7. Na małżeńskim łożu.

Dni wakacji dłużyły się niemiłosiernie. Catherine zrobiła sobie kalendarzyk w którym skreślała dni które pozostały jej do powrotu do Hogwartu. Nie wiedziała, że kiedyś robił tak jej ojciec. I nie wiedziała, jak przykro byłoby mu gdyby dowiedział się, że jego dziecko robi dokładnie tak samo i to w swoim własnym domu...
Cath przesiadywała w pokoju albo na wrzosowiskach. Pół dnia przeważnie spała bo w nocy wygłupiała się i rozmawiała razem z Kevinem. Czasami wymykali się na spacery w świetle księżyca. Cath czuła, że zżyła się z chłopakiem bardzo. Zawsze tylko czekała aż wszyscy pójdą spać by mogli być już razem.
-Dlaczego musimy się ukrywać?- spytał Kevin, bawiąc się jej włosami- chcę z Tobą spędzać również dnie...
-Rozdzieliliby nas...- odparła- wiesz, że albo my albo oni, inaczej być nie może.
-Cath- spojrzał jej w oczy- chciałbym być z Tobą na zawsze, a oni będą musieli się kiedyś dowiedzieć.
-Och Kevin- pocałowała go- chyba jeszcze za wcześnie na takie obietnice. Ale jeżeli będziemy się kochali to oni na pewno nam niczego nie zepsują. Nie damy się!- krzyknęła ze śmiechem, wojowniczo.
Chłopak rzucił się na nią z miłością w oczach i zaczął namiętnie całować.

Zuzanna wróciła dopiero po trzech tygodniach.
-Przepraszam- powiedziała na wstępie- ale to mi było naprawdę potrzebne. Odliczę to sobie. Nie pojadę do siostry przez najbliższe pół roku. A ramach rekompensaty przywiozłam trzy ciasta od niej...
Wszyscy domownicy powitali to z entuzjazmem. Nawet Cath, której ciasta przynosiła razem ze śniadaniem Zuzanna. Dziewczyna w ramach kompromisu pojawiała się tylko na obiadach. Do ojca wciąż się nie odzywała choć złość już dawno minęła. Pozostał tylko żal stopniowo tłumiony przez wielką miłość do jedynego, żyjącego rodzica.

Tak mijały dni aż w końcu nadszedł ostatni dzień wakacji. Tego dnia Cath postanowiła zaznajomić domowników ze swą łaską i wspaniałomyślnością i zaszczyciła ich swą obecnością na każdym posiłku. Podczas kolacji była uśmiechnięta co wywołało istny szok. Harry poczuł że ktoś wyjął mu dwukilową kulę z żołądka gdy zobaczył rozjaśnione oblicze córki. Postanowił zapytać co ją tak cieszy, niestety okazało się to wielkim błędem.
-Widzę, że wrócił ci humor, kochanie. Czemu to zawdzięczamy?- uśmiechnął się delikatnie do córki.
Cath odpowiedziała mu niezwykle promiennym uśmiechem. -Och, czy to nie oczywiste, tato? Jutro wyjeżdżam!
Harry'emu zrzedła mina i bez słowa wrócił do jedzenia. Choć tak naprawdę tylko dłubał w talerzu, zrezygnowany.
-Bardzo mi przykro, że cieszy Cię wyjazd- powiedział łamiącym głosem- ja w Twoim wieku też pragnąłem być cały czas w szkole... A wiesz czemu? Bo byłem traktowany jak piąte koło u wozu i...
-Naprawdę?- przerwała mu z ironią- a bili Cię? Na przykład po twarzy?
Harry nie wytrzymał, zerwał się z krzesła i pobiegł na górę.
Ginny rzuciła demonstracyjnie sztućcami o talerz.
-Uważaj jeszcze komuś zrobisz krzywdę- powiedziała Cath odzywając się do niej po raz pierwszy od pamiętnego wieczoru- a tego przecież byś nie chciała, prawda?
Wargi Ginny drgały niebezpiecznie.
