- Jak wpadłeś na ten pomysł?
Harry i trójka Huncwotów szli powoli w stronę klasy do transmutacji. Było jeszcze na tyle wcześnie, że nie musieli się śpieszyć, więc starszych chłopców nie zastanowił fakt, że młody Potter idzie razem z nimi. Willow starał się nie uśmiechać głupkowato, gdy wyobrażał sobie ich miny na wieść o przeniesieniu. Zdawał sobie sprawę, że będzie to dla nich lekki szok, ale miał nadzieję, że w pozytywnym sensie.
- Stwierdziłem, że nie chciałbyś, bym wlał to Lily do szamponu, więc wybrałem McGonagall. Nie znam tu nikogo innego.
- Fajny pomysł - pochwalił James. - Jednak... Nie miałbym nic przeciwko, by to Evans padła ofiarą.
- Myślałem, że... zależy ci na niej.
- Jestem w niej szaleńczo zakochany, ale ona nawet nie dopuszcza do siebie myśli, by dać mi szansę.
- Może gdybyś podszedł do niej i zwyczajnie zagadał, a nie wydzierał się tak, by wszyscy słyszeli to... - Harry zawiesił głos, by dać chłopakowi sekundę na pomyślenie nad tym pomysłem. Ten jednak pokręcił głową.
- Kiedyś próbowałem. Wyśmiała mnie.
- Merlinie, James, byliśmy w pierwszej klasie - przypomniał mu Remus z nieukrytym rozbawieniem.
- I co z tego! Wyśmiała mnie - powtórzył Rogacz zbolałym głosem. Widocznie jego ego nie potrafiło znieść takiej porażki.
- Byłeś w niej zakochany na pierwszym roku - nie dowierzał Harry. No nieźle...
- Nadal ją kocham, ale ona nie chce dać mi szansy.
- Może tak jak mówiłem...
- Skończmy ten temat! To moja życiowa porażka. Nie chcę o tym gadać - naburmuszył się.
- Ok, ok. A gdybym ci obiecał, że jeszcze będziecie razem to nie będziesz na mnie zły? - zapytał Harry robiąc niewinną minkę.
- Nie jestem zły - ofuknął go James. - Tylko rozgoryczony.
- A tak z innej beczki - odezwał się nagle Syriusz, który do tej pory wyglądał na dziwnie zamyślonego. - JAK dostałeś się do kwater McGonagall? Kiedyś sami próbowaliśmy. Pamiętacie?
- Taak. Dorwała nas i dała miesięczny szlaban - mruknął starszy Potter.
- Ajć.
- No. Było normalnie piekło. Wydzierała się na nas dobre pół godziny, a później wysłała do dyrcia i tam kontynuowała. Masakra. Więcej nie próbowaliśmy.
- To dlatego była pewna, że to wy zrobiliście jej kawał.
- Pewnie tak. Ale nie ma dowodów...
- Więc, jak się tam dostałeś - przerwał Jamesowi Syriusz, patrząc na młodszego czarodzieja z niecierpliwością.
- Kojarzycie zaklęcie Kameleona?
- Inaczej Zaklęcie Niewidzialności - mruknął Remus ze zmarszczonymi brwiami.
- Aha. Ukryłem się pod nim i poczekałem po prostu aż McGonagall wyjdzie z kwater. Widziałem w pokoju nauczycielskim, że ma dzisiaj obchód razem ze Slughornem. Nie musiałem czekać długo. Wszedłem, wlałem farbę do szamponu i uciekłem - wyszczerzył się.
- To... zdumiewająco proste - stwierdził ze zdumieniem Black.
Willow nie potrafił powstrzymać cichego chichotu na widok miny długowłosego chłopaka. Jednak uśmiech prawie natychmiast zszedł z jego twarzy. Wychodził pierwszy zza zakrętu i mógł jeszcze zobaczyć, jak Peter szybkim krokiem oddala się od dwójki Ślizgonów, którzy zmierzali w ich stronę. Gdy ich minęli odwrócił się, by napotkać wzrok jednego z nich.
- Kto to był? - zapytał odwracając głowę do Huncwotów.
- Avery i Nott. Slytherin. 6 rok - mruknął Syriusz ze skrzywieniem.
