John przez resztę dnia postanowił unikać zarówno Allison, jak i Cameron. Mówiąc prościej, po prostu postanowił uciec. Nie poszedł ani na uczelnię, ani do pracy. Zadzwonił mówiąc, że jest chory. Musiał w spokoju przemyśleć sobie wszystko i jakoś to poukładać w głowie. Przede wszystkim jednak, musiał podjąć jakąś decyzję. Stało się bowiem jasne, że cała ta sytuacja z Cameron i Riley, zaczęła mu się wymykać spod kontroli. Nadal nie był pewien czy Cameron coś (i czy w ogóle cokolwiek) do niego czuje ale wiedział, że musi stawić temu czoła, cokolwiek by to nie było. Najpierw musiał jednak zrozumieć co on czuje i czego dokładnie chce.

Cały dzień włóczył się po mieście, a kiedy w końcu wrócił do domu był już późny wieczór. W kuchni zastał Allison. Cameron nigdzie w pobliżu nie było.

Oczywiście, przecież nie może być tak prosto – westchnął. Allison była kolejną osobą, której musiał stawić czoła. W końcu z nią też chciał sobie wyjaśnić kilka spraw. Sądził jednak, że najpierw porozmawia z Cameron. Jak widać, jednak, musiało być odwrotnie.

Raz kozie śmierć – pomyślał chłopak i pewnym krokiem podszedł do dziewczyny. Był pewien, że Allison nie będzie chciała z nim rozmawiać ale mimo to chciał spróbować. Miał tylko nadzieję, że zdąży coś powiedzieć zanim ta znowu go spoliczkuje, albo gorzej, zaatakuje jakimś przedmiotem. Nic takiego jednak się nie stało. Dziewczyna wyglądała na wyjątkowo spokojną i trochę smutną. Ewidentnie nie zamierzała jednak nigdzie przed Johnem uciekać ani tym bardziej go atakować.

- Allison, posłuchaj… - zaczął chłopak.

- Nie, John – dziewczyna mu przerwała. Jej ton głosu był bardzo opanowany. – To ty posłuchaj, muszę wyjaśnić ci kilka spraw.

- Dobrze się składa, bo ja chcę zrobić dokładnie to samo.


Kilka minut później oboje siedzieli naprzeciw siebie, przy kuchennym stole. Mimo wcześniejszych ustaleń, nikt jednak nic nie mówił.

John sądził, że to Allison zacznie pierwsza (przecież tak miało być). Dziewczyna jednak wbiła wzrok w ziemię i uparcie milczała. Chłopak zdecydował więc, że to on musi przerwać ciszę.

- Jeśli chodzi o dzisiejszy poranek…

- Przepraszam – odezwała się nagle Allison, nadal nie podnosząc wzroku.

John mrugnął raz, a potem drugi. – Ty? Mnie? Ale…

- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam… i ci groziłam Derekiem… i cię uderzyłam. Dwa razy… - dziewczyna kontynuowała niepewnie. Wyglądała na… zawstydzoną?

No nie!

- Nie musisz mnie przepraszać – zapewnił ją John. – W sumie to chyba zasłużyłem… - teraz to on się zawstydził.

Allison w końcu na niego spojrzała. Ewidentnie była zaskoczona jego słowami. - Muszę ci coś wytłumaczyć.

John już chciał jej przerwać i powiedzieć, że wszystko rozumie ale dziewczyna nakazała mu milczenie i kontynuowała. – Wiem, że trochę przesadziłam ale musisz coś zrozumieć. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem trochę nadopiekuńcza w stosunku do Cam ale to dlatego, że chcę ją chronić. Tylko tyle. Ona stara się zgrywać twardzielkę ale tak naprawdę to jest bardzo wrażliwa i nie chciałam, żeby ktoś ją skrzywdził. Zresztą ona też się mną opiekuje – dziewczyna uśmiechnęła się lekko. – Mamy przecież tylko siebie więc o siebie, nawzajem dbamy.

Tylko siebie? – John nigdy nie pytał o rodziców sióstr Young, a one nigdy o nich nie mówiły. Nigdzie nie było tez żadnego ich zdjęcia. Żadna „mama"' czy „tata" też nigdy do nich nie dzwonili. John domyślił się więc, że coś tu jest nie tak. Skoro dziewczyny nie chciały jednak mu o tym powiedzieć, to on nie zamierzał ich naciskać. W końcu sam też nigdy nie mówił o swoim ojcu i o tym co się z nim stało. Dziewczyny wiedziały tylko, że go nie ma. Najwyraźniej to samo dotyczyło ich rodziców. Szczerze mówiąc, John nie chciał się w to zagłębiać. Po minie Allison widać było bowiem, że ewidentnie nie jest to dla niej miły temat.

- Dlatego właśnie – Allison po chwili mówiła dalej - wymyśliłam tę całą „zasadę". Związki ze współlokatorami nigdy nie kończą się dobrze, naprawdę. Zawsze wychodzi z tego jakiś bałagan. Sprawy się komplikują, a na końcu ktoś zostaje zraniony. Chciałam tego uniknąć ale jak widać nie udało mi się… - dziewczyna znowu posmutniała.

- Nigdy nie chciałem zranić Cam – John poczuł, że musi to jasno powiedzieć.

- Wiem. Rozmawiałam z nią i wiem, że to wszystko to jakieś wielkie nieporozumienie. Powiedziała mi, że tak naprawdę to nic nie zrobiłeś.

- Naprawdę? - zdziwił się chłopak.

