Małe dzieciątko
Dom cioci Walburgi zawsze mnie fascynował. Może był nieco mniejszy od naszego, ale za to o wiele ciekawszy. Było tam pełno pamiątek po przodkach rodziny Blacków. Ale najlepsze było magiczne drzewo genealogiczne. Kiedy tylko przekroczyłyśmy próg domu przy Grimmauld Place 12, zaciągnęłam Dromedę w miejsce, gdzie na ścianie widniała ta pokoleniowa pamiątka. Cieszyłam się, że widnieje tam moje imię. W złotej ramce:
Narcyza Black.
W końcu dołączyłam do moich sióstr, rodziców, przodków...
Ale nie przyszłyśmy, żeby świętować moje uwidocznienie na malowidle. Pojawiło się tu zupełnie nowe imię - nowa osoba dołączyła do naszego szlachetnego rodu tego ciepłego, sierpniowego ranka.
Regulus Black.
Mój nowy kuzyn.
- Cyziu, chcesz zobaczyć to dziecko, czy nie?
Oderwałam oczy od ściany i wzięłam mamę za rękę, a Dromeda popatrzyła na mnie z lekkim wyrzutem, no ale co miałam poradzić, że mama ją trochę zignorowała?
Po chwili wspinałyśmy się po schodach pogrążonych prawie w całkowitej ciemności, mijając po drodze te przerażające głowy martwych skrzatów domowych, wiszące nad nami. Aż przechodziły mnie nieprzyjemne dreszcze, kiedy patrzyłam w ich nieobecne i puste oczy. Zresztą te żywe oczy nie były wcale lepsze.
- Stworek pokaże drogę. Zaprowadzi panią i panienki do małego panicza. Pani domu jest bardzo zadowolona z wizyty...
Och, dlaczego on nie przestanie gadać?
Wzdrygnęłam się na jego widok i szłam najdalej, jak się tylko dało. Dlaczego ciocia Walburga trzyma go w domu? Nie wiem. Ale był jedynym żywym skrzatem, jakiego posiadała. Tata, jako pierwsze dziecko dziadków, otrzymał większą rezydencję z całymi tuzinami skrzatów domowych. Ciocia natomiast odziedziczyła Grimmauld Place, no i Stworka.
Byłam bardzo podniecona, gdy dotarliśmy w końcu do sypialni. Stworek skłonił się nisko i nas zostawił (nareszcie!), kiedy mama witała się z ciocią, która leżała na wielkim, niemalże królewskim łożu w kącie pokoju. Sam pokój był jasny i przestronny, pomimo wielu mebli poustawianych pod ścianami.
Przy łóżku stała znajoma kołyska, którą mama podarowała cioci, kiedy na świat przyszedł Syriusz. Teraz spoczywało w niej małe dziecko. Na początku widziałam tylko małą, czarną czuprynkę włosów, ale kiedy po cichu wdrapałam się wyżej, na krawędź kołyski, zobaczyłam już całego niemowlaka. Wyglądał tak słodko! Był tak mały jak moje lalki. Niemalże jak Syriusz kiedyś. Jego malutki brzuszek podnosił się żwawo w rytm oddechów, co przykuło moją uwagę na moment.
- Podaj mi go, Druello.
Ton głosu cioci zawsze był nieco władczy. Jakby cały świat należał tylko do niej (i pewnie tak jej się też wydawało).
Mama ostrożnie podniosła zawiniątko, a ja patrzyłam na całą sytuację z lekką zazdrością. Maleństwo, wyczuwając ruch, otworzyło oczka i poruszyło nimi.
- Mamo, patrz! On ma też niebieskie oczy, jak ja, ale trochę ciemniejsze! Spójrz!
Ciocia Walburga usiadła na swoim królewskim łożu i popatrzyła na mnie.
- To niedorzeczne, moja panno! Mój syn nie ma oczu po rodzinie Rosierów. Jest Blackiem. Ma szare oczy.
- Ależ Walburgo – mama wtrąciła delikatnie – każde nowonarodzone dziecko ma najpierw niebieskie oczy, przypatrz się.
Ciocia zabrała małego od mamy, który cichutko przy tym westchnął.
- Czy będą w takim razie szare? – zapytała twardo.
- Do końca tego nie wiadomo, nie można być pewnym... Na przykład oczy Cyzi zrobiły się jaśniejsze, a Andromedy pociemniały, więc...
- Zszarzeją. Jestem pewna.
