Rozdział 7

Ciemno, gorąco i ciasno. A w gratisie nawet jebie. No po prostu szczyt szczęścia, chyba zaraz rzygnę z powodu intensywności tego zapachu, który pieści moje wrażliwe receptory węchowe. Serio puszczę pawia i utopię się przy pomocy własnych wymiocin. Nie sądziłem, że w tej szafie będzie taki syf. Kurwa, zdycham.

Zatkałem usta dłonią i przybliżyłem się jeszcze bardziej do szpary w drzwiach, przez którą wlatywało, w znikomych ilościach, świeże powietrze. Ja pierdolę, w ogóle co za idiota tutaj trzyma przepocone stroje drużyn sportowych? Zawsze mi się wydawało, że na początku roku szkolnego woźne je piorą, żeby potem wcisnąć członkom regularnych składów. Cholera, dlaczego musiałem dowiedzieć się o tej okrutnej prawdzie? I to jeszcze tak dosłownie.

A co ja robię w szafie? Chowam się jak ten ostatni debil przed Akashim. Ta czerwona gnida musiała wleźć do składziku akurat wtedy kiedy próbowałem podwędzić plany na nasze następne treningi, które ostatnio tak pieczołowicie tworzył. Wiadomo było, że z moim szczęściem akurat dzisiaj przyjdzie wcześniej, żeby sobie wszystko przygotować. Tylko po cholerę przydźwigał ze sobą shogi? Tylko mi nie mówcie, że urządzi sobie teraz partyjkę na odstresowanie, bo mnie jasny szlag trafi. Nie wytrzymam w tym smrodzie ani minuty dłużej. Boże, kurwa, ratuj!

Zdusiłem w sobie wiązankę przekleństw obserwując jak, ku mojej rozpaczy, kapitan zaczyna rozkładać figury na szachownicy. No żesz kuźwa, ale mam dzisiaj pechowy dzień. Najpierw natchnąłem się w drodze do budy na parę liżących gejów, którzy, o zgrozo, chodzili razem ze mną do klasy. W sumie to od początku zdawałem sobie sprawę, że ci dwaj są nieźle popierdoleni i podniecają ich penisy zamiast cycków. Preferują ssanie fujar niż sutów krągłych, kobiecych piersi. Czaicie to kurwa? Wolą mieć w ustach obsikanego, brudnego kutasa. Nigdy nie zrozumiem, jak można się aż tak poniżyć. Brr, aż mnie ciarki przeszły. A do tego na własne życzenie zamknąłem się razem z przepoconymi, sportowymi ubraniami w ciasnym pudle, w którym nie mam prawie czym oddychać. Pięknie, po prostu zajebiście.

Machinalnie wcisnąłem się głębiej w kąt mebla widząc, że Akashi wstał z krzesła i zaczął się zbliżać do mojej kryjówki. Nie mówcie mi, że wie o mojej obecności. Ja rozumiem to całe emperor eye i takie tam bzdury, ale to by była lekka przesada. Ja chce jeszcze pożyć, kurwa. Szczególnie, że w tym miesiącu Horikita Mai będzie miała dziesięć dodatkowych stron. Dziesięć, kurwa! To o dwadzieścia zboczonych zdjęć więcej. Nie mogę przed tym zdechnąć.

Przełknąłem ślinę słysząc coraz wyraźniej jego powolne kroki. Skrzywiłem się, gdy drzwi zaskrzypiały i lekko się uchyliły. Prawie zszedłem na zawał kiedy w szparze pojawiły się czerwone nożyczki, które groźnie przecięły kilka razy powietrze. Ten facet jest straszny.

- Wyłaź Daiki albo zrobię z ciebie mielone – jego rozbawiony głos sprawił, że dostałem gęsiej skórki.

Morderca, kurwa!

Potrząsnąłem głową i przybrałem minę niewiniątka. Poczekałem, aż jego uzbrojona dłoń zniknie z pola widzenia i ostrożnie wylazłem na zewnątrz. Kapitan stał kilka kroków ode mnie, podpierając się pod boki z miną żądająca wyjaśnień. Uśmiechnąłem się jak skończony debil i powiedziałem :

- No siemson, misiaczku. Miło mi spotkać cię w dobrym zdrowiu i duchu!

