Patrząc w szoku jak drzwi zatrzaskują się zaraz przed ich twarzami, mężczyźni mogli jedynie wymienić ze sobą zmieszane spojrzenia. Stojąca obok nich Momoi tylko pokręciła głową, ocierając łzy spływające po jej policzkach. – N-Naprawdę przepraszam za zachowanie Daiki-chan. On jest… to po prostu… Ki-chan… naprawdę go znaleźliście? On nas… nie zostawił?
Kuroko skinął głową w milczeniu i podszedł do kobiety, żeby ją pocieszyć, podczas gdy Kagami wyprowadził ich z budynku. – Chodź, odprowadzimy cię do domu.
Pochylając głowę, pozwoliła na to, żeby ją odprowadzili.
Kiedy wyszli z budynku, Kagami zerknął na apartament, przed którym stali jeszcze przed chwilą, rozmyślając nad gościnnością z jaką się spotkali. Następnie jego uwaga skupiła się na idącej przed nim dwójce i zastanawiał się czy kobieta miała się na tyle dobrze, żeby odpowiadać na pytania dotyczące tej sprawy. – Uznam to za potwierdzenie faktu, że ty i Kise byliście ze sobą blisko?
Momoi skinęła głową i odpowiedziała mu, próbując powstrzymać drżenie swojego głosu: – Był dla mnie jak brat. Był moim najlepszym przyjacielem.
Zawahał się na moment, nie mogąc znaleźć „delikatnego" sposobu na zadanie drugiego pytania. – Więc… myślałaś, że gdzie był prze cały ten czas?
- Kagami-kun…
- Nie, w porządku, Tetsu-kun. – Pociągnęła nosem. – Myślałam, że… nie, miałam nadzieję, że Ki-chan po prostu uciekł czy coś. To nie dzieje się często, ale czasami słyszy się w wiadomościach o ludziach, którzy zostawiają swoje życie za sobą.
Uniósł brew. – Myślałaś, że Kise porzucił swoje stare życie, żeby gdzieś indziej zacząć nowe? Dlaczego?
Czując się trochę winną, kobieta przyznała: - W-Wiem, że ucieczka nie byłaby w stylu Ki-chan, ale około miesiąc przed swoim zniknięciem, zmagał się z jakimś problemem. Uznałam to za dziwne, ponieważ on nigdy wcześniej nie miał problemów z nadmiarem pracy, ale przez cały czas coś go męczyło i martwiło. Zapytałam go o to, ale obrócił to w żart. W pewnym momencie powiedział mi nawet, że ma ochotę zostawić wszystko za sobą i uciec, więc miałam nadzieję, że tak właśnie zrobił.
Kuroko skrzywił się, chociaż jego głos pozostał łagodny. – Kise-kun nigdy by nie uciekł, bez względu na to co powiedział. Nienawidził rozczarowywać ludzi bardziej niż cokolwiek innego.
Momoi przytaknęła słabo. – Wiem. A przynajmniej część mnie wiedziała, ale chciałam uznać to za prawdę. Dlatego że ucieczka Ki-chan, wciąż byłaby lepszą alternatywą niż… - urwała i machnęła ręką – niż to.
Kiedy przybyli do pobliskiego budynku mieszkalnego, odprowadzili szlochającą kobietę do drzwi. Mimo że Kagami wiedział, iż zostanie później nazwany niedelikatnym, nie chcąc przepuścić okazji, zapytał ją: - Czy mogłabyś powiedzieć Aomine, żeby przyszedł na komisariat jutro rano o 10.00? Wyciągnięcie od niego tego, co wie na temat zaginięcia byłoby dla nas bardzo pomocne. I czy ty też mogłabyś później wpaść? Powiedzmy… około 14.00? To moja wizytówka w razie, gdybyś potrzebowała mnie znaleźć. W każdej chwili możesz do mnie zadzwonić. Wiem, że to będzie pewnie trudne, ale spróbuj się trochę przespać.
