ROZDZIAŁ 7
Pierwszy raz … nie jeden raz
Severus
Udało mi się, gdy była tuż przed drzwiami.
– Sol, kochanie – wydyszałem. – Co się stało? – spytałem przerażony.
– Zostaw mnie, Severus, proszę. – Spojrzała na mnie ze smutkiem i próbowała ominąć, gdy stanąłem jej na drodze.
– Co zrobiłem? – Chwyciłem ją za ramiona i zmusiłem, by na mnie spojrzała.
– Zostaw mnie, proszę – powtórzyła, a jej oczy wypełniły łzy. – Chcę być sama – wyszeptała.
– Sol, proszę powiedz mi co się stało? Zrobiłem coś nie tak? – dopytywałem. – Jeśli cię skrzywdziłem, chciałbym wiedzieć co zrobiłem źle. Chciałbym móc cię przeprosić, ale nie wiem za co.
– Widziałam was po śniadaniu – odparła i chciała odejść, ale nie pozwoliłem jej. Na szczęście Amelia zdawała się być po mojej stronie, bo zamiast pomóc przyjaciółce, pospiesznie zamknęła drzwi do pokoju wspólnego Krukonów przed jej nosem.
Zakląłem w myślach na wspomnienie incydentu z poranka. Byłem dość mocno pochłonięty powtórkami do egzaminu z numerologii i kompletnie nie zwracałem uwagi na to co działo się dookoła mnie. Nie spodziewałem się zresztą, że cokolwiek mogło się dziać, gdy znienacka moją szyję oplotły ramiona Evans, a w ułamek sekundy później Gryfonka przyssała się do moich ust. Pocałunek wcale mi się nie spodobał, ale zanim odsunąłem od siebie dziewczynę zajęło to chwilkę i domyślałem się teraz, że świadkiem tej sceny była między innymi Solem. Żeby tego było mało, rozpromieniona Evans wręczyła mi prezent gwiazdkowy, ubolewając na cały głos, że niestety spotkamy się dopiero po świętach. Skupiłem się na numerologii i nie bardzo wiedziałem co dziewczyna miała więcej do powiedzenia, tylko bezmyślnie ruszyłem w kierunku sali egzaminacyjnej.
– Słoneczko … – westchnąłem. – Możemy porozmawiać w spokojniejszym miejscu?
– Po co, Sev? – Wzruszyła ramionami. – Słyszałam, jak Evans ubolewa, że twoja mama nieopacznie zaprosiła mnie na świąteczną kolację i ciężko jej teraz to odkręcić, żeby móc zaprosić ją. Pewnie nie powinnam ci zdradzać szczegółów, ale na Sylwestra, którego spędzicie w domku wakacyjnym twoich rodziców, w Szkocji ubierze dość …
– Sol, to nieprawda – przerwałem jej, chwytając za ręce. – Wiesz, że to nieprawda. – Przeklinałem się teraz w myślach, że wówczas, gdy mnie pocałowała nie zareagowałem w odpowiedni sposób. Numerologia na tym poziomie była bardzo zaawansowana, a mnie zależało na najwyższej ocenie. – Byłem tak pochłonięty egzaminem, że dopiero pod salą spostrzegłem ten głupi prezent, który mi dała. Sol, nawet nie wiem co to, bo wyrzuciłem bez oglądania. Sol … wiem, że to pod Wielką Salą … myślałem tylko o tym egzaminie. Błagam uwierz mi, między mną a Evans nic nie ma i nie będzie.
– Skąd wiedziała, że twoja mama zaprosiła mnie do was na święta i o tym, gdzie chciałbyś żebyśmy spędzili Sylwestra? – spytała zasmucona.
– Moja mama jej powiedziała – westchnąłem. – Tak się domyślam. – Opowiedziałem jej o liście od matki i spojrzałem z nadzieją.
– Powinnam przygotować się na więcej takich scenek? – spytała ze spuszczoną głową.
– Przepraszam, nigdy nie przypuszczałem, że ona może odgrywać się na tobie. Solem, myślę, że to ona jest odpowiedzialna za zniszczenie twoich map – wyznałem. – Gdybym wiedział …
– To co? Nie umawiałbyś się ze mną? – przerwała mi, pytając z wyrzutem.
– Oczywiście, że umawiałbym się z tobą, ale nie pozwoliłbym jej ciebie krzywdzić. Bardziej bym na nią uważał – odpowiedziałem. – Sol, skarbie. – Próbowałem ją przytulić, ale nie pozwoliła mi. – Proszę, Sol … ja …
Solem
Serce mi krwawiło, gdy stał przede mną tak bardzo zasmucony. Od początku cała ta sytuacja wydawała mi się mocno naciągana, ale gdy podczas obiadu, usłyszałam jak Evans opowiadała koleżance o sukience, jaką ubierze na wyjazd do Szkocji i jak opisywała cały ten domek, do którego zaprosił ją Severus coś we mnie pękło. Nie sądziłam, że Gryfonka zada sobie tyle trudu, by mi dopiec, ale najwyraźniej jej nie doceniłam.
– Pozwoliłeś, by pocałowała cię inna dziewczyna, więc nie myśl sobie, że tak łatwo ci wybaczę – powiedziałam ze srogą miną, odsuwając się od niego. – Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest twoją winą, że zakochałam się w najbardziej przystojnym i pociągającym chłopaku w całej szkole i nie twoją jest winą, że jesteś rozchwytywany przez inne, które próbują wykorzystać każdą okazję, by zbliżyć się do ciebie, dlatego możesz zaprosić mnie na spacer i dopiero później zdecyduję, czy ci wybaczyć. – Uniosłam brodę, udając wciąż obrażoną. Chociaż bardzo się starał, trudno było utrzymać mu powagę.
– Kocham cię – wyszeptał, pochylając się nad moim uchem tak nisko, że aż poczułam przechodzące przez całe ciało dreszcze.
.: :.