- Tak. Dlatego postanowiłam cię przeprosić. To przecież to nie twoja wina, że wolisz inną dziewczynę od mojej siostry. W końcu sama cię pchnęłam w jej ramiona, przez tą moją głupią „zasadę". Tak naprawdę więc to wszystko... to moja wina – wyznała dziewczyna i znowu spuściła wzrok.

John poczuł się trochę skołowany. – Zaraz. Jak to? Cam ci powiedziała, że wolę Riley niż ją?

- No... tak… - teraz to Allison poczuła się skołowana.

- Gdzie jest Cameron?! – wykrzyknął John i zerwał się z krzesła. – Muszę z nią natychmiast porozmawiać!

- John ale naprawdę… - Allison też wstała.

- Nie! – chłopak przerwał jej szybko. – Wybacz Allis. Ja cię rozumiem ale ty też musisz mnie zrozumieć. To już jest sprawa pomiędzy mną, a Cam. Naprawdę muszę z nią porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Powiedz mi więc gdzie ona jest, ok?

Kilka minut później dziewczyna już dzwoniła do siostry, aby ta wróciła do domu. Cameron powiedziała, że będzie za dwadzieścia minut. Później Allison szybko zabrała kilka swoich rzeczy i poinformowała Johna, że tą noc spędzi u Derka. Nie chciała przeszkadzać i powiedziała, że nie będzie się już wtrącać. John i Cameron faktycznie muszą wyjaśnić to miedzy sobą. Tylko we dwoje.


To było najdłuższe dwadzieścia minut w życiu Johna. Kiedy Allison wyszła, został sam i jedyne o czym mógł myśleć to to, jak Cameron zareaguje na to co ma jej do powiedzenia. Niestety nie każdy z możliwych scenariuszy był optymistyczny. John coraz bardziej się denerwował.

I wtedy otwarły się drzwi wejściowe.

Stała w nich, oczywiście, Cameron. Była ubrana w swoją ulubioną fioletową kurtkę, a przez ramię miała przewieszoną torbę, z którą chodziła na uczelnię. Jej wyraz twarzy był nieodgadniony.

- Chciałeś ze mną porozmawiać więc jestem – powiedziała spokojnie i zamknęła drzwi. Potem położyła torbę na szafce na buty i zdjęła kurtkę, nieśpiesznie odwieszając ją na wieszak. W ogóle nie wyglądała na zdenerwowaną. – No to słucham – powiedziała patrząc chłopakowi prosto w oczy.

„Ona stara się zgrywać twardzielkę ale tak naprawdę to jest bardzo wrażliwa" – Johnowi przypomniały się nagle słowa Allison. Przyjrzał się Cameron jeszcze raz. Wyprostowana sylwetka, pewne siebie spojrzenie, wyraz twarzy jakby nie specjalnie jej zależało. Cała jej postać zdawała się wręcz krzyczeć: „Jestem cholernie groźna, więc uważaj!"

Chce mnie wystraszyć, chce, żebym się wycofał. Chce się ochronić… – John nagle wszystko pojął. I wtedy jakby wyparowało całe jego zdenerwowanie i cała niepewność związana z tą sytuacją. Wszystko stało się jasne i chłopak już wiedział, że nigdy nie myślał tak sensownie jak w tym momencie.

- Cameron – zaczął bardzo spokojnie – Nic mnie nie łączy z Riley. Nigdy nie powinienem był się w to pakować. Nie chciałem cię skrzywdzić ale wiem, że to zrobiłem. Dlatego cię przepraszam. Wiem, że bylem dupkiem ale nie myślałem… - zawahał się - Nie sądziłem po prostu, że ty możesz… no i jeszcze ta zasada. Chrzanić to! - Nieważne! – wykrzyknął zdeterminowany - Wiesz co? Chodzi o to, że cię po prostu lubię Cameron, bardzo cie lubię i nie mam tu na myśli, że tylko jak przyjaciel czy współlokator… Dlatego chciałbym spróbować... zobaczyć czy by nam coś z tego wyszło… - nagle przestał już być taki pewny. – No chyba, że ty nie chcesz albo mi nie wybaczysz… - przerwał. – Chciałem, po prostu, żebyś wiedziała co czuję – skończył wreszcie.

Cameron przez chwilę nadal stała niewzruszona. John był już przygotowany na najgorsze. Na to, że nie odwzajemniała jego uczuć i nie chciała z nim być. Gorzej. Nie wybaczyła mu.

I wtedy chłopak został popchnięty na ścianę. To go totalnie zaskoczyło ale nie aż tak, jak to co się stało potem.

- Masz szczęście, że też cię lubię – dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a potem go pocałowała. I tym razem to nie był sen. Cameron Young go całowała. Jego, Johna Connora. Mieli rozmawiać, mieli sobie wszystko wyjaśnić, a nie rozmawiali prawie wcale. Wszystko, najwyraźniej, zostało jednak wyjaśnione.

John objął ją jedną ręką w pasie i mocniej przyciągnął do siebie. Nagle był bardzo wdzięczny, że Allison postanowiła zostawić ich samych. Cameron po chwili ich przekręciła tak, że teraz stali na środku korytarza, ona tyłem do drzwi swojej sypialni. Podczas tego manewru ani na chwilę nie przestali się całować. Potem Cameron pociągnęła go za sobą. John stwierdził, że lubił kiedy przejmowała inicjatywę.

Reszta jest już historią.


Tymczasem, na drugim końcu miasta, w barze siedziała Riley. Connor całkiem zapomniał, że był na dziś z nią umówiony…