[Rozdział 7]


Warning: Iwaizumi ty skończona cioto, pieprzysz coś o poważnej rozmowie z Oikawą, a cykasz się nawet do niego zadzwonić, ale żal XDDD Zresztą reszta też nie jest lepsza, tylko Tsukki jako tako potrafi się ogarnąć, www. Nie, nie jest mi przykro 8D Tatuażysta nam się rozkręca coraz szybciej, cóż to za jazda bez trzymanki, lmao. Akiteru dostał rolę życia, nie wiem jak wy, ale ja go uwielbiam w tym opowiadaniu. Mam taką bekę, jak o nim piszę, że nawet sobie tego nie wyobrażacie. Nadal są smuteczki, ale nie martwcie się, w przyszłym rozdziale powinno już być wszystko bardziej cacy. A przynajmniej tak mi się wydaje /sugestywny kaszelek/


W pierwszym odruchu chciał z całej siły go odepchnąć, a potem dać widowiskowo w mordę. Jeszcze palnąłby podniosłą mówkę przepełnioną kurwami, coby podkreślić swoje oburzenie, po czym łaskawie dałby mu płaszczyć się na ziemi, słuchając przeprosin. Tak, to byłaby jedyna prawilna reakcja, którą w tym momencie powinien wykorzystać, jednak nie wiedzieć czemu, jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie mógł ruszyć nawet najmniejszym palcem u stopy, pomimo że wszystko w nim wrzeszczało, aby stąd uciekać.

Po prostu pozwolił mu się pocałować, a potem przez kolejne pół godziny wysłuchiwał dźwięków przypominających wycie poronionego walenia, które były przytłumione, przez fakt, że mężczyzna dociskał sobie poduszkę do twarzy, najwyraźniej próbując się udusić. Co to ma być? Dlaczego to się dzieje? Nawet mu, kurwa, oddech nie przyspieszył. Po prostu tak sobie leżał i jedyną różnicą, przez którą nie można było go porównać do trupa, był fakt iż jego klatka piersiowa unosiła się, a to znowu opadała w równym, spokojnym rytmie.

Magiczna dysfunkcja organizmu cofnęła się, dopiero gdy Oikawa w końcu zasnął, zwinięty w kulkę na samym krańcu futonu. Wypuścił głośno powietrze z ust, drżąc nieopanowanie, po czym uniósł się na łokciach, żeby popatrzeć zbaraniałym wzrokiem na białe zawiniątko z którego wystawały brązowe kosmyki. Może by go tak teraz skopać, a potem udawać, że to wcale nie było celowe, bo zapomniał mu powiedzieć, że się wierci i rzuca we śnie? Albo z całej siły przywali mu w tą pustą łepetynę, może chociaż trochę rozumu do niej wleci. O tak, to była świetna myśl, musiał przecież jakoś odreagować.

Jednak, pomimo targających go sprzecznym emocji, po prostu położył dłoń na jego głowie, wsuwając place w miękkie włosy. Pewnie używał drogich szamponów, odżywek czy innego świństwa na kilogramy, żeby osiągnąć taki efekt jak typowa kobitka. Pogłaskał go delikatnie, czując jak ciało pod nim odpręża się pod wpływem dotyku. A to ciekawe, nawet reagował jak baba. To było na swój sposób nowe doświadczenie i nawet na tyle miłe, że uśmiechnął się pod nosem.

… ha?!

Gdy dotarło do niego co właśnie robi, podskoczył jak oparzony i spojrzał na swoją rękę jak na najgorszego wroga. Kurwa, że co? Co on niby, do jasnej cholery, odkurwia? To wszystko zaczęło mu się wymykać spod kontroli. Po pierwsze, dlaczego mu na to pozwolił? Po drugie, zdecydowanie powinien mu za takie coś zmyć głowę. Po trzecie, tego typu żarty zdecydowanie były nie na miejscu, bo jakoś powątpiewał, żeby Tooru był gejem, nie kiedy praktycznie każda laska chciałaby być matką jego dzieci. Po czwarte, nieważne jakiej był orientacji, takich rzeczy się po prostu nie robi! A po piąte, był samym sobą zawiedziony. Powinien się na niego zdenerwować, nie wiem, poczuć cokolwiek co miało chociaż trochę wspólnego ze złością, ale nie mógł. Po prostu jakby zapomniał jak to się robi.