Spojrzał na mnie jak na debila i odparł :

- Nie wiem co próbujesz osiągnąć tą maskaradą, ale zdradzę ci w sekrecie, że takie zachowanie w niczym ci nie pomoże.

Zrobiłem minę zbitego psa i wychlipałem :

- Jak możesz być taki nieczuły? Ja tutaj chwalę cię za fenomenalne wcielenie się w Edwarda Nożycorekiego, a ty tego nie doceniasz. Teraz mi smutnooo! – zawyłem, przykładając teatralnie dłoń do czoła.

Zamrugał kilka razy rzęsami, najwyraźniej próbując ogarnąć mój tok rozumowania. Przez chwilę panowała między nami przerażająca cisza przerywana jedynie odgłosem tykającego zegara wiszącego na ścianie. Kiedy w końcu się odezwał jego głos był niski i ostry jak brzytwa :

- Daiki jeszcze jedno słowo, a naprawdę wylądujesz na półkach sklepowych jako karma dla psów.

- Dobra, dobra, zrozumiałem – zasalutowałem mu ironicznie, rozwalając się na wolnym krześle.

Wypuścił głośno powietrze przez zęby, ale nic już więcej nie dodał. Obserwowałem uważnie jak chowa nożyczki do kieszeni swojego mundurka i siada naprzeciwko mnie. Przez chwilę, jak zwykle, siłowaliśmy się na spojrzenia czekając, aż któreś zrobi pierwszy krok. Nie byłem na tyle głupi, żeby się odzywać wiec tylko cierpliwie wlepiałem w niego gały.

- Co tutaj robiłeś, Daiki? I to jeszcze chowając się pośród przepoconych strojów?

Odezwał się cicho, opuszczając wzrok na planszę. Rozluźniłem się, wiedząc, że najgorsze mam już za sobą. Teraz wystarczy, że będę mu szczerze odpowiadał, a może uda mi się nawet uniknąć kary w postaci dodatkowego treningu.

- Chciałem ci pogrzebać w papierach – wyjaśniłem zgodnie z prawdą.

Uśmiechnął się prawie niewidocznie, kiwając powoli głową.

- Bardzo rozsądnie, że nie próbujesz kłamać – pochwalił mnie, powolnym ruchem przesuwając pionek na inne pole – W nagrodę będziesz mógł ze mną zagrać jedną partyjkę.

Niepewnie zerknąłem na niego mając nadzieję, że to jakiś głupi żart. Niestety wydawał się być całkowicie poważny. Zgłupiał, czy co? Przecież powinien zdawać sobie sprawę, że nawet nie znam zasad, nie mówiąc już o byciu dla niego jakimkolwiek przeciwnikiem w potyczce jeden na jednego.

- Ale ja nie umiem...

- Co z tego? I tak i tak wygram – przerwał mi, stukając niecierpliwie palcami w blat stołu.

Zdusiłem w sobie przekleństwo, jednak obiecałem sobie przecież, że już dzisiaj niczym więcej go nie zdenerwuję. Chcąc, a raczej bardzo nie chcąc, podjąłem rzucone przez niego wyzwanie. Jestem ciekawy ile czasu zajmie mu rozłożenie mnie całkowicie na łopatki. Chociaż, znając go na pewno będzie powoli mnie miażdżył, patrząc się z nieukrywaną radością jak zostaję przyparty do muru nie mając najmniejszych szans na ucieczkę. Pieprzony sadysta.

- A tak w ogóle to już wybrałem kto będzie z nami reprezentował szkołę na pozycji niskiego skrzydłowego – oznajmił, kiedy za jednym zamachem pozbawił mnie połowy pionków.

Zagryzłem sfrustrowany usta, ale podjąłem temat.

- Ho? Tak szybko?

- Owszem – potwierdził, podpierając brodę na nadgarstku – Jak myślisz, kto dostąpił tego zaszczytu?