Chciało mi śmiać na cały głos, gdy odświętnie ubrany Severus, z kwiatami dla mojej mamy i dla mnie, stanął w progu naszego domu. Nigdy przedtem nie widziałam, by tak bardzo się denerwował, ale przestałam mu się dziwić, gdy zerknęłam na ojca. Modest Stanley był niezwykle łagodnym mężczyzną o dobrym sercu, ale jeśli chodziło o sprawy dotyczące jego ukochanej córki, stawał się podejrzliwy i bojowy, a swoim wyglądem odstraszał najbardziej odważnych. Na moje, a właściwie Severusa szczęście, z pomocą przybyła mama. Wręczając panom po kieliszku wina, szybko udobruchała ojca i uspokoiła chłopaka. Początkowo z niepokojem przysłuchiwałam się dość sztywnej rozmowie jaką prowadzili, ale już po chwili szczerze się ubawiłam, słysząc Severusa stosującego się do moich rad i pytającego ojca o starodruki jakie posiada biblioteka ministerialna.
Po godzinie odniosłam wrażenie, że ojciec był gotów z miejsca wydać mnie za Severusa albo raczej porzucić mnie i matkę, i sam się z nim związać. Zawód ojca nie był dziełem przypadku. Książki były dla niego czymś więcej niż tylko pasją i mógł o nich rozprawiać godzinami, a jak już udało mu się znaleźć kogoś podzielającego zainteresowania, wszystko inne przestawało się liczyć.
Sama też bałam się tego spotkania, nie bardziej niż jutrzejszego, u niego w domu, ale czułam lekki niepokój, jak ojciec poradzi sobie z faktem, że byłam już dorosła i miałam chłopaka. Mama uspokajała mnie, pocieszając, że Severus to przecież mądry chłopak i z pewnością poradzi sobie z tatą, a teraz sama z niedowierzaniem przysłuchiwała się dyskusji na temat eliksirów utrzymujących stare księgi w dobrym stanie. Chyba po raz pierwszy widziałam, jak mój tata z taką uwagą i pokorą wysłuchiwał wszelkich rad na ten temat, w dodatku od kogoś znacznie młodszego.
– Dobrze się przygotowałem? – spytał, gdy schowaliśmy się w moim pokoju.
– Jesteś mistrzem manipulacji, Severusie. – Spojrzałam na niego groźnie, po czym roześmiałam się na cały głos i wpadłam w jego ramiona. – Dziękuję za prezent. – Pocałowałam go z czułością. Byłam mocno zaskoczona, gdy rankiem wyciągnęłam spod choinki prezent od niego. Spodziewałam się, że coś mi podaruje, ale nie myślałam, że tak bardzo się postarał. Zestaw sobolowych pędzli i paleta samoczyszcząca, a do tego najpiękniejsza na świecie spinka do włosów, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Pędzle były w pięknej oprawie, sygnowane moim inicjałem i wiedziałam, że musiał je zamówić przed podjęciem przeze mnie decyzji o wyborze kierunku studiów. Zastanawiałam się, czy to przewidział, czy raczej chciał mi coś tym udowodnić i po namyśle doszłam do wniosku, że zapewne jedno i drugie. Często obserwował mnie przy pracy, gdy malowałam i zdawało się dostrzegał to, czego ja zobaczyć nie mogłam. – Skąd wiedziałeś?
– Po prostu jestem dobrym obserwatorem. – Uśmiechnął się. – I także dziękuję. – Ucałował mnie w czoło.
Severus
Ręcznie malowane fiolki na eliksiry i słoje na ingrediencje były jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek otrzymałem. Nigdy specjalnie nie przywiązywałem wagi do wyglądu swoich przyrządów i naczyń, ale musiałem przyznać, że wyobrażając sobie swoje prywatne laboratorium, jakie chciałbym mieć w przyszłości, prezent od niej stanowiłby o uroku tego miejsca. Oprócz tego dostałem od niej pergamin z silnym zaklęciem czyszczącym zabrudzenia ingrediencjami i nowe rękawice ochronne, na które jak się domyślałem musiała wydać sporo oszczędności.
– Mam nadzieję, że ci się przyda. – Przygryzła lekko dolną wargę. – Nie podobało mi się ostatnio, jak wrzący eliksir poparzył ci dłonie.
– To było tylko kilka kropelek, nic czego nie wyleczyło od razu zaklęcie. – Wzruszała mnie jej troska. Kiedy zabierałem ją do starej klasy, w której warzyłem eliksiry, zawsze narzekała, że za mało o siebie dbałem i nie przywiązywałem wagi do ubrań ochronnych.
– Wiem, że to nic specjalnego, ale na słoje do ingrediencji, nałożyłam zaklęcie zapobiegające rozszczelnieniu – wyjaśniła. – A fiolki będą stopniowo zmieniały barwę z zielonej na czerwoną, gdy będzie kończył się termin przydatności.
– Sol, najmilsza, to najpiękniejszy prezent jaki dostałem – zapewniłem. – Nigdy nie słyszałem o takim zaklęciu, które kontroluje datę ważności.
– Ja też nie, dlatego musiałam trochę nad nim popracować – odparła, pochylając lekko głowę.
– Sama je stworzyłaś? – nie dowierzałem.
– Profesor Flitwick je sprawdził, a profesor Slughorn pozwolił wypróbować na starych eliksirach – tłumaczyła.
– Jestem pewien, że działa bez zarzutu. – Teraz prezent wydał mi się jeszcze wspanialszy i z całej siły zapragnąłem ją pocałować, ale krążący przed drzwiami pan Stanley, skutecznie mnie od tego odwodził.