Niepewność złapała go za gardło i sprawiła, że miał problem ze złapaniem głębszego oddechu. Pytanie, dlaczego zrobił coś takiego, odbijało się echem po jego głowie, powodując coraz silniejszy ból z tyłu czaszki. Jeśli chodziłoby o zwykłe heheszki, czy chociażby zawstydzenie go, jakkolwiek irracjonalnie to brzmi, to przecież powinien go pocałować, gdy był przytomny. Wtedy może i miałoby to sens, a tak to sam nie wiedział co o tym tak naprawdę myśleć. Znalazł się w dość niezręcznej, żeby nie powiedzieć iż wręcz chujowej, sytuacji. A co najgorsze, wspomnienie ciepła jego ust, wcale nie było nieprzyjemne. Jasne, to nadal wychodziło poza jego zdolność percepcji, ale nie mógł jednoznacznie wepchnąć tego do worka ze złymi myślami. Dotąd nie wykazywał skłonności do lubowania się w tej samej płci, ale też nigdy nie zwracał na innych ludzi uwagi w ten sposób. Jakoś nie ciągnęło go do romansów, zawsze miał na głowie coś ważniejszego do ogarnięcia, a związek był równoznaczny z dodatkowymi kłopotami, których zdecydowanie chciał sobie oszczędzić. Nie zapominajmy też, że Oikawa był po prostu specyficzny wiec kategoryzowanie go nie wchodziło w ogóle w rachubę. Może po prostu sprzedał mu buziaka, bo miał taki kaprys? Znając go, było to bardzo możliwe i, o zgrozo, nie potrafił go za to znienawidzić, nawet jeśli swoją osobowością i samym wyglądem grał mu na nerwach już od początku. Sam nawet nie zauważył, kiedy podświadomie zaczął się powoli godzić z faktem, że mężczyzna poniekąd stał się częścią jego życia i raczej się go już nigdy z niego nie pozbędzie. A co gorsza, ta wizja nie napawała go aż tak wielkim pesymizmem, jak na początku sądził.

Co to za niespodziewany zwrot akcji, aż mu się z wrażenia niedobrze zrobiło.

Westchnął ciężko i opadł na futon, trąc palcami nasadę nosa. Nie było sensu nad tym dłużej rozmyślać, bo zaczynał dochodzić do coraz dziwniejszych wniosków, które zdecydowanie mu się nie podobały - ze względu na późną porę, zwalił to po części na coraz gorzej funkcjonujący, przemęczony mózg, dzięki czemu w miarę możliwości przyjął nowe fakty do świadomości, po czym wepchnął je w jej najdalszy kąt. Kiedy uda mu się porozmawiać na poważnie z Tooru to dopiero wtedy zacznie się przejmować i zamawiać miejsce w najbliższym psychiatryku. Musiał sobie najpierw wszystko poukładać i samemu zastanowić się nad najrozsądniejszymi reakcjami, zależnymi od udzielonych przez chłopaka odpowiedzi. Miał nadzieję, że się to powiedzie chociaż na tyle, aby przegonić nagromadzone w nim wątpliwości.


Kiedy obudził się koło godziny dziewiątej i odkrył, że Oikawa postanowił bez słowa zwiać, miał ochotę zawyć z bezsilności. Wysupłał się z kołdry, rozglądając nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu, po czym sięgnął ręką po kartkę papieru leżącą na niskim stoliczku. Widząc nabazgrane jak kura pazurem przeprosiny razem z deklaracją pokazania Kuroo wzoru tatuażu i dołączony do tego banknot, o nominale dwóch tysięcy jenów za wczorajsze jedzenie, miał ochotę się histerycznie roześmiać.

