Rozdział 7
"Bones"....
Booth wbiegł do ciemnego pomieszczenia, kierując światło latarki na bezwładną postać, leżącą na łóżku. Ktoś zapalił światło, a to co ukazało sie oczom agenta, przeraziło go. Na zakrwawionej pościeli znajdowała się Bones, całe jej ciało pokrywały siniaki i krew. I jedynie brudna, kiedyś biała bielizna przykrywała jej ciało. Ręce miała przypięte do wezgłowia łóżka, a włosy sklejone pod wpływem brudu i krwi. Podbiegł do niej natychmiast, złapał za ramiona i potrząsnął delikatnie.
-Bones, obudź się, to ja Booth!- powiedział przerażony, jednak nie przyniosło to żadnego rezultatu, jej oczy nadal były zamknięte, a ciało wiotkie. -Bones, proszę Cię, obudź się!- tym razem krzyknął. Próbował uwolnić jej ręce. Tym razem Brennan nieznacznie uchyliła powieki, powrócił ból. Zaczęła tracić przytomność, wszystko zachodziło mgłą. -Bones, nie zasypiaj, to ja Booth! Otwórz oczy!- powtarzał głośno, uwalniając jej ręce, które bezwładnie, jak worki mięsa, opadły na łóżko. Na nadgarstkach widniały krwawe rany.
-Booth?- wychrypiała ciężko, jej wysuszone gardło nie pozwalało jej mówić. Ból całego ciała utrudniał skupienie się, nie była pewna czy to co widzi to prawda. czy może umarła i znalazła się w czymś, co Seeley określiłby mianem nieba?
-Bones, baby. Już wszystko w porządku, mam Cię, już wszystko dobrze. Zaraz Cię stąd zabiorę.- szeptał. Podniósł ją, jednak wraz z jej drobnym, kruchym ciałem podniosło się całe prześcieradło. Spróbował je odłożyć
-Nieeeee!- rozdzierający krzyk przerwał panującą ciszę. Dopiero wtedy spostrzegł, że brudny materiał jest przyklejony do wielkich, krwawych ran na plecach Brennan.
-Przepraszam, naprawdę przepraszam, nie wiedziałem.- wyszeptał w jej włosy próbując ją uspokoić. "Idiota!" pomyślał do siebie. Brennan płakała i drżała w jego ramionach. Starał się jak mógł, aby ponownie nie sprawić jej bólu, jednak nie było to takie proste, gdyż niemal każdy centymetr ciała pokrywały rany i siniaki. Prawdopodobnie była także odwodniona, ledwo utrzymywała przytomność.
-Przyślijcie tu sanitariuszy, natychmiast!- krzyknął do agentów FBI.
-Cii, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Zaraz Cię stąd zabiorę, obiecuję- powtarzał jak mantrę.
-Booth?- Brennan otworzyła szerzej oczy, tak naprawdę dopiero teraz dotarło do niej, że to nie Christopher. Ten dotyk, ten głos należały do jej partnera i przyjaciela. Uśmiechnęła się nieznacznie i nie była juz dłużej walczyć w wszechogarniającą ciemnością. Zemdlała.
Booth towarzyszył Brennan w drodze do karetki, kiedy usłyszał glos agenta Novaka.
-Agencie Booth, złapaliśmy Moore'a jak uciekał. Niestety zdążył połknąć jakąś tabletkę. Nie wiemy co, jedziemy z nim do szpitala.-
Dopiero teraz Booth dostrzegł dwóch agentów prowadzących człowieka, który porwał Brennan. Bez słowa podbiegł do nich, jego pięść wylądowała na twarzy porywacza. Kolejne uderzenie, kopnięcie...
-Ty sukinsynu, jak mogłeś!- krzyczał wściekły Booth. Dwóch agentów podbiegło i zaczęło odciągać Bootha od więźnia, który teraz leżał na ziemi.
-Zostawcie mnie! Jeszcze z nim nie skończyłem!- aby opanować Seeley'a potrzeba było kolejnych dwóch agentów, którzy trzymali wyrywającego się mężczyznę, kiedy podszedł do nich Novak.
-Booth, zabierają doktor Brennan do szpitala, może pojedziesz z nią.- zasugerował Novak w obawie, że Booth zabije porywacza i sam stanie przed sądem.
-Oczywiście, że jadę. Ale z Tobą jeszcze nie skończyłem!- warknął do porywacza, wyrwał się trzymającym go agentom i pobiegł do karetki.
W szpitalu Booth chodził z kąta w kąt na przeciw siedzących Zezulców. Cam siedziała i ślepo wpatrywała się w ścianę, Sweets stał przy oknie, a Angela płakała w ramionach Hodgins'a. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani, już od 40 minut badali Bones. Każdy przechodzący lekarz, był potencjalnych źródłem informacji, jednak jak dotąd żaden nic nie wiedział. Seeley martwił się, miał nadzieję, że nic poważnego nie będzie jej dolegało, miał nadzieję, że to tylko tak źle wyglądało. Jednak mimo wszystko, nie mógł sie pozbyć obaw, a z każdą minuta tylko ich przybywało. W końcu wyszedł do nich lekarz.
-Czy ktoś z państwa jest z rodziny doktor Brennan?- zapytał.
-Nie, jesteśmy przyjaciółmi. Jej ojciec i brat są w drodze.- odpowiedziała Cam.