Jej mamę znałem z widzenia. Często odwiedzałem sklep, w którym pracowała, ale ojca spotkałem dziś po raz pierwszy i chociaż zapewniała mnie tysiące razy, że to miły i dobry człowiek, nie sprawiał takiego wrażenia tuż po tym jak przekroczyłem próg ich domu. Gdybym nie był w niej tak bardzo zakochany, zapewne uciekłbym, zanim jeszcze wszedłem do środka. Spotkanie z nim było tym gorsze, że wciąż wypytywał o domek w Szkocji, do którego chciałem zabrać jego córkę za kilka dni. Początkowo tego nie planowaliśmy, ale gdy Eileen sama to zaproponowała, uznałem za bardzo kuszące spędzenie z nią tej nocy sam na sam, w domku na odludziu. Z wielkimi oporami, ale uprzedziłem ją o warunku jaki postawiła nam matka, zapewniając, że to do niczego jej nie zobowiązuje i że nie liczyłem na więcej niż pocałunek o północy. Zaśmiewała się ze mnie wówczas na cały głos, podając w wątpliwość, czy aby na pewno jeden pocałunek wystarczy, ale zgodziła się zapewniając, że nie uważa mojej matki za stukniętą, jak jej sugerowałem, ale za rozsądną i mądrą.
– Mama pomyślała, że na pewno zjecie jeszcze trochę ciasta. – Modest Stanley wpadł dość nagle do pokoju córki. – Severusie, podczas kolacji sprawiałeś wrażenie jakby bardzo ci smakowało.
– Tak było, proszę pana – odpowiedziałem grzecznie, a kątem oka dostrzegłem, jak Solem wywraca oczami. – Z przyjemnością skosztuję jeszcze kawałek. – Ciasto w istocie było pyszne, ale nawet gdyby było to najgorsze ciasto świata, bałbym się odmówić.
– Tato – Sol zwróciła się do ojca z poważną miną – drzwi do pokoju mogą zostać otwarte. Nie robię z Severusem nic, czego mogłabym się wstydzić, a ty najwyraźniej będziesz spokojniejszy, jeśli nie będziesz musiał się zastanawiać co robimy. No i drzwi będą bezpieczniejsze. – Zmarszczyła brwi i popatrzyła wyzywająco na ojca.
– Wiem, wiem córuś, rozmawiacie sobie – odparł spokojnie pan Stanley. – A o czymś ciekawym? O eliksirach? – Spojrzał na nas z dziwnym błyskiem w oku i rozsiadł się na jednym z krzeseł.
– Dostałem od Solem piękne słoje na ingrediencje i fiolki opatrzone ciekawymi zaklęciami, wyjaśniała mi na czym polegają – odpowiedziałem.
– Czyli poniekąd o eliksirach – zaśmiał się ojciec Sol.
– Tak tato, bardzo poniekąd – Solem wydawała się niezbyt zachwycona towarzystwem ojca.
– I uważasz, Severusie, że jeśli używałbym eliksiru ocieplającego na szkło gabloty, a nie wewnątrz, wówczas równowaga kwasowości utrzymałaby się przez dłuższy czas?
– Tylko jeśli użyje pan eliksiru na bazie ziół – wyjaśniłem. – W innym przypadku mogłoby to być szkodliwe dla pergaminu.
– Tato … – Solem próbowała zapobiec dalszej dyskusji, ale ojciec tylko machnął ręką w jej kierunku i zadawał kolejne pytania dotyczące eliksirów. Byłem zaskoczony wiedzą pana Stanleya. Dziewczyna opowiadała mi o zamiłowaniu ojca do ksiąg, ale nawet słowem nie wspomniała, że był również biegły w miksturach wykorzystywanych do renowacji nie tylko pergaminów i skóry, ale także zabytków. Mężczyzna opowiadał o latach spędzonych na badaniu starodruków we Włoszech i rozmowa pochłonęła nas do tego stopnia, że nawet nie spostrzegłem kiedy Solem zniknęła ze swojego pokoju.
Solem
– Tata odbił ci chłopaka? – Mama ze śmiechem usiadła na kanapie obok mnie.
– Najwyraźniej znaleźli wspólny język – odburknęłam z niezadowoleniem.
– I to cię martwi? – Podała mi spory kawałek świątecznego ciasta.
– Nie, ale chciałam z nim spędzić trochę czasu z dala od szkoły – odparłam z krzywym uśmiechem. – Lubisz go? – Spojrzałam uważnie na matkę.
– Wydaje się być inny niż większość nastolatków w waszym wieku – odpowiedziała nieco dyplomatycznie. – Chyba tak. Córuś, czy to dla ciebie ważne, żebym i ja go lubiła? Wiesz, że o eliksirach mogę gadać godzinami, a on zdaje mi się sporo na ten temat wie.
– Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. – Spojrzałam na matkę z powagą. – Chcę wiedzieć co o nim myślisz, szczerze. O nim, nie o jego zainteresowaniach.
– Ale jego zainteresowania są ważne, dziecko – Liwia spojrzała na mnie uważnie. – Tak na poważnie, jeśli mam być szczera, nie do końca wiem co o nim myśleć. Jest dobrze wychowany, inteligentny i błyskotliwy, ale jest w nim coś, nie wiem, jak to określić, ma takie poważne oczy, przenikliwe. Ciężko cokolwiek z nich odczytać, dopóki nie patrzy na ciebie.
– Co masz na myśli? – Zaskoczona spojrzałam na matkę.
– Solem, nie znam go dobrze i nie chcę zbyt szybko popadać nad nim w zachwyt, tak jak twój ojciec – wyjaśniła. – Nie wiem, czy jak już go poznam lepiej, będę mogła powiedzieć, że go lubię. Mam nadzieję, że tak, chociaż poznanie go chyba nie będzie łatwe, zdaje się być skryty.
– Próbowałaś odczytać jego uczucia? – Wróciłam do poprzedniego wątku.
