Witam serdecznie i zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału. Tym razem trochę Wielkiej Brytanii i hogwarckiej młodzieży, następny rozdział będzie zawierał te same wydarzenia z perspektywy naszych amerykańskich bohaterów.

Dziękuję uprzejmie za wszystkie komentarze. Dodsab, co do wątku romantycznego to od razu uprzedzam (a innych pewnie rozczarowuję) - nie będzie slashu, przynajmniej nie z Harrym w roli głównej (może pojawić się slash jako wątek drugoplanowy. Prawdopodobnie nie uda mi się powstrzymać się przed rozwinięciem jakiegoś wątku miłosnego, jednak na ten moment nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, kto będzie szczęśliwą wybranką. Minie jeszcze sporo czasu, zanim do tego dojdzie.

Zapraszam serdecznie do czytania, rozdział zbetowała Doella.


Rozdział VI


"This world is a comedy to those that think, a tragedy to those that feel."*

Horace Walpole


Prorok Codzienny, 11 sierpnia 1995r.

Chłopiec, Który Się Odnalazł!

Autor: Rita Skeeter

Okazuje się, że Harry Potter (15), znany również jako Chłopiec, Który Przeżył, uznany za zaginionego od czasu, gdy nie pojawił się w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart 1-ego września 1991 roku, od kilkunastu lat znajduje się nielegalnie w Stanach Zjednoczonych. Ministerstwo Magii odmawia udzielenia informacji na ten temat, wiemy jednak, że skontaktowało się ono z amerykańskim rządem w tej sprawie, podejmując konieczne kroki w celu umożliwienia Harry'emu powrotu do Wielkiej Brytanii. Czy porwanie chłopca było częścią spisku skierowanemu przeciw brytyjskiemu ministerstwu? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie, ale cała sprawa wygląda niezwykle podejrzanie. Czekamy niecierpliwie na kolejne informacje i powrót legendarnego Chłopca, Który Przeżył.


- Słyszałam, że został porwany! – wyskrzeczała znad filiżanki herbaty Leonora Norrington, czarownica w podeszłym wieku. – Oczywiście to jedyne sensowne wyjaśnienie…

- Ale ta historia właśnie nie ma sensu! – zawołała poddenerwowanym głosem Andromeda Tonks. – Jego rodzice zostali zabici, Same-Wiecie-Kto pokonany i nagle w ruinach budynku pojawia się jakiś Amerykanin i porywa dziecko? Przecież to czysty absurd!

- Moja droga, przecież roczne dziecko nie może samo wyjechać z kraju. – Leonora pokręciła głową z wypiekami na twarzy. – Ktoś musiał maczać w tym palce, ot co!

- Ja słyszałam, że po śmierci jego rodziców zajęli się nim krewni jego matki – oświadczyła pewnym głosem Molly Weasley, najwyraźniej dumna z posiadanych informacji. – To się nazywa barbarzyństwo, porwać dziecko spod opieki kochających krewnych i wywieźć je Merlin wie gdzie!

- Naprawdę myślicie, że to mógł być ruch polityczny? – dopytywała Andromeda, marszcząc brwi. – Przecież to nie pierwsze lepsze dziecko, ale praktycznie symbol magicznej Wielkiej Brytanii!

- I jakie Amerykanie mogą mieć plany wobec niego…?

- Ja nigdy im nie ufałam, ot co!

- Musi istnieć jakieś racjonalne wyjaśnienie. W końcu nie wiemy, co się wydarzyło…

- Moja droga, przecież to z daleka pachnie spiskiem! Mówię wam, nie należy im ufać za grosz!

- Ale przecież oni nie mogą go więzić! Teraz już znamy prawdę i Harry będzie musiał wrócić…

- Niekoniecznie, droga Molly. Nie wiadomo, czego od nas zażądają w zamian za niego. Ci ludzie nie są tacy jak my…

- Na Merlina, Leonoro, masz absolutną rację. Biedne dziecko…


Prorok Codzienny, 13 sierpnia 1995 r.

Wielki powrót Chłopca, Który Przeżył!

