Docieranie na zajęcia w czasie dziesięciu minut, jakie stanowiły przerwę, okazało się być dla Sophie nie lada wyzwaniem. Hogwart był ogromny, pełny tajnych przejsć, fałszywych drzwi, które znikały kiedy tylko chciało się przez nie przejść, co często skutkowało bolesnym spotkaniem głowy lub innej części ciała z twardą, kamienną ścianą. Były też takie, które potrzebowały zachęty, miłego słowa, czy specjalnego gestu, by się otworzyły. Sale lekcyjne porozrzucane były po wszystkich piętrach, a nawet po lochach i dojście do nich z wieży Ravenclawu nie było proste, szczególnie, kiedy schody miały humorki, niczym kobiety w ciąży. Raz, kiedy Sophie schodziła na drugie piętro, schody nagle się poruszyły i przesunęły się na piętro czwarte! Na dodatek nie zawsze miała okazję iść z kimś i musiała znosić swoje zagubienie samotnie... Na koleżankach z dormitorium nie mogła polegać. Amelia Avery, rudowłosa, chłodna i niezbyt przyjazna dziewczynka mnóstwo czasu spędzała ze swoimi znajomymi ze Slytherinu. Głównie z Sebastianem Macnairem, ale również z Draco Malfoyem, który już pierwszego dnia szkoły pokazał Sophie nową stronę magicznego świata, o której rodzice zapomnieli wspomnieć, a mianowicie rasizm. Znała określenie "szlama" wcześniej, ale nie spodziewała się, że ktokolwiek używa go aż tak bezpośrednio, jak Malfoy. Na szczęście nie słyszała, żeby Amelia wyzywała tak innych, bo zdecydowanie zerwałoby to wątłą linię porozumienia, które między sobą zawiązały. Sophie była przeciwna jakimkolwiek przejawom dyskryminowania innych ze względu na pochodzenie - sama w końcu była adoptowana z mugolskiego sierocińca i równie dobrze mogła być mugolaczką.

Kolejnym mały ciosem był fakt, że do grona Malfoya przyłączył się również Alfred, mimo swojej przynależności do Gryffindoru, co nie przysporzyło mu zbyt wielkiej popularności wśród współlokatorów. Luna - ostatnia z trzech pierwszorocznych Krukonek chodziła przeważnie własnymi ścieżkami i mówiła o różnych nieistniejących stworzeniach, o których pisał jej tata w "Żonglerze", który znany był z publikowania głupot i teorii spiskowych. Dlatego Sophie znalazła towarzystwo w osobie Mike'a Aliota, który chociaż tak samo jak ona, nie potrafił odnaleźć się w korytarzach Hogwartu, zawsze mówił iż "lepiej zgubić się we dwoje".


Pierwszą lekcją w Hogwarcie była transmutacja z opiekunką Gryffindoru, Profesor McGonagall. Okazała się ona być jedną z tych osób, które nie muszą podnosić głosu, by w klasie było cicho. Sophie od razu zrozumiała, że to bardzo surowa i wymagająca kobieta, która kieruje się na swoich lekcjach sprawiedliwością i wszystkich traktuje równo, nie ważne z jakiego domu są.

Zupełnie inne wrażenie Sophie odniosła na eliksirach. Kiedy nieprzyjemnie wyglądający, ubrany całkowicie na czarno profesor Snape wszedł do klasy, od razu zrobiło się cicho. Atmosfera stała się grobowa, jakby nie była to zwyczajna lekcja. Profesor emanował groźną aurą, którą wszyscy wzięli na poważnie.

- Na moich lekcjach nie będzie bezsensownego wymachiwania różdżkami. Tutaj nauczycie się jak uwarzyć sławę, ujarzmić chwałę, a nawet zatrzymać śmierć. Oczywiście okażecie się zapewne takimi samymi tłumokami jak poprzednie roczniki. Możłiwe jednak, że znajdzie się wśród was kilka osób, które opanują tę trudną sztukę, jaką jest ważenie eliksirów. Chociaż...

