ROZDZIAŁ 7
Byłam prawie zdecydowana. Mam na myśli, w filmie także to się udało, prawda? Zatem co było najgorsze co może się zdarzyć? Chyba, że oboje upadniemy lub Edward po prostu odsunie się na bok.
Ale on nie chciał chyba tego zrobić, prawda? W końcu to jego gówniany pomysł. Zgodziłam się tylko na to, ponieważ Emmett zrobił z tego wielkie przedstawienie.
Byłam gotowa do wybicia się. Mogłam to zrobić. On mógł to zrobić. I kiedy czułam już jego dłonie na biodrach momentalnie zesztywniałam.
- Edward? Baby?
Uniosłam głowę i spojrzałam Edwardowi prosto w oczy. Stał dokładnie tak jak ja, wryty w miejscu, a jego dłonie wciąż jeszcze były na moich biodrach.
Wspominałam już, że ma najpiękniejsze zielone oczy jakie kiedykolwiek widziałam?
Człowieku, miał piękne oczy. Były tak jasne i głębokie. Mogłam się w nich zgubić. Byłam w stanie zajrzeć w głąb jego duszy. Jeśli rzeczywiście ją miał.
Ale w tym momencie wyglądało to tak jakby miał. Był sfrustrowany dokładnie tak jak ja, że przerwaliśmy to. A ten wyraz twarzy znałam za dobrze. To spojrzenie miał po tym jak Jacob przerwał nam w piwnicy.
- Baby jesteś tutaj…
Nasze spojrzenia były wciąż jeszcze jak skamieniałe, tak jakbyśmy byli mocno do siebie przyklejeni. Jak gdybyśmy powstrzymywali się przed patrzeniem w inną stronę.
- Co tu się dzieje? – Przełknęłam, zamknęłam oczy i zrobiłam półobrót.
A tam stała ona. W krótkich spodenkach i obcisłym T-shircie. Tanya.
Kto by pomyślał?
- Kochanie1, dlaczego tak stoisz i dlaczego twoje dłonie są na jej biodrach? – powiedziała to z takim wstrętem. Jak gdyby musiała dać mi do zrozumienia, że powinno się tego wstydzić. To mnie rozwścieczyło i jednocześnie zasmuciło. Spuściłam wzrok.
- Po pierwsze – kogo, kiedy i gdzie dotykam i trzymam jest moją sprawą. Po drugie – Bella i ja ćwiczymy. Po trzecie – co ty tu robisz? Po czwarte – nie jestem twoim kochaniem, zapamiętaj to sobie. A po piąte – jedynym, który może powiedzieć słowo Baby jestem ja, kiedy zwracam się do Belli.
Pierwsze cztery „wyliczenia" powiedział z takim chłodem w głosie, całkiem jakby czuł w swoim pobliżu dziesięć pulchnych pingwinów.
Odwróciłam się znowu do niego i spojrzałam mu w oczy. Punkt piąty powiedział z tym swoim krzywym uśmiechem. Whoa. Koniecznie musiał tego zaprzestać.
Chciałam się odwrócić jednak on nie chciał mnie puścić. Co to było?
Uniosłam wysoko jedną brew.
Pochylił się i szepnął mi do ucha – Możesz iść, jeśli ja tego chcę. – Co można jeszcze do tego powiedzieć?
- Edward możemy wreszcie iść?
- Tanya jestem twoim psem czy co? – Był zły, to dało się zauważyć.
- Um ok. Powiedziałabym, że możesz iść Edward robić coś innego z Tanyą. Bella i ja omówimy wszystko w związku z waszymi dalszymi próbami. – Alice, dziękuje ci. Z tym zdaniem Edward ostatecznie puścił moje biodra. Czułam jak moje ciało zatęskniło za tym, aby znów czuć jego palce, ale po prostu zignorowałam to. Jestem silna!
Dobrze, ciągle muszę ci to mówić.
Edward przeszedł obok mnie i uśmiechnął się. Wiedział co mi tym robi, byłam tego pewna, a on był cholernie dobry. Znowu! Gówno!
Odwróciłam się, podczas gdy on wychodził i przyglądałam mu się. Przeszedł obok Tanyi, a ona podążała za nim jak jakiś pies. Jak gdyby miał coś w kieszeniach.
- Edward co TO było? – Usłyszałam ją, jak jeszcze to mówi, a potem ona też zniknęła z pokoju dziennego. A ja? Stałam tam. Jak półtora nieszczęścia. Wiedziałam co on teraz całkiem możliwie wyprawiał z Tanyą w swoim pokoju. Dlatego też w końcu tutaj była.
I to naprawdę wnerwiało. Ugh.
- HEJ! Ziemia do Belli! – Dopiero kiedy Alice potrząsnęła mnie za ramię, sprowadziła mnie z powrotem do rzeczywistości. Wtedy zauważyłam cztery pary oczu skierowane na mnie.
- Co się wszyscy tak na mnie gapicie? – fuknęłam prawie, a to nie było moim zamiarem.
- Niechętnie przyznam rację Tanyi, ale co TO do diabła było?
- Alice, o czym ty mówisz? Co to wszystko ma znaczyć?
- To z Edwardem! Co to było? Chodzi mi o to wasze spoglądanie, kiedy…
- Kiedy co…? - przerwałam jej.
Jasper zauważył, że wewnątrz mnie kipiało i nie miałam ochoty w dalszym ciągu zostać przepytywaną. Powinni oni to wszyscy zauważyć razem z nim. Ostatecznie on był tym, który nie pozwolił mi odejść.