-Wszak ojciec mógłby posłać Cię do diabła gdybyś uśmierciła jego córeczkę...
Ginny poderwała się na nogi. -Jesteś wstrętną manipulatorką!
-Och, jestem okropna, prawda?- zamrugała rzęsami- nie to, co Ty. Jako mama chrzestna tak bardzo chciałaś zastąpić mi matkę, że aż wlazłaś mojemu ojcu do łóżka! Jesteś naprawdę wielkoduszna i miłosierna...
Ginny nie wytrzymała napięcia i wybiegła z jadalni.
Cath uśmiechnęła się tryumfalnie i puściła oczko do Kevina.
Zuzanna pozbierała naczynia z ulgą wychodząc do kuchni. Po tym przedstawieniu bała się że parsknie śmiechem. Choć tekst Cath był z pewnością bezczelny, ujęła to tak dobitnie i brawurowo, że aż przyjemnie było patrzeć na twarz Ginny, której kolorystyka upodabniała się do włosów.

W nocy Cath jak zwykle czekała na Kevina. Harry i Ginny pojechali na przyjęcie do jakiegoś mężczyzny z Ministerstwa. Mieli wrócić nad ranem. Zuzanna spała już od godziny a Kevin wciąż nie przychodził. Cath postanowiła iść po niego. Bez pukania weszła do pokoju chłopaka. Ten natychmiast podniósł się do pozycji siedzącej wyjmując ręce spod kołdry i patrząc na nią z lekkim przestrachem.
-Kevin...- powiedziała, z uśmiechem ironii na twarzy- co robiłeś?
-N-nic.
Podeszła bliżej i poczuła, że chłopak dyszy lekko. Usiadła na jego łóżku i zaczęła całować go delikatnie ale zmysłowo. Kevin wciąż jeszcze ciężko oddychając położył się ciągnąc ją za sobą. Całowali się coraz szybciej. Zdjął jej zwiewny szlafroczek i wsunął ręce pod koszulę. Dotykał i pieścił jej piersi. Cath czuła, że dzisiejszej nocy dojdzie do czegoś pomiędzy nimi. I naturalnie nie byłaby sobą gdyby tego nie wykorzystała. Oderwała się od zdezorientowanego i zawiedzionego chłopaka.
Stanęła przed łóżkiem na którym leżał i zrzuciła z siebie koszulkę. Kevin przełknął głośno ślinę i z zachwytem oglądał jej piękne ciało.
-Chcę się z Tobą kochać w ICH łóżku.
Kevin spojrzał na nią ze strachem. -Mojej matki i Twojego ojca?
Catherine roześmiała się głośnym, szyderczym i gardłowym śmiechem. Nie lubił gdy tak robiła. W tym śmiechu było tyle podłości...
-Nie sądzisz, że w sytuacji jakiej się obecnie znajdujemy nie wypada mówić 'mój tata, twoja mama' to brzmi jakbyśmy byli rodzeństwem.
-Wiesz, że formalnie możemy nim zostać...
-Mam nadzieje, że tak się nie stanie.
Kevin, nie tracąc czasu na gadki gdy miał przed sobą TAKĄ kobietę wstał i wziął ją na ręce.
-Jesteś pewna, że tam?
Kiwnęła głową.
-A jak nas nakryją?
-Myślisz, że się zmartwię?
Prychnął. Ta dziewczyna wciąż go zaskakiwała. W najmniej oczekiwanym momencie i w najmniej oczekiwany sposób.
Zaniósł ją nagą do sypialni Harry'ego i Ginny. Położył na ogromnym łożu i zaczął obsypywać pocałunkami jej nagie ciało. Doprowadzał ją tym do dreszczy. Cały czas się całowali. Gdy wszedł w nią delikatnie ale stanowczo nawet nie pisnęła. Kevinowi wydawało się, że z żadną kobietą nigdy nie mogłoby być mu tak wspaniale.
Gdy już leżeli obok siebie wyczerpani, szepnął jej do ucha:
-Kocham Cię.
Catherine nie odpowiedziała. Patrzył na jej nagie piersi, które szybko podnosiły się i opadały wraz z przyśpieszonym oddechem. W końcu przemówiła.
