Kolejny długi rozdział, mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko? :P Bardzo dziękuję za wszystkie wejścia i jak zawsze proszę serdecznie o opinie i sugestie w reviewsach, a jeśli bardzo się podoba, to fajnie byłoby zobaczyć polubienia i obserwacje. :)


Przez moment książę stał kompletnie zdezorientowany. Zaskoczony moim zachowaniem nie miał pojęcia, jak ma zareagować na niespodziewany uścisk; otrząsnął się jednak szybko i zdałam sobie sprawę, że jego muskularne ramiona oplatają się delikatnie wokół mnie. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się, przyciskając twarz do jego przesiąkniętej zapachami lasu tuniki – chciałam, by ta chwila trwała jak najdłużej. Pierwszy raz od dawna czułam się tak bezpieczna i spokojna; kołaczące się desperacko w mojej głowie myśli w końcu ucichły, pozwalając, bym zrelaksowała się w objęciach przyjaciela. Jednak nie na długo. W ułamku sekundy uświadomiłam sobie, że właśnie zrobiłam coś, czego absolutnie nie powinnam była robić. Przez brak kontroli nad własnymi emocjami zburzyłam odgradzającą mnie od Legolasa niewidzialną ścianę, nad którą tak długo i ciężko pracowałam.

Mimo że wcale tego nie chciałam, wyrwałam się gwałtownie z uścisku i cofnęłam się parę kroków. Czułam, jak do policzków i uszu napływa mi krew, więc wbiłam wzrok w ziemię, by ukryć zmieszanie. Nie widziałam twarzy księcia, ale byłam pewna, że znów nie miał pojęcia, co się dzieje i wcale mnie to nie dziwiło. Czułam na sobie jego pytające spojrzenie, jednak nie byłam w stanie wytłumaczyć swojego zachowania, więc zdobyłam się jedynie na ciche przeprosiny.

Goheno nin." – bąknęłam, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę lasu, który przyciągał mnie jak magnes, odkąd tylko przekroczyłam próg pałacu. Liczyłam, że usłyszę za sobą kroki przyjaciela, jednakże dobiegł mnie jedynie aksamitny głos. - „Daro. -chiro i naeth, Tauriel. Nierozsądnie byłoby wkraczać do puszczy bez żadnej broni. To, że udało nam się wygrać bitwę, nie oznacza, że na świecie nie ma już zła."

Wciąż zwrócona do niego plecami, spojrzałam na poszarzałe pnie wokół i przegniłą trawę pod moimi stopami. Co prawda las wyglądał zdecydowanie lepiej, niż ostatnim razem, kiedy go przemierzałam, ale widać było, że wciąż trawi go choroba. Mimo że Legolas niewątpliwie miał rację, moja przekorna natura namawiała mnie, by zignorować jego słowa i wyruszyć na przechadzkę ścieżką elfów, która uważana była dotychczas za względnie bezpieczny szlak.

Zastanowiłam się jednak głęboko i tym razem nie pozwoliłam dojść do władzy uczuciom. Upór mógłby sprowadzić zgubę zarówno na mnie, jak i (o zgrozo) na księcia, więc zdecydowałam się na jedyne rozsądne rozwiązanie.

Anwa, nie przemyślałam tego." – powiedziałam, odwracając się powoli. Dzieliła nas całkiem spora odległość, jednak dzięki dobremu wzrokowi z łatwością zlustrowałam twarz księcia i z ulgą uznałam, że nie jest na mnie zły, a jego usta przyjęły kształt ciepłego uśmiechu, którym zawsze mnie obdarzał. „Co w takim razie mógłbyś mi zaproponować?" – Zapytałam ciekawsko unosząc brwi.

„Cóż, może przespacerowalibyśmy się uliczkami królestwa? Jako dziedzic tronu powinienem stale utrzymywać dobry kontakt z poddanymi i miałem nadzieję, że dziś dotrzymasz mi towarzystwa." – Usłyszałam w odpowiedzi. W pierwszej chwili chciałam zaoponować – nie było to dokładnie to, na co miałam ochotę. Szybko jednak skarciłam się w myślach – zamiast kaprysić powinnam być wdzięczna przyjacielowi za to, że w ogóle wyciągnął mnie z czterech ścian i zabójczo nudnej codzienności. „Zgoda." – Przystałam łaskawie na propozycję, ruszając szybkim krokiem, by znaleźć się u boku czekającego na mnie elfa.