- Bella, myślę, że powinniśmy jechać do domu. Charlie wkrótce wróci. – Skinęłam głową i z powrotem spojrzałam na Alice.
- Ali, przykro mi. Możemy pogadać o tym jutro? – Uśmiechnęła się i wzięła mnie w ramiona.
- Już w porządku B. – Alice była naprawdę najlepsza. Dała mi buziaka w policzek i odwróciła się krótko do Jaspera, kiedy ja żegnałam się z Emmettem i Rose. Rosalie wyglądała tak, jak gdyby miała podejrzenie o tym, czym to dokładnie było. Ale mogłabym przysiąc, że miał je każdy w pokoju.
Podróż do domu z Jasperem była cicha. Wiedział, że jeśli chcę pogadać to przyjdę do niego. Przedtem najpierw radziłam sobie sama ze wszystkim moimi problemami. Robiło mi się przykro, że w ostatnim czasie sprawy nie były w porządku. Ale Jasper na szczęście miał Alice.
Uwaga dla mnie: Pytać Jaspera jak idzie z Alice.
Kiedy byliśmy w domu, ugotowałam dla nas, zjedliśmy z Charliem i zrobiliśmy nasze zadania domowe. Poszłam wcześnie do łóżka i miałam nadzieję, że ogarnie mnie sen. Ale nic z tego nie było. Zatem leżałam i wpatrywałam się w sufit, zastanawiając się co to był dzisiaj za dzień. Gdy zadzwonił budzik, zauważyłam, że jakoś zasnęłam, udając się do królestwa snów. Ale mimo to byłam zupełnie wyczerpana. Ubrałam się, byłam gotowa iść do kuchni, a potem jechać do szkoły z Jasperem.
Byłam tylko zadowolona, że nie miałam dziś ani biologii ani w-fu. Odtańczyłam wewnętrzny taniec radości. Ale kiedy przyjechaliśmy na parking, gdzie pozostali już czekali, moja radość była jak zdmuchnięta. Plecami oparty o swoje volvo i Tanyą śliniącą się przy jego szyi, stał on. Ugh. Tego zdecydowanie nie chciał człowiek oglądać tak wcześnie rano.
- Nie mają żadnego domu? – wyrzuciłam z siebie. Byłam zdegustowana i zła.
- Nie denerwuj się B. Bądź ponad to. - Zaparkowałam samochód i wysiedliśmy.
Alice szła do nas tanecznym krokiem, podeszła do Jaspera, dała mu buziaka w policzek, a potem podeszła do mnie i przytuliła mnie.
- Przykro mi, ze musisz to widzieć. – Dlaczego Alice szepnęła mi to do ucha?
- Alice… co…
- Chodź, pozwól nam wejść do środka – pociągnęła mnie za ramię i jednocześnie Jasper dał jej swoją dłoń.
Odwróciłam się krótko i pomachałam do Emmetta i Rose. Ignorowałam przy tym Edwarda i Tanyę. Ale czułam jego spojrzenie na moich plecach i przeszedł mnie dreszcz.
Pozostała część dnia zleciała spokojnie. W przerwie siedzieliśmy przy naszym zwykłym stole, rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Być może dlatego byłam w wesołym nastroju, ponieważ Edwarda tam nie było.
Kto wiedział co on właśnie teraz robi?
Właściwie już wiesz co on naprawę robi. Pytanie tylko z kim! A ważniejsze pytanie: Dlaczego tak ci to przeszkadza?
NIE! To mi nie przeszkadza. On może robić co chce. Nie mam z tym żadnego problemu. Ponieważ ostatecznie nie chce z nim tego robić.
Jak długo będziesz to sobie wmawiać?
Mój tydzień zleciał spokojnie i poprawnie. Tak jak powinno być. Miałam mnóstwo zabawy z Alice i Jasperem, Emmettem i Rose. W środę znów miałam biologie i w-f razem z Edwardem. Ale to nie był problem. Nie pozwoliłam się po prostu sprowokować i omawiałam z nim tylko to co było niezbędne. Ostatecznie był moim „partnerem" na biologii i na w-fie musiałam z nim przebywać. Tyle dobrze, że na w-fie zaczęliśmy powoli. Oznaczało to, że jeszcze nie rozpoczynaliśmy tańców partnerskich. Tak więc stałam możliwie jak najdalej od „mojego Johnny'ego".
Z upływem czasu mieliśmy już piątek. Na szczęście. Szczerze, dlaczego szkoła była przez pięć dni, a weekend tylko przez dwa. Nie można tego odwrócić? W każdym razie ja za tym byłam. Ale jednocześnie piątek i weekend oznaczał, że będziemy ponownie u Cullenów. Cały weekend. Wcześniej to nie było tak złe, ale dzisiaj było inaczej. To będzie mój pierwszy weekend, w którym będę musiała spać w pokoju gościnnym, ponieważ Alice była w pewien sposób z Jasperem. To nie było jeszcze najgorsze. To będzie mój pierwszy weekend, kiedy Edward Cullen też tam będzie.
Jasper i ja zatrzymaliśmy się na chwilę u nas w domu i spakowaliśmy nasze rzeczy. Z Charliem wszystko było już ustalone, dziwił się dlaczego tak rzadko jesteśmy u nas. Byłam ciekawa co zaplanowano na weekend, ale nie miałam żadnych wielkich motywacji do robienia czegokolwiek. Może wieczór filmowy lub coś takiego. Zatem spakowałam tylko wygodne rzeczy. Moje szorty i top do spania.