- Chodzą z wami na zajęcia?
- Taak - James skrzywił się jeszcze mocniej niż Łapa. - Okrutni idioci. Kiedyś przyłapaliśmy ich w Pokoju Życzeń na ćwiczeniu Cruciatusów. Powiedzieliśmy o tym McGonagall, ale nam nie uwierzyła, bo stwierdziła, że chcemy im tylko zaszkodzić, bo są ze Slytherinu. Pewnie chcą zostać śmierciożercami. Jak każdy Ślizgon.
- Chyba nie każdy...
- Większość - przerwał mu starszy Potter. - Tak samo jak Malfoy, ale on już wyszedł ze szkoły. Jestem jednak pewny, że przyjął znak. Albo taki Lestrange. Jest rok starszy od nas i na stówę, jak wyjdzie ze szkoły to zostanie śmierciojadem.
Harry pokiwał głową ze zrozumieniem. Faktycznie wszystkie osoby, które James podał zostały sługami Voldemorta. Ale... przecież to nie wszyscy Ślizgoni.
- No i jest jeszcze Smarkerus, zapomniałeś, James? - dodał Syriusz z wrednym uśmiechem.
Harry zamarł na moment. Kompletnie zapomniał, że przyszły Mistrz Eliksirów chodził na jeden rok z jego rodzicami. Poczuł jak po jego ciele rozchodzi się nienawiść do mężczyzny wraz z krwią krążącą w jego żyłach. Przed jego oczami pojawiły się wspomnienia, w których Snape szydzi z niego, drwi, obraża jego ojca, aż w końcu jak na jego oczach zabija Dumbledore'a, tylko po to, by chronić Malfoya przed Voldemortem. Zmusił się, by na jego twarzy nie pojawił się ironiczny uśmiech. W końcu to ostatnie zdarzenie to chyba jedyny dowód, że Snape ma jakiekolwiek uczucia.
Stłumił westchnięcie i spojrzał na chłopaków starając się ukryć nienawiść.
- Kto to taki? - spytał dla niepoznaki.
-Severus Smarkaty Snape - odparł Syriusz drwiąco.
Harry wybuchnął śmiechem. Tego określenia jeszcze nie słyszał od starszej wersji swojego chrzestnego. Był Smarkerus, Tłustowłosy Nietoperz, Bezduszny Dupek, ale to? Spojrzał błyszczącymi z rozbawienia oczami na chłopaków.
- Dlaczego "Smarkaty"?
- Och, widzisz, to bardzo ciekawa historia - zaczął James z błyskiem w oku, który skojarzył się blondynowi z szalonymi bliźniakami.
- Zdarzyło się to w pierwszej klasie - dodał Syriusz z takim samym wyrazem twarzy.
- Nudziło nam się, więc podłożyliśmy mu łajnobombę do torby...
- ... i wybuchnęła!
- Zaczęliśmy się z niego śmiać, bo był cały umazany...
- ... więc bardzo nieładnie nas nazwał - dopowiedział karcącym tonem, niczym niezadowolony nauczyciel.
- A jak się odgryźliśmy...
- ... to się popłakał! Wyobraź to sobie - Łapa spojrzał na chłopaka z obrzydzeniem w oczach i parsknął: - Płakał, krzyczał, a później się posmarkał!
- Stąd Smarkerus - zakończył James z zadowoleniem.
Harry spojrzał na nich ze zdumieniem, zastanawiając się czy się roześmiać, czy skrzywić z obrzydzenia. W końcu jednak spytał z lekkim niedowierzaniem:
- Popłakał się z powodu głupiego kawału?
- No! I posmarkał! - wykrzyknął Black z odrazą. Nagle spoważniał. - I to wcale nie był głupi kawał. To był wyśmienity pomysł! Gdybyś widział jego minę - zachichotał, nie potrafiąc dłużej utrzymać powagi.
Harry westchnął dyskretnie zerkając na zegarek.
- Idziemy na te lekcje, czy dalej tu stoimy, jak ciołki?
Nie żeby nie podobało mu się stanie i obrażanie przyszłego Mistrza Eliksirów, ale nie chciał mieć już pierwszego dnia jego nauki szlabanu za spóźnienie. W końcu mogą kontynuować tą rozmowę po zajęciach.
