Nie wiedziała, czy kiedykolwiek w niego wątpiła, czy był taki czas, że się go bała.
Bała się.
Wtedy gdy założył tą maskę. Była przerażona, ale nie nim.
Uderzyły ją wspomnienia jej brata, jej grzechy, których nie potrafiła wymazać.
Gdy Nel zaczęła na nią krzyczeć, przypomniała jej, że osoba, która walczy o jej życie, o jej bezpieczeństwo, nie jest jej bratem. To jest On i definitywnie jej nie skrzywdzi. Wierzyła w to od zawsze, nie mogła jednak nic poradzić na myśli, które przez moment nią zawładnęły.
Nie chciała by cierpiał przez nią, by ginął w jej obronie. Nie zasługiwała na to.
Dlatego gdy wygrał z Grimmjow'em, była szczęśliwa. Wiedziała, że wystarczy go uleczyć i będą mogli wrócić do Karakury, że wszystko wróci do normy, tylko że wtedy pojawił się Nnoitra. Została pochwycona przez Tessle i patrzyła z przerażeniem na Niego, jak obrywa, nie wypuszczając miecza z rąk i szepczącego jej nazwisko. Jak bardzo chciała wtedy umrzeć! Jak bardzo wolałaby, żeby nigdy po nią nie przychodził, niż patrzeć jak z każdą chwilą jest bliższy śmierci.
Nie spodziewała się, że Aizen ją znowu przyprowadzi do siebie. Tym bardziej nie spodziewała się jego słów. Czuła jak żołądek niebezpiecznie podskakuje jej do gardła, a nogi uginają się pod presją. Przez nią Karakura, jej miasto i przyjaciele byli w niebezpieczeństwie. Nie mogła okazać tych emocji, chowała je w głębi siebie, bo przecież wierzyła w Niego.
I mimo piekącego bólu w sercu obserwowała jego walkę z Ulquiorrą. Drżała na myśl, że może zginąć, miała złe przeczucia. Miała ochotę krzyczeć by uciekał i ją zostawił, że jej życie nie jest tego warte. Znała go na tyle, że wiedziała co by zrobił, gdyby usłyszał jej decyzje. Byłby zły. Bardzo. Zawsze gdy go potrzebowała przychodził i ją ratował nie zważając na swoje życie. A ona mogła tylko spoglądać za jego pleców i wierzyć, że wróci do niej. Że nie umrze.
Kochała jego troskę o nią, to że zawsze najpierw myślał o innych niż o sobie. Choć w tamtym momencie wolałaby, żeby po prostu walczył wszystkim co miał i nie spoglądał na nią, nawet jeśli jego poziom mocy miałby ją skrzywdzić. Jednak on zawsze pokazywał jej tą stronę siebie, że coraz mocniej go kochała. Jego słowa, uśmiechy, czy zwykłe gesty rąk, które dla innych nie miałyby znaczenia. Dla niej były wszystkim.
Tak naprawdę nigdy nie wpadała w panikę. Nigdy nie pozwalała sobie na utratę świadomości. Ostatni raz miała taki stan, gdy jej brat umarł, teraz zaś będąc w tym miejscu, spoglądając na Jego ciało, z dziurą przechodzącą przez klatkę piersiową, nie potrafiła myśleć przytomnie. Drżała, czując swoją słabość. Nikogo nie uratuje. Wszystkich pozbawi życia. Była tak przerażona i zrozpaczona sytuacją, że wołała go. Chciała by powiedział jej co ma robić, jak zatrzymać krąg śmierci. Zamiast tego, zobaczyła jak przemienił się w potwora, porzucając całkowicie swoje człowieczeństwo. DLA NIEJ.
Nie była Rukią, była słaba i bezradna. A jednak nie odwróciła się od niego, nie mogła uciec przed własną zbrodnią. Tylko tyle mogła dla niego zrobić. TYLKO TYLE. Wierzyć w jego serce.
.
.
.
Myślała, że da sobie rade, że po prostu wszystko wróci do stanu zanim ich znajomość się tak naprawdę rozpoczęła. Nie mogła się bardziej pomylić. Czemu zapomniała o tym, że on potrafi być zawzięty? Ledwo udawało się jej go unikać, a wieczorem kiedy przychodziła do domu nie potrafiła nic innego robić tylko płakać. Tęskniła za nim, mimo że miała go na wyciągnięcie ręki, to nie była go warta, nie z jej kruchym sercem. Gdyby była chociaż trochę bardziej podobna do Rukii, może mogłaby trwać przy nim?