-W tym łóżku kochał się z moją mamą.
-Catherine!- jęknął ze złością- czy musisz o tym mówić właśnie teraz?!
-A teraz pieprzy tu Twoją...- mówiła spokojnie dalej, całkiem głucha na jego słowa.
Kevin złapał się za głowę. Usiadła na nim całując go w usta.
-Czy i nie w Twoim interesie leży, aby ich rozdzielić?
-Cath…
-Moglibyśmy być razem bez żadnych przeszkód!
-Przecież powiedziałaś, że i tak będziemy.
-No tak, ale wtedy z daleka od nich! To jasne, że będziemy musieli porzucić naszych rodziców a Ty pewnie wyrzec się wszystkich Weasley'ów…
Kevin otworzył szeroko oczy i zepchnął ją z siebie.
-Idź spać, Cath. Zawsze potrafisz powiedzieć coś 'odpowiedniego'.
Po czym ubrał się i opuścił sypialnie.
Cath zaśmiała się turlając naga po łóżku. To był jej pierwszy raz. Wcale nie potrzebowała teraz jego bliskości i zapewnień, że ją kocha. Ogromną satysfakcję sprawiała jej myśl, że syn tej rudej dziwki przeleciał ją w łóżku w którym posuwa ją jej ojciec. Znów się zaśmiała. To najwspanialszy dzień z całych wakacji.
Idąc już spać myślała nad tym, że właściwie to nieco dziwne, iż podczas całego stosunku seksualnego ani razu nie myślała o Kevinie, tylko o tym co zrobiłby ojciec i ruda małpa, gdyby ich zobaczyli...

Następnego dnia pobudka była bardzo wcześnie. Już o dziewiątej, Cath była spakowana i gotowa do wyjścia. Stała przed lustrem w swoim pokoju, przyglądając się swemu obliczu z aprobatą. Przez te nieobecności na posiłkach straciła idealne proporcje i stała się trochę chuda. Nie przejęło ją to jednak- wręcz przeciwnie. Nie będzie musiała już na nic uważać. Podziwianie się w lustrze przerwało jej pukanie.
-Proszę- odpowiedziała.
Do pokoju wszedł Harry. Zdziwił ją porządnie jego widok.
-Cath...- zaczął wyraźnie zdenerwowany- chciałem z Tobą porozmawiać.
-O czym?- zapytała.
Jednak w jej głosie nie było już jadu i ironii.
-Przeprosić i wyjaśnić sobie pewne rzeczy, córeczko.- usiadł ciężko na jej łóżku- tak mi źle z tym wszystkim. Wiem, że nie jesteś złą dziewczyną. Twoje zachowanie na pewno było odbiciem tej krzywdy, którą ci wyrządziłem... Nie wiem czy wiesz, ale to nie Ginny ani nikt inny jest dla mnie najważniejszy na świecie... To Ty córeczko...
Catherine podbiegła do niego ze łzami w oczach i przytuliła mocno. Harry odetchnął czując wzruszenie. Może już wszystko się ułoży...
Cath również odetchnęła. Biedny, naiwny, głupi tatuś. Już dawno nie gniewała się za to uderzenie. Ale jeżeli jest na tyle ślepy, by usprawiedliwiać ją z tych wszystkich czynów to... tym lepiej dla niej! Nie chciała być z nim skłócona, za bardzo go kochała. Był najbliższą osobą na świecie. No i teraz doszedł do tej skromnej listy Kevin...
-Catherine...- zaczął Harry odsuwając ją lekko od siebie- chciałem też porozmawiać o moim związku z Ginny...
Dziewczyna spojrzała na niego oczekująco.
-Kochamy się. I bardzo bym chciał żebyś to zaakceptowała. Albo chociaż tolerowała. Nie możemy żyć w takiej nienawiści. Zauważ co się dzieje w tym domu! Zuzanna musiała aż wziąć urlop bo nie dawała rady z nami wytrzymać!
Cath westchnęła.
- Nie wiem czy dam radę.