- Dziękuję, z pewnością dam mu znać. – Momoi skinęła głową, przyjmując wizytówkę i otworzyła drzwi do swojego mieszkania, zanim odwróciła się do Kuroko z błagającym spojrzeniem. – Tetsu-kun, Dai-chan… Tak bardzo starałam się przekonać go, że Ki-chan wciąż gdzieś tam był przez ten długi czas. Musiał mieć nadzieję na cud bardziej niż ktokolwiek inny.
Kuroko pochylił głowę ze zrozumieniem. – Wiem. Proszę, spróbuj trochę odpocząć, Momoi-san. Chciałabyś, żebyśmy zostali z tobą przez chwilę?
Kobieta pokręciła głową i otarła łzy rękawem. – Dziękuję, Tetsu-kun, ale nic mi nie będzie. Myślę, że potrzebuje trochę czasu w samotności, żeby pozbierać myśli. Dobranoc. Zobaczymy się jutro, Kagami-kun.
Patrząc jak drzwi się zamykają, obaj westchnęli jednocześnie, kierując się w stronę wyjścia. – To zdecydowanie mogło pójść lepiej.
Kuroko przytaknął. – Zgadzam się.
Kagami podrapał się po karku z zakłopotaniem, pytając tak swobodnie jak tylko mógł: - Co myślisz o reakcji Aomine?
Niższy mężczyzna pokręcił głową. – Nie jestem pewny. Zatrzasnął nam drzwi przed twarzą dwie minuty po naszej wizycie.
To oświadczenie nie było czymś, z czym mógłby się kłócić, więc kontynuował. – W porządku. W takim razie co z Momoi?
- Myślę, że to były jej prawdziwe uczucia. Z twojej perspektywy, myślisz pewnie, że patrząc logicznie na to wszystko, każde z nas powinno z łatwością wywnioskować, że Kise-kun prawdopodobnie nie żyje. Ale tak jak powiedział Kasamatsu-senpai, co innego myśleć o tym, a co innego wiedzieć na pewno. I tak jak Momoi-san, przez większość czasu wolałem mieć nadzieję na coś wysoce nieprawdopodobnego, niż uznać najbardziej prawdopodobną i logiczną możliwość.
Wzruszył ramionami. – Nigdy nie mówiłem nic o logice i tak dalej. W każdej sprawie jest coś więcej niż prosta logika, zwłaszcza, jeśli chodzi o śmierć kogoś bliskiego. To znaczy, to naturalne, prawda? Kiedy się o kogoś troszczysz, to naturalne, że masz nadzieję na najlepsze, nawet jeśli to może nie być logiczne czy nawet trochę prawdopodobne.
Skręcając na rogu, Kuroko przyjrzał mu się bystrymi, niebieskimi oczami. – Nadal podejrzewasz Aomine-kun.
To było stwierdzenie, nie pytanie.
Kagami miał ochotę wyrzucić z siebie, że statystyki wskazują na to, iż większość morderstw zostaje popełnionych przez osoby bliskie ofierze, lecz się powstrzymał. – W tym momencie jest podejrzany bez względu na wszystko. Jego reakcja na wieści nie do końca pomogła, ale… - zobaczył jak mężczyzna się wzdryga i zniżył głos – ale nie jestem tu, żeby wyciągać pochopne wnioski. Jestem tu, żeby rozwiązać tę sprawę, opierając się na dowodach i faktach. W każdym przypadku myślę, że będzie miał dużo cennych informacji o Kise. Oboje będą mieli, zakładając, że nie zapomną się jutro pojawić. Nie wątpię w chęci Momoi, ale po dzisiejszym dniu nie jestem pewny co do Aomine. A ty, nadal w niego wierzysz?
Kuroko skinął głową z pewnością. – Tak. Aomine-kun z pewnością się jutro pojawi. Mimo że pewnie się do tego nie przyzna, po tym jak się uspokoi i wszystko dobrze przemyśli, to jemu będzie najbardziej zależało na rozwiązani tej sprawy.
Kagami prychnął, próbując wyobrazić sobie mężczyznę, biorącego tę sprawę albo jego na poważnie. – W tej chwili ciężko mi w to uwierzyć.
- Tak, cóż, myślę, że uwierzysz, kiedy to zobaczysz. A przy okazji, nie wyrażaj się przy nim źle o Kise-kun, to go zdenerwuje. A prawdopodobnie nie powinieneś go za bardzo denerwować. Aomine-kun ma skłonności do nie zastanawiania się nad swoimi czynami, kiedy się rozgniewa.