Bała się powiedzieć komukolwiek o tym co zaszło. Nie wiedziała jak zareagują. Nie zniosłaby ich pytań, czy oceniania jej, czy jego. Jak ona go nie cierpiała za tą dobroć, za to, że ciągle ją chronił przed ludźmi w szkole. Byłoby jej lepiej, gdyby zaczął ją ignorować, wtedy nie tęskniłaby za nim aż tak.
Dlaczego dała mu ten rogalik? To był jej specjalny rogalik z ciasta francuskiego o posmaku truskawek z nadzieniem czekoladowym z nutką mięty. Był idealny w każdej proporcji i robiła go zawsze z myślą o nim. Dlatego jej wychodził, bo to był jego rogalik. Nie powinna mu go dawać, powinna zignorować potrzebę zobaczenia go, upewnienia się, że wszystko jest w porządku. To co zobaczyła zaskoczyło ją. Jego zakrwawiona dłoń, którą próbował nieporadnie schować, była oznaką, że naprawdę rozmawiał z Ishidą. Prawdopodobnie powinna pobiec do Ishidy i go przeprosić, powiedzieć mu cokolwiek, ale nie zrobiła tego. Udała się prosto do pracy, nie mogąc zdobyć się na odwagę by stanąć przeciwko Ichigo. Bo jej serce zawsze będzie do niego należało i nie potrafiła go oceniać. Nie w negatywnym sensie. Znała jego wady, wiedziała, że nie jest idealny. Nie była głupia. Jednak dla niej był idealny, bo był taki jaki powinien być dla jej serca, akceptowała go takim jakim jest. Nie wymagała od niego niczego więcej, tylko tyle by przy niej był. By wypełnił pustkę w jej sercu.
Westchnęła ciężko siadając na trawie i wpatrując się tępo w zachodzące słońce. Jutro znowu pójdzie do szkoły i ponownie będzie przed nim uciekać. Zaczynała myśleć, że nie robi niczego innego, tylko przed nim ucieka. Przed jego dobrocią.
- Inoue-san. - Spokojny męski głos odezwał się za nią.
- Ishida-kun. - Powiedziała cicho, odwracając się w jego stronę. Zauważyła opatrunek na prawym policzku i rozciętą wargę. Westchnęła ciężko, nie mogąc uwierzyć, że z taką siłą go uderzył.
- Co tutaj robisz o tak późnej porze? - Podszedł do niej, spoglądając się uważnie na krajobraz przed nimi. Wyglądał jakby bił się z myślami.
- Zastanawiam się, co powinnam zrobić ze sobą. To ostatnie dni.
- Zerwałaś z nim, prawda? - Powiedział beznamiętnie, zwracając wzrok na nią. Wyglądał na poirytowanego, definitywnie nie przepadała za tym wzrokiem u niego.
- Um, jakoś się złożyło…
- To może dasz mi szansę? Nie będziesz musiała rywalizować z nikim o moje serce. Dam ci to czego potrzebujesz!
Spoglądała na niego w szoku, nie wiedząc co ma powiedzieć. To działo się za szybko, jej serce wciąż należało do Ichigo. Zmarszczyła czoło, czując jak łzy wypełniają jej oczy. Dlaczego zawsze zmuszał ją by zadawała mu kolejne ciosy? Czy nie powiedziała już kiedyś, że nie będzie w stanie odwzajemnić jego uczucia? Otworzyła usta by coś powiedzieć, powinna mu powiedzieć, że nieważne ile czasu minie, ona nigdy go nie pokocha. Bo jej serce zawsze będzie należało do Ichigo. Nawet jeśli on go nie będzie chciał.
- Możesz mówić co chcesz. Jednak nigdy jej nie uszczęśliwisz tak jak ja! - Stał niedaleko nich, spoglądając ze wściekłością na chłopaka.
Ona zaś czuła jak jej serce przyśpiesza pracę, tylko dlatego, że powiedział te słowa. Załkała cicho, wstając powoli, musiała uciec przed nim. Jeśli tego nie zrobi, znowu będzie go krzywdzić swoją miłością.
- Kurosaki… - Ishida warknął pod nosem, wkładając ręce do kieszeni. Nie zamierzał z nim walczyć, czuł jeszcze na sobie jego cios.
Orihime zaś uciekła przed nimi, ocierając oczy z łez przysłaniających widok przed nią.
.
.
.
