Przygotowania do imprezy bożonarodzeniowej zaczęły iść pełną parą wraz z nadejściem grudnia, a w jego drugim tygodniu przewijały się przez każdą możliwą konwersację.

Nie było dnia, by Matthiasa nie zasypywano pytaniami co do daty, lokacji i cateringu. Musiał nieść to brzemię sam, ponieważ nikt nie miał wystarczająco odwagi, by zapytać Natalię bądź Lukasa.

Co do zaś samego Lukasa - widać, że sama idea nie bardzo mu się podobała, a gdy Matthias pokazywał mu oferty restauracji, często marszczył nos w niezadowoleniu.

- Musimy dzisiaj zarezerwować salę - powiedział pewnego dnia. - Chcę mieć to w końcu za sobą. Najchętniej bym to wszystko odwołał.

Matthias rozumiał, skąd pochodziła jego niechęć - taka impreza to ogrom dodatkowej pracy, nie wspominając już o wydatkach. Od tego właśnie ma mnie, pomyślał dumnie.

- Możesz spróbować, ale nie sądzę, że taka decyzja powiększy grono twoich wielbicieli - rzuciła Natalia, uśmiechając się półgębkiem.
- Gorzej już chyba być nie może. Matthias, pozwól na chwilę. Na czym stoimy?

Matthias podszedł do ogromnego biurka i położył przed Lukasem trzy świeżo wydrukowane oferty. Zaczął objaśniać po kolei każdą z nich.

- Generalnie to ta sala wydaje mi się najodpowiedniejsza, aczkolwiek przyznaję, że cena nie wygląda na proporcjonalną do jakości… Jeśli jednak zdecydujemy się na nią, to możemy oszczędzić dość sporo na wynajęciu cateringu z tej restauracji. - Wskazał palcem na drugą ofertę. - Wtedy zaoszczędzimy aż trzydzieści dolarów. Oczywiście nie wliczając alkoholu.

- Cena za alkohol wyjdzie zapewne tak wysoka jak za catering - mruknęła Natalia.
- I to mnie przeraża. - Kiwnął głową Lukas. - Myślałem o tym, żeby zapłacić tylko za parę butelek. Jeśli komuś będzie mało, może kupić sobie z własnej kieszeni.

Matthias walczył ze sobą, by nie pokazać swojej dezaprobaty. Sam zamierzał w stu procentach skorzystać w dóbr przysługujących mu podczas zabawy, z jedzenia i picia, dlatego nie podobał mu się scenariusz, w którym sam miałby płacić za alkohol (a zamierzał wypić go sporo).

- Mogę porozmawiać z Baschem - zaoferował się. - Dowiem się, na ile możemy sobie pozwolić.
- Dobry pomysł. Zajmij się tym teraz.

Basch pochwalił jego ekonomiczne myślenie, co było nie lada komplementem, biorąc pod uwagę fakt, że pan Zwingli znany był ze swojego sknerstwa. Zaproponował jednak, by Matthias zadzwonił do osób wypożyczających salę i albo targował się o tańszy wynajem, albo o tańszy alkohol. W sprawie alkoholu stanął po stronie Matthiasa, zapewne licząc się z preferencjami reszty pracowników, i zapewnił, że przy ubiegłorocznym zysku firmę stać na zapewnienie także tego.

Lukas przyjął te wiadomości dość spokojnie.

- Niech będzie. Zadzwoń do nich i zamów salę na któryś piątek. Catering też. Natalia zajmie się DJem.

Matthias chciał zająć się tym od razu, ale jako że zbliżała się szesnasta, czyli jego ostatnia godzina pracy, wolał skończyć całą papierkową robotę, która wciąż piętrzyła się na jego biurku. Nic trudnego, ale jednocześnie nic ekscytującego.

Najpierw jednak sprawdził swoją skrzynkę odbiorczą. Spam, spam, newsletter, kolejny spam. Prośba o podpisanie petycji. O, ankieta. Omal nie parsknął śmiechem, gdy zobaczył pytanie. Pognał do Lukasa i podstawił mu ekran telefonu pod nos.

- Jakie jest prawdopodobieństwo, że znów przyjdziesz na seans do naszego kina…? - przeczytał na głos niepewnie, po czym zmarszczył brwi i spojrzał na Matthiasa wyczekująco.
- Każą mi zaznaczyć od 1 do 10. - Dał mu wskazówkę.
- Co w związku z tym?
- Mogę jedynie zaznaczyć 1. No, albo 0.

Chwila niezręcznej ciszy. Matthias myślał, że puści pawia - dlaczego zawsze bawiły go najdurniejsze rzeczy?

