AN: Na początek, chcę przeprosić za długą przerwę. Nie jest ona wynikiem braku chęci, ale czasu, którego ostatnio mam stanowczo zbyt mało. Pracuję długo, a gdy wracam, nie mam sił na pisanie. Teraz jednak znalazłam chwilkę i jestem zdeterminowana naskrobać następny kawałek. Liczę, że ujdzie w tłoku…
Tak czy inaczej, raz jeszcze SORRY!
Pozdrawiam swoich wiernych Czytelników (wszystkich razem i każdego z osobna!).
Miłego czytania.
Asia
CZĘŚĆ VII
Jak nietrudno było przewidzieć, mały AJ okazał się wielkim hitem wśród personelu SGC, a jego rodzice wprost promienieli dumą, gdy widzieli, jak ich mały chłopczyk bez trudu toruje sobie drogę do serc ich przyjaciół i towarzyszy broni.
Oczywiście, po serii ochów i achów nad Adamem, Jack i Samanta pośpieszyli do izby chorych, by dowiedzieć się nie tylko o zdrowie swego dziecka, ale też stan rannej w misji dr Lam, która podobno właśnie opuściła salę operacyjną i odpoczywała w jednej z izolatek.
Przez cały ten czas towarzyszył im Teal'c, który, jako honorowy wujek, postawił sobie za punkt honoru, by strzec AJ-a przed niebezpieczeństwami tego świata, no i oczywiście, przed nazbyt ciekawskimi gapiami, którzy mogliby zakłócać spokojny sen jego „bratanka/siostrzeńca".
Daniel również wybrał się z nimi, bo po pierwsze „Junior" (nietrudno sobie wyobrazić minę Sam, gdy Jacksonowi „wymsknęła się" ta ksywka), szybko wymościł sobie gniazdko w sercu „wujka", a po drugie, Danny'ego wprost rozpierała ciekawość. W końcu, jak taka kruszynka może być jednocześnie najpotężniejszą istotą ludzką na Ziemi?
Z tego co zawierał przekaz Sigyn, Adam miał najbardziej skomplikowany łańcuch DNA, jaki kiedykolwiek istniał wśród rodzaju homo sapiens, a co za tym idzie, miał do dyspozycji umiejętności, za jakie wielu bez mrugnięcia okiem oddałoby nie tylko życie, ale też duszę. I choć myśl o mocach chłopca była bez wątpienia ekscytująca, to Daniel pamiętał, że takie umiejętności będą kosztować. Gdyby to wyszło na jaw, AJ byłby w ogromnym niebezpieczeństwie i to nie tylko ze strony różnej maści kosmitów, ale co gorsza, ze strony własnych pobratymców.
Jackson nazbyt dobrze pamiętał, do czego doprowadziły ambicja i zachłanność Adriana Conrada, w jakim stanie odnaleźli Sam, gdy ten ją uprowadził. Na samo wspomnienie horroru, jaki przeszła, ogarniały go dreszcze i Danny z pewnością nie chciał podobnego losu dla tego niezwykłego dziecka…
Pół godziny później dr Beckett, która w zastępstwie Carolyn wykonała podstawowe testy medyczne na chłopczyku i reszcie ekipy, ogłosiła z zadowoleniem, że malec, choć ewidentnie genetycznie zaawansowany, wydaje się być w idealnym zdrowiu.
- Nie wykryłam żadnych anomalii, ani symptomów wskazujących na możliwą degenerację Adama. Nie powinna mieć miejsca powtórka wydarzeń z klonem generała, bo cokolwiek zrobili Asgardzi, tym razem udało im się stworzyć trwałą istotę ludzką.
- Może dlatego, że Adam nie jest kopią, a zupełnie nowym człowiekiem?- zasugerowała rozpromieniona Sam.
- Zapewne tak.- przytaknęła lekarka.- Problemem Asgardów było to, że powielali sami siebie. To nie mogło przejść bez echa. Tworząc Adama, wykorzystali świeże DNA, świeże i różnorodne…- dodała.- Dzięki temu maluszek jest zdrowy, cały i przy odrobinie opieki ze trony taty i mamy, wyrośnie na dorodnego mężczyznę.- uśmiechnęła się, podając im dziecko.
- Zamierzamy tego dopilnować, doktorku!- wyszczerzył się dumny O'Neill i jego towarzysze z równym entuzjazmem dołączyli do tego stwierdzenia. Adam był częścią ich dziwacznej rodziny i zamierzali zrobić wszystko, by pozostał w miej na długie, długie lata…
- No dobrze…- powiedziała dr Beckett.- …z mojej strony to już wszystko. Teraz pójdę zajrzeć do Carolyn, a na państwa oczekuje zapewne generał Landry.
