Rozdział siódmy: Złamana


Początkowo Bianca nie mogła rozpoznać twarzy trzeciej ofiary. W pomieszczeniu wieży zegarowej panował ponury półmrok, i Bianca musiała ze wszystkich sił wytężać wzrok, aby cokolwiek dostrzec.

To było chyba jednak zaplanowane. Wkrótce bowiem po tym, jak Bianca weszła na górę i stanęła pewnie na nogach, światło w całym pomieszczeniu włączyło się.

I wtedy Bianca upadła na kolana.

Przed nią, w ogromnym, kulistym pojemniku, znajdował się jej były chłopak, James Lee. Wysoki, przystojny, czarnowłosy i niebieskooki James miał teraz zamknięte powieki, a jego głowa była lekko przechylona w tył. Miał na sobie jedynie małą, lnianą przepaskę zakrywającą jego podbrzusze i fragment ud. Poza tym chłopak nie miał na sobie nic. Jego ręce i nogi rozstawione były szeroko na wzór człowieka Leonarda Da Vinciego.

Bianca wydała z siebie zduszony okrzyk, upadając na kolanami na twardą powierzchnię.

Oczy Bianki zaszły łzami szybciej, niż dziewczyna się spodziewała. W chwilę później płakała ona już rzewnie, w myślach i na głos przeklinając człowieka, który był za to odpowiedzialny.

Ból w jej sercu był wręcz nie do zniesienia. Nieważne, że ostatni raz widziała Jamesa ponad rok temu – wspomnienia ich wspólnych chwil powróciły do niej w jednej sekundzie, nakładając się na siebie, i potęgując ból jeszcze bardziej.

Bianca trzymała kurczowo w zaciśniętej dłoni kawałek swojej bluzki, płacząc mocniej z każdą kolejną chwilą. Ból w jej klatce piersiowej nie ustępował, a ona sama czuła, że jest bliska załamania nerwowego. Nie mogła racjonalnie myśleć – wszystko przesłonił jej makabryczny obraz jej martwego, byłego chłopaka.

- Ty potworze! – wykrzyknęła Bianca najgłośniej, jak tylko zdołała. Powieki miała mocno zaciśnięte, a łzy spływały jej po policzkach. – On był niewinny! To był dobry człowiek!

- Możliwe. – odpowiedział jej głos Oscara. Mężczyzna wydawał się być rozbawiony zachowaniem dziewczyny, co wprowadziło ją w możliwie jeszcze większą furię. – Ale to nie mnie o tym decydować. Miał zostać moją ofiarą. Jedyne, czego był winny, to tego, że ciebie znał.

- On był kiedyś moim chłopakiem! – Bianca niemalże wrzasnęła. Ból objął teraz także jej brzuch. Dziewczyna trzymała się za niego kurczowo, wciąż nie przestając płakać. Pragnęła teraz tylko dwóch rzeczy: końca tego bólu, i śmierci zwyrodnialca, który był jego powodem.

- Kiedyś. – zauważył Oscar. Bianca z wściekłością wyczuła w jego głosie ironię. – Ale już nie jest.

- Był niewinny! – Bianca nadal nie mogła się uspokoić. Wszystkie emocje, jakie tak dobrze skrywała do tej pory, teraz wypłynęły na wierzch. – Nigdy nikomu nic nie zrobił! A ty go zaszlachtowałeś jak świnię!

- Zmieniłem go w dzieło sztuki! – Oscar wyraźnie się zdenerwował słowami Bianki. – Dałem mu dar wieczności; coś, czego niewielu może dostąpić.

- Zaprzepaściłeś jego szansę na lepszą przyszłość! – syknęła Bianca, nagle wstając. Dziewczyna spojrzała się nienawidzącym wzrokiem w przestrzeń nad głośnikiem, gdzie sądziła, że jest ukryta jedna z kamer. – Mógł tak wiele osiągnąć; mógł się spokojnie zestarzeć przy kochającej żonie i dzieciach. A ty tymczasem gwałtem odebrałeś mu to wszystko. To nie jest sztuka. To jest barbarzyństwo. – Oscar zaczął ponownie coś mówić podniesionym głosem, ale Bianca już nie chciała go słuchać. Dziewczyna zasłoniła sobie szczelnie uszy dłońmi, i usiadła na podłodze z podwiniętymi pod siebie kolanami. Trzymała dłonie blisko przy uszach, dopóki przestała słyszeć szum, jaki wydawał z siebie głośnik.

