Karol wstał jako pierwszy, postanowił że dzisiaj założy swój mundur, być może ostatni raz. Wyją mundur z plecaka, założył go, miał też czarne skórzane buty które starannie wypolerował. Karol był już kompletnie ubrany, podniósł z ziemi mały kawałek drewna i zaczął go obrabiać za pomocą noża. Paral przebudziła się, usiadł i przetarła oczy

- czemu to założyłeś - zdziwiła się na widok Karola w stroju ludzi z nieba

- jak ginąć to tylko na galowo - Karol zaśmiał się, kończył już strugać kawałek drewna

- o czym ty mówisz Ma Karol?

- o tym że walka z Sithami nie będzie łatwa - Karol spoważniał - mam coś dla ciebie - Karol dał dla Paral kawałek drewna w kształcie dziwnego zwierzęcia

- co to - Paral wzięła prezent do ręki

- gołąb, symbol pokoju na ziemi - Karol spojrzał na resztę ekipy, Jake zaczynał się wiercić

- po co mi to dajesz - Paral ciągle patrzyła na gołębia

- prezentu nie można dać? - Karol zaśmiał się - a teraz szybko upieczmy śniadanie zanim się reszta obudzi.

Karol pokroił ostatni zapas mięsa i nadział go na kijka, Paral w tym czasie rozpaliła ognisko

- kiedy coś znowu ugotujesz - Paral powiesiła już wcześniej przygotowane mięso

- postaram się dzisiaj wieczorem - Karol zaśmiał się - o jak czuje się nasz Rycerz Jedi - Karol zauważył obudzonego Jakea

- dobrze, a jak miałbym się czuć - Jake burkną

- nie wiem jak miałbyś się czuć, obudź resztę nie możemy na nich czekać - Karol miał dobry humor, każde zdanie wypowiadał z uśmiechem na ustach. Jake zaczął budzić Neytiri i Taronyua.

- wstawać ludzie czas na śniadanie - Jake szturchał śpiochów

- co się dzieje - Neytiri powiedziała będąc półprzytomną. Taronyu od razu wstał i zaczął jeść śniadanie.

- chodź, już śniadanie jest gotowe - Jake pociągną Neytiri za rękę, ta usiadł przy ognisku i zaczęła jeść - Karol dlaczemu jesteś w mundurze - Jake dopiero teraz zobaczył ubranego Karola

- przygotuj się dziś walczymy - skończył jeść, podszedł do Nazgula, i zawiesił na nim plecak. Reszta w tym czasie skończyła wsuwać śniadanie.

- Paral i Neytiri zostają w obozie, Taronyun pójdzie z nami - Karol powiedział poważnym głosem - niech żadna z was nawet nie pomyśli żeby nam pomagać, mogłybyście popsuć całą operacje!

- niby czemu miała bym tu siedzieć - Parla spytała podwyższonym głosem

- nie pytaj, postanowione, chodź Jake - Karol skierował się na zachód, Jake się pożegnał, Taronyu zrobił to samo.

Trzej mężczyzn zmierzało do ku wiosce klanu U'imi huyuticaya, siedziby Sithów. Weszli do wioski, wszyscy na'vi zaciekawili się gośćmi, zbliżyli się

- gdzie jest wasz Olo'eyktan - Karol krzykną

- ja nim jestem - do Karol podszedł stary mężczyzna, jego twarz była pomarszczona, włosy miał siwe, usta były nieduże, po twarzy można było sądzić że w życiu przeszedł wiele, osobnik był lekko garbaty, na jego ciele znajdowało się kilka dużych blizn - a ty kim jesteś - starzec powiedział piskliwym głosem

- jestem przyjacielem, przyprowadził nas Taronyun, mówił że macie kłopoty

- co Taronyun? - starzec przerwał - myślałem że nigdy cię już nie zobaczę - starzec był uradowany

- nie czas teraz na powitania, wyprowadź stąd swój klan, my się zajmiemy Sithami - Karol mówiąc to złapał mężczyznę za rękę, Olo'eyktan natychmiast wypełnił polecenie, w ciągu 5 minut w Hometree na parterze nie było nikogo oprócz Jakea i Karola

- Jake! Ad victoria ex Eywa - Karol powiedział oddalając się od Jakea, obaj poszli w różne strony, Jake poszedł w głąb drzewa a Karol na górę.