Rozejrzał się po klasie, a w jego wzroku było coś, co kazało Sophie skulić się i stać się niezauważalną. W końcu jego spojrzenie zatrzymało się na bladym Puchonie, który wyglądał jakby miał zaraz albo zemdleć, albo zwymiotować.

- Brice, powiedz mi, jakie właściwości ma Alrauna.

Niewielkie poruszenie wśród Krukonów wskazywało, że tak jak Sophie, znają oni odpowiedź na to pytanie. Niestety, ów Brice najwyraźniej nie zajrzał do podręcznika podczas wakacji.

Sophie przypomniała sobie, że ta informacja znajdowała się na pierwszych stronach, w dziale "Magiczne rośliny oraz ich zastosowanie w ważeniu eliksirów", który zdążyła przeczytać cztery razy, żeby zapamiętać większość informacji.

- Nie wiesz? Cóż za niefortunność. Czyżbyś nawet nie zajrzał na pierwsze dwie strony podręcznika? Całą druga strona poświęcona jest głównie Alraunie.

Chłopak spuścił wzrok, a jego blade policzki pokryły się rumieńcem.

- W takim razie napiszesz na następną lekcję wypracowanie na ten temat. Avery, bawi cię to?

Amelia rzeczywiście wyglądała na rozbawioną. Nie ugięła się pod wpływem miażdżącego spojrzenia Snape'a, tylko bez skrępowania patrzyła mu się w oczy.

- To podstawowe zagadnienie, panie profesorze. Trudno nie znać odpowiedzi na pana pytanie. Szanujący się czarodziej...

- Avery, pomożesz panu Brice'owi w napisaniu wypracowania.

Amelia od razu umilkła niezadowolona. Sophie ledwo powstrzymała uśmiech. Amelia była często zbyt arogancka.

Sophie, mimo nieprzyjemnego profesora, polubiła eliksiry. Po kilku lekcjach okazało się, że ma do nich smykałkę, ale to nie wystarczyło, by pobić Amelię Avery. Dziewczynka zdawała się znać wszystkie przepisy na pamięć i na dodatek potrafiła je wykonać bez zawahania, czym zdobyła niechętną aprobatę profesora Snape'a Za karne wypracowanie otrzymała dziesięć punktów dla Ravenclawu, czym od razu zyskała sobie sympatię chłopców z rocznika. Denis Brice, mimo takiej samej pracy, nie otrzymał żadnej nagrody.


- Hej, Sophie!

Kiedy kierowała się do wieży Ravenclawu, dogoniła ją Amelia. Uśmiechnęła się czarująco i Sophie była pewna, że zaraz usłyszy jakąś prośbę.

- Zrobiłaś już to zadanie od McGonagall?

- Nie - odparła Sophie.

Zadanie było dość ciężkie, ale informacje do niego były zapewne w każdej książce o transmutacji, więc planowała, że zrobi je dzisiaj w pokoju wspólnym.

- W takim razie, zostaje mi je zrobić... - westchnęła. - Idę do biblioteki. Idziesz ze mną? Jak popracujemy we dwie, pójdzie szybciej.

Sophie kompletnie nie rozumiała, dlaczego Avery nagle zdecydowała się towarzyszyć jej w czymkolwiek, ale była to szansa na zawiązanie cieplejszej relacji z dziewczynką, z którą miała spędzić następne siedem lat dzieląc jedno dormitorium, więc zgodziła się od razu na propozycję.


Praca domowa rzeczywiście poszła bardzo szybko, ale dziewczyny stwierdziły, ze skoro już są w bibliotece, odrobią resztę zadań domowych, nawet te zadane dopiero na przyszły tydzień i pouczą się na sprawdzian z historii magii, co szło im bardzo opornie, gdyż dwudziestoletnia wojna rzymsko-egipska nie należała do najciekawszych - nawet mugole o niej zapomnieli, a oni akurat historię gromadzili z o wiele większą dokładnością od czarodziejów.