Po chwili kroczyliśmy ramię w ramię wzdłuż murów okalających Leśne Królestwo, oboje zatopieni we własnych myślach i milczący. Legolas nie próbował wyciągnąć ze mnie żadnego wytłumaczenia dla mojego dziwacznego zachowania, za co byłam mu bardzo wdzięczna – nie wiem, czy potrafiłabym jakoś je usprawiedliwić. Otaczającą nas ciszę przerywał tylko świergot ptaków i wiatr hulający w koronach drzew – najpiękniejsza dla moich spiczastych uszu muzyka, za która tak bardzo tęskniłam.

Kątem oka stale spoglądałam na mojego towarzysza, który w zamyśleniu stąpał ze wzrokiem wbitym w swoje wysokie, skórzane buty. Byłam ciekawa, co go tak trapi, jednak nie odważyłam się przerwać milczenia i zapytać go o to wprost. Zamiast tego odwróciłam twarz w stronę chylącego się powoli ku zachodowi słońca i pozwoliłam, by jego przyjemne promienie grzały moją skórę. Tak bardzo mi tego brakowało!

Jak gąbka chłonęłam otaczającą mnie rzeczywistość. Zdałam sobie sprawę, że wcześniej nie doceniałam niezwykłości natury, traktowałam ją jedynie jako szarą codzienność – piękną, ale nudną. Teraz wiedziałam, że nie potrafiłabym żyć bez któregokolwiek z tych małych cudów – pachnących, kolorowych kwiatów, szumiących drzew, soczystej trawy…

Od tych absorbujących przemyśleń brutalnie oderwały mnie zbliżające się odgłosy miejskiego zgiełku. W oddali wypatrzyłam dobrze znaną mi panoramę: niewielkie, zadbane domki rozrzucone po obu stronach brukowanych uliczek, tworzących kręty labirynt. Uśmiechnęłam się mimowolnie; nagle wróciły wszystkie wspomnienia, ogarnęła mnie nostalgia – to właśnie w tym miejscu spędziłam dziecięce lata. Minęło tyle czasu, a ja wciąż byłam w stanie rozpoznać każdą latarnię i każdy z jasnych kamieni osadzonych w chodniku. Miejsce wciąż tętniło życiem, tak jak je zapamiętałam: kupcy targowali się z nabywcami swoich towarów, smukłe elfickie panienki chichotały siedząc na brzegu marmurowej fontanny, a grupka elfiątek walczyła zacięcie, używając patyków niczym mieczy.

Zachwycona spojrzałam na Legolasa i uśmiechnęłam się do niego szeroko – byłam pewna, że doskonale widział, dokąd mnie prowadzi. Na widok mojego entuzjazmu książę również się rozpromienił i otworzył usta, jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, dobiegły nas radosne okrzyki mieszczuchów. – „To Ernil! Nasz książę!" – Podniósł się zgiełk i w mgnieniu oka otoczyła nas pogodna, rozgadana gawiedź. Każdy chciał zamienić chociaż słowo z dziedzicem tronu, więc leśne elfy przekrzykiwały się, recytując wyszukane powitania i pozdrowienia, a mój towarzysz starał się, w miarę możliwości, odpowiedzieć na każde z nich. Byli jednak też tacy, którzy podchodzili do mnie: pytali o zdrowie i samopoczucie, gratulowali odwagi i twierdzili, że mnie podziwiają. Nie ukrywam, że czułam się mile połechtana tymi komplementami, jednak każdemu z moich rozmówców powtarzałam, że zrobiłam to, co powinnam – ni mniej, ni więcej.


Bezcelowo przemierzaliśmy wąskie ścieżki, a grupa książęcych adoratorów, na czele z sięgającymi mi ledwo do kolana elfikami, nie odstępowała nas na krok. Oboje uśmiechaliśmy się promiennie, odpowiadając na pytania zebranych, ale w pewnym momencie stało się to dla mnie męczące. Nie czułam się komfortowo będąc w centrum uwagi, jednak mimo wszystko wolałam to, niż bycie uwięzioną w pałacowej komnacie, więc starałam się nie okazywać znużenia. Legolas jednak znał mnie zbyt długo, by nie zauważyć, że coś jest nie tak. Zatrzymał się i odwrócił do podążającej za nami grupki. – „Bardzo miło było was odwiedzić, moi drodzy, ale wkrótce zapadnie zmrok, więc razem z panią kapitan powinniśmy wracać do swoich obowiązków. Z pewnością jeszcze nie raz tu zawitamy, ale na dziś dosyć tego dobrego. Meneg suilaid!"