- kogo my tu mamy - Jake usłyszał głos - czyż to nie szósty Toruk Makto

- pokarz się - Jake krzykną, obracał się we wszystkie strony, ukazała mu się postać mająca czarną szatę, i przypięty miecz do niej - Tsawke jak mniemam - Jake wyciągną swój niebieski miecz świetlny, jego przeciwnik zrobił to samo, jego miecz był czerwony.

- na co czekasz, atakuj - Tsawke zaśmiał się

- zaraz nie będzie ci do śmiechu - Jake zaatakował przeciwnika, ich umiejętności władania mieczem były zbliżone.

Tymczasem Karol wszedł na najwyższe piętro Hometree, wszedł do małej komory, na ścianach wisiały łuki, kilka broni podobnych do mieczy i dwa dziwne topory, na środku przy ognisku siedział mężczyzna w czarnym „szlafroku" i z kapturem na głowie.

- kim jesteś - Sith spytał, jego twarz była ciągle zwrócona w stronę ogniska.

- tym który cię zabije - Karol zbliżył się - Dark Maktoyu zgadłem?

- pewnie jakiś Jedi ze swoimi marnymi umiejętnościami, odejdź stąd to może cię nie zabije - Sith wstał i odwrócił się w stronę Karola

- możesz pomarzyć - Karol uśmiechną się

- głupcze wybrałeś śmierć - mężczyzna wyciągną rękę i poraził Karola piorunami mocy wychodzącymi z ręki, Karol odleciał zderzył się ze ścianą, opadł na ziemie - zaraz cię zgniotę jak robaka - Sith zaczął się głośno śmiać

- możesz spróbować - Karol podniósł się z ziemi i cisną przeciwnikiem w ścianę za pomocą samej mocy - kończy się teraz twoja władza i nie za krótko trwała - Karol krzykną, Sith odbił się, chciał „wyfrunąć" przez drzwi - czemu uciekasz jeśli jesteś taki potężny - Karol zagrodził jedyne wyjście, sięgną po miecz świetlny i go włączył, Dark Maktoyu zrobił to samo, oboje zaczęli atakować, oboje po mistrzowsku władali mieczami świetlnymi, podczas walki oboje przeprowadzali serie ataków i wykonywali salta w celu uniknięcia ciosu.

Paral i Neytiri widziały dużą grupę Na'vi zmierzającą w ich kierunku

- będziemy tak bezczynnie siedzieć a oni tam będą wałczyć - Paral wyciągnęła swój łuk,

- oczywiście że nie - Neytiri również chwyciła za swój łuk, obie z uśmiechem na twarzy pobiegły w stronę Hometree

- ja poszukam Karola a ty Jakea - Paral powiedział to wbiegając do wnętrza drzewa

- niech Eywa nas prowadzi - obie poszły w różnych kierunkach

W tym czasie Karol prowadził wyrównany pojedynek z Dark Maktoyuem

- na Jedi świetnie opanowałeś władanie bronią i mocą - Dark Maktoyu był wełen podziwu, rzadko który Jedi posiadał takie zdolności

- to dopiero początek - Karol wykorzystując nie uwagę Sitha odparł jego atak i szybkim ruchem obciął ogon i warkocz, wywołało to wybuch szału i lawinę ciosów wywołaną przez Maktoyua, Sith zdołał trafić Karol w lewą rękę, dłoń straciła serdecznego palca, jednak Karol nie zwracał uwagi na brak jednego z „organów", szybko wyprzedził atak przeciwnika i przeciął mu miecz świetlny, Dark Maktoyu reagując natychmiastowo wypuścił błyskawicę z obu rąk, dla Karola miecz wyślizgną się z rąk i gdzieś poleciał, Karol też skorzystał z umiejętności tworzenia błyskawic, oboje walczyli w ciemnym niebieskim świetle wywołanym przez ścieranie się błyskawic, kiedy ich ręce niemal się dotknęły nastąpił wybuch, obje uderzyli w naprzeciwległe ściany.