- Zapamiętam to sobie. Wiesz, wciąż nie mogę uwierzyć, że byłeś pierwszą miłością kogoś takiego jak Momoi.
- A co to miało znaczyć, Kagami-kun? – Mimo że twarz chłopaka pozostała bez wyrazu, w jego głosie można było wyczuć nutkę złości. Ciężko było powiedzieć, czy było to dokuczanie czy groźba.
Kagami pokręcił głową i odwrócił wzrok, wzruszając ramionami. – Nic, nic. Tylko, wiesz? Uhh, wiesz co? Nieważne, to nic ważnego. Zapomnij, że cokolwiek powiedziałem.
- Nie, chciałbym wiedzieć, co to miało znaczyć.
- Powiedziałem, po prostu o tym zapomnij! – Zaczął pchać chłopaka w kierunku dworca. – Chodź, odprowadzę cię do domu, pracujesz jutro, prawda? Nie chciałbyś zaspać i się spóźnić!
Następnego dnia w biurze, Kagami szedł korytarzem w stronę gabinetu, kiedy do jego uszu dobiegł obcy głos, przez który zatrzymał się w drodze. Usłyszał pełen uznania gwizd. – To twoja szefowa? Niezła! Może naprawdę powinienem zostać wtedy gliną, jeśli dzięki temu widziałbym to każdego dnia.
Wtedy Tatsuya odpowiedział mu swobodnym głosem: - Chciałeś być gliną? Naprawdę, Aomine-san?
Aomine? Sprawdził godzinę i zmieszał się faktem, że wyższy mężczyzna przybył na miejsce spotkania ponad półtorej godziny przed czasem i obecnie znajdował się w gabinecie, prowadząc całkowicie normalną i przyjacielską rozmowę z jego partnerem.
- Tak jakby. Gdybym nie został zawodowym graczem, byłbym policjantem. A przynajmniej rozważałem to w liceum. Wiesz, kiedyś. Wątpię, żeby coś mi to dało.
- No cóż, może to i dobrze, że poszedłeś tą ścieżką. W przeciwnym razie nigdy nie pobiłbyś tych wszystkich rekordów. Och, przy okazji, nawet nie myśl o przystawianiu się do szefowej. Z radością wykastrowałaby cię w najbardziej makabryczny sposób jaki możesz sobie wyobrazić.
- Poważnie? Brzmi jak bestia…
Właśnie wtedy zabrzęczał jego telefon. Wyciągnął go z kiszeni i zobaczył wiadomość od Momoi.
„Kagami-san, czy Aomine-kun już przyjechał? Wysłałam mu maila i zostawiłam mu wiadomość, ale on nigdy mi nie odpisuje i nie oddzwania!
„Nie martw się. Już tu jest."
Uświadamiając sobie jak dziwne było to, że stał przed własnym gabinetem, podsłuchując ludzi, którzy byli wewnątrz, Kagami postanowił, że teraz był dobry moment na to, żeby wejść do środka. Przez jego obecność w pokoju natychmiast zapadła cisza. Witając się krótko z Tatsuyą, zerknął na drugiego mężczyznę, próbując mu się przyjrzeć. Mógł stwierdzić, że koszykarz nie zaznał zeszłej nocy zbyt wiele snu. Ale nie wiedział czy wiązało się to z jego towarzyszką czy wiadomościami o śmierci Kise. Jednakże nie było żadnych oznak, które wskazywałyby na to, że płakał.
Aomine ściągnął usta i również spojrzał na niego w milczeniu. Wyglądał, jakby właśnie wrócił z sali gimnastycznej czy boiska, ponieważ miał na sobie krótkie spodenki i zwykły t-shirt. Po długiej i niezręcznej chwili, Kagami podrapał się po karku z westchnięciem i zaprowadził swojego gościa do pokoju przesłuchań. – Chodź, miejmy to już za sobą. Nie doszukuj się niczego w tym pomieszczeniu. To głównie przez wzgląd na prywatność.