Autor: Rita Skeeter

Jak informuje nasz specjalny korespondent, Harry Potter (15), od czterech lat uznawany za zaginionego i przebywający obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych, już wkrótce powróci do Wielkiej Brytanii. Ministerstwu Magii udało się wynegocjować kompromis z amerykańskim rządem i uniknąć konfliktu na tle ostatnich wydarzeń. Harry Potter został przekazany pod opiekę amerykańskiego ministerstwa, skąd zostanie przetransportowany do Wielkiej Brytanii przez amerykańską delegację. Simon Reynolds, Prezydent Magicznych Stanów Zjednoczonych, oświadcza, że rząd nie był świadomy faktu, iż chłopiec przebywa na terenie USA i wyraża ubolewanie spowodowane zaistniałą sytuacją (czyt. więcej: str. 4).


- Wiedziałeś o tym? – zapytał zaciekawionym głosem Lucjusz, po czym sięgnął po stojący na stoliku kieliszek czerwonego wina, zachęcając Severusa gestem, by zrobił to samo.

- Nie miałem pojęcia. Jeśli Dumbledore wiedział, doskonale to ukrywał – odparł neutralnym głosem Snape, unosząc własny kieliszek i odwracając twarz od rozmówcy. Znajdowali się w jednym z mniejszych, gościnnych pomieszczeń Malfoy Manor, obłożonym potężnym zaklęciem wyciszającym, jednak Severus mimo to czuł się nieswojo. Rozmawianie o jego lojalności i o Harrym Potterze w budynku, w którym roi się od śmierciożerców, nie było dobrym pomysłem. Lucjusz natomiast wyglądał jakby doskonale się bawił.

- Ach, czuję, że nie mówisz mi całej prawdy, Severusie – zadrwił. – Ale trudno ci się dziwić.

- Czy wiesz cokolwiek o reakcji Czarnego Pana na te informacje? – zapytał od niechcenia Snape. – Na spotkaniu nawet o tym nie wspomniał.

Lucjusz roześmiał się cicho.

- Severusie, naprawdę sądzisz, że zdradzę ci plany Czarnego Pana? To już zachodzi nieco za daleko.

Severus ze wszystkich sił próbował się nie wzdrygnąć. Uważał, że najrozsądniej będzie nie odpowiadać. Po chwili jednak Malfoy sam zaczął mówić:

- Możliwe, że Czarny Pan sam do końca nie wie, co myśleć. Gdybym miał zgadywać, sądziłbym, że ostatnie wydarzenia naprawdę pokrzyżowały jego plany. Nie lubi, kiedy coś dzieje się niespodziewanie lub nie po jego myśli. Podejrzewam, że będzie potrzebował trochę czasu, by na nowo obmyślić strategię. To daje wam czas, by zrobić to samo – wycedził, ostrożnie dobierając słowa i wpatrując się w wiszący nad kominkiem gobelin, zamiast w oczy rozmówcy. Severus był zaskoczony, ale nie dał tego po sobie poznać. Przełknął.

- Czy… jego najwierniejsi zwolennicy nie będą mieli z tego powodu… nieprzyjemności? – zapytał pozornie spokojnym tonem. Wiedział, że kiedy Czarny Pan był naprawdę wściekły, zwykle obrywało się Wewnętrznemu Kręgowi po oficjalnym zebraniu.

Lucjusz uniósł brew, a jego twarz nieco złagodniała.

- To się okaże, przyjacielu. Być może będzie miał… ważniejsze sprawy na głowie – odparł znacząco, a nawet z cieniem uśmiechu. Po chwili ponownie spoważniał. – Nie sądź jednak, że to powstrzyma go przed działaniem. W świetle ostatnich wydarzeń prawdopodobnie uczyni swój krok wcześniej niż planował.

Severus pokiwał głową, prostując się i podnosząc z fotela.

- Nie będę cię zatrzymywał. Zapewne Czarny Pan wkrótce zechce cię widzieć – powiedział, a po chwili dodał niechętnie, spoglądając w bok: - Dziękuję.

Lucjusz zmierzył go nieodgadnionym spojrzeniem, po czym uśmiechnął się krzywo.

- Nie robię tego dla ciebie, Severusie.

Czarnowłosy mężczyzna uniósł wzrok, po raz pierwszy nawiązując kontakt wzrokowy.