- Paczkowane sushi tyle nie kosztuje, debilu – przejechał ręką po twarzy, zdając sobie dobitnie sprawę jak bardzo jest w ciemnej dupie.


Oikawa siedział na stosie nowiutkich opon i ze znudzeniem obserwował jak tych dwóch kretynów w najlepsze rozpierdala warsztat samochodowy. Na początku, gdy nie udało mu się dodzwonić, ani do jednego ani do drugiego, to chciał zrezygnować z odwiedzin. Cisza z ich strony nie wróżyła nic dobrego i miał przeczucie, że zginie marnie jeśli przyjedzie. Ale przecież napisał ten nieszczęsny liścik Iwaizumiemu, że osobiście przekaże wzór tatuażu, więc nie mógł po prostu spierdolić, szczególnie że potem nie miałby czasu tułać się taki kawał drogi. I nie, to wcale nie tak, że po prostu chciał mieć wymówkę, aby jak najszybciej uciec z jego domu. W ogóle o to nie chodziło, przecież to jasne jak słońce, że po tym co zrobił bez problemu mógłby z nim rozmawiać, czy spojrzeć prosto w oczy. Potwierdzone info, nie cykał się ani trochę i nie miał wyrzutów sumienia. Tak właśnie. Ahahaha… haha… ha. Boże, zabij go ktoś.

Także, zmuszony przez niesprzyjające okoliczności, podjął męską decyzję i się dowlókł na miejsce, jednak zdecydowanie nie był przygotowany na to co zastał. Najpierw został niemal siłą wciągnięty do środka, przez wyjącą dwójkę, a potem służył im jako przenośna chusteczka. Ze zgrozą dał się im opleść w uścisku i moczyć swoje ramiona, bojąc się wykonać jakikolwiek gwałtowniejszy ruch. Kiedy uspokoili się na tyle, że był w stanie cokolwiek zrozumieć z ich bełkotu, to wyswobodził się ze słabnącego uścisku, po czym usiadł jak tylko najdalej mógł, żeby przypadkiem im się nie odwidziało. Potem przyszedł jakiś koleś, którego Tooru pierwszy raz w życiu widział na oczy, przeprosił go za ich zachowanie, tłumacząc iż jest nowym pracownikiem, a oni tak dramatyzują od rana, po czym wręczył mu kubek gorącej herbaty, która pachniała jak smar samochodowy. Facet coś tam jeszcze nawijał bez ładu i składu, aż w końcu łaskawie się od niego odwalił, zajmując swoją pracą.

Oikawie wydawało się, że jest dość podobny do kogoś kogo zna, ale ta myśl dość szybko wyleciała mu z głowy, gdy nagle Bokuto zawył tak, jakby go zarzynali żywcem.

- Możecie przestać się drzeć? Aż uszy więdną – skrzywił się, odstawiając parujące naczynie na podłogę.

- Ale ty nie rozumieeesz…!

- Więc mi to, do cholery, wyjaśnijcie!

- Szkoda gadać.

- To się wypchajcie.

- Ej!

- Nawet mowy nie ma, albo rozmawiamy, albo stąd idę.

- Spoczko foczko, nie denerwuj się tak.

- F… foczko…? - Tooru prawie się zakrztusił własną śliną, zanosząc się widowiskowym kaszlem.

- Nie uduś się tylko z wrażenia, bo nie usłyszysz naszych historii życia.

Kuroo najwyraźniej zmęczył się udawaniem, że płacze, bo podpełzł bliżej, wwiercając w niego zrozpaczone spojrzenie piwnych tęczówek. Z Koutarou było zdecydowanie gorzej, bo niczym nie zareagował na ich wymianę zdań, zbyt zajęty smętnym pohukiwaniem, leżąc krzyżem na jednej z masek samochodu.

Co to za dziwaczna pokuta, pomyślał Tooru przewracając oczami, po czym spytał:

- Więc?