- Prawdopodobieństwo nie może być większe niż 1! Oto cały żart. - Wow, to brzmiało lepiej w jego głowie. Miał wrażenie, że Lukas patrzy na niego jak na debila.
- Matematycy to naprawdę ekscentryczni ludzie - powiedział w końcu, a w jego ustach brzmiało to jak komplement. Może Matthiasowi się wydawało, ale jego wzrok także stał się miękki i niemalże życzliwy. Jakim cudem ten człowiek z dnia na dzień jest coraz piękniejszy? Matko boska gejowska, ratunku.

Nie chcąc ryzykować dalszego upokorzenia (przynajmniej w jego odczuciu), wrócił do roboty. Szybko zapomniał o minionej sytuacji, bowiem gdy tylko Feliks wysłał mu śmieszny filmik z psem, Matthias bez zastanowienia przesłał go Lukasowi. Chwilę później pojawił się komunikat, że wiadomość została odczytana, a z sąsiedniego pomieszczenia doszły go stłumione odgłosy psiego warczenia. Żadna odpowiedź niestety nie nadeszła, ale Matthiasowi wystarczyła sama świadomość, że nie został zignorowany.

Odkąd Lukas dał mu swój prywatny numer telefonu, Matthias stał się zuchwalszy w swoich próbach nawiązania kontaktu. Podejrzewał, że oprócz niego może tylko Natalia i Emil porozumiewali się z Lukasem w ten sposób. Na samą myśl dostawał gęsiej skórki; dawno nie czuł się tak wyjątkowy. Może i ich relacja wciąż jeszcze nie zakwitła, lecz przynajmniej zaczynała powoli kiełkować.

Po skończonej pracy Matthias wsiadł do swojego nowego samochodu. Nowego niestety tylko w jego własnym odczuciu, ponieważ karoseria nosiła drobne ślady użytkowania. W poprzedni weekend pojechał ze swoim ojcem do jego znajomego, od którego odebrali zakupione wcześniej auto. Matthias musiał wydać wszystkie swoje oszczędności, w tym świąteczną premię, ale już zdążył przekonać się, że wygoda, jaką zapewnia samochód, jest bezcenna.

Gdy Matthias zaparkował pod swoim ulubionym barem, Gilbert wysłał mu esemesa, że czeka w lokalu. Pięć minut później już obaj siedzieli z filiżankami taniej kawy, ponieważ Matthias w ostatniej chwili przypomniał sobie, że nie może pić ze względu na samochód.
- Jak tam praca? - zagadał, siorbiąc swoją małą czarną.
- Ludwig chce, żebym go zastąpił na jakimś spotkaniu biznesowym, więc do dupy.
- Już może się pożegnać z kontraktem.
- Haha. - To słowo wręcz ociekało sarkazmem. - Ale powaga, jak coś zawalę, to nie biorę na siebie żadnej odpowiedzialności.
- Powiedział starszy brat, który w teorii powinien być tym odpowiedzialniejszym.
- Jeszcze słowo i cię pacnę.

Matthias tylko zarechotał głupio.

- Też macie w firmie jakąś imprezę świąteczną? - zapytał po chwili, ciekaw różnic pomiędzy prosperującymi korporacjami.
- Nein. Tylko jakieś głupie spotkanie opłatkowe. A Ty?
- U nas będzie - oznajmił dumnie. - Nie mogę się doczekać, aż się schleję w trzy dupy.
- Planujesz jechać autem? - Gilbert wyszczerzył się prześmiewczo.
- Tak. Ale nie bój żaby, wrócę busem.
- Grzeczny chłopiec.

W międzyczasie podszedł do nich Antonio i po raz trzeci zapytał, czy na pewno nie skuszą się na jakiś alkoholowy trunek (cóż, widocznie z tego jesteśmy znani jako stali klienci, pomyślał kwaśno Matthias) i znów spotkał się z odmową. Jako że nie spożywał piwa, Matthias postanowił nagrodzić się małym cheat dayem i kupił mocno czekoladowe brownie, które samo w sobie miało pewnie z pięćset kalorii.

- Znalazłem tego twojego chłopaka w internecie - wypalił nagle Gilbert, uśmiechając się wszechwiedząco. - Niezła szycha.
- Lukas? Wiem. Szkoda, że to raczej nie moja liga.
- Stary, twoja samoocena to serio jakaś tragedia. Spójrz na siebie! Masz wszystko, czego mógłby chcieć każdy potencjalny partner! Czy coś… Nie mam zielonego pojęcia, co kręci facetów w innych facetach.

Matthias musiał się uśmiechnąć na tę durną próbę wsparcia. Kto by pomyślał, że Gilbert ma takie wielkie serce.

