Witam wszystkich po nie wiem jak długim Kluczowym hiatusie!
Uznałam, że z tego początkowo infantylnego opowiadania da się jednak wyciągnąć coś fajnego, a że sesja nadchodzi... To Pan Wen przychodzi. Szkoda tylko, że zapomniał zabrać ze sobą Pani Wolny Czas...
Mam nadzieję, że będę miała więcej czasu na kontynuowanie "Klucza". Szczególnie, że próbuję go równocześnie tłumaczyć na angielski. A na głowie siedzi mi jeszcze "Tsuki yo...", i jedno-chapterowy dodatek, który ze względu na pewnego requesta może rozwinąć się w coś więcej...
Powiedziano mi, że w moim jedno-chapterowym dodatku zaczęłam używać za dużo japońskiego. Prawdę mówiąc, to trudno mi to ocenić, ale postaram się zastosować do rady i nie przesadzać. Wszystkie nazwy, które będę wprowadzać, znajdą się w załączonym na dole mini-słowniczku.
I pamiętajcie proszę, że Pan Wen żywi się komentarzami! :)
Przez kilka kolejnych tygodni wszystko przebiegało normalnie. Zajęcia, mniej lub bardziej interesujące, zależnie od przedmiotu. Jak się po jakimś czasie okazało, na szczęście więcej było tych bardziej interesujących. To prawda, że początkowo większość była nudna dla Ichigo – w końcu, stanowczo znał już podstawy sztuk shinigami. Jednak kolejne tematy stawały się coraz ciekawsze – i przydatne. Taktyki i strategie podczas walki były warte poznania, nawet jeśli większość uczniów nigdy nie miałaby okazji ich wypróbować. Kurosaki wiedział, że jest przeznaczony na wysokie stanowisko. Prawdę mówiąc, trudno było mu wyobrazić sobie cokolwiek innego. I choć wiedział, że w indywidualnej walce jest w większości przypadków w stanie poradzić sobie samemu, to w przyszłości będzie musiał wziąć odpowiedzialność za życie swoich podwładnych.
Poza tym, nie był już tym kilkunastoletnim chłopcem, który niewiele myśląc rzucał się w środek walki. Minęło wiele lat od Wojny Zimowej, w ciągu których zdążył dorosnąć i zmądrzeć. Zrozumiał, że wygrana nie zawsze jest wszystkim. Dzięki temu o wiele łatwiej porozumiewał się z, co tu ukrywać, o wiele od niego starszą Rukią. Tak, to kolejna sprawa, nad którą musiał się zastanowić. Ich związek zaczął się oficjalnie w momencie, gdy umarł. Jakkolwiek ironicznie by to brzmiało. Znaczy to, że trwał... niedługo. Pół roku. Warte ich wieloletniej znajomości. Teraz, gdy już pełnoprawnie zamieszkiwał w Soul Society i znajdował się na drodze do oficjalnego zostania shinigami, mogli pozwolić sobie na związek. Nawet Byakuya, w którego Rukia nadal wpatrywała się jak w półboga, nie miał wiele do powiedzenia. O dziwo, wcale tak dużo nie protestował. Gdy para postanowiła oznajmić swoją decyzję kapitanowi szóstego rozdziału, spodziewali się przynajmniej fruwających płatków sakury. Nic takiego się nie stało – Kuchiki przyjął ich ze spokojem, jakby już od dawna pogodzony z tą myślą. Oczywiście, nie wpływało to zbytnio na jego stosunek z Kurosakim. Mężczyźni nadal starali się w miarę możliwości unikać siebie nawzajem. Na szczęście, Rukia nie próbowała na siłę zacieśniać ich stosunków. Zadowoliła się faktem, że może w spokoju spotykać się ze swoim chłopakiem, nie dręczona żadnymi wyrzutami sumienia w postaci niezadowolonego brata.
