Znajomi z krańca świata
Delikatnie opalona skóra przesiąknięta zapachem lasu, czarne jak heban włosy niedbale opadające na czoło i oczy w kolorze starego miodu, tak głębokie, że można by w nich zatonąć.Zamknął mnie w ramionach i uniósł do góry z taka łatwością jakby podnosił dziecko. Czułam ciepło jego oddechu nad swoim uchem i przez jedną tylko chwilę wszystko przestało istnieć.
Tylko że rzeczywistość nie dała mi trwać tak w tym śnie dłużej niż trzy sekundy. Wyrwała mnie z tych objęć głośnym głosem Naruto:
- Sakura, co ty odstawiasz! Co to za gościu?! I czemu do licha tak się do siebie kleicie?!
Cerio ze śmiechem postawił mnie znów na ziemi. Jego rozbawienie było zaraźliwe, bo ja też mimowolnie się roześmiałam.
- Cerio z rodu Husky – powiedział i podał zdziwionemu wielbicielowi ramenu rękę, jakby znał go od zawsze – ty musisz być Naruto, prawda? Sakura dużo o Tobie mówiła podczas pobytu u nas.
- Serio? – Naruto zaczerwienił się z lekka.
- Tak. Wynika z nich, że jesteś maniakalnym wielbicielem zupek chińskich i masz za dużo energii.
- Że co?! O żesz ty jeden…
- Naruto – powiedziałam, nie spuszczając wzroku z uśmiechniętej twarzy Vardergardejczyka – Nie przejmuj się tym, co mówi Cerio, tak naprawdę, jeśli idzie o umiłowanie do dziwnych potraw to jesteście tacy sami.
- I to ma mnie pocieszyć niby – Uzumaki sprawiał wrażenie totalnie załamanego.
- Dobra, dobra dzieciaki, koniec tego cyrku, bo mnie głowa zaczyna boleć – Tsunade skierowała na nas spojrzenie swoich brązowych oczu – Sakura, zajmiesz się swoim przyjacielem podczas jego pobytu u nas. Myślę, że z tobą nie zginie.
- Z chęcią.
- Naruto, Sasuke raport ma być jutro o piętnastej na moim biurku. Teraz jesteście wolni, odpocznijcie trochę.
- Rozkaz – powiedzieliśmy chórkiem i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Husky skłonił się zwyczajem Darków i również podążył za nami.
- I co teraz? – spytał Naruto.
- Nie wiem może pójdziemy coś zjeść – zaproponowałam.
- Dobra myśl – powiedział Cerio. - Czuje jak powoli zaczyna mnie skręcać w żołądku
- Sasuke idziesz z nami? – głos Naruto uświadomił mi, że jest przecież ktoś jeszcze obok mnie. Odwróciłam się by zobaczyć jego zimne spojrzenie skierowane prosto na mnie.
- Nie mam czasu – powiedział. – Pozostało mi jeszcze kilka spraw do załatwienia. Cześć…
Odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku swojego domu.
- Zaczekaj – głos Cerio zaskoczył nas wszystkich. – Z tego wszystkiego zapomniałem się przywitać – powiedział i podał mu rękę.
Sasuke spojrzał na niego od niechcenia i uśmiechnął się sarkastycznie:
- To nie ma większego znaczenia i tak raczej niepisane nam bardziej zażyłe stosunki.
- Sasuke! – Naruto zareagował szybciej ode mnie.
- Nie będę uczestniczyć w tym miłym kółku dyplomatycznym, więc zasady etykiety mnie nie obowiązują. Cześć.
Po prostu poszedł.
- Nie ma co się nim przejmować, od rana coś mu chyba na żołądku siedziało. Do jutra mu przejdzie – byłam wdzięczna, że Naruto próbował załagodzić sytuacje.
We mnie za bardzo gotowała się złość by cokolwiek powiedzieć.
- To co, idziemy? – spytałam starając się by ton mojego głosu zabrzmiał wesoło, choć niemal czułam w ustach smak goryczy.
- Dobra – zakrzyknął Naruto – wiecie co, skoczę po Hinate. Sakura zaprowadź go do Ishiraku.
- Nie ma sprawy. Naruto, tylko się nie szwędajcie, bo jesteśmy głodni! – rzuciłam jeszcze.
- Spoko! Zaraz będziemy – usłyszałam w odpowiedzi.
