,,Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same"

Codziennie wstawać by witał cię ten sam, tyle, że bardziej deszczowy dzień. Czego innego możesz się spodziewać? Kiedy już wpadasz w pewien rytm on na zawsze pozostaje, niezmienny, jedynie jego fragmenty są inne w miarę jak dorastasz i twoje priorytety się zmieniają. Sam nawet nie wiesz dlaczego, przecież inaczej wyobrażałeś sobie swoje życie, przecież marzyłeś o tym jak będzie kolorowo. Barwnie. A teraz, widzisz jedynie szarość zwyczajnego dnia, męczy cię to. Jednostajna monotonia, chce ci się nią wymiotować ale poddajesz się jej. Jak fali, z falą nie da się walczyć, trzeba się jej poddać. Odkryłeś to już dawno i teraz jedynie ironicznie wykrzywiasz wargi na widok tych śmiałków co próbują. Nie obchodzi cię ich los, w końcu sami dojdą do słusznego wniosku, który sam odkryłeś. Nie masz nawet ochoty tego komentować, ale to tkwi w tobie, głęboko. Nie chcesz rozmawiać o tym z przyjaciółmi, nie chcesz ich pocieszenia, jest zbędne i nic nie wnosi. Twoja nadzieja zgasła już dawno, dokładnie dziesięć lat temu. Nie łatwo dziecku poznawać prawa jakimi rządzi się świat ale ty się cieszysz, że już je poznałeś. Przynajmniej teraz nie czujesz rozczarowania. Godzisz się.

Nastolatek zsuwa się z parapetu i naciąga kaptur na złote włosy. Rusza w kierunku budynku. W miejscu, w którym wcześniej siedział unosi się dym. Po chwili i on znika.


Uśmiechnął się, delikatnie tylko kącikiem ust, ale jest postęp. Brakowało mu tego uśmiechu, bez niego blondyn nie był pełny, nie skończony. Teraz, teraz jest doskonały kiedy ten zawadiacki uśmieszek błąka mu się na wargach. Remus Lupin. Dziewczyny powiedzą słodziak, faceci powiedzą żartobliwie gej, Syriusz powie misiek, James encyklopedia, Peter, że przyjaciel, jeden z nich. Bez Remusa nie byli by całością, to on ich spajał, on był alfą i omegą Huncwotów. Syriusza zawsze zbierało rozbawienie na myśl, że w takim drobnym blondynku czai się taka siła charakteru. Był dumny, jego Lupuś, jego małe, słodkie ciasteczko.

-No już, już Łapuś tylko się nie popłacz.

-Że co?-zdziwiony Łapa przeniósł wzrok z twarzy Lupina na jego oczy, jest trochę urażony. Blackowie nie płaczą.

-Zawsze kiedy myślisz o mnie masz tę debilną minę. I się gapisz.-prychnął Lunatyk kręcąc głową a w jego bursztynowych oczach zabłysły iskierki rozbawienia.

-Nie myślę o tobie Lupin.-wydął wargi Czarny poprawiając swą arystokratyczną grzywkę swobodnym gestem.

-Jaaasne. Spokojnie Łapciu ja nigdzie nie idę.-wyszczerzył zęby w uśmiechu blondyn przytulając się do przyjaciela, jego skórzana kurtka zawsze przyjemnie pachniała. Nikotyną, lekko cytrusowo i jakimś drzewnym aromatem, jeżeli dłużej się go wdychało można było poczuć leciutką woń whisky.

-Remik wgniatasz mi łokieć w brzuch-stęknął Syriusz tarmosząc włosy Lupina.

-Tu was mam!-James wszedł do sali, jego okulary przekrzywiły się gdy zderzył się ze stolikiem ale szeroki banan na ustach nie zniknął.-Wieje gejowszczyzną

-Więc znikaj Potter-rozkazał mu Syriusz wtulając nos we włosy Remusa, jego głos był cierpki ale James go zna. I słyszy tę ciepłą nutę, która zdradza, że to taka figura na pokaz, nie jest na serio.

Zawsze wie kiedy może coś powiedzieć a kiedy nie, to taka umowa niepisana, pomiędzy przyjaciółmi, którzy lubią traktować się półżartem. Bo życie jest tylko kolejną komedią, przemieszaną z nutą dramatu, horroru i tragedii. Czasami wplątują się też romantyczne związki.

-Nie dzięki, wolę zostać-odpowiedział więc okularnik sadowiąc się na parapecie i spoglądając przez okno.-Gdzie jest Pet?

-Ma szlaban u McSztywniary.-rzucił rozluźniony Syriusz, towarzystwo Remusa zawsze tak na niego wpływa. Maska zostaje zrzucona.