- Wiem.


Prorok Codzienny, 14 sierpnia 1995r.

Porywacze Harry'ego Pottera aresztowani!

Autor: Rita Skeeter

Osoby, które w Stanach Zjednoczonych zajmowały się Harrym Potterem (15), ukrywając go pod innym nazwiskiem, zostały aresztowane, a w ich sprawie prowadzone jest dochodzenie. Są oskarżone między innymi o porwanie osoby nieletniej, sfałszowanie dokumentów i manipulowanie za pomocą magii pracownikami ministerstwa. Jak głoszą pogłoski, jedną z tych osób jest sam szef Departamentu Współpracy Międzynarodowej, który został zdymisjonowany ze stanowiska z dniem dwunastego sierpnia b.r. Harry Potter znajduje się obecnie w amerykańskim ministerstwie, skąd już wkrótce przekazany zostanie w ręce brytyjskich władz (czyt. więcej: str. 3).


Lodziarnia Floriana Fortescue od dawna nie była tak zatłoczona. Robiący na ulicy Pokątnej zakupy uczniowie, którym udało wyrwać się spod opieki swoich rodziców, zebrali się, by przedyskutować najnowsze wieści.

- Słyszałem, że został porwany zaraz po śmierci jego rodziców! – zawołał z ekscytacją Seamus Finnigan. – Wywieziony do Stanów, gdzie przetrzymywali go jako zakładnika i w ogóle nie wypuszczali na zewnątrz…

- To kompletne bzdury – oświadczył ważnym głosem Michael Corner. – Moja mama pracuje w ministerstwie i powiedziała, że jakaś amerykańska rodzina po prostu się nim zaopiekowała.

- Ale wiedzieli, kim on jest?

Michael wzruszył ramionami.

- Tego nie wiem.

- Ale jak w ogóle się tam znalazł?

- Słyszałam… słyszałam, że się teleportował – zająknęła się nieśmiało Susan Bones, rumieniąc się, gdy cała uwaga zwróciła się na nią.

- Teleportował? Do Stanów? – upewniła się Lisa Turpin z szeroko otwartymi oczami. Hermiona Granger parsknęła śmiechem.

- Tak, oczywiście, kiedy miał roczek. Może od razu zamienił się w smoka i tam poleciał? – zadrwiła. – Nie wierz we wszystko, co usłyszysz, Susan.

- To prawda! – zaperzyła się dziewczyna, czerwieniąc się ze wstydu. – Moja ciocia tak mówiła! Rozmawiała na ten temat z Knotem! Sama zobaczysz, jak publicznie to ogłoszą!

Hermiona uniosła sceptycznie brwi, nie wyglądając na przekonaną. Reszta zgromadzonych przysłuchiwała im się z uwagą.

- Tak czy inaczej wygląda na to, że teraz będzie chodził do Hogwartu – oświadczyła Ginny Weasley, przerywając sprzeczkę i szczerząc zęby. Wyglądała na rozanieloną samą myślą. Jej brat, Ron, wyglądał na zaskoczonego tą uwagą.

- Hej, rzeczywiście! Myślisz? No w końcu musi gdzieś się uczyć…

- Na pewno! Rany, prawdziwy… prawdziwy Harry Potter! – zawołała podekscytowana Parvati. Hermiona przewróciła oczami.

- Nie rozumiem, czym tu się ekscytować… To tylko chłopak. Jak każdy inny.

Parvati i Lavender spojrzały na nią z wyrzutem.

- Niestety muszę zgodzić się z Granger – oświadczył Ron, krzywiąc się w stronę Hermiony, choć na jego twarzy dało się dostrzec cień uśmiechu. – Nawet nie znacie tego faceta, skąd wiecie, że jest taki wspaniały?

- Znając ciebie, Ron, podejdziesz do niego po autograf – zakpiła Ginny, pamiętając sytuację z Wiktorem Krumem. Uszy Rona poróżowiały.

- Niby dlaczego miałbym? Krum jest rewelacyjnym graczem w quidditcha, a ten Potter? Czego on takiego dokonał poza tym, że ciągle żyje? – zaperzył się. Kilku chłopców pokiwało głowami, najwyraźniej zaniepokojonych zainteresowaniem, jakie wzbudzał Harry wśród ich koleżanek. Lavender rozpromieniła się.

