Rozdział 7
Snape spokojnie rozmawiał z Malfoy'em o ostatnich wydarzeniach na giełdzie, gdy cała okolica usłyszała przeraźliwy wrzask Voldemort'a.
- NIIIIIIIEEEEEEEEE!
Wszyscy obecni w kuchni, jak i w budynku, zerwali się i pobiegli w stronę gabinetu Mrocznego.
Ktoś z rozpędu wyważył drzwi i gdy tłum zatrzymał się nagle gwałtownie Snape omal nie wpadł na biegnącego przed nim Avery'ego.
Mistrz Eliksirów spojrzał, ponad ramieniem kolegi i zauważył siedzącą na fotelu tuż przy biurku Komugi, która pomimo położonych po sobie uszu (zdecydowanie nie podobał jej się głośne krzyk i niespodziewane tłumy) trzymała coś w pyszczku. Drugi kawałek tego czegoś leżał pod jej łapkami.
Akurat tą chwilę Voldemort wybrał by sięgnąć po to coś. Stojący w progu czarodzieje usłyszeli głośny warkot i ujrzeli jak mały królik z prędkością błyskawicy rzucił się na wyciągniętą w jego kierunku rękę.
Voldemort z kolejnym krzykiem, tym razem bólu cofnął zakrwawioną rękę.
Ktoś głośno przełknął ślinę i Czarny Pan dopiero wówczas zorientował się że ma towarzystwo.
- Snape! - warknął. - Zabierz jej to!
Severus podszedł spokojnie chowając swoją różdżkę.
Komugi jak gdyby nigdy nic ponownie żuła kawałek patyka, który czarodziej rozpoznał jako różdżkę Voldemort'a. A raczej to co z niej zostało.
- Komugi - odezwał się cicho. - Oddaj!
Ku zaskoczeniu wszystkich i samego Snape w szczególności, zwierz wypuścił z pyszczka pogryziony kawałek i zbliżył się do czarodzieja. Mistrz Eliksirów wyciągnął z kieszeni kilka jagód goji i podał królikowi, który rzucił się na nie żarłocznie.
- Dobry królik - mruknął zabierając pozostałości różdżki.
- Snape! - Voldemort patrzył na swoją własność wściekły. - Zabij to coś!
- Hello Voldi! - nieznany kobiecy głos sprawił, iż obecni w pomieszczeniu czarodzieje odwrócili się gwałtownie. - Jak tam moje maleństwo?
W progu pomieszczenia, tuż za nimi co by nie było, jak gdyby nigdy nic stała uśmiechnięta młoda kobieta. Ubrana była w czarne spodnie, które Snape wiedział że w świecie mugoli są nazywane bojówkami i czarną koszulę z wizerunkiem diabła i napisem „God is busy. May I help you?". Miała krótkie ciemne włosy i gdyby nie oczy Snape powiedziałby, że znalazła się w złym miejscu o jeszcze gorszym czasie. Ale w tych szarych oczach było coś dziwnego.
Nie, nie były zimne jak u Voldemort'a... Po prostu nie pasowały mu do radośnie uśmiechniętej osoby, która przyszła po swojego zwierza... Jakby wiedziały coś lub o czymś...
Snape spojrzał na czerwonego na twarzy Voldemort'a.
Nie, on tego nie widział – Snape spojrzał ponownie na kobietę – jest zbyt wkurzony na królika. Gdyby tylko wiedział ile zniszczeń to małe stworzenie dokonało u mnie w ciągu pięciu dni to może by wyluzował.
- Maleństwo? - Voldemort syknął.
- Yup - kobieta nie przejmując się wycelowanymi w nią różdżkami weszła w głąb pomieszczenia.
Snape spojrzał w dół na królika zauważając jak zmienił pozycję i przekrzywił śmiesznie łepek. Czyżby nasłuchiwała?
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować Komugi wyskoczyła z fotela i wylądowała wprost w objęciach kobiety.
- Oooo! Moje kochane króliki! Tęskniłaś? - głos kobiety złagodniał gdy spytała zwierza, który zaczął ja namiętnie lizać po twarzy i rękach.
Och, Snape patrzył zaskoczony.
- Ten potwór jest twój? - Voldemort zasyczał gniewnie, a żądza mordu w jego oczach wystraszyła by każdego.