Jake ciągle walczył z Tsawke, ich twarze były blisko siebie a miecze ciągle się stykały w jednym miejscu, zaczęło się siłowanie, Jake który zaczął przeważać został odepchnięty mocą, jego miecz odleciał pod ścianę a on sam wisiał 30 metrów nad ziemią trzymając się za małą gałąź, miał wielkie szczęście miecz wroga nie dosięgał jego. Nagle przy wejściu pojawiła się Neytiri, wypuściła strzałę w kierunku Tsawke. Tsawke ujrzał wystające ostrze z jego podbrzusza, z jego ust popłynęła krew, po kilku sekundach runą na bok.

- Ma Jake nic ci nie jest - Neytiri rozpaczał, wiedziała że gdyby nie przyszła Jake zginą by

- nic mi nie jest lepiej pomóżmy Karolowi! - Jake wziął miecz wraz z Neytiri pobiegł na wyższe piętra

Walczący używali teraz broni ze ścian, Dark Maktoyu posiadał miecz a Karol dwa toporki, Karol walcząc przewrócił się, Sith już miał zadać cios kiedy Paral wypuściła strzałę, Maktoyu odbił ją mieczem, skierował się w stronę Paral, Każdą kolejną strzałę odbijał lub łapał ręką, podniósł miecz ponad głowę i zadał potężne uderzanie, Karol w ostatniej chwili zablokował uderzenie

- won mi stąd - powiedział z trudem, był już zmęczony walką, Paral natychmiast odeszła, znalazła miecz Karol który był przy ścianie.

Karol znowu upadł Sith podniósł miecz do góry

- łap! - Paral rzuciła miecz Karolowi, złapał go i włączył! Przeciął ostrze metalowego miecza, obciął przy tym rękę dla Dark Maktoyua, przypalił więzadło kolanowe, Sith uklęknął nie mógł wstać, był bezbronny, jednym szybkim cięciem Karol ściął głowę wrogowi poczym schował miecz i położył się, Paral uklękła przy nim. Jake z Neytiri właśnie przybiegli

- czy coś mu jest - Jake natychmiast spytał

- nic mi nie jest - Karol wydukał - czy… czy uczeń nie żyje - Karol głęboko oddychał, brakowało mu tchu.

- Neytiri przeszyła go strzałą - Jake odpowiedział natychmiast

- sprawdziłeś czy żył, a jeśli tak to go dobiłeś - Karol zaczął się uspokajać, jego oddech stabilizować

- nie - Jake niechętnie się przyznał

- biegiem sprawdzić jego zgon, jak żyje dobić - Karol krzykną – Paral, klan U'imi huyuticaya może wrócić, idź powiedz im to - Paral pobiegł na zewnątrz

- niema go, niema ciał - krzykną przerażony i zdyszany Jake

- a więc Sith żyje - Karol zesmutniał

- i co teraz - Jake spytał, wiedział że to była jego wina

- teraz nie wytropimy go, jednak się ujawni, za to uchybienie nie będzie dane nam zapłacić, zapłacą za to nasze dzieci i dzieci naszych dzieci - Karol stwierdził

- uwolniłeś nas od zła, jak możemy ci się odwdzięczyć - wszyscy usłyszeli piskliwy głos był to lider klanu U'imi huyuticaya a wraz z nim Paral

- potrzebujemy noclegu - Karol zaśmiał się

- możecie zostać tu ile tylko chcecie - starzec oznajmił - dzisiaj będzie wielka uczta na waszą cześć.

- wyślij też wojowników do klanów które były okupywane przez Sithów, niech ich wodzowie się zjawią jutro tutaj - Karol miał pewien plan na zabezpieczenie się przeciwko powrotom Sithów

- już się tym zajmę - starzec ukłonił się i poszedł na dół

- co teraz zrobisz Karol - Paral spytała

- teraz się przebiorę - Karol zaśmiał się - a potem będę bawił się, a ty będziesz mi towarzyszyć - Na twarzy Paral pojawił się wielki uśmiech.