– To nie tak, córuś, że próbowałam – tłumaczyła matka. – Nie śmiałabym sprawdzać go w taki sposób, ufam tobie i twoim osądom. Chodzi mi o to, że nawet gdybym chciała użyć na nim legilimencji, to mam wrażenie, że się nie da. Z jego oczu nie daje się wyczytać nic, dopóki nie spogląda na ciebie. – Pani Stanley uśmiechnęła się dobrodusznie. – Patrzy na ciebie z czułością i miłością. Jesteś dla niego ważna, Sol. Wydaje mi się, że bardzo. Chciałam ci powiedzieć, że to nie jest ważne, czy go polubię, czy nie, jestem pewna, że to jest mężczyzna, który potrafi o ciebie zadbać, który chce o ciebie dbać i troszczyć się. Nie byłam zachwycona tym pomysłem z wyjazdem tylko we dwoje, ale teraz, jestem dziwnie spokojna, że on cię nie skrzywdzi.
– Nie skrzywdzi, mamusiu. – Oparłam głowę na ramieniu matki. – Mamo, jest jeszcze jedna sprawa związana z tym wyjazdem.
– Co się stało, córeczko? Chciałabyś tam ładnie wyglądać? Potrzebujesz jakichś nowych ciuchów? Możemy pójść na zakupy zaraz po świętach – dopytywała Liwia.
– Nie, mamo, chodzi o coś zupełnie innego. – Spojrzałam na matkę, przygryzając wargę. – Pani Snape postawiła nam warunek. Prosiła, żebym zażyła eliksir antykoncepcyjny przed wyjazdem – wyznałam pomimo palącego rumieńca.
– A ty chcesz go zażyć? Potrzebujesz? – Spytała poważnie. – Posłuchaj dziecko, jesteście już dorośli i przez większość roku mieszkacie poza domem. Nawet gdybym chciała, nie jestem w stanie upilnować, byś pozostała dziewicą do ślubu, a zastrzegam, że wcale nie chcę. To znaczy chciałabym, żeby tak się stało, ale też byłam kiedyś nastolatką i też miałam chłopaka w twoim wieku i wiem jak to jest. Jeśli uważasz, że jesteś już na to gotowa to uważam, podobnie jak pani Snape, że powinnaś go zażyć. To zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
– Nie jestem pewna – zwierzyłam się. – Kocham go i lubię z nim być, jak mnie całuje i przytula to tak jakby świat kręcił się tylko dla nas. – Pani Stanley uśmiechnęła się wdzięcznie. – Czasem … – Spojrzałam na matkę uważnie, ale zachęcona miłym uśmiechem kontynuowałam – to nie tylko pocałunki.
– Rozumiem – Liwia odparła spokojnie. – Lubisz, gdy jesteście tak blisko? – Pokiwałam nieśmiało głową. – I czasem chciałabyś czegoś więcej – bardziej stwierdziła niż zapytała.
– Dokładnie.
– Ale nie jesteś pewna, czy to już odpowiedni moment. – Objęła mnie i przyciągnęła do swojego ramienia. – Myślę, że pani Snape ma rację. Powinnaś zażyć eliksir. Nawet jeśli do niczego nie dojdzie między wami tej nocy, to prędzej czy później tak się stanie. A kiedy będziesz miała pewność, że to już, uwierz mi, nie będziesz się chciała wówczas zastanawiać nad tym, skąd wziąć eliksir, a co gorsza może ci nie być on wówczas w głowie. I ja też będę spokojniejsza.
– Dziękuję, mamo. – Mocno wtuliłam się w mamine ramię.
– Powiesz mi, gdy to się stanie? – spytała zatroskana.
– Pierwsza się dowiesz – odparłam z uśmiechem.
– Och, jestem pewna, że pierwsza będzie Amelia i jestem troszkę zazdrosna – westchnęła.
– Obiecuję, że tobie powiem pierwszej bez względu na to gdzie akurat będę – roześmiałam się na głos.
– To dobry chłopiec, dziecko. Jestem pewna, że zadba o ciebie jak należy.
.: :.
Cała w nerwach stanęłam przed dużym ceglanym budynkiem. Dom rodziców Severusa znajdował się po drugiej stronie Doliny Godryka. Miasteczko nie było duże, ale i tak wolałam się tutaj teleportować w obawie, że spacer skłoni mnie do dezercji.
– Solem, skarbeńku – wykrzyknęła pani Snape przez okno, gdy tylko dojrzała mnie stojącą przed furtką i zaczęła machać w moim kierunku różdżką, ale metalowe drzwiczki nie drgnęły. – Severus, Severus – nawoływała. – Idźże po tę dziewczynę, bo najwyraźniej znowu ojciec zmienił zaklęcia ochronne i nie mogę ich zdjąć.
– Miałem po prostu nadzieję, że będziesz po drugiej stronie, próbując je otworzyć – zakpił z żony pan Snape. – Absolutnie byłbym niepocieszony, gdyby dziewczyna, która podarowała nam w prezencie gwiazdkowym tak piękny obraz, nie mogła nas dziś odwiedzić. Witaj, moja droga. – Pan Snape wyprzedził swoją małżonkę i porwał moją dłoń, wyrywając jednocześnie z uścisku Severusa, w którym czułam się dość bezpiecznie i najchętniej tam właśnie zostałabym przez cały wieczór. – Tobias Snape, miło mi wreszcie poznać kobietę, która swym talentem podbiła nie tylko nasze wydawnictwo, ale najwyraźniej serce mojego syna i żony.
– Jestem pewna, że to nie jej talent miał główny wpływ na serce naszego syna. – Pani Snape uśmiechnęła się promiennie i uściskała mnie tak mocno, że z ledwością udało mi się wydusić ciche powitanie.
Nie potrafiłam powstrzymać rumieńca, gdy państwo Snape rozpływali się nade mną i ze zdumieniem słuchałam jak tych dwoje się przekomarzało. Z pozoru wyglądali na parę, która wiecznie się kłóciła i nie potrafiła żyć ze sobą w zgodzie pięciu minut, ale gdy przyjrzałam im się przez chwilę, zrozumiałam, że w rzeczywistości tych dwoje pałało do siebie cudownym uczuciem. Sprzeczali się i dogryzali sobie, ale gdy na siebie spoglądali i od czasu do czasu chwytali za dłonie, widać było niezwykłą miłość, jaką się darzyli.