- Generalnie to Tsukki…

- Oh! Już wiem kogo mi ten gość sprzed chwili przypominał – Oikawa klasnął w dłonie, przerywając mu w połowie zdania – Są rodziną?

- Co? – Tetsurou zrobił zbaraniałą minę – Że kto z… a – mruknął, gdy jego wzrok napotkał plecy, pochylającego się nad starym silnikiem, blondyna – Tak, to jego starszy brat, Tsukishima Akiteru.

- I co on tutaj robi?

- Pracuje? Znaczy na razie na okres próbny, ale całkiem nieźle mu idzie.

- Hooo…

- Weź się skup, mówiłem o Tsukkim! – zirytował się, marszcząc brwi – On się na mnie dosłownie wypiął i nie odbiera w ogóle telefonu. Wkurwiłem się i parę razy nawet czatowałem przed jego domem, ale nic z tego nie wyszło. Dosłownie jakby się rozpłynął w powietrzu. Nie wiem już co mam robić!

- Przeproś go.

- Ha? A skąd niby wiesz, że to przeze mnie? – westchnął ciężko, przeczesując palcami skołtunione włosy

- Jesteś kretynem nie od dziś, najpewniej powiedziałeś albo zrobiłeś o jedną rzecz za dużo – Tooru uśmiechnął się kwaśno – Przeczekaj najgorsze, ale nie pozwól, aby myślał, że o nim zapomniałeś, po czym jak już sam z siebie się odezwie to go przeproś i kup coś drogiego na zgodę. To zawsze działa na kobiety.

- Ale on nie jest dziewczyną – Kuroo spojrzał na niego jak na debila – To chyba tak nie działa…

- Cóż, aktualnie Tsukishima ma humorki jak baba w ciąży, dlatego sądzę, że to dobry plan – podparł podbródek na dłoni – Mówię całkiem serio. Poczekaj, aż będzie gotowy, bo inaczej możesz jeszcze bardziej spaprać.

- A co jak już nigdy więcej się do mnie nie odezwie? – siąknął nosem – Albo mnie zdradza?!

- Zdecyduj się, które ci tak naprawdę bardziej nie odpowiada – Oikawa skrzywił się zniesmaczony – Jesteś okropny! Chłopak musi być masochistą skoro z tobą tyle wytrzymał.

- Ty wstrętny…!

- A temu co? Też mu nie wychodzi w związku? – chłopak kompletnie olał fakt, że został spiorunowany wzrokiem i wskazał kciukiem na Bokuto.

- Powiedzmy. Postawił się Akaashiemu i teraz przeżywa jak mrówka okres – Tetsurou zerknął na mężczyznę kątem oka – Sam nic więcej nie wiem, bo niezbyt zrozumiałem jego bełkot.

- A to się zdziwiłem, myślałem że kłótnia w przypadku tej dwójki jest niemożliwa. Wy to co innego, ale oni?

- Czy ty coś insynuujesz? – Kuroo zmrużył niebezpiecznie oczy.

- Tak, to że jesteś narwanym debilem i zawsze bierzesz to czego chcesz, nie patrząc na konsekwencję i innych – odwzajemnił bojowe spojrzenie, zadzierając podbródek do góry.

- Gówno prawda! Ja i Tsukki jesteśmy dwiema , pieprzonymi, połówkami jabłka, które idealnie do siebie pasują! Nasz związek to…

Jego krzyk został zagłuszony, przez odgłos spadających narzędzi na podłogę. Oboje podskoczyli jak oparzeni, zdajać sobie sprawę, że przecież nie byli tutaj sami, a darli się jak kobity na targu. Tetsurou z duszą na ramieniu, obrócił się i momentalnie zbladł, gdy zobaczył stojącego nad nim Akiteru, który ze zbaraniałą miną otwierał, a to znowu zamykał usta, najwyraźniej nie wiedząc co powiedzieć. Gdy w końcu mu się to udało, jego głos przypominał pisk przestraszonej myszy:

- Kei… jest gejem?