Spojrzałam na Cerio. Jego złote oczy zwęziły się. Wpatrywał się w drogę, która poszedł Sasuke. Znałam to spojrzenie i wiedziałam, że nie wróży nic dobrego.
- Nie lubię go – powiedział cicho – nie wiem jeszcze, dlaczego ale go nie lubię.
- Cerio – szepnęłam widząc jego surowe oblicze.
Nagle jakby otrząsnął się. Uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Chodźmy, też zgłodniałem.
- Dobrze- odpowiedziałam podając mu swoją dłoń.
Byłem w połowie drogi do domu, kiedy przypomniałem sobie o sygnecie, który wciąż tkwił w mojej kieszeni. Zakląłem pod nosem i zawróciłem. Chciałem jak najszybciej pozbyć się tego cholerstwa i mieć już tą misję za sobą.
Zapukałem do drzwi Tsunade i nie czekając nawet na odpowiedź wszedłem do środka. Hokage siedziała w otoczeniu papierów i wydawała się czekać. Podniosła na mnie wzrok:
- Tak?
Wyciągnąłem zawiniątko z kieszeni i podałem jej pierścień. Obróciła go w dłoniach kilkakrotnie, po czym oddała Shizune.
- Jak rozumiem to wszystko - powiedziała.
- Owszem – choć miałem ochotę dodać to i owo na temat, co niektórych jej decyzji. Ruszyłem w stronę wyjścia.
- Sasuke zaczekaj. Chce z tobą, o czym porozmawiać…
- Więc jednak – powiedziałem i obróciłem się.
Zawartość parującej miski ramenu w szybkim tempie znikała w ustach Naruto. Podziwiałam jego niegasnący zapał, jeśli idzie o smakowanie tej potrawy. Obok niego siedział Cerio i ku memu ogromnemu zdziewaniu pałaszował swoją porcje z równym entuzjazmem.
- I co? Prawda, że dobre? – spytał Naruto w przerwie między jedną miską, a drugą.
- Całkiem, całkiem przyznaje – odpowiedział Cerio – Przypomina rosołek babci Mili, prawda Sakura?
- Eee no w sumie tak - na wspomnienie ekscentrycznej staruszki siejącej postrach wśród swoich dzieci i wielbionej przez wnuki zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Naruto czy jesteś pewien. że możesz zjeść tyle ramenu bez szkody dla swojego żołądka? – Usłyszałam nieśmiały głos Hinaty dochodzący zza Naruto.
- O to się nie martw, jeśli chodzi o ramen to jest go w stanie pochłonąć w każdej ilości bez skutków ubocznych – uśmiechnęłam się.
Dziedziczka rodu Hyuga uśmiechnęła się do mnie i ten uśmiech był naprawdę piękny. Bardzo się zmieniła od czasu, kiedy widziałam ją po raz ostatni. Długie ciemne włosy doskonale kontrastowały z jej perłowymi oczami tajemniczo spoglądającymi za długich rzęs. Była wysmukła i obdarzona pięknymi kobiecymi kształtami. Niejeden facet musiał wodzić za nią oczami, gdy przechadzała się po ulicy. Jednak jej spojrzenie, jak zawsze skierowane było ku Naruto. To jedno się nie zmieniło, co mnie bardzo ucieszyło. Tym bardziej, że Uzumaki w końcu uświadomił sobie swoje uczucia.
- Czy coś się stało, Sakura-chan– spytała Hinata.
- Słucham?- powiedziałam wytrącona z rozmyślań.
- Tak na mnie patrzyłaś przez chwilę. Mam coś na twarzy?
- A nie, po prostu pomyślałam, że bardzo wypiękniałaś Hinaty. Naruto to prawdziwy szczęściarz, że cię ma przy sobie.
- Ależ, co ty mówisz Sakura – ciemnowłosa oblała się delikatnym rumieńcem.
- Kiedy to prawda, nie Naruto?
- Dokładnie – odpowiedział ze zwykłąsobieszczerością i posłał Hinacie figlarny uśmiech, przez co jej twarz już całkiem pokryła się czerwienią, a oczy nieśmiało spuściła na dół.
Roześmialiśmy się wszyscy, nie, dlatego, że bawiła nas zawstydzona twarz dziewczyny, lecz dlatego że wyglądała w tym stanie naprawdę uroczo.
