Uwaga, uwaga! Przed rozdziałem zatrzymajcie się na chwilę i posłuchajcie, bo ważne rzeczy będą!
Więc tak. Oto nowy rozdział *yeey*, tym razem troszeczkę nietypowy, jeśli chodzi o zapis.
1. W momencie, w którym wchodzi dziennik (zobaczycie sami ;) ) kwestie Draco są zapisane wytłuszczoną czcionką, kwestie Ginny kursywą, a jej myśli są ujęte w cudzysłów.
2. W opowiadaniu znajdziecie fragmenty książki "Alicja w Krainie Czarów" (do której przeczytania gorąco zachęcam, bo cudowna jest) i są dziełem Lewisa Carrolla, nie moim (niestety).
3. Obawiam się, że na następny rozdział będziecie musieli poczekać dłużej, bo w szkole rozpoczął się sezon majowy (czyt. piekło), więc cierpliwości :)
4. Bardzo, bardzo dziękuję za komentarze i zachęcam do pozostawiania ich, bo to cenna rzecz jest :D
5. Co do komentarzy: w tym rozdziale weszła pewna innowacja, dajcie znać, czy to dobry pomysł, czy może nie za bardzo i taka moja prośba... jeśli czytasz, kochany czytelniku, to daj znać, że byłeś, chociażby jednym zdaniem, naprawdę trudno uwierzyć jak wielką radością jest zobaczenie, że ktoś czyta, jest i docenia pracę :D
(tak, wiem, to już podchodzi pod żebranie o komentarze... niczego nie żałuję! :D )
Dobrze. Skończyłam mój wywód. Teraz zapraszam na nowy rozdział! 3
- Alicja w Krainie Czarów?
- Aha.
- To cudownie!
- No niby.
- Naprawdę dobry wybór.
- To się okaże.
- Ginny!
- Tak?
- Co z tobą?
- A co ma być?
Hermiona zmarszczyła brwi, posyłając rudej dziewczynie, siedzącej obok, przeciągłe spojrzenie.
- Słuchasz w ogóle, co do ciebie mówię?
Ginny spojrzała na Gryfonkę, zagryzając wargę.
- No nie do końca – uśmiechnęła się przepraszająco. - Ale teraz zaczynam! - odgarnęła włosy z twarzy. - Wybaczasz?
Hermiona tylko pokręciła głową z ciężkim westchnieniem.
- Jestem wspaniałomyślna, więc tak. Więc podoba ci się ta sztuka?
- Kiedy zrozumiem, o co w niej chodzi, to ci powiem – wzruszyła ramionami, wyciągając nogi bliżej kominka.
Tym razem starała się nie patrzeć na płomienie, bo gdy tylko to robiła, natychmiast odpływała w świat myśli.
- Czego w niej nie rozumiesz? - Hermiona usiadła ze skrzyżowanymi nogami. To była pozycja, która w jej przypadku oznaczała „jestem gotowa do wyjaśnienia!".
- Dobrze, to nie jest kwestia tego, że nie rozumiem, tylko po prostu… to jest absurdalne! Absurd! Czysty absurd! Absurdalny absurd!
- Ale to ma być absurdalne! To jest wręcz absurdalnie logiczne, naprawdę, to jest dzieło geniusza, uwielbiałam tę książkę, gdy byłam dzieckiem!
- Dziwne rzecz czytałaś, gdy byłaś dzieckiem – roześmiała się Ginny, cofając nogi, gdy poczuła, że jej stopy zaczynają się opiekać w żarze kominka. - Poczekaj. To jest w ogóle taka książka?
- Ginny…
- Tak?
- Naprawdę?
- Ja już milknę.
- Tak będzie lepiej.
- Ale to i tak absurd.
- Przeczytaj.
- Może.
- To znaczy, że nie?
- Może.
- A warto, bo jest ciekawe– wzruszyła ramionami Hermiona. - Kiedy wystawiacie sztukę?
- „Kiedy przyjdzie czas".
- A na poważnie?
- A na poważnie właśnie to usłyszeliśmy od Burbage.
- To przedstawienie będzie niepowtarzalne – powiedziała brązowowłosa po chwili ciszy.
Ginny westchnęła.
- I tego się obawiam.
oOo
- Ściąć mu głowę! - krzyknęła Ginny, gdy Blaise szturchnął ją w bok. Chłopak zachichotał i nachylił się do ucha dziewczyny.
- Miałaś powiedzieć „idiota!" - szepnął. Gryfonka tylko wzruszyła ramionami.
- Jest jakaś różnica? I tak zaraz go zetną – odszepnęła.
- Jesteś stworzona do tej roli – odpowiedział z rozbawieniem. Ginny tylko wywróciła oczami.
Siedzieli w klasie Mugoloznawstwa i pierwsza próba do przedstawienia sukcesywnie zbliżała się do końca. W każdym razie Ginny miała taką nadzieję. Po małym zamieszaniu przy pomylonych rolach i większym po wejściu Burbage, zaczęli odczytywać swoje kwestie i Gryfonka miała wrażenie, że każde kolejne zdanie przybliża ją coraz bardziej do odpłynięcia daleko w krainę snów. Tylko czasami przerywała swój letarg, by wykrzyknąć coś jak „ściąć jej głowę!" lub „ściąć mu głowę!", ewentualnie kazała komuś się wynieść.
Zastanawiam się, co kierowało Burbage, gdy dawała mi tę rolę? Może czas przemyśleć swoje postępowanie?
E tam. Póki ścinam ludziom głowy tylko w wyobraźni, nie jest źle.
Blaise wypowiedział swoją ostatnią kwestię i odetchnął głęboko, przeciągając się, następnie spróbował stłumić ziewnięcie, jednak poległ.
Choć Zabini swoją rolę odczytywał z zadziwiającą pasją, jego energia, którą zazwyczaj pałał, wydała się gdzieś zgubić. Ginny zerknęła na chłopaka, zatrzymując dłużej spojrzenie na sinych cieniach pod jego oczami.
- Co ty robiłeś w nocy, Zabini?
Chłopak uśmiechnął się zadziornie.
- Zainteresowana? - uniósł sugestywnie brwi. Ginny się skrzywiła.
- Fu?
- Co „fu", Weasley? Nie wiem, co się dzieje w twoim brudnym umyśle, ale…
- Zabini! - syknęła. Chłopak zachichotał.
- Robiłem coś, czym ty się zajmiesz – wyszczerzył się. Ginny spojrzała na niego pytająco i z niepokojem.
Chłopak sięgnął do swojej torby i wyjął książkę, którą rzucił na kolana dziewczyny.
- Voila. Poznaj swoją nową miłość.
Ginny spojrzała sceptycznie na okładkę.
- „Alicja w Krainie Czarów". Przedstawienie to za mało?
- Przeczytaj, to zrozumiesz.
- Dlaczego wszyscy każą mi to czytać?
- Bo może warto? Przyszło ci to do głowy?
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, czy-
- Weasley, po prostu to zrób. Przeczytaj, a potem podziękuj.
- Okej, ale najpierw… ej, dlaczego wszyscy wstają?
I rzeczywiście, wszyscy uczniowie zaczęli zmierzać w stronę wyjścia.
- Chyba próba się skończyła.
- Kiedy to się stało?
- Następnym razem może bardziej uważajmy.
- Serio?
- Nie – chłopak roześmiał się i poderwał z podłogi. Wyprostował swoje szaty i zarzucił na ramię torbę. - Ale przeczytaj książkę.
- Postaram się – odpowiedziała, podnosząc się
- Weasley.
- Okej, okej, zrobię to – uniosła obronnie dłonie. - W swoim czasie – wyszczerzyła się. Blaise tylko pokręcił głową.
Obydwoje ruszyli do wyjścia, starając się nie być ostatnimi, ponieważ ostatni zazwyczaj byli wychwytywani przez Burbage na godzinną pogawędkę.