Czerwone oczy patrzyły jak Aomine bez słowa zajmuje miejsce i wpatruje się w biurko ze znudzonym wyrazem twarzy.
- Hmm? Więc masz zamiar siedzieć tu tylko i się nie odzywać? To naprawdę nie pomoże w tej sytuacji, wiesz?
Wciąż brak odpowiedzi.
Jezu, zachowuje się jak obrażony nastolatek…
- …nie wyrażaj się przy nim źle o Kise-kun, to go zdenerwuje. A prawdopodobnie nie powinieneś go za bardzo denerwować. Aomine-kun ma skłonności do nie zastanawiania się nad swoimi czynami, kiedy się rozgniewa.
Dziękuję, Kuroko. Chyba posłucham twojej niejasnej i zwodniczej rady.
Po kolejnej minucie ciszy, Kagami postanowił przejść do drugiego planu, jako że mężczyzna wyraźnie nie zamierzał z nim współpracować. Oparł głowę na wewnętrznej części swojej dłoni, otworzył usta i wypowiedział pojedyncze słowo. - …Aominecchi.
Efekt był natychmiastowy i nawet lepszy niż się spodziewał. Zawodowiec gwałtownie wciągnął powietrze, a granatowe oczy od razu na niego spojrzały. Najpierw szeroko otwarte w szoku, a następnie zmrużone w gniewie. – Nie nazywaj mnie tak – wymamrotał cicho Aomine, prawie z groźbą w głosie.
Kagami posłał mu protekcjonalny uśmieszek. – Och? Uderzyłem w czuły punkt? Właśnie tak nazywał cię Kise, prawda? Powiedziano mi, że lubił dodawać „cchi" do nazwisk ludzi. Prawdę mówiąc, to brzmi całkiem uroczo. Nie uważasz, Aominecchi?
Wyższy mężczyzna ściągnął brwi i uderzył dłońmi w stół, ale wtedy się powstrzymał. – I co z tego, że mnie tak nazywał? To nie daje ci prawa do zwracania się do mnie tak poufale.
Cóż, zdecydowanie uderzył w czuły punkt. Kagami zastanawiał się czy powinien być zadowolony z tego, że wkurzanie mężczyzny przychodziło mu tak naturalnie. – W takim razie nazywanie cię w ten sposób było przywilejem zarezerwowanym wyłącznie dla Kise? Jakie to ma w ogóle znaczenie? Był dla ciebie kimś wyjątkowym czy co? Mogłeś mnie oszukać twoją reakcją zeszłej nocy i tak dalej.
- Kogo obchodzi dlaczego tak jest? Wkurwia mnie, kiedy mnie tak nazywasz, to wszystko! Ugh, przez ciebie dostałem gęsiej skórki. To obrzydliwe.
Darował mu tę zniewagę, aczkolwiek niechętnie. Na razie był po prostu szczęśliwy, że wyrwał go z milczenia. – Ale nie było obrzydliwe, kiedy Kise cię tak nazywał. Więc kręcą cię faceci? Nigdy bym na to nie wpadł, biorąc pod uwagę twojego wczorajszego „gościa".
Oczy Aomine zapłonęły na dźwięk jego kpiącego tonu i chłopak postanowił podjąć wyzwanie. - Och? Jesteś zainteresowany? Zaciągnąłeś mnie do tego pokoju, żebym cię pieprzył czy coś? Chyba nie miałbym nic przeciwko temu.
Poirytowany tym wyzwaniem i drwiącym tonem wyższego mężczyzny, Kagami uniósł brew, wymuszając na sobie szeroki uśmiech. – Hmm? Czy to była propozycja? Brzmisz na strasznie doświadczonego. Ale jeśli już, to ja bym pieprzył ciebie. – Wypowiadając te słowa, musiał świadomie powstrzymywać gęsią skórkę, która groziła pojawieniem się na jego rękach.
- Chciałbym zobaczyć jak próbujesz, detektywie! Przelecę cię na tym stole! Mam nadzieję, że masz lubrykant, ty zboczony gliniarzu, bo inaczej nie będziesz mógł stać przez tydzień – ogłosił śmiało Aomine, chociaż włosy na rękach stanęły mu dęba.