- Pewnie chcesz mi dopiec za wcześniejszy wybryk więc stawiam na Haizakiego – skrzywiłem zniesmaczony wargi.

Zaśmiał się najwyraźniej czymś bardzo rozbawiony i pokręcił przecząco głową. Zamrugałem kilka razy nie wierząc w to co przed chwilą zobaczyłem. Nie wydawało mi się żeby kłamał, ale wolałem się upewnić, więc spytałem :

- Serio wziąłeś Kise zamiast tego nadętego chuja?

- Zgadza się.

Wypuściłem głośno powietrze z płuc i wyszczerzyłem się jak ostatni kretyn :

- Jezu, a to niespodzianka. Zdradzisz mi czemu podjąłeś taką, a nie inną decyzję?

Akashi przez chwilę obracał w dłoniach drewnianą figurę najwyraźniej wybierając odpowiednią odpowiedź. Wydawał się być z czegoś strasznie zadowolony, ale jakoś zbytnio mnie to nie interesowało. Nawet zapomniałem już o tym jak chamsko postąpił wobec modela wystawiając go na tyle prób i nieprzyjemności. Skoro dzięki temu blondyn dostał się do głównej szóstki zawodników to mogę przymknąć oko na jego wcześniejsze, nieczyste zagrywki.

- Bo razem z Ryoutą mamy piękną tęczę – powiedział, zbijając mi kolejne pionki.

... zaraz, zaraz, coś mi tutaj nie pasuje. Czy właśnie usłyszałem słowo tęcza?

- Że, kurwa, co? – wyjąkałem kompletnie zbity z tropu.

- Przecież biały nie występuje w tęczy, a nam brakowało do niej jedynie koloru żółtego. Myśl, Daiki, myśl. Wiem, że to cię pewnie cholernie boli, ale czasami się przydaje.

Rozdziawiłem usta nie mogąc ukryć swojego głębokiego zszokowania. Wziął Kise tylko dlatego, żeby pasował mu do ogólnej wizji regularnego składu jako wszystkich kolorów tęczy? Co za pojeb. Dobra, oficjalnie nie ogarniam tego człowieka.

- Ty tak na poważnie?

- Stuprocentowo poważnie. Poza tym ma ładniejszą buźkę, nie szczeka i łatwo nim manipulować. Czegóż chcieć więcej?

Jego wąskie wargi rozciągnęły się w lekko pokręconym uśmiechu od którego przeszły mnie ciarki wzdłuż kręgosłupa. Podrapałem się w tył głowy, przeklinając w myślach za zgubną dociekliwość. To było do przewidzenia, że jego powody, na akurat taki wybór, będą co najmniej dziwne, żeby nie powiedzieć popieprzone. Teraz to w sumie nie wiem, czy byłoby jednak lepiej dla chłopaka, gdyby nie dostał tej szansy od trenera. Coś mi się wydaje, że czerwona gnida ma wobec niego jakieś chore zamiary i nie da mu tak szybko spokoju.

- Kiedy masz zamiar to ogłosić? – mruknąłem, drapiąc się nerwowo w tył głowy.

- W swoim czasie – odparł – Jeszcze tylko niech zobaczy jaką presję się czuje na boisku w poważnym starciu. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie dołączyć go do drugiego składu, który będzie niedługo grał kolejny mecz towarzyski – westchnął głośno – Twoja kolej.

Spojrzałem się z roztargnieniem na szachownicę i kompletnie nie wiedząc co robię, wykonałem następny, nieprzemyślany ruch.

- Nie zagapiaj się tak, Daiki. Przez to wygrałem szybciej niż zamierzałem.

... kurwa. A jednak jestem w tej grze gorzej niż beznadziejny.


Ziewnąłem przeciągle, pocierając zmęczoną twarz dłońmi. Nie wyspałem się, kurwa. A ławka była taka wygodna. Na dodatek w plecki grzało mnie jesienne słoneczko. I było mi tak dobrze, że prawie dostałem orgazmu. Lekcje w takich przypadkach powinny trwać zdecydowanie dłużej. Z jedną, dwie, ewentualnie pięć godzinek więcej.