-Ten zawsze się w coś wplącze-parsknął James obrysowując krople deszczu rozpryskujące się na szybie. Chwilę słuchał nieustających werbli, pełen podziwu dla siły przyrody.

Siedzą tak w milczeniu jeszcze kilka minut, mają czas, dopóki zadzwoni dzwonek i trzeba będzie stawić czoło wyzwaniom szkolnego dnia. Po tym głośnym sygnale oznaczającym koniec błogiego lenistwa i refleksji podnieśli się wszyscy troje, zarzucając na ramiona torby, jedne wypchane do granic możliwości inne prawie puste, na twarzy rysują się uśmiechy przeznaczone dla nauczycieli i reszty uczniów. Nie zdradzają niczego, żaden z nich nie wywleka na wierzch tego co w środku, dla tych, którzy są ważni prawdziwe twarze są chowane na później.


Siedzą razem, w ławce na przeciwko, jeden wysoki, czarnowłosy z leniwą miną przywodzącą na myśl kota, drugi niższy, złote włosy opadają mu na czoło kiedy ze skupioną miną skrobie kolejne inkantacje. Widać, że pasuje im wzajemne towarzystwo, za nimi rozpiera się na krześle orzechowooki okularnik, grubszy lekko rudowłosy chłopak sięga do opakowania na stole. Są ciekawą zbieraniną, nikt by nie zgadł, że staną się najlepszą paczką przyjaciół. Przypatrującej im się dziewczynie jest z tego powodu trochę smutno, kiedy patrzy na blondyna, nie zdradza się jednak nawet najmniejszym gestem. Umie ukryć swoje uczucia. Siedząca koło niej brunetka jednak nie posiada tej umiejętności, w jej żywych oczach jasno pobłyskuje zaciekawienie, jest jednak coś co skreśla w jej oczach zbieraninę pod oknem. Ich krawaty są czerwono-złote. Jej srebrno-zielony. Isabelle postanawia skupić uwagę na kimś innym, siedząca obok niej Bella już to zrobiła. Izzy mimo wszystko lubi czasem zaszaleć, lub jak sama to określa upajać się zapachem czegoś nieosiągalnego. Więc znowu jej oczy napotykają te szare, grudniowe a wargi rozciągają się w uśmiechu, obojga. Jego bo znalazł nową zdobycz, jej bo nie umie mu się oprzeć. Zresztą większość nie potrafi, Syriusz Black to obok Jamesa Pottera najbardziej rozrywany chłopak w zamku. A jej. Jej się to podoba.

-Izz przestać wgapiać się w mojego skretyniałego kuzyna i podaj mi książkę o Sama Wiesz Czym z torby.-syknięcie Bellatrix przywraciło niepoprawną Ślizgonkę do rzeczywistości.

Sięgając do torby Isabelle zerknęła na zegarek z typową dla siebie, rozmarzoną miną, za pięć minut zaczyna się Obrona. Jedyny przedmiot jaki lubi w tym zamku, niemała w tym zasługa przystojnego profesora. Podając Belli książkę Izzy odruchowo odwraciła wzrok od rysunku na okładce, przyprawia ją o dreszcze. Bellatrix przeciwnie, zawsze patrzy na książkę z głodem w oczach, chyba na tę jedyną.

Czarnowłosa Ślizgonka otworzyła tom na rozdziale piętnastym i zagłębiła się w świat czarnych liter i białych stron, czas przestał istnieć w tej jednej chwili gdy zgłębia Czarną Magię pióra Izaaka Newtrigta. Gdyby ktoś przyłapał ją z tą książką wyleciałaby ze szkoły, ze skutkiem natychmiastowym. Ale jej to nie ruszyło kiedy sięgała po nią w bibiliotece, ma swoje sposoby żeby nikt nie zauważył, zresztą czytanie jej na lekcji zawsze owocuje przyjemnym dreszczem adrenaliny.

-Bella!

Wzdrygnięcie. Ledwo zauważalne ale jednak wzdrygnięcie. Isabelle jest z siebie dumna, a w Belli kotłują się ze sobą jedynie dwie emocje-gniew i irytacja. Więcej irytacji niż gniewu.

-Spytam cię raz. Czego?

-Eh..widzę, że twoja matka mimo wszystko nie zrobiła z ciebie damy.

-Próbowała-kwaśno syknęła Bella-Nie wyszło.

-To widzę. Ej, nie szturchaj mnie. Za minutę jest dzwonek.

-Minuta to całe 60 sekund, 360 tego czegoś mniejszego niż sekunda. To jest dużo czasu, czasu, który spędziłabym na czytaniu.

-Nie obrażaj się, dla mnie minuta to minuta. Krótka.