Kiedy dotarliśmy do Cullenów zostaliśmy już bardzo głośno przywitani przez Emmetta, który powiedział nam, że powinniśmy się pośpieszyć. Mecz. Na Wii2. Przewróciłam oczami. Ulżyło mi, kiedy weszłam do pokoju dziennego i znajdowały się tam tylko Alice i Rose. Obie przywitały mnie i gadałyśmy trochę jakie są próby do naszego super musicalu. Emmett i Jasper prowadzili oczywiście w kręglach, w co graliśmy. Ale to zabawa i to było najważniejsze. Między tym jedliśmy pizze, którą mieliśmy zamówioną i piliśmy trochę alkoholu. Nie zauważałam jak upływał czas, aż Alice zerwała się na równe nogi. Na początku myślałam, że miała skurcz w nodze, albo coś takiego, ale potem spojrzała na mnie. I to spojrzenie nie zwiastowało nic dobrego. To było czyste zło. I mam na myśli naprawdę zło.
- Już, już, już dziewczyny, musimy się przygotować.
Dokładnie to. Musimy – zrobić – z Belli – lalkę – Barbie.
- Whoa, whoa, whoa Alice. Chwileczkę. Do czego musimy się przygotować? Myślałam, że tutaj porobimy coś przyjemnego. A przede wszystkim nie przyglądaj mi się tak.
- Ciii Bella. Jedziemy do Port Angeles. Jasper musi jeszcze coś zobaczyć. A tutaj wokół jest wciąż nudno.
- Dobrze, zrozumiałam. I co będziemy robić w Port Angeles?
Rosalie i Alice zaśpiewały w tym samym czasie: K-A-R-A-O-K-E!
- Nie ma mowy! Nie ma kurwa mowy! Jesteście stuknięte?
- Ach chodź już B. będzie wesoło i porządnie się napijemy.
Nie mogłam się sprzeciwić, ponieważ Alice i Rose chwyciły mnie już za ramiona i pociągnęły przez kuchnie, gdzie Alice złapała dwie butelki szampana, do jej pokoju. Zostałam przetransportowana do jej łazienki, gdzie powinnam wziąć prysznic. Kiedy stałam z ręcznikiem owiniętym wokół mojego ciała i włosów w pokoju Alice, nie miałam co na siebie włożyć. Alice przewróciła oczami i umieściła mnie na krześle, ukryła lustro i dała mi kieliszek szampana. Wypiłam go jednym tchem i Rose ponownie go napełniła. Alice robiła mi makijaż.
- Dziś kochana B. robimy z ciebie sukę. – Przyjrzałam jej się zszokowana.
- CO PROSZĘ?
Wtrąciła się Rose – Ach Bella, cicha woda brzegi rwie. Odkładasz po prostu twój numerek na bok. Jesteś zepsuta i nieprzyzwoita i dokładnie to wiesz. Czy chciałbyś nam coś opowiedzieć?
O MÓJ BOŻE! Wiedziały! Wiedziały o Edwardzie i naszym spotkaniu w piwnicy. Kurwa! Skinęła głową i dała mi w ten sposób do zrozumienia, co myślę.
- Um… Nie… Właściwie nie. A więc dobrze A. zaczynaj.
Po tym Alice zrobiła mi Smokey Eyes, pomalowała rzęsy i nałożyła różowy błyszczyk, Rose zajęła się moimi brązowymi, długimi włosami. Zdecydowała się zostawić je rozpuszczone, ale z dużymi, spływającymi lokami. Trzydzieści minut później stałam tam w czarnych, obcisłych dżinsowych rurkach i czerwono – czarnym gorsecie. Nie wyglądało to zdzirowato, właściwie względnie seksownie, ale tam była zupełnie inna osoba, która stała przede mną. A do mojego osłupienia musiałam powiedzieć, że podobało mi się to.
- Wow wyglądam…
- Cholernie gorąco? Do wzięcia? Całkowicie do przelecenia?
- Alice! Tak tego nie powiedziałbym teraz, ale cholera tak – roześmiałam się. Dobrze, być może to również te dwie butelki szampana, które pochłonęłam.
- Dobrze Rose, Alice. Tak bardzo was kocham za to co dla mnie zrobiłyście, ale nie założę tych butów. To są buty – potwory.
- Bella, do tego stroju należą te buty, nie bądź taka uparta, to 5 cm. – Czarne czółenka. Przewróciłam oczami. Nie ma sensu wdawać się z obiema w dyskusje, założyłam je. Alice i Rose były oczywiście gotowe w ciągu 15 minut i zeszłyśmy na dół. U dołu schodów stali Emmett i Jasper, którzy gapili się na nas wielkimi oczami. Wiedziałam co Jasper myśli. Nigdy nie spodziewałby się tego po mnie.
- Bella, wyglądasz…
- Cholernie gorąco? Do wzięcia? Całkowicie do przelecenia? – Zachichotałyśmy z dziewczynami.
- Hej, hej my też jesteśmy nie do pogardzenia, prawda?
Alice miała na sobie ciemnoszare rurki i czarny top. Rose krótkie, seksowne HotPans3 i bluzkę, którą miała wiązaną na środku. Wyglądałyśmy zatem cholernie gorąco. Nie można tego inaczej opisać.
- Dziewczyny, jesteście szaleństwem.
- Dobrze, dobrze… Dość tego jąkania się, możemy w końcu zaczynać. – Alice była tak podekscytowana, że nie mogła stać cicho.
- Dokąd? – Wiedziałam do kogo ten głos należy.
- Edward… Gdzie tam idziesz?