- Merlinie... - jęknęła Amy, kładąc się na książce. - Mam dość! Po co mi wiedzieć, że Peleusz Żółty zginął, potykając się o ciało i nabijając na rękojeść miecza? I dlaczego on jest żółty? Przecież to Rzymianin! Skąd miałby się tam wziąć Azjata?

- A dlaczego Ulryk Niegodziwy albo Mikołaj Dwubrody? Przydomki nadawano im po śmierci, a że nie są one zbyt inteligentne, to już inna sprawa...

- Dziewczęta, a co wy tu jeszcze robicie?! - usłyszały nad sobą skrzekliwy głos bibliotekarki - pani Pince. - Jest już za pięć dwudziesta! Za chwilę zacznie się cisza nocna! Macie jak najszybciej stąd zmykać.

Amy spojrzała się przerażona na Sophie, a ta odwzajemniła spojrzenie. Nawet nie zauważyły, kiedy minęły te trzy godziny. Jak najszybciej zerwały się ze swoich miejsc, zgarnęły pergaminy, pióra i książki do toreb, po czym wybiegły z biblioteki. Na szczęście wejście do Wieży Ravenclawu znajdowało się, tak samo jak biblioteka, na piętrze piątym, więc pognały w jej kierunku i po chwili znalazły się w wąskim korytarzu. Tutaj już raczej nikt nie powinien ich przyłapać, ale i tak biegły najszybciej, jak potrafiły, żeby nie złamać szkolnych reguł. Pani Norris - wredna kotka Argusa Filcha potrafiła być wszędzie, gdzie tylko wywęszyła, że ktoś jest bliski złamania szkolnych zasad.

Jednak po kilku minutach biegu zdały sobie sprawę, że coś jest nie tak. Już dawno powinny zacząć się schody.

- Sophie, chyba wbiegłyśmy w zły korytarz! - pisnęła Amelia. - Jest już po ósmej!

Rzeczywiście, jej magiczny zegarek wyświetlał już pięć po.

- Wracamy - zarządziła Sophie.

Odwróciła się i spojrzała się prosto w żółte oczy pani Norris, która wydawał się uśmiechać złośliwie. Z głębi korytarza słychać było charakterystyczne sapanie woźnego.

- Spadamy - szepnęła Amy i rzuciły się do ucieczki cudem trafiając na tajemne przejście. Prawie spadły ze schodów, kiedy z impetem przebiegły przez ścianę, o którą powinny się przed chwilą rozbić. Nie czekając jednak ani sekundy, zbiegły szybko po schodach, nawet nie zwracając uwagi na to, że w ten sposób jedynie oddalają się od ich celu, którym była bezpieczna wieża Ravenclawu.

Po chwili wypadły przez gobelin na pusty, ciemny korytarz. Kilka postaci z portretów skomentowało ich karygodne zachowanie. Woźny zdawał się być tuż za ścianą. Nie myśląc wiele, Sophie otworzyła najbliższe drzwi i wciągnęła Amelię do środka, nie zważając na spory napis "Nieczynne" na tabliczce przybitej do drzwi.

Znalazły się w łazience. Nie była to jednak zwyczajna łazienka, jakich w zamku mnóstwo. Byłą zdecydowanie opuszczona. Podłoga była brudna i mokra, okna powybijane, kabiny zapuszczone. Na samym środku w okręgu stały pięknie rzeźbione umywalki, które były jedynym miłym dla oka elementem pomieszczenia.

Sophie zaciągnęła Amy do najbliższej kabiny w ostatnim momencie. Drzwi się otworzyły i do środka zajrzał Filch.

Po chwili jednak drzwi się zamknęły, a dziewczynki przypomniały sobie, że oddychanie jest wymagane do przeżycia.

- Nigdy więcej nie idę z tobą do biblioteki - wyszeptała Sophie w obawie, że ktoś może ich usłyszeć.