Karol razem z innymi poszedł po swój plecak, wychodząc napotkali tłumy na'vi dziękujące im.

- poczekajcie tu, idę się przebrać - Karol zarzucił plecak na plecy i pomaszerował w krzaki

- kiedy wracamy do domu - Jake krzykną

- jutro może po jutrze, tylko tym razem ominiemy bagna - Karol zakładał przepaskę i schował mundur do plecaka

- co teraz zamierzasz robić? - Paral spytała Karola

- idę spać, jestem zmęczony - Karol zaśmiał się - Sith był najpotężniejszym przeciwnikiem z którym wałczyłem, a walczyłem z wieloma - Karol położył plecak i położył na mim głowie, nie było twardo, plecak był miękki dzięki złożonemu mundurowi. Nie trzeba było długo czekać żeby Karol zasną

- jak się nazywacie, jeszcze się sobie nie przedstawiliśmy - wszyscy usłyszeli głos Olo'eyktana - ja nazywam się Ik'tey

- widzimy cię Ik'tey, to jest Neytiri moja kobieta, ten śpiący wojownik to Karol to on pokonał mistrza, a to Paral jego kobieta, a ja jestem Jake Olo'eyktan klanu Omaticaya

- ten Jake, szósty Toruk Makto, ten który wypędził ludzi nieba - Ik'tey zdawał się być podniecony - pomoglibyśmy ci gdyby nie Sithowie

- wiem, przydała by się wtedy wasza pomoc jednak i tak wygraliśmy - Jake uśmiechną się

- jak Karol obudzi się to powiedźcie mu że Olo'eyktani klanów będą jutro rano - Ik'tey odszedł

- może coś zjemy - Paral zapytała retorycznie, każdy był głodny

- na co czekamy rozpalać ognisko, Neytiri idź do kobiet z klanu U'imi huyuticaya i poproś o trochę mięsa - Jake pokierował grupą - ciekawe kiedy Karol wstanie, pewnie jest strasznie zmęczony.

Karol spał przeszło pięć godzin, Jake, Paral i Neytiri przez ten czas byli zajęci rozmowami z ludźmi klanu U'imi huyuticaya. Rozmawiali na różne tematy: o bitwie z RDA, o ziemi, i o walce mieczami świetlnymi, opowiadali sobie również kawały.

- … i wtedy, zacząłem strzelać do przeciwnika… - Jake opowiadał o swoich pierwszych operacjach wojskowych na ziemi. Paral zauważyła że Karol się wierci, nie odrywała od niego wzroku, Karol zerwał się i z krzykiem wyją swój nóż, jego oddech był szybki, rozejrzał się i schował nóż. Grupa siedzących na'vi przyglądała się mu, patrzyli na niego jak na szaleńca, Karol wstał i odszedł w głąb lasu, Paral wstała i udała się za nim

- dokąd to - Jake krzykną

- zobaczę co z nim - Paral odkrzyknęła, poczym znikła w lesie, Na'vi wrócili do rozmowy

Karol stał obok jednego z drzew z ogromnymi fioletowymi owocami o kształtach i wielkości kiwi

- co ci jest - Paral położyła ręce na plecach Karola

- koszmary, prawie co noc mnie prześladują, tylko tu na Pandorze przez jakiś czas ich nie miałem - Karol usiadł obok skały i oparł się o nią, Paral usiadła obok niego z lewej strony

-co ci się stało w rękę - dopiero teraz Paral zauważyła zawiniętą w jakąś szmatę lewą dłoń Karola

- Sith obciął mi palca, w końcu będę miał chodź na jednej kończynie cztery palce, tak jak prawdziwy na'vi - Karol zaśmiał się, zawsze miał dziwne poczucie humoru, potrafił śmiać się z siebie jak i z beznadziejnych sytuacji.

- chodź wracamy, może coś zjemy, musimy nieć siły na zabawę wieczorem - Paral pociągnęła Karola za prawą dłoń i biegiem wrócili do obozu

- część wszystkim, chodźmy do wioski - Karol staną przed ogniskiem.

- czemu nie - Jake wstał i razem z Neytiri, Paral i Karolem poszli do Hometree.