- Widziałam kiedyś jego zdjęcie! Był przesłodkim dzieckiem! – rozczulała się, szczebiocąc do Parvati, która jako jedyna chciała jej słuchać. Hermiona uniosła brwi ze zdumieniem.

- Gdzie niby natrafiłaś na jego zdjęcie? Podobno nikt go nie widział od czasu upadku Sam-Wiecie-Kogo!

Lavender zaczerwieniła się nieco i wymamrotała pod nosem, że było w jakiejś gazecie. Granger pokręciła z politowaniem głową, jednocześnie przewracając oczami. Najprawdopodobniej była to „Czarownica", a fotografia nie była autentyczne. Naprawdę, ludzie uwierzą we wszystko.

- Czy ktoś wie, na którym będzie roku? – zapytał z zaciekawieniem Dean Thomas, przerywając niezręczną ciszę spowodowaną zakłopotaniem blondynki.

- Jeśli na piątym, chętnie oprowadzę go po zamku – oświadczyła z łobuzerskim uśmiechem Mandy Brocklehurst, na co Morag MacDougal i Padma Patil zachichotały. Hermiona przewróciła oczami, na co Ginny uśmiechnęła się do niej przepraszająco.

- Nie dziw się tak… dla nich to jak powrót bohatera – wyszeptała przyjaciółce na ucho Weasleyówna. Hermina skrzywiła się.

- Ale dlaczego muszą się z tym tak obnosić? Rozumiem, że Potter jest symbolem, że jest ważny, ale zachwycać się nim tylko i wyłączenie ze względu na nazwisko? To głupie – odszepnęła Granger.

- Może trochę tak… Ale przyznaj, że jest coś pociągającego w chłopaku, który mając rok pokonał czarnoksiężnika, potem zapadł się pod ziemię, a teraz powraca w postaci prawdopodobnie przystojnego nastolatka? Ja im się nie dziwię, że tak wariują.

- Sama robisz to samo – zauważyła Hermiona, unosząc znacząco brew. Ginny nawet się nie zarumieniła.

- Owszem, i co z tego? Może okaże się, że jest totalnym idiotą. Wtedy nie będę zawracać sobie głowy.

Hermiona kiwnęła głową z aprobatą. Jeśli chłopak okaże się totalnym bufonem, jak większość chłopców z Hogwartu, nie zamierzała poświęcać mu nadmiernej uwagi, nawet jeśli nazywał się Harry Potter. Przysłuchała się z powrotem rozmowie trzech Krukonek.

- Widziałyście przecież zdjęcia jego rodziców, nie? Jego ojciec był całkiem niezły, a jego mama była przepiękna. Na pewno będzie na co popatrzeć!

- Daj spokój, Morag, nie zachowuj się jak jakaś głupia fanka, z pewnością tym mu nie zaimponujesz!

Hermiona nie zamierzała nawet komentować tej rozmowy, odwróciła więc głowę w stronę chłopców z jej rocznika, którzy rozmawiali z Ginny.

- Ciekaw jestem, do jakiego domu zostanie przydzielony – zastanawiał się głośno Seamus. Ron skrzywił się.

- Jeśli do Slytherinu, to niech spada – prychnął. Po chwili ożywił się. - Wyobrażacie to sobie, Chłopiec, Który Przeżył jako jeszcze gorsza wersja Malfoya?

Dean wyglądał na przerażonego, zaś oczy Ginny rozszerzyły się.

- Daj spokój, to niemożliwe!

- Skąd wiesz? – zapytał rozsądnie Ron. – Słyszałem, że amerykańscy czarodzieje uważają się za lepszych od innych. Możliwe, że wpadnie do zamku, wielki Harry Potter, zupełnie jakby Hogwart był jego własnością a my wszyscy sługami… I tak się skończy wasza piękna wizja Wybrańca – zakończył dramatycznie. Ginny zepsuła cały efekt, wybuchając śmiechem.