Po wojnie zmieniły się także jej własne stosunki z bratem. Po wydarzeniach na Soukyoku, gdy Byakuya uratował ją od ostrza Ichimaru, myślała, że lepiej już być nie może. Ku jej miłemu zaskoczeniu, myliła się. Gdy wszystkie walki się skończyły i policzono straty, shinigami zaczęli akceptować jej siłę. Zaczęła być szanowana nie tylko ze względu na przynależność do najważniejszej rodziny Seiretei, lecz również za swoją siłę. Wśród oddziałów rozeszły się wieści (i Rukia nie miała wątpliwości, że dużą rolę w tym odegrała porucznik Matsumoto), że własnoręcznie pokonała Espadę. Kuchiki Rukia, zwykła shinigami bez rangi, zabiła Espadę, z których ręki nawet kapitanowie byli ciężko ranieni. W tej sytuacji Byakui nie zostało już wiele do powiedzenia – i chciał, czy nie chciał, musiał zezwolić na jej awans. Na wymarzoną pozycję – vice-kapitana trzynastego oddziału pod kapitanem Ukitake Juushiro.
Ichigo nie był bardzo zdziwiony jej awansem, gdy dowiedział się o nim po swojej śmierci. W końcu, zawsze sądził, że to tylko kwestia czasu i dobrego humoru Byakui. Ileż można czekać z uznaniem jej siły i zasług dla Soul Society? Jednak tym, czego nie spodziewał się, był jej żal. Zwierzyła się tylko jemu, gdy po jednym z obiadów w rezydencji Kuchiki zostali sami. Wtedy powiedziała mu, jak bardzo nadal tęskni za Shibą Kaienem, i jak bardzo czuje się niegodna zajęcia jego stanowiska. Kiedyś Ichigo zapewne nie zrozumiałby jej – gdy dzieliło ich kilkadziesiąt lat różnicy w wieku. Tym razem, przez wiele lat doświadczając, co to znaczy utrata przyjaciół i znajomych, doskonale wiedział, o czym mówi. Wtedy też oboje zrozumieli, że największa bariera między nimi – bariera doświadczenia gorzkości życia – zanikła.
A teraz, pół roku później, leżał na swoim łóżku w akademii, gdzie zdecydował się przenieść po pierwszym miesiącu. Owszem, był wdzięczny za gościnność Ukitake, jednak wolał zamieszkać w barakach Gotei dopiero po zostaniu członkiem oddziału. Na razie, był uczniem akademii. I tutaj wolał spędzać swój czas... Dodatkowo, tutaj nie patrzono na niego jak na dziwoląga. Większość na szczęście nie wiedziała dokładnie kim jest, nawet jeśli nauczyciele traktowali go inaczej niż innych. Cieszyło go, że inni uczniowie odnoszą się do niego raczej jak do geniusza pokroju kapitana Hitsugai, niż bohatera wojennego. Szczególnie miło myślał o swojej nowej znajomej – Ino. Na początku trochę wystraszona i bardzo nieśmiała, po jakimś czasie pokazała, że potrafi o siebie zadbać. Co prawda, wydarzenie sprzed półtora miesiąca mocno nią wstrząsnęło, ale wydawało się, że doszła już do siebie.
Rozmyślania Ichigo przerwał dzwonek, informujący uczniów o końcu południowej przerwy i rozpoczęciu popołudniowych zajęć. W których skład tego dnia wchodziło na szczęście tylko praktyczne kidou. Większość uczniów opanowała już dwa podstawowe zaklęcia atakujące, dzisiaj mieli się skupić na pierwszym bakudou. Ichigo wcale nie dziwiło to, że atakowanie było o wiele prostsze od bakudou – w końcu, wymagały one o wiele większej kontroli reiatsu. Kurosaki uznawał te zajęcia także z innego powodu – umiejętność kontrolowania reiatsu oznaczała dla niego możliwość pohamowania swojej mocy do poziomu uniemożliwiającego znalezienie go tylko po śladach reiryoku. Co niezmiernie go cieszyło, bo Yoruichi z Uraharą stracili chociaż jeden temat do robienia sobie z niego żartów.
W końcu, Ichigo wstał z łóżka. Koniec tego dobrego, czas wziąć się do roboty. Dzielił pokój wraz z pięcioma innymi mężczyznami (lub chłopcami, jako że trzej z nich mieli wygląd nastolatków), jednak żaden z nich nie wrócił na przerwę obiadową, więc Kurosaki musiał sam iść na zajęcia. Wychodząc, rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie miało ono największych standardów, jednak nie miał się na co skarżyć. Co prawda, większość uczniów ze szlacheckich rodzin wracała na noc do swoich rezydencji, co nie zmieniało faktu, że akademia musiała zapewniać warunki minimalne na tymczasowe dla nich mieszkanie. Yamamoto-soutaichou, jako dyrektor akademii, odkąd tylko założył szkołę, nie zgadzał się na wprowadzanie do niej luksusów. Uczeń miał się przyzwyczaić do nie zawsze wygodnego życia shinigami, a jeśli by mu się to nie podobało, to zawsze znajdzie się inny kandydat na jego miejsce. Pokoje więc były kilkuosobowe, ze wspólną łazienką dla całego korytarza. Mimo to, uczniowie z Rukongai cieszyli się z luksusów, jakimi było dla nich duże, zawsze dostępne ofuro czy wielka biblioteka, a arystokraci bez wielkiego szoku mogli przyzwyczajać się do mniej komfortowego życia.