W środku, wszyscy przygotowywali się do wieczornej imprezy, kilku mężczyzn mieszało jakiś płyn koloru wiśniowego w „glinianej" misce

- co to - Karol razem z Jakiem podszedł do wazy, Paral i Neytiri dołączyły się do kilku kobiet pierzących mięso.

- alkohol - jeden z wojowników odpowiedział - trzeba go podgrzać żeby nie był tak mocny

- czemu chcecie żeby wam procenty uciekały?, można spróbować? - Karol wziął małą miseczkę i po zgodzie wojowników nalał płynu do miseczki - na zdrowie! - krzykną i za jednym zamachem wypił cała zawartość miseczki

- w jaki sposób! - wojownik krzykną – przecież dopiero zaczęliśmy podgrzewać napój, bez gotowania jeden łyk położył by najtęższego chłopa, jak to zrobiłeś

- lata praktyki - Karol uśmiechną się, i wraz z Jakiem odszedł

Grupa zwiedzała Hometree przez 2 godziny, zrobiło się już ciemno, Ik'tey wszedł na małe wzniesienie:

- czas zacząć ucztę, ucztujemy dzisiaj tylko i wyłącznie dzięki ludziom z klanu Omaticaya, to oni zabili wrogów, podziękujmy im - Ik'tey lekko pokłonił się czwórce, przybyszów, reszta klanu też tak postąpiła - czas na zabawę! - Ik'tey krzykną, klan U'imi huyuticaya rozszedł się do ognisk i zaczął ucztować, czworo Omaticaya siedziało przy Olo'eyktanie klanu. Wszyscy jedli owoce i mięso, popijając teraz już lekko oszałamiającym płynem o smaku zbliżonym do wina

- chodź zatańczymy - Paral pociągnęła Karola na środek sali, tańczyła tam spora gruba lekko pijanych na'vi

- nie umiem tańczyć jak na'vi - Karol powiedział zakłopotany, umiał tylko tańczyć uroczyste tańce, nigdy nie tańczył na luźnych imprezach.

- nie martw się, nauczę się - Paral zachichotała, Karol przewrócił oczyma, niemiał nic do gadania. Szybko przypomniał sobie wszystkie ruchy jakie widział w ostatniej już dwudziestej drugiej edycji tańca z gwiazdami, bez zastanowienia się przekładał wszystkie przypomniane ruchy na swoje ciało, robił śmieszne figury, obroty a nawet udało mu się zrobić moonwalka co spowodowało wybuch śmiechu u Paral

- idę po akordeon, lepiej gram niż tańczę - Karol stwierdził i pobiegł po akordeon

Neytiri i Jake ciągle siedzieli przy stole, patrzyli na tańczących na'vi, oglądali również bitwę alkoholową, cała impreza przypominała ziemskie wesele, różniła się tylko muzyką, tylko zamiast disco polo słychać było rytmy wybijane przez wojowników na bębnach.

- Ma, Jake chodźmy zatańczyć, nie będziemy chyba tak siedzieć? - Neytiri krzyknęła

Jake złapał swoja partnerkę i szybkim krokiem poszli tańczyć, dla Jakea taniec szedł o wile lepiej, tańczyć nauczyła go Neytiri, chodził też do klubów na ziemi jeszcze zanim wstąpił do wojska.

Karol przyszedł z akordeonem, podszedł do bębnów i poprosił wojowników o chwilę ciszy, wojownicy posłuchali się i przestali grać, wszyscy Na'vi patrzyli na Karola i jego instrument. Karol szybko zaczął grać na akordeonie, szybkie melodie, przypominające disco polo bez słów, wszyscy wrócili do poprzednich zajęć. Karol grał dopóki jego palce nie zesztywniały, brak palca serdecznego na lewej dłoni wcale mu nie pomagał.

- zacznijcie grać - Karol powiedział do wojowników siedzących przy bębnach - ja już nie dam rady - mężczyźni natychmiast zacieli wybijać rytm.

- chodź przejdziemy się - Paral podeszła do Karola

- czemu nie? - Karol złapał Paral za rękę, chwycił za jedną z misek z alkoholem i poszedł. Oboje szli przed siebie, przez świecący las, doszli do małej polany z małym oczkiem wodnym na środku.