-Obiecaj, że spróbujesz!
-Dobrze- odparła z łaską.
Uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.
-No a teraz musisz się już zbierać...
Cath niechętnie wstała.
-Nie wiem jak wytrzymam ten rok bez Kevina…
Harry pobladł. -Przecież w szkole nawet ze sobą nie rozmawialiście.
-Och teraz wszystko się zmieniło!- krzyknęła z rozmarzeniem.
Była świetną aktorką. Prowokowała go specjalnie.
-Kochanie...- nie wiedział co powinien powiedzieć.
-Tak?- uśmiechnęła się.
-Kevin to... a zresztą- machnął ręką. Miał nadzieje, że to nic poważnego- chodźmy już- chwycił jej kufer i opuścili pokój.

Na dworcu Kings Cross Cath bardzo posmutniała. Kevin pojechał odwieźć ją razem z Harrym. Zaczynał pierwszy rok studiów a przed nią rozpościerał się ostatni rok w Hogwarcie.
-Tato...- powiedziała, gdy właśnie mieli się pożegnać- Postanowiliśmy z Kevinem spędzić następne wakacje razem.
-Jak to, razem?- zapytał Harry nieco zdezorientowany.
-Myśleliśmy o Chorwacji.- odezwał się Kevin.
-Ale...- zaczął Harry
-Tato!- spojrzała na niego słodkimi oczyma- dogadamy się jeszcze listownie. Pojechalibyśmy od razu po szkole i wrócili we wrześniu.
-Wiesz, muszę to przedyskutować z Ginny.- wykręcał się
-Tato to będą moje ostatnie wakacje po szkole!- błagała- potem idę na studia!
I nagle doznała olśnienia. Ostatnie wakacje. Coraz większy staż związku rudej dziwki z jej ojcem. A jeżeli zdecydują się go sformalizować? Przecież nie może iść na studia gdy będą razem. Musi położyć temu kres i to jak najszybciej. Nie zacznie nowego rozdziału w życiu jako studentka, jeżeli odpowiednio nie zakończy poprzedniego.
-Chociaż może masz rację- powiedziała patrząc na ojca.
Harry wydawał się coraz bardziej zdezorientowany. Kevin również.
-Ale przecież ustalaliśmy, że spędzimy wakacje w Chorwacji!- krzyknął, patrząc na nią.
-Ale tata ma rację, nie ma pośpiechu. Zresztą, ja już się rozmyśliłam.
Kevin wybałuszył oczy nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał. Jak mogła być taką egoistką?!
-Przecież ustalaliśmy...- zaczął.
-Kevin!- krzyknęła stanowczo- na wakacje wrócę do Płaczących Wierzb. Jeżeli sytuacja będzie taka sama jak w te wakacje to prawdopodobnie odejdę raz, na zawsze.
-SŁUCHAM?!- tym razem Harry podniósł ton oburzony jej słowami- Co masz na myśli?
-Chyba nie myślisz, że będę żyła w takim patologicznym domu?!- wybuchła, nagle wściekła.
-Obiecałaś mi, że postarasz się zaakceptować mój związek z Ginny!
-Ty też zdaje się obiecałeś coś mojej matce!
Zapanowała cisza. Mina Harry'ego wyrażała szok. Momentalnie pobladł. Przypomniała mu się rozmowa z Hermioną przed jej śmiercią.
-Skąd... skąd Ty możesz wiedzieć…- wydukał.
Cath spojrzała na niego zaskoczona. -Och nie wiem, tak palnęłam.- szybko jednak ugryzła się w język. Możliwe, że trafiła przypadkowo w dziesiątkę- A zresztą nic Ci do tego- dodała mając nadzieję, że ojciec przez najbliższe tygodnie nie będzie mógł spać spokojnie.
-Czyli z Chorwacji nici?- wtrącił się Kevin.
Cath spojrzała na niego z politowaniem. -Nie denerwuj mnie.- syknęła.- Widzimy się za dziesięć miesięcy. O ile przyjedziesz do Płaczących Wierzb.- Po czym cmoknęła osłupiałego wciąż ojca a Kevina tylko przytuliła i odeszła, pozostawiając za sobą zszokowanych mężczyzn.