To było po wojnie z Quincy, kiedy wreszcie odzyskała energię i mogła wyjść z domu. Przez ten czas zastanawiała się co powinna zrobić. Słyszała od Tatsuki jak z tym wszystkim radzi sobie Ichigo, a teraz zmierzając do szkoły nie wiedziała co ma zrobić. Jak z nim rozmawiać? Jak się przy nim zachowywać?
W głębi siebie znała już odpowiedź, że powinna pozwolić mu odejść, przestać się mieszać w jego życie i liczyć, że będzie ją ochraniał kiedy tylko będzie tego potrzebować. Za dużo już dla niej zrobił, nie musiał robić nic więcej.
Właśnie z taką determinacją weszła do szkoły i witała się ze znajomymi. Idąc holem słyszała komentarze osób pod jej adresem, nauczyła się ignorować, bo wbrew pozorom bolało ją to, jak ją postrzegali inni. Miała wrażenie, że to by upodobniło ją do matki. Nie wiedziała skąd ta niechęć do osoby, która dała jej życie, ale nie chciała poznawać swojego pochodzenia bliżej. Bo gdyby było co opowiadać Sora by jej powiedział.
- Hej. - Powiedziała radośnie wchodząc do klasy.
Usiadła jak zwykle na swoim miejscu, uśmiechając się do znajomych, które zaczęły się wypytywać o to gdzie była. Ona zaś opowiedziała im o przewlekłej chorobie, która ją przykuła do łóżka na długi czas.
I tak minął tydzień nowego spokojnego życia. Życia bez Ichigo. Oczywiście witała się z nim gdy wchodził do klasy, ale nie wchodziła z nim w głębsze interakcje. Tatsuki kilka razy pytała się co się dzieje, czemu znowu się dystansuje od niego. Ona jednak machała rękoma i negowała wszystko. Bo jak miała się im przyznać, że tak naprawdę nie ma z nim o czym mówić? Że koniec wojny tak naprawdę znaczy koniec znajomości z nim.
Ku własnemu zaskoczeniu, ktoś wysłał jej wiadomość by spotkać się na dachu szkoły. Nie podejrzewając niczego udała się o wyznaczonej porze na miejsce. Zobaczyła tam chłopaka z młodszego rocznika. Przez moment myślała, że poprosi ją o pomoc w nauce, zamiast tego usłyszała zupełnie co innego.
- Inoue-san! Proszę zostań moją dziewczyną! Bardzo cię lubię i będę szanował, naprawdę! - Ukłonił się nisko, drżąc pod wpływem jej wzroku.
Zamurowało ją. Jej głos ugrzązł w gardle nie dając możliwości odpowiedzi. Jeszcze nigdy tego nie doświadczyła. I chciała odmówić tak jak podpowiadało jej serce, bo nie chciała związku bez miłości, a nie była przekonana, czy jego fascynacja jej wyglądem uczyniła ich oboje szczęśliwymi. Wtedy jednak pomyślała, że może to byłby idealny lek by przeciąć wszystkie linki łączące ją z Ichigo, że może z czasem nauczy się kochać tego chłopaka jeśli da mu tylko szansę.
- Oj Inoue tutaj jesteś. - Usłyszała jego głos i poczuła jak łzy napływają jej do oczy. Jak mogła siebie oszukać? Nie było szansy by zapomniała o Ichigo, nawet jeśli on nie odwzajemnia jej uczucia.
- Kurosaki-kun… - Jęknęła zaskoczona, odwracając się do niego. - Coś się stało?
Ichigo zmierzył wciąż w pokłonie chłopaka nieprzyjemnym wzrokiem. Podszedł do dziewczyny, trzymając dłonie wciąż w kieszeni. Orihime przyglądała mu się z ciekawością, czekając aż coś powie. Zapomniała kompletnie o chłopaku, który przed momentem wyznawał jej swoją miłość.
- Spadaj młody. Nic nie dostaniesz. - Ichigo warknął wreszcie, spoglądając za pobladłym chłopakiem, który biegł w stronę schodów. - Zaczepiał cię?
Pokręciła przecząco głową, czując się głupio. Musiała później znaleźć tego chłopaka i przeprosić go. Zagryzła dolną wargę, czując jak jej serce bije jak szalone. Miała wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej i ucieknie na drugi koniec świata tylko po to by spalić się ze wstydu, czy szczęścia.
- Coś się stało? Przepraszam, że cię nie odwiedziłem po powrocie, wiesz sprawy z Soul Society nie były proste, no i ojciec darł się, że nie powinienem podkulać ogona i pozwalać im na wszystko. Nadal czuję się idiotycznie. - Powiedział speszony, uciekając od niej wzrokiem.