- wykąpiemy się? - Paral uśmiechnęła się, wiedziała że Karol uwielbia pływać

- czemu nie - Karol szybko odpowiedział i wbiegł do wody, Parla jak zwykle zaśmiał się, weszła powoli do wody, mimo że woda niebyła ciepła nic nie powiedziała.

- popłyniemy na drugi brzeg? - Karol zaśmiał się i zaczął płynąć, Paral zrobiła to samo co on.

Oboje powoli dopłynęli do brzegu, wyszli na ziemię i się położyli.

- przez ciebie chyba polubiłam pływać - Paral uśmiechnęła się, Karol na te słowa parskną śmiechem - widziałem jak walczyłeś z Sithem, jesteś potężny Ma Karol - Paral spoważniała

- nie powinnaś była wtedy przychodzić, mogłaś zginąć

- a ty nie mogłeś zginąć, po za tym byłeś bardzo dzielny, nie bałeś się zginąć - Paral przysunęła się tak blisko Karola że ich uda się dotknęły

- śmierci nie trzeba się bać, śmierć to dopiero początek - Karol cynicznie się uśmiechną

- znasz doskonale język na'vi nie wspominając już o angielskim, ile się uczyłeś - Paral ciągle pytała

- opanowanie waszego języka zajęło mi 14 dni, znam też jeszcze jeden język, mój ojczysty - Karol zaczął spoglądać na oczko wodne, porośnięte dno emitowało lekkie niebiesko-żółte światło, przez co woda zdawała się sama świecić

- powiedz coś w tym języku - Paral chciała usłyszeć nieznany jej język

- Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, to takie imię - Karol powiedział śmiejąc się, przypomniała mu się stara dobra polska komedia, wiedział że Paral nie ma szans wypowiedzieć tego od razu

- Grzeje…, Gsze… - Paral zaczęła próbować wymówić słowo, robiła przy tym niezwykłe miny

- Grzegorz - Karol powiedział szybko, jeszcze chwila a turlał by się ze śmiechu

- Grzegsz, nie dam rady - powiedziała zrezygnowana Paral

- moi potomkowie powinni znać ten język, powinni pamiętać skąd pochodził ich przodek - powiedział Karol, ciągle się śmiejąc

- myślałeś o dzieciach Ma Karol? - Paral spytała zaskoczona

- tak, każdy mężczyzna powinien spłodzić potomka - Karol zaczął się uspokajać

- a o ilu potomkach myślałeś, ile chciałbyś ich mieć - Parla zaczęła przytulać się do Karola

- tyle ile Eywa da - Karol unikną jasnej odpowiedzi, Paral położyła dłoń na jego twarzy,

Jej usta powoli zmierzały ku ust Karola, jej świecące plamki na twarzy zaczęły mocniej świecić, ich usta po krótkim czasie spotkały się, pocałunek zaczął się pogłębiać, na chwile Paral oderwała usta, kiedy miała powrócić do pocałunku, Karol położył palca na jej ustach

- wracajmy, jutro muszę załatwić coś ważnego, a dzieckiem zajmiemy się niedługo - Karol uśmiechną się

- dobrze Ma Karol - po głosie Paral można było sądzić że jest nieco zawiedziona. Oboje udali się do wioski klanu U'imi huyuticaya, kiedy weszli, Paral poszła już do hamaku, Karol poszedł napić się wina, po drodze spotkał Neytiri i Jake, podszedł do nich

- … nigdy więcej nie pijesz, jesteś pijany - Neytiri krzyczała, Jake niedał rady stać więc leżał na ziemi

- ile wypił - Karol spytał zaciekawiony

- tylko cztery miski - Neytiri powiedziała zirytowana

- ma słabą głowę - Karol stwierdził, podszedł do Jakea i zarzucił go na plecy - gdzie go zanieść - Karol nie powstrzymywał się os śmiechu

- do hamaku - Neytiri udała się na górę Karol udał się za nią, odeskortował Jakea potem poszedł do Paral i zasną.