Rozdział siódmy: Nowe początki


Juliette westchnęła lekko, przeglądając kolejne artykuły w gazecie.

Pięć lat… minęło już pięć lat od dnia, w którym Dean i Sam ocalili ją przed śmiercią z rąk członków jej własnego sabatu. To im zawdzięczała to, że wciąż żyje.

Przez nieco ponad rok dziewczyna mieszkała z Missouri, ucząc się od niej, jak kontrolować swój dar. Kobieta starała się, jak tylko mogła, aby Juliette zdołała wyłapać ze swoich wizji jak najwięcej. Wyczytywała z jej myśli to, czego Juliette nie mogła rozgryźć, i razem próbowały wymyśleć, co też mogło to znaczyć.

Ale to nie wystarczało Juliette. Wiedziała, że sama musi nauczyć się wyłapywać wszystkie tropy, jakie pojawiały się w jej wizjach. Sama musiała to wszystko umieć odczytywać – nie zawsze będzie przy niej ktoś taki jak Missouri, kto będzie wiedział, jak jej w tym pomóc.

Juliette zaczekała z wyprowadzką aż do momentu, gdy nie opanowała do perfekcji jednej rzeczy – wyłapywania z wizji, kiedy grozi jej jakieś niebezpieczeństwo. Dopiero wtedy zdecydowała się opuścić Missouri i ruszyć w dalszą drogę sama.

Zrobiła to też z jeszcze jednego powodu – Dean i Sam zaczęli się coraz częściej pojawiać w jej wizjach. I nie były to zawsze szczęśliwe wizje. Z każdym miesiącem były one coraz gorsze, aż Juliette doszła do wniosku, że musi ich sama odnaleźć i pomóc im, póki jeszcze jest na to szansa. Już wyruszyła w stronę ostatniej lokalizacji, w której się znajdowali, gdy nagle otrzymała kolejną wizję. Była krótka i bardzo łatwa do zrozumienia.

To jeszcze nie czas.

Wiedziała bardzo dobrze, kto się w ten sposób próbuje z nią skomunikować. Ta sama osoba wysłała jej wizję nieco ponad rok temu. Wizję, która pokazała, jaki los czeka ją za następne pięć lat.

Juliette dokładnie złożyła gazetę. Już prawie był czas. Już za kilka minut ta wizja się sprawdzi. Musiała jeszcze tylko trochę poczekać.

Dziewczyna mimowolnie przypomniała sobie pierwszy raz, gdy zobaczyła w swojej wizji, jak Dean trafia do Piekła. Wtedy również mało brakowało, a pognałaby do mężczyzny. Ale wówczas znajomy głos w jej głowie odciągnął ją od tego, twierdząc, że „było mu to pisane" i że nie może zmienić losu mężczyzny.

Nie było to dla niej łatwe – nie było to dla niej ani trochę łatwe. Przez wiele dni płakała, nie mogąc się z tym pogodzić. A jeszcze więcej dni minęło, nim nie zdołała w pełni dojść do siebie.

Juliette rozejrzała się po salonie, w którym siedziała. Nie był to duży dom – ot, średniej wielkości kuchnio-jadalnia, łazienka i salon, podpiwniczony, z dwoma sypialniami i większą łazienką na piętrze. Dziewczyna kupiła go dzięki oszczędnościom, jakie skrupulatnie zbierała przez te wszystkie lata, przenosząc się co jakiś czas z miejsca na miejsce, zawsze uważając na co, aby za bardzo nie rzucać się w oczy. Łapała się każdej co lepiej płatnej pracy. Mieszkała w możliwie jak najtańszych motelach, zbierając powoli grosz do grosza, wiedząc bardzo dobrze o tym, że za kilka lat przyjdzie jej się tu osiedlić na stałe. A wtedy będą jej potrzebne pieniądze na ten dom.

Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Juliette niespiesznie wstała, a następnie poprawiła dół letniej sukienki, jaką miała na sobie. Z łagodnym uśmiechem podeszła do drzwi frontowych, po czym bez najmniejszego wahania otworzyła je. Już od dawna wiedziała, kogo spotka po drugiej stronie.

- No mówię ci, że tego nie zrozumie… – jęczał jeden z mężczyzn, niski i ciemnowłosy. Ani on, ani jego towarzysz nie dostrzegli jeszcze, że właścicielka tego domu już im otworzyła drzwi i czeka na nich, wciąż się uśmiechając.

- A ja ci powtarzam, że to jest dziecinnie proste. – upierał się drugi mężczyzna. Był nieco wyższy od swojego kolegi. Miał krótkie, ciemne blond włosy i był ubrany w ciemny garnitur, pod którym nosił luźny, ciemnoszary t-shirt z dość głębokim, trójkątnym dekoltem. – To przecież… – Po chwili zamarł, w końcu dostrzegając cierpliwie czekającą na nich Juliette. – Och, witam. – powiedział, uśmiechając się promiennie do dziewczyny.

- Witam. – powtórzyła Juliette, odpowiadając na uśmiech mężczyzny swoim własnym.

Niższy z mężczyzn postąpił do przodu, nim jego towarzysz zdołał się ponownie odezwać.

- Witam panią. – powiedział, podając dziewczynie wyciągniętą dłoń. – Przybyliśmy tu, by ci pomóc. Przysłał nas…

- Wszystko już wiem. – przerwała mu w tym momencie Juliette. Wyższy z mężczyzn klasnął w ręce, wyraźnie z czegoś zadowolony.