Ginny była gotowa do popędzenia w dół schodów, prosto na obiad, gdy Blaise zawołał ją. Spojrzała na niego z zniecierpliwieniem. Jedzenie czekało.
Ślizgon wydawał się coś rozważać, ostatecznie musiał podjąć decyzję, bo uśmiechnął się szeroko i sięgnął do swojej torby.
- Mam coś dla ciebie, taka kolejna niespodzianka. Widzisz, jaki jestem dla ciebie wspaniały?
Ginny spojrzała na niego niepewnie.
- To zależy jak bardzo oberwę przez tę twoją niespodziankę.
Ślizgon prychnął z oburzeniem.
- Ranisz mnie, wiesz? Przychodzę do ciebie z solą i chlebem, a ty rzucasz we mnie oszczerstwami.
Ginny roześmiała się.
- Tak właściwie, to wyściskałabym cię za sól i chleb. Jestem głodna. Obiad czeka. Zabiniiiii…
Chłopak wydął usta i posłał jej przeciągłe spojrzenie.
- Teraz powinienem obrócić się na pięcie i odmaszerować, pozostawiając cię z poczuciem winy i bez niespodzianki.
- Ale tego nie zrobisz, ponieważ bardzo chcesz coś mi dać – Ginny rozciągnęła usta w szerokim uśmiechu.
Blaise uniósł palec do góry.
- To jest… - zmarszczył brwi, - prawda. Całkowita prawda.
Wreszcie wygrzebał z torby przedmiot, którego poszukiwał i podał go Gryfonce. Ginny zmarszczyła brwi.
- Kolejna książka? Martwisz się, że zostanę analfabetą?
- Martwię się, że będziesz na tyle uparta, że nie wygram zakładu. Proszę, służę pomocą – machnął w stronę książki, uśmiechając się z dumą.
- Co to jest?
Zapytała, badając czarną okładkę. Była oprawiona w skórę, bez żadnego tytułu czy obrazka. Wyglądała trochę jak-
- Dziennik – oświadczył Blaise.
Ginny poczuła, jak coś w środku niej się przewraca.
Dziennik.
Otworzyła go. W środku czekały puste strony, kusząc, by je zapełnić.
Gdy tylko do jej nozdrzy dotarł zapach pergaminu, natychmiast zatrzasnęła książkę.
- Dlaczego dajesz mi dziennik? - zapytała cicho.
Nie chciała dłużej go trzymać. To było irracjonalne, to było głupie i chciała się pozbyć tego głupiego zeszytu.
Uśmiech Blaise'a jeszcze bardziej się poszerzył.
- To jest dzieło mojego życia – oznajmił, wypinając pierś. Wydawał się nie zauważać reakcji dziewczyny, podszedł do niej z piórem, zamoczonym w atramencie i otworzył dziennik, który nadal spoczywał w jej rękach. - To nie jest zwykły dziennik, Weasley. Spójrz, jeśli coś tu napiszesz – nabazgrał kilka liter na pergaminie, - tekst znika! A wiesz, co się z nim dzieje?
Ginny nie odpowiedziała. Gdy tylko zobaczyła, jak litery wsiąkają i znikają, upuściła książkę, odskakując. Miała wrażenie, że ktoś odciął jej dostęp do tlenu.
- Ej! Mówię ci, że to dzieło mojego życia i zaraz potem rzucasz to bez pardonu na ziemię, serio, Weasley, szacunku – Zabini pokręcił głową i podniósł z ziemi dziennik. Otrzepał go troskliwymi ruchami dłoni. - Więc jak mówiłem, piszesz, a tekst nie zostaje, tylko się przenosi do drugiego dziennika! Genialne, nie? To, co napiszesz tu, zostanie przekazane komuś innemu.
- Co? - zapytała głucho, zastanawiając się, skąd chłopak wie o jej dzienniku i dlaczego żartuje sobie z tego teraz.
Blaise za to tryskał energią.
- Tak, słuchaj, jest drugi dziennik. Napiszesz coś tu, dostanie to druga osoba. I możecie sobie rozmawiać. Mówię ci, dzieło!
Ginny zrobiła kilka kroków do tyłu.
- Jesteś chory, Zabini – wymamrotała i odwróciła się, chcąc znaleźć się jak najdalej od dziennika i Ślizgona.
A sam chłopak spojrzał na bladą Weasley z zdezorientowaniem. W ostatnim momencie zdążył zorientować się, że dziewczyna próbuje uciec, złapał jej rękę i zatrzymał.
- Ej, co jest?
- No właśnie, Zabini, co jest? - warknęła. - O co ci w ogóle chodzi? Trzymaj to ode mnie z daleka – odsunęła się od niego.
Blaise zamrugał kilka razy, wpatrując się w twarz Ginny.
- Draco miał rację, ty serio jesteś niezrównoważona – wymamrotał i pokręcił głową. - Co jest w tym aż tak strasznego?
Ginny zmrużyła oczy, wbijając spojrzenie w chłopaka. Dopiero po chwili zorientowała się, że Ślizgon jest bardziej zdezorientowany niż ona.
On serio nie wie, o co chodzi?
- Ja….
Zmarszczyła brwi.
Okej, jak wychodzisz na idiotę, udawaj, że to celowe.
Wzruszyła ramionami.
- Reakcja obronna, rozumiesz, jak Ślizgon coś daje, Gryfon obrywa – wymusiła uśmiech, maskując szybkie uderzenia swojego serca.
Blaise spojrzał na nią przeciągle, ale najwyraźniej uznał, że nie warto wnikać, bo machnął ręką i wzruszył ramionami.
- No. W każdym razie zrobiłem takie dwa. Jeden masz ty, drugi ma Draco-
- Czekaj, co?
- Tak. Bo rozumiesz, przeprowadziłem dogłębną analizę-
- Teraz boję się na poważnie...
- I doszedłem do wniosku, że gdy tylko się widzicie, to rozpoczyna się wojna, klęska żywiołowa i apokalipsa w jednym-
- Nie zapominaj o katastrofie ekologicznej.
- Tak. Więc uznałem, że problem tkwi w tym, że się widzicie. Ale jeśli nie będziecie się widzieć – zamachał przed jej nosem dziennikiem, - to świat uniknie destrukcji, jaką są wasze spotkania. Mało tego, może nawet będziecie rozmawiać jak cywilizowani ludzie!
Ginny popatrzyła na niego sceptycznie.
- Ten optymizm cię kiedyś zabije.
- O! Widzisz? Ty nawet brzmisz jak Draco, gdy zapominasz, że powinnaś brzmieć jak Gryfon! - zawołał radośnie.
- Ponawiam: czekaj, co?
Ślizgon pokiwał energicznie głową.
- To się uda, zobaczysz, będę górą, świat pode mną, jestem genialny – wcisnął ponownie w jej ręce dziennik. - Genialny!
Ciekawe czy w Świętym Mungu leczą takie beznadziejne przypadki.
- Zabini, brałeś coś dzisiaj? - zapytała ostrożnie. Chłopak pokręcił głową.
- Za mało spałem. Widać, nie? W każdym razie: nawet nie próbuj mi odmówić, to jest plan doskonały!
Ginny spojrzała z westchnięciem na niepozorną książeczkę. I odwróciła wzrok. Nie chciała o tym myśleć.
Głupi Blaise.
- To nie jest za dobry-
- Nawet tego nie mów.
- Ale-
- Weasley.
- Zabini.
- Proszę?
- Próbuję ci wytłumaczyć-
- Słuchaj, Gryfonko, Weasley, Gingerku, Ru-
- Zabini, tracisz wątek.
Chłopak zacisnął oczy.
- Za mało snu, mówiłem, wybacz. Po prostu spróbuj. Nie spodoba ci się, trudno, nie masz nic do stracenia.
Tylko życie i duszę, zarówno moją jak i innych.