Chociaż, cholera, powinienem zacząć uważać na zajęciach, bo niedługo będę musiał napisać od cholery teścików. Jak je zawalę to ten zgrzybiały chuj, czyli pan Takeda, nie pozwoli mi udzielać się w drużynie i reprezentować szkoły na meczach dopóki ich nie poprawię. A gdy Akashi się o tym dowie to urwie mi penisa wraz z jądrami. Ohohoho, Midorimaaa, pedaleee, ratuuuj mnie kurwa! Chyba będę potrzebował wziąć u niego korki. Żesz w dupę, no.

Z oszałamiającą energią, godną żywego trupa, powlokłem się do szatni przy okazji obijając się od każdej możliwej ściany. Prawie zaryłem głową w drzwi i klnąc na czym świat stoi pociągnąłem za klamkę. Jakoś udało mi się wczołgać do środka, nie rozpieprzając przy okazji stojącego przy umywalce kosza na śmieci. Wygrzebałem z torby strój i z cichym jękiem ulgi zrzuciłem ją z obolałego ramienia.

Nie wiem jakim cudem udało mi się przebrać, przy okazji niczego sobie nie uszkadzając i na dodatek dowlec się na salę gimnastyczną. Bóg mnie musi kochać. Czy coś. Po raz kolejny ziewnąłem zakrywając ręką usta i rozejrzałem się szukając charakterystycznej, czerwonej czupryny. Ku mojej ogromnej radości nigdzie jeszcze nie było widać trenera więc mogłem nadal w spokoju łudzić się, że nie zauważy mojego ponad półgodzinnego spóźnienia.

- Jak zwykle punktualny. Tylko ci powinszować, Aomine.

Usłyszałem za sobą głośne parsknięcie, przez które od razu zrzedła mi mina. Obróciłem się i niechętnie spojrzałem na stojącego obok Midorimę, który miał na palcu, o zgrozo, pierścionek w kształcie kwiatka. Pierdolę. Nie wytrzymam.

- Oi, oi, glonie, ja rozumiem te wszystkie, szczęśliwe przedmioty z Oha Asy, ale to już chyba lekka przesada – wytknąłem mu, wskazując na metalowe kółko – Przecież wyglądasz z tym jak jebany gej.

Zaczerwienił się lekko i nerwowym ruchem poprawił okulary, zabijając mnie wzrokiem :

- To niedorzeczne! Jest bardzo męski...

- No chyba, kurwa, nie. Ściągaj to – rozkazałem, łapiąc go za nadgarstek – Jak ty możesz z tym w ogóle kozłować? Nie boli cię?

Próbował się wyrwać, ale mocno go trzymałem. Olewając wszystkie upierdliwe wrzaski pomieszane z groźbami jakie z siebie wydawał, próbowałem pozbyć się tej babskiej biżuterii. Kurde, drze się jakbym go gwałcił. Moje biedne uszy. Jeśli stracę przez niego słuch, to osobiście zamorduję dziada.

- Aomine – kun, czemu napastujesz go seksualnie?

Nie wiadomo skąd pojawił się obok nas Kuroko, wwiercając we mnie spokojne spojrzenie jasnoniebieskich oczu. Momentalnie się wzdrygnąłem i poluźniłem uścisk przez co ta zielona ciota mi się wyrwała i spierdoliła na drugi koniec pomieszczenia, chowając się wśród reszty ćwiczącego zespołu.

- Oh, przepraszam. Chyba przeze mnie Midorima – kun ci uciekł. Przyjmij proszę wyrazy głębokiego współczucia.

- Kurwa mać, Tetsu, przestań tak wyskakiwać znienacka – powoli wypuściłem z płuc nagromadzane powietrze – Prawie dostałem przez ciebie zawału. I wcale go nie macałem! – oburzyłem się, kiedy dotarł do mnie sens jego poprzednich słów.

- Tak, tak, oczywiście. Łączę się z tobą w bólu i rozpaczy.

Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknąłem. Już dawno się nauczyłem, że kłócenie się z nim nie ma najmniejszego sensu. I tak zawsze postawi na swoim, a na dodatek pokieruje rozmową tak, żebyś wyszedł na głupka, zboczeńca albo pedała. Cholerny, sprytny i wredny mikrus.