Tsukishima stał przed lustrem i przyglądał się swojemu odbiciu krytycznym wzrokiem. Nie spodziewał się cudów po powrocie od fryzjera, ale jednak nie był gotowy na aż tak żałosny widok. Niespiesznie przesunął palcami po bardzo krótko ściętych kosmykach, które pod wpływem samego ciepła rąk momentalnie zaczęły się jeszcze bardziej kręcić i parsknął coś niezrozumiałego pod nosem. Wyglądały teraz niemal identycznie jak za czasów licealnych, tyle że jedna strona była zdecydowanie bardziej przycięta od drugiej. Co on miał w głowie, żeby permanentnie wygalać sobie bok, teraz będzie musiał sporo poczekać, aż włosy odrosną na tyle aby nie było widać różnicy.

Drżącymi dłońmi sięgnął do ust, w których dumnie prezentował się oczojebnie żółty labret. Przez chwilę się z nim mocował, nie mogąc odkręcić kuleczki, po czym ostrożnie wyjął resztę kolczyka i schował go do pudełeczka. Jego dolna warga wyglądała teraz tak samotnie, że miał ochotę włożyć go z powrotem i dobrych parę minut walczył sam ze sobą, aby rzeczywiście tego nie zrobić. Rozmyślał o tym wystarczająco długo i podjął słuszne decyzje, których musiał się teraz trzymać, nawet jeśli oznaczało to pozbycie się ulubionej ozdoby z ciała. Przejechał językiem po widocznej dziurce po wkłuciu, mając nadzieję, że zagoi się chociaż na tyle, aby z daleka jej nie było widać

Reszta kolczyków również podzieliła los labretu, lądując w plastikowych torebeczkach. Potarł z krzywym uśmiechem zaczerwienione i pieczące uszy, pocieszając się w myślach, że chociaż tunele postanowił oszczędzić. Nie wyglądałoby to zbyt dobrze, gdyby je wyjął, szczególnie że szansa, aby się zarosły była znikoma. Co prawda nie rozepchał ich do nie wiadomo jakiej wielkości, ale dziury nadal były za duże. Chociaż coś pozostanie, przypominając mu jego spóźniony okres buntu. Nie żeby bardzo tego żałował, logicznie rzecz ujmując, był to jego najmniejszy problem, który z łatwością mógł zakryć dobrym ułożeniem włosów - wystarczy jedynie poczekać, aż te trochę podrosną.

Ostatnim krokiem jaki podjął było wygrzebanie zakurzonego etui z dna szafki i wyciągnięcie z niego starych, czarnych okularów. Zdjął swoje aktualne z białą oprawką, która zdecydowanie za bardzo przyciągała wzrok, po czym przesunął po niej palcami, czując coraz większą pustkę. Niby się na to wszystko przygotował, ale teraz nawiedzało go coraz więcej wątpliwości. Przecież dopiero od niedawna poznał smak prawdziwej wolności płynącej z podejmowania własnych decyzji i kreowania swojej osoby bez przejmowania się opinią innych. Ostatni rok był po prostu magiczny, pomijając problemy rodzinne, przez co najchętniej już nigdy nie opuszczałby tej sielanki. Ale ostatnie wydarzenia wstrząsnęły nim na tyle, aby w końcu spadł na ziemię, pozwalając się pożreć strachowi, którego do tej pory jakoś udawało mu się spychać na dalszy plan.