- A nie mówiłem ci, pacanie? – odparł, uśmiechając się z zadowoleniem. – To jest przecież wieszczka, do ciężkiego licha. Z pewnością ojciec dał jej już odpowiednie informacje na nasz temat. Mam ja rację, droga? – tu zwrócił się ponownie w stronę Juliette.

- Nie inaczej. – odpowiedziała. – Czekałam na was od bardzo długiego czasu.

- Czyli on od samego początku wiedział, jak to się potoczy? – spytał się ciemnowłosy mężczyzna. Gdy Juliette przytaknęła skinieniem głowy, zaklął on siarczyście pod nosem. – Cholera. A wystarczyłoby, żeby zwyczajnie nam o tym wszystkim powiedział przed tym, jak nas zaciukali. Przynajmniej nie trzeba byłoby nas wskrzeszać.

- On ma dość nietypowe sposoby działania, to fakt. – przyznała Juliette, śmiejąc się cicho. – Ale to wszystko ma sens, gdy spojrzy się na to z większej perspektywy. – Następnie dziewczyna odsunęła się nieco, dając im miejsce do przejścia. – Proszę, śmiało, zapraszam. Jakby nie patrzeć, od dzisiaj będziemy tu razem mieszkać.

Mężczyźni posłusznie weszli do środka. Juliette zaprowadziła ich do salonu, gdzie wszyscy razem usiedli w fotelach wokół niskiej ławy.

- To jak, wiesz już, gdzie on się dokładnie znajduje? – spytał się po chwili jasnowłosy mężczyzna.

- Jeszcze nie. – odpowiedziała Juliette, kręcąc lekko głową na boki. – Ale tak coś czuję, że wkrótce uzyskam odpowiedź na to pytanie.

Na krótki moment zapadła między nimi cisza. Juliette wiedziała już o tych dwóch praktycznie wszystko, co potrzebowała na początek. Oni z kolei wiedzieli o niej pewnie zdecydowanie mniej.

- No, mój drogi. – powiedział w końcu ciemny blondyn, patrząc się z rozbawieniem na swojego towarzysza. – Ale maniery to my mamy cholernie złe.

- Dlaczego? – spytał się drugi mężczyzna.

- No jak to? – jasnowłosy zerknął znacząco na Juliette. – Może i to jest wieszczka, ale nie przedstawiliśmy się jej, jakby wypadało. Trochę kultury, człowieku. Nie umarłeś sto lat temu, tylko niecałe dwa lata temu. Aż tak z wprawy jeszcze nie wyszedłeś.

Po tych słowach obaj mężczyźni wstali w tym samym czasie. Juliette zrobiła to samo instynktownie.

- Moje uszanowanie. – powiedział wyższy z mężczyzn, uśmiechając się. – Nazywam się Baltazar.

- A ja… – zaczął powoli drugi mężczyzna. Juliette od razu skierowała na niego całą swoją uwagę. – To Gabriel.

- Juliette. – odpowiedziała dziewczyna, ściskając dłoń drugiego anioła. – No… to od dzisiaj robicie za moich aniołów stróżów, zgadza się?

- Dokładnie. – odparł Gabriel. – I nie tylko.

- Zrobimy to, czego do tej pory nie mogłaś sama zrobić. – dodał Baltazar. – Pomożemy ci z tymi wizjami, z którymi masz nieustanny problem.

- Z którymi wizjami? – spytała się, uśmiechając się uroczo. Baltazar i Gabriel od razu domyślili się, że dziewczyna tylko ich podpuszcza. I ona wiedziała, o które dokładnie wizje im chodzi.

- Oj, ty już wiesz, o których wizjach mowa. – powiedział Baltazar.

Oj, wiem, bardzo dobrze wiem. – pomyślała Juliette. – I naprawdę mam nadzieję, że pomogą mi z nimi. Tylko to powstrzymuje mnie przed ruszeniem dalej. Gdy już je rozgryzę, wtedy będę mogła wrócić do Deana i Sama.

I wtedy będę mogła wreszcie pomóc im ocalić cały ten świat.


No i to by było na tyle „Deux Ex Machina: Witch Hunt". Jak zapowiadałam i ostrzegałam, mamy tu mały spoiler – Gabriel i Baltazar żyją. Zostali wskrzeszeni przez Boga, aby pomogli Juliette na poważnie rozwinąć jej zdolności i odkryć, co kryje się za niektórymi z jej powtarzających się wizji. Drugi prequel będzie nieco krótszy od tego – streszczenie do niego już zostało skończone. Wyszły mi w sumie z tego zaledwie cztery rozdziały. Mogłabym w sumie ciągnąć to drugie opowiadanie o wiele dłużej – przygody z Baltazarem i Gabrielem na pewno nie należałyby do nudnych :) Chciałam jednak zawrzeć w tym kolejnym prequelu to, co najważniejsze – to, jak Juliette dowiedziała się, kim jest Gadreel i dlaczego ma go odnaleźć. To właśnie będzie motywem przewodnim drugiego prequela – który, tak przy okazji, będzie nosił tytuł: „Deux Ex Machina: Angelic Duty". Pierwszy rozdział powinien pojawić się już wkrótce – bardzo możliwe, że jeszcze dzisiaj, ewentualnie jutro. Postaram się też go jak najszybciej skończyć, tak żebym mogła już konkretnej skupić się na wymyślaniu dalszej fabuły „Deux Ex Machina" i skończeniu tego opowiadania. W międzyczasie gorąco zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi innymi opowiadaniami.

No i, oczywiście, życzę wszystkim z góry Szczęśliwego Nowego Roku! :)