Ciela obudziły promienie słońca przeciskające się przez szparę pomiędzy firanami. Całą noc przewracał się z boku na bok, walcząc z bezsennością i dopiero nad ranem udało mu się przysnąć. A to wszystko wina Sebastiana… Na samą myśl o lokaju dreszcz przebiegł mu po plecach. Chłopiec miał nie lada problem ze zrozumieniem swoich uczuć do niego, a jego wczorajsze zachowanie bynajmniej mu tego nie ułatwiło.

Jakby tego wszystkiego było mało, tej nocy demon do niego nie przyszedł. Dlaczego? Przecież obaj zgodzili się na ten dziwny układ. Dlaczego teraz Michaelis zaczynał to komplikować? Nie, żeby chłopiec chciał go co noc karmić, ale… Ale na myśl o tym, że jego były sługa nie miał ochoty do niego przyjść zrobiło mu się w pewien sposób przykro.

Rozmyślania przerwało mu pukanie do drzwi. W pierwszej chwili zdenerwował się, potem jednak dotarło do niego, że sam nie będzie w stanie się ubrać. Uczucie zależności od demona znów dało o sobie znać.

- Proszę – zawołał zrezygnowany.

Ku jego zaskoczeniu do sypialni wszedł nie Sebastian, a Tanaka. Stary lokaj na zdziwione spojrzenie chłopca odpowiedział ciepłym uśmiechem.

- Pan Sebastian poinformował mnie o swoim uchybieniu w obowiązkach lokaja i poprosił abym to ja zajął się dzisiaj paniczem – wyjaśnił wyciągając z szafy ubrania dla chłopca. – Poprosił mnie również aby przeprosić panicza w jego imieniu.

Ciel nie bardzo wiedział, co mu na to odpowiedzieć, skinął więc tylko głową. Uchybienie? Co mógł mieć przez to na myśli? Czyżby wciąż chodziło o kwestię wyboru pomiędzy życiem a śmiercią? A może raczej chciał pokazać chłopcu, jak bardzo jest od niego zależny.


Phantomhive był nieco zaskoczony tym, że Sebastian nie próbował porozmawiać z nim w cztery oczy. Świadomość, iż demon go unika nie dawała mu spokoju. Żeby o tym nie myśleć zamknął się w swoim nowym gabinecie i zabrał się za przeglądanie dokumentów. Już na pierwszy rzut oka było wdać, że jego firma radzi sobie świetnie. Z resztą czego innego można się było spodziewać, skoro zajmował się tym Sebastian?

O pierwszej do gabinetu wszedł Tanaka, aby postawić przed chłopcem filiżankę z herbatą, gazetę i kawałek ciasta. Dopiero gdy wyszedł Ciel pozwolił sobie podnieść wzrok na to arcydzieło sztuki cukierniczej. Już po samym zapachu poznał, iż jego twórcą był demon (bo niby kto inny byłby w stanie zrobić coś równie doskonałego?). W jego wykonaniu nawet zwykły sernik wyglądał niesamowicie. Misterne wzory z płatków białych róż i karmelu zdawały się jednocześnie krzyczeć „zjedz mnie" i"przepraszam".

Cholerny Michaelis! Nawet pogniewać się na niego nie mógł!

Zrezygnowany sięgnął po herbatę i mimochodem spojrzał na pierwszą stronę gazety. Widząc widniejący na niej nagłówek prawie się zakrztusił. Taaak… właśnie coś takiego było mu teraz potrzebne. Odstawił sernik na sam brzeg biurka i zadzwonił do pomieszczeń służby, domagając się aby przysłali do niego Sebastiana.

Nie musiał na niego długo czekać. Demon wszedł do gabinetu i przelotnie zerknął na ciasto. Wyraz jego twarzy był nieprzenikniony, ale chłopiec wiedział, że zadał mu potężny cios. Liczył na to, iż lokaj nie zauważy ile wysiłku kosztowało go nie spróbowanie deseru i z pokerową twarzą zagłębił się w lekturze gazety. Skoro Michaelis postanowił okazać mu skruchę, to niech teraz cierpi. Phantomhive nie miał najmniejszego zamiaru skracać jego katuszy. Bo niby dlaczego? W końcu sobie na to zasłużył.

Demon nie odezwał się ani słowem. Cierpliwie czekał, aż jego pan skończy czytać i sam powie po co go wezwał.

- Spójrz – polecił lokajowi podtykając mu gazetę pod nos.

Demon najpierw zdziwił się po czym jego twarz rozjaśnił lekki uśmiech. Zapewne pomyślał dokładnie to samo co jego panicz kilka chwil wcześniej.

- Napisali, że zajmie się tym policja – zauważył Michaelis.

- I to dzisiaj o trzeciej - odparł beznamiętnie Ciel. – Musimy się pospieszyć, jeśli chcemy zdążyć.

- Tak, mój panie.