- Masz zbyt wybujałą wyobraźnię, braciszku. Jestem pewna, że Harry jest przemiłą osobą – oświadczyła, na co jej brat wzruszył ramionami. Hermiona zmarszczyła brwi, niechętnie przyznając rudzielcowi odrobinę racji. Nie byłoby niczego dziwnego w tym, że ktoś, kto jest sławny praktycznie od urodzenia, mógłby być nieco zarozumiały. Nie chciała mówić tego Ginny.

Cóż, pożyjemy, zobaczymy – pomyślała. Choć sama była ciekawa, bardziej interesowało ją podejście jej hogwardzkich kolegów niż sam Harry Potter. Podchodziła do sytuacji raczej z dystansem i bawiły ją reakcje innych uczniów; Ginny, jej najlepszej przyjaciółki, łączącej swój typowy luz z niewysłowionym zachwytem, jaki wzbudzała w niej choćby wzmianka dotycząca Harry'ego. Hermiona potrafiła to zrozumieć; podczas gdy ona jako dziecko słuchała opowieści o przeróżnych książętach, mama Ginny opowiadała jej właśnie o Harrym Potterze. Mit Chłopca, Który Przeżył nasilił się jeszcze bardziej za sprawą jego zniknięcia, które dodało mu tajemnicy i obietnicy, że kiedyś wróci, by po raz kolejny uratować magiczny świat przed zagładą. Dla Hermiony Harry Potter był jedynie sławnym nazwiskiem, dla Ginny – księciem z bajki.

O wiele bardziej bawiły ją jednak reakcje pozostałych dziewcząt; od Parvati i Lavender niczego innego by nie oczekiwała, a jednak Krukonki nieco ją rozczarowały. Zwykle siedzące tak jak ona z nosami w książkach, teraz nie potrafiły skupić się na niczym innym niż plotkowanie o Harrym Potterze. Rozumiała, że jego powrót był dla magicznej społeczności ogromnym wydarzeniem, ale mimo to życie toczyło się dalej. Obsesja nigdy nie jest dobrym znakiem.

Jeszcze zabawniejsi byli chłopcy, próbujący wybrać między podziwem, który czuli, a zazdrością, że ktoś inny wzbudza takie zainteresowanie. Ron Weasley i jego wierni towarzysze, Dean Thomas i Seamus Finnigan, nie lubili, gdy coś odwracało od nich uwagę dziewczyn. Hermiona niemal zachichotała na samą myśl, że ktoś być może w końcu uświadomi trzem chłopcom, że nie są najważniejsi na świecie.

Z Ronem nie lubili się od samego początku. Przez pierwszy rok był dla niej okropny, bez przerwy się z niej wyśmiewając. Natychmiast zaprzyjaźnił się z dwoma współlokatorami, niejako zostawiając niezdarnego Neville'a samemu sobie. Parvati i Lavender, ku uldze Hermiony, starały się trzymać z nimi, przez co Granger została w pewnym sensie skazana na Neville'a. Szybko przestało jej to przeszkadzać; chłopiec być może był nieśmiały, ale okazało się, że był również inteligentny, jak tylko wystarczało mu odwagi, by wypowiedzieć swoje zdanie. Szybko zostali dobrymi przyjaciółmi.

Rok później pojawiła się Ginny. Mała, nieśmiała Ginny, na którą skierowała się cała niechciana uwaga, gdy odnalazła pamiętnik, który próbował zmusić ją do otworzenia Komnaty Tajemnic – na szczęście Ginny już w wieku jedenastu lat była wystarczająco rozsądna, by szybko poinformować o wszystkim swoich rodziców, którzy skontaktowali się z Albusem Dumbledore'em. W innym wypadku cała sytuacja mogła skończyć się fatalnie.

Całe to wydarzenie przyniosło jej wiele nieprzyjemności i Ginny straciła sporą część swojej pewności siebie. Była w Hogwarcie raczej samotna, podobnie jak Hermiona, szybko więc znalazły wspólny język i, mimo różnic w zainteresowaniach, zostały przyjaciółkami. Ginny była od niej znacznie bardziej towarzyska; była jedną z niewielu osób w Hogwarcie, które bez wahania wyciągały rękę do osób z innych domów.