Po drodze na plac treningowy spotkał wychodzącą z akademika dla dziewcząt Ino. Szła, rozmawiając z inną uczennicą z ich grupy – Miki Yamashitą. Gdy go zobaczyły, wesoło zaczęły machać i podbiegły, by się z nim zrównać.
- Cześć, Kurosaki-kun. Pamiętasz dzisiejszą inkantację? – zapytała Miki ze śmiechem, przypominając sobie wydarzenie sprzed około dwóch miesięcy.
Ichigo pomylił wtedy zaklęcia Shakkahou i Soukatsui , co skończyło się dużym wybuchem i jeszcze większą ilością dymu. Jego na pół spalone ubrania musiały iść do śmietnika, a co gorsza, nauczyciel zabronił mu robienia czegokolwiek do końca zajęć, dopóki nie nauczy się perfekcyjnie inkantacji. Przez kolejną godzinę siedział naburmuszony i zawstydzony pod drzewem, patrząc jak inni uczniowie z mniejszym lub większym skutkiem wykonują zadanie. Nikt jednak nie zaliczył tak fatalnego pokazu, jak on.
- Tak, pamiętam. Dziękuję bardzo za troskę – odpowiedział, udając obrażonego.
- Zobaczymy – zaśmiała się dziewczyna.
- Nie uważam, żeby to był temat do żartów. Kurosaki mógł kogoś zranić – wtrącił się nagle inny głos.
Ichigo odwrócił się ku właścicielowi głosu, a jego dobry humor zniknął niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Och, Hinata-kun. Jak zwykle potrafisz sprowadzić człowieka na ziemię – oznajmił z przekąsem.
- Nie przypominam sobie, bym pozwolił ci na taką poufałość, Kurosaki-san – odciął się nowo przybyły chłopak.
- Oj, dajcie już spokój. Pogoda jest zbyt ładna, żeby się tak zachowywać – wtrąciła się Miki.
- Pilnuj swojego miejsca – chłodno stwierdził Hinata.
- A niby dlaczego? – uniosła się dziewczyna, przystając w miejscu.
- Twoje pochodzenie nie jest wystarczające, by rozmawiać ze mną na równi, bez względu na to, czy jesteś uczennicą tej akademii, czy nie – powiedział ostro.
- Hinata-kun, dość tego – przerwał Ichigo, zanim rozmowa przekształciła się w coś innego. – Wierz mi, że ani Rukii, ani nawet Byakui nie podobałoby się twoje zachowanie.
- Bya... Byakui?... – powtórzył z niedowierzaniem arystokrata. – Jak śmiesz nazywać Byakuyę-sama po imieniu? Nie obchodzi mnie, kim jesteś, ale jeśli jeszcze raz... – nie zdążył dokończyć swojej groźby, ponieważ na scenie pojawił się jeden z nauczycieli.
- Co tu się dzieje? – zapytał surowym tonem. – Dzwonek już dzwonił, a nie wygląda mi to na miejsce zajęć.
- On... – Hinata zaczął, pokazując palcem na Ichigo – on obraził głowę mojego klanu! Nie mogę tego od tak puścić! – tłumaczył, czerwony na twarzy.
- Czy to prawda? – mężczyzna zwrócił się do Kurosakiego.
- Wcale nie obraziłem – odparł spokojnie chłopak.
- On nazwał Byakuyę-sama „Byakuya"! To jest wielka zniewaga, z ust takiej osoby! Może pan nie zrozumieć, w końcu nie pochodzi pan z żadnego z czterech...
- Radziłbym ci się trochę pohamować, Kuchiki-san – przerwał surowo nauczyciel. – Zanim powiesz coś, czego byś nie chciał. Nie obchodzi mnie stosunek Kurosaki-sana do Kuchiki-sama. Akademia Shinigami to nie miejsce na takie spory. Jeśli jeszcze raz was złapię na szwendaniu się w czasie zajęć, to nie ujdzie wam to płazem – ostrzegł. – A teraz marsz na lekcję!