Ich wulgarne przekomarzanie się trwało dalej, dopóki na twarzy Kagamiego nie pojawił się grymas niezadowolenia. – Dobra, więc to zróbmy!
Gęsia skórka.
- No! Zróbmy to! Tu i teraz!
Więcej gęsiej skórki.
Obaj spojrzeli na siebie z wściekłością, aż w końcu nie mogli się powstrzymać, żeby nie zadrżeć z obrzydzenia i odwrócili się. Detektyw potarł się po ramionach, próbując złagodzić gęsią skórkę na swojej skórze. – Ugh… to było zbyt obrzydliwe…
Aomine spojrzał na niego, równie zniechęcony. - Nie mogę uwierzyć, że właśnie się do mnie przystawiałeś.
Skrzywił się, słysząc to oskarżenie. – Co? To ty to zacząłeś!
Wyższy mężczyzna natychmiast zaprotestował: - O czym ty mówisz? Nawet nie kręcą mnie faceci. Potrzebuję piersi. Piersi! Im większe, tym lepsze!
- W takim razie co z Kise?
Na to mężczyzna szybko odwrócił wzrok i mruknął coś pod nosem. Kagami skrzywił się z irytacją, mając nadzieję, że nie będzie znów milczał.
Nie chcąc dać zawodnikowi okazji do ucieczki za barierę milczenia, westchnął głośno i odezwał się nonszalancko: - Wiesz, że rozmawiałem wcześniej z Haizakim i powiedział, że uprawialiście ze sobą seks? To dlatego nie chcesz ze mną o nim rozmawiać? Jeśli tak, to może naprawdę nie posiadasz na jego temat żadnych przydatnych informacji. Czy jesteś tym po prostu zażenowany? – Wzruszył ramionami. – Nie przejmowałbym się tym. Z tego co mówił Haizaki, Kise brzmiał na osobę, do której można było pójść się zabawić. Kto może cię naprawdę winić za to, że sobie na to pozwoliłeś? To znaczy, model? Kto mógłby się oprzeć, co nie?
Kagami w duchu przeprosił blondyna za zniesławienie. Ale jednocześnie według członków Pokolenia Cudów, których poznał, „zabawić" normalnie oznaczało „doprowadzić Kise do płaczu", co regularnie robili, więc to niekoniecznie było całkowite kłamstwo.
Tym razem Aomine wstał i krzyknął ze złością, nie mogąc powstrzymać swojego temperamentu. – Odszczekaj to wszystko! Ten skurwysyn Haizaki to kawał gówna, który nic nie wie o Kise! Kise taki nie jest!
Zauważywszy, że użył czasu teraźniejszego, Kagami uniósł brew i prychnął z niedowierzaniem. – Opiekuńczy, co? Ale jak możesz być tego taki pewny? Twierdzisz, że znasz Kise lepiej niż Haizaki?
Aomine piorunował go teraz wzrokiem, odpowiadając agresywnie: - Oczywiście, że tak! Znam go lepiej niż ktokolwiek inny!
- Jak?
- Dlatego, że Kise jest mój! Nigdy nie śpi z nikim poza mną i nie byliśmy przyjaciółmi dla czerpania z tego korzyści ani nic z tych rzeczy!
- Wydawało mi się, że powiedziałeś, że nie kręcą cię faceci?
- Kise jest inny! Był tylko on! Zawsze był tylko on! – warknął Aomine.
Nastała długa cisza. Teraz robili postęp, pomyślał z pewną satysfakcją.
Dając mu chwilę, żeby się uspokoił i uświadomił sobie, że właśnie został wrobiony, żeby przerwać jego milczenie, Kagami patrzył jak zawodowiec z powrotem siada, patrząc na niego groźnie. – Ty sukinsynie…
Po przełamaniu pierwszych lodów i porzuceniu wrogości, Kagami wzruszył ramionami. – Jasne, dlaczego nie? Nie mam nic przeciwko temu, żebyś mnie tak nazywał. To naprawdę mi nie przeszkadza. Ale co ważniejsze, teraz, kiedy w końcu znów się odzywasz, porozmawiajmy o twojej relacji z Kise.