Z czasem, jakoś pod koniec trzeciego roku, Hermiona zaczęła odnajdywać wspólny język z Ronem Weasleyem. Główną przyczyną była niechęć ich obojga do Malfoya, który właśnie ich obrał sobie jako główne cele swoich kpin; Weasleya jako biedaka, zdrajcę krwi i wielbiciela mugoli, zaś ją jako osobę mugolskiego pochodzenia. W końcu postanowili połączyć siły przeciw Malfoyowi, przez co odkryli, że tak naprawdę całkiem nieźle się dogadują. Ron być może był czasem gruboskórny i nietaktowny, ale był sympatyczny i Hermionie naprawdę, ku własnemu zaskoczeniu, sprawiało przyjemność przebywanie w jego towarzystwie. Chłopakowi nadal zdarzało się sprawić jej przykrość i Hermiona nie nazwałaby ich przyjaciółmi, ale była w stanie go znieść, co wcześniej nie było takie proste.

- Nie odpływaj – szepnęła jej do ucha Ginny, przerywając rozmowę z Deanem. Hermiona wiedziała, że ta dwójka zawsze się sobie podobała, ale Dean był zbyt nieśmiały, a Ginny co chwilę zmieniała co do niego zdanie. Granger miała wrażenie, że Thomas był nieco zirytowany zachwytem, jaki wzbudzał w Ginny Harry Potter; to było co innego, gdy Chłopiec, Który Przeżył był jedynie ideą. Teraz, gdy stał się prawdziwą osobą z krwi i kości, w dodatku mającą pojawić się we wrześniu w Hogwarcie, Dean nie wyglądał na zbyt zadowolonego z sytuacji.

- Zastanawiam się po prostu, ile można rozmawiać bez przerwy o jednej osobie – odszepnęła. Ginny wyszczerzyła zęby.

- Tej konkretnej? Bez końca!

Hermiona przewróciła oczami.

- Im bardziej będziecie się nastawiać, tym bardziej będziecie rozczarowani, kiedy okaże się, że to nie żaden bohater, ale zwykły chłopak – ostrzegła, kręcąc głową. Po chwili coś przykuło jej wzrok. - O, moi rodzice. Wygląda na to, że muszę lecieć.

Hermiona pomachała parze stojącej za szybą, podnosząc się z miejsca i zarzucając na ramię torbę.

- Na razie! – Rozległ się chór głosów, podczas gdy Ginny przytuliła ją krótko. – Do zobaczenia we wrześniu!

Hermiona szybkim krokiem opuściła lodziarnię, kręcąc z politowaniem głową, gdy ponownie usłyszała za sobą imię Harry'ego. To nie sam Harry Potter, ale zamieszanie wokół niego wzbudzało w niej największą ciekawość. Zastanawiała się, jak to wszystko będzie wyglądać we wrześniu.

Gdy była już na zewnątrz, zerknęła jeszcze raz przez szybę na kolegów ze szkoły. Przypomniała sobie pierwszy rok, kiedy z nikim nie była w stanie znaleźć wspólnego języka. Nie rozumiała jeszcze wtedy magicznego świata, cały swój czas poświęcała więc książkom, by zakryć czymś braki towarzyskie. Oczywiście książki wciąż były jej wielką pasją i wciąż nie była zbyt rozrywkową osobą, ale miło było być częścią grupy. Mieć przyjaciół. Kiedyś mogła sobie wmawiać, że to nic dla niej nie znaczyło, ale sama w to nie wierzyła.

Uśmiechnęła się do rodziców, po czym wraz z nimi ruszyła w stronę mugolskiego świata.


Albus Dumbledore teleportował się w środku lasu, kilkanaście mil od małej miejscowości w hrabstwie Durham w Anglii. Po kilku minutach szybkiego marszu las zaczął się przerzedzać, a chwilę później jego oczom ukazał się niewielki wiejski domek, wyglądający na zupełnie odizolowany od reszty świata. Mijając niski płot ruszył wąską ścieżką w stronę drzwi i zapukał kilkakrotnie kołatką. Usłyszał zbliżające się kroki, a chwilę później drzwi stanęły otworem.

- Albusie – powiedział z zaskoczeniem Remus Lupin, odsuwając się, by wpuścić dyrektora do środka. Dumbledore rozpromienił się.