Przez tłum przeszedł pomruk niezadowolenia; mnie również nie ucieszyło to, co właśnie usłyszałam. Posłusznie ruszyłam jednak za księciem, odpowiadając na pożegnania i rzucając ostatnie, tęskne spojrzenia na tonące w pomarańczowym blasku zachodzącego słońca miasteczko. Większość zbiorowiska zdążyła się już rozpierzchnąć, kiedy u boku przyjaciela kroczyłam tą samą drogą, która nas tu przyprowadziła. Mimo że skupiałam uwagę głównie na latarniach, zapalanych o tej porze wzdłuż ulicy, dostrzegłam, że Legolas wciąż spogląda przez ramie w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał tłum gapiów. Szybko jednak wróciłam myślami do otaczającej nas sielskiej atmosfery, bo domyślałam się, że nie będzie mi dane zbyt prędko tu wrócić. Byłam tak nieobecna, że nie zauważyłam nawet, kiedy książę gwałtownie skręcił w ślepą uliczkę – oprzytomniałam dopiero, gdy pociągnął mnie za sobą, chwytając moje ramię. Chciałam podniesionym zapytać o powód tak szorstkiego oderwania mnie od moich przemyśleń, jednak przyjaciel, patrząc mi w oczy, puścił moją rękę i nakazał milczeć, przykładając palec do ust. Przez krótki moment staliśmy tak w ciszy, ukryci za murem jednego z domów, aż w końcu usłyszałam słowa srebrnowłosego elfa. – „Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru wracać jeszcze do zamku." – Uśmiechnął się szelmowsko. – „Co ty na to, żebyśmy korzystając z mroku, który zaraz okryje niebo, pozwiedzali okolice bez grupy adoratorów?"

To była propozycja, której zdecydowanie nie mogłam odrzucić. Pokiwałam entuzjastycznie głową, zachwycona pomysłem Legolasa, jednak miałam też pewne wątpliwości.

„Jak chcesz pozbyć się tych wszystkich elfów? Przecież one podążają za tobą krok w krok, zapatrzone jak w obrazek." – Zapytałam sceptycznie. „Za nami." – Sprostował, po czym zaczął tłumaczyć: „Zaraz zapadnie zmrok, wszyscy rozejdą się do swoich domostw, więc wystarczy, że nie będziemy rzucać się w oczy i zachowamy ciszę." – Powiedziawszy to, naciągnął na samo czoło kaptur peleryny. Zrobiłam to samo, misternie upychając pod materiał rude pasma, które niewątpliwie były moim znakiem rozpoznawczym. Książę usiadł pod ścianą w oczekiwaniu, aż słońce skryje się za linią horyzontu, a po chwili dołączyłam do niego, opierając się plecami o elewację budynku. Trwaliśmy tak w ciszy, słuchając oddalonych głosów krzątających się elfów, które kończyły swoje codzienne obowiązki. Z satysfakcją stwierdziłam, że nieznośny do niedawna ból stał się ledwo odczuwalny i moje serce napełniło się nadzieją, że wkrótce będę mogła wrócić do utęsknionych treningów.

Byłam tak pochłonięta snuciem marzeń, że nie spostrzegłam nawet, kiedy z nieboskłonu zniknęła ognista kula, pozostawiając świat osnuty mrokiem. Zdałam sobie z tego sprawę dopiero, gdy Legolas podniósł się z ziemi i z szerokim uśmiechem wyszeptał tylko „Gwaem."


Daro. Sú-chiro i naeth. - Stój. Nie szukaj kłopotów.

Anwa - Racja

Ernil - książę

Meneg suilaid! - Wiele pozdrowień!

Gwaem. - Chodźmy.

Swoją drogą, myślałam ostatnio o stworzeniu drugiego fanfica, który byłby swego rodzaju zbiorem one-shotów, oczywiście związanych z Tauriel i Legolasem. Koniecznie dajcie znać, czy czytalibyście coś takiego, bo piszę to oczywiście z myślą o Was! :)