- Och, to nic takiego. Zresztą i tak byłam nie do życia, więc nawet lepiej, że mnie nie widziałeś. - Uśmiechnęła się promiennie, bawiąc się swoimi palcami.
- Na pewno nie było tak źle. Gdybym był silniejszy to może nie musiałabyś tak pracować… - Mruknął oschle, przeczesując włosy ręką. - W każdym razie - Podniósł na nią wzrok, pełen dawnej determinacji. - Nawet jeśli nie mam nocnej pracy i takie tam sprawy związane z moim dawnym zajęciem, to musisz wiedzieć, że nadal chcę żebyśmy byli przyjaciółmi.
Spojrzała na niego zaskoczona, rumieniąc się delikatnie. Gdyby miała wystarczająco odwagi, może by mu powiedziała, co do niego czuje…
- Tak mówię, na wszelki wypadek, gdyby w twojej pokręconej głowie, wzięła się myśl, że to koniec znajomości. Po prostu musimy znaleźć inną więź zamiast walki z hollowami.- Uśmiechnął się delikatnie, ruszając w stronę wyjścia. - Chodź Inoue.
- Hai. - Odparła radośnie, podbiegając do niego.
.
.
.
Szła powoli w stronę szkoły, czując jak z każdym krokiem jej serce robi się coraz cięższe. Tak naprawdę chciała wziąć dzień wolnego, by mieć czas by wszystko sobie uporządkować, ale nie miała tego przywileju. Za trzy dni będzie absolwentką i zostanie z niczym. Czuła się bezradnie i idiotycznie, chciała znaleźć jakieś wyjście dla siebie, ale nieważne ile by się starała nie umiała wymyślić, co mogłaby robić, do czego by się nadawała.
Jedyne do czego się nadaje to zabijanie ludzi, na których mi zależy…- Pomyślała z goryczą, wycierając oczy wierzchem dłoni.
- Hime.
Stanęła jak wryta, nie będąc wstanie ruszyć się nawet o krok. Jego głos przed nią, spokojny, bez cienia negatywnych emocji. Straciła przez chwilę możliwość oddechu, jednak gdy poczuła jego dłonie na sobie, jej mięśnie się zrelaksowały pozwalając na spokojny oddech.
Jego zapach drażnił jej nos, a mimo to uspokajał ją, powodował, że czuła się bezpiecznie. I sama nie wiedząc kiedy zaczęła płakać wtulając się w niego. Łkała cicho chowając przed nim twarz. Jak mogła żyć bez niego?
On zaś gładził ją powoli po głowie, czekając aż się wypłacze i będzie wstanie go słuchać. Wszystkim dawał znać by po prostu szli naprzód, zostawili ich w spokoju. Poczuł jak zaciska dłonie na jego plecach, jakby się bała, że zaraz zniknie.
- Nie byłoby prościej, gdybyśmy po prostu do siebie wrócili? Hime, nie potrafię iść naprzód nie mając ciebie obok. - Szeptał jej do ucha, uśmiechając się pod nosem, gdy jej kwilenie ucichło pod wpływem wypowiedzianych słów.
Orihime wiedziała, że powinna go odepchnąć i pobiec do szkoły. Czy nie po to z nim zerwała, by nie krzywdzić go swoją miłością? Teraz zaś wystarczyło, że podszedł ją od strony, z której się go nie spodziewała. I oto stała wtulona w niego, rozkoszując się jego zapachem, jego dotykiem. Jak wielką trzeba być egoistką by na to sobie pozwalać? Gdyby tylko się nie urodziła, on by nie musiał cierpieć, nie musiałby ginąć by ją chronić. Byłby dużo szczęśliwszy, więc dlaczego to powiedział? Dlaczego budzi w jej sercu taki chaos, że nie potrafi racjonalnie myśleć? Próbowała się uspokoić, opanować serce i go odepchnąć, naprawdę chciała jego szczęścia, ale on trzymał ją mocno przy sobie.
- Hime… Nie zostawiaj mnie. Bez ciebie nie jestem taki silny. Potrzebuję cię. Nie chcę byś znowu zniknęła z mojego życia, proszę…
Wiedziała od zawsze, że Ichigo nie jest typem osoby, która głośno mówi o swoich uczuciach. Jest raczej kimś, kto okazuje swoje serce przez czyny. Od samego początku czuła, że prawdopodobnie nigdy nie usłyszy z jego ust słowa: „kocham". Teraz zaś nie potrafiła jego wypowiedzi traktować inaczej niż jak wypowiedzenie tego słowa, rozbudowanego na mniejsze, mniej znaczące cząstki.