Nie był pewny swojej przyszłości. Jasne, miał zamiar skończyć studia, był praktycznie na półmetku więc odpuszczenie sobie przed samym finiszem było po prostu idiotyczne. Nieważne, że wybrał je ze wzgląd na starszego brata, który okazał się najgorszą szumowiną i urodzonym kłamcą. Tylko, że jeśli chciał potem się dopasować i szybko znaleźć pracę to musiał ponownie wtopić się w tłum, rezygnując tym samym z pokazywania prawdziwego siebie. Piercing i wyzywający wygląd zdecydowanie nie pomogłyby mu w karierze zawodowej, a raczej zdyskwalifikowałyby już na samym początku - pogodził się z tym, chociaż bardzo tego nie chciał. Żałował najbardziej tego, że był na tyle zaślepiony, że nie próbował eksperymentów, gdy miał jeszcze na nie czas. Teraz było już za późno, ale postanowił zapamiętać jaką frajdę sprawiło mu stanie się chociaż na krótką chwilę tym kim naprawdę w środku był poprzez wygląd oraz zachowanie.

Drugą sprawą stanowiła poważna rozmowa, którą musiał przeprowadzić z rodzicami. Prawdę mówiąc strasznie męczyła go atmosfera panująca w domu. Ich zachowania i relacje były toksyczne od samego początku, jednak po tym jak kłamstwa Akiteru wyszły na wierzch, a on sam uciekł gdzie pieprz rośnie, wszystko stało się dwa razy gorsze. Nie mogli tak dłużej ciągnąć, musieli pójść na kompromis. Chciał przedstawić swoje plany na przyszłość i zapewnić ich, że ma zamiar skończyć studia. Miał dość porównywania go do brata - kiedyś to uwielbiał i wręcz do tego dążył, ale teraz czuł się tak jakby go obrażali. Wzajemne zrozumienie i akceptacja nie przychodzi od razu, ale miał zamiar nad tym pracować, bo przecież rodzinę ma się tylko jedną - choćby bardzo chciał nie mógł się wyprzeć więzów krwi. Nie wiadomo jak dalej potoczy się jego życie, wszystko przychodzi i odchodzi, ale bliskie osoby zostają. Podświadomie czuł, że mógł a nich liczyć.

Nie to co na swoim partnerze - ostatnia rozmowa z Kuroo boleśnie dała mu o tym znać. Ich związek był kruchy i przy silniejszym podmuchu wiatru mógł się zawalić niczym domek z kart. Zresztą już teraz ledwo stał, trzęsąc się w posadach. Nie żeby przeszkadzała mu taka relacja, po części sam się dziwił, że tak długo ze sobą wytrzymali. Niby przeciwieństwa się przyciągają, ale na dłuższą metę brak wspólnych cech prowadził jedynie do kłótni. Wstępne zaciekawienie i gorące uczucia szybko przestawały się liczyć w obliczu kłód podrzucanych pod nogi przez kapryśni los. Co nie zmieniało faktu, że go kochał. Naprawdę go kochał i nie miał zamiaru się przed tym bronić czy też uciekać, dlatego dopóki była szansa to chciał ten związek ratować. Jednak, gdy pomimo starań się posypie do końca to po prostu odejdzie z godnością i klasą, bez żadnych łzawych pożegnań. Boleć będzie, ale skoro zdecydował się od tej pory patrzeć jedynie przed siebie i kroczyć przez życie z podniesioną głową, musiał to wytrzymać.

Po odizolowaniu się od świata i długich rozmyślaniach czuł się spokojny, wręcz pewny swego. Teraz co prawda naszły go pewne wątpliwości, ale było już na nie za późno. Koniec z biernością i staniem w miejscu. Jeśli miało być dobrze to musiał działać, na cud nie było co liczyć. Wypuścił głośno powietrze z płuc, wygładzając koszulę na piersi, po czym wyszedł z pokoju, kierując się w stronę salonu, gdzie rodzice oglądali wieczorne wiadomości. Chrząknął cicho i zastukał dłonią w ścianę, aby zwrócić ich uwagę, po czym mruknął:

- Mamo, tato… musimy porozmawiać.