- Co druga nasza rozmowa to jeden wielki cyrk. Albo palnę coś głupiego, albo on nie ma humoru, albo jesteśmy w biurze i nie wypada gadać o pierdołach…
- Nikt nie mówił, że początki są łatwe. - Wzruszył ramionami. - A z tego, co od ciebie słyszę, to wasz nie wygląda najgorzej.
- Hm…

Matthiasowi ciężko było spojrzeć na jego relację z Lukasem obiektywnie - jako aktywny uczestnik miał nieco zniekształcony punkt widzenia i dziwną potrzebę rozkładania każdej interakcji na czynniki pierwsze, począwszy od ruchu brwi, a skończywszy na szyku słów w zdaniu.

- Co powiesz na złotą radę od mistrza flirtu? - zapytał Gilbert, pan sytuacji.
- Oświeć mnie, amancie - mruknął Matthias od niechcenia, odczuwając jednocześnie ekscytację oraz trwogę przed tym, czym albinos może się podzielić.
- Słyszałeś kiedyś o Leck mich im Arsch?
- Lek miś im arsz?
- To taki utwór Mozarta. W wolnym tłumaczeniu "Poliż mnie w dupę". Możesz użyć tego jako gry wstępnej. - Poruszył sugestywnie brwiami.
- Jestem pewien, że gdybym wyskoczył z czymś takim, to mógłbym zapomnieć o "i żyli długo i szczęśliwie".
- Ach, a więc Lukas to typ romantyka? W takim razie zaproś go na seans "The Room". To najpiękniejszy film o miłości naszej dekady.
- Brzmi jak tanie porno.
- W pewnym sensie jest...ale nie spoileruję!

Matthias bardzo lubił Gilberta, naprawdę, ale czasem wiele by dał za kumpla, który posłużyłby przydatną radą.

Następny dzień zapowiadał się równie pięknie. Do chwili…
- Panie Popescu, to nie jest czas na żarty. - Pierwszą rzeczą, którą Matthias usłyszał na progu biura, był surowy głos Lukasa. Vlad wiercił się pod jego spojrzeniem jak kijanka świeżo wyjęta z wody. - Jeśli naprawdę zależy panu na urlopie w okresie świątecznym, to radziłbym się przyłożyć.
- Zrozumiałem, szefie - odparł Vladimir, zbierając się do wyjścia.
- Nie zapomnij o sprawdzeniu poczty.
- Się wie, szefie.
- Chcę mieć to wypełnione do końca tygodnia.
- Tak jest, szefie - mruknął, wychodząc z pomieszczenia.

O nie, Matthiasa oblały zimne poty, gdy przypomniał sobie o ważnym zadaniu, które jakimś cudem uciekło mu z pamięci. Momentalnie poczuł, jak jego dłonie zamarzają, a zęby trą o siebie na myśl o stawieniu czoła Lukasowi. Nie wierzę, jestem taki głupi, czemu zostawiłem to na ostatnią chwilę?

- O, pan Kohler. - Lukas w końcu go zauważył. - Nie zdążyłem wczoraj zapytać, jak poszły negocjacje. Na kiedy zarezerwowałeś salę?

Przeszło mu przez myśl, aby skłamać, lecz to definitywnie nie wchodziło w grę. Kłamstwo ma krótkie nogi, a poza tym nie jest fair.

- Tak się złożyło, że...zapomniałem? Ale obiecuję, że już się za to zabieram!

Lukas spojrzał na niego jakoś dziwnie, bez wyrazu, lecz Matthias i tak już wiedział, że zawalił na całej linii. Mógł tylko patrzeć, jak jego szef pociera skronie i tyka, niczym bomba przed wybuchem.

- Myślisz, że przysługuje ci jakieś specjalne traktowanie? - Te zimne słowa, wypowiedziane bez kontaktu wzrokowego, całkowicie zbiły Matthiasa z tropu.
- Słucham?
- Nie wymagam od ciebie tyle, co od innych, a mimo to udaje ci się zwalić takie proste zadanie. - Jego rozczarowane westchnienie ugodziło Matthiasa prosto w serce. - Nieważne. Módl się, żeby udało ci się zarezerwować tę przeklętą salę, bo inaczej poznasz na własnej skórze wszystkie plotki, które krążą o mnie w tej firmie.

Czy to nie podchodzi pod znęcanie się nad pracownikiem? Nie no, pewnie tylko tak mówi, żeby mnie nastraszyć… Inaczej dawno by już tu nie szefował…, rozmyślał Matthias, Jasne, musi rządzić ciężką ręką, bo inaczej cała hierarchia by się posypała, ale...czasami mógłby zwracać uwagę na pewne granice.

Zostawił drzwi lekko uchylone, by Lukas mógł na własne uszy przekonać się, że Matthias rzeczywiście wykonuje wyznaczone mu zadanie.