Westchnęła ciężko.
- Co na to Malfoy?
- Szczęśliwy.
- Kłamca.
- Pracuję nad tym – odetchnął ciężko. - Dobrze, weź to ze sobą, potrzymaj, popatrz, a jak się zdecydujesz, to użyjesz. Tak?
- Zabini-
- Tym oczom nie odmówisz – i wbił w nią spojrzenie. Ginny miała wrażenie, że patrzy w oczy psychopaty. Psychopatom się nie odmawia, dla własnego dobra.
- Nie użyję tego – odpowiedziała, chowając dziennik do swojej torby.
- No jasne, że użyjesz – wyszczerzył się Zabini.
oOo
Dziennik Ginny wyciągała wiele razy tego dnia. I następnego. I jeszcze kolejnego. Ale ani razu go nie otworzyła. I ani razu nie przybliżyła końcówki pióra do pergaminowych stron.
Powinnam wrzucić to w ogień i podziwiać, jak płonie.
Nie ufała przedmiotom, które potrafiły jej odpowiadać, a nie były ludźmi. Choć ludziom też nie ufała. Ale przedmiotom tym bardziej. Jeśli czegoś nauczyła się od Toma Riddla, to: nie dotykaj cudzych dzienników. Ani w ogóle dzienników. Po prostu trzymaj się od nich z daleka.
Wiele razy oglądała uważnie czarną okładkę. Szybko zauważyła, że z dziennikiem Toma ma niewiele wspólnego. Przede wszystkim brakowało wytłaczanych liter „T.M. Riddle". I ta okładka nie była zniszczona. Była przyjemniejsza w dotyku. Na pewno droższa. No i Ginny nie mogła wyczuć w niej ani grama czarnej magii – a od pierwszego roku w Hogwarcie intuicję w tym zakresie miała wyborową.
Siedziała przed kominkiem w Pokoju Wspólnym i obracała w rękach książeczkę.
Dobrze. Może to nie ma zamiaru skonsumować mojej duszy. Ale mieć Malfoya po drugiej stronie? Pewnie cały Slytherin znałby następnego dnia każde moje zapisane słowo.
Siedziała z książeczką na swoim łóżku i wpatrywała się w nią tępo.
Ale jakby nie patrzeć, to zadziałałoby w obydwie strony. Przecież musiałby mi odpowiadać.
Ha, Vera nie miał na myśli „zaufania", Vera miał na myśli „jeśli ja oberwę, to ty dostaniesz tak samo".
Podczas lekcji też kładła dziennik przed sobą.
Poza tym Malfoy w życiu się na to nie zgodzi. To nie na jego „godność". Tylko jak my przeżyjemy w Klubie?
Sam Malfoy zdawał się zniknąć z powierzchni ziemi. Znaczy istniał, to było aż nazbyt widoczne, ale Ginny od ostatnich zajęć ani razu na niego nie wpadła. Mało tego, nawet się nie minęli. I też Gryfonce wcale nie było do tego spieszno. Czasem miała wrażenie, że ich spotkanie, to jak wlanie wody do kwasu – wybuch i katastrofa z rannymi dookoła.
A niedługo miała nastąpić powtórka z rozrywki. Kolejne spotkanie Klubu zbliżało się coraz szybciej i Ginny na poważnie zaczęła rozważać złamanie ręki. Ewentualnie nogi. Wszystko, żeby nie pójść. Mogła tylko liczyć na to, że Malfoy także ma podobne myśli. A może nawet bardziej desperackie, do tego stopnia, że rzeczywiście wprowadzi je w życie. Wtedy problem zostałby rozwiązany.
Wśród takich myśli Ginny doczekała piątku, który nazwała Dniem Zagłady.
Z ciężkim westchnięciem i jeszcze cięższym sercem ruszyła w stronę klasy od Obrony Przed Czarną Magią.
Czuła, że ponownie się spóźni, ale tym razem nie było jej spieszno, skoro miała zginąć, to chciała jak najdłużej nacieszyć się ostatnimi chwilami życia.
Gdy weszła do sali, każdy już był na swoim miejscu. W tym Draco Malfoy. Wpatrywał się w przestrzeń, ignorując wszystkich wokoło. Ginny podeszła do ławki i zajęła krzesło obok chłopaka, starając się ograniczyć robienie hałasu do minimum. Im dłużej nie zwracał na nią uwagi, tym lepiej.
Wyprostowała się, usiłując nie oddychać zbyć głośno.
Nie zwracajcie na mnie uwagi. Jestem jednym z mebli, nie głośnym Gryfonem. Tak naprawdę to nie istnieję. Zróbmy takie założenie na ten moment: Ginny Weasley nie istnieje. Co wy na to? Wszyscy za? Cudownie. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Po prostu nie. To nam ułatwi sprawę. Przetrwamy, ale trzymajmy się założeń! Powtórzmy założenie wszyscy razem: Ginny Weasley nie istnieje! Do dziedziny należą wszystkie osoby z tej sali poza Ginny Weasley. „X" nie może równać się Ginny Weasley. O czym ja, do cholery, myślę?
Gryfonka pokręciła lekko głową. Może powinnam wymienić mózg? Ten ostatnio słabo działa.
Jednak nim dziewczyna zdążyła poważniej rozważyć tę opcję, na środek sali wyszedł Vera. Dopiero teraz zauważyła, że profesor był w środku cały czas.
Mężczyzna splótł dłonie za plecami i powiódł wzrokiem po klasie. Wszyscy natychmiastowo umilkli.
- Dzień dobry – powiedział, kiwając głową i uśmiechnął się lekko. Uczniowie spojrzeli niespokojnie na profesora. Znali go niedługo, ale już wiadomym było, że ten człowiek nie uśmiecha się bez powodu i że zawsze niesie to ze sobą coś niebezpiecznego. Albo upokarzającego. Albo obydwa na raz. - Czy jesteście dziś gotowi do pracy? - jego ton był sympatyczny. Ginny miała dziwne wrażenie, że ktoś zaraz oberwie. Przypuszczalnie ona.
Uczniowie popatrzeli na siebie i pokiwali głowami, niektórzy potwierdzili werbalnie. Vera skinął głową.
- To dobrze. Ale nie dla was. Dziś nie będziemy pracować – choć jego uśmiech pozostał taki jak wcześniej, nagle zaczął wydawać się przerażający. Nauczyciel zyskał kilka zdezorientowanych spojrzeń. - A nie będziemy dziś pracować, ponieważ obawiam się, że nie mogę zacząć właściwych zajęć póki wszyscy nie będą na to gotowi. A odnoszę wrażenie, że nie wszyscy są – z tymi słowami spojrzał znacząco na ławkę, w której siedzieli Ginny i Malfoy. Choć obydwoje zrozumieli przekaz, tak jak cała reszta klasy, nawet nie drgnęli.
Dobrze. Przestałam pana lubić. Nie to, że lubiłam wcześniej, ale teraz wylądował pan na mojej liście „do nielubienia".
Ginny mimochodem zerknęła na Malfoya. Jego twarz była niewzruszona.
- Ale to nie oznacza, że nie możemy się tym zająć, bądźmy koleżeńscy i udzielmy pomocy – Vera kontynuował pozornie radosnym tonem. - Na ostatnich zajęciach wykonaliśmy pewne ćwiczenie, ale można powiedzieć… - uśmiechnął się złośliwie, - że coś poszło nie tak. Czy ktoś chciałby podzielić się opinią, co to takiego mogło być? Dlaczego para naszych uczniów nie zdołała go wykonać?
Merlinie, jeśli masz choć odrobinę litości, wyciągnij mnie z tego. Błagam. Będę lepszym człowiekiem, jeśli mnie stąd wyciągniesz.
Wszyscy milczeli, choć każdy rzucał w kierunku Ginny i Malfoya ukradkowe spojrzenia.