- Ale ty Sakurka tez się zmieniłaś, wiesz? – Powiedział Uzumaki, co mnie trochę zaskoczyło.
- Ja? – Spytałam zdziwiona. –No, co ty ja wciąż jestem taka sama.
- Nie – powiedział z powagą. A jego poważny wyraz twarzy sprawił, że wszyscy umilkli.
- Naruto?
- Nie widziałem cię przez przeszło dwa lata i dlatego mogęto powiedzieć z pełnąświadomością jak bardzo się zmieniłaś. Urosłaś.
- Co w tym takiego niezwykłego? Ty tez urosłeś, mimo że jesteś cały czas na tych zupkach chińskich. Ja przynajmniej odżywiałam się normalnie!
- Stałaś się naprawdę super kobietką Sakurka. Prawda Hinata?
- Tak. Naprawdę jesteś bardzo ładna – powiedziała młoda Hyuga.
Poczułam, jak moja twarz robi się czerwona, choć przecież to idiotyczne by czerwienić się po czymś takim.
- Przestańcie już!
- Kiedy to prawda – powiedział Cerio, a spojrzenie jego złotych oczu prześwietlało mnie niemal na wylot. – Nie widziałem Cię trzy tygodnie, a znów stałaś się piękniejsza.
Byłam już pewna, że moja twarz przypomina buraka, kiedy łaskawe niebiosa pozwoliły mi usłyszeć znajomy ironiczny głos:
- Takie gadki moja tylko chłopaki od Darków. Czy was ominęła ewolucja w tym zakresie czy jak?
- Shikamaru! – zawołaliśmy chórkiem.
- Czołem. Można się dosiąść czy to prywatne przyjęcie? – spytał Nara.
- No coś ty siadaj im nas więcej tym weselej – powiedziałam ciesząc się niezmiernie, że jego pojawienie pozwoliło mi usunąć się trochę w cień i spędzić z twarzy ten cholerny rumieniec.
- O zatem wkrótce zrobi się tu naprawdę wesoło, bo umówiłem się w tym miejscu z Ino i Kibą.
- Shika, a co jest z Chojim? Dawno go nie widziałem? – Spytał Naruto.
- Jest na misji razem z Shino i Lee. Powinni wrócić za dwa dni z tego co mi wiadomo.
Uzumaki skończył w końcu ramen i dał znać żebyśmy się przesiedli do stolika ustawionego na zewnątrz budki. Było więcej miejsca i wygodniej, bo teraz każdy mógł widzieć twarze pozostałych.
- Cerio ty jesteś z Vardergardu, prawda? Czy też jeszcze jakiś inny naród ma taką gadkę w stosunku do kobiet i nadal nie został zdziesiątkowany przez ta okrutna płeć? – Shikamaru jak zwykle osładzał każde zdanie kroplą wyszukanego sarkazmu.
- Tak. Dzięki za troskę, ale jakoś sobie radzimy. Znam gorsze przypadki ode mnie..
- Znasz może miasto Aburath?
Spojrzeliśmy na siebie z Husky zaskoczeni. Aburath to jedno z głównych miast królewskich na Drodze Bram wiodącej do stolicy Wewnętrznego Królestwa.
Cerio uśmiechnął się:
- Znam je doskonale urodziłem się i wychowałem w tamtych okolicach. Mogę jednak spytać skąd twoje zainteresowanie tym miejscem?
- Właśnie Shikamaru, nie wiedziałam, że jesteś tak obeznany z geografią Vardergardu.
- Nie pochlebiaj mi Sakura. To jedyne miasto jakie potrafię wymienić. A powód jest prosty z tego właśnie miasta pochodzi Tochi – wyrecytował Nara spokojnym głosem.
- Tochi? – Spojrzeliśmy na siebie coraz bardziej zaskoczeni.
- Czy ty czasem nie mówisz o Tochim Torakuchi? No wiesz taki wysoki blondyn. Taki typ, na którego widok piszczą babki…
- …ta niebieskie oczęta i fan klub w każdym mieście…
- …do tego archaiczny sposób mówienia i ogólnie taki trochę facet z innej epoki…
- …jednym słowem beznadziejny przypadek chłopa skazanego na tłumy…
- …wielbicielek… No cóż chyba nie ma mowy o pomyłce. Skąd znasz tego menela? - Cerio uśmiechał się od ucha do ucha.