Amy nie odpowiedziała. Stała przy umywalce, dysząc ciężko. Sophie nagle zdała sobie sprawę, że ledwo stoi na nogach. Po kilku minutach morderczego biegu jej płuca płonęły żywym ogniem, a mundurek był wilgotny od potu. Podeszła do Amy, żeby spryskać twarz zimną wodą i zauważyła, że koleżanka kręci kurkiem w jedną i drugą stronę, ale z kranu nie leci woda.

- Myślisz, że wyłączyli tutaj wodę? - zapytała Sophie.

- Nie - powiedziała, po czym ściszyła głos konspiracyjnie - ale to jest łazienka Jęczącej Marty. Dopiero teraz się zorientowałam.

- Jęczącej? Dlaczego?

- Marta jest... bardzo przewrażliwiona. Prawie codziennie wpada w szał i zalewa cały korytarz, Aż dziwne, że teraz jej tutaj nie ma.

- Bardzo by się wkurzyła? - zlękła się Sophie, rozglądając uważnie.

Miała wrażenie, że zaraz z zepsutego kranu, zamiast wody, wypłynie Marta, która w nim siedzi i nie pozwala wodzie płynąc.

- Ej! Tutaj coś jest! - wykrzyknęła Amy, zapominając zupełnie, że w tej toalecie powinno się zachować absolutną ciszę.

Amelia odsłoniła kran tak, żeby Sophie też mogła go zobaczyć. Najpierw nie zrozumiała, o co chodzi koleżance. Kran zdecydowanie był ładny. Gruby i marmurowy. Dopiero po chwili zauważyła wyrytego w nim węża, który zdawał się wić.

- To dziwne... bardzo ślizgońskie.

- Wąż był ulubionym zwierzęciem Salazara - poinformowała ją Amy profesorskim tonem. - Może jakiś Ślizgon go tu wyrył. Wygląda na bardzo starego...

- Możliwe - odparła Sophie. - Ale proponuję wrócić tu kiedy indziej. Na przykład wtedy, kiedy pora będzie bardziej odpowiednia. Jest już długo po ciszy nocnej!

Pierwszoklasistki rozejrzały się uważnie, czy nikt nie idzie i przemknęły do tajnego przejścia za gobelinem, które prowadziło prosto na piąte piętro. Chyłkiem przedostały się do Pokoju Wspólnego, automatycznie odpowiadając na pytanie kołatki.


Luna Lovegood, z którą dzieliły dormitorium, jeszcze nie spała, ale nie zapytała współlokatorek, czemu wałęsały się po nocy. Była tak pogrążona we własnym świecie, że pewnie nawet nie wiedziała, że już po dwudziestej. Ona nigdy się o nic nie pytała, a Sophie i Amelia nie próbowały się z nią zaprzyjaźnić. Nawet w czarodziejskim świecie, gdzie ludzie potrafili naprawdę przekombinować z modą, kolczyki zrobione z cebuli i gadanie o gatkach pospolitych, czy czymś takim (Sophie nie wsłuchiwała się nigdy w wykłady Luny o stworkach rodem ze świata fantasy), nie były czymś normalnie przyjmowanym przez społeczeństwo

- Nigdy więcej nie pójdę z tobą do biblioteki - powiedziała Sophie po raz kolejny.

- Oj tam, przecież to była świetna przygoda! - wykrzyknęła Amelia, która po ochłonięciu była podekscytowana i rozbawiona. - Nie wiedziałam, że ta szkoła może być taka fajna. Myślisz, że ktoś kiedykolwiek odkrył wszystkie tajne przejścia?

- Nie wiem. Ale jeśli tak, mógłby zrobić mapę i się nią podzielić z innymi. Codziennie się gubię w drodze na zajęcia! - odparła. Strach i adrenalina zaczęły powoli ulatywać z jej ciała i znów była w stanie rozmawiać o błahych sprawach. Udało im się uniknąć szlabanu i utraty punktów, więc mogła tylko cieszyć się z ekscytującej nocnej wędrówki po Hogwarcie oraz zdobycia nowej, dobre koleżanki w osobie Amelii Avery.