Sięgając po słuchawkę telefonu i wykręcając numer, rzeczywiście modlił się w duchu, by sala wciąż miała status "do wynajęcia". Tym razem, na szczęście, jego modły zostały wysłuchane. Nie tracąc czasu, wysłał wszystkim pracownikom maile ze wstępną datą oraz lokacją. Gdy cała ta stresująca sytuacja została zażegnana, Matthias uznał, że zasłużył na kawę. Nawet na to nie miał czasu. Dziwne, że jeszcze nie zaczęła boleć go głowa.

Zbliżywszy się do uchylonych drzwi, usłyszał miękki głos Natalii.
- Przyszło zaproszenie od mojego brata na wigilijne przyjęcie.
- Od kiedy Ivan jest katolikiem?
- Odkąd prawie wszyscy jego partnerzy od interesów są.

Matthias wiedział, że Natalia ma brata, ponieważ kilka razy wspominała o nim, nigdy jednak z imienia. Zdawał sobie też sprawę, że ów brat to na pewno kawał grubej ryby, jako że kilka razy natknął się w internecie na informacje o firmie zwanej "Braginski". A skoro Natalia pracowała u Lukasa, to nie mogła mieć wiele wspólnego z jej zarządem.

Lukas wydał z siebie głośne westchnięcie.

- Czy Ivan znów będzie miał ze mną jakiś problem?
- Na pewno. Na szczęście nie na długo, bo Kasieńka chce ogłosić swoje zaręczyny z Alfredem Jonesem.
- A więc jednak?
- Tak. Jeszcze jak Wania się dowie o nas, to mu żyłka pęknie.
- Hah - parsknął Lukas nieco pogardliwie. - Mam nadzieję. Po to się zjawię na tym cyrku.

Nietrudno było Matthiasowi dojść do wniosku, że między Lukasem i tym całym Ivanem nie ma żadnych ciepłych, ba, nawet letnich uczuć.

- Chcesz zapalić? - Rozległ się nagle głos Lukasa.
- Już nie palę.
- Ach… No tak, racja, zapomniałem.

Dopiero gdy wyszedł z pomieszczenia, Matthias odważył się zrobić sobie kawy. Część niego najchętniej poszłaby za Lukasem gdziekolwiek ten się udał i zaoferowała jakieś relaksujące zajęcie (Nie, Matthias, myśl w kategorii kumpel kumplowi!), druga zaś wciąż czuła się urażona sytuacją z poranka i wolała się nie wychylać. Po minucie zastanowienia doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, jak wypije tę głupią kawę i zajmie się pracą.

Kolejnego dnia, ku uciesze Matthiasa, było już znacznie lepiej. Udało mu się z sukcesem zamówić catering, a Lukas odzywał się do niego jak normalny człowiek. Matthias nie doczekał się przeprosin za wczorajszy wybuch, i jeśli takie sytuacje były w firmie równie częste, to powoli zaczynał rozumieć niechęć innych pracowników do osoby ich szefa. Lukasowi daleko było do szefa idealnego, to fakt, ale przecież z jakiegoś powodu musiało mu się udać odnieść tak bajeczny sukces, prawda? Może podwładni nauczyli się przymykać oko na jego humorki i dawać z siebie wszystko, jako że warunki i płaca znajdowały się na poziomie co najmniej powyżej przeciętnej? Dla Matthiasa był to wystarczająco dobry deal.

Od czasu ich rozmowy w parku porządkiem dziennym stały się krótkie wymiany zdań pomiędzy nim oraz Lukasem. Czasem Matthias rzucał jakimś tanim tekstem w stylu "fajny krawat", ponieważ był zdesperowany, by doszło między nimi do jakiejś interakcji, a czasem Lukas zaskakiwał go dzikimi uwagami w stylu "zachmurzyło się". Nie było powodu, by myśleć, że są na złej drodze. A przynajmniej Matthias tak sobie powtarzał.

Późnym popołudniem, gdy obaj czekali na zagotowanie się wody, Lukasowi zadzwonił telefon. Rozmowa w obcym języku od razu wykluczyła kilku potencjalnych rozmówców, więc Matthias uznał za bezpieczne by zapytać po chwili:
- Czyżby Emil?
- Tak.
- Co u niego?
- Dzwonił, by się poskarżyć, że dzisiaj w szkole jego koledzy się z niego śmiali.
- Skoro się śmiali, to chyba powinien ich zmienić - Zaśmiał się. - O co poszło?
- Mieli lekcję o osobach i postaciach, które podziwiają.
- Ooo, rozumiem. Emil opowiadał o tobie?
- Chciałbym. - Lukas uciekł na chwilę wzrokiem. - Oznajmił całej klasie, że inspiruje go Jeanne de Clisson.

Matthias musiał poszperać w odmętach swojej pamięci. Jedyna Jeanne, jaka przychodziła mu do głowy, to d'Arc.

