Rozdział krótki, ale jak najbardziej ważny. Co prawda nie wyszedł mi najlepiej, ale każdy ma swoje gorsze dni. Nawet najlepsi a najlepsza nie jestem. :D

: Widać, że masz paskudny humor. Cóż czytałam książki i doszłam do wniosku, że Voldemort dzięki licznym transmutacjom i przez rozdzieranie duszy horkruksami wyglądał jak wyglądał. Nie każdy musi być „ciachem". W Harrym Potterze i Kamieniu Filozoficznym, z tyłu głowy Quirella widzimy, że już był potworem. Być może się mylę. Być może tak było w jakimś fanficka nie w kanonie. Ale ja w tym opowiadaniu kanoniczności nie obiecywałam. Co do przecinków racja z tego mocna nie jestem. A Rowling nie jest dobra z matematyki i wszyscy ją chwaląJ W kanonie jest więcej błędów niestety. Co do "przesłodzenia" wolę określenie uczuciowe lub smutne. Pozdrawiam.

Kazu94: Tak, Severus nie może na to pozwolić. Dxiękuję, starałam się. Akurat też mi smutno było :/

: Severus nadal ma żal, ale jak by nie patrzeć to ich dziecko. Planuję jeszcze jeden smutny rozdział lub dwa. Więc mam nadzieję, że to nie przeszkadza:) Nie skończę za szybko, jeśli będzie się wam nadal podobać być może napiszę jeszcze kontynuację.

Ruda098: Harry sobie poradzi, ale już niedługo wpadnie na iście diabelski pomysł. Jak to dzieci :)

23 czerwca 1988 Little Whinging, Surrey

Rozdział 7

Powrót do domu.

Znów otaczała go ciemność.

Mrok, do którego był przyzwyczajony, od kiedy tylko sięgał pamięcią.

Pustka, i niepokojąca, a jednocześnie będąca jego najczęstszą towarzyszką cisza.

Cisza skrywająca przerażające tajemnice, a jednocześnie bezpieczna, oznaczająca, iż w tym momencie nikt go nie skrzywdzi.

Teraz jednak mimo, otaczającego go spokoju był przerażony. Jego tajemnicza blizna eksplodowała bólem, a własne myśli i uczucia były mu obce. Często miewał dziwne sny, jednak ten, który przyśnił mu się dzisiejszej nocy był bardzo przerażający, a jednocześnie niepokojąco realny.

Śnił mu się człowiek…

Człowiek o znajomym wyglądzie…

Człowiek, który zabił jego matkę…

Może jednak nie był on człowiekiem?

Stał pośrodku kamiennego pomieszczenia…

U jego stóp, klęczał wijący się z bólu brązowowłosy mężczyzna w czarnej szacie, ściskający w dłoni kurczowo białą maskę.

- Jak to nie możecie się tam dostać Einarze? - wysyczał czerwonooki potwór opuszczając dłoń z różdżką.

- Panie wokół domu są potężne osłony… - odpowiedział mężczyzna podnosząc się na klęczki i oddychając głęboko.

- Słucham? – jego twarz była wykrzywiona w grymasie wściekłości – Jesteście grupą wyszkolonych czarodziei! Uczyłem was najpotężniejszych zaklęć, które kiedykolwiek zaistniały! A jesteście jedynie bandą głupców niepotrafiącą przebić się przez osłony chroniące głupiego dzieciaka?

- Panie… - odezwał się kolejny mężczyzna o obsydianowych oczach i czarnych włosach spływających na ramiona - Dumbledore zbudował osłony na podstawie ochrony krwi jego matki, a na osłony tego typu Mie działają żadne czary.

- Wynoście się stąd! – wykrzyczał wściekły stwór.

Harry również to czuł. Niezrozumiała i nieokiełznana złość zamieszkała duszę chłopca. Jednocześnie był przerażony. Czuł jakby uczucia tej mrocznej istoty próbowały go opanować, a on nie mógł nic na to poradzić. I co robił tam jego tata? Dlaczego rozmawiał z kimś, kto zamordował jego matkę?

Czy to była prawda?

Nie wiedział…

Nie wiedział, co było snem a co rzeczywistością.

Zamknął oczy, uspokajając swój oddech.

To tylko sen, powtarzał sobie. Tylko sen tak jak każdy koszmar.

Powoli jego wściekłość ustępował, choć niepokój nadal pozostał.