- Remusie, mój drogi, nie spodziewałem się tu ciebie zastać – oświadczył, przekraczając próg.

- Cóż, Syriusz potrzebował pewnej pomocy i… - zaczął tłumaczyć Lupin, podczas gdy z głębi domu dobiegł podniesiony głos:

- Kto to, Remi?!

Chwilę później jedne z drzwi otworzyły się na oścież i pojawił się w nich Syriusz Black w mugolskich dżinsach i rozpiętej koszuli, energicznie wycierający włosy ręcznikiem. Zatrzymał się na widok dyrektora, niepewny, jak się zachować.

- Syriuszu, jakże miło cię widzieć – oświadczył Dumbledore, kompletnie ignorując konsternację mężczyzny. – Prawdopodobnie powinienem uprzedzić cię o tym, że zajrzę, ale rozumiesz… w obliczu ostatnich wydarzeń lepiej z niczym nie czekać.

- Oczywiście – odparł natychmiast Syriusz, wskazując starszemu mężczyźnie fotel. Dyrektor zajął go bez słowa, udając niezwykle zainteresowanego wiszącym na ścianie porożem, podczas gdy Syriusz zapinał koszulę. Czarnowłosy mężczyzna był mu za to wdzięczny. Usiadł obok dyrektora, podczas gdy Remus zajął miejsce po drugiej stronie stołu.

- Czy to dotyczy w jakiś sposób… sprawy, o której ostatnio rozmawialiśmy? – zapytał Syriusz drżącym głosem. Dumbledore westchnął.

- I tak, i nie… pośrednio na pewno. Jednak głównie jestem tu w sprawie młodego Harry'ego.

Remus spojrzał na Blacka, w jego oczach widać było zmartwienie. Twarz Syriusza zapadła się.

Lupin doskonale wiedział, że Syriusz nie miał pojęcia, co myśleć i czuć w kwestii Harry'ego. Z jednej strony nie potrafił nie cieszyć się z tego, że jego chrześniak wkrótce wróci do Anglii, z drugiej – wiedział, że takie rozdmuchanie sprawy nie przyniesie niczego dobrego. Do tego wszystkiego dochodziła sprawa powrotu Voldemorta, o czym dowiedzieli się dopiero kilka dni temu i Remus wciąż jeszcze do końca nie uświadomił sobie, że on naprawdę wrócił. W końcu to było niewyobrażalne, żeby po tym wszystkim, po tylu latach… Nie, zdecydowanie nie był jeszcze gotowy, by myśleć o tym, jakie mogą być konsekwencje jego powrotu. Nie był za to w stanie przestać myśleć o tym, co będzie to oznaczało dla Harry'ego. Wiele by dał, żeby móc cofnąć czas i sprawić, by nikt nie dowiedział się o tym, gdzie znajduje się Potter. Jednak teraz mleko już się rozlało, wiedział o tym cały magiczny świat, podobnie jak z całą pewnością wiedział Voldemort. Zapewnienie chłopcu bezpieczeństwa będzie graniczyło z cudem.

Remus westchnął. Nikt nie wiedział, w jaki sposób wieść o Harrym dotarła do ministerstwa. Jedyny osobami, które posiadały tę informację był Albus, Syriusz, Minerwa, Severus i on sam. Był przekonany, że żadna z tych osób nie doniosłaby w tak ważnej kwestii. Dumbledore przyznał jednak, iż była jeszcze jedna osoba wtajemniczona w sytuację; osoba, która poinformowała o tym jego. Krążyła plotka, iż była to Amelia Bones, jednak Remus nie do końca temu dowierzał. Dlaczego kobieta miałaby zrobić coś takiego? Dla swojej kariery? Wszyscy wiedzieli, że Amelia nie znosi ministerstwa i pracuje w nim tylko dlatego, iż Albus uważał to za konieczne. Coś mu tutaj nie grało.

- Powrót Harry'ego w tym momencie jest wysoce niefortunny, jednak będziemy musieli sobie z tym poradzić – do jego uszu dobiegł głos Albusa, który wyrwał go z zamyślenia. Starzec gładził długą, białą brodę. – Informacja o miejscu jego pobytu nigdy nie powinna dotrzeć do ministerstwa.