- Nie wiem, kto to.
- Ja też nie, ale Emil jakimś cudem wie. - Wzruszył ramionami. - Myślę, że to zasługa jego opiekunki. Emma pasjonuje się kobietami w historii.
- I bardzo dobrze - powiedział Matthias z pełnym przekonaniem. - Wszystkie inne dzieci na pewno miały Batmana albo Spidermana, a Emil przynajmniej jest oryginalny.
- Tak uważasz?
- No jasne! Superbohaterowie generalnie są oklepani. No chyba że są z Lego.
- Też tak myślę. - Lukas uśmiechnął się delikatnie. - Rozmawiałem też przez chwilę z Emmą. Powiedziała, że Emil nie jest dzisiaj w najlepszym humorze… Mam nadzieję, że to chwilowe.
- Miewa wahania nastrojów?

Lukas pokręcił głową w zadumie.

- Emil...rzadko miewa w ogóle jakieś nastroje. To bardzo spokojne dziecko. Okazuje emocje tylko okazjonalnie.
- Może ma to po starszym bracie? - Matthias wyszczerzył się głupkowato, a Lukas drgnął lekko, jakby coś go zaskoczyło.
- Tak uważasz?
- Jak się nie denerwujesz, to też jesteś spokojny. - Wzruszył ramionami, nie chcąc przypadkiem powiedzieć czegoś, co zabrzmi jak obelga.
- A ty jak nie jesteś spokojny, to jesteś nadpobudliwy.

Okej, teraz Matthias totalnie nie wiedział, na czym stoi. Czy Lukas próbował zażartować?

Kpił sobie z niego? Obraził go? A może próbował się z nim przekomarzać?

AAAAA, krzyczały jego niezwykle głębokie myśli.

- Nie mogę się nie zgodzić - odpowiedział szybko, póki cisza między nimi nie stała się niezręczna.

Gdyby ktoś oznajmił Matthiasowi kilka miesięcy temu, że ten piękny skandynawski mężczyzna stanie się powodem jego licznych mini-zawałów, zaśmiałby się im w twarz.

Aleksander Balakov czuł się okropnie. Od kilku dni zamknięty sam ze sobą w czterech ścianach własnego mieszkania, zaczynał nienawidzić własnego odbicia.

Trzeba było się nie zgadzać na ten przeklęty urlop, robił sobie wyrzuty średnio kilkanaście razy na dzień.

Próbował czytać książki, ale gdy tylko udawało mu się trochę rozluźnić, odczuwał nieuzasadnioną falę niepokoju, a podświadomość przypominała, że najlepiej by było, gdyby był w pracy.

Próbował gruntownie posprzątać całe mieszkanie, ale po odkurzeniu i wytarciu podłogi we własnej sypialni musiał zrobić sobie dwugodzinną przerwę na drzemkę, ponieważ ogarnęło go silne zmęczenie.

Próbował też ugotować sobie obiad, ale poddał się, gdy nie potrafił sobie przypomnieć przepisu na naleśniki.

Może powinienem jutro wpaść do biura? I zobaczyć, czy mój zastępca należycie wypełnia swoje obowiązki, rozmyślał kolejnego dnia podczas strzyżenia włosów, nikt przecież nie zauważy, to będzie tylko na chwilę…

Przeczesał swoją świeżo podciętą czuprynę, a na palcach zostało mu kilka krótkich włosów. Zmarszczył brwi i przyjrzał się swojemu blademu odbiciu. Tak chyba nie wygląda zdrowy człowiek, doszedł do zaskakującego wniosku.

Przypomniał sobie rumiane policzki Vlada, jego błyszczące oczy i energiczną aurę, którą emanował i zdał sobie sprawę, że jest totalnym przeciwieństwem tego wszystkiego.

Ja
Morfologię się robi na czczo, prawda?

Vlad

Tak. Czemu pytasz?

Ja

Chyba muszę sobie zrobić.

Vlad

Nie musisz hehe

Na pierwszy rzut oka widać, że masz anemię

Aleksander uśmiechnął się lekko. Postanowił nic nie odpisywać, zwłaszcza że Vlad prawdopodobnie miał rację. Poszedł do skrzynki na listy i wyjął kilka kopert. Rachunek, bank, pocztówki świąteczne od katolickiej części jego rodziny… Czasami zastanawiał się, jakim cudem te wszystkie ciotki i babki jeszcze o nim nie zapomniały. Będzie musiał zadzwonić do nich z podziękowaniami i zapytać, jak leci życie. I tak ma dużo czasu do zabicia. Przejrzał dokładnie każdą z kartek, a gdy znalazł tę od swojego ojca, zgniótł ją i wrzucił do zsypu. Jak co roku.

Wróciwszy do mieszkania, zastał kolejnego smsa od Vlada.