- Tam zaraz potwór - kobieta spojrzała mu w oczy nie przejmując się nim ani trochę i delikatnie głaszcząc malucha. - Mała z niej bestyjka, to się zgodzę. Potrafi czasem narozrabiać, ale to jeszcze dziecko, więc należy jej to wybaczyć. Ale za to jaki cudowny królik bojowy z niej będzie jak dorośnie! Dzięki za opiekę. Zostałabym na pogaduchach, ale musimy brykać. Czeka nas sporo roboty. Prawda słoneczko?
Pocałowała królika w łepek, a zwierz z wyraźną radością umościł się w jej ramionach.
- Roboty? - czarodziej patrzył na nią gniewnie.
- No wiesz - spojrzała na niego unosząc lekko brwi, jakby zdziwiona że pyta. - Trzeba sprawdzić co moje chłopaki podczas mojej nieobecności narozrabiały. I czy szef nie ma nowych zadań dla moich legionów. Pewnie znowu trzeba będzie ekipę zebrać na mecz piłkarski z tymi z góry. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak aniołki oszukują podczas takich towarzyskich spotkań. To jeszcze raz dzięki za pomoc, a gdy nadejdzie twój czas wstawię się za tobą u szefa.
Kobieta już chciała odejść, gdy Komugi niespodziewanie poruszyła się i wyskoczyła z jej objęć wprost na Snape'a, który złapał ją automatycznie.
Szare oczy utkwiły badawczo w czarodzieju.
- Ach, więc to tak - mruknęła cicho, po czym uśmiechając się podeszła do mężczyzny by przejąć Komugi. - Jak pańska godność, jeśli można poznać?
Severus poczuł się lekko zakłopotany. Nie bardzo jednak wiedział czy zachowaniem królika, czy zainteresowaniem kobiety, czy też oczami które zdawały się czytać w jego duszy.
- Severus Snape - odparł po chwili wyciągając w jej stronę ręce z małym białym i puchatym, które zawzięcie wpychało swój nosek w jego ręce.
- Miło mi - kobieta pogłaskała królika zanim ponownie wzięła ją na ręce. - Wygląda na to, że to panu powinnam podziękować za opiekę nad moim szczęściem. My się jeszcze spotkamy.
- Komugi lubi jagody goji - Severus powiedział pośpiesznie wbrew sobie. Jeszcze ktoś pomyśli, że mnie obchodzi lub że polubiłem to małe paskudztwo.
- I to jak - kobieta puściła do niego oko. - Rękę gotowa odgryźć by się do nich dorwać. Zuch dziewczynka.
Po czym zniknęła tak nagle i niespodziewanie jak się pojawiła.
Teleportacja? Snape mrugnął zaskoczony. I kto to u diabła był?
- Snape! Kto to u diabła był i jak się tu dostał? - Voldemort gdyby mógł to by wyszedł z siebie i stanął obok.
- Żebym tylko wiedział – Snape spojrzał na niego zamyślony. - Ilu czarodziejów może się tu pojawić bez mrocznego znaku?
Voldemort zamrugał i cofnął się o krok. O w mordę! - pomyślał, jednocześnie zastanawiając się jak odzyskać kontrolę nad swoimi ludźmi.
Epilog
Kane uśmiechnęła się lekko widząc zbliżającą się postać.
- Yo Belzy, miałeś rację. Co prawda to nie Voldemort się zajął moim maleństwem, a jeden z jego podwładnych, ale grunt że Mała jest szczęśliwa.
Książę piekieł patrzył na małe, białe z rozwagą, które wierciło się w ramionach Kane.
- Nadal nie wiem co ty widzisz w tych puchatych stworach, ale cieszę się że ktoś się nią zajął. Jakby tu została to pewnie by zdemolowała kilka kręgów piekielnych, a tak tylko różdżkę zjadła mało liczącego się czarodzieja. Z resztą to coś nawet na miano czarodzieja nie zasługuje... dziecko go bije!
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Ach, widzę że ktoś ci wpadł w oko – Belzebub znał ten uśmiech władcy dziesiątego kręgu piekielnego. Nie wróżył on niczego dobrego. Na całe szczęście dla innych.
- Aha, znalazłam kogoś na doradcę.
- I sądzisz że gdy nadejdzie czas przyjmie twoją ofertę?
Kane klęknęła i wypuściła na łąkę Komugi, która radośnie rzuciła się by ganiać wszystko co się rusza i na drzewa ucieka.
O tak, będzie z niej doskonały królik bojowy.
- Przecież sam mówiłeś, że jeszcze nie znalazł się taki, który by odmówił.
Roześmiali się oboje patrząc jak Komugi przewróciła jednego z pomniejszych diabłów, by radośnie na niego nasikać.