- Tanya ubierz się, a potem znikaj. – I tam był znowu on. Edward – dziwka. Szaleństwo. Raz ponad to i wtedy proszę bardzo, adieu. Jak wstrętnie.
- Dokąd jedziecie? – Proszę, zamknij się. Daj nam po prostu odejść.
- Siema bracie, jedziemy do Port Angeles. Baranie, towarzyszysz nam i tym trzem gorącym laskom? – Tak Emmett dokładnie za to cię kocham. Ugh.
Edward patrzył na początku na Alice potem na Rose, a następnie na mnie. Kiedy mi się przyglądał jego oczy pociemniały. Jego wzrok błądził po moim ciele, w górę i w dół. Przełknęłam.
- B. jest gorąca, prawda Eddie? – Rosalie, zamknij buzię. Na Boga, zamknij twoją cholerną buzię.
Edward nie powiedział po tym nic, z wyjątkiem: – Wchodzę w to.
- W co wchodzisz, Edwardzie?
O Boże. Tego w tej chwili nie chciałam zobaczyć. Tanya stała na szczycie schodów w swoich dżinsach i próbowała właśnie zapiąć bluzkę. Przewróciłam oczami.
- Ubieraj się Tanya i zamknij za sobą drzwi, kiedy wyjdziesz. – Z tym zdaniem Edward przeszedł obok nas i otworzył drzwi.
To był jakiś żart? Najpierw pieprzył się z Tanyą, a potem ni stąd ni zowąd zostawia ją tam?
- Chce wam się dziś jeszcze wybrać do Port Angeles, bądź kiedykolwiek? – Rose chwyciła mnie za rękę i poszłyśmy do samochodu. Inni szli za nami niepostrzeżenie, podczas kiedy Tanya została tam.
Kiedy byliśmy przy samochodzie, pytałam jak to diabła dojedziemy do Port Angeles w szóstkę jednym samochodem? Emmett powiedział, że to żaden problem, wszyscy zmieścimy się w Jeepie. Musimy się tylko razem trochę ścisnąć.
I teraz siedzę tu. Wciśnięta między Edwarda i Alice, która w połowie wisiała na kolanach Jaspera. Mogę się tylko modlić, że mój tata nie dowie się o tym. Jazda minęła szybciej niż oczekiwałam, ale miałam wrażenie, że Emmett brał dodatkowe, ostre zakręty, tak że za każdym razem wypadałam przeciwko Edwardowi.
Bar karaoke był znacznie zapełniony. Ale mieliśmy szczęście i dostaliśmy stosunkowo dobry stolik, bezpośrednio przy scenie. Żadna siła nie sprowadzi mnie tam dzisiaj. Działanie szampana nadeszło i musiało zażądać zaopatrzenia. Chłopaki zatroszczyli się o napoje, a my chroniłyśmy miejsce. Jak tylko piwo pojawiło się na stole usiadłam i piłam. Wieczór mógł być w każdym przypadku spędzony tylko z dużą ilością alkoholu.
- Nie patrzcie tak na mnie, chciało mi się pić. – To teraz nie można nawet wypić w spokoju. Na moje nieszczęście siedziałam obok Edwarda i Jaspera. Jasper nie był problemem, ale napięcie lub coś, co zawsze było między Edwardem, a mną wydawało mi się śmieszne.
- Ok luz. Kto zaczyna? Bella?
- Alice, w żadnym wypadku. Nigdy w życiu nie mogę iść tam. – Alice przewróciła oczami. Reszta naszej grupy potrząsnęła głowami.
- Zacznę ja, a wy potem dołączycie.
Alice tańczyła na scenie i spojrzała krótko na listę. Pierwsze dźwięki nadeszły i Alice zaczęła. Pomieszczenie wrzeszczało, gdy ona jak mały elf poruszała się na scenie.
Some boys kiss me, some boys hug me
I think they're O.K.
If they don't give me proper credit
I just walk away
Oczywiście, śpiewała to co do niej najlepiej pasowało. Material Girl Madonny. To wyglądało zbyt słodko, kiedy flirtowała z Jasperem i resztą.
Living in a material world
And I am a material girl
You know that we are living in a material world
And I am a material girl
Some boys romance, some boys slow dance
That's all right with me
If they can't raise my interest then I
Htboys try and some boys lie but
I don't let them play
Only boys who save their pennies
Make my rainy day, 'cause they are
Alice była urodzoną artystką estradową. To było przezabawne. Kiedy skończyła nie było nikogo, kto by nie klaskał i gwizdał jak szalony. Alice dziękowała buziakami w stronę tłumu i opadła na kolana Jaspera.
Rosalie zaśpiewała Girls just wanna have fun i pomyślałam, że wszyscy faceci, którzy byli w barze przykleją się do sceny. Emmett przyjął to naturalnie i doprowadził ją z powrotem do naszego stolika. Alkohol płynął, a atmosfera była świetna. Nawet Edward i ja żartowaliśmy razem.
- Teraz ty Bella – szepnął mi do ucha.
- Zdecydowanie nie.
- Ty hamulcu zabawy. Ale to mogę sobie wyobrazić. – Popatrzyłam na niego z uniesionymi brwiami i potrząsnęłam głową.
- Edward pójdę, jeśli ty pójdziesz pierwszy, a ja wybiorę piosenkę. – Nigdy tego nie zrobi. Uśmiechnęłam się.
- Dobra, uważaj Bella. Będę śpiewać na tej scenie piosenkę, którą ty wybierzesz, jeśli Jasper i Emmett zrobią to ze mną. – Edward rozmawiał krótko z obojgiem, a oni skinęli głowami. Gówno! Szybko przeszłam przez listę i miałam doskonałą piosenkę.