Po kilku godzinach wyszedł ze swojej komórki przygotować dla reszty domowników śniadanie. Wiedział, że dziś nic nie dostanie. Były urodziny Dudleya, a to oznaczało, że on i wuj będą dziś w domu cały dzień. Oni nie pochwalali jego istnienia, a skąd dopiero przedłużanie go. Wchodząc do kuchni usłyszał z jednego z rogów jakiś szmer. Odwrócił głowę w tamtą stronę, lecz nikogo tam nie było. Wzruszył ramionami i wziął się do roboty.

Rozpalił gaz pod patelnią, podłożył tłuszcz i podszedł do lodówki wyjąć kilka jaj.

- Dziś moje urodziny! Dziś moje urodziny! Słyszysz przygłupie? Dostanę dzisiaj milion prezentów. – krzyknął Dudley stając w drzwiach kuchni, jednocześnie całą swoją osobą zastawiając prawie całe przejście.

- Wszystkiego najlepszego – mruknął pod nosem Harry, nadal stojąc przy lodówce.

- Co tam mamroczesz po nosem dziwaku? – powiedział Dudley stając za czarnowłosym chłopcem – Wiesz niedługo twoje urodziny, ciekawe co dostaniesz w tym roku.

Oczywiście nic, pomyślał Harry postanawiając się nie odzywać.

- Mówię do ciebie! – Dudley szturchnął Harry'ego, który zachwiał się niebezpiecznie upuszczając jajka na podłogę. – I co zrobiłeś ofermo? Teraz na pewno nic nie dostaniesz!

- I tak nic nie dostaję – powiedział Harry czując jak znów ogarnia go wściekłość.

- Bo nie masz kochanego tatusia jak ja! Twój był pijakiem i wolał umrzeć razem z twoją matką niż być z tobą!

- MÓJ TATA NIE JEST PIJAKIEM! – krzyknął chłopiec rzucając się wściekle na większego kuzyna.

Severus Snape wprost ze spotkania śmierciożerców udał się pod Zaklęciem Kameleona na Privet Drive obawiając się przybycia Czarnego Pana. W końcu co powiedziałby Dumbledore'owi gdyby Voldemort nieznanym sposobem przedarł się przez osłony i zabił Harry'ego…? Tego dzieciaka! Nie, nie będzie go wielbił. Nie da Albusowi satysfakcji. Co prawda spędzał z nim po kilka godzin i zrozumiał, że mylił się co do dzieciaka. Był bardzo podobny do Lily… zbyt podobny. Przez niego zginęła, ale nie chciał tego prawda? Severus sam by się do tego nie przyznał, ale nie potrafił już go nienawidzić. Chłopiec był inny… wrażliwy, taki delikatny. Krucha porcelanowa lalka poddająca się woli złego świata.

Wszedł powoli tylnim wejściem i stanął w jednym z rogów kuchni. Po kilku godzinach stwierdził z ulgą, że nie potrzebnie tu przyszedł. Już miał wejść kiedy w korytarzu coś cicho skrzypnęło. Jego dziecko wyszło z… komórki pod schodami. Zazwyczaj był tutaj tylko popołudniami i nigdy zastanawiał się gdzie Harry… tfu! Gdzie dzieciak może spać. Spodziewał się wszystkiego, ale nie małej, ciemnej, zimnej i wilgotnej skrytki pod schodami. Severus nie użyłby tego nawet jako schowka na eliksiry, a skąd dopiero jako sypialni do dziecka. Zauważył, że oczy dziecka są podkrążone, a blizna zaczerwieniona. Harry wszedł do kuchni stając niebezpiecznie blisko niego. Przesunął się kawałek dalej, a dzieciak spojrzał w jego stronę. Wstrzymał oddech, bojąc się wydać jakikolwiek dźwięk, aby nie zostać odkrytym, ale dzieciak jedynie wzruszył ramionami i powrócił do przerwanej czynności. Severus odetchnął cicho z ulgą, gdy do kuchni wpadł dzieciak o świńskiej twarzy, gabarytami przypominając Severusowi małą orkę.

- Dziś moje urodziny! Dziś moje urodziny! Słyszysz przygłupie? Dostanę dzisiaj milion prezentów. – wrzasnął nowoprzybyły, prawie pozbawiając Snape'a bębenków usznych.

- Wszystkiego najlepszego – mruknął Harry z lekką ironią. Cóż, niedaleko pada jabłko…

- Co tam mamroczesz po nosem dziwaku? – Severus miał ochotę uciszyć tego dzieciaka patelnią.– Wiesz niedługo twoje urodziny, ciekawe co dostaniesz w tym roku.