-Bo nie umiesz dostrzec tej mieszanki chwil zamkniętych w małej, czarnej wskazówce. Ej, nie szturchaj mnie. Ostrzegam.

-Ostatnio ostrzegałaś mnie przed swoim PMS...miałaś rację.

-Musimy poruszać te tematy w klasie?

-Są dla ciebie krępujące?

Cisza. Wymowna.

-Dobrze, przepraszam.

Milczenie. Izzy chwilę się zastanawiała.

-Bardzo przepraszam?

-Jeśli mnie szturchniesz to cię skrzywdzę.

-Przecież przeprosiłam...

-Nie dość, że zastępstwo mamy z piątą klasą to jeszcze ty...

-Przecież mnie kochasz.

Na szczęście zadzwonił dzwonek i Bellatrix nie musiała odpowiadać.


Remus przeciągnął się leniwie jak kocur i z jego ust wyrwało się mruknięcie, Syriusz wyciągnął rękę i jego dłoń zanurzyła się w złotych włosach Lupina. Mruczenie stało się jeszcze wyraźniejsze. James spochmurniał ale nie skomentował tej sytuacji, już dawno się pogodził z gejowskimi zapędami przyjaciół. Peterowi też do nie przeszkadzało po ,,poważnej" rozmowie z Syriuszem i Remusem w trzeciej klasie kiedy wyjaśnili mu po drodze pękając ze śmiechu, że obaj są jak najbardziej hetero. Przeszkadzało natomiast siedzącej naprzeciw ich stołu Isabelle, nie miała nic do Lupina wręcz przeciwnie, był słodki i miał cudowne oczy ale nie była Bellą, bez przesady. Ale teraz jej wiara w całkowitą męskość kuzyna Bellatrix podejrzanie zmalała. Czarnowłosa obrażona po rozmowie na poprzedniej lekcji nie zauważyła zerknięć Izzy na czerwono-złoty, znienawidzony stół. Lestrange to pasowało, nie musiała znosić szyderczych parsknięć Belli, w których gdy głębiej szukać słychać łagodną, zazdrosną i smutną nutę.

-Hej moja czarna księżniczko grobowców...-Iz pochyliła głowę w kierunku dziobiącej w sałatce Black.

-Czego chcesz jastrzębi płatku niezrównania?

-Kolejnej arcypogrążającej odpowiedzi...a tak naprawdę to chciałam porozmawiać po prostu o tym i tamtym.

-Nie interesują mnie takie rozmowy. Mój piękny mózg został stworzony do zgłębiania większych tajników i zakamarków wszetecznego istnienia. Nie marnuję się na rzeczy błahe niczym piórka fruwające na zakazanym wietrze nieśmiertelnego łaknienia, nie. Ja jestem stworzona do potężnych matryc przesłaniających wam, maluczkim, kroki do kolejnych stadiów piękna nieskończoności magii.

-Wow.-Isabelle nakręciła włosy na palec.-Ostatnio mówiłaś tyle po dwóch piwkach i osuszonych pięciu flaszkach ognistej whisky...a potem kiedy zwymiotowałaś. No...wtedy to zaliczyłaś największy słowotok.

-Nie wypominaj mi porażek życiowych proszę, przyjaciółki są od kłamania ci żywcem w twarz z uśmiechem na twarzy.

-Mam ci mówić, że rozmazany na twarzy kotlet mielony wygląda jak makijaż od Stefanie Enquelr*?

-Mniej przesady więcej entuzjazmu!

-Ok, twój makijaż przypomina rozmazany na twarzy kotlet-Isabelle odwraciła się w kierunku Nikodel i wyraziła swą opinię z pustym wyrazem twarzy.

Nikki wytrzeszczyła oczy i sama nie wiedziała czy zacząć się śmiać czy wyjść i obrazić. Bella parsknęła pod nosem i trąciła Izzy łokciem.

-Jesteś boska Iz.

-Wiem! Mam to w genach zapisane.

-No nie wiem, a co z twoim bratem? On musiał chyba być z innego gena.

-Myślisz? To znaczy, że mój tatuś nie jest moim tatusiem?

-Wyjaśniałoby to tę subtelną różnicę między tobą i Rabem, a Rudolfusem.

Bellatrix i Isabelle popatrzyły na siebie chwilę a potem zgodnie wybuchnęły śmiechem, Nikki ponad ramieniem Iz spokojnie sięgnęła po sałatkę.


-Zamierzam mieć dziś wszystko w dupie chłopaki!

-Pogratulować Rogaś.-parsknął Syriusz wyciągając kolejną ciągutkę z paczki Petera i wkłada ją sobie do ust.

-Nie rozumiesz.-James poderwał głowę z podręcznika do Historii Magii.-Ja na prawdę zamierzam mieć wszystko w dupie.