- A tak na marginesie to jestem z ciebie dumny. Spóźniłeś się tylko pół godziny. Czyżbyś w końcu nauczył się obsługiwać zegarek?

Potarłem zmęczoną skroń palcami i mruknąłem :

- Daj mi już święty spokój. W ogóle to coś fajnego się działo?

Kuroko przez chwilę myślał, rozglądając się wokół, poczym odparł :

- Chyba nic oprócz tego, że Akashiego – kun dzisiaj nie będzie i w sumie możemy ćwiczyć jak chcemy.

- To po cholerę w ogóle przychodziłem?

Wydałem z siebie cierpiętniczy jęk, a ramiona opadły mi bezwładnie wzdłuż tułowia. Gdybym wiedział, że czerwonej gnidy nie będzie to od razu bym się zwinął do domu. Zaszczyciłem trening swoją zacną osobą tylko po to, żeby mu się jeszcze bardziej dzisiaj nie narazić, a tu co? No właśnie, gówno. Pewnie mądrych i leniwych ludzi, na czele z Murasakibarą, już tutaj dawno nie ma.

- Żeby w końcu trochę poćwiczyć, Aomine – kun. Jak tak dalej pójdzie to przemienisz się w podstarzałego, zrzędliwego dziadka z białą brodą.

Zmroziłem chłopaka wzrokiem.

- Dzięki, kurwa. To miło wiedzieć jak wysokie masz o mnie mniemanie.

Uśmiechnął się delikatnie, najwyraźniej rozbawiony moją miną. Westchnąłem głęboko i poczochrałem mu czuprynę, starając się wyszukać w tym tłumie Midorimę wraz z jego gejowskim pierścionkiem z kwiatkiem. Zamiast tego w oczy rzuciły mi się od razu nastroszone, białe kudły, które były niebezpiecznie blisko innych kudłów tym razem w kolorze blond.

- Oho? Czyżby Haizaki nadal gnębił naszego modela? – mruknąłem, marszcząc ciemne brwi.

- Drą ze sobą koty od początku treningu – poinformował mnie usłużnie Tetsu, patrząc się w tym samym kierunku – Kise – kun, jest dzisiaj wyjątkowo nerwowy i bardzo żywiołowo reaguje na zaczepki.

- Dziwisz się? Przecież ostatnio ten chuj nieźle go poniżył i to na oczach reszty grupy.

Pokręcił przecząco głową, a ja parsknąłem śmiechem obserwując jak zaczynają okupować kosz na pewno znów grając one – on – one. Nie byłem zaskoczony, że oboje są aż tak zacięci. W końcu tu chodziło o dumę. Skoro jeden już odniósł druzgocząca porażkę to zwycięzca nie mógł sobie pozwolić na odebranie tego tytułu. Zapowiadało się interesująco.

- Skoro i tak nic produktywnego nie robimy to może poćwiczymy twoje podania? – odwróciłem się w kierunku Kuroko, opierając ręce na biodrach.

- I oczywiście będziemy to robić blisko nich. Nie żebyś był zainteresowany wynikami ich utarczek.

Wytknąłem lekko język, grzebiąc sobie najmniejszym palcem w uchu i burknąłem :

- Jak ty mnie dobrze znasz.

Nic więcej nie powiedział tylko lekko się uśmiechając, pociągnął mnie na lewą stronę boiska. Tak jak się po nim spodziewałem wybrał idealne miejsce, z którego mogliśmy się pogapić i w gratisie podsłuchać kłócącej dwójki. Rozciągnąłem mięśnie, krzywiąc lekko twarz, gdy strzyknęły mi stawy. Zastałem się. Niedobrze. Będę chyba musiał częściej się rozgrzewać, bo ten dźwięk nie wróży nic dobrego.

- No dobra, pokaż mi co tam nowego wykombinowałeś – krzyknąłem, machając do niego zachęcająco ręką.

- Obyś tylko to przyjął, Aomine – kun. Od razu ostrzegam, będzie boleć.