Nagle Remus poderwał opuszczoną do tej pory głowę i zapytał:
- A dlaczego ty w ogóle idziesz z nami? Nie masz czasem eliksirów?
- Nie, mam transmutacje - wyszczerzył się.
- Ale jak to - zamrugał James. - My teraz mamy z McGonagall.
- Och? - sapnął Harry udając zdziwienie. W głębi duszy jednak bawił się znakomicie. - To wygląda na to, że mamy razem lekcje.
Willow uśmiechnął się czarująco do Huncwotów i ruszył dalej. Widział, że ci stoją jeszcze momencik z głupimi minami, po czym podbiegają do niego z pytaniem w oczach. Nie zdążył jednak na nie odpowiedzieć, bo akurat stanęli przed klasą pełną uczniów. Wicedyrektorka właśnie wchodziła do środka, by uporządkować niedawno zadane eseje. Rzuciła Huncwotom surowe spojrzenie, ale nic nie powiedziała, tylko odgarnęła zielony, zbłąkany kosmyk za ucho. Gdy stanęli w progu zadzwonił dzwonek. Starsi chłopcy szybko usiedli w ławkach, a Harry stanął na środku klasy, nie wiedząc, gdzie siąść.
- Zgubiłeś się, dzieciaku? - spytał szyderczo blondwłosy Ślizgon.
- Proszę o ciszę, panie Avery. Pan Willow będzie od dziś uczęszczał z wami na lekcje. Na razie zapraszam pana do pierwszej ławki.
Młody Potter szybko przeszedł przez klasę i usiadł na wskazanym miejscu, nie patrząc nawet na sąsiada. Nagle za jego plecami rozległy się chichoty. Odwrócił głowę ze zdumieniem patrząc na Huncwotów i dopiero wtedy zobaczył koło kogo siedzi.
Jego towarzysz miał przydługie czarne włosy, a gdy się na nie patrzyło miało się wrażenie, że są okropnie tłuste. W tym momencie opadały chłopakowi na twarz zakrywając blade policzki i utkwione w Harry'm czarne, bezdenne oczy, w których błyszczało zaciekawienie. Tak oto siedział w jednej ławce z młodszą wersją Severusa Snape'a.
Odwrócił gwałtownie wzrok biorąc głęboki oddech, by opanować napływającą nienawiść. Skupił swoją uwagę na McGonagall, która tłumaczyła zaklęcie zmieniające kolor włosów. Kobieta kazała ćwiczyć w parach, więc odwrócił się w stronę sąsiada starając się trzymać nerwy na wodzy.
- Nie, panie Willow. Chciałabym najpierw sprawdzić pana poziom praktyczny. Panie Snape, proszę odwrócić się do tyłu i ćwiczyć z koleżankami - powiedziała profesorka i przysunęła sobie krzesło bliżej młodego Pottera.
Czarnooki chłopak zacisnął usta w wąską linię i wykonał polecenie nauczycielki. Harry kątem oka zauważył, że za nimi siedzi Lily z koleżanką. Nie mógł się im jednak długo przyglądać, bo profesorka zasypała go gradem poleceń.
Dopiero pod koniec lekcji mógł zacząć ćwiczyć zadane zaklęcie. Snape odwrócił się w jego stronę i spojrzał wyczekująco. Harry uniósł różdżkę, ale zauważył, że James macha ręką w jego stronę. Zerknął na niego i zachichotał widząc sugestywny gest starszego Pottera. Miał dać popalić Ślizgonowi. Popatrzył partnerowi w oczy i uśmiechnął się lekko złośliwie. Czas na jego osobistą, małą zemstę. Odetchnął i wypowiedział zaklęcie. W następnej sekundzie roześmiał się głośno, a wraz z nim reszta klasy. Włosy Snape'a przybrały ognistoczerwony kolor ze złotymi końcówkami. Czarnooki jęknął i spojrzał na młodszego chłopaka ze zdumieniem i jakby niedowierzaniem. Harry uśmiechnął się z wyższością. W końcu. W końcu Tłustowłosy Dupek dostanie to na co zasłużył.