- Czy wiesz, jak to się stało, Albusie? – zapytał uprzejmie Remus. Starzec pokiwał ze smutkiem głową.

- Obawiam się, że osoba, do której miałem zaufanie, postanowiła wystawić je na próbę. Zaniosła informację o Harrym do ministerstwa.

Czyli jednak Amelia – pomyślał Remus, ale chwilę potem zmarszczył brwi. Coś mu tu nie pasowało, a intuicja wilkołaka bardzo rzadko się myliła. Uznał, że równie dobrze może po prostu zapytać.

- Albusie, nie miałeś z tym nic wspólnego, prawda? – spytał możliwie delikatnym i spokojnym tonem. – To nie była część planu?

Spojrzenie dyrektora wywiercało w nim dziurę; było nieczytelne i jeszcze bardziej intensywne niż zwykle. Syriusz spojrzał na Remusa z zaskoczeniem.

- No coś ty! Naprawdę sądzisz, że Albus mógł wydać Harry'ego?! – zawołał oburzonym tonem, wpatrując się w przyjaciela z niedowierzaniem. Wzrok Remusa wciąż jednak utkwiony był w dyrektorze, który westchnął ciężko.

- Nie, Remusie. Twoje wątpliwości są całkowicie zrozumiałe. – Uniósł uciszająco dłoń, kiedy Syriusz otworzył usta, by zaprotestować. – Wiem, jak to wygląda, ale nigdy nie sprowadziłbym Harry'ego do Anglii wbrew jego woli, w dodatku narażając go przy tym na niebezpieczeństwo. – Lupin pokiwał sztywno głową, przyjmując wyjaśnienie. – Naprawdę Syriuszu, mam na celu jedynie dobro twojego chrześniaka – podkreślił swoje słowa Dumbledore, tym razem spoglądając na Łapę.

- Oczywiście, Albusie – odparł natychmiast Black, bez odrobiny wahania. Dumbledore uśmiechnął się, po chwili jednak poważniejąc.

- Mój chłopcze, odwiedziłem cię dzisiaj, ponieważ chciałem cię o czymś poinformować – kontynuował Dumbledore. – Pierwotnie to minister Knot wraz z kilkoma wyższymi rangą urzędnikami ministerstwa mieli przejąć Harry'ego od amerykańskich władz i umieścić pod opieką którejś z magicznych rodzin, zanim nie zostanie dla niego wyznaczony stały opiekun – Syriusz skinął głową, nie wyglądając na zachwyconego. – Okazuje się jednak, że Harry jest bardzo oczytanym i znającym swoje prawa młodym człowiekiem. Kiedy dowiedział się, że zostanie deportowany do Anglii, wyraźnie zażądał, abyś to ty, jako jego najbliższa rodzina, był osobą, która zajmie się nim tymczasowo, zanim nie zostanie rozwiązana kwestia stałej opieki.

Szczęka Syriusza opadała w miarę słuchania słów dyrektora. Harry chciał właśnie jego? Ze wszystkich ludzi pierwszą osobą, z którą chciał skontaktować się w Anglii, był właśnie on, Syriusz? Czuł, jakby nagle wszystkie jego problemy został przyćmione obezwładniającym uczuciem szczęścia. Już niedługo, zaledwie za parę dni, to właśnie on uda się do ministerstwa, po czym zabierze swojego chrześniaka do domu. Do domu.

- Oczywiście będą tam również aurorzy w roli ochrony, jednak Harry wyraźnie nie życzył sobie obecności nikogo poza tobą. Szczerze mówiąc jestem bardzo ciekaw, czy nasz drogi Korneliusz uszanuję tę prośbę. Nie wyglądał na zachwyconego.

Syriusz zachichotał, próbując wyobrazić sobie minę Knota. Harry Potter, jego nastoletni bohater, wcale nie chciał go widzieć. Nie chciał mieć nic wspólnego z Ministrem Magii. Powiedział głośno i wyraźnie, że chce iść z nim, ze swoim ojcem chrzestnym.

Nagle Syriusz poczuł, jakby wszystko miało być jednak w porządku.


* tłum. „Życie jest komedią dla tych, którzy myślą i tragedią dla tych, co czują."