzach to Harry, dokładnie zapamiętał każdy szczegół. Wtedy te same oczy odbijały nienawiść i okrucieństwo, nie było w nich ani grama litości czy wybaczenia.

Z sercem stojącym mu w gardle przesunął wzrokiem po artykule, lecz docierały do niego tylko poszczególne zwroty i zdania.

Śmierć. Zabójstwo.

Oskarżenie o działalność w imieniu Sami-Wiecie-Kogo.

Czy naprawdę zaatakowali ucznia Hogwartu? Harry Pottera?

Nie byli naznaczeni Mrocznym Znakiem.

Czy Ci mężczyzny byli pierwszymi ofiarami Wybrańca, Złotego Chłopca?

Pamiętajmy o tragicznym wypadku sprzed dwóch lat, kiedy podczas Turnieju Trójmagicznego zginął w niewyjaśnionych okolicznościach uczeń Hogwartu.

Czy mógł również paść ofiarą czarnych mocy Pottera?

Czy zabici mężczyźni byli winni?

Nie zasługiwali na brutalną śmierć. Zostawili osierocone rodziny...

Mieli żony i dzieci, pomyślał tempo Harry nie mogąc oderwać wzroku od artykułu.

Naglę poczuł jak ktoś delikatnie wyciąga mu z dłoni gazetę. Spojrzał zaskoczony do góry i napotkał na orzechowe oczy przyjaciółki przepełnione smutkiem i troską.

— To nie twoja wina — wyszeptała z przekonaniem.

— Mieli rodziny — głos miał lekko ochrypły od przytłaczających go emocji.

Hermiona potrząsnęła przecząco głową, ale to Ron się pierwszy odezwał z powagą.

— Ma rację. Nie możesz się za to obwiniać. Sami podjęli decyzje i wybrali strony.

Przez dłuższą chwilę panowała wyczekująca cisza, zanim Harry powolnie nie kiwnął głową i wymusił niemrawy uśmiech. Widząc miny przyjaciół wiedział, że ich nie przekonał. Zresztą... jak miał przekonać kogoś w coś, co sam nie wierzył?

XXX

Cholerna, jędza!

Severus Snape'a ogarnęła furia, niemająca żadnego ograniczona. Najchętniej odebrałby wszystkim Gryfonom punkty i wlepił trzysta dwadzieścia pięć szlabanów z Filchem w Zakazanym Lesie.

Rzucając z pogardą gazetą na stół spojrzał na główny cel artykułu. Potter wyglądał teraz jak siedem nieszczęść, a niedola oraz wina parowała od niego na kilometr. Jeżeli cholerny idiota, zrozumiał co Rita sugerowała, zresztą niezbyt subtelnie, w swoim artykule to taką postawą niczego nie zmieni.

Zacisnął mocno dłoń na krawędzi stołu. Jak bardzo chciałby kogoś przekląć, nawet lepiej wiedział dokładnie w kogo chciałby wymierzyć parę paskudnych zaklęć.

Przez nawiedzoną kobietę z swoimi również niezrównoważonymi teoriami cała jego dzisiejsza robota z dzieciakiem poszła w cholerę.

Severus spojrzał na dyrektora, który uśmiechał się zadowolony.

Znowu. Z czegoś.

Mistrz Eliksirów poważnie zaczął rozważać czy Wielki Umysł Albusa Dumbledore'a już nie spróchniał. Starzec nie powinien się cieszyć, iż oczerniają jego Złotego Chłopca. Obecnie sytuacja na świecie była bardzo niestabilna i obawiał się, że czarodzieje będą skłonni uwierzyć w bujdy Skeeter. Łatwiej jest kogoś obwiniać, niż powierzyć mu swoje nadzieje. A mimo iż zawsze szydził z fanów dzieciaka, to Potter potrzebował poparcia w tłumie.

Marszcząc brwi popatrzył na podpis artykułu i wykrzywił usta w ironicznym uśmieszku.

Była jedna rzecz na świecie, która Severus Snape kochał – zemsta.


CDN...


Mam nadzieje, że czytaliście ten rozdział z przyjemnością :-]

Miłego dnia!