Menela, powtórzyłam w myślach i przywołałam obraz syna diuka, którego poznałam w czasie mojego pobytu w Aburath. O młodym Torakuchi można było powiedzieć wiele: był jednym z najlepszych młodych szermierzy, do tego przystojny i rycerski. Określenie go „menelem" było co nikąd abstrakcyjne i chyba tylko Cerio mógł sobie pozwolić na nadanie mu takiego przydomku.
- Jakieś dwa lata temu mieliśmy wspólnie misje tutaj w Kraju Ognia. Równy z niego gość, co tam u niego?
- Wiedzie idylliczne życie Mistrza Miecza i wkrótce pewnie wyląduje na ślubnym kobiercu – powiedział Cerio.
Ci dwoje gadali ze sobą jakby nas tu wcale nie było. O dziwo wcale nas to nie oburzało tylko słuchaliśmy z zaciekawieniem.
- W końcu jakaś baba go dorwała, tak też myślałem, że długo facet nie pociągnie…
- Nie, spoko, aż tak źle nie trafił – Husky pomachał przecząco ręką –Mai to piękna i miła dziewczyna. Pasują do siebie jak ulał. Zresztą, czemu to ja ci o tym mówię, jeśli idzie o takie sprawy to chyba bardziej obeznana jest Sakura. Przez ostatnie dwa latał włóczyłyście się z Tsubaki jak bliźniaczki i pakowałyście w tarapaty – powiedział Cerio wywołując salwy śmiechu.
- O wypraszam sobie – zaperzyłam się. – A ty to niby z nami nie chodziłeś, co?
- Ktoś musiał was pilnować przecież.
- Akurat bo!
- Dobra dobra zanim rozpoczniecie zapasy w kisielu lub innym deserze to lepiej zamówmy coś do picia, bo wam zaraz gardła zaschną – powiedział Naruto wycofując się do Ishiraku…
Po delikatnie oświetlonej gwiazdami granatowej tafli niebie leniwie przesuwały się szare chmury. Mimo wszystko noc była jasna i wyjątkowo ciepła jak na wiosenną. Stałem na werandzie i wpatrywałem się w majaczące gdzieś na horyzoncie ciemne kontury domów i rozbłyskujące gdzieniegdzie światła.
Odtwarzałem w pamięci wydarzenia dzisiejszego dnia: powrót do osady, niespodziewane pojawienie się przybysza z północy i pełen gniewu wzrok Sakury, gdy uciąłem głupie afekty tego Darka.
Nigdy tak na mnie nie patrzyła, nigdy też nie widziałem jej też w ramionach innego mężczyzny… chociaż bardziej odpowiednie było by powiedzieć, że w ogóle nie przyszłoby mi do głowy, że jakikolwiek facet chciałby utrzymywać z nią kontakty bliższe niż przyjacielskie…
Trzeba jej przyznać, że te dwa lata nieobecności wyszły jej na dobre, przynajmniej poprawiła się jej aparycja. Włosy ściemniały i straciły ten przeklęty, wściekły różowy kolor na rzecz nie tak bijącego po oczach. Twarz straciła dziecinne rysy i sylwetka nabrała bardziej krągłych kształtów. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie ze wygląda jak całkiem ładna kobieta.
Tylko że przemianie uległ też jej charakter. Stała się jeszcze bardziej uparta niż wcześniej, co gorsza kwestionowała moje decyzje, co jako dowódcy bardzo mi się nie podobało.
W każdym razie Tsunade liczyła, że ta jej niepokora względem moich rozkazów może okazać się przydatna póki, co. Zobaczymy, co dalej, posłaniec po sygnet ma przybyć za dwa dni, do tego czasu sprawa powinna sama się rozwiązać. Odgarnąłem włosy z twarzy i spojrzałem niechętnie na arkusze leżące na stoliku, stojącym w kącie werandy.
- Trzeba w końcu napisać ten raport, bo mi hokage pojedzie po premii…
- No to do jutra młodzi, było fajnie, ale teraz idźcie już spać i bądźcie grzeczni – rzucił nam na pożegnanie Kiba, kiedy zaczęliśmy się rozchodzić do domów. Stary zegar na placu rynkowym dawno już wybił północ i trzeba było się zbierać.
- Cześć Brzydalu – powiedziała Ino całując mnie w policzek. – Spykniemy się gdzieś na dniach bez chłopaków to mi powiesz ile tam przystojniaków oprócz Cerio wywęszyłaś – powiedziała rzucając młodemu Husky zalotnie oczko.
