-Zimno, piździ,zimno,piździ...-mruczała sobie Alice jak mantre podczas stania przy stole z przękąskami i obserwowania rozwszeszczanego tłumu-po co ja w ogóle się ruszyłam z domu?
Na to pytanie odpowiedział jej kilka godzin temu jej starszy brat rzucając w jej stronę białą sukienkę z tekstem: "Rodzice kazali mi cię pilnować a ja nie mam zamiaru stracić randki tylko dlatego że,jaśnie pani nie chcę się ruszyć tyłka."
-"Bo mnie ma obchodzić jego randka. Bęcwał jeden"-pomyślała Alice nakładając że,ciasta- kretyn myśli że,jak już maturzysta to wszystkie pierwszaki będą go po stopach całować!
-Jak moja siostra to zrobi to osobiście go potruje-za pleców dobiegł ją głos Chiary.
-Nie odpowiadam za debilizm mojego brata
-To dobrze. Mniej nóg do złamania-Chiara nałożyła sobie ciasta-planujesz stać jak kołek cały wieczór?
Alice przewróciła oczami.
-Owszem. Jeśli chcesz zostań ze mną. Jestem pewna że,ten nadęty hiszpan nawet nie pomyśli by tutaj zajrzeć.
Brunetka prychnęła: -Ten kretyn ma we łbie jakiś wykrywacz czy coś!
-Wykrywacz Chiary?-Alice uniosła brew- gdzie to można kupić?
Brunetka prychnęła ale,nic nie odpowiedziała tylko zajęła się polowaniem na kolejnym kawałkiem ciasta zostawiając na moment Alice w spokoju.
Jeśli chodzi o blondynke to skorzystała z chwili spokoju i rozejrzała się po sali. Żadnego żabojada i Alfreda dzięki Bogu.
-CHIARA!
-Cholera.-mrugnęła brunetka i szybko złapała Alice za rękę- zmykamy!
-CHI...o przepraszam najmocniej...Chiara! Czekaj mi tomate!
-Prędzej piekło zamarznie-usłyszała szept Chiary gdy przeciskały się między tłum. Poważnie w czym ci ludzie się kąpali? Udusić się przy nich było.
-Chiara!-nadal mogły usłyszeć głos Antonia który przeciskał się między ludźmi-czekaj!
-Mam pomysł,chodźmy...-tu Alice skierowała je na lewo ale,niestety...
Wpadły na pewnego brzydkiego Francuza.
-Witaj beauté -uśmiechnął się rozciągając usta niczym żaba którą był (przynajmniej tak wyglądało dla Alice. Dla dziewczyny która właśnie zemdlała wyglądał pewnie jak gwiazda Hollywood)-widzę że,pani mojego serca i mojej duszy postanowiła mi towarzyszyć w tym jakże pięknym...
-Spadaj froog! -syknęła Alice (nie,wcale nie była zarumieniona jasne?!) i zepchnęła Francisa na drugą dziewczyne która zemdlała zapewnie od duchoty wywołanej przez jego perfumy.
-Chodźmy-pociągnęła za sobą Chiare umykając czujnym oczom Antonio.
-Hej Fran-w jego wizji pojawiła się ręka i głowa przyjaciela-żyjesz tam?
-Trochę...ta kobieta ma silny cios-mrugnął Francis wstając przy pomocy Antonio po czym odwrócił się do biednej dziewczyny na którą wpadł-wszystko w porządku Madame?
Jednak dziewczyna milczała patrząc na niego szklistymi,szeroko otwartymi oczami.
-Jak rozumiem dobrze-Francis odsunął kosmyk z oczu-chodźmy Antonio czas uczynić te noc wyjątkową!
-Czekaj!
Francis odwrócił się i spojrzał ponownie na dziewczyne.
-Słucham?
-Ja...emm..Ja-J-Ja...-dziewczyna speszyła się- c-cz-czyy-y chciałbyś może-e-e...
Antonio przewrócił oczami a Francis wetchnął w duszy. Kolejna z jego fanek która nie rozumie że,jego serce zostało uwięzione przez pewną angielke.
-Przepraszam panią-powiedział najspokojniej jak mógł choć w środku skręcało go ze wściekłości. Nie ma czasu na jakieś baby! Jego dama serca ucieka!- ale,niestety mam bardzo pilną sprawe do załatwienia więc żegnam.
I to powiedziawszy wziął Antonio za ręke po czym obaj znikneli w tłumie zanim dziewczyna zdążyła zareagować.
-Gdzie my jesteśmy?-spytała się Chiara gdy Alice zatrzymała się i usiadła na jednej z wielu kanap gestem nakazując jej usiąść po jej drugiej stronie.