- Tu nie ma nic do powiedzenia - brzmiała uparta odpowiedź.
Odchylając się na krześle i krzyżując ramiona, Kagami uniósł sceptycznie brew na to oświadczenie. – Och, powiedziałbym, że jest bardzo dużo do powiedzenia. Na przykład to, że nie byliście tylko przelotnymi kochankami? Albo to, że Kise był „twój" i nigdy nie spał z nikim innym? Chciałbyś to jakoś rozwinąć?
Aomine ściągnął brwi. – Dokładnie to miałem na myśli. On jest mój… albo raczej – urwał niezdarnie, wyraźnie nie przyzwyczajony do mówienia o blondynie w czasie przeszłym - …był.
- Więc spotykaliście się wyłącznie ze sobą?
Koszykarz wyglądał, jakby czuł się niekomfortowo w związku z tematem. Podrapał się po karku z lekkim zakłopotaniem i wymamrotał. – Tak, jasne. Chyba można to tak nazwać.
- Kiedy zaczął się wasz związek?
- Jakie to ma znaczenie?
Kagami westchnął, czując się, jakby rozmawiał z dzieckiem. – To ważne, ponieważ wasz związek i ci, którzy o nim wiedzieli mogą być jakoś powiązani z tą sprawą.
Aomine spojrzał na niego z szokiem i niedowierzaniem. – Co? Mówisz, że Kise zginął przeze mnie? Przez to, że byliśmy razem?
Pokręcił głową. – Niekoniecznie, ale jest to możliwość, którą muszę zbadać. Więc zacznijmy jeszcze raz. Jak i kiedy poznałeś Kise?
Aomine westchnął, przebiegając dłonią po włosach. – Przypuszczam, że nie mam innego wyjścia, jak tylko opowiedzieć ci o tym, prawda? To było w drugiej klasie gimnazjum w Teikou. W tamtym czasie Kise dostał już pracę modela. Jego rodzina nie była zbyt zamożna. Oboje jego rodzice pracowali, a jemu ledwo starczało na lunch, więc jedna z jego sióstr zaproponowała, żeby znalazł sobie pracę dorywczą, żeby miał pieniądze na coś więcej. Dzięki tej pracy w szkole dużo się mówiło o dzieciaku, który był we wszystkim dobry. Ja chyba też byłem nim zaciekawiony, tak jak wszyscy inni, ale nie na tyle, żeby zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby go znaleźć. Nie żebym musiał, i tak poznałem go tamtego dnia…
Biegnąc za piłką do kosza, która gdzieś poleciała, usłyszał krzyk i pobiegł w stronę jego źródła. Najwyraźniej ktoś znalazł piłkę przed nim. – Sorry, sorry, to był wypadek! – Kiedy zauważył burzę złotych włosów i postać trzymającą się za głowę, roześmiał się cicho w duchu. - Przepraszam za to. Wszystko w porządku?
- Ał… Nic mi nie jest… - wymamrotał blondyn, zanim podniósł się i podał mu piłkę.
Aomine uniósł brew, kiedy rozpoznał kto to był. – No proszę, czy to nie ten bardzo znany i popularny Kise-kun? – Chłopak patrzył na niego, jakby spodziewał się, że powie coś jeszcze. Ale on tylko wzruszył ramionami, wciąż skupiony przede wszystkim na meczu, który opuścił. – Dzięki, na razie!
Szybko wrócił na salę gimnastyczną, gdzie kontynuował mecz, który z łatwością wygrał. Wtedy wyczuł czyjąś obecność przy wejściu i odwrócił się, żeby spojrzeć na stojącego tam blondyna. – Hmm? Nadal czegoś potrzebujesz?
Blondyn zawahał się nietypowo, a przynajmniej tak mu się wydawało na podstawie ich wcześniejszego spotkania. – Czy… czy mógłbym dołączyć do klubu koszykówki?
Aomine zamrugał. – Nie spodziewałem się tego, ale tak, chyba. Nie widzę powodu, dla którego byś nie mógł. Lubisz koszykówkę?
Blondyn rozpromienił się i uśmiechnął się szeroko. – Mam przeczucie, że ją pokocham!