- Ej no tylko mi bez takich tutaj – Kiba pogroził żartobliwie mojej dawnej rywalce pięścią. Już od ponad roku byli parą, która kochała się i kłóciła się na przemian.
- Trzymajcie się – powiedziałam im wesoło.
- My też się będziemy zbierać – powiedziałam do Cerio. – Gdzie się zatrzymałeś?
- W jakimś zajeździe.
- Mój dom jest obecnie wolny może przeniesiesz się do..
- …do mnie! – rzucił Naruto budząc się nagle z drzemki.
- Naruto a tobie co?
- Jak to co? – powiedział przecierając zaspane oczy. – Przecież nie wypada żeby zatrzymał się u Ciebie. No chyba, że jesteście parą. A jesteście? – Powiedział patrząc na mnie tym swoim wzrokiem.
- No nie…
- Zatem postanowione, ten teges! Odprowadzimy was do domu, a potem pójdziemy po rzeczy młodego.
- Naruto to niepotrzebne, do nas jest niedaleko i praktycznie mieszkamy obok siebie, więc możesz od razu iść z Cerio do zajazdu. – powiedziałam, a Hinata przytaknęła mi głową.
- Dobra to idziemy. Cerio ze mną. Hinatka ty idziesz z Sakurką! – Powiedział Naruto podnosząc się z krzesła, po czym zaraz na nie opadł..
- Naruto! – jęknęła właścicielka perłowych oczu.
- Ty debilu po coś tyle pił, przecież wiesz, że głowę masz słabą! – nie mogłam ukryć irytacji, choć przyznaję, że Uzumaki wyglądał prześmiesznie rozpłaszczony na stole.
Cerio nic nie powiedział tylko podszedł i zdecydowanym ruchem postawił Naruto na nogi. Zarzucił sobie jego rękę na szyje i powiedział:
- Powiedźcie mi tylko, jak mam trafić do niego.
Hinata szybko wytłumaczyła mu drogę, widać, że trafiłaby tam nawet z zamkniętymi oczami.
- Dobra to idziemy – powiedział Husky prowadząc półprzytomnego przyszłego hokage do domu.
- Uważajcie po drodze – rzuciłam i otrzymałam w zamian jeszcze pogodny uśmiech Vardergadejczyka.
- To co, Hinata my też już pójdziemy.
- Taak. Eee Sakura.
- Słucham?
- Wiesz przepraszam za Naruto – powiedziała patrząc w dół.
- Oj tam daj spokój przecież go znam. To dobry chłopak tylko czasem się za bardzo wczuwa.
Hinata jeszcze bardziej się stremowała i cicho wyjąkała:
- Ale znaczy mi chodziło o to, że chyba zepsuł Ci resztę wieczoru
- He? – Spytałam zdumiona.
- Bo …bo przecież zabrał Ci Cerio do siebie, a ty chciałaś żeby zatrzymał się u ciebie… - dokończyła niemal szeptem.
Poczułam jak oblewam się ognista czerwienią, a potem chyba zaczęłam się śmiać, bo dopiero teraz do mnie dotarło, jak dwuznaczna wydała się moja niewinna propozycja…
Otulona w ręcznik wyszłam z łazienki. Drewniana podłoga skrzypiała pod moimi krokami dziwnie uspokajająco. Usiadłam na łóżku. Ciepłą jeszcze woda ściekała strużką z moich mokrych włosów na plecy. Nie sądziłam, że to jedno spotkanie i to osoby, której nie widziałam tylko 3 tygodnie będzie mieć na mnie taki wpływ. Kiedy zamykałam oczy widziałam jego pogodną twarz, kiedy wciągałam powietrze czułam znów zapach lasów przez które ciągnęła nas babcia Mila za truflami do jej sekretnego przepisu. Słyszałam jego śmiech, gdy znów droczył się z Tsubaki. To wszystko było tak bliskie i tak realne, że czułam ze jak wyciągnę rękę to będę mogła go dotknąć. Zadrżałam i nagle naszło mnie to przeczucie, błyskawicznie uskoczyłam w bok i chwyciłam kunai wystającego z kabury.
Przez jedna tylko krótką chwilę w szybie mojego okna ukazała się para złotych, wilczych oczu…