-Tam gdzie Antonio nawet nie pomyśli by cię szukać.Kącik dla zakochanych-to ostatnie słowo dodała z wyraźnym obrzydrzeniem.
Chciara spojrzała na nią jak na idiotke.
-Kretynko!-prawie krzyknęła-przecież jak nas tu zobaczą mogą wziąść nas za lesbijki i...!
-Jeśli nie chcesz możemy wrócić do Antonia-Alice uniosła spokojnie brew patrząc na Chiare jak na pięciolatka który chcę lizaka.
Chciara spojrzała na nią ze wściekłością ale,nic nie powiedziała tylko oparła się bardziej o kanape i składając ramiona i tak dla odmiany obrzucić wściekłym spojrzeniem swoje paznokcie.
-Dzięki Bogu mam chwile spokoju-westchnęła w umyśle Alice i wzięła jedno ciastko (na szczęście na stołach przy kanapach też były przekąski i napoje) ciesząc się chwilą świętego spokoju od wszelkich włochów, hiszpanów, amerykanów i francuzów
-To nic nie da Fran-westchnął Antonio opierając się o ściane. Minę miał smutną- wszędzie już szukaliśmy. Nigdzie ich nie widać.
Francis westchnął. Jego nadzieja na to że,będzie mógł wyznać nieśmiertelną miłość swojej ukochanej w tym wyjątkowym dniu spaliła na panewce. A tak się starał by ten bal był wyjątkowy! Nie spał po nocach by zgadzał się najmniejszy szczegół! Wszystko na nic...
Smutny omiotał wzrokiem parkiet szukając tamtej dziewczyny na którą padł. Może ona się zgodzi...
Nagle zobaczył drzwi do jeszcze jednego miejsca gdzie nie zajrzeli. Kącik zakochanych. Francis szczerze powątpiewał by Alice tam się ukryła ale,kto wie..
-Chodź Antonio-pociągnął za ręke swojego kompana-jeszcze jest jedno miejsce którego nie sprawdziliśmy!
Alice spojrzała na swój zegarek. 22:02. Brat uprzedzał ją że,zawiezie ją dopiero po północy. A niech to!Nudy na buty...
-Wiesz co?-powiedziała nagle do Chiary-chodźmy na zewnątrz. Nudze się a tam nas nie znajdą.
Chiara kiwnęła w odpowiedzi głową i wykonała ruch by wstać.
Ale,jak to fortuna lubi ludzi zaskakiwać.
-Fusofusofusofusfusofuso...
-Honhonhonhonhonhon...
Zatrzask.
Francis usiadł po lewej stronie Alice a Antonio po prawej stronie Chciary skutecznie blokując im wyjście.
-Witaj mon amour -Francis zachowywał się jakby to było umówione spotkanie a nie zamknięcie ofiary w pułapke. Noszolancko opierając ręke nad Alice patrzył w jej oczy z uśmiechem.
Alice zarumieniła się obserwując jak te niebieskie patrzadła komplementują jej wygląd z namiętnością i...czułością?
Tak,to zdecydowanie gra świateł.
Tuż za nią biedna Chiara siedziała na kolanach Antonio uwięziona między jego muskularnymi ramionami podczas gdy ten szeptał jej coś do ucha. Zapewnie gadki-szmatki zostawiając ją na łaske Francisa i jego hipnotyzujących oczu.
-Wypuść mnie-powiedziała sucho podczas gdy w umyśle przeklinała swoje galopujące serce. Co się z nią dzieje?
-A dlaczego ma chérie?-Francis udawał głupiego. Chociaż on akurat nie musiał udawać...
-Ponieważ chcę wyjść
-Tylko pod jednym warunkiem
Alice spojrzała z niezadowoleniem na francuza podczas gdy Chiara za nią drapała Antonio po twarzy. Czego ten zboczony francuz mógłby chcieć? Pieniędzy? Koronkowej bielizny?
-Czego chcesz zboczeńcu?-warknęła-jeśli jakiegoś pokręcanego numerka to...
Francis uniósł dłonie w geście kapitulacji
-Ja chcę tylko zatańczyć jeden taniec z ma future femme . Czy to źle?
-Co powiedziałeś?!
-Tylko jeden taniec ma chérie!
Alice westchnęła. No dobrze. Ale,po tym tańcu będzie się musiała porządnie nachlać.
-Zgoda.
Uśmiech Francisa był jaśniejszy od słońca
-Ale,masz mnie nie upuścić stupid froog!
-Oczywiście moja droga. Nigdy bym cię nie upuścił.
I dotrzymał słowa. Nigdy jej nie upuścił. Ani na balu,ani na kolejnych randkach ani na ich ślubie.