-Catherine!- krzyknęła Ann- jak dobrze Cię widzieć. Przestałaś do mnie pisać... jak schudłaś!
-Och tyle się działo- machnęła ręką.
-Mów jak z Kevinem!- ekscytowała się przyjaciółka.
-Ach, Kevin to pryszcz.
-Całowałaś się z nim chociaż?- pytała dalej Ann.
-Nawet dałam się mu przelecieć.- Cath roześmiała się kpiąco.
Ann wybałuszyła gwałtownie oczy. Widać było, że jest nieźle wstrząśnięta.
-Gadasz!
Cath pokręciła beztrosko głową i zasiadła wygodnie w przedziale.
-A tak poza tym...- Ann postanowiła zmienić temat sądząc, że więcej już wiedzieć nie chce, na temat zażyłości Cath z Kevinem.
-Mój ojciec związał się z Ginny.- wyszeptała Catherine. Poczuła pewnego rodzaju wstyd i upokorzenie.
-Matko.- pisnęła Ann- Niemożliwe... To dlatego byłaś taka załamana! Kto jak kto ale... z Ginny?! To Twoja matka chrzestna, prawda?
-Prawda- Cath kiwnęła smętnie głową- Ale nie bój się. Usunę ją.
Ann prychnęła. -Co to znaczy 'usunę'?
-To znaczy, że się jej pozbędę!
Ann spojrzała na nią uważnie. -Niby jak?- zapytała poważnym tonem.
-Na początku lekkimi metodami. Będę się starała, żeby sama zdecydowała się odejść. Zatruję jej życie albo coś w ten deseń...
-A jak się nie uda?- Ann nie do końca wierzyła w słowa przyjaciółki.
-A jak się nie uda to...- Cath spojrzała w okno robiąc krótką pauzę- to posunę się do ostateczności.
-Cath!- krzyknęła Ann- co masz na myśli?
Catherine spojrzała na nią z ironicznym uśmiechem. -Myślę, że dla jej śmierci mogłabym siedzieć w Azkabanie... Żartuję!- dodała, widząc minę Ann- Przecież nie zamierzam jej zabić!- śmiała się, gdy przyjaciółka wciąż była przerażona- Postraszę ją tylko.
Ann wciąż się nie odzywała.
-Zaraz, zaraz.- powiedziała w końcu- Przecież Kevin jest jej synem!- zauważyła błyskotliwie.
-Wiem- odparła beztrosko Cath.
-Więc nie możecie być razem!- kontynuowała odkrywanie Ameryki Ann.
-O tym też wiem.- powiedziała Cath nieco poirytowanym tonem- Ale uważam, że Kevin może mi się jeszcze bardzo przydać!
-Do zemsty?- szepnęła Ann
-Właśnie tak!- klasnęła w dłonie.
-Przecież on się w Tobie zakochał! Tak nie można!
-Gówno mnie to obchodzi!- krzyknęła Catherine- Jego matka jest osobą której nienawidzę do ostateczności!- mówiła z niemal szaleństwem w oczach.
-Cath!- krzyknęła Ann- co się z Tobą dzieje?!
Dziewczyna oddychała głęboko. -Nic.- rzuciła w końcu- Nie waż się nigdy więcej wracać do tej rozmowy i opowiadać o niej komukolwiek ani nawet myśleć o tym. ROZUMIESZ?!- ryknęła.
-Catherine...- Ann była przerażona.
-ROZUMIESZ?!
Catherine wyglądała jakby dostała ataku szału. Reagowała tak na każdą rzecz która w roku szkolnym nie szła po jej myśli. Ann z najlepszej przyjaciółki stała się kimś w rodzaju ofiary, którą Cath terroryzowała na każdym kroku. Przez całą siódmą klasę myślała wyłącznie o Płaczących Wierzbach i o tym jak nienawidzi Ginny. Popadła w obsesję, z której nigdy już nie wyszła.