- Bella, potem wybieram ja. Dziewczyny wiedzą. Biorą w tym udział. – Ok, fatalnie, kiedy nie będę znała wybranej piosenki.
- Umowa.
Edward, Emmett i Jasper wstali. Szłam za nimi ustawić piosenkę. Śmiałam się, kiedy pierwsze dźwięki rozbrzmiały, dziewczyny wstały. Edward chwycił mikrofon dokładnie tak jak Emmett i Jasper. I nigdy nie przypuszczałabym, że to co tam widziałam było możliwe. Edward Cullen śpiewał. Śpiewał, ponieważ go do tego skłoniłam.
I'm bringing sexy back
Them other boys don't know how to act
I think you're special, what's behind your back?
So turn around and I'll pick up the slack.
Take 'em to the bridge
A jak on śpiewał. Nie mógł tylko dobrze wyglądać i tańczyć, nie Edward pieprzony Cullen potrafił również śpiewać. Facet był zbyt dobry.
Dirty babe
You see the shackles
Baby I'm your slave
I'll let you whip me if I misbehave
It's just that no one makes me feel this way
Come here girl
Go ahead, be gone with it
Come to the back
Go ahead, be gone with it
VIP
Go ahead, be gone with it
Drinks on me
Go ahead, be gone with it
Let me see what you're twerking with
Go ahead, be gone with it
Look at those hips
Go ahead, be gone with it
You make me smile
Go ahead, be gone with it
Go ahead child
Go ahead, be gone with it
And get your sexy on
Go ahead, be gone with it
To był widok dla bogów. Edward robił to tak dobrze. I jak on przy tym na mnie patrzył. Jakby rozbierał mnie swoim wzrokiem. Emmett i Jasper wciąż śpiewali:
Go ahead, be gone with it
And get your sexy on
Całe pomieszczenie wrzeszczało. Wszyscy poszli na całość. Kiedy piosenka się skończyła nie można było zrozumieć własnych słów. Było tak głośno. Ten występ był nie do porównania. Edward uśmiechnął się do mnie swoim krzywym uśmiechem i wskazał na mnie palcem i jakby tym wciągał mnie na scenę. Chciał, żebym przyszła do niego i mogła zrealizować moją cześć umowy. Chwyciłam Rose i Alice i poszłyśmy na scenę. Edward dał mi mikrofon i wybrał piosenkę. Kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki zesztywniałam i natychmiast chciałam opuścić scenę. To nie mogło być na poważnie. Ale to jak on patrzył było jego całkowita powagą.
Nie mogłam i nie chciałam się skompromitować. Edward powinien zobaczyć co mogłoby się stać jego. V-Card tak lub nie, ale wiedziałam też jak kogoś rozpalić. Przede wszystkim, jeśli myśli się zawsze swoim fiutem. Ostatnia myśl była oczywista. Mogłabym być seksowna, a jeśli on chce to mieć, proszę.
I know you like me (I know you like me)
I know you do (I know you do)
Uhh Eddie mam cię, to będzie twój upadek.
Thats why whenever I come around
She's all over you
And I know you want it (I know you want it)
It's easy to see (it's easy to see)
Richtig, sieh dir nur dein Gesicht an Edward.
And in the back of your mind
I know you should be fucking with me
Zawsze było bardzo łatwo podniecić facetów, myślą tylko o jednym. Pomieszczenie krzyczało. Atmosfera była do tego stopnia gorąca. Alice, Rose i ja dałyśmy z siebie wszystko. A potem zrobiłam coś, czego nigdy w życiu nie zrobiłabym. Zeszłam ze sceny, bezpośrednio do Edwarda, który jak zafascynowany siedział na swoim krześle i patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
Don't you wish your girlfriend was hot like me?
Don't you wish your girlfriend was a freak like me?
Don't cha
Don't cha
Don't you wish your girlfriend was raw like me?
Don't you wish your girlfriend was fun like me?
Don't cha
Don't cha
Usiadłam na jego kolanach. Moje nogi były po lewej i prawej stronie krzesła. Poruszałam moimi biodrami i tyłkiem idealnie w rytm muzyki. No kto by pomyślał? Seksowna Bella przybyła się dziś pobawić.
Fight the feeling (fight the feeling)
Leave it alone (leave it alone)
Zauważyłam jak w spodniach Eddiego coś się dzieje i ucieszyłam się.
Cause if it ain't love
It just aint enough to leave my happy home
Let's keep it friendly (let's keep it friendly)
You have to play fair (you have to play fair)
See I dont care
But I know She ain't gonna wanna share (hmmm)
Ostatni raz przesunęłam moje biodra nad jego twardą erekcją i wróciłam z powrotem na scenę, gdzie Alice i Rose tańczyły i śpiewały.
Don't you wish your girlfriend was hot like me? (oooh)
Don't you wish your girlfriend was a freak like me? (like me)
Don't cha (don't cha,baby)
Don't cha (all right sayin')
Don't you wish your girlfriend was raw like me? (raw)
Don't you wish your girlfriend was fun like me? (be fun)
Don't cha
Don't cha
Kiedy nadszedł rap BustaRhymes tańczyłyśmy we trzy, jakby to było ostatnie co mieliśmy jeszcze do załatwienia na świecie. I muszę powiedzieć, że to było cholernie gorące. Doping stawał się coraz głośniejszy i wiedziałyśmy, że dobrze to robimy. Ostatnia zwrotka i jeszcze raz refren, i wtedy nam się to udało. Publiczność zerwała się z miejsc, klaskała i gwizdała jak szalona. Emmett i Jasper byli przy tym najgłośniejsi. I ku mojemu zaskoczeniu nawet Edward stał, klaskał i nawet gwizdał. Wow! To musiało im się rzeczywiście spodobać.