Vlad

Ślinię się na myśl o urlopie

Bondevik stał się dwa razy bardziej upierdliwy i ciągle grozi, że mi go nie da.

Przecież to moje PRAWO halo

Ja

Biedactwo

Vlad

Powiedz mu coś

Napisz mu, że mnie potrzebujesz, czy coś

Że to część twojego odpoczynku

Cóż, Aleksander może tak właśnie zrobi.

Dzień imprezy bożonarodzeniowej nadszedł szybciej niż wszyscy się spodziewali. Niektóre osoby, jak na przykład Natalia, wzięły wolne od pracy, a cała reszta, która musiała zjawić się w biurze, mówiła o tym, jak blisko święta. Matthias też się ekscytował - jeszcze tylko tydzień, w kolejną niedzielę już wypadała wigilia, a poniedziałek i wtorek to dni wolne.

- Słyszałeś, że Feliks Łukasiewicz chciał za darmo zostać DJem? - zapytał Matthias, gdy razem z Lukasem czekali, aż woda na kawę się zagotuje. To stało się swego rodzaju rytuałem.
- Może bym mu pozwolił, gdybym lubił disco polo.
- W takim razie jaką muzykę lubisz?

Nim Lukas zdążył odpowiedzieć, do biura weszła Natalia z najszerszym uśmiechem, jaki Matthias kiedykolwiek widział.

- Cześć. Co tam? - zapytał, chcąc poznać przyczynę jej zadowolenia.
- Jestem w ciąży - oznajmiła na bezdechu i rzuciła się w otwarte ramiona Lukasa.
- Bardzo się cieszę - zapewnił ją cicho i pogłaskał po włosach.
- Gratulacje - powiedział Matthias, chociaż jego głos nie ociekał entuzjazmem.

Ta cała wymiana zdań, która właśnie miała miejsce, wydała mu się wyjęta z kontekstu. Czy on powinien o czymś wiedzieć? Może w międzyczasie został porwany przez Tralfamadorian i poddany okrutnym testom? Dobra, stary, chwila, nie możesz się aż tak zapętlać, próbował postawić się do porządku, to nie może być dziecko Lukasa. Przecież ma Emila! Jest za młody, żeby być ojcem! Chwila, chwila... Skoro to nie jego dziecko, to dlaczego wciąż przytula się z Natalią i oboje wyglądają, jakby mieli się zaraz popłakać?

- Wszystko okej? - zapytał ich, ponieważ ta niekomfortowa sytuacja sprawiała, że czuł się jak między młotem a kowadłem. Bez wyjścia.
- Tak, tak… - Po chwili Natalia podeszła także do niego i poklepała go po ramieniu. - Do zobaczenia wieczorem.
- Do zobaczenia.

Gdy drzwi się za nią zamknęły, Matthias chciał zapytać Lukasa o wyjaśnienie, ale ten obrócił się do niego plecami i wyglądał przez okno, widocznie nie w nastroju na rozmowę.

Też bym nie był w nastroju, gdyby ktoś oznajmił mi coś takiego, pomyślał Matthias, wracając z kawą do swojego boksu. Upchnął swoje uczucia gdzieś daleko w tyle, udając, że wcale go to nie dotyka.

Sytuacja z Natalią sprawiła, że entuzjazm Matthiasa co do imprezy bożonarodzeniowej zmalał prawie o połowę. Wciąż cieszył się na myśl o nielimitowanym zasobie piwa i tańcach ze swoimi znajomymi, ale nieprzyjemne uczucia zaprzątały sporą część jego myśli.

Sala, którą wynajął, została skromnie udekorowana, za to parkiet wydawał się przestronny Jedzenie mogło być lepsze, lecz nikt nie narzekał. Wszyscy byli tutaj z innego powodu.

Matthias podwinął rękawy błękitnej koszuli, podczas gdy Lukas próbował dość sukcesywnie wydukać z siebie jakąś otwierającą przemowę. Ograniczył się do prostego "Witam i bawcie się dobrze". Połowa ludzi od razu rzuciła się na parkiet; widocznie mieli za sobą już jakieś before-party.

Matthias uznał, że zajął sobie świetne miejsce, ponieważ mógł obserwować całą salę. W tym także Feliksa, który właśnie uczył Vlada dość skomplikowanych kroków break-dance'u, chociaż sam nie mógł pochwalić się ich dobrą znajomością, a co dopiero wykonaniem. Elizavetta oraz Roderich tańczyli niezwykle dojrzale, chociaż totalnie nie w rytm muzyki. Cóż, ważne, że mieli przy tym frajdę. Fino, Berwald, Basch oraz Toris tańczyli w kółeczku, każdy drętwiej od drugiego. Lukas siedział na ławce, oparty o ścianę i pisał coś na telefonie. Matthias postanowił w pierwszej kolejności udać się do niego. Najpierw jednak pozwolił sobie odpiąć trzy górne guziki koszuli.