- No, dalej, kto szuka, ten znajduje! - Vera zaklaskał w ręce. - Jakieś propozycje?
Dziewczyna z krótko ściętymi włosami uniosła dłoń. Vera wskazał ją ręką. Prawdopodobnie była to Krukonka.
- Więc…
Milcz, burknęła w myślach Ginny.
- Uważam, że ich ruchy były całkowicie nieprzemyślane. Byli zbyt gorączkowi, tak myślę.
- Dobrze, dziękuję. Kto następny?
- Brak synchronizacji?
- Ja pytam, wy odpowiadacie.
- To znaczy? - chłopak, który wcześniej zabrał głos, zmarszczył brwi ze zmieszaniem.
- Przeformułuj swoją wypowiedź. Jeśli już wyrażasz swoje zdanie, to bądź jego pewny.
- A. Aha. Nie mieli synchronizacji.
- Blisko. Dalej?
A co z założeniem, że nie istnieję? Przecież mieliśmy umowę!, jęknęła w myślach Gryfonka. Mimochodem zastanawiała się, jak to możliwe, że Malfoy jeszcze nie wybuchnął. Może to taki opóźniony zapłon?
- Nie umieli się bronić… w sensie...
- O, skąd, akurat w umiejętności panny Weasley i pana Malfoya nie wątpię. Ale dziękuję. Ktoś jeszcze?
Zapadła cisza. Vera przytupnął nogą.
- Więc teraz ja powiem wam, co myślę. Myślę, że bardziej przeszkadzaliście sobie wzajemnie niż same wodne pociski – profesor zwrócił się bezpośrednio do Gryfonki i Ślizgona. Obydwoje spojrzeli na niego. Ginny mogłaby przysiąc, że i ona i Malfoy mają w tym momencie tę samą minę. - I nie słuchacie, co się do was mówi. Już na samym początku powiedziałem, że w pojedynkę nigdzie nie zajdziecie, jednak mnie zignorowaliście. Gdy przyszło do praktyki, polegliście, ponieważ, uważajcie, bo teraz będzie ważna część: ponieważ działaliście indywidualnie. Dlaczego to był błąd, panie Malfoy?
Żaden mięsień na twarzy Ślizgona nie drgnął. Chłopak nie wydawał się szykować odpowiedzi. Po chwili ciszy Vera przeniósł wzrok na Ginny.
- Panno Weasley?
Gryfonka postanowiła tym razem pójść w ślady chłopaka, siedzącego obok. Spojrzała na Verę, starając się nie pozwolić jej myślom wyjść przez usta.
Nauczyciel skinął głową.
- Za to teraz jesteście niebywale zgodni w swoim milczeniu. Cóż, zawsze jakiś postęp, prawda?
Zostaw mnie. Zostaw mnie. Zostaw mnie. Zostaw mnie, zostaw mnie, zostaw mnie, zostaw mnie zostaw mnie zostawmniezostawmniezostawmnieZOSTAWMNIEWSPOKOJU!
- Pozwólcie, że udzielę odpowiedzi. Gdybyście chociaż spróbowali przez chwilę współpracować, wyszlibyście o wiele bardziej susi – westchnął ciężko. - Wystarczyło osłaniać się wzajemnie. Tylko tyle. Czy to takie trudne?
Jego spojrzenie spoczęło na twarzy Ginny. Dziewczyna wymusiła niewyraźne „nie".
- No właśnie – Vera ponownie wrócił na środek klasy i spojrzał na wszystkich. - W tym momencie jedyną rzeczą, której od was oczekuję, to współpraca z partnerem. Nie przyjaźń, nie symbioza, nie zadeklarowanie wiecznej miłości: współpraca. Niższych wymagań nie mogę mieć. Bez tego nie pozwolę wam nawet dotknąć różdżek. Zrozumiano?
Uczniowie pokiwali głowami. Vera wziął głęboki oddech.
- Dziś kontynuujemy „zapoznawanie się z partnerem". Będzie to trwało do momentu, w którym wszyscy wykonają porządnie zadanie. Inaczej cała grupa zostaje zahamowana – machnął ręką. - Do roboty.
Po chwili zastanowienia wyjął różdżkę i skinął nią. Ławki i krzesła poderwały się i powędrowały w jeden punkt, zrzucając uczniów z mniejszym refleksem na podłogę.
Vera posłał wszystkim wesoły uśmiech i wymaszerował z klasy, krzycząc na odchodnym „powodzenia".
Klasa wypełniła się głosami rozemocjonowanych uczniów. Każdy chciał wypowiedzieć swoje zdanie na temat despotycznego profesora.
Ginny postarała się nie westchnąć głośno. Spojrzała na Malfoya. Ślizgon stał przez chwilę z zaciśniętymi ustami, a potem usiadł na podłodze, nie mając innego wyboru. Gryfonka usiadła obok niego, bojąc się w jakikolwiek sposób znów przyciągnąć uwagę Very, jednak zachowała bezpieczną odległość. Zastanawiała się, czy już rozpocząć odliczanie do awantury dnia z Malfoyem. Postanowiła, że może zacząć już układać w głowie odpowiedzi na głupie zarzuty chłopaka.
Ale ten milczał. Tak, jakby nic się nie wydarzyło, tak, jakby ich życie nie zależało od dalszej współpracy. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę, oparci plecami o ścianę.
Też zawsze jakaś zgodność, nie?
Jednak Ginny nie potrafiła długo wytrzymać w bezruchu. Kiedy po raz kolejny przesunęła nogę i zmieniła pozycję rąk, uznała, że nie jest w stanie przesiedzieć tak ani chwili dłużej.
Nie licz na to, że ja zacznę rozmowę. Twoja wina, ty naprawiasz.
Rzuciła w myślach do Malfoya i sięgnęła swoją torbę, by wyciągnąć książkę, którą dostała od Blaise'a – po co marnować czas?
Odetchnęła głęboko, zerknęła na Ślizgona, by sprawdzić, czy przypadkiem nie ma zamiaru się odezwać i gdy stwierdziła, że nie, otworzyła książkę.
„Alicja poczuła się strasznie zmęczona. Nudziło ją to siedzenie z siostrą nad rzeką, bo nie miała tu nic, ale to zupełnie nic do roboty. Raz i drugi zerknęła do książki, którą czytała jej siostra, tylko w środku nie było żadnych obrazków ani nawet dialogów. „Po co komu książka – pomyślała Alicja – w której nie ma ani obrazków ani dialogów?".
Ginny uśmiechnęła się pod nosem. Coś czuję, że dogadałabym się z Alicją.
Już miała wrócić do tekstu, gdy poczuła, że powinna się obrócić. Napotkała wzrok Malfoya i nie potrafiła od razu odwrócić spojrzenia. On też nie wyglądał, jakby zamierzał się wycofać.
- Co? - zapytała i natychmiast mentalnie klepnęła się w czoło. Dodatkowe punkty za elokwencję, Ginny, brawo, zabłysnęłaś.
- Czytasz?
Gryfonka uniosła brwi. Masz oczy, nie widzisz?
Skrzywiła się. Kolejna seria żartów „Weasley analfabeta"? Nawet teraz nie mógł sobie darować?
- Tak, mi też czasem się zdarza – burknęła ponuro, wracając do liter. Choć uporczywie się w nie wpatrywała, mogła tylko udawać, że czyta – nie mogła skupić się na żadnym wyrazie.
Ze strony Malfoya dobiegło ciężkie westchnięcie, a następnie odgłos otwieranej torby. Ginny zmusiła się, by nie spojrzeć ponownie na chłopaka.
Kilka sekund później poczuła, jak torba, opierająca się o jej nogę, delikatnie wibruje. Gryfonka wyprostowała się gwałtownie i niepewnie sięgnęła do środka. Co do…
Wibracje tworzył dziennik, wciśnięty między inne książki. Ginny wyjęła go ostrożnie, jakby zaraz miał wyskoczyć z jej dłoni i ją pogryźć. Wzięła głęboki oddech i otworzyła notes, w każdej chwili będąc gotową go odrzucić.