– Tobias, żadnych rozmów o interesach z tą młodą damą w jadalni. – Eileen powstrzymała męża, gdy ten próbował przekonywać mnie o możliwościach jakie da praca na pełnym etacie w wydawnictwie.
– Pozwolisz, że pokażę ci nasz dom? – Pan Snape zażartował, próbując wyciągnąć mnie z pomieszczenia, gdzie mały skrzat szykował stół do kolacji.
– Tobias – warknęła na niego żona. – Przepraszam cię, skarbeńku.
– Nie ma za co pani przepraszać – zaśmiałam się. – Panie Snape, ja nie miałam okazji panu jeszcze podziękować za to stypendium. Nie wyobraża sobie pan, jak dla mnie to ważne.
– Solem, możesz być pewna, że to ja powinienem dziękować, że zgodziłaś się na tę propozycję. – Tobias uśmiechnął się z wdzięcznością. – Znasz jakieś wydawane przez nas książki?
– Tak, proszę pana. – Nie mogła powstrzymać uśmiechu. – Ilustracje pana Mendeza zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie. Jak byłam mała, to nie chciałam żadnych innych książek, tylko te, w których były jego rysunki.
– Niestety, jest już tak stary, że jedyne do czego się nadaje …
– Tobias – wykrzyknęła pani Snape – natychmiast przestań zanudzać tę dziewczynę rozmowami o wydawnictwie. Solem, skarbeńku, masz już suknię na bal? Twoja mama mi mówiła, że pracowałaś przez całe wakacje, by móc kupić jedną z butiku madame Malkin. – Spojrzałam na nią zmieszana.
– Mam suknię, ale uszyła ją dla mnie moja przyjaciółka, a właściwie przerobiła starą – wyznałam i zerknęłam na zaniepokojonego tym wyznaniem Severusa. – Uznałam za zbyteczne wydawanie całych oszczędności na suknię, której już pewnie nigdy więcej nie ubiorę, skoro mam zdolną współlokatorkę.
– Jeśli maczała palce w tej sukience, którą masz dziś na sobie, jestem pewna, że suknia na bal jest dziełem sztuki – Eileen zerknęła na syna i uśmiechnęła się do mnie. – Też nie lubię sukienek z butików. Później się okazuje, że idziesz na przyjęcie i połowa kobiet ma taką samą kreację jak ty. Severusie, pokaż Solem nasz dom, ja w tym czasie sprawdzę co z kolacją. Tylko błagam nie zabieraj jej do tego swojego niby laboratorium w piwnicy.
Severus
Moi rodzice byli o wiele gorsi niż się tego spodziewałem. Solem już od pierwszej chwili została przez nich osaczona i przez cały czas, jaki dotychczas u nas spędziła, zastanawiałem się, jak wiele jeszcze była w stanie znieść. Na szczęście, póki co matka powstrzymywała się przed pytaniem o to jak podobał jej się pokój życzeń i czy wie już jaki eliksir chciałaby zażyć. Gdyby podobne pytanie padło z jej ust, sam byłem gotów otworzyć Solem drzwi do ucieczki. Nie spodobała mi się jej zasmucona mina, gdy mówiła o swojej sukience i miałem nadzieję, że nie kryła się za tym jakaś kolejna historia podoba do tej z mapami.
– Severus – zaczęła cichutko, gdy znaleźliśmy się w moim pokoju – przepraszam. Powinnam cię uprzedzić, że nie mam nowej sukni na bal.
– A to ma znaczenie czy jest nowa, czy nie? – zdziwiłem się.
– Nie wiem – wyszeptała. – Nie chcę żebyś się wstydził, że nie mam żadnej z tych pięknych sukien z któregoś z modnych butików. Amelia bardzo się postarała, ale to wciąż tylko stara suknia po mojej mamie. – Zakuło mnie, gdy zobaczył łzy w jej oczach. Nie miałem pojęcia, jak mogła pomyśleć, że to może mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. – Nie pogniewam się, jeśli zaprosisz kogoś innego.
– Sol … – Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. – Słonko, to bez znaczenia. Będziesz najpiękniejszą dziewczyną na balu, Solem. Żadna dziewczyna w szkole ci nie dorównuje urodą, ale to nie dlatego cię kocham i nie dlatego chcę byś poszła razem ze mną. – Podszedłem do niej i mocno przytuliłem. – Ktoś ci sprawił przykrość z tego powodu? – Odsunąłem ją nieco i spojrzałem prosto w jej oczy, gdy nie zareagowała. – Powiedz mi, proszę, czy to Evans? Wspominała nie tylko o swojej sukience, prawda? – Dziewczyna pochyliła głowę.
– Naśmiewały się ze mnie – wyznała cicho – i z tego, że mam tę samą suknię co roku. – Wargi Solem niebezpiecznie zadrgały, więc czym prędzej mocno ją przytuliłem. Nie chciałem, żeby płakała. Dostrzegłem stojącą w progu matkę przysłuchującą się naszej rozmowie, ale na szczęście wycofała się cicho.
– To idiotki, Sol – próbowałem ją pocieszyć. – A twoja bordowa suknia zawsze wprawiała mnie w osłupienie albo to raczej ty w niej.
– Widzisz, jest tak stara, że nawet ty ją kojarzysz, chociaż nigdy … – zaszlochała. – I twoja mina, jak powiedziałam, że w niej idę …
– Moja mina? – zdziwiłem się.
– Byłeś zawiedziony – wydukała.