-Przykro mi, ale w takim wypadku, nie mogę państwu nic powiedzieć.- odpowiedział doktorek i odwrócił się, aby ich zostawić, siedzących w poczekalni, liczących chociażby na najdrobniejszą cząstkę informacji o zdrowiu Bones.
Booth chciał coś powiedzieć, kiedy usłyszał wściekły głos Angeli.
-Nie może pan nic powiedzieć! Dobre sobie! Czy wie pan ile jej szukaliśmy, czy ma pan pojęcie kim ona dla nas jest?! Nie sądzę, więcej, jestem pewna, że nie ma pan zielonego pojęcia! Pan nie wie co to jest przyjaźń i miłość! Czekałam już wystarczająco długo i dłużej już nie zamierzam, więc niech nam pan powie, co jej jest!!!-krzyczała artystka. Ludzie na korytarzu wgapiali się w nich, niektórzy szeptali i dało się wyłapać pojedyncze zdania "Głupie przepisy!, powinni im powiedzieć etc."
Lekarz, na przemian, bladł i czerwienił się, wyglądał jakby zaraz miał zemdleć.
-Proszę sie uspokoić, powiem państwu wszystko.-powiedział z p0rzerażeniem patrząc na rozgniewaną Angelę.
-Więc słucham!- artystka stanęła ze skrzyżowanymi rękami, tupiąc jedną nogą.
-Zapraszam do gabinetu, chyba nie chcecie, abym mówił to przy wszystkich obecnych na korytarzu.
-Byle szybko!!!-tym razem głos zabrał Booth. Minutę później wszyscy stali już w gabinecie lekarza, nikt nie zawracał sobie głowy zajmowaniem miejsc, chcieli jak najszybciej dowiedzieć się co z ich przyjaciółką.
-Doktor Brennan została wielokrotnie zgwałcona-zaczął lekarz.
-Och-wyrwało się Angeli, która natychmiast przykryła usta dłonią.
-Na szczęście nie wykryliśmy żadnych chorób wenerycznych. Wykluczyliśmy także ciąże. - wszyscy obecni odetchnęli z ulgą. - test na HIV także negatywny, jednak po 3 miesiącach musimy powtórzyć test, dla pewności. Jednak w 90% jestem pewien, że nic jej nie grozi. Moore był czysty, a znaleźliśmy jedynie jego nasienie.- kontynuował lekarz. - Jest jednak osłabiona i odwodnia. Siniaki na ciele powinny zejść w ciągu tygodnia, gorzej z plecami.-wszyscy spojrzeli przerażeni. Tak naprawdę tylko Booth widział jej plecy, jednak nawet on nie widział tego co było pod przekrwionym prześcieradłem.
-Mieliśmy problem z usunięciem materiału, który był przyklejony bardzo głęboko do ran. Prawdopodobnie zostaną blizny... nie mniej jednak, po wyjściu ze szpitala, ktoś będzie musiał jej pomagać przy zmianie opatrunków, tak aby nie doszło do zakażenia. Rany tego typu, mogą się bardzo długo goić, a ich leczenie jest czasochłonne... Na szczęście doktor Brennan nie doznała żadnych złamań, ani urazów głowy. Rany po kajdankach i po przypalaniu papierosem, powinny się bardzo szybko zagoić..."
-Przypalanie papierosem?- ktoś szepnął. Wszyscy byli coraz bardziej przerażeni, jak ktoś mógł coś takiego zrobić Brennan.
-Panie doktorze, a rany na plecach, jak do tego doszło?- zapytał jak dotąd cichy Sweets.
-Wydaje nam się, że jest to wynik uderzeń. Nie jesteśmy pewni czym. Prawdopodobnie jakimś, pejczem, kijem, pasem... Nie możemy tego w stu procentach określić.-wśród zebranych ponownie zapadła grobowa cisza.
-Jutro porozmawia z psychologiem- widząc, że Sweets ponownie zamierza się odezwać, dodał "Kobietą. Nie wiemy, jak to wszystko wpłynęło na jej psychikę. Gwałt, a w dodatku wielokrotny to bardzo delikatny temat.
-A czy obecnie, coś bezpośrednio zagraża jej życiu?- zapytał Booth, mający nadzieję, że nie.
-Na chwile obecną, jedynie rany na plecach, w które może sie wdać zakażenie i odwodnienie, ale pracujemy nad tym. Śmiem nawet twierdzić, że nie ma bezpośredniego zagrożenia życia.-wyjaśnił lekarz.
-Mogę ją zobaczyć?- zapytał Seeley.
-Podaliśmy jej środki nasenne, nie obudzi się, aż do rana. Ale jeśli bardzo chcecie, możecie pojedynczo do niej wchodzić.-Booth natychmiast skierował się do wyjścia.
-Dziękujemy panie doktorze-powiedział Hodgins na odchodne i wszyscy udali się do pokoju, w którym teraz leżała Bones.
Po chwili ciszę przerwał telefon Bootha.
-Booth.- odebrał szybko.
-Moore nie żyje!- odpowiedział mu agent Novak.
-Kurwa! Jak to nie żyje? Jak to możliwe!!!? Wcześniej nic mu nie było!- krzyknął wściekły.
-Te tabletki, które zdążył połknąć. To była trucizna, nic nie dało się zrobić-powiedział mu agent. Po chwili ciszy dodał. -Agencie Booth, jest Pan tam?
-Tylko się upewnijcie, że naprawdę nie żyje!!! Że nie wziął tabletek, które tylko upozorowały jego śmierć!" warknął Booth i rozłączył się.
CDN...
Pamiętajcie wszelkie review są mile widziane :)