Severus próbował cofnąć zaklęcie, ale to tylko pogorszyło efekt. Jego dość długie włosy zakręciły się gwałtownie w drobne loczki, tak że wyglądał jakby miał czerwono-złote afro.
- Usuń to!
Harry jednak śmiał się wraz z innymi. Spojrzał z pogardą na przyszłego Mistrza Eliksirów. W następnej chwili zadzwonił dzwonek na przerwę i upokorzony chłopak zerwał się z miejsca i wybiegł z klasy.
McGonagall jeszcze przez chwilę starała się uspokoić rozbawioną klasę, ale w końcu dała za wygraną i wypuściła ich z pomieszczenia. James i Syriusz od razu podbiegli do Harry'ego klepiąc go po plecach.
- To było piękne!
- Założę się, że nie przyjdzie na drugą transmutacje - dodał Łapa z zadowolonym uśmiechem.
- Bzdura! Przyjdzie! I będzie chciał się zemścić - ostrzegł okularnik.
- Mam się bać?
- Nie, coś ty! Najwyżej zrobi ci to samo. Jest mało kreatywny.
- Właściwie, jak to zrobiłeś? Nie potrafił cofnąć zaklęcia - zdumiał się Remus. Widocznie jego niewiedza bardzo mu nie przypadała do gustu.
- Nic wielkiego - odparł lekko Harry. - Dodałem cicho do zaklęcia Maximum, tak by nie słyszał. Żeby usunąć kolor trzeba tylko dodać do Finite Incantatem, Maximum - wyszczerzył się.
Huncwoci spojrzeli na niego z uznaniem. W następnej chwili zadzwonił dzwonek obwieszczający kolejną transmutacje. Młodszy Potter wyszczerzył się do kolegów i ruszył do pierwszej ławki. Przez całą lekcje starał się uprzykrzyć życie Snape'owi tak, jak ten robił to jemu przez jego sześć lat nauki.
Starał się, by nauczycielka nie zauważyła jego dyskretnych klątw, które posyłał w stronę Snape'a. Wiedział, że gdyby to zauważyła na pewno dostałby szlaban. Mimo to nie zamierzał przestać.
I tak przez całą transmutacje, zaklęcia i opiekę. Jednak gdy wrócił z chłopakami do Pokoju Wspólnego jego dobry humor się ulotnił.
- Myślałam, że jesteś inny! - jego przyszła matka podeszła do niego z oburzeniem w oczach. - Jak mogłeś mu to zrobić?
- To nie twoja sprawa, Evans - obronił chłopaka Syriusz. - Należało się Smarkowi.
- Dlaczego?! Co on wam zrobił? - wykrzyknęła nieźle wkurzona.
- Istnieje - odwarknął James i dał znak przyjaciołom, by poszli do pokoju.
Harry szybko wyminął chłopaków i wpadł pierwszy do dormitorium. Usiadł na swoim łóżku, czując delikatne poczucie winy.
- Nie przejmuj się - James klapnął koło niego i poklepał po ramieniu. - Przejdzie jej. Jeszcze się będzie z tego śmiała.
- Mówisz?
- Pewnie! A teraz... Może zagramy w Eksplodującego Durnia?
- Jasne!
I wszystkie wyrzuty sumienia zniknęły.
Następnego dnia pierwsze były dwie obrony, na które Harry nie umiał się doczekać. Od samego początku polubił profesora Woulda, mimo jego tendencji do zadawania pytań. Poza tym miał nadzieję, że i dzisiaj to Snape będzie jego partnerem do ćwiczeń. Miał ochotę dalej wcielać w życie swoją zemstę. Przecież nic się nie stanie jak potraktuje go paroma nieprzyjemnymi klątwami w zamian za drwiny i szyderstwa, które usłyszy w przyszłości na każdej lekcji.
Gdy przyszedł pod klasę wraz z współlokatorami, reszta uczniów już czekała pod drzwiami na nauczyciela. W momencie, gdy zadzwonił dzwonek, wyszedł on zza zakrętu, ubrany w białą szatę, która powiewała za nim, jak czarna szata za Mistrzem Eliksirów. Uśmiechnął się ciepło do studentów i wpuścił ich do pomieszczenia.
Serce Harry'ego zadrgało, gdy zobaczył na środku klasy podest do pojedynków. Idealnie się składało.