Wieczór był wielkim sukcesem i ku mojemu zaskoczeniu całkowicie pełen zabawy. Po naszym mega występie zostaliśmy jeszcze i piliśmy, potem zebraliśmy się w drogę do domu. Edward pił najmniej, więc to on prowadził. Rose, Emmett, Jasper i Alice byli tak pełni, że zasypiali na tylnym siedzeniu. Usiadłam, więc na miejscu obok kierowcy i znów było już to elektryczne napięcie między nami. To było komiczne, nie mogę tego opisać. Czy on też to zauważył?
- Wiedziałem, że nie jesteś tym, kim utrzymujesz, że jesteś!
- Huh? – Powinnam wrócić do aforyzmów?
- Występ! To wszystko było inne niż niby – dziewica! Jesteś zepsuta i nieprzyzwoita i ja to wiedziałem, w przeciwnym razie nie pozwoliłabyś temu w piwnicy zajść tak daleko. Dobre sobie, moja V-Card jest dla mnie święta.
- Co proszę? – Czy on chce grać? Oh, wtedy poigra sobie z ogniem.
- Eddie… - odwróciłam się do niego i przejechałam ręką po jego kolanie. – Cicha woda brzegi rwie, prawda? – Mrugnęłam do niego i przygryzłam przy tym dolną wargę. Przejechałam moją ręką dalej nad jego kolanem i dalej w górę. Tak często jak tylko mogłam, aby otrzymać jego reakcję na mnie. Odpowiedź przyszła natychmiast i zupełnie nieoczekiwanie. Chwycił mnie za przegub i pociągnął moją rękę na jego twardą erekcję.
Whoa! Byłam tak przerażona, że chciałam natychmiast zabrać moją rękę z powrotem, ale ona mnie nie puszczał.
- To wszystko jest twoją winą – powiedział do mnie. – Jeśli nie tylko temu zaradzisz, wtedy przyniesie mi to ułatwienie.
- Moja wina? Co mogę zrobić, że nie masz kontroli nad swoimi myślami i zawsze potrafisz myśleć o jednym? – Moja dłoń wciąż jeszcze leżała na jego erekcji. Mogłabym ją zabrać z upływem czasu, ponieważ jego uchwyt nie był już tak silny, ale nie chciałam. Rozkoszowałam się tym, jakoś. Z pewnością był to alkohol. Nigdy nie wypije znowu kropli.
Tak, dokładnie zrzuć to później za każdym razem na alkohol. Jednak chcesz jego.
Nie! Hej? Zanim pojechaliśmy do tego baru pieprzył się z Tanyą, a później potraktował ją jak śmiecia.
- Oh Bella. Wiesz, że mnie chcesz.
- Z całą pewnością jest to arogancja.
- Dobrze. Wytłumacz mi, dlaczego twoja ręka wciąż jeszcze leży na moim fiucie, jeśli wcale już cię nie trzymam.
Gówno! Kurwa! Nie to uzyskałam. Szybko zabrałam moją rękę. Nic dziwnego, oczywiście poczerwieniałam. Świetnie! Wieczór stawał się coraz lepszy.
Kiedy przybyliśmy do Cullenów, obudziliśmy pozostałą czwórkę. Nie mam pojęcia jak wyprowadziliśmy wszystkich z samochodu i zaprowadziliśmy na górę do ich pokoi, ale wszyscy byli „porozmieszczani". Stanęłam w łazience mojego pokoju gościnnego i myłam zęby.
Tak, racja. Pokój gościnny. Minęły czasy, gdy razem z Alice dzieliłyśmy ogromne łóżko. Teraz korzysta z tego Jasper.
Ale to było w porządku. Włożyłam moje szorty, top i położyłam się w łóżku. Zamknęłam oczy i zrobiłam w myślach przegląd wieczoru. Co sprawiło, że nieustanie przyciągało mnie coś do Edwarda? Naprawdę musiałam uważać. Facet miał działanie, które było czystą trucizną. Byłam zła nie tylko na Edwarda i samą siebie, ale nie mogłam tak po prostu zasnąć.
Zeszłam na dół do kuchni napić się czegoś. Wzięłam butelkę wody i przeszłam do salonu. W domu było całkowicie cicho. Może odrobina świeżego powietrza dobrze by mi zrobiła. Poszłam na taras i udałam się nad basen. To była jasna noc. Wciąż jeszcze mieliśmy lato w Forks. Nawet jeśli lato nie bywało tutaj tak ciepłe, było jednak przyjemnie i nie za zimno. Usiadłam przy basenie i zostawiłam moje nogi dyndające w wodzie. To było naprawdę przyjemne i dokładnie to co potrzebowałam. Nie miałam pojęcia jak długo siedziałam na zewnątrz, kiedy usłyszałam drzwi od tarasu. Odwróciłam się. To wszystko nie może być prawdziwe? Nie mogę mieć nawet tutaj na zewnątrz raz spokoju?
- Co ty tu robisz?
- Mieszkam tutaj. Pytanie, co ty tutaj robisz i dlaczego nie jesteś w łóżku?
- Nie mogłam spać. Co z tobą?
- Hmm… Utrzymywałaś myśli rozbudzone na mnie? – Przewróciłam oczami.