„Poprawię formułę pytania, bo najwyraźniej się nie zrozumieliśmy: co czytasz?"
Ginny otworzyła szeroko oczy i spojrzała z zaskoczeniem na Malfoya. Chłopak siedział z czarną książeczką na kolanach, dokładnie taką, jaką trzymała Gryfonka, i wydawał się nie zauważać jej egzystencji. Jedynym znakiem, że napisał jakiekolwiek słowa, było pióro, luźno trzymane przez jego długie, smukłe palce.
Dziewczyna odwróciła się, biorąc głęboki oddech.
O mój Merlinie. Co teraz? Co teraz? Pisze do mnie! Co mam zrobić? Mam odpisać? Przecież siedzi obok. Nie chcę się odzywać, boję się pisać! Wyjdzie głupio. Wyjdzie źle. I nadal nie wiem, czy to bezpieczne. Ale on pisze. I Merlinie, dlaczego to robi? To on miał być upartym osłem w tym związku! I o jakim związku ja w ogóle gadam? Nie ma związku! Ale co teraz, o rany, czas ucieka, zaraz uzna, że jestem głupia!
…
Moment. On już myśli, że jestem głupia. Niewiele do stracenia.
No i poza tym: ja jestem głupia. Bywam.
Dobra, Weasley, głęboki wdech i udawaj, że jesteś super i wiesz, co robisz.
Wolnym ruchem wyciągnęła swoje pióro i atrament. Przez chwilę zastanowiła się, zawieszając końcówkę pióra nad kartką, nim naskrobała swoje pierwsze słowa:
My zazwyczaj się nie rozumiemy, czy warto psuć tak piękną tradycję?
Ginny zacisnęła mocno oczy. „Szlag. Cholera. Nie. To nie była dobra rzecz do napisania. Było po prostu podać tytuł książki. Spaliłam. Wyszłam na tą niemiłą. Ja mam być tą miłą! Ja robię za anioła miłosierdzia, on za pomiot diabła!"
Wpatrywała się w kartkę, obserwując znikający tusz. Nie wiedziała, co może być gorsze: to, co odpisze, czy to, że nie odpisze.
Z odgłosu skrobania zorientowała się, że może spodziewać się odpisu. „Cholera".
Żal mi ściska serce, ale najwidoczniej czas się z nią rozstać.
Gryfonka odetchnęła głęboko. „Merlinie. On jest miły! Znaczy… jak na niego. O rany. O rany. O rany!"
Naprawdę tak uważasz?
„Jestem zbyt naiwna"
Nie. Ale jeśli przekonam Ciebie, to może sam w to uwierzę.
„Moment! Napisał „ciebie" wielką literą! Czy ja na serio piszę z Malfoyem?! Muszę się odwrócić i zobaczyć… ale nie mogę się odwrócić i zobaczyć!"
Musi być w Tobie wiele wiary.
Ani odrobiny, ale liczą się pozory.
Upozorujmy złamanie ręki albo nogi. Wtedy Vera daruje nam Klub.
„O Merlinie i Morgano, Gryffindorze i wszyscy inni po drodze! Nie powinnam tego napisać, to za bardzo typowe dla mnie, poza Colinem nikt nie łapie takich żartów! Szczególnie Malfoy! Dlatego powinnam widzieć jego twarz, kiedy do niego mówię. Jakoś tak wtedy pamiętam, że istnieją hamulce"
Planowanie nie jest mocną stroną Gryfonów, prawda?
„Oddech, Gin. I odpowiedz zgrabnie i zabawnie. Postaraj się"
Nie. Ale mamy inne talenty!
Jak na przykład?
Powiem Ci, gdy sama znajdę odpowiedź…
haha
Taki żarcik. Rozumiesz.
„A nagroda za najgorszy żart roku wędruje do… Ginewry Molly Weasley! Nie gratulujemy i nie życzymy dalszych osiągnięć!"
Ha ha ha, dowcipniś z Ciebie!
Okej, łapię, to był bardzo kiepski żart...
Pierwszy krok, to przyznać, że ma się problem.
A następny?
Potrzebujesz rady?
Desperacko.
Możesz schować się pod stół i udawać, że nie istniejesz.
Dziś powinniśmy schować się pod stół i udawać, że nie istniejemy.
Spojrzenie Very dociera nawet pod stół.
Mam wrażenie, że gość widzi moje wnętrzności, gdy na mnie patrzy.
Myślisz, że widok Twojej wątroby przyprawia go o ten uśmiech?
Ginny wpatrywała się przez chwilę w tekst, który pojawił się na stronach dziennika. Powstrzymała parsknięcie, zastanawiając się, co tak właściwie się dzieje. To było zdanie, który sama śmiało mogłaby powiedzieć.
Nie.
Sądzę, że to bardziej moje płuca. Mam bardzo zgrabne płuca, to na pewno to.
I Ginny po prostu wiedziała, że tym razem to Malfoy musiał powstrzymać parsknięcie.
Może nawet zbyt zgrabne, bo facet zbyt często patrzy w naszą stronę.
Co zrobię, urodziłam się, by być podziwianą…
„O nie. Teraz mnie zniszczy. Teraz mnie zabije"
Myślisz, że z jego strony to podziw?
Myślę, że z jego strony to sadystyczna radość ze sprawiania cierpienia.
A wiesz jakie ja mam wrażenie?
Nie.
…
No mów :D
Zanim powiem: co to za stwór?
Jaki stwór?
Ten stwór: „:D"
…
To jest uśmieszek…
Weasley…
Tak?
Nie rób tego więcej…
Dlaczego?
Przyjrzyj się jeszcze raz. To wygląda okropnie.
To po prostu uśmiechnięta buźka!
To albo:
a) uśmiech psychopaty;
albo
b) mutant, który w dzieciństwie wpadł do kotła.
Nie.
Tak.
:D
Weasley.
:D
Nie.
:D
Przestań.
:D
Skończ!
Denerwuje Cię to?
TAK.
…no to teraz będzie combo:
:D
:D
:D
:D
:D
Jesteś chora.
Potwierdzam.
… żyjesz? Pisz! Nie chcę zostać mordercą przed moją siedemnastką!
Nie piszę, bo też nie chcę zostać mordercą. Nie teraz, w każdym razie.
Za dużo jak na pierwszy raz?
Może…
Możemy zwolnić obroty.
Żyjesz z czymś takim w głowie na co dzień?
Mam ciężkie życie, nie?
Od dziś będę bardziej wyrozumiały.
Zero pomnożone przez cokolwiek da zawsze zero.
Co?
Nieważne.
Halo?
Szukam wątku.
Sprawdź w kieszeni.
Merlinie, Weasley...
Okej, dobra, kolejny kiepski żart, wybacz, staram się nad tym panować.
Nie wychodzi Ci.
Nie powiedziałam, że staram się skutecznie.
Dyplomatycznie będzie to przemilczeć.
Od kiedy bawisz się w dyplomatyczność?
Od momentu, w którym moje życie od tego zależy.
Czyli że nie tylko ja uważam sprawę Very za kwestię przetrwania lub śmierci?
Weasley, to JEST kwestia przetrwania lub śmierci.
Nie jest to pocieszające.
Nie miało być.
Jaki jest plan?
Pytasz mnie?
Gryfoni są do kitu w planowaniu, to już ustaliliśmy.
Przeżyć.
Nie, nie, to jest plan rodem z Gryffindoru, nie ma tak łatwo!
Przeżycie nie jest łatwe.
Ech… lepiej weźmy stroje kąpielowe na następne zajęcia…
Wola walki tak szybko upada wśród Gryfonów?
A co zamierzasz?