Ugiąłem lekko kolana wyszczerzając się jak ostatni debil :

- Dawaj.

I dostałem po łapach. Jego nowe zagranie było nie tylko cholernie szybkie, ale i straszliwie mocne. Nie wiem jakim cudem udało mu się sprawić, że piłka osiągnęła taką prędkość, ale po kilku razach miałem prawie całe czerwone palce. Potwór. Cholerny potwór. Na dodatek widać było, że ma ogromną radochę obserwując jak się co chwila krzywię. Ja mu kurwa pokażę.

Oczywiście zaparłem się jak ten ostatni wariat i trenowałem z nim tak długo, aż straciłem czucie w dłoniach. Trudno, najwyżej jutro będą całe opuchnięte. W sumie to nie jest taka całkiem zła wizja. Dzięki temu nie będę mógł pisać i może uda mi się nakłonić starych, żeby pozwolili mi zostać w domu. Jestem pierdolonym geniuszem. Należy mi się jakiś nobel za nadprzeciętny intelekt.

Jeszcze chwilę razem poćwiczyliśmy po czym Tetsu stwierdził, że się zwija, żeby zdążyć wejść do księgarni w drodze ze szkoły. Chciałem go opieprzyć, że jest śmierdzącym leniem i skoro już zmusił mnie do wysiłku to mógłby dłużej zostać, ale zanim zdążyłem choćby mrugnąć, już go nie było. Czasami naprawdę wolałbym, żeby przestał być aż tak bardzo niewidoczny. To przerażające, że nawet przez chwilę twojej nieuwagi potrafi zniknąć. A późniejsze szukanie go to istna męka.

Rozejrzałem się po sali i odkryłem, że chyba zostałem na niej praktycznie sam. Musiało być już późno. Cholera, kompletnie straciłem poczucie czasu. Westchnąłem głęboko i odwróciłem się w kierunku drzwi wyjściowych. W idealnym momencie, żeby zobaczyć jak Haizaki pokazuje komuś środkowy palec i opuszcza pomieszczenie rechocząc się w najlepsze. Powiodłem wzrokiem w kierunku który wskazywał i napotkałem sylwetkę Kise, który stał ze spuszczoną łepetyną, mocno ściskając dłonie w pięści.

Uła, chyba znów został rozłożony na łopatki.

Podrapałem się w tył głowy nie wiedząc co zrobić. Z jednej strony było mi go szkoda, a z drugiej najlepiej się przecież uczyć na własnych porażkach i błędach. Kurde, tylko że byłem dla niego ostatnio wybitnie chamski. No i sprzedałem ten jego zakichany szalik. Chyba powinienem za to odpokutować.

Wymamrotałem kilka przekleństw, podchodząc do niego jak najciszej się dało. Jeszcze raz omiotłem spojrzeniem zgarbione ciało i powiedziałem :

- Yoł, pięknisiu, coś taki markotny?

Wzdrygnął się jakbym go walnął i podniósł powoli głowę. Niesamowicie głębokie, złote tęczówki przeszyły mnie na wylot, a ja znów miałem wrażenie, że niemal w nich tonę. Nie wspominając o tych cholernie długich rzęsach, które tak bardzo mnie denerwowały. Jak porno kocham, kiedyś specjalnie obleję go wodą, żeby się upewnić, że ich nie maluje jakimś tuszem czy innym gównem.

- Ah, to tylko ty – mruknął ze zrezygnowaniem – Co za niespodzianka, Aominecchi – prawie wypluł moje imię, które przesiąknięte było czystą niechęcią.

Ohohoho, czyli jest na mnie wściekły za ostatni incydent. No cóż, nie ma co się dziwić. Gdyby mi coś takiego odpierdolił to zabiłbym go jak psa albo wypatroszył. Podparłem ręce na biodrach i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej :

- Oi, oi, oi, nie obrażaj się na mnie.

Nadął policzki i odwrócił wzrok, żeby ukryć załzawione oczy.

- Wcale się nie obraziłem!

- To czemu ryczysz jak jakaś baba? Nie bądź ciota, Kise – trzepnąłem go lekko w ramię.