Wpatrywał się w swoją komórkę jak zahipnotyzowany, stukają niecierpliwie palcami o blat stołu. Powinien w tym momencie robić pracę na zaliczenie, ale nie mógł się na niczym skupić i wszystko dosłownie leciało mu z rąk. Minęły dwa tygodnie od czasu tej felernej nocy spędzonej w domu Iwaizumiego, a facet nawet nie napisał czy żyje. Znaczy, pewnie jakoś dycha, ale sami rozumiecie, o co chodzi. Jak tak można było go olewać skoro naprawdę dużo włożyć w tworzenie tego pieprzonego wzoru? To się po prostu w głowie nie mieści, co to ma w ogóle być?! A przecież sam do niego nie napisze. Od momentu kiedy go pocałował, męczyły go takie wyrzuty sumienia, że nie miał serca zawracać mu niepotrzebnie głowy.

Zresztą sam nie wiedział jaką wiadomość mógłby mu wysłać. Wszystko wydawało mu się teraz durne i bez żadnego sensu, a gdyby poprosił o spotkanie, najpewniej nie wydusiłby z siebie złamanego słowa jak jakaś skończona baba. Kłamca był z niego okropny, na pewno Hajime domyśliłby się, że jest coś na rzeczy i siłą wyciągnąłby z niego na ten temat informacje. A wtedy mógłby się żegnać z życiem, już widział jak dostaje wpierdol, a potem chłopak przywiązałby mu do nogi kamień i wrzucił do rzeki.

Potwierdzone info, nie miał się co nawet łudzić na okazanie litości, bo przecież kto normalny całuje osobę tej samej płci? I to jeszcze jak owa osoba smacznie sobie śpi? Czy to już podchodzi pod molestowanie? Chyba tak, super, może jeszcze wsadziliby go za kratki i przylepili łatkę zboczeńca. Zabić siebie czy zabić siebie?

Ale też ten buziak upewnił go, że jednak się zakochał. I jak niby miał z tym teraz żyć? Przecież musiał mu o tym powiedzieć, bo coś w nim ostatecznie pęknie. Im dłużej będzie się wstrzymywał tym potem gorzej będzie mu się pozbierać po odrzuceniu. Jednak strach, brał and nim górę. Nie lubił bólu w jakiejkolwiek formie, a przecież nie było mowy, żeby wyszedł po takim wyznaniu żywy, a tym bardziej by jego uczucie zostało odwzajemnione. Chujowo. Pierwszy raz to on musiał się starać, a nie na odwrót, co samo w sobie było traumatycznym doświadczeniem i dodatkowo w gratisie nawet obawiał się, że dostanie kosza. Świetnie. Wręcz cudownie. Świat oszalał. Co też ten wytatuowany kretyn z nim zrobił?

Prawie się udusił, gdy nagle jego telefon zawibrował i rzucił się na niego jak lew na swoją ofiarę, jednak cały entuzjazm wyparował, gdy zobaczył na wyświetlaczu, kto do niego dzwoni. Zaklął szpetnie pod nosem, po czym odebrał, mocno zaciskając palce na obudowanie.

- Czego?

- Jakiś ty miły – głos Kuroo też nie był zbyt wesoły – Aż się wzruszyłem.

- Jestem zajęty, robię pracę na zaliczenie – burknął.

- Nic się nie stanie jak przez chwilę przestaniesz rysować penisy…

- Jakie, kurwa, penisy?!

- ... czy tam inne pedalskie rzeczy – usłyszał szydercze parsknięcie – Iwaizumi dzwonił i kazał ci przekazać, że jak chcesz to możesz wbić w tą sobotę. Będzie mnie w końcu dziarał i stwierdził, że pewnie chciałbyś popatrzeć.

- O… a… tak, chcę –mruknął zaskoczony – To nie mógł sam mi tego powiedzieć?

- Może oszczędza hajsu, albo po prostu nie chce słyszeć twojego słodkiego głosiku dłużej niż musi.

- Wypchaj się!

- Sobota, godzina czternasta, nie spóźnij się – odparł tylko, po czym się rozłączył.

Oikawa zacisnął usta w cienką linię, po czym rzucił telefon na łóżku, zastanawiając się czym sobie zasłużył, że los pokarał go tak zjebanymi przyjaciółmi.