Wokół niego rozbrzmiały podniecone szepty, a ci, którzy je wydali spoglądali w wyczekiwaniem na nauczyciela.
- Zgadza się, moi drodzy. Dzisiaj będziemy ćwiczyć pojedynki. Jednak... - zawiesił głos, czekając aż uczniowie ucichną - ... chcę, by to były uczciwe walki. Fair play. I żadnych niewybaczalnych.
Spojrzał ostrzegawczo na Ślizgonów, z których dwójka skrzywiła się słysząc ostatnie zdanie.
- Ktoś chciałby kogoś wyzwać?
Parę rąk od razu wystrzeliło do góry. W tym ręka Harry'ego.
- No to może... hymm... - na twarzy mężczyzny pojawił się uśmieszek, gdy zerknął na najmłodszego studenta. Ostatnio zlekceważył go z uwagi na wiek, ale dziś nie zamierzał. Zostawi go na sam koniec... - ... panie Black, proszę. Kogo chce pan wyzwać?
- Notta!
- A więc zapraszam, chłopcy. Tylko tak jak mówiłem, żadnych niewybaczalnych i Czarnej Magii. A teraz na trzy! Raz... Dwa... Trzy!
Syriusz wygrał po paru ruchach rozkładając przeciwnika na łopatki. Nim zeskoczył z podestu rzucił mu jeszcze pogardliwe spojrzenie i ukłonił się reszcie klasy.
Wszyscy pojedynkowali się całą pierwszą i drugą lekcje. Nauczyciel jednak uparcie nie wybierał Harry'ego, który z determinacją unosił rękę za każdym skończonym pojedynkiem. W końcu robił to tylko on.
- W porządku, panie Willow. Kogo pan wyzywa na pojedynek?
W pierwszym momencie Harry chciał wypalić, że właśnie jego, ale stwierdził, że nie warto rezygnować z planu.
- Snape'a, proszę pana!
-Uuu...
- Oj, chyba niewłaściwą osobę wybrałeś, chłopczyku - zarechotał Nott. - Trochę za wysokie progi!
Harry zignorował go. Zobaczymy. Wskoczył na podest i spojrzał wyczekująco na Snape'a. Starszy chłopak stanął naprzeciw niego z wyzwaniem w oczach, całkiem pewny zwycięstwa. Potter miał wrażenie, że jego przeciwnik cieszy się, że został wybrany, ale nie miał się co dziwić, skoro przyszły Mistrz Eliksirów był doskonałym pojedynkowiczem. Wyciągnęli różdżki.
- Dobrze. Tak jak mówiłem, żadnych niewybaczalnych i Czarnej Magii - przypomniał profesor. - Na trzy! Raz... Dwa... Trzy!
Jednak żadne zaklęcie nie padło. Czarne oczy Snape'a błysnęły. Ani jeden, ani drugi, nie miał zamiaru pierwszy rzucać zaklęcia. W końcu zrobił to Ślizgon posyłając w Pottera niewerbalną Drętwotę. Harry obronił się bez problemu. I zaczęła się walka. Willow od razu znalazł słaby punkt przeciwnika. Długowłosy miał problem z odbiciem zaklęć skierowanych w stronę jego nóg. Młodszy chłopiec postanowił to wykorzystać. Posłał Drętwotę wyżej i zaklęcie z działu transmutacji niżej. Pierwsze zostało natychmiast dobite, ale drugie... Rozległy się głośne wybuchy śmiechu, gdy na czubku głowy Ślizgona wyrosły jelenie rogi. Harry zachichotał i zaatakował znowu. Różdżka starszego chłopaka wyślizgnęła się a jego dłoni, a on sam poleciał do tyłu upadając na tyłek. Wszyscy Gryfoni zaczęli bić brawo. Wszyscy oprócz Lily, która z współczuciem w oczach podbiegła do poszkodowanego.
- W porządku?
- Spadaj! - warknął na nią.
Gryfonka odsunęła się widząc wściekłą minę byłego przyjaciela. Chciała coś powiedzieć, ale w następnej chwili rozległ się dzwonek na przerwę.
- Możecie już iść. Pana, panie Snape, zapraszam do skrzydła szpitalnego. Da pan radę zajść sam?