– Sol, byłem zaniepokojony – sprostowałem. – Byłem zaniepokojony, bo domyślam się dlaczego nie kupiłaś sobie nowej sukienki. I nie mam wyrzutów sumienia, bo gdybym nie naprawił ci teleskopu, kupiłabyś jakąś głupią kieckę, zamiast sama to zrobić, a wiem jak kochasz patrzeć w niebo. – Odetchnąłem głęboko. – I uwierz mi, pamiętam cię z poprzednich balów nie z powodu twojej sukienki, ale dlatego, że pięknie w niej wyglądałaś. To nie prawda, że nigdy wcześniej cię nie zauważałem. W czwartej klasie, miałaś włosy gładko upięte, nie wiem jak to zrobiłaś, ale nigdy później już cię nie widziałem z prostymi włosami. W piątej, były upięte w duży kok, a po bokach wystawały ci takie małe loczki. W zeszłym roku miałaś prześliczną spinkę. Pamiętam cię, bo jesteś piękna. Sol, tysiące razy spotykałem cię w bibliotece, zawsze przy stoliku pod oknem, zawsze ze wzrokiem utkwionym w książkach robiłaś na ślepo notatki. Czasem widywałem cię na błoniach. Malowałaś albo robiłaś szkice. Zawsze byłem ich bardzo ciekawy i raz podglądałem, jak rysowałaś uczniów na zajęciach z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Jesteś piękna, a Evans i jej przyjaciółeczki są po prostu zazdrosne, gdyby tak nie było, nie zaprzątałyby sobie tobą głowy. – Pogładziłem ją delikatnie po policzku. – Słoneczko.
– Oglądałeś zdjęcia z poprzednich balów w archiwum szkoły? – Spojrzała na mnie z wysoko uniesionymi brwiami. – Nie było cię na balu w piątej klasie, bo pamiętam, że miałeś mały wypadek na eliksirach i leżałeś w skrzydle szpitalnym razem z Potterem.
– Wrzucił mi do kociołka nieutarte oczy szczura wodnego – westchnąłem.
– Idiota. – Ulżyło mi, gdy się uśmiechnęła. – To było całkiem miłe kłamstwo.
– Nie wszystko było kłamstwem – odparłem. – Nie raz obserwowałem cię w bibliotece i podglądałem cię na błoniach. Sol, choćbyś poszła na ten bal nago, to nadal będziesz najpiękniejszą dziewczyną.
– Chciałbyś – mruknęła z krzywą miną.
– Po namyśle, nie, nie chciałbym. Zdecydowanie bym nie chciał. – Pokręciłem głową z niedowierzaniem, że w ogóle przyszło mi coś tak głupiego do głowy, żeby inni mieli na nią patrzeć. – Ale … nie mam nic przeciwko, żebyś nic nie ubierała na Sylwestra – wyszeptałem jej do ucha, po czym z satysfakcją obserwowałem jej szkarłatny rumieniec.
Solem już przy kolacji zdawała się zapomnieć o sukience. Z radością obserwowałem jej uśmiech i lekkie zażenowanie, gdy mama opowiadała o domku w Szkocji.
– Czy Severus wspomniał ci, żebyś zabrała bikini? – Ojciec spojrzała na nią uważnie.
– Bikini? Myślałam, że żartuje – odparła ze zdziwieniem.
– Ech – westchnął Tobias. – Gdy Eileen zabierała mnie tam po raz pierwszy, a także był to grudzień, też myślałem, że żartuje i siedziałem prawie całe ferie świąteczne w grubym swetrze, w upale.
– Nie jest moją winą, że dopiero po trzech dniach przypomniało ci się, że jesteś czarodziejem i możesz te swetrzyska transmutować w coś lżejszego – zaśmiała się z niego żona.
– Myślałam, że mamy jechać do Szkocji – dziwiła się Sol.
– Bo tak jest. Tylko domek letniskowy jest w miejscu, gdzie są odwrócone pory roku – wyjaśniłem jej.
– Jak to możliwe? – Solem nie mogła ukryć zaskoczenia. – To znaczy, słyszałam o takich czarach, czytałam o nich kiedyś w jednym ze starodruków u taty w pracy, ale to starożytna magia. Niewiele jest osób, które mogłyby zrobić coś takiego. Myślę, że nawet Dumbledore nie jest w stanie.
– Raczej nie – westchnęła z uśmiechem pani Snape. – I masz rację, to bardzo stara, niezwykle zaawansowana magia. To miejsce stworzyli moi pradziadkowie. Nie jest to zbyt wielki obszar, bo ciężko by było więcej uczynić nienanoszalnym. Nie wiem, jak tego dokonali, ale z opowieści rodzinnych wiem, że pracowali nad tym dziesiątki lat. Mieli obsesję na punkcie starożytnych zaklęć i z tego co wiem, nie było to jedyne co udało im się osiągnąć.
Ku mojej rozpaczy Solem została wciągnięta przez matkę w dyskusję na temat zapomnianych zaklęć i kompletnie przestała zwracać na mnie uwagę. Obserwowałem ją przez chwilę i nie mogłem się powstrzymać przed uśmiechem, widząc, jak z wypiekami na twarzy opowiadała matce o swoich doświadczeniach ze starą magią. Dopiero po chwili dostrzegłem utkwione we mnie spojrzenie ojca. Przyglądał mi się z powagą, a po chwili skinął w stronę drzwi do ogrodu.
– Jesteś zakochany – stwierdził, gdy byliśmy już sami.
– Jeśli zaprzeczę, uwierzysz? – spytałem.
– Nie ma szans – zaśmiał się ojciec. – Wystarczy tylko na ciebie popatrzeć. Severusie, ona jest dla ciebie kimś więcej niż tylko szkolną miłością, prawda?
– Tak, tato – przytaknąłem z powagą.
– Uważacie? – Ku mojej rozpaczy, ojciec kontynuował męską rozmowę.
– Zależy na co – odparłem, wzruszając ramionami. – Na przykład, gdy warzę to bardzo uważam, zwłaszcza, kiedy Solem jest ze mną w pracowni. Wiem, że i ona uważa kiedy lata na miotle …
– Severus, dobrze wiesz o co mi chodzi – przerwał mi.
– O co? – Spojrzałem zaskoczony na ojca.