Dopiero wtedy Bianca ponownie podniosła wzrok. Zmusiła się po raz kolejny, aby spojrzeć się na łagodną, niewinną twarz Jamesa, i od razu poczuła, że łzy znów zbierają się w kącikach jej oczu.

Czuła się bardzo osłabiona. Musiała jednak zmusić się do dalszych działań; jeśli nie dla siebie, to dla tych wszystkich ofiar, które Oscar tu zebrał.

Bianca nie wiedziała, ile jeszcze siedziała na tych zimnych deskach – pięć minut, pół godziny, a może i więcej. Nieustające tykanie wielu zegarów dookoła nie poprawiało stanu jej psychiki.

Dziewczyna musiała się w końcu zmusić do podniesienia się z miejsca. Nie mogła tu przecież klęczeć i płakać w wieczność. Oscar w końcu znudziłby się widokiem złamanego ducha walki Bianki, i przyszedłby ją wykończyć.

Bianca nie zamierzała dać mu tej satysfakcji. Nie teraz.

Bianca drżącą ręką wyjęła dwa znalezione wcześniej slajdy, po czym włożyła je do maszyny znajdującej się przed ogromnym, okrągłym „słojem" z zabalsamowanym ciałem Jamesa. Bianca przymykała powieki za każdym razem, gdy chociaż fragment jego bladego ciała pojawiał się w zasięgu jej wzroku.

Oczy Bianki były całe zaszklone. Dziewczyna ledwie widziała, co robi. Mimo tego wzięła się za ułożenie pełnych obrazków z fragmentów slajdów, jakie pojawiły się zaraz potem.

Dzięki tykaniom zegarów Bianca mniej więcej mogła wiedzieć, ile jej to zajęło – prawie pół godziny. W normalnych warunkach skończyłaby to zadanie w ciągu niespełna pięciu minut. W tym przypadku jednak nie mogła tego zrobić szybciej; ręce cały czas jej się trzęsły, łzy spływały po jej policzkach, a oddech miała nierówny i płytki.

Po ułożeniu trzeciego slajdu z fragmentów z boku maszyny otworzył się schowek, w którym Bianca znalazła drugą część złotego poroża.

Nagroda za moją wytrwałość, zadrwiła Bianca w myślach. Nienawidziła Oscara, i nienawidziła tego miejsca. Chciała stąd uciec; teraz, zaraz, choćby musiała zaprzedać duszę nieczystej mocy.

Żadnej takowej mocy nie było tu jednak, i Bianca musiała dokończyć grę Oscara, aby się stąd wydostać. Dlatego też, gdy tylko włożyła do plecaka drugą część poroża, czym prędzej ewakuowała się z wieży, nie patrząc się ani razu na ciało Jamesa.

Dopiero w windzie Bianca wypuściła długo wstrzymywane, pełne, głębokie westchnienie. Modliła się o to, aby kolejne ofiary Oscara, na jakie trafi, nie były już taką traumą dla niej. Nie wiedziała, czy zdoła przeżyć odkrycie kolejnej bliskiej jej osoby martwej w szklanym pojemniku.

W pokoju z trofeami Bianca szybko wyciągnęła ową drugą część poroża, i zamocowała ją na głowie jelenia na drzwiach. Gdy to zrobiła, otworzyły się one z cichym skrzypieniem, wpuszczając do środka odrobinę naturalnego, zimnego światła dnia.

Kolejne zagadki czekają, pomyślała Bianca, wchodząc niepewnym krokiem do środka. Obym tylko miała siłę je rozwiązać.


A/N: Na moim kanale YouTube można już obejrzeć drugi trybut na temat tego fanfiction. Sceny w drugim trybucie odnoszą się do wydarzeń od - mniej więcej - rozdziału 4-5, do rozdziału 7.

Z góry mile widziane konstruktywne komentarze :)