Ton cioci definitywnie domagał się skończenia rozmowy na temat kwestii koloru oczu jej syna.
BUM!
Hałas gwałtownie trzaśniętych drzwi przestraszył małego Regulusa i zaczął przeraźliwie płakać. W pokoju pojawił się mój drugi kuzyn – Syriusz.
- SYRIUSZU! – wrzasnęła ciotka, czym sprawiła, że noworodek zaczął jeszcze bardziej płakać. Sprawca całego zamieszania natomiast próbował się schować za moją mamą, zakryć twarz jej obszerną suknią i stać się przez to niewidzialny. Widziałam tylko jego czarną czuprynę. Zupełnie taką samą, jak miał Regulus na swojej główce, którego trzymała ciocia.
- Zobacz coś najlepszego narobił! Przez ciebie mały płacze! Czy już do końca zgłupiałeś? Mówiłam ci już tysiąc razy, żebyś zachowywał się ciszej! Dlaczego nie robisz tego, co ci mówię? SPÓJRZ NA MNIE!
Chwytając go za podbródek, zmusiła, żeby jednak na nią spojrzał.
- Twój ojciec dowie się o wszystkim, możesz być tego pewny!
Nagły cios w policzek zaskoczył Syriusza. Na jego twarzy pojawił się półokrągły, zaczerwieniony ślad. Były też widoczne zagłębienia po paznokciach. Pochlipując, chłopak wybiegł z pomieszczenia. Poczułam się dziwnie - też chciało mi się płakać.
- Walburgo, czy musisz być aż tak surowa? To tylko dziecko, wbrew pozorom niewiele starsze od Regulusa.
- Ja nie mówię ci, jak masz wychowywać swoje dzieci, Druello, więc nie pouczaj mnie, jak mam postępować ze swoimi! Poza tym – kontynuowała swoim władczym głosem – chłopcy różnią się od dziewczynek. Ale oczywiście tego nie zrozumiesz.
Mama wyglądała tak, jakby została również spoliczkowana.
Nie zrozumiałam tej sytuacji. Tak, chłopcy byli inni, wyglądali inaczej... Nawet ja to wiedziałam. I mama też zapewne musiała wiedzieć. Taka samo ciocia Walburga musiała to wiedzieć, więc czemu jej tak powiedziała?
- Dziewczynki, chyba czas na nas. Nie chcemy przecież zamęczyć waszej cioci. Bella, chodź tutaj!
Co? Dlaczego już miałyśmy wychodzić? Czy mama pokłóciła się z ciocią? Dlaczego?
Kiedy z Andromedą złapałyśmy mamę za rękę i już miałyśmy wyjść, Bella zatrzymała się w pół kroku.
- Bella, no chodź, idziemy!
- A co z prezentem dla Syriusza? Mówiłaś, że mogę mu to dać.
- Damy mu kiedy indziej, a teraz chodź już.
- Ale ja chcę mu to dać teraz!
- Oj, nie bądź uparta, Bello!
- Możesz mi zostawić ten podarunek, dopilnuję, żeby Syriusz go otrzymał – powiedziała ciocia. Wyglądała niczym przeraźliwy stwór, obnażając w uśmiechu swoje zęby.
- Chcę mu dać to sama, ciociu! – odparła Bella, mrużąc oczy.
Nigdy nie odpowiedziałabym cioci w taki sposób. Za bardzo się jej bałam. Ale Bella była tą odważniejszą. No i ulubienicą ciotki, więc mogłam być pewna, że ujdzie jej to na sucho.
Ciocia patrzyła na nią w milczeniu przez parę sekund, następnie kładąc głowę na poduszkę, odburknęła:
- Wiesz, gdzie jest jego pokój.
- Poczekamy na ciebie na dole – powiedziała do Belli mama, dając do jej rąk prezent dla Syriusza.
Chwilę potem podążyłyśmy za Stworkiem (Stworek jest wdzięczny za odwiedziny, to zapewne ucieszyło moją panią; Stworek ma nadzieję, że wkrótce pani i panienki zaszczycą nas znowu).
Po krótkim czasie dołączyła do nas Bella i wszystkie wyszłyśmy z domu.
Nie wiedziałam, co o tym wszystkim sądzić. Wydawało mi się, że kłótnia z ciocią dotyczyła Regulusa, ale dlaczego? Przecież nie była to chyba jego wina. Myślę, że go polubiłam.