-Ciekawe jak cały świat ci się do tyłka zmieści.-Remus sceptycznie pokręcił głową obracając w palcach różdżkę.

Syriusz rozpaczliwie chce się odezwać, ale zęby ma sklejone cukierkiem, na całe szczęście Pettigrew wypowiadział nękające go troski na głos:

-Mam nadzieję, że nas tam nie wsadzisz...nie mam ochoty całego życia spędzić w twoim tyłku James.

Potter przez chwilę patrzył na rudawego chłopaka z osłupieniem, zaraz potem mrugnął przesadnie.

-Peet stary. Ty się zrobiłeś sarkastyczny, Syri to wszystko twoja wina.

Black wzruszył ramionami przygarniając do siebie Remusa, który natychmiast zaczął mruczeć. Wciąż nie może rozkleić ust, mordoklejki posiadają moc.

-Nie wzruszaj mi tu ramionami, to jest zbrodnia. Zmieniasz Glizdka w jakiegoś...siebie!

Syriuszowi wreszcie udało się rozewrzeć szczęki.

-Nie sądzę, że Pettu zmieni się we mnie. Ja, jak raczyłeś zauważyć dwa lata temu, jestem jedyny, niepowtarzalny.

-To akurat prawda Łapciu-Remus zanurzył dłoń w czarnych włosach Blacka co zostało nagrodzone pomrukiem radości.

-Czy wy na serio musicie?-jęknął Jim.

-Musimy co?

-No to.-James wykonał jakieś drgające ruchy ręką.

-Jak ci nie pasuje to wyjdź.-zaproponował mu Syriusz grobowym tonem jeszcze bardziej tuląc się do Lupina.

-Nie żeby to dziwnie nie wyglądało...ale to nie fair, że masz Remusa tylko dla siebie.

Remus zachichotał w rękaw, wraz z nim trzęsie się ze śmiechu również Black.

-Chodź tu Potter imbecylu. Ty też Glizda! Grupowy misiak.

Cała czwórka Huncwotów tuli się w jednej ławce, profesor Binns natomiast znudzonym głosem rozprawiał na temat tajemniczego czarodzieja Archibalda Piece.

Remus westchnął z radością, dla takich chwil warto żyć.


Bellatrix ukryła się za gobelinem i nasłuchuje oddalających się kroków Rudolfa. Po drugiej stronie Isabelle próbuje tłumić śmiech, kryjąc twarz w ramieniu Nikodel. Blondynka nie wydawała się być z tego zadowolona ale nie oponuje. Nie ma na to siły, walka z Isabelle przypomina walkę z rozszalałym morzem.

-Poszedł.-szepnęła cicho panna Carrow siedząca pod gobelinem.

Trzy przyjaciółki wyszły z dziury, towarzyszą temu śmiechy, przepychanki i tłumione przekleństwa. Samantha poczuła zazdrość, nigdy nie miała przyjaciółki, od Belli może się spodziewać jedynie pogardliwej ignorancji, od Isabelle roztrzepanej tolerancji, a Nikki zwyczajnie traktuje ją jak worek treningowy.

-Dzięki Sam.-zawołała na odchodnym Izzy kiedy roześmiane black sheeps ruszają w kierunku przeciwnym do obranego przez Lestrange'a.

Samantha tylko kiwnęła głową, nikt nie oczekuje od niej odpowiedzi, kiwnięcia też nie ale to już taki odruch. Z tej lepszej przeszłości.

Bella idąc nuciła pod nosem jakąś piosenkę i ze zdziwieniem zauważyła, że ma ochotę tańczyć. Nikki za nią podchwyciła refren i obie dziewczyny przez chwilę patrzyły sobie w oczy zanim nie wleciała pomiędzy nie Izzy.

-Głośniej moje czarne owieczki, podoba mi się!-wrzasnęła Isabelle zarzucając włosami i wyznaczyła rytm waląc nogami o podłogę.

Najwyraźniej wszystkie trzy wpadły na ten sam pomysł. Bella kiwnęła głową i zaczęła śpiewać, Nikki jej zawtórowała i zaraz potem wszystkie trzy tańczą na korytarzu narażając się na zazdrosne spojrzenia dziewczyn i pełne podziwu facetów.

-Uno!-Nikki wystąpiła do przodu i zatrzęsła tyłkiem.

-Dos!-Isabelle oblizała seksownie usta i okręciła się w piruecie.

-Tres!-Bellatrix zeszła do parteru i uśmiechnęła się zalotnie.

-Quatro!-wołają razem.-Black Sheeps!

Bella jest szczęśliwa, ma ochotę tańczyć całą noc.