– O seks – wykrzyknął poirytowany i właśnie ten moment wybrały sobie obie panie, by do nas dołączyć.
– Rozmawiacie sobie? – spytała z rozbawieniem Eileen, a Solem spłonęła rumieńcem. – O czym? Bo jeśli o zabezpieczeniu się przed niepożądaną ciążą, to wolałabym raczej, żeby nasz syn nie brał z ciebie przykładu.
– Przypominam ci, moja droga, że ty także byłaś przy tym obecna – Tobias wyraźnie się zirytował na insynuację, jakoby to on był jedynym winnym ich wpadki sprzed lat.
Wywróciłem oczami i chwyciłem Solem za rękę. Zostawiliśmy kłócących się rodziców i udaliśmy na krótki spacer po ogrodzie.
– Słuchanie po raz kolejny o tym, że jestem niechcianym dzieckiem mnie nie bawi – wyjaśniłem jej powody ucieczki.
– Twoi rodzice cię bardzo kochają, Severusie i jestem pewna, że gdyby mieli to powtórzyć, zrobiliby wszystko, by cię mieć. – Uśmiechnęła się promiennie. Nie mogłem się powstrzymać. Chwyciłem jej twarz w dłonie i pocałowałem. Namiętnie, z niezwykłą czułością i powolnością penetrowałem jej usta. Uwielbiałem, gdy delikatnie muskała mój język swoim i nie mogłem się powstrzymać przed mocniejszym przyciągnięciem jej do siebie. Delikatnie wsunąłem dłonie pod jej zimową szatę i leciutko wodziłem palcami wokół piersi.
– Spacerek, ha? – Oderwałem się od niej nagle, gdy za plecami usłyszeliśmy głos ojca i gromki śmiech matki.
.: :.
Nie mogłem wydusić z siebie słowa, gdy stanęła przede mną w samym bikini. Wpatrywałem się w nią szeroko otwartymi oczami i nawet nie próbowałem kryć, jak bardzo ten widok mnie podniecał. Także zdążyłem przebrać się już w kąpielówki i nawet choćbym chciał, ciężko było udawać, że nic się ze mną nie działo. Czarny, niewielki staniczek ledwie okrywał jej piersi, które teraz wydawały mi się o rozmiar większe niż zwykle, a skąpe majteczki zdawały się do mnie wołać, bym je z niej zdjął. Wciąż byliśmy na etapie ściągania z siebie jedynie górnych części ubrania i tak właściwie to nawet jej nogi widziałem po raz pierwszy. Zastanawiałem się co kryło się pod maleńkimi majteczkami. Czy jej włoski łonowe były tak samo mocno czarne i czy używała jakichś czarów depilujących. Wodziłem po niej wzrokiem z uchylonymi ustami, a było na co popatrzeć. Była niska, ale jej zgrabne nogi zdawały się sięgać nieba. Nieco zaokrąglone biodra świetnie kontrastowały z wąską talią, a malutki, odstający tyłeczek zachęcał, by chwycić go w swoje dłonie.
Przełknąłem głośno ślinę, gdy koniuszkiem języka oblizała górną wargę i myślałem, że eksploduję, kiedy zarzuciła długimi włosami. Widziałem, że była mocno zażenowana, ale nie potrafiłem się na nią nie patrzeć. Czułem, że mój członek sterczał, mocno napinając majtki, ale nic nie mogłem na to poradzić, że tak bardzo na mnie działała. Rzuciła okiem na moje krocze i z lekkim rozbawieniem uniosła brwi.
Miałem wrażenie, że minęły godziny, zanim zdołałem się otrząsnąć i podszedłem do niej. Ochota na pływanie w morzu całkowicie mi przeszła i zastanawiałem się, jak przekonać ją, żebyśmy lepiej zostali w domku, najlepiej w sypialni i zdjęli z siebie te kawałki ubrań jakie na sobie mieliśmy albo przynajmniej żeby ona zdjęła swoje. Przełknąłem głośno ślinę i powoli podszedłem do niej z nadzieją, że powie coś co sprawi, że nie będę musiał teraz siedzieć na plaży.
– Nie za duże słońce na opalanie? – Jej pytanie wydało mi się zbawieniem. – Gorąco – dodała po chwili.
– Może powinnaś się bardziej rozebrać – szepnąłem, stając tuż obok niej.
– I miałabym pozbawić cię zajęcia? – spytała, zbliżając usta do mojego ucha.
Nie potrzebowałem więcej zachęty. Pochyliłem się i pocałowałem ją z namiętnością i pasją. Od razu odwzajemniła pocałunek i czułem, że tym razem mogłem pozwolić sobie na dużo więcej. Chwyciłem ją w talii i uniosłem do góry. Jakby czytała w moich myślach. Oplotła mnie swoimi cudownymi udami w pasie i wplotła palce we włosy. Czułem, jak mój członek ocierał się o jej krocze i z całej siły zapragnąłem pozbyć się dzielących nas tkanin.
Jeszcze w drodze do sypialni ściągnąłem z niej staniczek i teraz leżałem pochylony nad nią i wpatrywałem się zachłannie raz w jedną, raz w drugą pierś. Chwyciłem jedną w dłoń, delikatnie masując, a drugą w usta, zataczając językiem maleńkie kółeczka wokół sutka. Przymknęła powieki, a jej oddech stawał się coraz bardziej urywany i nieregularny. Oderwałem się od jej piersi i spojrzałem w oczy. Uśmiechnęła się lekko i przyciągnęła mnie do pocałunku. Nasze języki spotkały się na granicy ust. Wplotła palce w moje włosy, a po chwili poczułem, jak zarzuciła nogę na biodro. Nie mogłem się powstrzymać i chwyciłem ją za pośladek. Mój penis wciąż uwięziony w kąpielówkach, mocno wbijał się w jej krocze i jak nigdy zapragnąłem poczuć jej wewnętrzne ciepło. Poruszała leciutko biodrami, ocierając się o mnie. Jęknęła cichutko, gdy rozwiązałem sznureczek jej majtek, ale pozwoliła mi zrobić to samo z drugiej strony i po chwili leżała przede mną całkowicie naga.