- Hai – burknął Kurosaki, i zaczął iść w stronę placu treningowego.
Po chwili, szybko kłaniając się nauczycielowi, dołączyły do niego dziewczyny. Nie trwało długo, zanim i Hinata powoli podążył za nimi.
- Ale to jest dupek... – mruknęła Miki tak, żeby idący z tyłu chłopak nie usłyszał.
- Miki-san, nie mów tak. Mimo wszystko, on naprawdę jest Kuchiki, i nie możemy tego zmienić – również szeptem odpowiedziała Ino.
- Heh, a myślałem, że trudno o większego snoba od Byakui... – mruknął Ichigo.
„Chociaż z drugiej strony, był mężem siostry Rukii, która była z Rukongai, więc jest w nim coś więcej niż tylko snob...", pomyślał.
Gdy dotarli na plac, okazało się, że uczniowie zostali już podzieleni na grupy, przygotowując się do rzucania zaklęcia.
- A wy gdzieście się podziewali? – zapytał nauczyciel, gdy ich zauważył.
- Przepraszamy, coś nas opóźniło – wykręcił się Ichigo.
Nauczyciel patrzył uważnie przez chwilę na nich, ale ostatecznie tylko westchnął.
- Wszyscy są już w grupach, więc wasza czwórka będzie razem – udał, że nie zauważa grymasu na ich twarzach, i kontynuował. – Jak już mówiłem – zaznaczył, - bakudou jest o wiele trudniejsze od hadou. Musicie bardziej się postarać, by kontrolować swoje reiatsu. To się tyczy głównie ciebie, Kurosaki-san, bo inni nie mają z tym aż tak dużego problemu – dodał, a Ichigo zaczerwienił się. – Mam nadzieję, że tym razem umiesz dobrze inkantację?
- Tak, umiem – odpowiedział zirytowany Ichigo.
- Dobrze – zwrócił się do wszystkich. – W takim razie zademonstruję wam teraz poprawnie rzucone zaklęcie.
Odwrócił się do jednego z manekinów i powiedział inkantację, a na manekinie pojawiły się wiążące go liny.
- Chociaż jest to czar niskiej klasy, dobrze rzucony jest niezwykle trudny do złamania. Można się z niego wyzwolić tylko używając więcej reiryoku, niż posiada osoba rzucająca to bakudou...
Kurosaki przestał słuchać nauczyciela, przypominając sobie swoje pierwsze spotkanie z Sai. To było tak dawno temu... Nawet jeszcze zanim został shinigami. Wtedy, chęć ratowania swojej rodziny wyzwoliła w nim głęboko skrywane pokłady reiryoku, dzięki którym wyzwolił się z czaru rzuconego przez Rukię. Mimo upływu lat, nadal pamiętał wyraz jej twarzy. Uśmiechnął się pod nosem. „To były czasy... Jeszcze zanim ktokolwiek podejrzewał, co zamierza zrobić Aizen. W zasadzie, to ja nawet nie wiedziałem, kto to...", pomyślał z nostalgią.
- Kurosaki-kun! Kurosaki-kun! – do rzeczywistości przywołał go natarczywy szept Ino.
- Hm? – spojrzał na nią zdezorientowany.
- Teraz twoja kolej!
„Ups...", Kurosaki wzdrygnął się w myślach. Jak zwykle musiał się wyłączyć wtedy, kiedy zależało mu na uważaniu...
Powoli podszedł do linii. Zauważył, że Kuchiki patrzył na niego pogardliwie, jakby tylko czekając na jego poniżenie. „Nie dam ci tej satysfakcji, nie dam", zdecydował Ichigo.
Zaczął inkantację, skupiając się na kontroli reiatsu.
Na szczęście tym razem naprawdę wkuł się słów na pamięć, więc mógł całą uwagę poświęcić energii. Spokojnie, bez pośpiechu. Jak włożysz za dużo, to manekin wybuchnie... A nie chcemy tego, nie chcemy. O tak, jeszcze trochę, tyle powinno być akurat. A teraz kończymy...
- Bakudou no ichi- Sai! – zakończył z satysfakcją, czując jak energia przepływa przez jego dłonie.
