Nadszedł poniedziałek, a bracia Weasley truchleli coraz bardziej. Nie mieli najmniejszej ochoty ponownie zadzierać z Harrym, dlatego tym razem wybrali herbatę, której działanie nie powinno być zbyt ośmieszające ani upokarzające.

Gdy Harry zszedł do pokoju wspólnego, nie mógł się powstrzymać od uśmiechu na widok min Freda i George'a. Wygląda na to, że dałem im popalić, pomyślał z satysfakcją. Bez wahania wypił kolejną herbatkę – jasnozielony, przezroczysty płyn.

- Smakuje arbuzem – stwierdził. Przeciągnął się leniwie i podszedł do okna, wyglądając na zewnątrz.

- Czy ja jestem w zamku? - spytał z niedowierzaniem, przyciskając twarz do szyby.

- No... tak.

- Ale ekstra! - ucieszył się Gryfon, wyrzucając w geście radości pięść w górę.

W tym momencie do pokoju wspólnego wszedł Colin Creevey. Na jego widok Harry niemal rzucił się na niego.

- Czy to Polaroid?

- Tak – odparł Colin, lekko zdziwiony zachowaniem kolegi.

- Mógłbym go od ciebie pożyczyć?

- Pożyczyć? Ależ oczywiście, proszę bardzo! - rozpromieniony Colin zdjął aparat z szyi i podał go Harry'emu.

- Dzięki! - chłopak ruszył pędem w kierunku portretu Grubej Damy, a bliźniacy za nim. Harry zatrzymał się przy wyjściu z wieży i wybałuszył oczy.

- Jejku, gadające portrety! - wykrzyknął. - Pani mówi!

- A co, mam miauczeć? Oczywiście, że mówię! - odpaliła urażona Gruba Dama.

- Chłopaki, wyście to widzieli? Gadający obraz! - Harry uśmiechał się szeroko do bliźniaków. Wybiegł pędem z pokoju wspólnego, jak szalony pstrykając zdjęcia wszystkiego, co znajdowało się wokół niego. Na końcu korytarza czekało go kolejne zaskoczenie.

- Ruszające się schody! - uszczęśliwiony Harry zaczął wymachiwać rękami, imitując ich poziomy ruch. Fred i George wymienili porozumiewawcze spojrzenia, robiąc notatki. Harry wskoczył na schody i zaczął po nich biegać, dopóki jeden ze schodków nie zniknął mu nagle z oczu.

- Ale ekstra! Chłopaki, to byłby świetny dowcip, wpuścić kogoś na te schody i patrzeć, jak mu się nagle noga zapada!

Nowa atrakcja szybko się znudziła. Zmęczony bieganiem Harry wrócił na korytarz i nadział się wprost na Irytka.

- Jesteś duchem? - zapytał z niedowierzaniem.

- No a czym? - obraził się Irytek. Po chwili dodał: - No, tak jakby duchem. Wszyscy mówią, że jestem poltergeistem.

- Nie wierzę! - zaczął go podpuszczać Harry. - Udowodnij!

Irytek uśmiechnął się drwiąco i jednym ruchem przezroczystej ręki przebił nią Harry'ego na wylot, jakby chciał mu wyrwać serce.

- No i co, niedowiarku?

- O ja cię kręcę! - wrzasnął Harry. - Ale z ciebie ekstra gość!

- Ja? A, ja! No jasne, że ja! Ekstra jestem gość! - uradował się Irytek.

- Ekstra to mało powiedziane! Jesteś najbardziej zajefajnym duchem, jakiego w życiu spotkałem! Chciałbym być taki super, jak ty – wyznał Harry i pognał korytarzem wprost w ramiona kolejnej przygody, nieświadom, że właśnie podbił serce Irytka i zyskał w nim dozgonnego przyjaciela. Zatrzymał się na moment przy poruszających się zbrojach. Kolejna atrakcja!

- Rany, co za wspaniałe miejsce – sapnął z zachwytem. - Czuję się, jak Alicja w Krainie Czarów!

- Bo w niej jesteś. A dokładnie znajdujesz się w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart – uściślili bliźniacy.

- No co wy? To magia naprawdę istnieje? - w oczach Harry'ego malowała się iście dziecięca radość.

- Istnieje, istnieje.

- Kurka wodna! - Harry chwycił aparat, szalejąc przy zbrojach niczym rasowy paparazzo. Teraz był już niemal w amoku. Gdy doszedł do drzwi wyjściowych i wyjrzał przez nie, zobaczył coś, czego wcześniej w życiu nie widział. Ludzie na miotłach! Przyglądał się im w niemym zachwycie, póki grupka ubranych na zielono chłopców nie wylądowała.

- O mój Boże! - Harry podbiegł do Malfoya. - Ty latałeś! Naprawdę latałeś!

Arystokratyczna brew uniosła się w wyrazie ironii.

- Owszem, Potter, latałem. To dość powszechny zwyczaj podczas treningów Quidditcha – zaszydził Draco. - Niektórzy nas rodzą się z pewnymi umiejętnościami, podczas, gdy inni zmuszeni są oszukiwać, aby dostać się do drużyny.

Aluzja spłynęła po Harrym jak woda po kaczce.

- Latałeś na miotle! - powtórzył.

- Jak każdy czarodziej. - Draco spojrzał na Harry'ego jak na idiotę.

- To ty jesteś czarodziejem?

- A co? Coś ci się nie podoba? - Draco sięgnął po różdżkę.

- Cudownie! - rozemocjonowany Harry wcisnął George'owi aparat do ręki. - Zrób nam razem zdjęcie!

Draco był w takim szoku, że nawet nie zareagował, gdy Harry Potter chwycił go za rękę i przyciągnął do siebie. Flesz aparatu błysnął dwa razy, a dziwne, przyjemne ciepło zniknęło, gdy Harry rzucił się oglądać zdjęcia. Mimo protestów bliźniaków, że będą potrzebować ich do dokumentacji, Harry zabrał obie fotografie i wręczył jedną Draconowi.

- Dzięki! - powiedział z uczuciem i udał się na śniadanie, nie odrywając oczu od trzymanego w dłoniach zdjęcia.

Ale gratka! Nikt nie uwierzy, dopóki tego nie zobaczy.

On i prawdziwy czarodziej na wspólnej fotografii – najlepsza pamiątka z wycieczki!