- Tak - warknął chłopak i wyszedł. Jednak nie był na korytarzu pierwszy. Czekali na niego James i Syriusz i zagrodzili mu drogę.
- Jak to jest Smarku? Przegrać z czternastolatkiem? - zagadnął niby przyjaźnie Rogacz.
- Spieprzaj!
Ślizgon chciał wyminąć Gryfona,ale ten znowu zagrodził mu drogę. Snape popchnął Jamesa, ale w następnej chwili sam został odepchnięty na przechodzącego ucznia z siódmego roku. Ten odepchnął Snape'a z obrzydzeniem na twarzy, tak że czarnooki wylądował na ziemi.
Harry zmarł słysząc dźwięk łamanego nadgarstka. Przecież... Tak nie wolno. Spojrzał na śmiejących się kolegów i szepnął:
- James, może...
- Widzisz, Smarku, nawet Harry cię żałuje!
- Co tu się dzieje? - za Willowem pojawił się profesor Would z groźną miną. Potter kompletnie zapomniał, że nauczyciel nie wyszedł jeszcze z klasy. Mężczyzna jednak nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo Snape zerwał się z ziemi i uciekł. Harry mógł przysiąc, że w jego oczach błysnęły łzy.
- Potter, jesteś wstrętnym dupkiem! - wrzasnęła Lily i ruszyła za Ślizgonem. Harry stał jeszcze przez moment. Przecież to co robił było okrutne. Zachował się dokładnie tak, jak przyszły Mistrz Eliksirów. Skulił się delikatnie, gdy uderzyły w niego wyrzuty sumienia. Spojrzał w stronę, w którą pobiegł Snape i od razu podjął decyzję. Przecież nie można zwalczać ognia ogniem, bo powstanie jeszcze większy pożar. Ruszył w tamtą stronę.
- Harry?! Co ty robisz?! - zawołał za nim James.
- Idę to naprawić.
- Chyba sobie żartujesz?! To tylko Snape! Wyliże się!
- Ale to też człowiek! - uciął wyrzuty Rogacza i pobiegł korytarzem. Znalazł Severusa i Lily w jednej z pustych klas. Dziewczyna próbowała usunąć rogi, ale nie potrafiła. Harry stał w progu i przez chwilę nie mógł się zdecydować. Jednak, gdy zobaczył, że czarne oczy chłopaka są delikatnie wilgotne, podjął decyzje.
- Eee... Ja...
Snape podniósł gwałtownie głowę, a na jego twarzy pojawiła się wściekłość.
- Zostaw mnie! Mało ci?! Nie rozumiem, co takiego ci zrobiłem!
- Ja... przepraszam! To było okrutne. Ja naprawdę... Przepraszam!
Harry skulił się delikatnie czekając na kolejne wyzwiska, ale nie nadeszły. Zerknął w górę i zauważył, że Snape nad czymś się zastanawia.
- Umiesz to usunąć?
- Pewnie, że tak. Ale... myślałem, że umiesz. W końcu zniwelowałeś działanie zaklęcia zmieniającego kolor włosów.
- Nie, to nie ja. Poszedłem do Pomfley.
- Aha... Dodaj do Finite Incantatem, Maximum. I... ja... naprawdę przepraszam.
- W porządku - mruknął Ślizgon.
Harry odetchnął lekko czując ulgę.
- To ja może... - spojrzał na drzwi, ale jego wzrok padł jeszcze na rękę, którą Severus przyciskał do klatki piersiowej. Podszedł do chłopaka i wyciągnął rękę.
- Daj, pomogę ci.
Ślizgon spojrzał na niego z lekką nieufnością, ale podał mu zranioną dłoń. Harry wyciągnął różdżkę.
- Zaboli - ostrzegł. - Episkey!
Snape syknął i szarpnął ręką, ale Harry trzymał ją mocno. Owinął ją bandażem i puścił.
- Jeszcze raz przepraszam.
- Nie ma za co - mruknął czarnooki, nie patrząc na niego. - Dziękuję.
Harry spojrzał w oczy chłopaka i uśmiechnął się delikatnie, po czym wyszedł z klasy, by stawić czoła Huncwotom.