- Zdecydowanie Edward. – Gdyby wiedział, że to wcale nie było kłamstwo.
- W każdym razie mam zamiar popływać kilka rundek.
- Jest środek nocy.
- No to co. To jest najlepszy czas. – Z tym zdaniem ściągnął swoją koszulkę i wskoczył do basenu.
Bella koncentracja. To jest tylko ciało.
Tak, racja i to jakie. Whoa. Te mięśnie brzucha. To V.
- I podoba ci się to co widzisz?
- Um… Naprawdę nie.
- Kłamca! – Pieprzona bzdura. Jeśli on tylko nie wyglądałby tak dobrze.
Zawsze myśleć o charakterze. Edward wykorzystuje tylko dziewczyny. On chce tylko zabawy, a potem je rzuca. Więc to dokładnie przeciwieństwo tego, czego ty szukasz.
Racja! Oddech. Najlepiej idź z powrotem na górę.
Dokładnie kiedy chciałam wyciągnąć nogi z wody, Edward chwycił je pod powierzchnią.
- Dokąd idziesz?
- Z powrotem na górę, do łóżka. Sama!
- Hmm… Myślałem, że mogłabyś mi trochę dotrzymać towarzystwa. – Co on knuje?
- Dlaczego powinnam wpaść na pomysł, aby dotrzymać ci towarzystwa?
- Pomyślałem, że moglibyśmy trochę poćwiczyć. – Kąciki jego ust wykrzywiły się do uśmiechu.
- Poćwiczyć? Ty dupku!
- Spokojnie Brązowa. Podnoszenia. Dirty Dancing. Musical. Jeśli dobrze pamiętam, to ćwiczyli to też w wodzie. – Oh. Miał racje.
- Oh. Um… Więc ja…
- Co jest twoim problem Bella? O czym już znowu pomyślałaś? – Wiedział to oczywiście doskonale.
- Nie mam bikini.
- To jest twoim jedynym problemem? Mój Boże, nie zachowuj się tak. Widziałem już tyle ciał. Wiem, więc jak wygląda płeć żeńska. Poza tym, można jeszcze pływać w ubraniu.
Rozważałam przez chwilę, a później się na to zdecydowałam. Co też mnie zawsze dopadało. Tego nie wiem. Wskoczyłam do wody i byłam przez chwilę zaskoczona. Nie było tak zimno jak to sobie wyobrażałam, mimo to zimniej niż zazwyczaj, nie udało mi się tego oczywiście ukryć co też Edward zrozumiał.
- Zimno?
- Dobra, posłuchaj. Ćwiczymy te gówniane podnoszenia. Nic więcej. I przestań wpatrywać się w moje sutki.
Wyszczerzył się – Wszystko jasne, chodź tutaj.
Popłynęłam do niego, a jak tylko położył ręce na moich biodrach zrobiło mi się natychmiast gorąco. Czułam się tak niewiarygodnie dobrze. Chciałabym, żeby nigdy nie zabierał stamtąd swoich rąk.
- Zrozumiałaś to Bello?
- Huh? Co?
- Powiedziałem, że twoje stopy muszą odbić się od podłogi.
- Tak, tak jasne. Nie jestem głupia.
Pierwsze próby poszły bardzo kiepsko. Można być tylko wdzięcznym Tanyi, że nam wtedy przeszkodziła. Na pewno miałabym złamane wszystkie kości. Wciąż przelatywałam nad jego głową i lądowałam w wodzie. Kilka razy było już lepiej, ale nie mogłam się utrzymać. Chwiałam się wiele razy. Lub to, że leżałam na ramionach Edwarda? Po trzydziestu minutach prób nie blokowałam się więcej. Było mi zimno i byłam sfrustrowana. Nigdy tego nie zrobimy.
I zawsze te głupie uwagi. – Wysil się Bella. To nie może być, aż tak trudne. – Krótko przed tym, kiedy kolejny raz go uderzyłam. Zamiast tego odwróciłam się i chciałam iść w kierunku schodów.
- Jeszcze jedna próba B. potem możesz iść. – Odwróciłam się do niego. Co w końcu miałam do stracenia, prawda?
- Jeszcze raz! – Edward skinął głową. Płynęłam do niego i jego ręce znów znalazły się na moich biodrach. Ugh. Nie można czuć się tak dobrze, jeszcze raz cholera.
Przeszłam do przysiadu i wzięłam rozpęd. Edward trzymał mnie jak jedynkę w powietrzu. Musiało to wyglądać tak jak w filmie. To było doskonałe. Edward opuścił mnie znów na dół, a ja osunęłam się po jego klatce piersiowej. Podniosłam głowę i nie byłam świadoma, jak blisko była jego twarz.
- Widzisz, jednak się opłacało.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się. Nie byłam w stanie mówić, ponieważ jego piękne, zielone oczy i światło księżyca błyszczało na wodzie. Właściwie to wszystko było dość romantyczne. Przygryzłam wargę. Edward podniósł rękę do mojej twarzy i przejechał kciukiem po moich ustach.
Gdybym go tylko tak nie nienawidziła, wtedy mogłabym się w nim zakochać. Gdyby tylko nie był jak jakaś dziwka, wtedy mogłabym się w nim zakochać. Gdyby tylko nie był bratem Alice, wtedy mogłabym się w nim zakochać.
Dobrze i to były w każdym wypadku zabronione myśli. Wiesz, nie umiałam i mogłam tak myśleć, kiedy staliśmy tak blisko siebie i on dotykał mojej twarzy i ust.