Słyszała od Rukii o tym jak zareagował po tym jak usłyszał o jej zdradzie. Nie mogła wtedy uwierzyć, że chodziło o nią. Nie spodziewała się tego, ale czy kiedykolwiek spodziewała się, że Kurosaki Ichigo weźmie ją w ramiona i będzie ją prosił by wróciła do niego? Oczywiście, że nie! Cała jej wyobraźnia na temat ich związku, polegała na jakiś absurdalnych dziecięcych rzeczach. Bo nigdy tak naprawdę nie myślała, że odwzajemni jej uczucie.
Inoue najzwyklej w świecie nie wiedziała jak kochać. Nie rozumiała jak poruszać się w tym temacie by nie skrzywdzić Ichigo, by dać mu szczęście. Nie miała też nikogo by się o to zapytać. Jej całe doświadczenie szło z mang, które czytała w wolnym czasie. Jak się przekonała, mało mają wspólnego z rzeczywistością.
Nie chciała go stracić, był dla niej zbyt ważną osobą. Nie. Był jej narkotykiem, jej powietrzem. Bez niego nie istniała. Odkąd go tylko zobaczyła w klinice, trzymając ciało brata, czuła że urodziła się by go poznać. Jak bardzo go podziwiała wtedy, nawet teraz to robi. Może to jej głupie przyzwyczajenie, może jej naiwny charakter, ale nie potrafiła żyć inaczej. Kurosaki Ichigo był dla niej wszystkim. I mogła śmiało powiedzieć, że nienawidziła tej świadomości, jak bardzo jest od niego zależna. Gdyby poprosił ją by zginęła. Zrobiłaby to z uśmiechem na ustach. Bo wolała umrzeć niż być dla niego ciężarem.
- Hime… - Szepnął cicho, choć wyczuła w jego tonie niepewność, objął ją mocniej, utrudniając jej oddychanie.
Zawsze szczęście kojarzyła z bratem i czasem, który razem spędzili. Gdy była młodsza nie miała tak naprawdę znajomych. Przez swoje włosy i imię była prześladowana w swojej szkole. Przywykła nienawidzić siebie za to kim jest. Kiedy zginął Sora, jej niechęć względem siebie jeszcze bardziej wzrosła, tak samo jak poczucie samotności. Nie miała nikogo. A na pogrzebie nie pojawiło się wiele osób, za to wszyscy spoglądali na nią z pogardą. Później jej szczęściem była przyjaźń z Tatsuki. Jednak Inoue była chciwa. Chciała więcej szczęścia, bo chciała usnąć ze swojego serca pustkę.
- Um, Ichi nie mogę oddychać... - Wyjąkała z trudem, puszczając wreszcie jego marynarkę.
Odsunął ją delikatnie od siebie, trzymając dłonie na jej ramionach, jakby bojąc się, że mu ucieknie. Spojrzał się na nią z troską ścierając z jej policzków pozostałości po łzach. Nie potrafiła podnieść wzroku, patrzyła na ziemię zastanawiając się co powinna właściwie powiedzieć. Czy miała prawo mówić cokolwiek?
- Jesteś kłamczuchem Ichi. Wszystko co robiłeś, to po to by chronić swoją rodzinę. Nie dla mnie. - Powiedziała cicho, zaciskając dłonie na jego ramionach. - I jesteś okropny! Bo nie potrafię udawać, że nic dla mnie nie znaczysz, że jesteś przeszłością. Bo Ichi wypełnił pustkę w moim sercu, dlatego już nie umiem być sama… Jesteś okropny Ichi. - Ostatnie zdanie wyjąkała, ponieważ jej ciałem znowu wstrząsnął szloch.
-To prawda, że robiłem to głównie dla swojej rodziny. Jednak zawsze wracałem z walk także dla ciebie, bo nie chciałem byś płakała. - Powiedział spokojnie, gładząc ją po głowie. - Hime, pozwól mi nadal wypełniać twoje serce.
Przytaknęła tylko głową, nie będąc wstanie powiedzieć niczego, co miało by związek z ludzką mową. Wtuliła się w niego znowu, pozwalając mu by swoim dotykiem ją uspokajał.
Gdyby go nie poznała, nadal byłaby samotna. Bo wszystko zaczęło się od tamtego dnia.
Can we make it feel like home,
If I tell you you're mine