- Hej - powiedział, siadając naprzeciwko niego.

Lukas uniósł głowę, zaskoczony, i zablokował telefon. Matthias obserwował z zadowoleniem jak wzrok Norwega prześlizguje się po jego obojczyku.

- Dobrze się bawisz? - zapytał Lukas.
- Tak. A nawet jeszcze nic nie piłem.
- Nie przyjechałeś czasem autem?
- Wrócę busem.
- Chyba że tak. - Pokiwał głową.

Matthias przeczuwał, że Lukas pewnie jest bardzo wyczulony na jazdę autem po pijaku, biorąc pod uwagę fakt, że jego rodzice zginęli w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę.

- Natalii nie będzie?
- Zaraz powinna przyjść.

Chwila milczenia.

- A więc ciąża?

Lukas pokiwał głową.

- Bardzo długo się o nią starała, bo miała sporo problemów - wyjaśnił miękkim tonem. - Ale w końcu się udało. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze
- Ja też.
- Wiesz, że gdy Natalia pójdzie na urlop, będziesz musiał przejąć jej obowiązki?

To była nowość. Matthias miał nadzieję, że to oznacza zajmowanie się samymi ważnymi rzeczami, a nie nadmiar pracy

- To dlatego zatrudniłem drugiego asystenta. Wiedziałem, że Natalii prędzej czy później się uda, a chciałem, by ta nowa osoba miała trochę czasu na zaaklimatyzowanie się. I tą osobą zostałeś ty.
- I ukrywałeś ten powód przede mną przez kilka miesięcy? - zapytał z uśmiechem na ustach, nie chcąc brzmieć wyzywająco.
- Nie chciałem zapeszać.
- Teraz możesz mi mówić wszystko, skoro oficjalnie zostanę twoją prawą ręką. Na przykład jak to jest być ojcem.

Lukas znieruchomiał, a Matthias widział w niemalże zwolnionym tempie, jak jego rysy zmieniają się; brwi unoszą, usta lekko uchylają, palce stukające w stolik zamierają.

- Ja i Natalia nie... To nie jest moje dziecko - wydusił z siebie w końcu.

Ta odpowiedź była wszystkim, czego Matthias w życiu pragnął. W tym roku Boże Narodzenie przyszło do niego wcześniej. Matko Boska Gejowska, dziękuję, powiedział w duchu, mimo że nie jestem gejem.

Lukas pewnie musiał słabo ogarniać, co się dzieje, gdy Matthias bez słowa uśmiechnął się bynajmniej nie ze smutku.

Przez chwilę siedzieli w tym dziwnym stanie, w tej dziwnej konsternacji i niepewności, dopóki przy ich stoliku nie pojawiła się długo wyczekiwana Natalia w towarzystwie pewnego tajemniczego jegomościa.

- Co tak siedzicie jak ostatni frajerzy? - zapytała w ramach powitania.
- Matthias myślał, że jestem ojcem twojego dziecka - wypalił Lukas z kamienną ekspresją.

Matthias tylko uśmiechnął się głupkowato w stronę Natalii, a przepraszająco w stronę nieznajomego mężczyzny, który wydał mu się z grubsza znajomy…
- To dla niego typowe - powiedział silnym, męskim głosem i wtedy wszystko stało się jasne.
- Ludwig Beilshmidt, kopę lat!
- Gilbert mówił mi, że pracujesz w korporacji, ale nigdy bym się nie spodziewał, że w firmie Natalii.

Wyglądało na to, że teraz, oprócz Lukasa, Natalia również nie za bardzo orientowała się w sytuacji. I nic dziwnego, ponieważ Matthias też potrzebował chwili na uporządkowanie sobie tego wszystkiego w głowie. Z najnowszych informacji wychodziło na to, że Natalia nigdy nie miała romansu z Lukasem, tylko cieszyła się stałym związkiem z Ludwigiem, z którym jest w ciąży. Albo coś takiego, pomyślał Matthias, ważne, że Lukas jest wolny. No co, priorytety.

Natalia uznała, że najlepszym sposobem na rozrzedzenie tej gęstej atmosfery będzie taniec towarzyski. Tak więc porwała swojego Ludwiga na parkiet, gdzie poruszali się z gracją w rytm hitów z lat osiemdziesiątych. Matthias w międzyczasie próbował wyciągnąć także Lukasa, lecz ten odmówił.

- Muszę zadzwonić do Emmy. - Brzmiała jego wymówka.