Gdy Harry nie odpowiedział, jasnowłosy świński ryjek widocznie się wściekł.

- Mówię do ciebie! – wrzasnął wściekły powodując, iż jego synowi jajka wypadły z rąk roztrzaskując się na podłodze. – I co zrobiłeś ofermo? Teraz na pewno nic nie dostaniesz!

- I tak nic nie dostaję – powiedział widocznie rozzłoszczony Harry.

- Bo nie masz kochanego tatusia jak ja! Twój był pijakiem i wolał umrzeć razem z twoją matką niż być z tobą!

- MÓJ TATA NIE JEST PIJAKIEM! – ryknął wściekle chłopiec rzucając się na kuzyna niczym mrówka na słonia. – NIE WAŻ SIĘ GO OBRAŻAĆ!

Severus stał jak spetryfikowany. Harry go obronił. Jego własny syn go obronił. Po tym jak go potraktował i skazał na powrót tutaj, Harry stawał w jego obronie.

Po chwili otrząsnął się z szoku, widząc jak Harry oberwał w nos. To też jest dziedziczne? – pomyślał ironicznie. Wyjął powoli różdżkę z szaty, wycelował w bezczelnego, tłustego dzieciaka, i rzucił niewerbalne Impedimento. Gruby dzieciak z hukiem przeleciał przez stół , lądując pod przeciwległą ścianą.

Harry patrzył zdziwiony na swojego kuzyna, lecz po chwili w jego oczach można było dostrzec jedynie przerażenie, gdy spojrzał w stronę drzwi.

Severus również tam spojrzał.

Jeżeli Dudleya można było określić mianem małej orki, to w tym momencie do kuchni wszedł płetwal błękitny. Albo raczej płetwal wąsaty i purpurowy z wściekłości – pomyślał Snape.

- Coś ty zrobił dziwaku? – ryknął mężczyzna dopadając Harry'ego w kilku krokach i potrząsając nim – Coś ty narobił mojemu dziecku?

Mężczyzna uniósł dłoń wielkości szynki i zamachnął się.

Severus był wściekły.

- Zostaw go! – krzyknął zrzucając z siebie zaklęcie niewidzialności. – Nie waż się go tknąć.

Mężczyzna gapił się na niego zdezorientowany.

- Nie słyszałeś! Odsuń się od Harry'ego! – wrzasnął wściekle celując w niego różdżką.

Nie pozwoli by jakikolwiek mugol tknął to dziecko. Jego dziecko.

- A ty czego tu szukasz ty cholerny dziwaku! - widocznie mężczyzna odzyskał już pewność siebie.

- Vernon zostaw dziecko! - dało się słyszeć kobiecy głos. Do kuchni wpadła Petunia omiatająca wzrokiem całe zajście. Zbladła widocznie, gdy jej spojrzenie padło na Severusa. – Severus?

- A ty skąd go…? – zaczął Vernon zdezorientowany, ale Snape skorzystał z okazji i pociągnął Harry'ego w swoją stronę.

- Tak to ja Petunio. Na wasze nieszczęście. – odpowiedział biorąc syna na ręce. Musiał stąd szybko wyjść jeśli nie chciał się dopuścić do potrójnego morderstwa. Po czym dodał zwracając się do dziecka. – Chcesz stąd coś zabrać?

Zdezorientowany, ale i wyraźnie szczęśliwy, z powodu obecności ojca zdołał tylko powiedzieć cicho.

- Tylko obraz.

- Gdzie jest?

- W komórce…

- Accio obraz – powiedział Snape kierując różdżkę w stronę komórki.

Po chwili płótno ze znajomą sceną jego i martwej Lily wylądowało tuż obok niego. Zrolował je i zmniejszył zaklęciem.

- Severusie to nie tak! – krzyknęła Petunia stając kilka kroków za nimi.

- Oczywiście – mruknął siląc się na spokój, po czym dodał groźnie. – Możecie być pewni, że ja jeszcze tu wrócę.

Po czym wyszedł z mugloskiego budynku, tak podobnego do innych znajdujących się na tej ulicy i nie przejmując się Voldemortem, ani satysfakcją Dumbledore'a wyszedł poza osłony i aportował się wraz z synem na błonia, pozostawiając za sobą zdezorientowanych i przerażonych Dursley'ów.

Koniec Rozdziału.