Pokazać Verze, że nie jest w stanie mną pomiatać.
Ale on jest. Obydwoje to wiemy. Wgniata nas obcasem w podłogę.
Nie podpiszę się pod tym.
Pierwszy krok to przyznać, że ma się problem.
Nie mam problemu.
Wyparcie.
Weasley.
Tak, to ja.
…
Przemilczmy.
Dobrze.
Ale przyznaj, ten gość odbiera głos samym spojrzeniem.
Co tam spojrzeniem, uśmiechem!
Kącikiem ust!
JAK?
Miał porządnych mentorów.
Tak?
Pracował w Azkabanie.
O rany.
Co?
Ile on może mieć lat?
Jaki to ma związek?
Dementorzy! Jak można spędzić swoje lata młodości wśród Dementorów? Jak to możliwe, że ten człowiek ma całą psychikę?
Jesteś pewna co do tej psychiki?…
Nie. Ale nadal. Brrr!
Nie lubisz Dementorów?
Znajdź kogoś, kto lubi.
Cóż…
Tak?
No nie wiem, mogą tacy być.
Dlaczego?
Cóż, wiesz, jak to jest… Dementorzy świetnie całują…
MALFOY!
CO?
TO JA TU JESTEM OD SŁABYCH ŻARTÓW!
Ginny nie mogła powstrzymać chichotu, który uciekł z jej ust. I mogła z satysfakcją stwierdzić, że Malfoy także jest rozbawiony. Tak w każdym razie czuła, bo siedziała odwrócona plecami do niego.
BYWA, WEASLEYKU, BYWA.
NIE NAZYWAJ MNIE „WEASLEYKIEM"
BĘDĘ, BO MOGĘ.
IDŹ SOBIE.
DOBRZE!
I jak na zawołanie nagle pojawił się przy nich profesor Vera, chrząkając znacząco. Obydwoje poderwali głowy. „O nie. O nie. O nie. Teraz nas zabije. Przecież my nie zamieniliśmy ani słówka! Cóż… werbalnie".
Jednak Vera tylko uniósł brew.
- Zajęcia skończone.
Dopiero teraz Ginny z zaskoczeniem spostrzegła, że nikogo wokół już nie ma.
„Ups..."
I choć każdy w tym momencie spodziewałby się od profesora czegoś jeszcze, jakichkolwiek słów, on tylko powiedział: do widzenia.
Ginny poderwała się z podłogi i wyszła szybko z sali, nie oglądając się za siebie. Nie chciała spojrzeć na Malfoya. Nie chciała uwierzyć, że to z nim właśnie przeprowadziła tę rozmowę.
Nie chciała wierzyć, że jedną z najprzyjemniejszych konwersacji danego miesiąca (jak nie roku) przeprowadziła z Draco cholernym Malfoyem.
oOo
Kilka godzin później Ginny minęła się z Blaisem. Chłopak nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się od ucha do ucha. Gryfonka wywróciła ostentacyjnie oczami i przysięgła sobie, że to był pierwszy i ostatni raz, kiedy użyła dziennika. Był niebezpieczny. Obawiała się, że jeszcze przez przypadek odkryje, że Malfoy to nie tylko obślizgły gad. Albo gorzej, odkryje, że Malfoy to jednak tylko obślizgły gad. Jakkolwiek logicznie lub nie to brzmiało. Nie dotykanie czarnej książeczki wydawało się rozsądniejszą opcją i przy niej dziewczyna postanowiła wytrwać.
Taki był plan. A plany mają to do siebie, że zazwyczaj nie wypalają.
Następnego dnia Ginny maszerowała na trening Quidditcha. Tym razem Harry postanowił okazać miłosierdzie i nie spotkali o szóstej rano. Trening rozpoczął się o siódmej.
Gryfonka ziewnęła przeciągle, opierając się na kiju od miotły.
- Kiedyś nas zabijesz – wymamrotała, mrugając nieprzytomnie oczami. Harry tylko uśmiechnął się radośnie.
- Czy jest lepszy sposób na rozpoczęcie dnia od Quidditcha?
- Tak. Wyspanie się. Polecam.
Za jej plecami rozległy się pomruki aprobaty. Cieszę się, że drużyna mnie wspiera.
Harry tylko machnął ręką.
- Kto nie ćwiczy, ten nie wygrywa pucharu, idziemy!
- I tak nie wygrywamy pucharu – odburknęła bardziej do siebie.
Choć tym razem nie padał deszcz, na zewnątrz panował przejmujący chłód. Rozgrzewkę powitano prawie że z ulgą, jednak gdy wsiedli na miotły, ulga zamieniła się w szczękanie zębami.
Ginny wraz Katie Bell zajęły się wprowadzaniem w arkana sztuki Ścigających nowego gracza, Bellę Flavis. Dziewczyna wydawała się świetnym dopełnieniem ich drużyny, więc od razu mogły przejść do rozgrywki.
Choć Ginny w wakacje nie porzuciła całkowicie Quidditcha, to w dużej mierze go zaniedbała. Teraz czuła skutki w kościach. I mięśniach. Po prawie godzinie w powietrzu miała wrażenie, że jej kręgosłup ma ochotę odczepić się i uciec. Marzyła o końcu treningu. I prysznicu. Długim prysznicu. I łóżku.
Zrobiła kolejny obrót w powietrzu i podała Kafla do Katie, która natychmiast pognała w stronę bramki. Gdy już miała przerzucić piłkę, ich nowa Ścigająca przechwyciła ją z rozbrajającym uśmiechem. Ginny roześmiała się.
- Starzejesz się, Bell!
- To pokaż, na co ciebie stać, Weasley!
Ginny zasalutowała z głośnym „do usług!" i pognała za blondynką, umykającą z Kaflem. Rudowłosa przemknęła pod ściganą zawodniczką i wychynęła zza lewego ramienia dziewczyny. Nim tamta zdążyła zaplanować swój dalszy ruch, Ginny wykonała obrót wokół własnej osi i jednocześnie przemknęła tuż nad miotłą Flavis, wykorzystując jej zaskoczenie i wyrywając piłkę z rąk.
Gdy ruda przerzucała Kafla przez bramkę, Bella jeszcze wpatrywała się w swoje puste dłonie z otwartymi ustami.
Ginny wykonała parodię ukłonu, patrząc na Katie Bell. Dziewczyna tylko pokręciła głową ze śmiechem. I zapewne Ginny triumfowałaby dalej, gdyby nie świst tłuczka, który nadleciał z lewej strony. Gryfonka z cichym okrzykiem zawisła pod miotłą, by uniknąć pocisku, jednak z powrotem na miotłę miała już większy problem. Gdy wreszcie udało jej się usadowić na kiju, zachwiała się lekko.
„Dobra. To trzeba dopracować. Zdecydowanie".
Z ulgą powitała dźwięk gwizdka, oznaczający koniec treningu.
Przez następne piętnaście minut drużyna słuchała uwag Harry'ego, choć przez „słuchała" można by zrozumieć „pogrążyła się w marzeniach o śniadaniu i ciepłej kołdrze".
Z miotłą w ręce Ginny pomaszerowała w stronę szatni. Wybawienie już niedaleko!
I właśnie gdy myślała o wybawieniu, we framudze drzwi prawie zderzyła się z wysokim blond chłopakiem, ubranym w zielone barwy Slytherinu.
Dlaczego Malfoyowi tak dobrze w zielonym?, pomyślała z westchnięciem, będąc w pełni świadomą, że sama w czerwonych szatach i rudych włosach wygląda jak przerośnięta marchewka.
Uniesiona brew chłopaka powiedziała jej, że on także ten fakt zauważył.
- Wiem, że nie możesz się napatrzeć, Weasley, ale tarasujesz przejście, rusz się – wycedził, wywracając oczami. Dopiero wtedy Ginny zorientowała się, że rzeczywiście stanęła w miejscu.