- Yup!- przyznał Jack.- Przełożyliśmy zwyczajową odprawę po misji ze względu na okoliczności, ale Hank z pewnością będzie chciał usłyszeć, co zdarzyło się na P-coś tam-coś tam. W końcu, pomijając fakt, że znaleźliśmy tam AJ-a, jego własna córka została ranna podczas tych poszukiwań, a nie sadzę, by Daniel miał czas go wtajemniczyć po ich powrocie…- dorzucił, spoglądając na archeologa.
- To prawda.- zgodził się z nim Jackson.- Gdy tylko generał zobaczył , co się stało, machnął ręką na raport i pobiegł za ekipą medyczną, tak więc, ja również nie miałem jeszcze odprawy. Prawdę powiedziawszy, nie wziąłem nawet prysznica…- dorzucił niepewnie, drapiąc się po głowie.
- No to może najpierw wszyscy się wykąpmy, zanim zaczniemy śmierdzieć jak skunksy, a potem spotkamy się w sali odpraw?- zaproponował generał O'Neill.- Myślę, że Hank się z tym zgodzi.- dodał.
- To dobry pomysł, sir.- uśmiechnęła się Carter, wracając na razie do formalnego nazewnictwa. Póki co, Jackiem był dla niej prywatnie…- Poza tym, przydałoby się ubrać AJ-a w coś lepszego niż te, ummm, ciuszki, że o świeżej pieluszce nie wspomnę!- dodała, wyczuwając nosem zawartość tej, która miał na sobie w tej chwili jej synek. Nie mogła uwierzyć, że w tak krótkim czasie (było nie było, pielęgniarka założyła mu pampersa zaledwie trzydzieści minut wcześniej), Adam mógł wypełnić go czymś tak „aromatycznym".
- Jezu!- Jack również pociągnął nosem.- Czym wy go nakarmiliście?- zapytał, krzywiąc się komicznie. Już zapomniał, jak to jest z brudnymi pieluchami.
- Standardowa mieszanka mleczna dla dzieci w jego wieku, sir.- wtrąciła się sierżant Star, ich etatowa pielęgniarka.
- To znaczy, w jakim?- spytał.- Bo w tym całym zamieszaniu nikt nam nie powiedział, ile, eeee, miesięcy ma nasz syn…- rzucił zaciekawiony.
- Przepraszam generale…- dr Beckett uśmiechnęła się zażenowana.- Wyszło mi z głowy. Nie wiem, jak dawno powołano go do życia…- odparła powoli.-… ale jego rozwój wskazuje, że jest to dziecko miesięczne, góra dwumiesięczne. Na tej podstawie sporządzę dla niego oficjalny akt urodzenia. Rozumiem, że w rubryce rodzice, mam podać nazwisko pułkownik Carter i pańskie, generale?- spytała.
- Dokładnie.- potwierdził szef Homeworld Security.
- A jakie nazwisko podać w rubryce dziecka? Oba, czy jedno?- zapytała jeszcze.
- Carter i ja zdecydowaliśmy, że AJ będzie nosić tylko moje nazwisko. Tak będzie łatwiej i mniej do pisania!- dodał z humorem i wszyscy się roześmieli.
- Z pewnością, sir!- powiedziała lekarka.- Skoro więc jedno, to jedno. Zajmę się tym, jak tylko upewnię się, że u Carolyn wszystko w porządku.
- Doskonale.- padło z ust O'Neilla.- Proszę przekazać dr Lam, jak tylko się obudzi, że wkrótce ją odwiedzimy. W końcu, musi poznać Adama, prawda?- dorzucił.
- Na pewno jej powiem.- zapewniła dr Beckett i opuściła towarzystwo.
- OK. To pod prysznic!- zarządził generał i orszak ruszył do łazienki.
Kiedy dwadzieścia minut później cała piątka (z AJ-em włącznie) pojawiła się w sali odpraw, wyglądała nadzwyczaj świeżo i nareszcie pachniała jak ludzie.
- Miło, że się zjawiliście!- zachichotał Landry.- To dowiem się teraz, co się tam stało?- dorzucił pytanie, jakie pragnęli zadać też Vala i Cameron.
- Mówisz i masz, Hank.- odpowiedział Jack.- Otóż, to było tak…
TBC
