ToJa ciesze się bardzo, że podoba Ci się rodzinka. Na zemstę trzeba poczekać jeszcze troszkę. Voldemorta tym razem mało, ale w kolejnym, może...
Gościu to właśnie chciałam osiągnąć. W końcu to żywe istoty, mają swoje uczucia.

Dziękuję za komentarze. Nadal brak bety.

Ten rozdział będzie krótki.

Miłego czytania.


kursywa - myśli
pogrubienie - wężomowa


Rozdział 6 – Przygotowania

Severus Snape przelewał właśnie świeżo przygotowane eliksiry do kryształowych buteleczek, gdy do drzwi jego laboratorium rozległo się pukanie. Machnąwszy różdżką w ich stronę, zalakował ostatnią buteleczkę. W tym samym momencie gość przekroczył próg laboratorium.

- Dobry wieczór, Severusie.

- Albusie. – Skinął na przywitanie, odkładając do kuferka ostatni eliksir i pieczętując go.

- Jak mniemam eliksiry dla Toma?

- Zgadza się. Właśnie skończyłem wszystkie, przy okazji uzupełniłem eliksiry dla skrzydła szpitalnego. Pomfrey powinna mnie zawiadomić o kończących się zapasach. Ale chyba nie po to przyszedłeś? Gdybyś mógł, Lucjusz oczkuje mnie na kolacji. – Spojrzał na dyrektora.

- Jak mniemam sprawy Toma?

- Jak dowiem się o czym będzie spotkanie, będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie, Albusie.

Na twarzy starca pojawił się dobrotliwy uśmiech.

- Oczywiście, mój chłopcze. Wybacz starcowi.

Snape spojrzał z niecierpliwością na Dumbledora, delikatnie unosząc brew.

- Więc?

- Co więc, Severusie?

Warknął zirytowany. – Sprawa niecierpiąca zwłoki, z którą do mnie przyszedłeś, Dumbledore.

- Tak, tak. Wybacz starcowi. – Severus powstrzymał się od przewrócenia oczyma. – Chcę byś wznowił lekcje oklumencji z Harry'm.

- Albusie, ten bachor to beztalencie w tej dziedzinie. - Przerwał na moment. - Nawet gdybym się zgodził, pozostaje jeszcze Potter, a dobrze wiesz, że on się nie zgodzi. – Sarknął w odpowiedzi.

- Spokojnie, mój chłopcze, Harry zgodzi się, zobaczysz. Potrzebne mu będą te lekcje i ty dobrze o tym wiesz.

Mistrz Eliksirów westchnął cierpiętniczo.

- Niech bachor zgłosi się do mnie, kiedy będzie już w szkole, Albusie.

- Nie, Severusie. – Snape uniósł pytająco brew. – Zaczniesz lekcje z Harry'm zaraz po jego urodzinach, które spędzi już w Kwaterze Głównej.

Starzec zaczął kierować się w stronę drzwi.

- Jeszcze jedno, Severusie. – Poczekał, aż mężczyzna spojrzy na niego. – Dopilnuj, by wspomnienia za kamiennego muru, w umyśle chłopca, nie wydostały się na zewnątrz.

Młodszy czarodziej już otwierał usta by zapytać, gdy…

- Są to wspomnienia z tamtej nocy. Nie chcę, by Harry przeżywał tamte straszne chwile.

Snape pokiwał głową, śledząc zamykające się drzwi. Co ty ukrywasz, Dumbledore? Ostatnio o tym nie wspominałeś...

xXx

Kobieta pochylała się nad bulgoczącym kociołkiem, mieszając w nim chochlą, zgodnie ze wskazówkami zegara. Sprawdzając kolor i konsystencję, zaczęła odmierzać czas do dodania ostatniego składnika. W między czasie sprawdzała pozostałe eliksiry, które przydadzą się Salazarowi po bolesnym odblokowaniu rdzenia. Morgana dodała ostatni składnik, zamieszała trzy razy i zgasiła ogień pod kociołkiem, by eliksir wystygł. Spojrzała na Merlina, który kończył przygotowywanie maści.

Miała nadzieje, że wszystko zostało przygotowane. Ethaniel razem z bliźniaczkami miał przygotować komnaty Slytherina do rytuału.

Ze zmęczenia przetarła oczy. Przygotowywali wszystko od tygodnia. Wiedzieli, że jeśli coś pójdzie źle, to Sal zapłaci za to życiem, a do tego nie może dopuścić.

- Gotowe. – Usłyszała cichy głos towarzysza. Uśmiechnęła się do niego delikatnie.

- Eliksir musi wystygnąć. – Wskazała głową na kociołek, po czym wstała i ruszyła w kierunku drzwi. – Idę powiadomić resztę. Jeśli możesz sprawdź, czy przygotowania skończone.

