Jeszcze długo po wyjściu Snape'a, Harry'emu wciąż było niedobrze, a w głowie rozbrzmiewało mu słowo „charłak". Choć nie zrobił przecież nic złego, niczym świadomie nie zawinił, to i tak czuł się odpowiedzialny. To była tak wielka tragedia nie tylko dla Draco, ale i całej jego rodziny. Harry wiedział, że gazety podchwycą temat i następnego dnia ta historia wyląduje na pierwszych stronach.
Czuł w sobie ogromną moc, magię, która chciała wyrwać się na wolność. Nigdy wcześniej nie odczuwał czegoś podobnego. Jednak fakt, że była to czyjaś siła, skradziona, przeniesiona, pokonana… że była w nim magia Draco. Nie mógł opanować drżenia na tą myśl.
Nie wiedział, co stało się z chłopakiem. Z braku Draco w pobliżu wywnioskował, że najwyraźniej nie musieli już pozostawać w bliskiej odległości, a ich zależność została zerwana. Czy został już przeniesiony do domu? A może wciąż pozostawał w Hogwarcie?
Z rozmyślań wytrąciło go trzaśnięcie drzwiami. Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył Snape'a wchodzącego wraz z Lucjuszem Malfoyem. Jego żołądek w jednej chwili ścisnął się z przerażenia. Mężczyźni podeszli do niego. Obaj patrzyli beznamiętnie, nie zdradzając uczuć. Harry skulił się bezwiednie.
Pierwszy odezwał się Snape, przerywając niezręczną ciszę:
- Panie Potter, w zaistniałej sytuacji, pan Malfoy chciałby z panem porozmawiać.
Harry jąkając się, odpowiedział cicho, nie patrząc nikomu w oczy:
- Och, tak, tak, oczywiście.
Lucjusz zwrócił się do przyjaciela:
- Zostaw nas proszę samych, Severusie.
Snape rzucił mu nieufne spojrzenie, skinął jednak głową i wyszedł z Sali Szpitalnej.
Malfoy przysunął krzesło bliżej łóżka i usiadł obok Harry'ego, który wciąż kulił się i unikał jego wzroku.
- Wiem, że to co stało się z moim synem to nie twoja wina. Jednak nie jestem w stanie nie robić niczego, nie próbować zmienić… - urwał gwałtownie, a po chwili kontynuował:
- Nie możesz oddać Draco tylko jego magii. Ta opcja jest teraz niemożliwa. Mam więc inną propozycję. Pieniądze nie są problemem, możesz zażądać, ile tylko zechcesz. W zamian musiałbyś oddać całą swoją magię mojemu synowi. Wiem, że to może ci się wydawać ekstremalnym rozwiązaniem, jednak mógłbyś żyć w dostatku, co prawda w świecie mugoli, ale jesteś jeszcze młody, zapomniałbyś. Severus powiedział mi, że nie miałeś nawet pojęcia, że jesteś czarodziejem dopóki nie dostałeś listu z Hogwartu. Nie straciłbyś wiele, mógłbyś tylko zyskać. Zastanów się nad tym. Draco całe swoje życie był otoczony magią, bez niej nie przetrwa.
Harry w zasadzie spodziewał się właśnie czegoś takiego, jednak te słowa i tak nim wstrząsnęły. Przekazywanie magii było możliwe – jednak w większości przypadków nielegalne i bardzo niebezpieczne. W ich sytuacji rzeczywiście, Harry mógłby zrzec się mocy na rzecz Draco. Wiedział jednak, że nie byłby w stanie tego zrobić. Odpowiedział więc tylko:
- Przykro mi, ale nie zgadzam się. Za żadne pieniądze.
Malfoy zacisnął wargi i była to jedyna oznaka gniewu, jaką Harry u niego dostrzegł.
- Na pewno nie? To bardzo dobra oferta.
- To niemożliwe, panie Malfoy – Harry pozostał nieugięty.
Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, a potem westchnął cicho i powiedział:
- Jest jeszcze inna opcja. Ponieważ Draco jest… - urwał, po czym kontynuował, a Harry usłyszał ból w jego głosie, - charłakiem, jako partner mógłby korzystać ze wspólnej magii.
Harry zmarszczył brwi i spytał:
- Więc czemu nie znajdzie pan kogoś, kto podzieli się z nim mocą? On umawia się z Astorią Greengrass, sądzę że chętnie pomoże ukochanemu. Pewnie nie byłoby to dla niej problemem.
Malfoy skrzywił się.
- Niestety, to nie może być byle kto. Przypadek mojego syna jest szczególny, ponieważ miał w sobie magię, ale ją utracił. Jego ciało nie zechce jakiejś mocy, jest przystosowane tylko do jednej konkretnej. A ta znajduje się aktualnie w tobie.
Harry zrozumiał. Wyjąkał cicho:
- Chce… chce pan, żebym był jego partnerem?
- Samo bycie partnerem oczywiście nie wystarczy. Niezbędny jest rytuał wiążący. A tego rodzaju rytuałów się nie łamie. Musielibyście zostać małżeństwem przez całe wasze życie.
Harry'emu zaszumiało w głowie. Miał ochotę zaśmiać się, cóż za ponury żart! Jak to szło? „Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić". Tyle lat marzył o tym, by mieć taką rodzinę jak Malfoy'owie, by wreszcie przynależeć do kogoś. W zwierciadle Ain Eingarp widział siebie jako męża Draco. I proszę, jego marzenie się spełniło!
Los zawsze bywał dla niego przewrotny i okrutny, ale to już była przesada. Zobaczył jasno obraz tego, jak miało wyglądać jego życie: kolejna rodzina, zmuszona, by go przyjąć. Nie chcieliby go, ale ze względu na syna, musieliby go tolerować. A Draco… Draco by go nienawidził, Harry był o tym przekonany. W końcu byłby od niego zależny, czerpałby magię nie z siebie, a z niego. Jak można kochać kogoś, kto dzień po dniu przypomina ci, ile straciłeś? I że już nigdy tego nie odzyskasz.
Harry nie zauważył, że płacze, dopóki na pościeli, którą był przykryty do pasa, nie pojawiły się małe, okrągłe plamki. Ogarnięty nagłą paniką zerwał się z łóżka i ignorując Lucjusza Malfoya wybiegł z Sali. Minął zdziwionego Snape'a i popędził w dół schodami, prosto przed siebie, nie patrząc dokąd biegnie. Wypadł z zamku wprost na dziedziniec i pognał dalej. Dopiero, gdy znalazł się w Sowiarni zauważył, że nie ma butów, a jego stopy są lodowate z zimna. Trwała w końcu późna jesień. Opadła z niego adrenalina i powoli osunął się na kamienne schody wśród pohukujących sów. Targnął nim szloch.
Wiedział, że zgodzi się na tą propozycję. Nie mógłby spojrzeć sobie w oczy, gdyby nie pomógł Draco. On, biedny, beznadziejny, zupełnie przeciętny i nijaki Harry Potter wejdzie poprzez małżeństwo do potężnej i bogatej rodziny Malfoy'ów. Gdyby nie jeden, tak głupi wypadek na eliksirach, to nigdy nie byłoby możliwe. Skończyłby szkołę i pewnie nigdy więcej nie zobaczyłby Draco. Co najwyżej mógłby go ujrzeć w gazecie – z całą pewnością reporterzy donosiliby o jego sukcesach w pracy, o małżeństwie czy narodzinach dzieci. A on czytając te wiadomości myślałby sobie, że to była kiedyś jego pierwsza miłość.
Choć przez całe swoje życie spotykał się tylko z nienawiścią, niezrozumieniem albo obojętnością, to wciąż tkwiła w nim nadzieja. Może wreszcie miałby kogoś? Kogoś, kto by go kochał takim, jakim jest? Może miałby własną rodzinę?
Harry siedział sam w ciemności i opłakiwał utratę jedynej rzeczy, która trzymała go przy życiu. Możliwej przyszłości.