Manekina oplątały liny. Tak ciasno, że materiał pękł w kilku miejscach, jednak wytrzymał nacisk. Nauczyciel spojrzał w jego stronę, po czym szybko podszedł.
- Kurosaki, trochę ostrożniej. Takie coś bardzo mocno by zraniło twój cel – skarcił ucznia. – Jednak jak na ciebie, wykazałeś bardzo dobrą kontrolę reiatsu. Jestem zadowolony z twoich postępów – dodał po chwili z uśmiechem, i poszedł nadzorować inne grupy.
Kurosaki stał jeszcze przez moment oszołomiony, po czym wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Długo jeszcze? Chciałbym zauważyć, że inni też mają przećwiczyć to zaklęcie – ponownie sprowadził go na ziemię ten sam głos.
Bez słowa odszedł na bok, ustępując miejsca czarnowłosemu uczniowi, który z pewnością zaczął inkantację. Jednak coś musiało pójść nie tak, ponieważ czar wybuchnął w momencie rzucania. Kuchiki zaczerwienił się, ale bez słowa zszedł z linii, do której podeszła Ino. Po chwili liny oplątały manekina, a ona z uśmiechem odwróciła się do Miki. Jej też udało się rzucić zaklęcie.
Każdemu udało się jeszcze raz spróbować bakudou (Ichigo doszedł do stopnia, gdzie liny tylko trochę za mocno obejmowały manekina), i zajęcia zakończyły się. Kiedy nauczyciel oficjalnie zakończył lekcję, zmęczeni uczniowie zaczęli pomału schodzić z placu treningowego. Ale z jakiegoś powodu pierwsze osoby przystanęły, otwierając szeroko oczy w szoku. Nie... To nie mogła być prawda. Oto, przed nimi stał blondyn w zielono-białym kapeluszu... i białym haori. Dwóch kapitanów w czasie kilku miesięcy? Gdy przyszli shinigami ocknęli się z zaskoczenia, szybko ukłonili się kapitanowi. Ten kiwnął głową, ale wzrok skupił na jednej szczególnej osobie,
- Kurosaki-san, przepraszam, że przeszkadzam, ale potrzebna mi twoja pomoc. Byłbyś tak miły i poszedł ze mną? – zapytał.
- Urahara-san?... – Ichigo sapnął ze zdziwieniem. – Tak, jasne... Mogę najpierw iść do pokoju? Chciałbym się przebrać w coś... e... mniej śmierdzącego?
Uczniowie wybałuszyli oczy. Rozmawiać tak poufale z kapitanem? Hinata nie mógł tego zrozumieć. Co było tak nadzwyczajnego w tym chłopaku, że wszyscy znosili jego zachowanie bez żadnej uwagi? Oczywiście, jak każdy dobrze wyedukowany syn ze szlacheckiej rodziny, znał historię Wojny Zimowej, i wiedział, że Kurosaki Ichigo odegrał w niej dużą rolę. Ale żeby traktować go z taką ulgą? Musiał dowiedzieć się, o co naprawdę chodzi.
- Hm... Ale proszę cię, szybko. Powiedzmy, że to sprawa... Z innego wymiaru – dodał z uśmiechem.
- Z... innego wymiaru? – rozległy się szepty innych uczniów, nie rozumiejących półsłówek wymienianych między dwoma mężczyznami.
Oczy Ino rozszerzyły się, gdy zrozumiała ukryty w tych słowach sens. Coś się zaczęło. Czy będzie to miało jakikolwiek impakt także na nią?
- Aha. Okey, zaraz będę. Rozumiem, że mam zabrać ze sobą staruszka? – zapytał Ichigo, podobnie jak Urahara używając aluzji mających sens tylko dla nich.
- Stanowczo tak. Będę czekał na ciebie przy wyjściu, Kurosaki-san. Dobra robota, dzieciaki – zwrócił się do innych uczniów. – Oby tak dalej.
Spokojnym krokiem skierował się do bramy do akademii, podczas gdy Ichigo przeniósł się błyskawicznym krokiem do akademika.
Znaczenie japońskich imion i nazw własnych przeze mnie używanych :
Yamashita 山下(popularne nazwisko japońskie) Miki 美紀 (znaczy „piękna kronika")
Kuchiki 朽木 Hinata 向日葵 ("słonecznik"/"zwracający się ku słońcu")
Bakudou no ichi- Sai – Bakudou Pierwsze - Blokada