Na widok jego entuzjazmu mógł tylko odwzajemnić uśmiech. – Świetnie! W takim razie idealnie tu pasujesz! Jestem Aomine Daiki.
- Kise Ryouta. Ale to chyba już wiesz. Więc… Aominecchi. (- Huh? Aominecchi? Co to w ogóle za przezwisko?) Jeśli zostanę regularnym, zagrasz ze mną jeden na jednego?
Śmiejąc się z zapału chłopaka, Aomine pokręcił głową. – Nie tak szybko. Słyszałem, że jesteś dobrym sportowcem i tak dalej, ale klub koszykówki jest o wiele bardziej wymagający niż reszta, więc przygotuj się na to. Ale jeśli, i tylko jeśli, zostaniesz regularnym, obiecuję, że zagram z tobą jeden na jednego, okej?
Kise pokiwał głową z entuzjazmem. – Tak! Będę ciężko pracował i błyskawicznie nim zostanę! Nie zapomnij o swojej obietnicy, dobrze, Aominecchi? – Drugoklasista pomachał i zniknął za rogiem.
- Poważnie, skąd mu się wzięło to „Aominecchi"?
Wtedy niespodziewanie odezwał się za nim głos: - Wygląda na to, że masz nowego wielbiciela, Aomine-kun.
Podskoczył i gwałtownie się odwrócił. – Tetsu! Nie skradaj się tak! Skąd się tu wziąłeś?
- Ale ja stoję tu już od jakiegoś czasu…
Kilka tygodni później Kise wyzwał Haizakiego na mecz i przegrał. Wywnioskował, że widocznie było na to jeszcze za wcześnie, ale co się stało to się nie odstanie. Patrząc w ciszy jak srebrnowłosy chłopak wychodzi ze swoją nowo skradzioną dziewczyną, Aomine podszedł do blondyna i ukucnął przy nim. – Jezu, ty… naprawdę, po co ten pośpiech? Takie wyzwanie Haizakiego, kiedy jeszcze nie jesteś gotowy…
Blondyn spojrzał na niego ze łzami w oczach. – J-Ja tylko chciałem szybciej zagrać z wami i Kurokocchim! A ty obiecałeś mi, że zagrasz przeciwko mnie, kiedy zostanę regularnym!
Gdy popatrzył na twarze swoich kolegów z drużyny, atmosfera nagle się zmieniła. "Wygląda na to, że obudził w sobie sadystę…" Jednak musiał przyznać, że w zapłakanej twarzy modela było coś niesamowicie pociągającego. „Chyba dzięki temu jest modelem. Normalni ludzie nie powinni być w stanie wyglądać tak dobrze, kiedy płaczą."
Aomine z zakłopotaniem podrapał się po karku. – Tak, ale nie możesz tego przyspieszyć. Powiedziałeś, że chcesz z nami zagrać, prawda? Jeśli nie potrafisz nawet pokonać Haizakiego, to jak w takim razie chcesz pokonać mnie? Nie możesz się tak po prostu poddać, co nie? Pośpiesz się i poćwicz jeszcze trochę, a kiedy zostaniesz już początkującym zawodnikiem, zagram przeciwko tobie na poważnie, okej?
Z oczu modela popłynęło jeszcze więcej łez i przytulił mocno wyższego chłopaka. – Aominecchi, jesteś dla mnie taki miły!
- O-Oi, nie płacz! Tetsu, chodź mi pomóc! Zamiast stać tam tylko i patrzeć! Te kciuki w górze też nie pomagają!
Na wspomnienie drugiego chłopaka, Kise poszedł wyściskać Kuroko, który szedł już w ich stronę, żeby pomóc Aomine. – Kurokocchi! Obiecuję, że będę ciężko pracował i zdobędę tę pozycję! A wtedy zagramy wszyscy razem!
- Kise-kun, jesteś spocony i to trochę obrzydliwe. Czy mógłbyś mnie proszę puścić?
- To takie okrutne!
Aomine odchylił się na krześle i spojrzał w sufit, jakby wspominał przeszłość. – Kilka tygodni później zgodnie z oczekiwaniami został regularnym. A parę tygodni po tym usłyszałem od niego słowa…
- Aominecchi, lubię cię…