Zmroził mnie spojrzeniem, szybko ocierając zaczerwienioną twarz krańcem koszulki. Przez chwilę można było zobaczyć kawałek jego bladego brzucha i niesamowicie wystające kości biodrowe do połowy zasłonięte przez czarny materiał bielizny.

- Żadna ciota! – wyburczał – Naprawdę nie jestem w nastroju do żartów, Aominecchi. Więc jeśli chcesz się ze mnie ponabijać to przyjdź kiedy indziej, a dzisiaj zostaw mnie w spokoju. Proszę... – głos mu się lekko załamał.

Westchnąłem głęboko widząc, że tak to do niczego nie dojdziemy. Podszedłem do niego jeszcze bliżej i pogłaskałem lekko po rozczochranych włosach. Obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem, pociągając głośno nosem.

- Przepraszam, że sprzedałem twój szalik – ledwo mi to przeszło przez gardło – Ale rozumiesz, nie miałem kasy, a wyszedł najnowszy numer Horikity Mai i musiałem go jakoś kupić. To była sprawa priorytetowa. Nie mogłem pozwolić, by te wszystkie piersi poczuły się beze mnie samotne! – wlepiłem w niego rozemocjonowany wzrok.

Zamrugał kilka razy lekko zdezorientowany i spytał :

- Horikita Mai?

- Gazetka porno. Śliczne laski, duże cycuszki, jędrne tyłki – wyjaśniłem.

Przez chwilę wyglądał jakby coś przetrawiał, po czym zaczął się szczerze śmiać. Poczekałem, aż się uspokoi i będzie w stanie wydusić z siebie jakieś składne zdanie. Nadal rechocząc i trzymając się za brzuch, wydyszał :

- Jezu, ale z ciebie zbok!

- No wiesz co? To normalna potrzeba dorastającego nastolatka! – prychnąłem, udając oburzenie.

Pokręcił głową, ścierając z kącików oczu resztki łez. Wziął kilka głębszych oddechów i obdarzył, tak dobrze mi znanym, szerokim, wesołym wyszczerzem. Chyba mu przeszło fochanie się. Bardzo dobrze. Zdecydowanie wolę go w takiej radosnej wersji.

- Dobra, wybaczam ci. Skoro nie wytrzymałbyś bez tego swojego magazynu to potraktuj to jako prezent ode mnie – oznajmił, zakładając ręce na piersi – Co nie zmienia faktu, że mam już dość Shougo – kun – skrzywił się, gdy tylko wypowiedział jego imię.

Otaksowałem go spojrzeniem i mruknąłem :

- Znów spuścił ci bęcki?

- Yh, nie musiałeś mówić tego, aż tak wprost.

Nie chciałem mu na razie mówić, że nie ma się czym martwić, bo Akashi wybrał go do regularnego składu zamiast Haizakiego. W sumie była to niepewna informacja, a przez swój długi język mógłbym zapeszyć. Niech nadal żyje w błogiej nieświadomości. Nie będę psuł tej miłej niespodzianki, więc chociaż pomogę mu w trochę inny sposób.

- Skoro na razie nie możesz go pokonać w bliskim starciu to czemu, od razu jak będziesz miał szansę, nie wbijesz mu trójki? – podpowiedziałem.

Zaśmiał się i niespokojnie przystąpił z nogi na nogę. Podniosłem brwi w niemym zapytaniu nie widząc powodu dla jego nerwowego zachowania. Podrapał się z zażenowaniem po brodzie i wymamrotał :

- Bo nie potrafię.

Zamrugałem kilka razy kompletnie zbity z tropu. Co on właśnie mi oznajmił? Że nie da rady? Zaraz, zaraz, skoro umie wszystko skopiować to dlaczego miałby mieć z tym problem? Byłem tym faktem bardziej niż zaskoczony.

- Pokaż – rozkazałem, nadal nie mogąc wyjść z szoku.