Przesunęła się w bok, zaciskając wargi i Ślizgon przemaszerował obok niej, nie poświęcając dziewczynie dalszej uwagi.
Gryfonka wpatrywała się przez jakiś czas w plecy chłopaka, zastanawiając się, dlaczego chce mu w tym momencie zrobić krzywdę. Teoretycznie nie stało się nic nadzwyczajnego.
I dlatego było nawet nie dotykać dziennika, pomyślała ze złością, wpadając do szatni. To raczej oczywiste, że jedna głupia rozmowa nic nie zmieni. Ale głupi babski mózg musi myśleć inaczej. Głupi Malfoy, że niby będzie bardziej cywilizowany? Aha. Było zabawnie, ale to była głupia zabawa. Głupie życie. Wszystko jest głupie. Moje myśli są głupie.
Wzięła szybki prysznic i przebrała się mechanicznie, bardziej skupiając się na własnych myślach niż czynnościach, które wykonywała. Nawet zdążyła zapomnieć, że jest wykończona treningiem.
I tak właściwie, to co mnie to obchodzi? Nie to, że miałam jakieś oczekiwania. Co to, to nie.
Nawet nie zauważyła, kiedy dotarła do swojego dormitorium. Powitała swoje łóżko z błogim westchnięciem i zakopała się pod kołdrę.
A teraz mam zamiar spać tyle, ile mi się podoba i dobrze mi z tym.
Zamknęła oczy, zwijając się w kłębek.
Ale mógłby być choć odrobinę milszy. Czy to tak boli?
Wcisnęła mocniej głowę w poduszkę z cichym prychnięciem. Gdy powoli jej myśli zaczęły cichnąć, ustępując błogiej pustce, skądś dobiegł odgłos buczenia.
Ginny zmarszczyła nos, ignorując dźwięk. Ale ten się powtórzył. I znowu.
Otworzyła szeroko oczy. Co jest?
Usiadła, nasłuchując przez chwilę. Znowu. Buczenie dobywało się z jej torby. Potrzebowała kilku sekund na skojarzenie faktów.
O rany.
Zaczęła szybko przetrząsać książki, by wyjąć czarny dziennik. Wibrował delikatnie.
O rany. O rany. Ale jak? Ale dlaczego? Nie powinien!
Czekaj. Weasley. Ty nie wiesz, co napisał i czy w ogóle on napisał i… och, po prostu to otwórz!
… a może lepiej tego nie robić?
Zrobię to.
I otworzyła czarną książeczkę, czując dziwny uścisk na żołądku.
Pokraczny z Ciebie leniwiec.
Ginny zamrugała kilka razy, wpatrując się z zmarszczonymi brwiami w zgrabne litery. „Co?"
Przez chwilę rozważała, czy to jest obraza, czy kod, czy demencja Malfoya czy wszystkie naraz. Postukała palcem swoją dolną wargę w zamyśleniu.
Wreszcie spłynęło na nią olśnienie. Quidditch. Malfoy mówił o jej Zwisie Leniwca. A raczej parodii Zwisu Leniwca. „Ja NA SERIO muszę go dopracować".
Sapnęła ciężko, gdy uświadomiła sobie, że Malfoy musiał zobaczyć jej próby wciągnięcia tyłka na miotłę. „O rany".
Znalazła szybko pióro i atrament.
O siódmej rano wolę być leniwcem w łóżku niż na miotle.
Leniwce nie śpią w łóżkach.
W takim razie w ogóle nie chcę być leniwcem.
Dlaczego macie trening w sobotę o siódmej rano?
Ponieważ na świecie są fani Quidditcha, psycho-fani Quidditcha i Harry Potter.
Już nie robi za wielkiego herosa?
Kiedy wyciąga nas w sobotę z łóżek przed dziewiątą? Nie.
Cieszę się, że zachowaliście choć krztynę rozsądku.
Krztynę. Naprawdę niewiele, nie miej nadziei.
Swoją drogą: co TY robiłeś tak wcześnie na boisku? Podczas naszego treningu…
Podziwiłem Twój podwójny zwód.
Ej, ej, akurat on wyszedł mi świetnie!
Czy mówię, że było inaczej?
Ginny otworzyła szeroko oczy. „Czy to jest komplement? Bo chyba nie obraza… ale to nie może być komplement, Malfoy nie komplementuje!… Chociaż ten zwód był naprawdę świetny, ha"
Widocznie Ginny nie odpowiadała zbyt długo, bo w końcu pojawiła się nowa wiadomość od Ślizgona.
Autorskie ulepszenia?
Całe wakacje pracowałam nad tym: kilkadziesiąt siniaków, jeden wstrząs mózgu i dzisiejszy efekt– było warto.
I narzekasz na obsesję Pottera…
Ja szanuję sen innych. I swój.
W każdym razie, to ciekawy manewr…
Te trzy kropki są bardzo wymowne.
I co przez nie rozumiesz?
Podkradnijcie mi mój zwód, a będzie wojna.
Już jest wojna.
W takim razie to będzie rzeź.
Zobaczymy.
Lepiej nie.
A może?
:D
To wyzwanie?
Ostrzeżenie.
:D
…
- Ginny, co robisz?
Gryfonka poskoczyła z okrzykiem, wypuszczając z rąk dziennik. Obok niej stała Hermiona z dziwnym wyrazem twarzy.
- Co, nic. O co chodzi?
- Książki zazwyczaj nie wywołują u ciebie takiego uśmiechu…
Rudowłosa złapała szybko dziennik i zatrzasnęła go.
- Tej się udało – uśmiechnęła się sztucznie. „Idź sobie, idź sobie, idź sobie...".
Hermiona pokręciła głową.
- Idziesz na śniadanie? Harry i Ron gdzieś zniknęli, pomyślałam, że zajrzę do ciebie.
Ginny zagryzła lekko wargę. Pierwszy raz w życiu wolałaby nie iść na śniadanie.
- Jasne, chodźmy.
oOo
Podczas śniadania udało jej się złapać spojrzenie Malfoya, gdy wszedł do Wielkiej Sali. Ślizgon odwrócił się do swojej świty i usiadł tyłem do Ginny. Gryfonka postanowiła, że tym razem naprawdę nie dotknie już dziennika. Nigdy. Takie miała postanowienie.
I nawet udało jej się zapomnieć o czarnej książeczce, wciśniętej w kieszeń torby, a wszystko dzięki nowej pasji, którą odkryła Ginny: Alicji w Krainie Czarów.
Jeden dzień i jedna noc wystarczyła, by Gryfonka pochłonęła zarówno pierwszą jak i drugą część „Po drugiej stronie lustra". Czytała przy jedzeniu, czytała, idąc korytarzem, czytała, gdy czekała w kolejce do łazienki. To tak, jakby sama trafiła do króliczej nory. Zastanawiała się, co autor miał w głowie i jak udawało mu się z tym żyć. Jednocześnie, gdy wpadała w świat abstrakcji, czuła, że nie jest sama, że nie tylko ona ma absurd w umyśle.
Jej uwielbienie urosło do tego stopnia, że nawet podeszła do Blaise'a, gdy zobaczyła go na korytarzu.
- Zakochałam się – powiedziała. Zabini spojrzał na nią z specyficznym wyrazem twarzy.
- W kim?
- W Alicji. Co teraz?
Chłopak wyszczerzył się radośnie.
- Teraz już nic. Przepadłaś, nie ma odwrotu, pozostaje tylko pogrążyć się w szaleństwie.
- To jest… to…
- Miłość.
- Właśnie.
- Zadowolona?
- Nie wiem nawet, co powiedzieć.
- Weasley, Weasley, w pewnych sytuacjach po prostu nie ma słów. Wystarczy czuć – z tymi słowami przyłożył dłoń do swojego serca. Ginny parsknęła.
- Poeta ze Slytherinu?