Nie chcąc go przymuszać, Matthias obszedł całą salę, zamieniając po dwa zdania z Elizavettą i Roderichem, tańcząc chwilę tu, chwilę tam...do chwili, gdy po dwóch piosenkach został porwany przez rozpromienioną Natalię. Dla zewnętrznych obserwatorów ich taniec zapewne wyglądał pokracznie, ale zabawy była co nie miara. Dopóki Matthias, zapominając o filtracji słów, zadał niecodzienne, lecz nurtujące go pytanie.

- Ludwig nigdy nie był zazdrosny o Lukasa?
- Czemu pytasz? - Natalia zareagowała spokojnie, chociaż jej pierwszą reakcją było uniesienie wysoko brwi.
- Jesteście ze sobą blisko. Aż trudno uwierzyć, że Ludwig nigdy nie miał żadnych podejrzeń. Albo że nigdy nie widział w nim rywala.

Natalia przez chwilę milczała, wpatrując się w punkt ponad jego ramieniem.

- Zauważyłam, że ostatnio spędzasz z Lukasem dużo czasu. - Spojrzała na Matthiasa przenikliwie, jakby chciała dostrzec jego prawdziwe kolory.
- Lubię go.
- Mało kto lubi go z powodu jego charakteru.
- Nie wiedzą, co tracą. Hehe.
- Nie wydajesz się mieć wobec niego złych zamiarów. Wręcz wydajesz się być godzien zaufania, tak więc będę z tobą szczera: nie, Ludwig nigdy nie był zazdrosny, ponieważ zna mnie i Lukasa, i wie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Lukas jest nieszkodliwy.
- Tak najczęściej ludzie mówią o swoich kochankach! - Matthias nie dawał za wygraną. - Wiem, bo swego czasu oglądałem romansidła.
- Przykro mi, ale nie mogę podać ci innego powodu.
- Przed chwilą stwierdziłaś, że jestem godzien zaufania!

Natalia westchnęła przeciągle. Chyba właśnie zdała sobie sprawę, że ma do czynienia z wielkim, upartym dzieckiem w ciele dorosłego mężczyzny.
- Powinieneś wypytywać jego, a nie mnie. Mogę dać ci co najwyżej wskazówkę, ale tylko jeśli masz wystarczająco oleju w głowie, żeby nie dzielić się tymi informacjami z nikim innym.
- Się wie. Dobro Lukasa leży w moim interesie.
- Lukas po prostu nie jest mną zainteresowany. - Brzmiała wskazówka.
- Co? Chwila, nie rozumiem. Jesteś inteligentna, uzdolniona i piękna, więc jakim cudem…?
- Ponieważ jestem kobietą.
- Lukas nie jest tobą zainteresowany, ponieważ jesteś kobietą?

Natalia uniosła brew, patrząc na niego z miną "Właśnie to powiedziałam debilu".
- Czy to znaczy, że interesują go mężczyźni?
- Sam go zapytaj. To nie moja sprawa.

Jak mu kazano, tak chciał zrobić. Może nie należało to do jego najmądrzejszych decyzji, ale Matthias był upity niezwykle ciekawymi informacjami, które właśnie otrzymał, tak więc chciał jak najszybciej rozszyfrować zagadkę, jaką był Lukas Bondevik.

Zastał go przy tej samej ławce, na której rozmawiali pół godziny temu, tyle że tym razem Lukas stał obok i widocznie zbierał się do wyjścia; zarzucił na ramiona marynarkę i schował telefon do kieszeni.

- Już idziesz? - zapytał Matthias, stając tuż przed nim. - Zostań jeszcze chwilę.
- Opiekunka Emila jest opłacona do dwudziestej drugiej, a ja wracam busem, więc muszę mieć na uwadze korki - wyjaśnił spokojnie Lukas, poprawiając kołnierzyk swojej koszuli.

Matthias przyjrzał się swoim opcjom, zważył je i wybrał tę cięższą.

- W takim razie z przyjemnością cię odwiozę!

Z zadowoleniem przyglądał się zdumieniu wykwitującemu na twarzy Norwega.

- Piłeś coś?
- Nie.

Lukas i tak nachylił się w poszukiwaniu zapachu alkoholu. Matthias w zamian mógł powąchać jego skórę.

- Nie mogę przyjąć twojej propozycji - powiedział nagle.
- Co? Dlaczego!?
- Bo wtedy nie będziesz mógł się napić. Słuchałem przez cały tydzień, jak bardzo się ekscytowałeś darmowym alkoholem.
- Nie obchodzi mnie alkohol. Chcę zrobić to dla ciebie!
- Wybierasz mnie zamiast alkoholu? Jesteś pewien, że wszystko w porządku? - zapytał raczej żartobliwie.
- Dla mnie to dość oczywista decyzja.

Lukas pokiwał powoli głową, nie wypowiedziawszy żadnego słowa, ale jego nieśmiały, błądzący wzrok odpowiedział za niego.