Bałem się zerknąć w dół, tylko wciąż zaciekle ją całowałem. Nie byłem pewien w jaki sposób jej dotykać, czy powinienem robić to wolno, czy może szybciej. Nie chciałem wyjść na napalonego dupka. Czytałem o tym w jaki sposób doprowadzić kobietę do orgazmu, ale nie byłem przekonany, czy ona tego chciała i czy próbowała tego kiedyś sama, tak jak ja. Uspokoiła nieco pocałunek, dając mi tym samym do zrozumienia, że jednak wolała, żeby to działo się powoli. Ulżyło mi trochę, bo bałem się, że po raz kolejny nie zdołam się przy niej powstrzymać, gdy to będzie działo się za szybko.
Wciąż odkładałem moment zerknięcia w dół. Jedną dłonią wciąż delikatnie masowałem jej pośladek, a drugą wplatałem we włosy. Mój oddech przyspieszał z każdym przesunięciem palców, które zacząłem zbliżać do jej kobiecości. Jęknęła cichutko prosto w moje usta, gdy natrafiłem w końcu na jej wilgotną szparkę. Odetchnąłem w duchu i leciutko chwytając ją za udo, oderwałem od siebie i ułożyłem na łóżku. Jeśli do tej pory wydawało mi się, że byłem podniecony, to nie miałem pojęcia jak nazwać to co przeżywałem teraz. Ślizgałem się wzrokiem po jej nagim ciele, dużo dłużej zatrzymując na niewielkim trójkąciku pełnym czarnych, kręconych włosków. Przygryzła lekko dolną wargę i obserwowała mnie przez chwilę, po czym usiadała na łóżku i z uśmiechem zajęła się moją bielizną. Nie miałem pojęcia, które z nas było bardziej zaczerwienione, ale nie przypominałem sobie sytuacji, kiedy policzki tak bardzo mnie paliły. Uchyliła lekko usta i tak jak ja wcześniej po jej, tak ona teraz po moim ciele wodziła wzrokiem. Nie do końca tego się spodziewałem, ale przecież powinienem przewidzieć, że i ona będzie zainteresowana moim ciałem.
Klęczeliśmy na łóżku, wpatrując się sobie w oczy i co chwilę jedno z nas nieśmiało zerkało w dół. Powoli zbliżyłem się do niej tak, że mój członek teraz ocierał się o jej podbrzusze i pocałowałem ją namiętnie. Moje ręce wodziły zachłannie po jej ciele, a ona nie pozostawała mi dłużna. Z każdą chwilą, z każdym nowo odkrywanym kawałkiem, czułem się coraz bardziej ośmielony. Położyliśmy się, nie przerywając pocałunku i ponownie poczułem jak oplotła mnie swoją zgrabną nogą.
– Severus – szepnęła głosem pełnym podniecenia, gdy zbliżyłem dłoń do jej szparki i leciutko przejechałem palcem między wargami. Poczułem, jak bardzo była tam wilgotna i w myślach przeszukiwałem publikacje, które czytałem na ten temat, czy to dobrze, czy nie. Objęła mnie mocno za plecy i jęknęła, gdy nieco śmielej wodziłem po jej kobiecości. Całowałem ją z czułością i powolnością, wciąż poznając jej ciało, a w głowie przewijały mi się obrazki przedstawiające kobiece narządy. Poczułem się jeszcze śmielej, gdy przejechała dłonią po moim członku i rozpocząłem poszukiwanie punkciku, o którym ostatnio tak wiele czytałem.
W pewnym momencie głośno jęknęła i leciutko zacisnęła dłoń na mojej męskości. Domyśliłem się, że moje palce w końcu natrafiły na to czego szukałem. Zacząłem powoli masować maleńki guziczek między jej dolnymi wargami i nie mogłem dłużej utrzymać pocałunku, gdy ona przesuwała swą dłoń po moim członku. Oddychaliśmy ciężko, a z każdym ruchem palców między ciałami nasze oddechy stawały się bardziej urywane, a ciche westchnienia przemieniły się w głośne jęki. Przyspieszyłem swój masaż, widząc, że sprawia to jej przyjemność i ona po chwili także przyspieszyła swoje ruchy. Zawirowało mi w głowie, gdy przesunęła swoją rękę nieco niżej i dotknęła jąder, ale już po chwili ponownie wznowiła masowanie mnie w górę i w dół.
W pewnym momencie jęknęła głośno i wbiła swe ciało w moje, zaciskając swe uda na dłoni. W pierwszej chwili myślałem, że sprawiłem jej ból, ale ciche postękiwania i przyspieszony oddech, przekonały mnie, że nie ból sprawiłem, a wręcz przeciwnie. Myśl, że właśnie doprowadziłem kobietę do orgazmu tak bardzo mnie podnieciła, że wystarczyły już tylko dwa jej szybkie ruchy, by samemu przeżywać najwspanialszy orgazm. Prawie wykrzyczałem jej imię, gdy spory strumień nasienia wypływał z pulsującego penisa, plamiąc moje podbrzusze i jej malutką dłoń. Zrobiło mi się głupio, a i chyba ona nie bardzo wiedziała co ma zrobić, dlatego szybko oczyściłem nas oboje przy pomocy zaklęcia i opadłem ciężko na poduszki, przyciągając ją do siebie.
– Chciałabyś powtórzyć to jeszcze raz? – spytałem po chwili, gdy mój oddech powoli się uspokajał.
– Tylko raz? – Uniosła nieznacznie głowę i spojrzała na mnie zalotnie.
– Zachłanna – zaśmiałem się.
– Spragniona – odparła i wcisnęła się w moje ramię.
Kolejny rozdział: „Bal o północy"