Grzecznie wykonał moje polecenie, a skutek tego był naprawdę beznadziejny. Dokładnie obserwowałem jego ciało podczas rzutu, który nawet nie doleciał do celu. Rzeczywiście kompletnie nie ogarniał na czym to polega. Westchnąłem cicho i podniosłem z podłogi piłkę. Podszedłem do niego, wciskając mu ją w chude ręce.

- Masz okropną technikę – podsumowałem - Po pierwsze, to podnieść wyżej barki – poleciłem, stając za nim – Po drugie, wzmocnij uścisk i upewnij się, że palce masz na czarnych liniach.

Złapałem go za ramiona i nakierowałem tak, aby kosz był widoczny idealnie pomiędzy nimi. Żeby to zrobić musiałem się bardziej nachylić przez co dotykałem policzkiem jego miękkich włosów. W nozdrza uderzyła mnie, tak dobrze znana, intrygująca mieszanka zapachów. Znów poczułem to niesamowite połączenie miodu, słoneczników i miętowej gumy do żucia i to tak intensywnie, że miałem duży problem ze skupieniem myśli.

- Po trzecie, stań w lekkim rozkroku i skoncentruj się na tym czarnym, namalowanym kwadracie tuż nad siatką. Staraj się za każdym razem w niego wcelować. Wywnioskuj w miarę poprawnie odległość i według tego umiarkuj siłę. Jeśli ci będzie łatwiej to możesz lekko wyskoczyć do góry.

Wykonał wszystkie polecenia z niewiarygodną uwagą. Naprawdę lubił się uczyć czegoś nowego, wyjątkowo szybko chłonąc dopiero co poznaną wiedzę i rady. Odsunąłem się od niego, oceniając jego postawę. Gdy stwierdziłem, że wszystko w porządku, rozkazałem :

- Dobra, rzucaj.

Patrzyłem się z lekkim uśmiechem na jego zszokowaną twarz, kiedy udało mu się trafić za pierwszym razem. Z niedowierzaniem odwrócił się w moją stronę, rozdziawiając szeroko usta. W jego złotych oczach błyszczał entuzjazm i nieopisana radość. Zanim zdążyłem zareagować, rzucił się na mnie, mocno ściskając za szyję

- Jezu, udało mi się! Naprawdę mi się udało! Dziękuję ci, Aominecchi! – oderwał się ode mnie, uśmiechając szeroko – Niesamowite, naprawdę jesteś najlepszy!

- Dobra, dobra, już się tak nie emocjonuj – wytknąłem mu język, masując kark – Poza tym to ciężki jesteś – powiedziałem kompletnie mijając się z prawdą.

Tak naprawdę prawie w ogóle nie poczułem jego ciężaru co trochę mnie zaniepokoiło. Już wcześniej wydawało mi się że schudł, a na dodatek nadal miał ciemne cienie pod oczami i przekrwione białka. Coś go musiało trapić, albo miał cholerne problemy ze snem.

Kurwa. Czyżbym się o niego martwił? Ja pierdolę, chyba mi odbija.

- No wiesz co? Mówić modelowi, że jest gruby to prawie jak walnąć go w twarz! – blondyn obruszył się, nadymając policzki.

Pokręciłem z rozbawieniem głową i podsumowałem :

- Jednak straszna z ciebie pierdoła, Kise.

Olewając jego wrzaski i bluzgi, które kierował pod adresem mojej zacnej osoby, wyszedłem z pomieszczenia kierując się w stronę szatni. Nie chcąc słuchać reszty jego krzyków postanowiłem wziąć kilkuminutowy prysznic i od razu zwinąć do domu.

Po kilku minutach, całkowicie odświeżony i przebrany, zabrałem torbę i szybko zwiałem, dziękując w myślach, że udało mi się na niego nie wpaść. Zanim jednak opuściłem szkołę, zajrzałem na salę gimnastyczną. Uśmiechnąłem się lekko widząc, że chłopak mimo zmęczenia postanowił jeszcze poćwiczyć rzuty za trzy punkty, których go dzisiaj nauczyłem. Ambitny chłopak. Nadal szczerząc jak się głupi, włożyłem ręce do kieszeni spodni i cicho gwiżdżąc ruszyłem w kierunku wyjścia.

Naprawdę będą z niego ludzie.