Pochyliłam głowę na bok. Nie chciałam dłużej na niego patrzeć. Tego wszystkiego było dla mnie za dużo. Wyciągnął swoją drugą rękę i również podniósł ją do mojej twarzy. Przyciągnął ją do siebie i dlatego musiała znów na niego spojrzeć.
Jego zielone oczy były tak intensywne. Powoli zbliżał swoją twarz do mojej. Zamknęłam oczy i nie mogłam się dłużej bronić. Kiedy poczułam jego oddech na moich ustach byłam tylko w stanie wyszeptać. – Nie, Edwardzie.
Ale było już za późno. Przycisnął swoje usta do moich. I byłam szczęśliwa, że mnie nie posłuchał. Zapomniałam całkowicie jak dobrze czuć jego usta na moich. To był słodki i delikatny pocałunek, ale ja chciałam więcej. Powoli przejechałam językiem po jego górnej wardze, chętnie otworzył swoje usta i wsunęłam mój język do środka. To był taniec, nie walka. Byliśmy doskonale zharmonizowani. Nie mogłam być wystarczająco blisko. Przejechałam ręką po jego piersi, położył dłonie na moich plecach i przyciągnął mnie bliżej siebie. Czułam jego twardą erekcję. Pocałunek stawał się intensywniejszy i zauważyłam, że robie się coraz bardziej wilgotna. Trzymał mnie jeszcze mocnej i próbował przyciągnąć mnie jeszcze bliżej siebie. Raz przejeżdżałam ręką w jego włosach, a raz przez jego doskonałą klatkę piersiową. Głaskał moje plecy w górę i w dół. Było inaczej niż w piwnicy. Nie mogłam opisać co to było, ale coś się zmieniło.
Rozdzielił nasze usta i całował moją szyję. Uciekł mi jeden, cichy jęk. Jego język na mojej szyi był wspaniały. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Chciałam posmakować jego ciała. Chciałam dokładnie tego samego. Odsunął się ode mnie i przejechałam moim językiem po jego szyi.
- Oh Bella… - Podobało mu się. Więc robiłam to dalej. Przejechałam językiem po jego klatce piersiowej i znalazłam jego sutki. Jęknął i stawał się coraz twardszy, a ja natomiast coraz wilgotniejsza.
Podniósł mój podbródek i złączył znów nasze usta. Tym razem pocałunek był całkowicie wymagający. Pociągnęłam jego kark wyżej i skrzyżowałam nogi wokół jego bioder. Dokładnie jak wtedy w piwnicy, ta pozycja umożliwiła mi czuć o wiele więcej. Z różnicą do czasu. Nie mieliśmy grubych spodni dżinsowych. Uciekł mi pojedynczy jęk. Chciałam więcej. Powoli potarłam go. Czułam jak uścisk jego rąk staje się mocniejszy na moich biodrach. I rozkoszowałam się tym.
- Edward ja…
- Bella nie kończ… Tak dobrze to czuć.
Nie skończyłam tego. Edward wziął rękę z mojego biodra i przejechał po mojej piersi i sutkach. Ponownie jęknęłam.
Krótko masował moje piersi, a potem przejechał ręką po moim brzuchu i zatrzymał się przy pasku moich spodenek. Patrzył mi w oczy i prosił o pozwolenie. Skinęłam głową, a on zjechał ręką do moich szortów. Pocałował mnie ponownie i zsunął swoją rękę na moją łechtaczkę. Przygryzłam jego wargę. Jeśli wcześniej myślałam, że lody są niebem na ziemi, gdzie do diabła teraz się znajduje?
Nie mogłam inaczej. Też przejechałam ręką do jego spodni i dotknęłam jego twardego fiuta. Chwyciłam i masowałam go moją ręką. W tym samym czasie poczułam jak Edward wsuwa we mnie palec. Znowu jęknęłam.
- Cholera Bella. Jesteś tak mokra i ciasna.
- Mhmmm… - To wszystko mnie doprowadzało. Wsunął we mnie jeszcze jeden palec i wysunął je z potworem i z nów je pchnął do środka. Przy tym pocierał kciukiem moją łechtaczkę.
- Edward szybciej… - Jego ruchy stały się szybsze i moje również. Tak dobrze trzymać go w mojej ręce.
- Bella, ja… Nie przestawaj…
- Edward mocnej… - Mówisz, masz. Stał się szybszy i mocniejszy. I to było to czego potrzebowałam. Zauważyłam, że mój orgazm był blisko. Oddech Edwarda też był urywany.
- Edward… Ja… O Boże… Ja…
- Dojdź Bella. Dojdź dla mnie. Chce poczuć cię na moich palcach.
To był ostateczny cios. Jeszcze gwałtowniej przejechałam ręką przez jego erekcję. Wtedy on też powinien dojść. Razem ze mną.
- Boże, Bella.
- Dojdź ze mną Edward... Teraz. – Poczułam jak dochodzę na jego palcach, a on w mojej ręce. Chwyciłam oddech. Myślałam, że zobaczyłam gwiazdy. Powoli oboje wracaliśmy na ziemie z naszych szczytów.
- Bella to było… - Jego oddech wciąż jeszcze był urywany. Skinęłam głową.
- Wiem…
1 Tanya używa zwrotu baby.
2 Wii - konsola gier wideo zaprojektowana i produkowana przez japońską firmę Nintendo. Początkowo znana pod nazwą Revolution jest następczynią Nintendo GameCube.
3 Coś takiego - .pl/item1073089252_wyprzeaz_super_hotpans_rozmiar_