Mężczyzna pokiwał głową, obserwując opuszczającą laboratorium kobietę.

xXx

Salazar siedział w Głównej Bibliotece twierdzy przeglądając księgi, stare skrypty w poszukiwaniu wiadomości. Zivi opowiedziała mu wszystko co stało się po tym jak opuścił zamek z Godrykiem, Roweną i Helgą. Igerne i Selene zniknęły niedługo po tym. Na prośbę Selene Ethaniel i bliźniaczki miały wywieźć Lilyen z Kasparem Valerious, jej mężem oraz z Seprensem. Z ulgą przyjął, że jego dzieci były bezpieczne. Wiedział, że Ród Valerious nie pozwoli nikomu skrzywdzić jego dzieci. Wszak dzięki Lilyen i Kasparowi te dwa potężne rody zostały połączone. Serpens po jego śmierci został Głową Rodu, mimo, że Salazar nią nie został. Septimus był pierwszy w kolejce do dziedziczenia, niestety został brutalnie zamordowany z całą swoją rodziną. Morgana została oskarżona o zamordowanie młodego króla Artura, jej przyrodniego brata. Salazar wiedział, że nie zrobiła tego, nie mogła tego zrobić z prostej przyczyny. Na Ród Slytherina zostało rzucone zaklęcie, żaden z członków tego Rodu, prawowity bądź bękart, nie może zabić nikogo z Rodu. Jeśli w żyłach tej osoby płynie choć jedna kropla krwi Slytherinów, to nikt z tego Rodu, bądź powiązanych Rodów nie może zabić brata krwi. Zaklęcie zostało stworzone, aby bracia nie wybijali się w drodze po władzę. Z tego powodu Tom nie mógł Go zabić. Lily Potter też nie powinien, ale biedna Lilyen z wymazaną pamięcią nie wiedziała, że pochodzi w prostej linii z Rodu Valerious, zrzekła się prawa krwi na rzecz syna. W tym wypadku zaklęcie zostaje zdjęte dobrowolnie z tej osoby. Powinien obwiniać o jej śmierć Riddle'a, ale to nie on jest temu winny, tylko Dumbledore. To on zabrał ich wspomnienia, chciał obrócić ich przeciw sobie, by pozabijali się nawzajem.

Igerne i Selene. Jego siostra i żona. Obie zniknęły. Hel powinna wiedzieć co się z nimi stało. Lecz i ona zniknęła. Odwiedził Salę Przodków, brakowało trzech obrazów, obrazów, które przedstawiały członków Rodu. Każdy z Rodu, bądź Rodów pobocznych, po śmierci trafiał do tej Sali. Brakowało jego portretu, dlatego, że nie przeszedł na tamtą stronę. Magia wiedziała o tym i nie stworzyła portretu. Brakowało portretów Igerne i Selene. Podszedł do portretu Lily Potter, a raczej Lilyen Isabell Valerious, dziedziczki w prostej linii swojej imienniczki, a jego córki Lilyen Selene Valeriosu z Rodu Slytherin. Uśmiechała się do niego piękna, kruczowłosa młoda czarownica o szmaragdowych oczach. Odwzajemnił jej uśmiech i spojrzał na portret obok marszcząc brwi. Ponownie spojrzał na nią.

- On żyje, dziecko.

Wzrok Salazara padł na brakujący portret jego ojca.

xXx

Po dostaniu się do Dworu Malfoyów, Severus ruszył szybko na poszukiwanie pana domu. Po tym jak w czerwcu, w Departamencie Tajemnic, cudem udało się uniknąć aresztowania śmierciożerców, Lucjusz stał się bardziej ostrożny. Zmierzając opuszczonymi korytarzami ze swoich komnat w dworze.

Zza drzwi jadalni dobiegały odgłosy toczącej się dyskusji. Severus zamaszystym krokiem wkroczył do środka, przepraszając za spóźnienie. Usiadł po lewej stronie, naprzeciwko Pana Domu. Jego wzrok napotkał pytające spojrzenie szkarłatnych oczu.

- Chłopak zostanie przeniesiony do Kwatery Głównej trzydziestego pierwszego lipca.

Snape zauważył, że po jego wypowiedzi zaległa cisza w pomieszczeniu. Tom pokiwał głową zadowolony, spoglądając na swojego szpiega.

- Coś jeszcze, Severusie?

- Tak, starzec zażyczył sobie bym uczył dzieciaka oklumencji.

Tom pokiwał głową zamyślony. – Dobrze, nauczysz go. Przyda mu się ta umiejętność. – Riddle pogładził brodę zamyślony. – Nie tylko tego będzie musiał się nauczyć, gdy już będzie pod moją opieką. – Jego wzrok przebiegł po towarzyszach. – Mam nadzieje, że wszystko gotowe do zabrania Harry'ego od tych mugoli.

Nott pokiwał głową, potwierdzając słowa Czarnego Pana.

- Tak, wszystko gotowe Tom. Możemy go zabrać, choćby jutro.

- W takim razie, Maximusie odpowiadasz za misję.

Mężczyzna przyjął rozkaz.

- Jest jeszcze coś ... – Szkarłatne oczy spojrzały na Mistrza Eliksirów. – Pozwolisz, że zacytuję słowa starca : Dopilnuj, by wspomnienia za kamiennego muru, w umyśle chłopca, nie wydostały się na zewnątrz.

Na ustach Toma zaigrał niebezpieczny uśmiech.

- No cóż, za późno na ostrzenia... – Spojrzał na pytające twarze z rozbawieniem. – W Ministerstwie zburzyłem ten mur...

xXx

Salazar wpatrywał się w ogień, płonący w kominku, w Bibliotece. Mechanicznie głaskał Mortis, myślami będąc gdzie indziej, gdy do komnaty wpadł Ethaniel. Podszedł do siedzącej postaci, bezgłośnie i z gracją. Położył dłoń na ramieniu przyjaciela delikatnie je ściskając.

- Sal… - Napotkał pytające spojrzenie szmaragdowych oczu. – Wszystko gotowe.