- Staram się. Ale pozwól, że ci pomogę: tonęłaś w każdym słowie.
- Tak!
- Większość scen czytałaś po kilka razy…
- Tak było!
- Uwielbiasz każdą postać.
- Kocham!
- I uważasz, że jestem cudowny i ofiarujesz mi swoją wieczną wdzięczność, ponieważ wprowadziłem cię do Krainy Czarów.
- Chciałbyś.
Blaise roześmiał się głośno i poklepał Ginny po ramieniu.
- Duma mnie rozpiera, Weasley.
Ginny parsknęła, wywracając oczami.
- Nie wiem, czy wiesz, ale masz rolę życia – powiedziała ze śmiechem. Blaise pokiwał energicznie głową.
- Wiem. Bardzo wiem, Weasley. Burbage wiedziała, co robi. Najlepszy charakter dla najlepszego człowieka – wyszczerzył się, wskazując na siebie kciukami. Gryfonka pokręciła głową.
- Lub po prostu masz najszerszy uśmiech w całej szkole – roześmiała się. Blaise zmarszczył brwi.
- To obraza czy komplement?
Ginny machnęła ręką.
- Kwestia twojej interpretacji. W każdym razie zostańmy przy tym, że Kot z Cheshire jest najlepszy.
- Jest. A wiesz, kto jeszcze jest najlepszy? - trącił ją znacząco w bok.
- Kto? - zmarszczyła brwi.
- Ja! - wykrzyknął, klaszcząc w ręce. - Twórca systemu dziennikowego. Mówiłem, że zadziała? Mówiłem. I działa!
Ginny wydęła policzki, mierząc chłopaka wzrokiem.
- Nie, nie. Więcej tego dziennika nie dotknę. Obiecałam spróbować, proszę bardzo, możesz go zabrać.
Chłopak pokręcił z rozbawieniem głową.
- Weasley, Weasley, Weasley… w życiu byś go nie oddała. Bo wiesz, że mam rację.
- Ani trochę.
- Tak właśnie jest – powiedział śpiewnie.
- Idź sobie, Zabini.
- Idę, a tobie życzę miłej konwersacji – i z tymi słowami obrócił się na pięcie i odszedł.
- Nie napiszę w nim już nigdy więcej! - Ginny krzyknęła za chłopakiem. Ten tylko się roześmiał.
Nie mam zamiaru.
Nie.
oOo
Siedziała przy niedzielnej kolacji z książką rozłożoną na stole. Wokół niej rozkrzyczani Gryfoni prowadzili żywą dyskusję, mającą na celu ocenić, który smak z fasolek Bertiego Botta jest najohydniejszy. Ginny postanowiła, że nie warto się włączać (przecież wszyscy wiedzieli, że najgorsze są o smaku rozgotowanej kapusty), dlatego po raz kolejny zagłębiła się w historię o Alicji. Tym razem czytała swoje ulubione fragmenty.
Niektóre prosiły się o przepisanie i dziewczyna na prośby postanowiła odpowiedzieć. Sięgnęła do swojej torby. W tym momencie jedna z fasolek przeleciała nad jej głową i tylko szybki refleks uchronił ją przed pociskiem. Wywróciła oczami i wyjęła notes, otwierając go na losowej stronie.
Powiodła palcem po tekście książki.
Dobrze. Chwyciła pióro i zaczęła pisać:
"No tak, tak! Jak dziwaczne zdarzenia mnie dziś spotykają! A wczoraj wszystko było jak zawsze. Ciekawe, czy to może ja zmieniłam się przez noc? Zastanówmy się: czy kiedy wstałam rano, byłam taka sama jak zwykle? Bo wydaje mi się, że czułam się chyba troszeczkę inaczej. Ale jeżeli nie jestem tą samą Alicją, to muszę dowiedzieć się, kim właściwie jestem?
Och, to dopiero trudna zgadywanka!"
Ginny zamrugała nieprzytomnie, gdy kilka sekund później litery zniknęły. Podniosła buteleczkę z atramentem, by sprawdzić, czy przypadkiem nie chwyciła tego fałszywego.
Atrament był dobry.
A to mogło znaczyć tylko jedno.
Trzęsącymi się rękami poderwała zeszyt i spojrzała na okładkę. Zaklęła szpetnie.
„Nie. Nie. Nie, nie, nie, nie nie nie nienienienienienienie!"
Tekst właśnie dotarł do Draco Malfoya.
Ginny ukryła twarz w dłoniach.
- Boże, dlaczego dałeś mi tak mało mózgu? - jęknęła.
Spojrzała prędko w stronę stołu Slytherinu, jednak Malfoya tam nie było.
„Cholera"
Odetchnęła głęboko i chwyciła pióro, by szybko sprostować pomyłkę.
Tyle że na pergaminie pojawiły się nowe litery. Ginny odczytała je z łomoczącym sercem.
"Jeżeli zamierzasz zamienić się w świnkę, to ja już nie będę chciał mieć z tobą do czynienia. Uważaj więc!"
Gryfonka przyłożyła rękę do czoła. „Że co?"
Wpatrywała się tępo w tekst przez kilka dobrych chwil.
Jej twarz rozjaśnił uśmiech.
To był cytat. Malfoy odpowiedział jej cytatem z Alicji w Krainie Czarów.
Gryfonka chwyciła szybko książkę i przetrząsnęła ją, przelatując wzrokiem po literkach. „Szybko, szybko, szybko..."
W końcu ponownie złapała pióro i naskrobała:
"Powinieneś się nauczyć, że nie robi się takich osobistych uwag, to po prostu bezczelne"
„A jeśli nie zrozumie? A jeśli brnę coraz bardziej w moją głupotę?"
Pojawiła się odpowiedź.
"A co mają wspólnego kruk i biurko?"
Ginny zaśmiała się. Poniekąd nie mogła uwierzyć, że chłopak zna tę książkę.
"Myślę, że zaraz wymyślę odpowiedź"
"Masz na myśli, że myślisz, iż wymyślisz odpowiedź na to pytanie?"
"Dokładnie tak"
"No to powinnaś powiedzieć, co masz mówić"
Gryfonka ponownie zachichotała. Teraz dosłownie przytaczali rozmowę z jednego z rozdziałów. Odszukała szybko fragment i przepisała:
"Już mówię, że mówię, a mówię to, co mam powiedzieć, bo to przecież jedno i to samo, prawda?"
"Znasz już rozwiązanie zagadki?"
„No to teraz zmieńmy kierunek", pomyślała.
"Cóż, być może zupełnie inaczej pan to odczuwa, ale ja wiem jedno: wszystko to jest dla mnie BARDZO dziwne"
"Ale nic na to nie poradzisz, my tu wszyscy jesteśmy szaleni. Ja też jestem. I ty"
Ginny poczuła, jak jej serce bije coraz szybciej. To był jej ukochany fragment.
"Skąd wiesz, że jestem szalona?"
"Musisz być. Inaczej by cię tu nie było"
Dziewczyna przyłożyła dłoń do ust, kryjąc uśmiech i delikatnie zamknęła dziennik. Przeczucie mówiło jej, że to koniec rozmowy. Wstała i zaśmiała się jeszcze raz, wychodząc z Wielkiej Sali.
Gdy znalazła się na korytarzu, wśród uczniów zauważyła Malfoya.
On także na nią spojrzał.
Ginny spodziewała się, że chłopak ponownie ją zignoruje.
Malfoy uniósł kącik ust. W jego szarych oczach migotało rozbawienie.
Ginny odwróciła się, by nie pokazać szerokiego uśmiechu na jej twarzy.
Dopiero po przejściu dwóch pięter zdała sobie sprawę z kilku rzeczy:
1. Draco Malfoy nie był całkowicie obślizgłym gadem.
2. Jutro ponownie spotkają się w Klubie.
3. Dwa powyższe punkty są przerażające.
